Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu

Trójca Święta, Kiko Arguello

Niedziala, 7 czerwca, Uroczystość Trójcy Świętej

J 3,16-18

16 Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. 17 Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. 18 Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

Rozważamy dzisiaj fragment rozmowy Jezusa z faryzeuszem Nikodemem, który przyszedł do Niego pod osłoną nocy (J 3,1-36). Po ukazaniu swojej nauki o życiu wiecznym, które w Nim staje się dostępne i dla którego wierni rodzą się na nowo dzięki działaniu Ducha Świętego, Pan przechodzi do serca Dobrej Nowiny o zbawieniu: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (3,16). Z miłości do świata Ojciec poświęca to, co jest dla niego najcenniejsze, życie swojego jedynego Syna.

Świat jest ogarnięty przez ciemność grzechu, Ojciec jednak nie chce, aby ktokolwiek trwał w niej na wieki. Jak pisze Piotr Apostoł: „On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich chce doprowadzić do nawrócenia” (2 P 3,9). Dlatego Ojciec posyła swojego Syna, „by świat został przez Niego zbawiony” (J 3,17).Darem zbawienia, który Ojciec daje nam w Jezusie, jest życie wieczne, czyli uczestnictwo w życiu Trójcy Świętej. Przyjęcie tego daru odbywa się poprzez wiarę w Syna. Wiara polega na poddaniu się mocy Ducha Świętego, który najpierw podprowadza człowieka do przyjęcia tego, co Bóg objawił, a następnie do oddania w Jego ręce całego swego życia. Jak powie Jezus w innym miejscu Janowej Ewangelii, wiara polega na współpracy z dziełem Boga w nas „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał” (6,44). Inicjatywa zatem jest po stronie Boga. To On jako pierwszy dotyka swą miłością ludzkiego serca.

Od reakcji na doświadczenie Bożej miłości w Jezusie zależy los człowieka: „Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego” (3,18). Przed każdym z nas stoją zatem dwie możliwości. Pierwszą z nich jest przyjęcie Bożego objawienia i uwierzenie „w imię Jednorodzonego Syna Bożego”, czyli przylgnięcie do Niego całym sobą. Druga możliwość to odrzucenie Bożej propozycji, a w konsekwencji ciemność grzechu i wieczne potępienie.

Co jest moją aktualną duchową ciemnością? Czy mam świadomość, że Ojciec nie chce mnie potępić za mój grzech, lecz z niego uwolnić? Czy pozwalam, by Duch Święty porządkował moje wnętrze? Czy poprzez modlitwę, rozważania Słowa Bożego i uczestnictwo w sakramentach próbuje przylgnąć całym sobą do Jezusa?

A liczny tłum chętnie Go słuchał

Księga Psalmów (fot. Aaron Burden, unsplash.com)

Piątek, 5 czerwca

Mk 12,35-37

35 Nauczając w świątyni, Jezus zapytał: «Jak mogą twierdzić uczeni w Piśmie, że Mesjasz jest synem Dawida? 36 Wszak sam Dawid mówi mocą Ducha Świętego: Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej, aż położę Twoich nieprzyjaciół pod stopy Twoje. 37 Sam Dawid nazywa Go Panem, jakże więc jest tylko jego synem?» A liczny tłum chętnie Go słuchał.

Do tej chwili Jezus w Ewangelii Marka był przepytywany i prowokowany przez różne osoby (por. Mk 11,27-12,34). Teraz, gdy przeciwnikom zabrakło pytań lub odwagi (por. 12,34), On sam przejmuje inicjatywę. Na początek stawia prowokujące pytanie: „Jak mogą twierdzić uczeni w Piśmie, że Mesjasz jest synem Dawida?” (12,35). Podobnie jak w przypadku reakcji na pytanie zadane przez bogatego młodzieńca („Czemu nazywasz Mnie dobrym?”; 10,18) słowa te powinny być potraktowane, nie jako rodzaj zaprzeczenia, lecz jako pytanie otwierające dyskusję. Można je przetłumaczyć bardziej dosłownie: Dlaczego twierdzą uczeni w Piśmie, że Mesjasz jest synem Dawida? Jezus nie zaprzecza, że Mesjasz jest synem króla Dawida. Podobnie jak nie oponował, gdy w trakcie mesjańskiej podróży do Jerozolimy, niewidomy Bartymeusz wołał do Niego pod Jerychem, używając tego samego tytułu: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! (…) Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (10,47-48). Jezusowe pytanie ma sprowokować słuchaczy do refleksji nad tym, co Pisma mówią na temat Mesjasza, obiecanego potomka Dawidowego.

Nawiązując do Psalmu 110, Jezus przedstawia pozorny dylemat. W pierwszym rzędzie jednak uwpuklą autorytet psalmu, wprowadzając cytat za pomocą słów: „wszak sam Dawid mówi mocą Ducha Świętego” (dosł. „w Duchu Świętym”; 12,36). Wniosek jest taki, że sam psalm, jak i wszystkie Pisma, można przypisać trzeciej Osobie Trójcy Świętej, od której czerpią one boski autorytet (por. 2 Sm 23,2; Dz 1,16). Słowa Jezusa potwierdzają zatem doktrynę o biblijnym natchnieniu. Paweł napisze później w do Tymoteusza: „Wszelkie Pismo jest przez Boga natchnione i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do wychowania w sprawiedliwości” (2 Tm 3,16; por. 2 P 1,20-21).

Psalm 110 w swoim oryginalnym kontekście był utworem śpiewanym podczas ceremonii koronacyjnych królów Judy (tzw. psalm intronizacyjny). Jego treść wyraża obietnicę panowania i zwycięstwa nad wrogami. Psalmista posługuje się w nim wyrażeniem „Pan mój” (hebr. Adoni), czyli honorowym tytułem, za pomocą którego zwracano się do władców żydowskich (por. 1 Sm 26,19; 1 Krl 1,37). Jezus cytuje pierwsze słowa tego psalmu: „Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej, aż położę Twoich nieprzyjaciół pod stopy Twoje” (Mk 12,36; por. Ps 1,1). W tekście hebrajskim pojawia się tutaj tzw. tetragram, czyli cztery spółgłoski YHWH, za pomocą których Żydzi zapisywali imię Boga. Zatem to sam Bóg mówi do króla („mojego Pana”), by siadł po Jego prawicy, czyli na najbardziej honorowym miejscu (por. Mk 10,37), dopóki jego wrogowie nie będą całkowicie pokonani. Odkąd monarchia izraelska przestała istnieć, słowa Ps 110 postrzegano jako masjańskie proroctwo, zapowiadające potomka Dawida, który na nowo ustanowi królestwo i przywróci suwerenność Izraela.

Jezus zatem pyta: „Sam Dawid nazywa Go Panem, jakże więc jest tylko jego synem?” (12,37; tradycja żydowska i wczesnochrześcijańska przypisuje autorstwo Księgi Psalmów właśnie Dawidowi). W starożytnych realiach było nie do pomyślenia, by ojciec tak zwracał się do swojego syna. Pytanie Jezusa ma sprowokować słuchaczy: co wynika z faktu, że Dawid czci Mesjasza jako kogoś większego od siebie? Co Psalm 110 objawia o majestacie Mesjasza? Czy jest On jedynie ziemskim monarchą, wywodzącym się z linii Dawida, czy może kimś znacznie większym? Czy możliwe jest, że jest On „Panem” w tym samym sensie, co YHWH? W innych miejscach Ewangelie sugerują, że Jezus jest większy od Salomona (por. Mt 12,42), od Jakub (por. J 4,12), a nawet Abrahama (por. J 8,53). Tutaj Jezus podkreśla, że jest większy od Dawida.

Narrator kończy dzisiejszą perykopę stwierdzeniem: „A liczny tłum chętnie Go słuchał” (Mk 12,37). Żydzi słuchali Jezusa, ponieważ odkrywał On przed nimi prawdziwy sens Pism. Dla pierwotnego Kościoła Psalm 110 był jednym z najważniejszych starotestamentalnych proroctw o Chrystusie. Jego najgłębsze znaczenie wypełniło się podczas zmartwychwstania, gdy Syn Boży odniósł zwycięstwo nad swymi wrogami – grzechem, szatanem i śmiercią, a następnie wstąpiwszy do nieba, zasiadł po prawicy Ojca: „Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga” (Mk 16,19; por. 14,62; Dz 2,34-35; Rz 8,34; 1 Kor 15,25; Ef 1,20; Kol 3,1; Hbr 1,3.13; 8,1; 10,12).

Czy wierzę, że Jezus jest Synem Bożym? Jak wiara ta przekłada się na moje codzienne wybory i postawy? Czy wierzę, że Pismo Święte jest słowem natchnionym, za pomocą którego Bóg chce ze mną rozmawiać?

Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie

Getsemani, Ogród Oliwny (fot. R.P.)

Czwartek, 4 czerwca, Święto Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana

Mt 26,36-42

36 Wtedy przyszedł Jezus z nimi do posiadłości zwanej Getsemani i rzekł do uczniów: «Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę i tam się pomodlę». 37 Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę. 38 Wtedy rzekł do nich: «Smutna jest dusza moja aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną». 39 I odszedłszy nieco do przodu, padł na twarz i modlił się tymi słowami: «Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty niech się stanie!» 40 Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: «Tak oto nie mogliście jednej godziny czuwać ze Mną? 41 Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe». 42 Powtórnie odszedł i tak się modlił: «Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja!»

Po spożyciu wieczerzy paschalnej Jezus wraz z jedenastoma apostołami opuszcza Jerozolimę i udaje się do posiadłości Getsemani położonej na zachodnim zboczu Góry Oliwnej. Po przybyciu na miejsce, w towarzystwie Piotra, Jakuba i Jana odchodzi na pewną odległość, by zanurzyć się w rozmowie z Ojcem. Ci sami trzej apostołowie byli wcześniej świadkami objawienia się boskiej chwały Jezusa w trakcie przemienienia na wysokiej górze (por. 17,1-8). Teraz jednak sytuacja jest zupełnie inna. Na wysokiej górze (tradycja mówi, że była to Góra Tabor, położona we wschodnim krańcu doliny Jizreel w Dolnej Galilei, ok. 590 m n.p.m.), widząc przemienionego Syna Bożego, apostołowie upadli na twarz przed Jego majestatem (por. 17,6). W Getsemani to Jezus pada na ziemię w obliczu nadchodzącego cierpienia i śmierci, manifestując swoje człowieczeństwo: „począł się smucić i odczuwać trwogę” (26,37).

W trakcie modlitwy duch Jezusa zaczyna uginać się pod ciężarem smutku. Będąc człowiekiem, Mesjasz doświadcza prawdziwych ludzkich emocji. Perspektywa nadchodzących tortur, nie wspominając o ciężarze śmierci jako zapłacie za bunt człowieka, powodują, że w Jego sercu pojawia się trwoga. W ludzkiej obawie wobec cierpienia nie ma nic niewłaściwego czy wadliwego. Dlatego, zamiast ukrywać swój wewnętrzny stan przed towarzyszami, Jezus mówi wprost: „Smutna jest dusza moja aż do śmierci” (26,38). Użyty tutaj grecki przymiotnik perilypos oznacza intensywność udręki, która wyzwala w człowieku jęk bólu. Prawdopodobnie mamy tutaj aluzję do greckiego tłumaczenia Księgi Psalmów: „Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo, i czemu jęczysz we mnie?” (Ps 42,6.12; 43,5).  Bez względu na to, jak niewielka może być pociecha przyjaciół, Piotr, Jakub i Jan mają czuwać z Jezusem, gdy Ten modli się w chwili bolesnej próby: „zostańcie tu i czuwajcie ze Mną” (26,38).

Słowa Jezusa kierowane do Ojca wyrażają doświadczaną przez Niego agonię: „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich” (26,39). Nie będzie przesadą, gdy powiemy, że jest to decydujący moment Jego ziemskiego życia. Jezus dotychczas wiernie realizował każdy szczegół zbawczego planu Ojca. Sukces Jego misji zależy od tego, czy teraz zdecyduje się wypełnić go do końca. Na szczęście dla nas, podobnie jak podczas kuszenia na pustyni, synowska lojalność Mesjasza wobec Ojca przeważa: „Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty niech się stanie! (…) Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja!” (26,39.42).

Po godzinie intensywnej modlitwy Jezus wraca do swoich uczniów. Ci wydają się nie dostrzegać ciężaru nadchodzących wydarzeń. Swoim snem zawodzą Jezusa, zanim jeszcze w panice opuszczą Go w chwili aresztowania (por. 26,56). Nadchodzi wielki test ich wierności, nie są jednak gotowi z nim się zmierzyć: „Tak oto nie mogliście jednej godziny czuwać ze Mną?” (26,40). Piotr, Jakub i Jan, bardziej niż ktokolwiek inny, są w tym momencie ucieleśnieniem maksymy: „duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe” (26,41). Wcześniej synowie Zebedeusza twierdzili, że mogą pić z kielicha Jezusa, czyli uczestniczyć w Jego zbawczym cierpieniu (por. 20,22). Natomiast Piotr zapewniał Go: „Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie” (26,35). Niestety ludzka słabość apostołów sprawia, że nie są oni w stanie dotrzymać słowa. Dlatego Jezus ich zachęca: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie” (26,41).

Czy wierzę, że Jezus, będąc Bogiem, przyjął naszą ludzką naturę? Co to dla mnie oznacza, zwłaszcza w godzinie cierpienia i próby? Czy jestem człowiekiem czuwania i modlitwy?

Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych

Życie (fot. Studio Dekorasyon, unsplash.com)

Środa, 3 czerwca, wspomnienie św. Karola Lwangi i Towarzyszy

Mk 12,18-27

18 Potem przyszli do Niego saduceusze, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i pytali Go w ten sposób: 19 «Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: Jeśli umrze czyjś brat i pozostawi żonę, a nie zostawi dziecka, niech jego brat pojmie ją za żonę i wzbudzi potomstwo swemu bratu. 20 Otóż było siedmiu braci. Pierwszy pojął żonę, a umierając, nie zostawił potomstwa. 21 Drugi ją pojął za żonę i też zmarł bez potomstwa; tak samo trzeci. 22 I siedmiu ich nie zostawiło potomstwa. W końcu po wszystkich umarła także kobieta. 23 Przy zmartwychwstaniu więc, gdy powstaną, którego z nich będzie żoną? Bo siedmiu miało ją za żonę». 24 Jezus im rzekł: «Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej? 25 Gdy bowiem powstaną z martwych, nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie. 26 Co się zaś tyczy umarłych, że zmartwychwstaną, to czy nie czytaliście w księdze Mojżesza, tam gdzie mowa o krzewie, jak Bóg powiedział do niego: Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba? 27 Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych. Jesteście w wielkim błędzie».

Saduceusze, podobnie jak faryzeusze i zwolennicy Heroda we wczorajszej Ewangelii (por. Mk 12,13-17), przychodzą do Jezusa z pytaniem, które ma Go skompromitować w oczach świadków rozmowy. Jak pisze Marek, Żydzi należący do tego ugrupowania odrzucali wiarę w zmartwychwstanie. Uważali, że dusza umiera wraz z ciałem. Dlatego przepytując Jezusa, saduceusze stawiają sobie za cel sprowadzić do absurdu Jego naukę o życiu wiecznym.

Postawione przez siebie pytanie opierają na hipotetycznym przypadku kobiety, która kolejno była żoną siedmiu braci. Odwołują się przy tym do Tory. W Księdze Powtórzonego Prawa znajduje się passus, który określany jest mianem „prawa lewiratu” (łac. levir, „szwagier”): „Jeśli bracia będą mieszkać wspólnie i jeden z nich umrze, a nie będzie miał syna, nie wyjdzie żona zmarłego za mąż za kogoś obcego, spoza rodziny, lecz szwagier jej zbliży się do niej, weźmie ją sobie za żonę, dopełniając obowiązku lewiratu. A najstarszemu synowi, którego ona urodzi, nadadzą imię zmarłego brata, by nie zaginęło jego imię w Izraelu” (Pwt 25,5-6). W fikcyjnym scenariuszu saduceuszy każdy z siedmiu braci poślubia tę samą kobietę, a następnie umiera, nie pozostawiając potomków. Ostatecznie kobieta również umiera. W tym miejscu pojawia się pytanie: „Przy zmartwychwstaniu więc, gdy powstaną, którego z nich będzie żoną? Bo siedmiu miało ją za żonę” (Mk 12,23). Najwyraźniej saduceusze uważają, że postawili Jezusa przed nierozwiązywalnym dylematem. Niemożliwe jest przecież, by jedna kobieta była jednocześnie żona siedmiu mężczyzn!

Jezus odpowiada w sposób typowy dla żydowskich nauczycieli, zadając pytanie: „Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej?” (12,24). W słowach tych wyraźnie stwierdza, że saduceusze tkwią w błędzie z dwóch powodów: nie rozumieją ani Pism, ani mocy Bożej. W kolejnych wypowiedziach Pan rozwija te dwa punkty w odwrotnej kolejności.

Saduceusze nie rozumieją „mocy Bożej”, ponieważ nie wiedzą, że Bóg jest w stanie nie tylko przywrócić umarłych do życia, ale także dać im zupełnie nowe, przemienione życie: „Gdy bowiem powstaną z martwych, nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie” (12,25). Rozumowanie adwersarzy Jezusa wychodzi z błędnej przesłanki, że zmartwychwstanie będzie prostą kontynuacją ziemskiego życia, swojego rodzaju reanimacją zwłok. Tymczasem będzie niewyobrażalnie różnić się od znanego nam życia ziemskiego. Jezus używa aktywnych i pasywnych form czasownika gameo („żenić się”, wychodzić za mąż), sugerując, że zmartwychwstali ludzie nadal będą mężczyznami i kobietami. Jednak zróżnicowanie płciowe nie będzie już powiązane z małżeństwem, ani z rodzeniem dzieci, ponieważ ziemskie małżeństwo spełni swój cel. Po zmartwychwstaniu ludzie „będą jak aniołowie w niebie”. Podobieństwo do aniołów nie oznacza, że będą bezcielesnymi duchami, lecz że ich egzystencja będzie polegać na chwalebnym i wiecznym przebywaniem z Bogiem. Za pomocą tej odpowiedzi Jezus potwierdza kilka prawd odrzucanych przez saduceuszy: życie po śmierci, zmartwychwstanie ciała i istnienie aniołów.

Saduceusze nie rozumieją „Pisma”. Nie chodzi o to, że nie znają tekstów świętych. Niektórzy z nich mogli recytować Torę z pamięci (w odróżnieniu od innych żydowskich grup tamtego czasu uznawali tylko pięć ksiąg Mojżeszowych, odrzucając m.in. księgi prorockie). Problem polegał na tym, że saduceusze nie rozumieją Boga, który na kartach świętych ksiąg przemawia. Nie pojmują sensu słów, które Bóg wypowiedział do Mojżesza, objawiając mu się w płonącym krzewie: „Co się zaś tyczy umarłych, że zmartwychwstaną, to czy nie czytaliście w księdze Mojżesza, tam gdzie mowa o krzewie, jak Bóg powiedział do niego: Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba?” (12,26; por. Wj 3,1-6). Bóg może być czyimś Bogiem tylko wtedy, gdy ten ktoś żyje: „Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych” (Mk 12,27). Bóg nie mógłby objawić, że jest Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, gdyby nie był ich opiekunem i obrońcą, co obejmuje także ocalenie przed śmiercią w jej najgłębszym znaczeniu, jakim jest wieczne oddzielenie człowieka od Niego. Więcej, ponieważ według zamysłu Stwórcy ludzie żyją w ciele, zbawienie od śmierci musi konsekwentnie obejmować także ciało. W tekstach biblijnych ciało nie jest tylko „składnikiem” osoby, ale „stanowi osobę” jako widzialny przejaw życia. Bycie żywym oznacza istnieć jako cała osoba – ciało i dusza. Rozumowanie Jezusa jest głębokie i różni się od logiki, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Jego argument opiera się na niewyobrażalnej trosce i miłości, do których Bóg się zobowiązał, stając się naszym Bogiem.

Czy dociekam sensu słów zawartych w Piśmie Świętym? Czy wierzę, że moja śmierć nie będzie końcem mojego istnienia, gdyż Bóg wskrzesi mnie z martwych?

Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?

Denar z wizerunkiem Tyberiusza

Wtorek, 2 czerwca

Mk 12,13-17

13 Posłali natomiast do Niego kilku faryzeuszów i zwolenników Heroda, którzy mieli podchwycić Go w mowie. 14 Ci przyszli i rzekli do Niego: «Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i na nikim ci nie zależy. Bo nie oglądasz się na osobę ludzką, lecz drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie? Mamy płacić czy nie płacić?» 15 Lecz On poznał ich obłudę i rzekł do nich: «Czemu wystawiacie Mnie na próbę? Przynieście Mi denara; chcę zobaczyć». 16 Przynieśli, a On ich zapytał: «Czyj jest ten obraz i napis?» Odpowiedzieli Mu: «Cezara». 17 Wówczas Jezus rzekł do nich: «Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga». I byli pełni podziwu dla Niego.

Religijne władze żydowskie wysyłają do Jezusa ludzi, „którzy mieli podchwycić Go w mowie” (12,13). Zaczyna się seria trzech pytań zadawanych Panu kolejno przez faryzeuszy i herodian (12,13–14), saduceuszy (12,18–23) oraz uczonych w Piśmie (12,28). Pierwsze pytanie, dotyczące płacenia podatków Rzymowi, wyraża sprytną taktykę. Faryzeusze i herodianie, należąc do przeciwnych biegunów politycznego spektrum starożytnego Izraela, mieli przeciwne opinie na temat imperialnego podatku. Pierwsi, członkowie ruchu reformatorskiego popierającego żydowski separatyzm i ścisłe przestrzeganie norm religii żydowskiej, krytykowali pogańską władzę okupacyjną. Natomiast drudzy, zwolennicy Heroda Antypasa, zarządzającego w randze tetrarchy terytorium Galilei i Perei, uczestniczyli we współpracy z Rzymem i utrzymywaniu politycznego status quo. Na co dzień obydwie grupy zajmowały wrogie stanowiska, lecz mimo po to raz kolejny wspólnie występują przeciwko Jezusowi (por. 3,6). Postrzegając Go jako politycznego przywódcę, starają się postawić Go w obliczu sytuacji, w której każda podana przez Niego odpowiedź będzie krytycznie postrzegana. Jeśli Jezus poprze płacenie podatku, zostanie zdyskredytowany w oczach zwykłych Żydów, którzy mają dosyć rzymskiej okupacji. W konsekwencji Pan straci powszechne poparcie, które powstrzymywało religijnych przywódców przed pojmaniem Go (por. 11,18). Jeśli natomiast sprzeciwi się podatkowi, będzie mógł być wydany Rzymianom jako buntownik.

W ramach podjętej taktyki, zanim padnie właściwe pytanie, wysłannicy próbują przekonać świadków o swoich „dobrych” intencjach i być może uśpić czujność Jezusa, schlebiając Mu: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i na nikim ci nie zależy. Bo nie oglądasz się na osobę ludzką, lecz drogi Bożej w prawdzie nauczasz” (12,14). Pan określony zostaje jako prawdomówny nauczyciel, niedostosowujący swoich wypowiedzi do oczekiwań słuchaczy.  Mało tego, mówią o Nim, że naucza „drogi Bożej”. Wszystko te słowa dotykają prawdy o Jezusie, powiedziane są jednak z nieuczciwą intencją. Ani bowiem faryzeusze, ani zwolennicy Heroda, nie chcą Go słuchać i stać się Jego uczniami. Z całą pewnością nie chcą też podążać nauczaną przez Niego drogą. Celem jest zastawienie pułapki. Dlatego pada w końcu właściwe podchwytliwe pytanie: „Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?” (dosł. „czy jest prawowierne płacenie podatku cezarowi, czy nie”, 12,14). Dla wierzących Żydów płacenie podatków Rzymowi za pomocą monet, na których umieszczano surowe oblicze Cezara, stanowiło obrazę Boga Jedynego, który według Prawa miał być postrzegany jako jedyny Władca Izraela: „Ja jestem Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, bo Ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który za nieprawość ojców karze synów do trzeciego i czwartego pokolenia, tych, którzy Mnie nienawidzą” (Wj 20,2-6).

Jezus dostrzega zarówno nieuczciwą próbę pochlebstwa, jak i hipokryzję pytających. Hipokryzja (od gr. hypokrysis, „udawanie”, za pomocą którego określano greckich aktorów) polega na ukrywaniu prawdziwych intencji osoby (por. 7,6). Zadając pytanie, Pan podsumowuje postawę faryzeuszy i herodian: „Czemu wystawiacie Mnie na próbę?” (12,15). W starotestamentalnych tekstach testowanie Boga postrzegane jest za grzech wymagający kary (por. Lb 14,22; Pwt 6,16; Ps 95,8-9). Istotnie, pytający testując Jezusa (gr. peirazo, „kusić, testować, próbować”), wchodzą w rolę szatana, który Go kusił (peirazo) na pustyni (Mk 1,13).

W prorockim stylu Jezus używa wizualnej pomocy, by zilustrować to, co ma zamiar powiedzieć (por. Jr 19,1-10; 27,2; Ez 4): „Przynieście Mi denara; chcę zobaczyć” (Mk 12,15). Denar był srebrną rzymską monetą odpowiadającą dziennej pensji robotnika. Wybijano na nim wizerunek cesarza, którym w tym czasie był Tyberiusz oraz napis: „Tyberiusz Cezar August, syn boskiego Augusta”. Na odwrocie zaś widniały słowa „Najwyższy Kapłan” (Pontifex Maximus), mówiący o tym, że cesarz był najwyższym pośrednikiem między ludźmi a bogami. Kult cesarza, rozpowszechniony w rzymskiej religii obywatelskiej, dla Żydów był obrzydliwością. Pytający Jezusa podają Mu denara, ujawniając, że noszą przy sobie na terenie świątyni bałwochwalczą monetę. Jezus zadaje im pytanie: „Czyj jest ten obraz i napis?” (12,16). Nie mając innego wyjścia, przyznają: „Cezara”. Używając monet Cezara, domyślnie uznają jego władzę jako cesarza.

Końcowa odpowiedź Jezusa wymyka się zastawionej na Niego pułapce i podnosi całą dyskusję ponad sferę polityki: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (12,17). W starożytności powszechnie rozumiano, że monety były własnością władcy, który je wyemitował. Odwołując się do monety, która należy do Cezara, Jezus pośrednio potwierdza prawo państwa do zbierania podatków. W ten sposób Pan dystansuje się od żydowskich nacjonalistów, którzy negowali podatki na rzecz Imperium. Lecz podkreśla jednocześnie, że co nosi w sobie obraz Boga, czyli każdy człowiek, włącznie z cezarem, należy do Boga. Jezusa nawiązuje tym samym do pierwszych stron Biblii: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boga go stworzył: stworzył ich mężczyzną i niewiastą” (Rdz 1,27). Państwo może rościć pretensje do marnego kawałka metalu. Bóg natomiast rości sobie prawo do całego naszego istnienia, jak powie Jezus kilka wersetów później, cytując Torę: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą” (12,30; por. Pwt 6,4-5). Obowiązek wobec państwa ograniczony jest absolutnym obowiązkiem wobec Boga. Parafrazując słowa Jezusa: Nie dawaj Cezarowi (państwu, społeczeństwu ani żadnej instytucji ludzkiej) tego, co należy tylko do Boga i do Jego Syna (por. Mk 8,34–38).

Czy wchodząc w modlitewną rozmowę z Bogiem, ma czyste intencje? Jaki jest mój stosunek do prawa państwowego? W jaki sposób pielęgnuję w sobie obraz Boga? Czy uznaję, że absolutnym punktem odniesienia dla ludzkiego prawa jest Boża wola?