W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą

Fot. Marc-Olivier Jodoin (unsplash.com)

Sobota, 18 lipca

Mt 12,14-21

14 Faryzeusze zaś wyszli i odbyli naradę przeciw Niemu, w jaki sposób Go zgładzić. 15 Gdy się Jezus dowiedział o tym, oddalił się stamtąd. A wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich. 16 Lecz zabronił im surowo, żeby Go nie ujawniali. 17 Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: 18 Oto mój Sługa, którego wybrałem; Umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie Prawo narodom. 19 Nie będzie się spierał ani krzyczał i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. 20 Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. 21 W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą.

Zarysowany w Ewangelii Mateusza konflikt między Jezusem i faryzeuszami (por. Mt 9,3.11.34; 12,2.) osiąga swój moment krytyczny. Po uzdrowieniu w szabat człowieka z uschłą ręką (12,9-13) faryzeusze odbywają naradę, w czasie której podejmują decyzję o konieczności doprowadzenia do śmierci Rabbiego z Nazaretu (por. 12,14). Z perspektywy przeciwników Jezusowe działania uderzają w religijną tożsamość narodu żydowskiego. Wyrażenie „odbyli naradę przeciw Niemu” powróci w opisie Wielkiego Tygodnia, kiedy to nie tylko faryzeusze, ale także arcykapłani i starsi ludu będą knuć spisek przeciwko Jezusowi, który zakończy się Jego śmiercią na krzyżu (por. 22,15; 26,4; 27,1; 28,12).

Póki co, Pan wie, że jeszcze nie nadszedł moment Jego śmierci krzyżowej i że ma jeszcze wiele do przekazania swoim uczniom. Dlatego dowiedziawszy się o decyzji faryzeuszy, oddalił się (por. 4,12), kontynuując swoją misję Uzdrowiciela: „Gdy się Jezus dowiedział o tym, oddalił się stamtąd. A wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich” (12,15). Tym, którzy szli za Nim zabronił surowo, by Go nie ujawniali (por. 12,16). Temat tzw. sekretu mesjańskiego pojawił się już wcześniej (por. 8,4; 9,30). Teraz jednak, gdy Jezus jest coraz bardziej w centrum uwagi Żydów oraz spotyka się z jawną wrogością faryzeuszy, nabiera większego znaczenia. Chcąc do końca doprowadzić swoją publiczną działalność, Pan stara się unikać niepotrzebnych konfliktów, by nie zostać przedwcześnie aresztowanym i straconym.

Ewangelista, powołując się na Izajasza, ukazuje, że wycofanie się Jezusa absolutnie nie jest oznaką Jego słabości, czy rodzajem klęski, lecz wypełnieniem Bożej ekonomii zbawienia: „Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza” (12,17). Mateusz także w innych fragmentach swojej Ewangelii powołuje się na starotestamentalne teksty, zwłaszcza prorockie, by podkreślić, że Jezusowe czyny i słowa w całości wpisują się w zamiary Ojca. Tym razem przytacza fragment tzw. pierwszej pieśni Sługi Pańskiego (por. Iz 42,1-9). W księdze Izajasza znajdują się cztery tego typu fragmenty opisujące postać tajemniczego „Sługi Bożego” (por. 49,1-7; 50,4-11; 52,13-53,12), który pod pewnymi względami jest personifikacją Izraela, lecz ma także wiele rysów wskazujących, że chodzi o konkretną, wybitną postać posłaną przez Boga. Czwarta pieśń (52,13-53,1-12) do tego stopnia obrazuje śmierć Jezusa, że w niektórych współczesnych kręgach żydowskich jest „tekstem zakazanym”.

Przytoczony w tym miejscu przez Mateusza fragment pierwszej pieśni Sługi Pańskiego uwypukla mesjańską tożsamość Jezusa: „Oto mój Sługa, którego wybrałem; Umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie Prawo narodom” (Mt 12,18; Iz 42,1). Słowa te zostały już zacytowane wcześniej w opisie chrztu w Jordanie (por. Mt 3,17) oraz w scenie Przemienia (por. 17,5). Jezus Sługa w mocy Ducha Świętego wypełnia wolę Ojca, który otacza Go miłością i raduje się patrząc na Jego działanie, które w swej istocie jest objawieniem tajemnicy Bożego serca wszystkim narodom. W osobie Pana nie ma ani krzty gwałtowności czy przemocy: „Nie będzie się spierał ani krzyczał i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi” (12,19-20). Słowa te szczególnie pasują do obecnego momentu misji Jezusa, który odrzuca konfrontację ze swoimi przeciwnikami i koncentruje się na tych, którzy potrzebują łaski uzdrowienia i mocy słowa. Prawda o Mesjaszu, pochylającym się nad cierpiącymi i obwieszczającym czas królestwa niebieskiego, będzie głoszona całemu światu przez Jego uczniów: „W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą” (12,21).

Czy pozwalam, by Jezusowe słowa zmieniały mój sposób myślenia i postepowania, nawet jeśli wiąże się to z odrzuceniem moich dotychczasowych pewników? Czy rozważając tajemnice Jego Osoby otwieram się na plan Ojca? Czy szukam nadziei i pocieszenia w łagodnej miłości Pana?

Miłujcie waszych nieprzyjaciół

Rozważanie słowa Bożego (fot. Rod Long, unsplash.com)

Wtorek, 16 czerwca

Mt 5,43-48

43 Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. 44 A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, 45 abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. 46 Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? 47 I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? 48 Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.

Ostatnia antyteza Kazania na Górze rozpoczyna się słowami: „Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził” (Mt 5,43). Tym razem Pan odnosi się do dwóch reguł codziennego życia społeczności żydowskiej tamtego czasu. Pierwsza zaczerpnięta jest z Księgi Kapłańskiej: „Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz miłował bliźniego jak siebie samego” (Kpł 19,18). Do tego samego fragmentu Jezus nawiąże w dalszej części Mateuszowej Ewangelii, gdy zostanie zapytany przez faryzeuszy, które z przykazań Prawa jest największe (por. 22,34-40). Miłość bliźniego ma zatem mocne umocowanie w Starym Testamencie. Inaczej jest z drugą regułą – w żadnym starotestamentalnym tekście nie znajdziemy nakazu nienawiści nieprzyjaciół. Możliwe jest zatem, że Jezus nawiązuje tutaj do nauczania któregoś z wielu ówczesnych żydowskich ugrupowań religijnych. Na przykład w jednym z pism wspólnoty w Qumran, Regule Zrzeszenia, znajduje się nakaz nienawiści „synów ciemności” (por. 1 QS 1,10).

Jezusowy komentarz do obydwu powyższych reguł brzmi: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5,44). Za pomocą tych słów Pan rozciąga przykazanie miłości bliźniego na wszystkich ludzi, także nieprzyjaciół. Żyd żyjący na terenach Palestyny w I w. po Chr., słysząc słowa „waszych nieprzyjaciół” i „tych, którzy was prześladują”, w pierwszym rzędzie myślał o rzymskich okupantach. Jezus zatem wzywa swoich uczniów do modlitwy za tych, którzy zajmują ich ziemię, obciążają ciężkimi podatkami oraz traktują niesprawiedliwie, nierzadko sięgając po przemoc. Tak radykalna miłość ma swoje uzasadnienie: „abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (5,45). Uczniowie Jezusa dzięki swej wierze stają się dziećmi Ojca niebieskiego. Nie mogą zatem w swoim postępowaniu posługiwać się ziemską logiką sprawiedliwości (patrz „oko za oko, ząb za ząb”, 5,38-42), lecz niebieską zasadą miłości, która jest bezwarunkowa: „Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?” (5,46-47). W ten sposób w ich życiu urzeczywistnia się doskonałość samego Ojca niebieskiego: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (5,48). To ostatnie zdanie można potraktować jako podsumowanie całej sekcji antytez (5,21-48).

Kogo uważam za mojego nieprzyjaciela? Czy modlę się za niego? Czy mam świadomość, że jako uczeń Jezusa jestem wezwany do życia według logiki bezwarunkowej miłości?

Nie stawiajcie oporu złemu

Uliczne zamieszki (fot. Randy Colas, unsplash.com)

Poniedziałek, 15 czerwca

Mt 5,38-42

38 Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! 39 A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu: lecz jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. 40 Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. 41 Zmusza cię ktoś, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. 42 Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie.

W przedostatniej antytezie Jezus odnosi się do tzw. prawa odwetu (łac. lex talionis), które obowiązywało w prawodawstwie wielu starożytnych ludów. Wzmiankowane jest już w babilońskim kodeksie Hammurabiego z XVIII w. przed Chr. W tradycji biblijnej pojawia się w kilku miejscach (Wj 21,24; Kpł 24,20; Pwt 19,21). Podobnie jak w przypadku wcześniejszych antytez, Jezus najpierw przytacza starotestamentalny standard: „Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb!” (5,38). Zadaniem prawa odwetu było postawienie tamy ludzkiej rządzy odwetu poprzez ustalenie kary proporcjonalnej do popełnionego przestępstwa. Według Prawa, każdy Żyd mógł żądać odpłaty równej poniesionym szkodom. Jednakże Jezus wzywa swoich uczniów, by w swoim postępowali wykraczali poza dotychczasowe normy: „A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu” (5,39). Daje przy tym kilka przykładów, które zachęcają do oparcia się pokusie odpłacania złem za zło.

W słowach „lecz jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi” (5,39) Jezus odnosi się do sytuacji, w której praworęczna osoba uderza zewnętrzną strona dłoni w prawy policzek swojego przeciwnika. Jak zaświadcza Miszna (dzieło judaizmu rabinicznego, powstałe ok. 220 po Chr. i zbierające nauczanie najstarszych rabinów), ten rodzaj spoliczkowania uważany był za bardziej obraźliwy niż zwykłe uderzenie wnętrzem dłoni i w porównaniu z nim wymagało podwójnej odpłaty. Jezus jednak wzywa do tego, by zrezygnować ze zwyczajowej odpłaty, a nawet pójść dalej, nadstawić drugi policzek.

Drugi przykład przywołuje na pamięć spór sądowy: „Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz” (5,40). Na co dzień żydowscy mężczyźni nosili dwie szaty: tunikę, czyli rodzaj lnianej lub wełnianej koszuli nakładanej bezpośrednio na ciało oraz większy i cięższy płaszcz, który narzucano na tunikę. Pozwanemu nie wolno było zabierać płaszcza, jedynej osłony przed zimnem w nocy (por. Wj 22,25-27; Pwt 24,12-13). Zachęcając do oddania płaszcza, Jezus wzywa nie tylko do oddania rzeczy cenniejszej, ale w gruncie rzeczy do oddania wszystkiego.

Wielkoduszność i szlachetność są także tłem trzeciego przykładu: „Zmusza cię ktoś, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące” (5,41). Odnosi się on do prawa rzymskich żołnierzy do zmuszania napotkanych przedstawicieli podbitych narodów do niesienia ekwipunku na odległość nie większą niż jedna mila (1478 m). Przykładem korzystania z tego prawa jest przymuszanie Szymona z Cyreny, by niósł krzyż Jezusa (por. 27,32). Pan wzywa uczniów, by byli gotowi iść nawet dwie mile.

Jezusowe wymagania wydają się sprzeciwiać zasadom tzw. zdrowego rozsądku. Radykalizm tej nauki wynika z bliskości królestwa niebieskiego, która burzy wszelkie dotychczasowe ludzkie zabezpieczenia, na nowo je definiując. Szokujące przykłady są ponadto protestem przeciwko istniejącym w świecie spiralom przemocy oraz wyrazem nadziei na inne zachowanie człowieka. Należy je postrzegać jako wezwanie, by w ciągle nowych sytuacjach urzeczywistniać radykalizm Jezusowego nauczania.

Ostatnie dwa przykłady nie dotyczą ściśle konfrontacji z przemocą: „Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie” (5,42). Podobne zachęty do użyczania i pomocy pojawiają się już w ST (np. Pwt 15,7-11). Jezusowa nowość tych wskazań staje się widoczna w kontekście Łk 6,34-35, gdzie mowa jest o pożyczaniu nawet, jeśli jest bardzo prawdopodobne, że zwrot nie nastąpi: „Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych” (6,35).

Jak reaguję na dotykającą mnie przemoc? Czy panuję nad pojawiającą się w takich sytuacjach chęcią odwetu? Czy naśladuję Boga w Jego dobroci wobec „niewdzięcznych i złych”?

Czystość serca i nierozerwalność małżeństwa

Małżonkowie (fot. Jeremy Wong, unsplash.com)

Piątek, 12 czerwca

Mt 5,27-32

27 Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! 28 A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. 29 Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. 30 I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła. 31 Powiedziano też: Jeśli ktoś chce oddalić swoją żonę, niech jej da list rozwodowy. 32 A Ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę — poza wypadkiem nierządu — naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa.

Dzisiejsza perykopa jest częścią jednej z sekcji Kazania na Górze (Mt 5-7), w której Jezus w sposób autorytatywny ukazuje właściwą interpretację wybranych przykazań Prawa (por. 5,21-48). Tym razem Pan mówi o piątym przykazaniu Dekalogu – „Nie będziesz cudzołożył” (Wj 20,14; por. Pwt 5,18), dokonując jego intensyfikacji: „A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” (Mt 5,28). Już Stary Testament ostrzegał przed pożądliwymi myślami: „Niech nie pożąda twe serce jej wdzięków, powiekami jej nie daj się złowić” (Prz 6,25; por. 2 Sm 11; Hi 31,1; Syr 9,5). Jezus idzie dalej, naucza, że pożądliwe myśli są cudzołóstwem, które dokonuje się w sercu. Tym samym ukazuje, że wolą Boga jest, byśmy nie tylko unikali fizycznego aktu cudzołóstwa, lecz także usunęli z naszego wnętrza korzenie grzesznych czynów. W ten sposób w naszym sercu zostaje przygotowana przestrzeń na autentyczną miłość bliźniego. Pożądanie jest niczym innym, jak samolubnym pragnieniem używania ciała innej osoby dla własnej przyjemności. Pielęgnowanie w sobie tego rodzaju pragnienia blokuje serce i zatruwa rozwój miłości, jest początkiem grzechu. Za pomocą hiperboli mówiącej o wyłupieniu oka czy odcięciu dłoni (5,29-30), Jezus podkreśla, jak ważne jest wyeliminowanie z naszego życia każdej okazji do grzechu. Lepiej jest stracić oko lub rękę, czyli pozbyć się czegoś, co „podprowadza” nad pod grzech, a samo w sobie nie koniecznie musi być czymś złym, niż doprowadzić do sytuacji, kiedy cała nasze ciało miałoby być wrzucone do piekła (gr. geenna, „Gehenna”).

W dalszej części swej wypowiedzi Jezus odnosi się do starotestamentalnego prawa, które regulowało jeden z głównych obszarów ludzkich niepowodzeń, czyli rozwód: „Powiedziano też: Jeśli ktoś chce oddalić swoją żonę, niech jej da list rozwodowy” (5,31; por. Pwt 24,1-4). W innym miejscu Mateuszowej Ewangelii Pan wyjaśnia, że Mojżesz pozwolił na rozwód z powodu zatwardziałości ludzkiego serca: „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było” (19,8). W swej istocie nakaz z Pwt 24,1-4 nie tyle zezwalał na rozwód, co zapobiegał nadużyciom, które pojawiały się w sytuacjach rozwodowych. Dlatego teraz Pan jasno stwierdza: „A Ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę — poza wypadkiem nierządu — naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa” (Mt 5,32). Jezus wzywa Żydów, by wrócili do realizowania pierwotnych zamierzeń Boga, który stwarzając człowieka, przewidział małżeństwo jako związek na całe życie (por. Rdz 1-2). Gdyby rozwiedziona kobieta wyszła ponownie za mąż, co mogłaby zrobić chociażby ze względów ekonomicznych, żyłaby w cudzołóstwie, gdyż żaden akt rozwodu nie może unieważnić autentycznej więzi małżeńskiej. Podobnie każdy mężczyzna, który ożeni się z rozwiedzioną kobietą, popełnia cudzołóstwo, naruszając więź pierwszego małżeństwa.

Czy dbam o czystość mojego spojrzenia? Czy pozbyłem się już z mojego życia rzeczy, sytuacji, relacji, które wzmagają we mnie nieczyste pragnienia? W jaki sposób dbam o pogłębienie mojej miłości do żony/męża?

To jest chleb, który z nieba zstąpił

Msza Święta (fot. Mateus Campos Felipe, unsplash.com)

11 czerwca, Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

J 6,51-58

51 «Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, wydane za życie świata». 52 Sprzeczali się więc między sobą Żydzi, mówiąc: «Jak on może nam dać swoje ciało do jedzenia?» 53 Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. 54 Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. 55 Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. 56 Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. 57 Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. 58 To jest chleb, który z nieba zstąpił — nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki».

Cud rozmnożenia chleba, jakiego dokonał Jezus nad Jeziorem Galilejskim (por. 6,1-15), wywołał wielkie poruszenie pośród Żydów. Chcieli obwołać Go królem, gdyż jak mówili: „Ten prawdziwie jest prorokiem, który ma przyjść na świat” (6,14). Nie taki jednak był cel Jego misji, dlatego gdy tylko poznał zamiar ludu, „sam usunął się znów na górę” (6,15). Dopiero w nocy, krocząc po wodach jeziora dołączył do swoich uczniów, którzy przeprawiali się do Kafarnaum (por. 6,16-21). Żydzi jednak nie rezygnowali i następnego dnia zaczęli usilnie Go poszukiwać, aż wreszcie dotarli do Kafarnaum (por. 6,22-24).

Gdy już Go odnaleźli w miejscowej synagodze (por. 6,59), zdumieni zadali Mu pytanie: „Rabbi, kiedy tu przybyłeś?” (6,25). Jezus wykorzystuje ten moment na ukazania wewnętrznej motywacji Żydów i ukazanie im prawdziwych Bożych zamiarów wobec Jego Osoby: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec” (6,26-27). Żydzi chcieli po raz kolejny zaspokoić swój cielesny głód, Jezus natomiast przyszedł na świat, by dać człowiekowi pokarm życia wiecznego. W ten sposób rozpoczyna się tzw. mowa eucharystyczna (6,26-58), w której Pan, nawiązując do cudu manny na pustyni, ukazuje siebie samego jako prawdziwy chleb z nieba.

Dzisiejsza liturgia przytacza końcowy fragment owej mowy, w którym Pan mówi wprost o konieczności karmienia się Jego ciałem: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, wydane za życie świata” (6,51). Słowa te mogły przerażać. Każdy wierzący Żyd wiedział doskonale, że Tora wprost zakazywała spożywania krwi lub mięsa zwierząt, z których krew nie została upuszczona (por. Kpł 17,14; 19,26; Pwt 12,23). Tym bardziej spożywanie ludzkiego ciała było nie do pomyślenia. Dlatego Żydzi w bardzo emocjonalny sposób reagują na wypowiedź Jezusa: „Sprzeczali się więc między sobą [dosł. „walczyli między sobą] Żydzi, mówiąc: «Jak on może nam dać swoje ciało do jedzenia?»” (J 6,52).

Tymczasem kolejne słowa Jezusa są jeszcze bardziej uderzające: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6,53). Patrząc z perspektywy Wieczernika i Golgoty, można dostrzec tutaj wyraźne nawiązanie do Eucharystii. Ewangelie synoptyczne w opisie ostatniej wieczerzy zachowują słowa Jezusa ustanawiające sakrament ołtarza: „A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im, mówiąc: «Bierzcie, to jest Ciało moje». Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: «To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana” (Mk 14,22-24; por. Mt 26,26-28; Łk 22,19-20; 1 Kor 11,23-26). Odwieczny Boży Logos, przyjmując ludzką naturę w Jezusie z Nazaretu, przeszedł na świat nie po to, by ustanowić jakiś rodzaj ziemskiego panowania, lecz by dać ludziom życie wieczne. Dokonał tego, składając na krzyżu ofiarę ze swojego życia, czyli wydając na śmierć swoje ciało i krew. To samo ciało i ta sama krew, uwielbione poprzez zmartwychwstanie, dane są uczniom w Eucharystii: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem” (6,54-55).

W kolejnej wypowiedzi Jezus wyjaśnia, na czym polega dar życia wiecznego, przekazywany karmiącym się Jego ciałem i pijącym Jego krew: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (6,56). W Janowej Ewangelii grecki czasownik meno („trwać”) opisuje zamieszkiwanie Ojca w Synu i Syna w Ojcu, wieczną komunię, do uczestnictwa w której Jezus zaprasza swoich uczniów: „Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać” (15,4). Zatem spożywając ciało i krew Chrystusa pozwalamy, by On sam w nas zamieszkał, a poprzez to wprowadził nas w misterium życia Trójcy Świętej. Wcześniej Jezus mówił o boskim życiu jako o wiecznym darze otrzymanym od Ojca (por. 5,26) oraz że jako chleb życia zstąpił z nieba, by dać życie światu (por. 6,33). Jego boskie życie jest udzielane tym, którzy z wiarą przyjmują Go jako objawioną Bożą Mądrość, a przede wszystkim spożywają Jego eucharystyczne ciało i krew: „Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie” (6,57). Istotą tej wzajemności między Ojcem, Synem i uczniami jest misterium miłości, jak powie Jezus w wieczerniku do Ojca: „Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich»” (17,26).

Czy wierzę w rzeczywistą obecność Jezusa w sakramencie Eucharystii? Czy przyjmując komunię świętą, wzbudzam w sobie pragnienie uczestnictwa w miłości Ojca i Syna?

N.N., czy kochasz mnie?

Piątek, 29 maja

J 21,15-19

15 A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?» Odpowiedział Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś baranki moje». 16 I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?» Odparł Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś owce moje». 17 Powiedział mu po raz trzeci: «Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?» Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: «Czy kochasz Mnie?» I rzekł do Niego: «Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego Jezus: «Paś owce moje. 18 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz». 19 To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to, rzekł do niego: «Pójdź za Mną!»

Po spożyciu z uczniami śniadania na brzegu Jeziora Galilejskiego, zmartwychwstały Jezus rozpoczyna bardzo osobisty dialog z Szymonem Piotrem. W swoich wypowiedziach koncentruje się na sposobie, w jaki będzie on o Nim świadczył. Rozżarzone węgle, na których przygotowano posiłek (por. 21,9), z pewnością przypominały rybakowi z Kafarnaum niedawne wydarzenia przy ognisku na dziedzińcu arcykapłańskim (por. 18,18; w obu przypadkach pojawi się to samo greckie słowo – anthrakia, czyli „rozżarzone węgielki drzewne”). Zaparł się wtedy trzykrotnie Jezusa, zaprzeczając zarówno Jego wyjątkowej tożsamości, jak i swojemu statusowi ucznia. Dlatego Pan teraz nie zwraca się do niego „Piotrze”, ale „Szymonie, synu Jana”, czyli wraca do jego wcześniejszego imienia, zanim jeszcze nazwał go Kefa, czyli „skała”. Co więcej, pytając Piotra, czy miłuje Go „bardziej aniżeli ci”, Jezus przypomina mu o jego wcześniejszej chełpliwości, gdy zapewniał, że jest gotów oddać za Niego swoje życie (por. 13,37–38). Pan daje Piotrowi szansę przywrócenia łączącej ich relacji poprzez trzykrotne wyznanie miłości do Niego.

Jezus trzy razy pyta Szymona: „czy mnie miłujesz / kochasz?”, a ten za każdym razem odpowiada: „Ty wiesz, że cię kocham” (21,15.16.17). Po każdym wyznaniu Pan powierza rybakowi zadanie bycia pasterzem Jego owiec: „Paś baranki moje… Paś owce moje… Paś owce moje” (j.w.). W ten sposób Pan nawiązuje do starotestamentalnych tekstów, gdzie mężowie posłani przez Boga, by przewodzić Jego ludowi, określani są mianem „pasterzy” (np. 2 Sam 5,2; Ez 34,2) oraz do swojej wcześniejszej wypowiedzi, gdzie samego siebie nazwał „dobrym pasterzem” (J 10,1-18). Jezus, Dobry Pasterz, daje Piotrowi wyjątkowy udział w swoim pasterzowaniu. Jako ziemski przewodnik wspólnoty Jego uczniów, Piotr będzie odgrywał szczególną rolę przywódcy i opiekuna (por. Mt 16,17-19; Łk 22,32). Jego posługa, wzorem Dobrego Pasterza, będzie opierać się na własnym doświadczeniu bycia uczniem oraz na osobistej miłości do Jezusa. W centrum bycia uczniem oraz posługi przewodzenia w Kościele jest osobista miłość do Zbawiciela.

Jak podkreśla Jezus, dobry pasterz oddaje swoje życie za owce (por. 10,15). Piotrowa misja pasterza Chrystusowej owczarni zakłada ofiarę ze własnego życia, która swoją kulminację osiągnie w męczeństwie. W takcie jednej z wcześniejszych rozmów Piotr wyznał gotowość oddania swego życia za Jezusa (13,37), a Pan przyznał, że przyjdzie taki czas, kiedy pójdzie za Nim w śmierć (13,36). Teraz Jezus mu mówi: „Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś” (21,18). Jako pasterz Jezusowej trzody Piotr będzie musiał zrezygnować zarówno ze swojej woli, jak i życia: „Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz” (j.w.). Pojawiające się tutaj wyrażenie „wyciągniesz ręce” zapowiada ukrzyżowanie Piotra podczas prześladowań chrześcijan w Rzymie ok. 65 r. po Chr. Ewangelista dopowiada: „To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga” (21,19). Piotr będzie świadczył o Jezusie, służąc jako przywódca Jego uczniów i oddając swoje życie jako męczennik.

Czy uczę się od Szymona Piotra pokory i wchodzenia w nawrócenie? Czy śledzę posługę papieża Franciszka, Piotra naszego czasu? Czy słucham jego nauki i modlę się za niego? Czy jestem dobrym pasterzem wobec tych, którzy w jakiś sposób ode mnie zależą?

Trwajcie w miłości mojej!

Krzyż (fot. congerdesign, pixabay.com)

Czwartek, 14 maja

J 15,9-17

9 Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! 10 Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. 11 To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. 12 To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. 13 Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. 14 Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. 15 Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. 16 Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał — aby Ojciec dał wam [wszystko], o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. 17 To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.

W czasie jednej z poprzednich wizyt w Jerozolimie, przyrównując siebie do „dobrego pasterza”, Jezus nauczał, że Jego relacja z uczniami zakłada wzajemne, głębokie poznanie, podobne do tego, jakie istnieje między Ojcem i Synem: „Ja jestem dobrym pasterzem i znam [owce] moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca” (J 10,14-15). Natomiast we fragmencie opisu Ostatniej Wieczerzy, który przytacza dzisiejsza liturgia słowa, Pan mówi o głębokiej miłości między Ojcem, Nim samym i uczniami: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem” (15,9). W wieczności Ojciec nieskończenie kocha Syna (por. 17,23-24.26), przelewając na Niego wszystko, czym sam jest i ucząc Go wszystkiego (por. 5,20; 26). Jezus chce wprowadzić swoich uczniów w tą niewyobrażalną komunię Boskich Osób, dlatego zachęca ich: „Trwajcie w miłości mojej!” (15,9). Jak latorośle są zakorzenione w winnym krzewie (por. 15,4-5), tak uczniowie, poprzez wynikające z miłości posłuszeństwo, trwają w komunii Ojca i Syna: „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości” (15,10; por. 14,15; 21,23).

Całe moralne nauczanie Jezusa sprowadza się do jednego nakazu: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (15,13; por. 13,34; Mt 5,43-48; Mk 12,28-34). Jezus umiłował swoich uczniów totalną i ofiarną miłością samego Boga. Najwyraźniejszym potwierdzeniem tej miłości jest Krzyż, na którym Ojciec ofiarowuje Syna za zbawienie świata (por. 3,16), zaś Syn oddaje swoje życie w akcie doskonałej miłości i posłuszeństwa Ojcu (por. 10,17). Pragnieniem Jezusa jest, by Jego uczniowie praktykowali ten sam rodzaj miłości. Jej dynamizm swój początek bierze w uprzednim doświadczeniu bycia umiłowanym przez Boga. Jezus, odwołując się do dwóch typów międzyludzkich relacji, ukazuje uzasadnienie przykazania miłości (por. 15,16-17). Chociaż jest On prawdziwie „Panem i Nauczycielem” (por. 13,14), nie umieszcza przykazania miłości w kontekście poddańczej służby, lecz w kontekście przyjaźni. Przyjaźń między Jezusem a uczniami opiera się na objawieniu, jakie ci ostatni od Niego otrzymali: „nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (15,15). Już sam fakt, że uczniowie poznali Jezusa, jest darem boskiej miłości: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem” (15,16). Wcześniej Pan powiedział: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał” (6,44). Celem działania Ojca jest doprowadzenie człowieka do wiary w Jezusa (por. 6,37–39; 17,6–9). Wiara, dzięki której ludzie poznają Jezusa, jest zatem darmowym i niezasłużonym darem Bożej miłości. Ów dar wymaga przyjęcia i pielęgnowania, gdyż tylko wtedy uczeń Jezusa będzie mógł wypełnić swoje przeznaczenie: „Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał” (15,16).

Czy opieram moją miłość do Jezusa na posłuszeństwie Jego słowu? Czy moja miłość do drugiego człowieka przypomina radykalną i ofiarną miłość Jezusa?

Ja jestem krzewem winnym, wy latoroślami

Środa, 13 maja

J 15,1-8

1 Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia. 2 Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. 3 Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. 4 Trwajcie we Mnie, a Ja w was [będę trwać]. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie — jeśli nie trwa w winnym krzewie — tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. 5 Ja jestem krzewem winnym, wy — latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. 6 Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem ją zbierają i wrzucają w ogień, i płonie. 7 Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. 8 Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.

Kolejny fragment rozmowy Jezusa z uczniami w trakcie Ostatniej Wieczerzy rozpoczyna się od słów Pana: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym” (15,1). W słowach tych pojawia się jeden z tytułów, za pomocą których Pan w Ewangelii Jana objawia swoją tożsamość („chleb żywy” – 6,51; „światłość świata” – 8,12; „brama owiec” – 10,7; „dobry pasterz” – 10,11; „zmartwychwstanie i życie” – 11,25; „droga, prawda i życie” – 14,5). Jezus zatem jest „krzewem winnym”. W Starym Testamencie „krzew winny” obrazuje Izrael: „Otóż winnicą Pana Zastępów jest dom Izraela, a ludzie z Judy szczepem Jego wybranym” (Iz 5,7; Ps 80,9). Podstawowym wezwaniem, jakie Bóg kierował do Izraelitów, było wypełnianie Jego woli. Mówiąc o sobie, że jest krzewem winnym, Jezus podkreśla, że w Nim dokonuje się doskonała realizacja tego wezwania. Poprzez życie w jedności z Nim uczniowie stają się wyrastającą z tego krzewu latoroślą (por. 15,5), również wezwaną do posłuszeństwa Bogu (por. 15,10).

Identyfikacja Ojca jako „uprawiającego krzew winny” także przywołuje ST. Zarówno Księga Psalmów jak i Izajasza opisują Boga jako „właściciela winnicy”, który ją sadzi i jej dogląda (por. Ps 80,9-12; Iz 5,1-7). Kiedy winnica zamiast słodkich winogron wydaje cierpkie jagody, Bóg pozwala, by została ograbiona (por. Iz 5,4-6). Bóg chce uprawiać winorośl, która przynosi owoce miłości, jak w dalszej części dyskursu powie Jezus: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał (…) To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali” (por. 15,16-17). Uczniowie, którzy żyją miłością, są przez Ojca oczyszczani, by przynosić jeszcze więcej owoców (por. 15,2). To oczyszczenie dokonuje się poprzez słowo Syna, które uczniowie mają przyjąć, czyli pozwolić, by kształtowało ich życie (15,3; por. 8,31).

Dlatego tak bardzo ważne jest, by idący za Jezusem nieustannie trwali z Nim w komunii: „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić” (por. 15,5). Św. Paweł, posługując się obrazem ciała i jego członków, będzie podkreślał jedność Kościoła jako ciała, które posiada członki spełniające różne role: „Jak bowiem w jednym ciele mamy wiele członków, a nie wszystkie członki spełniają tę samą czynność – podobnie wszyscy razem tworzymy jedno ciało w Chrystusie, a każdy z osobna jesteśmy nawzajem dla siebie członkami” (Rz 12,4-5; por. 1 Kor 12,12-17). Natomiast Jezus u Jana koncentruje się na darze życia, który On – winorośl przekazuje uczniom – latoroślom. Kto nie trwa z Nim w jedności, odcina się od źródła życia i ryzykuje wieczną śmierć: „Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem ją zbierają i wrzucają w ogień, i płonie” (J 15,6; por. Mt 13,40-41).

Na koniec dzisiejszej Ewangelii Jezus ponownie podkreśla skuteczność modlitwy tych, którzy trwając w Nim, wypełniają Jego słowo: „Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni” (15,7; por. 14,13-14). Bycie w jedności ze zmartwychwstałym Jezusem, oznacza zgodę na wypełnienie się woli Ojca, co w konsekwencji sprawia, że modlitwa ucznia coraz bardziej „dostraja się” do Jego zamiarów (por. Mt 6,9-10). Uczniowie Jezusa, winne latorośle przynoszące obfity owoc, stają się objawieniem Bożej chwały: „Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami” (15,8).

Do czego dzisiaj Bóg mnie wzywa? Czy pozwalam, by Jezus oczyszczał mnie przez swoje słowo? Czy moje życie – wybory, postawy, relacje są uwielbieniem Boga?

Dobry Pasterz

Jezus Dobry Pasterz (fot. pixabay.com)

Poniedziałek, 4 maja

J 10,11-18

Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; najemnik ucieka, dlatego że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam [owce] moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej zagrody. I te muszę przyprowadzić, i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz. Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja sam z siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca».

W dniu wczorajszym przeżywaliśmy IV Niedzielę Wielkanocną, która zwana jest także Niedzielą Dobrego Pasterza. W mszalnej liturgii słowa usłyszeliśmy pierwszą część krótkiej mowy Jezusa (J 10,1-18), w której posługuje się On motywami z życia pasterskiego, bliskiego doświadczeniu ówczesnych Żydów, by ukazać kolejne elementy swej mesjańskiej tożsamości. Owa pierwsza część koncentrowała się na metaforze bramy (por. 10,7). W drugiej części, przytoczonej w dzisiejszej liturgii, Pan koncentruje się na metaforze dobrego pasterza: „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce” (10,11). Powyższe wyznanie może zaskakiwać. Jaki pasterz oddaje swoje życie za owce? Można troszczyć się o owczarnię, prowadzić ją na żyzne pastwiska, chronić przed drapieżnikami, ale oddać za nią własne życie? W słowach Jezusa zarysowuje się kontrast pomiędzy Jego osobą a złodziejami i rozbójnikami, wspomnianymi w pierwszej części mowy (10,1.8) oraz najemnikami, o których mowa jest w drugiej części (10,12-13). Nietrudno się domyśleć, że takie nauczanie było szczególnie niewygodne dla religijnych elit żydowskich, które prowadziły spór z Panem (por. 10,19-21). Jego antagoniści, niegodni i nieskuteczni przewodnicy wiary, nie traktowali wspólnoty ludu Bożego jako dobra najwyższego, lecz korzystali ze swego stanowiska, by budować własną wielkość. Tak postawa była już wcześniej wielokrotnie potępiana przez proroków. Jeremiasz woła w imieniu Boga: „Biada pasterzom, którzy prowadzą do zguby i rozpraszają owce z mojego pastwiska — wyrocznia Pana” (Jr 23,1). Podobnie Ezechiel: „Biada pasterzom Izraela, którzy sami siebie pasą!” (Ez 34,2).

Dobry pasterz (dosł. „szlachetny pasterz”) pozwala zranić siebie dla dobra owiec. W Jezusowym wyznaniu uchwycony zostaje heroiczny wymiar Jego mesjańskiej misji. Syn Boży składa dobrowolny dar ze swojego życia, umierając na krzyżu, by owce miały życie w obfitości. Ostatecznym celem jest zgromadzenie wszystkich ludzi w jednej owczarni, by mogli uczestniczyć w komunii Ojca i Syna (por. 10,15-16). Prawdę tę rozwinie autor Listu do Hebrajczyków: „Bóg zaś pokoju, który na mocy krwi przymierza wiecznego wyprowadził spomiędzy zmarłych Wielkiego Pasterza owiec, Pana naszego, Jezusa, niech was uzdolni do wszelkiego dobra, byście wypełnili Jego wolę; niech sprawi w was, co miłe jest w Jego oczach, przez Jezusa Chrystusa, któremu chwała na wieki wieków. Amen” (Hbr 13,20-21). Samopoświęcenie się Jezusa na krzyżu jest wyrazem Jego doskonałej miłości do Ojca i człowieka oraz praktycznym przykładem realizacji Jego nauczania: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,12-13). Miłość gotowa na samopoświęcenie, zrealizowana przez Jezusa, ma także charakteryzować Jezusowych uczniów, zwłaszcza tych, którzy zostali powołani, by w przewodzić owczarni (por. 21,15-19).

Czy mam świadomość, za jak wielką cenę otrzymałem możliwość życia w jedności z Bogiem i innymi ludźmi? W jakich momentach miłość do bliźniego wymaga ode mnie poświęcenia?