Pan ulitował się nad owym sługą

Wtorek III Tygodnia Wielkiego Postu

Mt 18,21-35

21 Wtedy Piotr podszedł do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?» 22 Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. 23 Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. 24 Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. 25 Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać. 26 Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. 27 Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował. 28 Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” 29 Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. 30 On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. 31 Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. 32 Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. 33 Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” 34 I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu. 35 Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu».

Przygotowanie

  • W kolejny wielkopostny wtorek Kościół daje mi jako duchowy pokarm fragment Mateuszowej Ewangelii, w którym Jezus przypomina mi, jak wielkim darem i zobowiązaniem jest przebaczenie, które w sakramencie pokuty otrzymuję od Ojca niebieskiego. Wyciszę moje serce, wezwę pomocy Ducha Świętego, by ta nauka nie była dzisiaj dana mi na darmo.

Punkty do medytacji

  • „Wtedy Piotr podszedł do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?»” (w. 21). Pytanie Piotra, odczytane w kontekście ówczesnego judaizmu, jest świadectwem jak bycie uczniem Jezusa pozytywnie zmienia serca Jego uczniów. Wielu bowiem rabinów tamtego czasu uważało, że należy przebaczać maksymalnie siedem razy. Piotr natomiast, będąc świadkiem dotychczasowej działalności Mistrza oraz słuchaczem Jego nauki, przesuwa tę granicę do siedmiu razy. Już jakiś czas idę drogą ucznia Jezusowego. Czy mogę wskazać te momenty w moim postępowaniu, które potwierdzają, że nie jest to kroczenie daremne? Co dzisiaj wskazałbym we mnie jako owoc uczenia się od Pana?
  • „Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy” (w. 22). Mimo że w pytaniu Piotra widoczny jest wpływ Jezusa, nie jest ono jeszcze satysfakcjonujące. Pan bowiem wzywa swoich uczniów, by byli gotowi wybaczać aż siedemdziesiąt siedem razy, czyli zawsze. Chrześcijanie mają być przeciwieństwem starotestamentalnego Lameka, który twierdził: „Jeśli Kain ma być pomszczony siedmiokrotnie, to Lamek siedemdziesiąt siedem razy” (Rdz 4,24). Niekończąca się zemsta ma być zastąpiona bezgranicznym przebaczeniem. Czy nie kryję w swoim sercu pragnienia zemsty wobec kogoś, kto mnie skrzywdził? Kogo dzisiaj nazwałbym moim wrogiem?
  • „Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów” (w. 24). Sługa z przypowieści był winien swojemu królowi ogromną sumę pieniędzy. Jeden talent odpowiadał sześciu tysiącom denarów, czyli kwocie średniego wynagrodzenia za sześć tysięcy dni. Zatem dziesięć tysięcy talentów, to sześćdziesiąt milionów dniówek. By zgromadzić taki majątek, trzeb by pracować nieprzerwanie przez sto sześćdziesiąt cztery tysiące lat! Jezus posługuje się w swojej wypowiedzi hiperbolą, by ukazać, jak wielki jest dług każdego człowieka wobec Boga. Czy nie umniejszam winy za moje grzechy? Czy odrzucam pokusę tłumaczenia się z moich win?
  • „Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać” (w. 25). W starożytności powszechnie stosowano zwyczaj sprzedawania w niewolę osób, które nie były w stanie spłacić swoich długów, by w ten sposób chociaż w jakimś stopniu odzyskać utracone pieniądze. Król postanawia sprzedać zadłużonego sługę wraz z jego rodziną. Jezus podkreśla w ten sposób, że moje długi/grzechy wobec Boga nie są wyłącznie moją prywatna sprawą. Czasami konkretnie wiążą się z krzywdą, którą wyrządzam innym ludziom, zwłaszcza moim najbliższym. Nawet jeśli tak nie jest, to ich nienaprawienie zawsze w jakiś sposób będzie rzutować na innych. Czy robiąc rachunek sumienia, uwzględniam w nim moich bliskich? Czy mam świadomość, że naprawa mojego życia będzie procentować również w ich życiu?
  • „Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował” (w. 27). Mimo że dług jest ogromny, król postanawia go darować, gdyż widzi błaganie swojego sługi. Podobnie jest w moim życiu. Bóg jest gotowy wybaczyć mi każde moje przewinienie, jeśli tylko przyjmę postawę skruchy i poproszę Go o wybaczenie. Kogo bardziej przypomina obraz Boga, który noszę w swoim wnętrzu, przebaczającego króla z przypowieści, czy bezlitosnego sędziego? Czy mam świadomość, że już nawet najmniejszy mój upadek jest wielką obrazą Ojca, który nie tylko podarował mi życie, ale również dla Jego ratowania poświęcił swojego Syna?
  • „Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” (w. 28). Zachowanie sług, któremu dopiero, co darowana niewyobrażalny dług, może zaskakiwać, a nawet przerażać. Współsługa winien był mu jedynie sto denarów, czyli sto dniówek, a mimo to jest nieczuły na jego błaganie i doprowadza do jego uwiezienia (ww. 29-30). Taka postawa jest przeciwieństwem postawy, jaką przyjąć powinien każdy, kto dostąpił wybaczenia ze strony Boga. W Ewangelii Łukasza Jezus wzywa uczniów: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6,36). Czy w mojej duchowej walce o przebaczanie moim dłużnikom, opieram się na doświadczeniu miłosierdzia ze strony Ojca niebieskiego?
  • „I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu” (ww. 34-35). Wybaczanie innym, ze względu na przebaczenie, które przyjmuje od Boga, nie jest czymś fakultatywnym, lecz koniecznością. Miłosierdzie ma rodzić miłosierdzie. Co w świetle tej prawdy mogę zrobić, by nie zaprzepaścić daru wielkopostnej spowiedzi świętej? Komu i co dzisiaj mogę wybaczyć? Porozmawiam o tym z Jezusem.

Modlitwa w ciągu dnia

  • Wracając w ciągu dzisiejszego dnia do porannej modlitwy Słowem, będę prosił: „Panie Jezu, przynoszący światu przebaczenie i miłosierdzie Ojca, uczyń moje serce gotowym zawsze przebaczać bliźnim”.

Ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko

Sobota II Tygodnia Wielkiego Postu

Łk 15,1-3.11-32

1 Przybliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. 2 Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi». 3 Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: (…) 11 powiedział też: «Pewien człowiek miał dwóch synów. 12 Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. 13 Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie. 14 A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. 15 Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. 16 Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. 17 Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. 18 Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; 19 już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników. 20 Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. 21 A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”. 22 Lecz ojciec powiedział do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! 23 Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, 24 ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się weselić. 25 Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. 26 Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. 27 Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”. 28 Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. 29 Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. 30 Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”. 31 Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. 32 A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”».

Przygotowanie

  • W dzisiejszym fragmencie Ewangelii Łukasza do Jezusa zbliżają się celnicy i grzesznicy, a On ich nie odgania, lecz wygłasza przypowieść, która niesie w sobie wielkie orędzie o miłosiernej miłości Boga. Zanim rozpocznę dzisiejszą modlitwę Słowem, uświadomię sobie, że ja także jako grzesznik potrzebuję Dobrej Nowiny, która uchroni mnie przed odrzucaniem samego siebie i umocni we mnie przekonanie o miłości Ojca.

Punkty do medytacji

  • „Opowiedział im wtedy następującą przypowieść” (w. 3). Przypowieści opowiadane przez Jezusa są narzędziem, za pomocą którego ukazana zostaje prawda o Bogu i Jego królestwie, a także prawda o człowieku. Dzięki nawiązaniu do życiowego doświadczenia słuchaczy pozwalają im odnaleźć siebie w nauczaniu Pana. Funkcja ta szczególnie dotyczy serii trzech kolejnych przypowieści, które Jezus opowiada w piętnastym rozdziale Ewangelii Łukasza: o zaginionej owcy (15,4-7), o zagubionej drachmie (15,8-10) i o synu marnotrawnym (15,11-32). Niektórzy komentatorzy określają je mianem „Ewangelii w Ewangelii”. Dzisiaj Kościół zachęca mnie do rozważenia trzeciej przypowieści – o marnotrawnym synu. Jest to historia także o mnie, dlatego z uwagą będę chłonął każde jej słowo.
  • „Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie” (w. 13). Historia upadku młodszego syna rozpoczyna się jego decyzją, by zerwać relację, która łączy go z Ojcem i wyjechać daleko od niego, by żyć według własnego upodabnia. W domu Ojca miał wszystko, uwierało go jednak, że nie może w pełni decydować o sobie. Jego poszukiwanie wolności nie zakończyło się niczym dobrym. Stracił nie tylko majątek, ale i własną godność, stając się pasterzem świń, zwierząt uważanych za nieczyste. Spojrzę na moje grzechy i spróbuję dostrzec, że w gruncie rzeczy zawsze są one próbą życia poza Bogiem. Jaki obraz Boga noszę w swoim sercu? Czy nie jest to przypadkiem obraz tyrana, który zabrania mi pełni życia?
  • „Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie” (w. 18). Młodszy syn, dopiero gdy dotknął dna, zaczął ponownie myśleć o ojcu. Wiedział, że zranił go odrzucając jego ojcowską miłość, lecz mimo wszystko jest przekonany o jego dobroci i postanawia do niego wrócić, już nie jako syn, ale ewentualny najemnik. Jak wielki nie byłby mój upadek, jak bardzo nie odszedłbym od Boga, dopóki żyję, mam szansę powrotu. Pomodlę się, bym nigdy nie poddał się pokusie beznadziei, przekonaniu, że moje życie nie może się już odmienić, że Bóg wyczerpał swoją dobroć wobec mnie i nie zechce mnie przyjąć.
  • „A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go” (w. 20). Niezwykła jest miłość ojca z przypowieści. Opuszczony, zdradzony przez syna, nie pielęgnuje w sobie urazy, lecz całym sobą raduje się z jego powrotu. Wyobrażę sobie tę scenę. Oczami mojej duszy spróbuję zobaczyć ojca przyjmującego powracającego syna w swoje ramiona, nie przestającego go obcałowywać. Tak raduje się Bóg z każdego mojego powrotu, z każdej mojej spowiedzi. Nie ma w Nim wtedy nic z surowego sędziego, ale jest czysta ojcowska miłość do swego dziecka. Pozwolę temu obrazowi odbić pieczęć na moim sercu.
  • „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi” (w. 29). Starszy syn nigdy nie opuścił rodzinnego domu. Jednakże swojego bycia przy ojcu nie postrzegał w kategoriach miłości, lecz służby. W ojcu widział jedynie bogatego i władczego pana. Być może po prostu nigdy nie znalazł w sobie dość odwagi, by się jemu sprzeciwić. Dlatego teraz nie potrafi cieszyć się z powrotu młodszego brata i nie rozumie reakcji ojca. Kieruje się wymogami sprawiedliwości, nie dopuszcza czegoś takiego jak miłosierdzie, wybaczenie win. Ukazując postać tego nieszczęśnika, Jezus chce zachęcić swoich słuchaczy do wyjścia poza obręb zwykłego posłuszeństwa wobec Boga i dostrzeżenia, że w prawdziwej religijności nie chodzi o poddańczą służbę, która wcześniej czy później może prowadzić do rozżalenia i pretensjonalności, lecz o odpowiedź miłości na miłość Ojca.

Modlitwa w ciągu dnia

  • W ciągu dnia będę powtarzał akt słowa: „Panie Jezu, umacniaj we mnie obraz Boga jako miłującego bezgranicznie ojca. Pomóż mi bez reszty zanurzyć się w Jego miłujących ramionach”.

Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny

Poniedziałek II Tygodnia Wielkiego Postu

Łk 6,36-38

36 Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. 37 Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. 38 Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie».

Dzisiaj Kościół daje mi jako pokarm duchowy fragment pochodzący z tzw. Mowy na Równinie (Łk 6,2-49), w której Jezus daje uczniom ważne wskazówki dotyczące stylu życia, który ma ich charakteryzować. Otworzę moje serce na Jezusowe napomnienia i porady. Wezwę pomocy Ducha Świętego, bym mógł uważnie wsłuchać się w słowa mojego Mistrza. Uświadomię sobie, że chce On za ich pomocą dać mi obietnicę szczęśliwego życia.

„Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (w. 36). W poprzedzających wersetach Jezus, rozwijając starotestamentalne przykazanie miłości bliźniego (por. Kpł 19,18), wzywa uczniów do miłości nieprzyjaciół (por. Łk 6,27-35). Teraz dodaje, że miarą i wzorem tej miłości ma być miłosierna miłość okazywana przez samego Boga. Tora nakazywała: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan Bóg wasz!” (Kpł 19,2). Jezus interpretuje ten nakaz w świetle prawdy o miłosierdziu Boga, która również pojawia się już w Starym Testamencie, np: „Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność” (Wj 34,6; por. Ps 86,15; 103,8). Temat miłosierdzia jako przymiotu Boga wielokrotnie powraca w Trzeciej Ewangelii (np. przypowieść o marnotrawnym synu (Łk 15,11-32). Bycie miłosiernym wobec innych ludzi czyni z uczniów Jezusa synów Jego Ojca. Na chwilę zatrzymam się nad prawdą o Bożym miłosierdziu. Spróbuję spojrzeć przez jej pryzmat na moje życie. Zastanowię się, kogo jest mi najtrudniej kochać.

„Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni” (w. 37). Miłosierdzie wyraża się między innymi poprzez unikanie osądzania innych. I nie chodzi tu o niedostrzeganie obiektywnego zła, które czyni człowiek, lecz o pamiętanie o tym, iż w każdym człowieku, nawet największym złoczyńcy, jest obecna jakaś doza dobra. Jak bardzo osądzanie jest niszczące, bardzo dobrze widać w dzisiejszym świecie, gdzie duża część podziałów między ludźmi bierze się właśnie z mody na „punktowanie”, „miażdżenie” czy „masakrowanie” innych w mediach. Poproszę Jezusa, by uwolnił mnie od osądzania innych.

„nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni, odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone” (w. 37). Każdy kolejny dzień naszego życia jest znakiem, że Bóg nieustannie daje nam szansę powrotu do Niego. On pragnie naszego zbawienia, a nie potępienia; jest niezwykle cierpliwy i oczekujący. Tego samego oczekuje od nas, miłosierdzia, które będzie wyrażało się w gotowości na przyjęcie bliźnich, którzy tak samo, jak i my borykają się z własną słabością. Czy są osoby, którym zamknąłem drogę do mojego serca? Poproszę Pana, by dał nam kolejną szansę pojednania. Codziennie przecież modlę się słowami: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” (por. 11,4).

„Dawajcie, a będzie wam dane” (w. 38). W jałmużnie nie chodzi tylko o materialne wspieranie potrzebujących, lecz o otwarcie się na innych. Czasami czas poświęcony na wysłuchanie bliźniego jest dla niego o wiele większym darem niż miliony złotych, euro czy dolarów. Miłosierdzie w pierwszym rzędzie jest sprawą serca, które pragnie wyjść poza egoistyczną bańkę, w której żyje tak wielu z nas. Jest miłością, która szuka miłości.

W ciągu dnia będę powracał do aktu strzelistego: „Panie Jezusa, przemieniaj mnie, bym potrafił dawać siebie innym”.

Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary

Fot. Jon Tyson (unsplash.com)

Poniedziałek, 21 września, Święto św. Mateusza, Apostoła i Ewangelisty

Mt 9,9-13

9 Odchodząc stamtąd, Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» A on wstał i poszedł za Nim. 10 Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i zasiadło wraz z Jezusem i Jego uczniami. 11 Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?» 12 On, usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. 13 Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników».

W perykopie poprzedzającej dzisiejszy fragment ewangeliczny Jezus, powróciwszy do Kafarnaum, odpuszcza grzechy paralitykowi, a następnie, by udowodnić, że faktyczne ma władzę jednania ludzi z Bogiem, uzdrawia go także z jego fizycznej przypadłości (Mt 9,1-8). Temat grzechu i Bożego miłosierdzia jest również obecny w dzisiejszym fragmencie. Oto Pan do grona swoich najbliższych uczniów powołuje celnika Mateusza: „ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» A on wstał i poszedł za Nim” (9,9). Warto zwrócić uwagę, że inicjatywa jest po stronie Jezusa – to On „ujrzał” i „rzekł do Niego”. Mamy zatem do czynienia z aktem Jego woli. Pan rzeczywiście chce, by pośród przyszłego grona apostolskiego był także celnik, ktoś kto w swojej przeszłości wysługiwał się rzymskiemu okupantowi i w związku z tym postrzegany był przez swoich rodaków nie tylko za zdrajcę, ale i grzesznika. Idzie nawet jeszcze dalej, bo po powołaniu Mateusza udaje się do jego domu na ucztę, w czasie której siedzi przy tym samym stole, co celnicy i grzesznicy (por. 9,10). W starożytności wspólne spożywanie posiłków oznaczało przyjaźń i wzajemne utożsamianie się biesiadników. Nic zatem dziwnego, że faryzeusze, stawiający w centrum swojego religijnego życia rytualną czystość, pytają Jezusowych uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” (9,11). W swojej odpowiedzi Pan posługuje się dwoma argumentami. Najpierw powołuje się na oczywistą prawdę: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają” (9,12). Jako Mesjasz, Jezus nie może poprzestać na otaczaniu się swoimi zwolennikami, ale musi szukać tych, którzy potrzebują duchowego uzdrowienia, często nie zdając sobie nawet z tego sprawy. W kolejnym argumencie Pan powołuje się na cytat ze świętych Pism: „Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (9,13; por. Oz 6,6 – LXX). Faryzeusze byli przekonani, że są ekspertami od Prawa i proroków. Dlatego Jezus wskazuje na konkretny fragment z proroka Ozeasza, by przypomnieć im, że pragnieniem Boga nie jest „utonięcie” we krwi składanych mu ofiar, lecz miłosierdzie, które wierzący mogą świadczyć sobie nawzajem. Do miłosiernej postawy na pewno nie należy odmawianie spotkania z Mesjaszem tym, którzy powszechnie uważani są za grzeszników. Ci tym bardziej potrzebują ożywczego spotkania z Synem Boży, by móc wyrwać się z matni grzechu.

Jaki jest mój stosunek do ludzi, którzy wydają się być większymi grzesznikami niż ja? Co robię, by oni także mogli spotkać Chrystusa?

Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi

Fot. Jaime Casap (unsplash.com)

XXV Niedziela Zwykła A

Mt 20,1-16a

1 Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. 2 Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. 3 Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, 4 i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. 5 Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. 6 Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” 7 Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”. 8 A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. 9 Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. 10 Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. 11 Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, 12 mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekotę”. 13 Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? 14 Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. 15 Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” 16 Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».

W dzisiejszej przypowieści Jezus ukazuje kolejny aspekt tajemnicy królestwa niebieskiego: „Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy” (20,1). Pan posługuje się obrazem winnicy i troszczącego się o nią gospodarza, a tym samym nawiązuje do starotestamentalnych tekstów, w których mowa jest o Bogu, który powołuje do istnienia Naród Wybrany i nieustannie o niego się troszczy, np.: „Wyrwałeś winorośl z Egiptu, wygnałeś pogan, a ją zasadziłeś. Grunt dla niej przygotowałeś, a ona zapuściła korzenie i napełniła ziemię. Góry okryły się jej cieniem, a cedry Boże jej gałęźmi. Swe latorośle rozpostarła aż do Morza, a swoje pędy aż do Rzeki” (Ps 80,9-12; por. Iz 5,1-7; Jr 2,21; 12,10-11; Oz 10,1). Gospodarz udaje się wczesnym rankiem na wiejski rynek, by znaleźć tam robotników do swojej winnicy. Do dzisiaj w wielu miejscowościach Bliskiego Wschodu można trafić na plac lub ulicę, gdzie mężczyźni nie mający stałego zajęcia czekają, by ktoś najął ich do pracy na dzień lud dwa. Zwyczaj ten był dużo bardziej powszechny w starożytnym Izraelu, kiedy to zdecydowana większość społeczeństwa żyła w ubóstwie.

Najmując pierwszych robotników, gospodarz daje im konkretną obietnicę zarobku: „Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy” (20,2). W starożytnej Palestynie denar (gr. denarion), rzymska srebra moneta, stanowił zwyczajową zapłatę za jeden dzień pracy. Suma ta musiała wystarczyć, by zapewnić przeżycie rodzinie zatrudnionego, dlatego wg Tory należało wypłacać ją pod koniec dnia: „Nie będziesz niesprawiedliwie gnębił najemnika ubogiego i nędznego, czy to będzie brat twój, czy przybysz, o ile jest w twoim kraju, w twoich bramach. Tego samego dnia oddasz mu zapłatę, nie pozwolisz zajść nad nią słońcu, gdyż jest on biedny i całym sercem jej pragnie; by nie wzywał Pana przeciw tobie, a to by cię obciążyło grzechem” (por. Pwt 24,14-15).

Poranna sytuacja powtarza się kilkukrotnie. Gospodarz o różnych porach powraca na rynek, by zatrudnić kolejnych robotników: „Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił” (Mt 20,3-5). W przeliczeniu na naszą rachubę czasu wymienione godziny oznaczają: „trzecia” – 9:00, „szósta” – 12:00, „dziewiąta” – 15:00. Kolejni najmowani mężczyźni do czasu zatrudnienia cierpliwie pozostawali na rynkowym placu, licząc, że ktoś ich zaangażuje chociaż na część dnia. Dlatego bez szczególnych negocjacji zgadzają się pracować w winnicy za to, „co będzie słuszne” (dosł. „sprawiedliwe”).

Zaskakujące może być to, że ostatnią grupę robotników gospodarz wysyła do pracy w winnicy jeszcze godzinę przed zakończeniem dnia: „Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy” (20,6-7). Odpowiedź najemników „Bo nas nikt nie najął” sugeruje, że mimo szczerych chęci podjęcia pracy, przez większość dnia nie trafiła im się możliwość zatrudnienia. Nadal jednak są gotowi, by skorzystać z zaproszenia gospodarza.

Po zapadnięciu zmierzchu właściciel winnicy wydaje zarządcy polecenie wypłaty należności: „A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych” (20,8). Warto zwrócić uwagę, że pieniądze mają być wypłacone „począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Zatrudnieni około godziny jedenastej zapewne spodziewali się, że dostaną jakąś jedną dwunastą dniowego wynagrodzenia. Tymczasem otrzymują pełną kwotę: „Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze” (20,9). Gdy pracujący od wczesnych godzin rannych dostają to samo wynagrodzenie, zaczynają oskarżać właściciela winnicy o niesprawiedliwość: „Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekotę” (20,10-12). Gospodarz wyjaśnia swoją decyzję jednemu z szemrających: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” (20,13-15). Właściciel winnicy przypomina wysokość stawki, za jaką robotnicy pracujący od rana zgodzili się pracować. Trudno zatem w jego zachowaniu dopatrywać się niesprawiedliwości. Jeśli zaś chodzi o wynagrodzenie pracowników „ostatniej godziny”, otrzymanie przez nich całego denara, a nie jego dwunastej części, wskazuje na dobroć gospodarza, który przekazuje im niezasłużony dar. Występujące w wyjaśnieniu gospodarza wyrażenie „złe oko” jest semickim idiomem opisującym kogoś, kto jest zazdrosny, niechętny innym lub brakuje mu szczodrości: „Zły jest, kto zazdrosnym okiem patrzy, odwraca oblicze i z góry spogląda na innych” (Syr 14,8; por. Pwt 15,9; Prz 28,22).

Zdanie podsumowujące przypowieść – „Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi” (Mt 20,16) – przypomina mądrościowe stwierdzenie kończące poprzednią perykopę (por. 19,30; także Mk 10,31; Łk 13,30). Tym razem określenia „pierwsi” i „ostatni” odnoszą się do czasu służby w winnicy Pańskiej: zatrudnionym najpierw płaci się na końcu, zaś zatrudnieni na końcu otrzymują zapłatę jako pierwsi.

Za pomocą przypowieści o robotnikach najmowanych do pracy w winnicy Jezus objawia szczodrobliwość Boga, Boskiego Gospodarza, który udziela takiego samego wynagrodzenia zarówno tym, którzy rozpoczęli pracę w Jego winnicy jako pierwsi, jak i jako ostatni. W przypadku tych drugich widać wyraźnie, że ich zapłata nie zależy od długości ich pracy, lecz jest darem, który Bóg ma przecież prawo im ją przyznać. Ponadto Pan zarysowuje problemem postawy robotników pracujących cały dzień, którzy odebrali zachowanie Gospodarza jako „niesprawiedliwość”. Dzieje się tak, gdyż w ich sercu pojawił się grzech zawiści, polegający na byciu złym z powodu szczęścia innych. Tego typu postawa przypomina zachowanie samego diabła. Autor Księgi Mądrości pisze: „A śmierć weszła w świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą” (Mdr 2,24). Jezus wzywa uczniów do radowania się wielkodusznością Boga, której doświadczyć mogą nawet najbardziej „spóźnieni” na drodze wiary. Ostatecznie przecież, żaden człowiek, nawet jeśli już dłuższy czas idzie za Jezusem, nie jest w stanie zasłużyć na Jego łaskę. Wszyscy, bez względu na nasz „staż”, mamy powody, by być wdzięcznymi za to, że Pan jest dobry.

Jaki jest mój stosunek do ludzi, którzy jeszcze nie odpowiedzieli na głos Bożego wezwania? Czy moje kroczenie drogą wiary nie staje się pretekstem do pogardzania nimi lub patrzenia na nich z wyższością? Co robię, by pomóc im spotkać się z Bogiem?