Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka

Dobry Pasterz (Kiko Argüello)

II Niedziela Zwykła B

J 1,35-42

35 Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami 36 i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». 37 Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. 38 Jezus zaś, odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! — to znaczy: Nauczycielu — gdzie mieszkasz?» 39 Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. 40 Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. 41 Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: «Znaleźliśmy Mesjasza» — to znaczy: Chrystusa. 42 I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus, wejrzawszy na niego, powiedział: «Ty jesteś Szymon, syn Jana; ty będziesz nazywał się Kefas» — to znaczy: Piotr.

Narracja Czwartej Ewangelii rozpoczyna się sekcją (J 1,19-51), w której Jan Apostoł za pomocą opowiadania o czterech następujących po sobie dniach objawienia (1,19-28; 1,29-34; 1,35-42; 1,43-51) ukazuje różne aspekty tożsamości Jezusa. Do tej właśnie sekcji należy fragment, który słyszymy w dzisiejszej Liturgii Słowa. W trzecim dniu objawienia dochodzi do spotkania Jezusa z pierwszymi uczniami, co zainicjowane zostaje poprzez świadectwo Jana Chrzciciela: „Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży»” (1,35-36; por. 1,29). Co właściwie oznacza, że Jezus jest Barankiem Bożym? W tytule tym kryje się kilka biblijnych aluzji. Po pierwsze, baranek był w centrum paschalnej liturgii, w czasie której Żydzi wspominali pamiątkę wyjścia z Egiptu (por. Wj 12,1-13). Teksty nowotestamentalne ukazują Jezusa jako nowego Baranka Paschalnego, którego ofiarnicza śmierć na krzyżu przyniosła ludzkości uwolnienie z grzechu i pojednanie z Bogiem (por. J 19,14.36; 1 Kor 5,7; 1 P 1,18-19; Ap 5,9). Po drugie, tytuł ten nawiązuje do świątynnego systemu składania ofiar, w którym baranki, podobnie jak inne zwierzęta, były składane w ofierze ku czci Boga. Obraz „baranka” przywołuje zatem ofiarę ze zwierząt, przynoszącą rytualne obmycie z win i pojednanie z Bogiem (por. Kpł 1,1-13). Jezus jednak nie jest po prostu kolejną liturgiczną ofiarą. Podczas gdy starotestamentalne ofiary musiały być powtarzane, ofiara Syna Bożego jest jedyna i niepowtarzalna, swoją wielkością obejmuje wszystkie ludzkie pokolenia. Po trzecie, w Księdze Izajasza mowa jest o Cierpiącym Słudze Pańskim, który idzie na śmierć jak „baranek na rzeź prowadzony” (Iz 53,7), by wyprosić przebaczenie dla grzechów popełnionych przez ludzi. Jako że sam Jezus, zapowiadając swoją śmierć, odwoływał się do figury Cierpiącego Sługi (por. J 3,14-15; 8,28; 12,32), możemy upatrywać w odnoszonym do Niego tytule „Baranek” nawiązanie do tegoż Sługi.

Słowa wypowiedziane przez Jana Chrzciciela „uruchamiają” dwóch stojących obok niego mężczyzn: „Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś, odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! — to znaczy: Nauczycielu — gdzie mieszkasz?» Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej” (1,37-39). Spotkanie z Jezusem, Barankiem Bożym, rozpoczyna się od świadectwa wiary tych, którzy już Go rozpoznali. Owo świadectwo nie pozwala pozostać obojętnym, motywuje do wykonania pierwszych kroków na drodze wiary. Kroczeniu za Panem towarzyszy wysiłek szukania odpowiedzi na podstawowe pytania, do których należy przede wszystkim to zadane przez Niego w dzisiejszej Ewangelii: „Czego szukacie?”. Nasze odpowiedzi nie od razu będą trafne czy pełne. Pierwszych dwóch uczniów widzi na razie w Jezusie jedynie nauczyciela, stąd zwracają się do Niego zwrotem grzecznościowym przysługującym nauczycielom Prawa – „Rabbi”. Jest jednak w nich pragnienie poznania Go bardziej, stąd dalsze słowa: „Nauczycielu – gdzie mieszkasz?”. Reakcja Jezusa jest jednoznaczna – zaprasza ich, by szli za Nim. Do pełniejszego poznania Pana, a w konsekwencji do przyjęcia przyniesionej przez niego łaski zbawienia dochodzi wtedy, gdy nie ustajemy w kroczeniu za Nim, więcej, gdy na stałe wiążemy z Nim nasze życie, podobnie, jak dwaj uczniowie, którzy „pozostali u Niego”. Użyty tutaj grecki czasownik meno w innych miejscach Czwartej Ewangelii oznacza „trwać, wytrwać”.

Bycie u Jezusa, trwanie w Nim pobudza do dawania świadectwa: „Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: «Znaleźliśmy Mesjasza» — to znaczy: Chrystusa” (1,40-41). Andrzej, mówiąc swemu bratu o Jezusie, używa kolejnego tytułu ukazującego Jego tożsamość. Hebrajski rzeczownik Meszijah („pomazaniec”, gr. Christos) pierwotnie opisywał królów, kapłanów lub proroków żydowskich, którzy wprowadzani byli w swój urząd poprzez obrzęd namaszczenia. Z czasem termin ten zaczęto odnosić do zapowiadanego przez proroków wysłańca Bożego, który miał ostatecznie odmienić losy Izraela (por. Za 6,12-13; Iz 49,3.6; 52,13; Dn 7,13-14). Słowa Andrzeja były dla Szymona jasne: oto w Jezusie przychodzi Bóg, by dotrzymać swojej obietnicy danej Izraelowi.

Nic zatem dziwnego, że Szymon decyduje się spotkać z Jezusem: „I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus, wejrzawszy na niego, powiedział: «Ty jesteś Szymon, syn Jana; ty będziesz nazywał się Kefas» — to znaczy: Piotr” (J 1,42). Aramejskie rzeczownik kepha odpowiada greckiemu rzeczownikowi petra („skała”), od którego pochodzi imię Piotr. Pan ogłasza Szymonowi, jaką rolę będzie miał odegrać w Bożym planie zbawienia. Podobnie jak niegdyś Abram stał się Abrahamem (por. Rdz 17,5), a Jakub Izraelem (por. Rdz 32,29), tak teraz Szymon stanie się Kefasem, czyli skałą. Na fundamencie jego wiary Chrystus zbuduje swój Kościół (por. Mt 16,18). Pod koniec Czwartej Ewangelii Jezus przekaże Piotrowi szczególny udział w swojej roli Dobrego Pasterza (J 21,15-19).

Czy pozwalam, by także w moim życiu Jezus objawiał się jako sługa i cichy baranek? Czy wierzę, że poprzez swoje cierpienie Jezus nadał zbawczą wartość mojemu cierpieniu? Czy wsłuchuje się w pytania, które Pan mi zadaje? Czy moja modlitwa wypływa z głębokiego pragnienia przebywania z Nim? W jaki sposób dzielę się moja wiarą z innymi? Czy mam świadomość, że także dla mnie przeznaczone jest konkretne miejsce we wspólnocie uczniów Jezusa, czyli Kościele?

On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym

Jordan, miejsce chrztu Jezusa (fot. R.P)

Świeto Chrztu Pańskiego

Mk 1,7-11

7 I tak głosił: «Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby schyliwszy się, rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. 8 Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym». 9 W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. 10 W chwili, gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na Niego. 11 A z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie».

Ewangelia wg św. Marka, inaczej niż pozostałe Ewangelie synoptyczne (Mt, Łk), przemilcza temat narodzin Jezusa i od razu przechodzi do wydarzeń bezpośrednio poprzedzających Jego publiczną działalność. W pierwszym rzędzie ukazuje postać św. Jana Chrzciciela, który głosząc na pustyni „chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów”, przygotowuje Żydów na nadejście Mesjasza (Mk 1,2-8; por. Ml 3,1; Iz 40,3).

Styl życia Jana, surowy i przypominający starotestamentalnych proroków, służy uwypukleniu głoszonej przez niego Dobrej Nowiny: „Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby schyliwszy się, rozwiązać rzemyk u Jego sandałów” (Mk 1,7). Użyte tutaj określenie „mocny” (gr. ischuros) w ST najczęściej odnosi się do samego Boga (por. Pwt 10,17; 2 Sm 23,1; Ps 24,8). Zaś czynność rozwiązywania czyichś sandałów była zadaniem zwykle wykonywanym przez niewolników. Prorok znad Jordanu jest w pełni świadomy, że jego działalność stanowi jedynie preludium do pojawienia się Kogoś o wiele ważniejszego.

Dokonywane przez Jana zanurzenie Żydów w wodach Jordanu również jest zapowiedzią bardziej doniosłych wydarzeń: „Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym” (Mk 1,8). Chrzest (grecki czasownik baptidzo dosłownie oznacza „zanurzenie, obmycie”), którego udziela prorok, jest zewnętrznym wyrazem nawrócenia. Słowa o obmyciu w Duchu Świętym nawiązują do biblijnych obietnic wylania Ducha w czasach ostatecznych, dzięki któremu dokona się przemiana ludzkich serc (por. Jl 3,1-2; Iz 32,15-18). Janowy chrzest wody stanowi zatem symboliczną zapowiedź zanurzenia człowieka w życiu samego Boga (por. Dz 2,1-18).  

Realizacja owej zapowiedzi rozpoczyna się mocnym akcentem, jakim jest chrzest Jezusa: „W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie” (Mk 1,9). Ten, który jest bez grzechu i żyje w pełnej łączności z Ojcem, daje się zanurzyć w wodach Jordanu, które symbolizują grzeszną naturę człowieka, by w ten sposób zapowiedzieć swój przyszły chrzest męki krzyżowej (por. Łk 12,50), poprzez który na zawsze pojedna zbłąkaną ludzkość z Bogiem.

Wydarzenie znad biblijnej rzeki jest również epifanią Trójcy Świętej: „W chwili, gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na Niego. A z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie»” (Mk 1,10-11). W scenie tej możemy także zauważyć wyraźną aluzję do pierwszych wersetów Biblii, gdzie najpierw Duch Boży (hebr. Ruah Elohim) unosi się nad wodami symbolizującymi chaos nieistnienia, a następnie na słowo Boga z wód chaosu stopniowo wyłania się cała rzeczywistość (por. Rdz 1,2-31).

Czy pamiętam, że zostałem stworzony na Boży obraz i podobieństwo? Czy mam świadomość, że grzech niszczy we mnie życie, które otrzymałem od Boga? Czy w moim codziennym życiu szukam Jezusa, by doświadczyć Jego stwórczej i uzdrawiającej mocy?

Niech mi się stanie według słowa twego

Nazaret, Grota Zwiastowania (fot. R.P.)

IV Niedziela Adwentu B

Łk 1,26-38

26 W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, 27 do Dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. 28 Wszedłszy do Niej, [anioł] rzekł: «Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami». 29 Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co by miało znaczyć to pozdrowienie. 30 Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. 31 Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. 32 Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. 33 Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca». 34 Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» 35 Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego okryje Cię cieniem. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. 36 A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, którą miano za niepłodną. 37 Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego». 38 Na to rzekła Maryja: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego». Wtedy odszedł od Niej anioł.

Liturgia słowa IV Niedzieli Adwentu przytacza fragment Ewangelii Łukasza, w którym anioł Gabriel w imieniu Boga obwieszcza Maryi: „Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca” (Łk 1,31-33). Niezwykła tajemnica, niezwykłe posłannictwo i niezwykłe powołanie! Warto jednak podkreślić, że scena anielskiego zwiastowania jest także sceną objawienia się niezwykłej wiary młodziutkiej Miriam z Nazaretu. To prawda, inicjatywa jest po stronie Boga, jednakże potrzebna była reakcja Maryi wyrażona słowami: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twojego” (1,38), by Boży plan mógł dojść do skutku. Innymi słowy, dziewicze poczęcie Syna Bożego jest dziełem Ducha Świętego, lecz by mogło się wydarzyć, potrzebna była wiara Maryi. Wielkie dzieła Boga są wyrazem Jego miłości i wszechmocy, zawsze jednak jest w nich przestrzeń na zaangażowanie się człowieka. Wierzyć oznacza bowiem z ufnością odpowiedzieć na słowo Boga, zaakceptować Jego plany, być posłusznym Jego woli. Tak rozumiana wiara zakłada dwie rzeczy: zaufanie wobec Boga i wyznanie tego, w co się wierzy. Jak czytamy w Liście do Rzymian: „sercem przyjęta wiara prowadzi do sprawiedliwości, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia” (Rz 10,10). Maryja uwierzyła słowu Boga, które zostało jej obwieszczone przez Gabriela, uwierzyła w dziewicze poczęcie jej Syna, a także w wolę Boga, by w ten sposób zbawić grzesznych ludzi. Nie tylko przyjęła to słowo jako prawdziwie pochodzące od Boga, lecz także całą sobą zaangażowała się w jego realizację. Dzięki wierze Maryi na świat przyszedł Zbawiciel, a także narodził się Kościół. Dlatego w kolejnej scenie jej krewna Elżbieta będzie mogła wykrzyknąć z radości: „Błogosławiona [jest], która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane jej od Pana” (Łk 1,45). Zadaniem Kościoła, czyli wspólnoty ochrzczonych, jest kontynuowanie matczynej misji Maryi poprzez przekazywanie światu Zbawiciela. Jesteśmy zaproszeni do tego, by swoimi uczynić zamiary Boga, stając się świadkami naszego zbawienia oraz angażując się w niesienie zbawienia bliźnim.

Do czego dzisiaj Bóg mnie wzywa? Czy uważnie odkrywam w moim życiu wyrazy Jego woli? Czy poprzez moją życiową postawę, czyny i wypowiadane słowa przyczyniam się do spotkania innych ze Zbawicielem?

Ja nie jestem Mesjaszem

Kasr al-Jahud (fot. R.P.)

III Niedziela Adwentu B

J 1,6-8.19-28

6 Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. 7 Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. 8 Nie był on światłością, lecz [został posłany], aby zaświadczyć o światłości (…) 19 Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: «Kto ty jesteś?», 20 on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: «Ja nie jestem Mesjaszem». 21 Zapytali go: «Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?» Odrzekł: «Nie jestem». «Czy ty jesteś prorokiem?» Odparł: «Nie». 22 Powiedzieli mu więc: «Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?» 23 Powiedział: «Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak rzekł prorok Izajasz». 24 A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. 25 I zaczęli go pytać, mówiąc do niego: «Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?» 26 Jan im tak odpowiedział: «Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, 27 który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała». 28 Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.

Prolog Ewangelii wg św. Jana w poetyckim stylu zapowiada główne tematy teologiczne, które będą rozwinięte i pogłębione w dalszej części księgi. W centrum jest Syn Boży, odwieczne Słowo (gr. logos), który nie tylko wraz z Ojcem i Duchem Świętem stworzył całą rzeczywistość, lecz nie tracąc nic ze swego bóstwa, stał się również człowiekiem, aby wszystkich, którzy w Niego uwierzą uczynić dziećmi Bożymi. Dzisiejsze czytanie ewangeliczne przytacza fragment Prologu, w którym wprowadzona zostaje postać Jana Chrzciciela. Ów ostatni i największy prorok Starego Testamentu w relacji Czwartej Ewangelii ma jedno zadanie: „Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz [został posłany], aby zaświadczyć o światłości” (J 1,7-8). Świadectwo Chrzciciela ma być przyczynkiem do wiary innych. W dalszej części księgi mowa jest o tym, iż Mojżesz i wszystkie Pisma świadczą o Jezusie (por. 1,45; 2,22; 5,39). Tutaj natomiast prorok znad Jordanu ukazany jest jako reprezentant tych, którzy w dziejach zbawienia „dali świadectwo światłości”. W przeszłości Bóg kierował do proroków swoje słowo, które jako wyraz Jego woli było obwieszczane całemu ludowi. Teraz odwieczne Słowo samo zstępuje, by swym światłem ogarnąć wszystkich, a Jan Chrzciciel jest tego świadkiem.

Druga część dzisiejszego czytania ewangelicznego jest opowiadaniem, które relacjonuje konkretny moment Janowego świadectwa: „Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: «Kto ty jesteś?», on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: «Ja nie jestem Mesjaszem»” (1,19-20). Użyty tutaj rzeczownik „świadectwo” (gr. marturia) należy do najważniejszych terminów w Czwartej Ewangelii. Jej autor zamiast właściwego dla tradycji synoptycznej wyrażenia „głosić Ewangelię/Dobrą Nowinę” używa zwrotu „dawać świadectwo/świadczyć”, który w kontekście pierwotnego chrześcijaństwa oznacza nie tylko wiadomość przekazaną z pierwszej ręki, lecz również wiąże się z ryzykiem utraty wszystkiego. W rzeczy samej, pierwsi świadkowie (gr. martur) Jezusa w dużej części byli męczennikami. Delegacja z Jerozolimy przybywa nad Jordan, by zbadać działalność Jana Chrzciciela. Judaizm pierwszego wieku nie był jednolity, a tworzące go różne ugrupowania (saduceusze, faryzeusze, esseńczycy, ruchy apokaliptyczne itd.) nie były zgodne, co do wyobrażeń czasu zbawienia oraz postaci, które miałyby na niego wskazać. Dlatego Jan bez wchodzenia w szczegóły, wprost stwierdza, iż on sam nie jest Mesjaszem (gr. Christos).

Przybysze z Jerozolimy zadają kolejne pytania: „Zapytali go: «Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?» Odrzekł: «Nie jestem». «Czy ty jesteś prorokiem?» Odparł: «Nie». Powiedzieli mu więc: «Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?»” (1,21-22). Tradycja biblijna zapowiada, że prorok Eliasz powróci tuż przed wypełnieniem się Bożych obietnic. W Księdze Malachiasz czytamy: „Oto Ja poślę wam proroka Eliasza przed nadejściem dnia Pańskiego, dnia wielkiego i strasznego. I skłoni on serca ojców ku synom, a serca synów ku ich ojcom, abym nie przyszedł i nie poraził ziemi klątwą” (Ml 3,23-24; por. Syr 48,4.10). Rzeczywiście, jak to opisują Mateusz i Marek, styl życia Jana przypominał sposób życia Eliasza (por. Mt 3,4; 2 Krl 1,8). Prorok znad Jordanu zaprzecza, iż miałby być Eliaszem. Jedankże w tradycji synoptycznej sam Jezus stwierdza, że w działalności Jana wypełniła się zapowiedź dotycząca powrotu Eliasza (por. Mt 17,11-13), zaś anioł Pański zapowiada Zachariaszowi, iż jego syn będzie postępował „w duchu i z mocą Eliasza” (Łk 1,17). Jan, odpowiadając na kolejne pytanie, zaprzecza także, jakoby miał być prorokiem, mimo że z perspektyw trzeciej osoby można by stwierdzić, że wypełniają się w nim chociażby słowa Mojżesza: „Pan, Bóg twój, wzbudzi dla ciebie proroka spośród twoich braci, podobnego do mnie. Jego będziesz słuchał” (Pwt 18,15). W postawie Jana Chrzciciela widzimy wyraźną chęć niekoncentrowania uwagi na sobie. Najważniejszy jest Mesjasz, o którym daje on świadectwo.

Jednak przybysze z Jerozolimy, zwłaszcza faryzeusze, nie dają za wygraną: „I zaczęli go pytać, mówiąc do niego: «Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?» Jan im tak odpowiedział: «Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała»” (J 1,24-27). Jan ponownie nie broni swego autorytetu ani nie uzasadniania prawowierności swego postepowania, lecz wskazuje na Mesjasza. Podkreśla Jego boską godność. W starożytności rozwiązywanie czyich sandałów należało do obowiązków niewolników.

Na koniec perykopy ewangelista dookreśla miejsce opisywanego wydarzenia: „Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu” (1,28). Dokładne położenie tej Betanii nie jest pewne. Raczej nie chodzi tutaj o inną Betanię, która pojawia się w dalszej części Ewangelii (miejscowość Łazarza i jego sióstr, por. 11,18; 12,1). Dzisiejsze pielgrzymki do Ziemi Świętej nawiedzają jako miejsce działalności Jana Chrzciciela Kasr al-Jahud, na wschód od Jerycha, na granicy izraelsko-jordańskiej.

Patrząc na moje życie, kogo mógłbym nazwać Janem Chrzcicielem posłanym do mnie przez Boga? Ile w moich wypowiedziach jest mojego „ja”? Czy potrafię w mojej codzienności oddać pierwsze miejsce Bogu? Czy otwieram się na głos Bożego powołania?

Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie

Fot. Lukas Langrock (unsplash.com)

I Niedziela Adwentu, rok B

Mk 13,33-37

33 Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. 34 Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swym sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. 35 Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. 36 By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. 37 Lecz co wam mówię, do wszystkich mówię: Czuwajcie!»

Liturgia słowa pierwszej niedzieli Adwentu przytacza końcowy fragment Jezusowej mowy eschatologicznej (gr. gr. eschatos – „ostateczny”; logos – „słowo, nauka”) w redakcji ewangelisty Marka (Mk 13). Sama mowa jest rodzajem przemówienia pożegnalnego, w którym Pan, zanim wejdzie w kulminacyjny moment swojej ziemskiej misji – mękę, śmierć i zmartwychwstanie, przekazuje swoim uczniom słowa pouczenia i pocieszenia (por. J 14-16). Posługuje się przy tym wieloma aluzjami do ksiąg prorockich, zwłaszcza Księgi Daniela. Sam również wypowiada się w sposób charakterystyczny dla starotestamentalnych proroków, odczytując Boże zaangażowanie w historię według wzoru, w którym wydarzenia wcześniejsze wskazują na późniejsze i pomagają poznać ich sens. Mamy zatem w tej mowie splecone ze sobą obrazy dotyczące zburzenia świątyni jerozolimskiej, a zatem ustania kultu Starego Przymierza, z obrazami odnoszącymi się do końca Jego ziemskiego życia, a ostatecznie również do kresu ludzkiej historii. Część z zapowiadanych przez Jezusa wydarzeń będzie mieć miejsce w obrębie życia jednego pokolenia, inne natomiast dokonają się w nieoznaczonym czasie.

We fragmencie, który dzisiaj rozważamy, zostaje zestawiony ze sobą czas nadchodzącej męki Jezusa oraz Jego powtórnego przyjścia na końcu czasów. W wersecie poprzedzającym czytamy: „Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” (13,32). Wzmiankowany przez Jezusa „owy dzień” bezpośrednio odnosi się do zapowiadanego w ST „dnia sądu” (por. Am 8,3-14; Za 12,3-14; Mt 24,36-42). Jednocześnie wskazuje na dzień męki Jezusa (por. Mk 2,20). Podobnie pojawiająca się tutaj „godzina” oznacza zarówno czas niespodziewanego przyjścia Syna Człowieczego jako sędziego (por. 13,26-27.35; Mt 24,50), jak i moment Jego cierpienia (por. Mk 14,35.41), a także cierpienia uczniów (por. 13,11). Pan wskazuje, że powyższe wydarzenia, zwłaszcza Jego powtórne przyjście na końcu czasów, będą miały miejsce w czasie znanym tylko jednej Osobie. Jezus jako człowiek również musi wieźć życie w posłuszeństwie oraz ufności zamiarom Ojca.

W dalszej części swojej wypowiedzi Pan uwrażliwia uczniów na postawę czujności: „Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie” (13,33). Zwrot „uważajcie” (gr. blepo – „widzieć, mieć oczy otwarte, uważać”) już wcześniej pojawił się w mowie eschatologicznej (por. 13,5.9.23). Tym razem towarzyszy mu także kolejne wezwanie – „czuwajcie” (gr. agrupneo – „trwać bez snu, czuwać”). Ponieważ uczniowie nie wiedzą, kiedy będą miały miejsce zapowiadane wydarzenia, mają żyć w ciągłej czujności. Nie chodzi tutaj jednak o jakiś rodzaj niepokoju, czy wręcz lęku, lecz o pełne ufności oczekiwanie na wypełnienie się Bożych zamysłów.

Na czym konkretnie ma polegać owe czuwanie, obrazuje krótka przypowieść: „Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swym sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących.” (13,34-36). Scenariusz przypowieści wyraźnie odnosi się do Jezusa i Kościoła. W tekście oryginalnym czytamy dosłownie, że człowiek z przypowieści „przekazał swoim sługom władzę (gr. eksusian – „prawo, władza, urząd”), każdemu jego własne zajęcie”. Jezus już wcześniej przekazał swą władzę apostołom (por. 6,7; 10,42-44). Teraz natomiast w kontekście swojego odejścia mówi o tych, którzy w Jego imieniu będą sprawować władzę nad ustanowioną przez Niego wspólnotą. Słudzy Pana mają pełnić posługę wobec powierzonego ich trosce domu, jakim jest Kościół. Zaś zadaniem odźwiernego – chodzi o Piotra i jego następców – zostaje powierzone zadanie szczególnej czujności, tak by mógł dostrzec powracającego Pana (por. 14,37; Łk 12,41-42).

Po ukazaniu sytuacji domu pozostawionego w rękach sług, ponownie pojawia się wezwanie do czuwania (gr. gregoreo – „czuwać, być czujnym; także w. 37), gdyż Pan (gr. Kyrios), może powrócić o dowolnej porze nocy: „z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem”. Owe określenia, podkreślające nagłość mającego nastąpić Powrotu, zostały zaczerpnięte z rzymskiego sposobu liczenia czasu. Ponadto, gdy spojrzymy na Markowy opis męki Pańskiej, zobaczymy, że wpisują się one również w jego strukturę, w której kolejne sceny przypadają z wieczora (por. 14,17), o północy (por. 14,32-65), o pianiu kogutów (por. 14,72) i rankiem (por. 15,1). Jak zobaczymy, Jezusowe ostrzeżenie przed popadnięciem w sen, znajdzie swoją aplikację w scenie w Getsemani (por. 14,37-41). Zaśnięcie jest obrazem popadnięcia w duchowy letarg i zbytniego pobłażania sobie (por. Rz 11,8; 1 Tes 5,6-8), zaś bycie obudzonym symbolizuje żywą wiarę (por. Rz 13,11; Ef 5,14).

Co ważne, Jezusowa zachęta do czuwania, chociaż w pierwszym rzezie skierowana jest do apostołów i następców, nie ogranicza się wyłącznie do kościelnej hierarchii, lecz wypowiedziana jest pod adresem każdego chrześcijanina: „Lecz co wam mówię, do wszystkich mówię: Czuwajcie!” (Mk 13,37).

Czy mam świadomość, że moje życie wiary jest istotowo złączone z postawą gotowości na spotkanie z powracającym Panem? Czy moje czuwanie na Jego przyjście wyraża się przez słuchanie Słowa, osobistą modlitwę, uczestnictwo w sakramentach, ale także przez realizację mojego życiowego powołania i obowiązków? Co mogę zrobić, by tegoroczny Adwent stał się wyjątkowym czasem czuwania? Czy modlę się w intencji osób pełniących konkretne zadania w Kościele (mojego proboszcza, biskupa, papieża, osoby zakonne), by wiernie troszczyli się o powierzony ich trosce dom?

Ostateczny egzamin z miłości bliźniego

Sąd Ostateczny (Kiko Argüello)

Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

Mt 25,31-46

31 Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale, a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. 32 I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. 33 Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. 34 Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni u Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata! 35 Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; 36 byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”. 37 Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? Albo spragnionym i daliśmy Ci pić? 38 Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię, lub nagim i przyodzialiśmy Cię? 39 Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” 40 A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. 41 Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! 42 Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; 43 byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie”. 44 Wówczas zapytają i ci: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?” 45 Wtedy odpowie im: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili”. 46 I pójdą ci na wieczną karę, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego.

W dzisiejszą uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata Kościół zachęca nas, byśmy popatrzyli na nasze życie przez pryzmat końcowego fragmentu Jezusowej mowy eschatologicznej (Mt 24,1-25,46). W tej ostatniej z pięciu mów zachowanych w Ewangelii Mateusza Pan zapowiada losy Jerozolimy oraz mówi o swoim powrocie w chwale. Rozważana przez nas perykopa dotyczy bezpośrednio tego drugiego wydarzenia. Paruzja (gr. parusia – „obecność, przyjście, pojawienie się”), czyli powtórne przyjście Chrystusa na końcu czasów, będzie wiązać się z odnowieniem całej rzeczywistości, wcześniej odkupionej mocą krzyżowej ofiary.

Ważnym momentem tego ostatniego etapu historii będzie sąd ostateczny: „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale, a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów” (25,31-32). Obraz pasterza oddzielającego owce od kozłów symbolizuje bardzo ważną chwilę, jaką będzie zwarzenie przez powracającego Chrystusa myśli, słów i uczynków całej ludzkości. Kryterium oceny będzie praktyczna miłość bliźniego.

We wcześniejszym fragmencie, Jezus zapytany przez faryzeuszów o największe przykazanie, odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem (…) Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mt 22,34-39; por. Pwt 6,5; Kpł 19,18). W dzisiejszej Ewangelii Pan idzie jeszcze dalej, identyfikując się z człowiekiem marginesu, który ma być szczególnym obiektem miłości Jego uczniów: „byłem głodny…, byłem spragniony…, byłem przybyszem…, byłem nagi…, byłem chory…, byłem w więzieniu… (…) Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (por. Mt 25,35-36.40).

Zwróćmy uwagę, że Chrystus jako eschatologiczny sędzia nie będzie nas egzaminował z miłości do naszych bliskich – rodziców, męża, żony, dzieci… Ten rodzaj miłości jest niejako naturalny (chociaż też często niełatwy). Na końcu czasów zapyta nas o konkretną pomoc wobec „najmniejszych Jego braci”, czyli bezbronnych, najuboższych, odrzuconych, nie mogących się niczym odwdzięczyć, czasami nawet okazujących brak wdzięczności! Tego rodzaju miłość, nie tylko nakazana przez Jezusa, ale i ukazana całym Jego ziemskim życiem, będzie miarą naszej gotowości na wejście do życia wiecznego.

Czy mam świadomość, że mój los w wieczności zależy od mojego dzisiaj, od moich dzisiejszych postaw, wyborów, relacji? Jak reaguje na widok człowieka bezdomnego, pijanego, zagubionego w życiu? Czy walczę z pokusą osądu i proszę Ducha Świętego, by pomógł mi takiej osobie właściwie pomóc?

Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię

Fot. Aaron Burden (unsplash.com)

XXXIII Niedziela Zwykła

Mt 25,14-30

14 Podobnie też [jest z królestwem niebieskim] jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. 15 Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz 16 ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obieg i zyskał drugie pięć. 17 Tak samo i ten, który dwa [otrzymał]; on również zyskał drugie dwa. 18 Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i, rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. 19 Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. 20 Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. 21 Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! 22 Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. 23 Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! 24 Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: żniesz tam, gdzie nie posiałeś, i zbierasz tam, gdzie nie rozsypałeś. 25 Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! 26 Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że żnę tam, gdzie nie posiałem, i zbieram tam, gdzie nie rozsypałem. 27 Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. 28 Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. 29 Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. 30 A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”.

Przypowieść o talentach jest ostatnią z trzech przypowieści, za pomocą których zostaje zobrazowana Jezusowa nauka o czasach ostatecznych (tzw. mowa eschatologiczna – Mt 24,1-25,46). Serię otwiera przypowieść o zarządcy domu (por. 24,45-51), w której podkreślona zostaje wierność i wytrwałość chrześcijan w wypełnianiu powierzonych im dzieł królestwa niebieskiego. W centrum przytoczonej tydzień temu przypowieści o dziesięciu pannach (por. 25,1-13) pojawia się konieczność roztropności w pielęgnowaniu łaski wiary. Natomiast dzisiejsza przypowieść zachęca nas do pomnażania otrzymanego od Boga daru zbawienia. Wszystkie trzy przypowieści charakteryzują zatem uczniów Jezusa, którzy wiodąc codzienne życie, pośród różnych obowiązków i wydarzeń, mają zachowywać w sobie gotowość na spotkanie z powracającym Panem.

Dzisiejszy fragment rozpoczyna się słowami: „Podobnie też [jest z królestwem niebieskim] jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał” (25,14-15). Warto już na samym początku właściwie zidentyfikować występując tutaj postaci. Udający się w podróż człowiek (gr. anthropos), to sam Jezus Chrystus, który pod dokonaniu dzieła zbawienia powraca do Ojca. Zaś słudzy (gr. dulos) to uczniowie Pana, którzy pozostając na ziemi, tworzą Kościół, w którym dzieło zbawienia przekazywane jest kolejnym pokoleniom.

Przed rozpoczęciem podróży bogaty człowiek rozdysponowuje pomiędzy sługami swój majątek. Każdy z nich otrzymuje różną jego część, w zależności od własnej zdolności. Talent (gr. talanton) w ówczesnych czasach był miarą wagi, za pomocą której odmierzano drogocenne metale. Na przykład jeden talent mógł oznaczać 34 kg srebra. Każdy zatem ze sług, mimo że otrzymuje różną ilość talentów, w rzeczywistości zostaje obdarzony niemałym bogactwem. Owym bogactwem jest dar zbawienia, który według Bożego planu, na różne sposoby uobecnia się w życiu człowieka. Pragnieniem właściciela jest, by powierzone dobro zostało pomnożone (por. Łk 19,13).

Nie wszyscy jednak słudzy dobrze wywiązali się ze swojego zadania: „ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obieg i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa [otrzymał]; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i, rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana” (Mt 25,16-18). Godnym podkreślenia jest, że dwaj pierwsi słudzy, do tego stopnia okazali się obrotni, że podwoili powierzony im majątek. Trzeci zaś sługa zrezygnował z jego zainwestowania i ograniczył się do bezpiecznego ukrycia otrzymanego talentu. Dar zbawienia, mimo że mniej czy bardziej widocznie uobecnia się w życiu poszczególnych ludzi, zawsze jest skarbem, którego najlepszym sposobem przyjęcia jest pozwolenie, by „wszedł w ruch”, tzn. by twórczo przemieniał człowieka.

Po powrocie z podróży pan zaczyna rozliczać się ze sługami: „Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” (25,19-23). Dwaj pierwsi słudzy, ponieważ zdołali podwoić otrzymane talenty, zostają pochwaleni i awansowani. Każdy z nich słyszy słowa, które przypominają sytuację wiernego sługi z przypowieści o zarządcy domu: „Zaprawdę, powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem” (24,47). W obydwu przypadkach chodzi o ukazanie, iż człowiek pomnażający otrzymany od Boga dar zbawienia, może liczyć na dalsze bycie w „domu Pana”, tym razem w królestwie niebieskim. Dodatkowo słowa „wejdź do radości twego pana” podkreślają czekającą go łaskę doświadczania wyjątkowej bliskości Boga.

Zupełnie odmienna jest sytuacja trzeciego sługi: „Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: żniesz tam, gdzie nie posiałeś, i zbierasz tam, gdzie nie rozsypałeś. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że żnę tam, gdzie nie posiałem, i zbieram tam, gdzie nie rozsypałem. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność” (25,24-27). Lęk przed panem sprawił, iż trzeci sługa powstrzymał się do pomnażania powierzonego mu daru. Nie trudno tutaj znaleźć odniesienie do faryzeuszów i uczonych w Piśmie, a także do tych wszystkich, którzy „niewolniczo” podchodzą do wypełniania Bożej woli. Bóg w osobie swojego Syna objawił największą tajemnicę swego serca, to że najbardziej definiuje Go miłość (por. 1 J 4,16), a oni nadal widzą w Nim jedynie budzącego grozę władcę i sędziego, który surowo będzie rozliczał się z człowiekiem. Strach przed tak pojmowanym Bogiem nie pozwala twórczo korzystać z otrzymanej łaski, nie pozwala jej czynić człowieka nowym, na wzór Jezusa Chrystusa.

Stąd smutny koniec trzeciego sługi: „Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (25,28-30). Gdybyśmy ograniczyli się jedynie do samej historii opowiedzianej w przypowieści, postawa pana mogłaby wydawać się zbyt surowa. Jednakże, gdy weźmiemy pod uwagę duchowe znaczenie „talentów”, sprawa zaczyna wyglądać inaczej. Powierzenie komuś łaski zbawienia pociąga za sobą wielką odpowiedzialność. Brak przyzwolenia, by ta łaska wzrastała i przemieniała życie człowieka jest w swej istocie jej odrzuceniem.

W jaki sposób pielęgnuję otrzymaną na chrzcie świętym łaskę wiary? Czy mam świadomość, że jest ona darem, który wymaga mojego stałego zaangażowania? Co bym powiedział Jezusowi, gdyby dzisiaj powrócił i zapytał mnie, co zrobiłem z łaską zbawienia?

Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!

Fot. Josh Howard (unsplash.com)

XXXII Niedziela Zwykła

Mt 25,1-13

1 Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. 2 Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. 3 Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. 4 Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. 5 Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły. 6 Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oto pan młody [idzie], wyjdźcie mu na spotkanie!” 7 Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. 8 A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. 9 Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”. 10 Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. 11 Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam!” 12 Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”. 13 Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.

Po raz kolejny Jezus wyjaśnia rzeczywistość królestwa niebieskiego za pomocą przypowieści, tym razem o dziesięciu pannach: „Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego” (25,1). Obrazy nawiązujące do miłości oblubieńczej są wielokrotnie wykorzystywane w Piśmie Świętym w celu ukazania relacji łączącej Boga z człowiekiem (np. Pnp; Iz 62,5). W dzisiejszej przypowieści „panem młodym” (gr. nymfios) jest sam Jezus, zaś „panny” (gr. parthenos) to ci, którzy należą do wspólnoty Jego uczniów.

Kontekstem przypowieści jest drugi etap żydowskich zaślubin (hebr. nisssuin), który następował najczęściej rok po wypowiedzeniu formuły małżeńskiej przez młodych (hebr. kidduszin). Chociaż już na pierwszym etapie oficjalnie stawali się mężem i żoną, młodzi jeszcze nie zaczynali wspólnego życia. Te ostatnie rozpoczynało się dopiero po drugim etapie zaślubin, kiedy to mąż w uroczystej procesji przeprowadzał żonę z jej domu rodzinnego do miejsca, w którym mieli zamieszkać razem. W trakcie takiej procesji śpiewano pieśni, tańczono, a mieszkańcy miejscowości wychodzili ze swych domów, by dzielić radość młodych małżonków. Na czele szły panny z lampami lub pochodniami. Po przybyciu procesji na miejsce rozpoczynała się uczta weselna, która niekiedy trwała nawet tydzień.

Panny z Jezusowej przypowieści nie stanowią jednolitego grona: „Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły” (25,2-5). Pięć pierwszych panien zostaje określone jako „nieroztropne” (gr. moros – „tępy, głupi, durny”), gdyż nie wzięły ze sobą oliwy, za pomocą której mogłyby opatrywać swoje lampy lub pochodnie. Roztropność (gr. fronimos – „roztropny, rozsądny, rozumny”) kolejnych pięciu polega właśnie na odpowiednim przygotowaniu naczyń z oliwą. Z nie wskazanych w przypowieści powodów pan młody się opóźnia, co skutkuje tym, iż wszystkie dziesięć panien, czekając na jego przybycie, zasypia.

Ostatecznie jednak oblubieniec przychodzi: „Lecz o północy rozległo się wołanie: Oto pan młody [idzie], wyjdźcie mu na spotkanie! Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy” (25,6-7). Wyrwane ze snu panny zaczynają opatrywać swoje lampy. Prawdopodobnie polegało to na przycięciu knota lampy i uzupełnieniu w niej oliwy lub na usunięciu zwęglonych końców pochodni i ponownym zanurzeniu jej w oliwie.

Dopiero w tym momencie panny nierozsądne dostrzegają swoje zaniedbanie: „A nierozsądne rzekły do roztropnych: Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną. Odpowiedziały roztropne: Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie” (25,8-9). Mimo że początkowo lampy panien nierozsądnych paliły się, po długim czasie oczekiwania na oblubieńca, bez uzupełnienia oliwy grozi, że zgasną. Dlatego proszą panny roztropne, by podzieliły się z nimi swoimi zapasami. Te jednak nie chcą tego uczynić, gdyż zdają sobie sprawę, że gdyby to zrobiły, pojawiłoby się niebezpieczeństwo, że wszystkie lampy w trakcie procesji by zgasły, co postawiłoby młodych małżonków w trudnej sytuacji. Radzą zatem nierozsądnym, aby udały się zakupić oliwę u sprzedających.

W międzyczasie procesja ślubna rusza: „Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto” (25,10). Prowadzące procesję panny roztropne, po przybyciu do domu nowożeńców zostają zaproszone na ucztę. Po wejściu do środka wszystkich uczestników procesji, drzwi zostają zamknięte. Szczegół ten niekoniecznie odpowiada ówczesnym zwyczajom, lecz w przypowieści symbolizuje ważny moment sądu, kiedy to dokona się podział na tych, którzy wejdą do królestwa niebieskiego, i tych, którzy nie zostaną do niego wpuszczeni.

Gdy uczta weselna trwa już w najlepsze, na miejsce docierają panny nierozsądne: „Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam! Lecz on odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was” (25,11-12). Wcześniejsza nieroztropność i brak przygotowania jest rodzajem obrazy nowożeńców, dlatego słyszą z ust pana młodego, że ich nie zna, czyli że wyrzeka się on wcześniejszych więzów łączących go z nimi.

Ostatni werset przypowieści stanowi jej wyjaśnienie: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny” (25,13). Słowa te mogą wydawać się dziwne, jako że wszystkie dziesięć panien, czekając na oblubieńca, zasnęły. Jednakże zwróćmy uwagę, że było to spowodowane przez opóźnianie się pana młodego. Wyrazem czuwania, o którym mówi Jezus, nie jest powstrzymywanie się od snu, lecz zaopatrzenie się odpowiednią ilość oliwy. Panny roztropne, nawet, gdyby oblubienic pojawił tuż przed świtem, nadal byłyby gotowe iść na czele procesji. W odniesieniu do naszego chrześcijańskiego życia, czuwanie, o którym mowa w przypowieści, polega na gromadzeniu duchowej oliwy, czyli doświadczenia spotkania z Jezusem, który zanim powróci na końcu czasów, nieustannie przychodzi do swej Oblubienicy – Kościoła, by mówić do jej serca i napełniać je swą miłością. Nie znamy „dnia ani godziny”, lecz mimo to możemy kształtować w sobie postawę otwartości na Jezusowe przychodzenie w Słowie, sakramentach, modlitwie i w drugim człowieku, zwłaszcza bezbronnym czy bezradnym.

Czy patrzę na moje życie z perspektywy wieczności? Czy jestem gotowy na spotkanie z Jezusem w chwili mojej śmierci lub na końcu czasów? W czym wyraża się moja troska i czujność, by być gotowym na przyjścia Pana? Czy w trakcie modlitwy proszę o to, bym na co dzień konsekwentnie szedł za Jezusem?

Które przykazanie w Prawie jest największe?

Fot. Emmanuel Pheaton (unsplash.com)

XXX Niedziela Zwykła

Mt 22,34-40

34 Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, 35 a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: 36 «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?» 37 On mu odpowiedział: «Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. 38 To jest największe i pierwsze przykazanie. 39 Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. 40 Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy».

Kwestia największego, a więc najważniejszego przykazania była żywo dyskutowana przez Żydów żyjących w czasach Jezusa. Na podstawie Prawa Mojżeszowego ustalono bowiem, że istnieje 613 micwot, czyli zasad, których przestrzeganie obowiązuje każdego dorosłego potomka Abrahama. Dzielono je na 365 zakazów (tyle, ile dni w roku) oraz 248 nakazów (tyle, ile kości w ludzkim ciele). Ta mnogość, co zupełnie zrozumiałe, wprowadzała w zakłopotanie. Szukano zatem pośród wszystkich micwot takiego przykazania, które byłoby zasadą łączącą różne przejawy Bożej woli i nadawałoby porządek oraz hierarchię pozostałym.

W dzisiejszej Ewangelii widzimy, jak jeden z uczonych w Prawie (gr. nomikos), należący do stronnictwa faryzeuszy, pyta Jezusa: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?” (Mt 22,36). Pytanie to, mimo że zachowuje pozory grzeczności – tytuł „nauczyciel” (gr. didaskalos) przysługiwał uznanym interpretatorom Prawa, miało być rodzajem próby. Perykopa bowiem rozpoczyna się słowami: „Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał” (22,34-35). Zatem dialog między Jezusem a uczonym w Prawie wpisuje się w serię sporów, które miały miejsce po przybyciu Pana do Jerozolimy (por. 21,23-27; 22,15-22; 22,23-33).

Podobnie jak w przypadku poprzednich dyskusji, Jezus wykorzystuje podstęp przeciwnika, by przekazać swoją naukę. Jako największe przykazanie wskazuje przykazanie miłości Boga: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie” (22,37-38; por. Pwt 6,5). Słowa te są częścią Szema, monoteistycznego wyznania wiary Izraela, które recytowano w trakcie codziennej modlitwy. Stanowią one największe przykazanie Tory, gdyż wyrażają najważniejsze zobowiązanie człowieka, by kochać Boga całym sobą. Miłość ta nie ogranicza się wyłącznie do sfery emocjonalnej, lecz przede wszystkim dotyczy świadomej decyzji, by w każdej chwili życia być wiernym przymierzu, jaki Najwyższy zawarł ze swoim ludem.

Ukazawszy największe przykazanie Jezus zaraz dodaje: „Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (22,39; por. Kpł 19,18). Z miłością do Boga nierozłącznie związana jest miłość do drugiego człowieka, realizowana z taką samą troską i zaangażowaniem, z jakim w naturalny sposób odnosimy się własnych potrzeb. Wcześniej Pan odniósł to przykazanie zarówno do przyjaciół, jak i wrogów (Mt 5,43-48; por. Łk 10,29-37), oraz określił jego wypełnianie jako jeden z głównych wymogów uzyskania życia wiecznego (por. Mt 19,19). Nie jest możliwe oddawanie Bogu należnego Mu kultu i posłuszeństwa, jeśli w naszym sercu nie ma miejsca także dla innych ludzi.

Obydwa przykazania miłość, Boga i bliźniego, streszczają Dziesięć Przykazań, spośród których trzy pierwsze dotyczą zobowiązań względem Najwyższego, zaś siedem kolejnych obowiązków względem innych ludzi (por. Wj 20,2-17). Dlatego Pan dodaje: „Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy” (Mt 22,40).

Czy mogę powiedzieć, że miłość do Boga jest pierwsza i najważniejsza w moim życiu? Czy pamiętam, że wszelkie moje zaangażowanie religijne ma iść w parze z miłością bliźniego?

Przyszedłem ogień rzucić na ziemię

Fot. Max Kukurdziak (unsplash.com)

Czwartek, 22 pażdziernika, Wspomnienie św. Jana Pawła II

Łk 12,49-53

49 Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. 50 Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. 51 Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. 52 Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; 53 ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej».

Na dzisiejszy fragment ewangeliczny składają się trzy wypowiedzi Jezusa (tzw. logia), które łączy temat cierpienia i sądu – obraz ognia i podziałów w rodzinie: Łk 12,49; 12,50 i 12,51-53. Odnosząc się do wydarzeń, które mają dopiero nastąpić, Jezus ukazuje cel swojej misji.

Pierwsza wypowiedź brzmi: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie” (12,49). Ogień w ST w pierwszym rzędzie symbolizuje obecność Boga i wskazuje na Jego naturę. Jako że człowiek nie może dotknąć ognia i nie może nad nim zapanować, obrazuje on Boża transcendencję. Bóg objawia się Mojżeszowi w znaku płonącego krzewu (por. Wj 3,2), prowadzi Izraela przez pustynię w słupie obłoku w ciągu dnia i w słupie ognia w nocy (por. 13,21), natomiast Jego objawieniu na Synaju towarzyszą grzmoty, błyskawice i przypominające erupcję wulkanu wybuchy (por. 19,16-18). Ogień może również symbolizować oczyszczenie. Usuwa z powierzchni ziemi to, co nieczyste i co może szkodzić człowiekowi. W ogniu należało spalić ubrania należące do trędowatego, aby nie zaraziły innych (por. Kpł 13,52), natomiast palenie ołtarzy pogańskich miało uchronić przed skażeniem kult ustanowiony przez Mojżesza (por. Pwt 7,5.25). W ogniu niszczono także rzeczy poświęcone Bogu, aby uchronić je przed zbezczeszczeniem (por. Wj 12,10). Ogień także bywa narzędziem sądu Bożego, stając się przyczyną zagłady bezbożnych. Pojawia się w opisach zniszczenia Sodomy i Gomory (por. Rdz 19,24) oraz w mowach prorockich zapowiadających ukaranie zarówno narodów pogańskich (np. Iz 66,16; Am 1,4; Za 9,4), jak i grzesznych członków narodu wybranego (np. Jr 11,16; Ez 15,6; Am, 2,5).

Ważnym kontekstem Jezusowej wypowiedzi o ogniu w Trzeciej Ewangelii są obrazy zapowiadające sąd Boży nad światem (por. Łk 12,20-21.35-48) oraz wyrocznia Jana Chrzciciela, zawierająca wizję Mesjasza, który będzie „chrzcił Duchem Świętym i ogniem” (por. 3,16) oraz „plewy spali w ogniu nieugaszonym” (por. 3,17). Bóg, który jest „ogniem trawiącym” (Pwt 4,24; por. 9,3; Iz 33,14) i który objawia się w ogniu, przychodzi w osobie Jezusa, aby ludzi poddać próbie, tak jak złoto próbuje się w tyglu (por. Mdr 4,6). Podda On ocenie ludzkie postawy wobec Dobrej Nowiny o zbawieniu. Ogień Jego sądu oczyści tych, którzy przyjmują Go i żyją Jego słowem, spali natomiast tych, którzy hermetycznie zamykają się na Jego orędzie o królestwie Bożym. Słowa „jakże pragnę, ażeby już zapłonął” oznaczają, że Jezus przyniósł na ziemię ogień Boży swojej nauki, ale jego działanie nie odniosło jeszcze ostatecznego skutku, dzięki czemu człowiek ma jeszcze szansę się nawrócić. Jego pragnieniem jest, by ludzie nie żyli w wewnętrznym rozdwojeniu, lecz przyjmując Ewangelię weszli na drogę prowadzącą do królestwa Bożego.

W drugiej wypowiedzi Jezus mówi o chrzcie, który ma przyjąć: „Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie” (12,50). W tekście greckim pojawia się tutaj rzeczownik baptisma („zanurzenie”) oraz czasownik baptidzo („zanurzać”). Kontekst Ewangelii Łukasza nie wyjaśnia, o jakie zanurzenie tu chodzi. Pomocą może być Mk 10,38-39, gdzie przytoczona jest rozmowa Jezusa z synami Zebedeusza. Pan używa w niej bardzo podobnego zwrotu, mówiąc o zanurzeniu, który ma przyjąć, zastawiając je z symbolem kielicha, który jednoznacznie odnosi się do Jego przyszłej śmierci męczeńskiej (por. 14,36; Łk 22,42). Zatem w drugiej dzisiejszej wypowiedzi Jezus mówi o swym zanurzeniu w cierpieniu i śmierci, które napawa Go wielką udręką. Wcześniej dwukrotnie już zapowiedział wydarzenia paschalne (por. 9,22.44). Jako że, będąc Bogiem przyjął także naszą ludzka naturę, jak w przypadku każdego innego człowieka, myśl o nadchodzącej męce napełnia Go trwogą, która swe apogeum osiągnie w Getsemani (por. 22,42-44).

Trzecia dzisiejsza wypowiedź Jezusa może zdumiewać jeszcze bardziej niż dwie poprzednie: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej” (12,51-53). Starotestamentalne proroctwa ukazują czasy mesjańskie jako czasy pokoju między ludźmi oraz harmonii  w świecie stworzeń. U Izajasza Mesjasz nazywany jest „Księciem Pokoju” (Iz 9,5-6), natomiast u Zachariasza mowa jest o tym, że „Pokój ludom obwieści” (Za 9,10). W samej Trzeciej Ewangelii aniołowie w dniu narodzenia Jezusa zwiastują „pokój ludziom, w których sobie upodobał” (Łk 2,14). W tych i wielu innych tekstach pokój jest ukazywany jako jedna z największych wartości zbawczych, jako owoc działalności Bożego Pomazańca. Rzeczywiście, Jezus w swoim nauczaniu wypełnia starotestamentalne zapowiedzi i realizuje misję obwieszczania światu pokoju (por. 7,50; 8,48; 10,5). Głoszenie to jednak spotyka się z różną reakcją ze strony ludzi. Jak Łukasz podkreśla w swojej Ewangelii, obok tych, którzy z wielkim entuzjazmem przyjmowali Dobrą Nowinę (np. 5,26; 7,16-17), byli i ci, którzy oskarżali Jezusa o bluźnierstwo (por. 5,21; 11,15), a nawet czyhali na Jego życie (por. 6,11). Przypadki te pokazują, że nauka o Królestwie oraz drodze, która do niego prowadzi, od początku rodziła wśród słuchaczy podziały. Misją Jezusa jest wzywanie do nawrócenia, piętnowanie zła i głoszenie prawa miłości, bez których sprawiedliwości i pokój w świecie są niemożliwe.

Rozłam pośród Jego słuchaczy Pan obrazuje za pomocą obrazu rodziny (por. Mi 7,6). Podział w rodzinie jest w jakiś sposób wpisany w zbawcze plany Boga. Jego sprawcą jednak nie jest wprost Jezus, lecz ludzie zajmujący wobec Niego określone stanowisko. Opisany rozłam w rodzinie po jednej stronie stawia ojca i matkę, czyli starsze pokolenie, a po drugiej syna, córkę i teściową, czyli pokolenie młodsze. Jezus nie mówi wprost, które pokolenie jest za Nim, a które przeciwko. Podkreśla jedynie, że wrogość pomiędzy nimi jest dwustronna, a więc trudna do pokonania.

Czy jest we mnie gorące pragnienie miłowania Jezusa? Czy mam świadomość, że chrzest krwi przyjęty przez Jezusa jest źródłem uzdrowienia wszystkich moich relacji? Czy dążę do pokoju, unikając kompromisów ze złem i opowiadając się po stronie dobra? Czy proszę Jezusa o odwagę i jasność w dokonywaniu wyborów, które opierają się na Jego Ewangelii? Czy modlę się o wiarę i nawrócenie w mojej rodzinie?