Kto chce zachować swoje życie, straci je (Łk 9,22-25)

Przygotowanie

  • W dzisiejszym fragmencie Ewangelii Łukasza Jezus po raz pierwszy zapowiada swoją mękę i zmartwychwstanie oraz prezentuje warunki, które należy spełnić, by być Jego uczniem. Wyciszę i uspokoję moje serce, otwierając się na prowadzenie Ducha Świętego, z uwagą wsłucham się w Słowo.

Punkty do medytacji

  • I dodał: «Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie» (w. 22) Jezus po raz pierwszy otwarcie zapowiada uczniom swoją mękę. Użycie słowa „musi” (gr. dei; dosł. „jest konieczne”), podobnie jak w wielu innych miejscach u Łukasza (por. Łk 4,43; 13,33; 17,25; 19,5; 22,37; 24,7.26.44), wskazuje na konieczność wypełnienia się Bożego planu zbawienia. Mesjasz będzie cierpiał nie dlatego, że tak a nie inaczej potoczą się Jego losy, lecz ponieważ właśnie w ten sposób Bóg postanowił zbawić człowieka. Obraz cierpiącego Mesjasza odbiegał od ówczesnych wyobrażeń, według których miał On być kimś w rodzaju rewolucjonisty, który przywróci wolność Izraelowi. Sami uczniowie mieli problem z przyjęciem tej prawdy (por. Łk 9,45; 18,34). Zapowiedź odrzucenia Syna Człowieczego „przez starszyznę” (gr. apo ton presbyteron), „arcykapłanów” (gr. archiereon) i „uczonych w Piśmie” (gr. grammateon) podkreśla, że główny opór wobec misji Mesjasza wyjdzie ze strony ówczesnych elit religijnych. Warto zwrócić uwagę, że tragiczna wizja krzyża nie stanowi tutaj ostatecznego końca, gdyż Pan deklaruje, że „trzeciego dnia zmartwychwstanie” (gr. te trite hemera egerthenai). Pascha Jezusa stoi w centrum chrześcijańskiej wiary. Ku niej prowadzi cała starotestamentalna historia. Z niej także wypływa zbawienie całego świata. Jakie myśli i uczucia rodzą się we mnie, gdy zatrzymuję się nad męką Chrystusa? Czy pozwalam, by wchodził On także w moje cierpienie i śmierć, aby w ten sposób prowadzić mnie do pełni życia?
  • Potem mówił do wszystkich: «Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje (w. 23) Rozszerzając swoją wypowiedź na „wszystkich” (gr. pantas), Jezus formułuje uniwersalne warunki pójścia za Nim. Kto chce być Jego uczniem, ma „zaprzeć się samego siebie” (gr. arnesasto heauton), czyli zrezygnować z własnych ambicji i podporządkować swoje życie Bożej woli. Kolejnym warunkiem jest codzienne niesienie „krzyża” (gr. ho stauros), co oznacza zgodę na trudy i cierpienie związane z przynależnością do Chrystusa (por. Ga 2,19-20; 5,24). Trzecim warunkiem jest „naśladowanie” (gr. akolutheo; dosł. „towarzyszyć”) Pana, które swój początek bierze w przebywaniu w Jego obecności. Powyższe warunki raczej nie należą do najprostszych, dlatego Jezus nie narzuca ich siłą, lecz zaprasza do podjęcia dobrowolnej decyzji – „jeśli ktoś chce” (gr. ei tis thelei). Jaka jest moja odpowiedź na zaproszenie Chrystusa? Czy jestem gotowy wypełniać Bożą wolę, nawet jeśli wiąże się to z ryzkiem cierpienia, odrzucenia, a nawet śmierci?
  • Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa (w. 24) Aby pomóc słuchaczom w podjęciu właściwej decyzji odnośnie do przedstawionych wcześniej warunków, Jezus wypowiada zdanie wyrażające paradoks chrześcijańskiej egzystencji. Kto unika krzyża, pragnąc „zachować swe życie” (gr. ten psychen auto sosai), czyli kontynuować skoncentrowanie na sobie i swoich pragnieniach, „straci je” (gr. apolesei auten). Kurczowe trzymanie się doczesności i skupienie na własnych planach i potrzebach nieuchronnie prowadzi do duchowej pustki oraz utraty sensu istnienia. Kto jednak krzyż przyjmuje, rezygnując z życia dla siebie ze względu na Syna Człowieczego, życie „zachowa” (gr. sosei, por. Łk 17,33). Gdy patrzę na moje decyzje i postawy, w czym najbardziej upatruję zabezpieczenie czy ratunek dla mojego życia? Co dzisiaj jest moim krzyżem, czyli trudem, który podejmuję, by być wiernym Ewangelii? Porozmawiam o tym z Panem.
  • Bo cóż za korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? (w. 25) Na końcu dzisiejszej perykopy Jezus stawia retoryczne pytanie, które demaskuje iluzję materialnego sukcesu i ziemskiej potęgi. Istnieje dramatyczny kontrast pomiędzy przemijającym bogactwem całego wszechświata, a nieskończoną wartością ludzkiej duszy. Wyrażenie „cały świat zyska” (gr. kardesas ton kosmon cholon) oznacza osiągnięcie wszystkiego, czego pragnie ludzkie ego: władzy, bogactwa, sławy i absolutnego bezpieczeństwa. Jeśli ceną za ten „triumf” jest moralny kompromis i odrzucenie Boga, człowiek niszczy swoją najgłębszą tożsamość. Użyty w greckim tekście czasownik „zatraci” (gr. apolesas) wskazuje na wieczną ruinę, której nie zrekompensują żadne ziemskie osiągnięcia ani zgromadzone dobra. Prawdziwą miarą życiowego sukcesu nie jest to, co człowiek posiada, lecz to, kim staje się w oczach Stwórcy. Czym świat najczęściej mnie kusi? Z czego najtrudniej jest mi zrezygnować?

Modlitwa w ciągu dnia

  • Panie Jezu, dziękuję Ci za Twoją mękę, za każdą kroplę krwi, którą wylałeś dla mojego zbawienia.

A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (Mt 6,1-6.16-18)

Przygotowanie

  • Na progu Wielkiego Postu liturgia przytacza fragment Kazania na górze, w którym Jezus przestrzega swoich uczniów przed religijną obłudą i pokazuje istotę jałmużny, modlitwy i postu. W charakterystyczny dla siebie sposób Pan nawiązuje do fundamentów starotestamentalnej pobożności, nadając im głębszy, duchowy wymiar. Duchu Święty, uzdolnij moje serce na przyjęcie Słowa.

Punkty do medytacji

  • Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie (w. 1) Werset ten stanowi klucz do zrozumienia nauki Jezusa odnośnie do pobożnych uczynków (por. Mt 6,1-18), na które w tradycji żydowskiej składały się jałmużna, modlitwa i post (por. Tb 12,8-10). W centrum uwagi nie jest pytanie, czy uczniowie będą je podejmować, ale jaka będzie ich motywacja. Od niej bowiem będzie zależeć otrzymanie „nagrody” (gr. ho misthos; dosł. „zapłata”), która na nich czeka u Ojca. Pan przestrzega, by „uczynki pobożne” (gr. he dikaiosyne, dosł. „sprawiedliwość”) nie były wykonywane ze względu na ludzkie uznanie – „aby was widzieli” (gr. pros to theathenai autois). Istotą tej przestrogi jest wezwanie do uważnego badania własnych intencji, aby jedyną motywacją pobożnego zaangażowania ucznia było pogłębienie relacji z Bogiem. Pan przesuwa punkt ciężkości z zewnętrznej poprawności na wewnętrzną sferę serca, która jest znana tylko Ojcu. Jak dzisiaj wygląda moja więź z Najwyższym? Co o niej mówią moje czyny i postawy, ale także myśli, pragnienia i uczucia?
  • Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę (w. 2) Obowiązek „jałmużny” (gr. he eleemosyne), czyli materialnego wsparcia ubogich został zapisany w Prawie (por. Pwt 15,11). Jezus używa wyrazistej metafory „trąbienia przed sobą” (gr. salpises emprosthen sou), aby potępić ostentacyjne obnoszenie się z własną ofiarnością. Takie zachowanie, pod płaszczem pomocy bliźniemu, ukrywa egoistyczną chęć zdobycia poklasku. Działanie na pokaz w miejscach publicznych, takich jak „synagoga” (gr. he synagoge) czy „ulica” (gr. he hryme), odziera akt miłosierdzia z jego duchowego wymiaru, sprowadzając go do zwykłej autopromocji. Jezus stawia sprawę jasno, stwierdzając, że „obłudnicy” (gr. hoi hypokritai), ponieważ „otrzymali już swoją nagrodę” (gr. apechusin ton misthon auton) w postaci ludzkiego uznania, nie mogą liczyć na nagrodę u Boga. Czy mam świadomość, że jałmużna nie jest opcją, lecz istotnym elementem miłości bliźniego? Kiedy ostatni raz wsparłem kogoś materialnie? Co mnie do tego zmotywowało?
  • Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (ww. 3-4) Jezus poucza swoich uczniów, by ich akty miłosierdzia były całkowicie pozbawione interesowności. Posługuje się przy tym wyrażeniem mającym formę przysłowia „niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa” (gr. me gnoto he aristera su ti poiei he deksia su; dosł. „niech nie wie lewica twa, co czyni prawica twa”). Chodzi o udzielania jałmużny w tajemnicy, tak by nikt inny nie wiedział, nawet najbliższy przyjaciel – ktoś tak bliski jak lewa ręka. Taka postawa opiera się na głębokim przekonaniu, że Ojciec, „który widzi w ukryciu” (gr. ho blepon en to krypto), dostrzega to, co jest niewidoczne dla świata. Autentyczna ofiarność nie potrzebuje świadków, by mieć wartość wieczną. Natomiast najczystsza forma miłości bliźniego to taka, która zapomina o sobie natychmiast po udzieleniu pomocy. Popatrzę na ostatnie kilka tygodni mojego życia. Czy wykorzystałem wszystkie okazję, by pomóc bliźniemu? Jeżeli nie, to co mnie przed tym powstrzymywało? Konieczność ofiary, brak ewentualnej wzajemności…? Czy pomagając innym miałem czyste intencje?
  • Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę (w. 5) Odnosząc się do kolejnego uczynku pobożnego, czyli do modlitwy, Jezus ponownie przestrzega przed teatralnymi gestami obłudników. Potępia postawę ludzi, którzy celowo wybierają miejsca publiczne, takie jak synagogi czy rogi ulic, aby zademonstrować innym swoją rzekomą świętość. Nie chodzi tu bynajmniej o krytykę modlitwy publicznej czy wspólnotowej, lecz ponownie o niewłaściwą motywację – „żeby się ludziom pokazać” (gr. hopos fanosin tois anthropois). Skoncentrowanie się na zewnętrznej formie, która ma przyciągnąć ludzką uwagę, sprawia, że modlitwa traci swoją duchową wartość i staje się pustym rytuałem. Pan surowo ocenia taką postawę, mówiąc, że ci, którzy w ten sposób się modlą, otrzymali już swoją nagrodę w postaci ludzkiego uznania. Oznacza to, że zamknęli sobie drogę do prawdziwej relacji z Ojcem, zamieniając wieczną szczęśliwość na chwilową i przemijającą sławę. Jak dzisiaj wygląda moja modlitwa? W jakim stopniu wyraża osobiste pragnienie spotkania z Bogiem? Czy jestem wolny od pokusy modlitwy na pokaz, by mnie ktoś pochwalił lub docenił moją pobożność?
  • Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (w. 6) W przeciwieństwie do obłudników, uczeń Jezusa koncentruje się na budowaniu intymnej więzi z Ojcem poprzez wejście do „swej izdebki” (gr. eis ton tameion su), „zamknięcie drzwi” (gr. kleisas ten thyran su) i modlitwę, czyli rozmowę, w której jest miejsce na słuchanie i mówienie. Chodzi tutaj nie tylko o fizyczne odizolowanie się od otoczenia, ale o wejście w głąb własnego, wewnętrznego sanktuarium. Czy jest to modlitwa we wspólnocie Kościoła (np. eucharystia, sakramenty), czy indywidualna (np. na początku dnia), jej istotą zawsze jest doświadczenie miłości Boga, który jest w ukryciu. Najwartościowsze spotkania z nienamacalnym Stwórcą odbywają się w sferze niewidocznej dla ludzkich oczu. Jakie znam formy modlitwy? Która z nich jest mi najbliższa? W jaki sposób staje się ona dla mnie przestrzenią doświadczania obecności Boga?
  •  Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę (w. 16) Przechodząc do trzeciego uczynku pobożnego, Jezus ostrzega przed ostentacyjnym okazywaniem swojego umartwienia. Surowo gani postawę obłudników, którzy celowo przybierają „ponury” (gr. afanidzusin gar ta prospopa auton; dosł. „wyniszczają bowiem twarze ich”) wyraz twarzy, aby ich religijny wysiłek został dostrzeżony przez otoczenie. W ten sposób ich poszczenie staje się teatralnym przedstawieniem, którego celem jest zaspokojenie własnej próżności. Manifestowanie fizycznego dyskomfortu związanego z postem okazuje się narzędziem zdobywania uznania i fałszywej opinii świętości. Pan stwierdza jednoznacznie, że ci, którzy poszczą dla poklasku, już otrzymali swoją nagrodę, koncentrując na sobie ludzką uwagę. Czym dla mnie jest post? Czy rozumiem go jedynie jako obowiązek związany z określonymi momentami w roku liturgicznym? Czy może dostrzegam w nim głębszy, duchowy sens?
  • Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (ww. 17-18) Podczas gdy obłudnicy swoim wyglądem pokazują wszystkim naokoło, że poszczą, uczeń Jezusa ma „namaścić głowę” (gr. aleipsai su ten kefalen) i „obmyć twarz” (gr. to prosopon su nipsai). Wykonując czynności kojarzone z codzienną toaletą lub radosnym świętowaniem, ma skuteczne ukryć swoje wyrzeczenie przed ludzkim wzrokiem. Zamiast ostentacyjnie demonstrować smutek i cierpienie, uczeń dba oto, aby jego post stał się sprawą wyłącznie między nim a Stwórcą. Po raz trzeci w dzisiejszej perykopie Jezus kładzie nacisk na osobistą relację z Ojcem, który jako jedyny ma wgląd w motywacje i duchowe poświęcenie człowieka. Zatrzymam się na chwilę w ciszy mojego serca. Wsłucham się w głos Boga. Co mi podpowiada na początku Wielkiego Postu? Jaki rodzaj postu mi proponuje, by jeszcze bardziej złączyć mnie ze sobą?

Modlitwa w ciągu dnia

  • Panie Jezu, ucz mnie autentyczności i czystości intencji, uwalniaj mnie od pozorów pobożności.

Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały (Mk 7,31-37)

Przygotowanie

  • Przybycie Jezusa na teren hellenistycznego Dekapolu staje się kolejną okazją do objawienia Jego boskiej tożsamości pośród pogan. Uzdrowienie głuchoniemego z jednej strony podkreśla wartość wspólnoty wiary, z drugiej zaś wskazuje na konieczność indywidualnego spotkania i otwarcia się na obecność Zbawiciela. Duchu Święty, otwórz moje serce na światło dzisiejszego Słowa.

Punkty do medytacji

  • Znowu opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu (w. 31) Po stosunkowo krótkiej wizycie na fenickim terenie Tyru i Sydonu Jezus powraca w okolice Jeziora Galilejskiego. Nie dociera tam jednak najkrótszą trasą, lecz poprzez „posiadłości Dekapolu” (gr. ana meson ton horion Dekapoleos, dosł. „poprzez środek granic Dekapolu”). Grecki termin Dekapolis, czyli „dziesięć miast”, odnosi się do związku dziesięciu miast położonych na wschód od rzeki Jordan, zamieszkałych przez zhellenizowaną ludność nieżydowską (por. Mk 5,20). Wybierając okrężną drogę przez terytoria pogańskie, Jezus po raz kolejny demonstruje, że przyniesione przez Niego zbawienie nie jest ograniczone wyłącznie do Narodu Wybranego. Łaska Boża przekracza bowiem wszelkie granice kulturowe i religijne, a Chrystus szuka człowieka wszędzie tam, gdzie on się znajduje. Podobnie jest z moim świadectwem o Nim. Nie może ono utracić swojej dynamiczności. Każde miejsce i każde otoczenie mogą okazać się sposobnością do dzielenia się wiarą. W cichej modlitwie poproszę Jezusa, bym w otwartości na prowadzenie Ducha Świętego, wykorzystywał każdą okazję do głoszenia Dobrej Nowiny.
  • Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę (w. 32) Wcześniej Marek opowiedział o uwolnieniu przez Jezusa mężczyzny opętanego przez ducha nieczystego (por Mk 5,1-20). Akcja tego wydarzenia miała miejsce w „kraju Gerazeńczyków” (5,1). Geraza była jednym z miast Dekapolu. Ponadto pod koniec opowiadania ewangelista wspomniał, że uwolniony „zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus mu uczynił” (5,21). Nic zatem dziwnego, że ponowna wizyta Pana na tym pogańskim terytorium spotkała się z reakcją mieszkańców, którzy pokładając ufność w Jego mocy, przyprowadzają do Niego „głuchoniemego” (gr. kofon kai megilalon). Tekst grecki mówi o osobie mającej całkowitą niezdolność słyszenia oraz mówiącej z trudnością. W wyrażeniu „prosili Go” pojawia się czasownik parakaleo, który można także przetłumaczyć jako „błagać”. Występuje on jako element struktury cudu także w innych miejscach Ewangelii (por. 1,40; 5,23; 8,22). Nie wymienieni z imienia ludzie stają się pośrednikami łaski uzdrowienia. Słowo przypomina mi dzisiaj o wartości modlitwy wstawienniczej oraz konieczności towarzyszenia innym w ich poszukiwaniu Boga i Jego łaski. Jak to tej w chwili u mnie wygląda? W jaki sposób pomagam innym spotykać się z Panem?
  • On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: «Effatha», to znaczy: Otwórz się! (w. 33-34) Jezus bierze głuchoniemego „z dala od tłumu” (gr. apo tu ochlu, dosł. „od tłumu”), co wskazuje na konieczność intymnego i osobistego spotkania. Na osobności Pan podejmuje kolejne działania, których efektem będzie uzdrowienie mężczyzny. Zastosowane przez Niego fizyczne gesty – „włożył place w jego uszy” (gr. ebalen tus daktylus autu eis ta ota autu) oraz „śliną dotknął mu języka” (gr. kai ptysas hepsato tes glosses autu, dosł. „splunąwszy dotknął jego języka”) – zapowiadają sakramentalny (poprzez znaki) sposób działania łaski. Spojrzenie „w niebo” (gr. eis ton uranon) jest gestem modlitwy (por. 6,41), podkreśla jedność Syna z Ojcem oraz wskazuje na źródło uzdrawiającej mocy. Zaś westchnienie (gr. estenaksen, „głęboko jęknął, zadrżał”) wyraża współczucie wobec cierpienia chorego oraz solidarność z bólem stworzenia skażonego grzechem (por. Rz 8,22). Wreszcie, aramejskie słowo „Effatha” (aram. etffetah), czyli „otwórz się” (por. Mk 5,41), jest wezwaniem do całkowitego otwarcia swojej egzystencji na łaskę zbawienia. Proces uzdrowienia głuchoniemego jest złożony. Składają się na niego różne działania ze strony Jezusa. Na koniec jednak wyraźnie zaangażowany zostaje sam zainteresowany, który ma otworzyć się na Pana. Tak samo jest w moim życiu. Bóg na różne sposoby próbuje do mnie dotrzeć z łaską zbawienia. Respektuje jednak moja wolność i nie zrobi nic bez mojego przyzwolenia. Jak dzisiaj wygląda moje otwartość na obecność i działanie Jezusa? Co mi w tym przeszkadza?
  • Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić (w. 35) Marek podkreśla, że w wyniku gestów i słowa wypowiedzianego przez Jezusa mężczyzna zostaje natychmiast (gr. eutheos, „natychmiast, od razu”) uzdrowiony. Otwierają się jego uszy i rozwiązane zostają więzy jego języka. Odzyskuje fizyczną zdolność komunikacji, a przede wszystkim swoją godność i miejsce we wspólnocie. W ten sposób nie tylko zostaje zakończone cierpienie konkretnego człowieka, ale również wypełniają się starotestamentalne proroctwa o nadejściu czasów ostatecznych: „Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą (…) język niemych wesoło wykrzyknie” (Iz 35,5-6; por. 42,19; Wj 4,11). Spotkanie z Bogiem przywraca pierwotny ład w życiu człowieka. Dla Stwórcy bowiem nie ma barier niemożliwych do pokonania w procesie naszego uzdrowienia. Popatrzę na moje serce. Jaka jego przestrzeń najbardziej wymaga Bożej interwencji? Porozmawiam o tym z Jezusem.
  • [Jezus] przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali (w. 36) Mimo że sam proces uzdrowienia miał miejsce na osobności, to skutek jak najbardziej był zauważalny przez wszystkich. Jezus jednak wydaje surowy zakaz mówienia o tym wydarzeniu. Wyraźne lub domyślne nakazy milczenia po cudzie znajdują się również w innych miejscach Ewangelii Marka (por. 1,34; 1,44-45; 5,43; 8,26). Wszystkie one składają się na tzw. sekret mesjański, szczególnie wyakcentowany w tej księdze. Jezus nie chce, by tłumy patrzyły na Niego jako na pospolitego cudotwórcę lub politycznego wyzwoliciela. Reakcja świadków jest jednak odwrotna do Jezusowych oczekiwań, gdyż im bardziej im zabrania, tym „gorliwiej” (gr. mellon perissoteron, dosł. „bardziej jeszcze”) rozgłaszają wieść o uzdrowieniu. Objawia się tutaj psychologiczna niemożności ukrycia oszałamiającego doświadczenia Bożej potęgi. Przemieniające spotkanie z żywym Bogiem rodzi niemożliwą do powstrzymania potrzebę dzielenia się tą radością. Przypomnę sobie momenty, w których w szczególny sposób doświadczyłem Bożej łaski lub byłem świadkiem takiego doświadczenia u kogoś innego. Jakie myśli i uczucia pojawiły się wtedy w moim sercu? W jaki sposób wpłynęły one na moje postepowanie?
  • I przepełnieni zdumieniem mówili: «Dobrze wszystko uczynił. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę» (w. 37) Ewangelista przytacza treść rozmów, jakie świadkowie uzdrowienia głuchoniemego toczyli między sobą. Wyrażenie „dobrze wszystko uczynił” (gr. kalos panta pepoiekan) nawiązuje do słów z Księgi Rodzaju, gdzie w odpowiadaniu o stworzeniu świata jak refren pojawia się stwierdzenie, że to co Bóg powołuje do istnienia jest dobre (por. Rdz 1,4.10.12.18.21.25.31). Jezus nie tylko naprawia upadłą naturę, ale jest również autorem Nowego Stworzenia, przywracając światu pierwotną harmonię zniszczoną przez grzech. Zachwyt tłumu staje się mimowolnym, zbiorowym wyznaniem wiary, rozpoznającym w Jezusie źródło czystego dobra, które zwycięża zło i wszelkie cierpienie. Zatrzymam się na chwilę przy tej prawdzie. Jakie konsekwencje niesienie ona dla mojego codziennego życia?

Modlitwa w ciągu dnia

  • Panie Jezu, Ty znasz dobrze wszystkie moje niedomagania, uzdrawiaj mnie swoją łaską i stwarzaj na nowo.

Pozwól wpierw nasycić się dzieciom (Mk 7,24-30)

Przygotowanie

  • Po konfrontacji z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie oraz ukazaniu, gdzie tkwi prawdziwe źródło nieczystości człowieka, Jezus opuszcza Galileę i przybywa na fenickie terytorium Tyru i Sydonu. Spotka niezwykłą pogankę, która nie tylko okazuje wielką matczyną miłość, lecz także wielką wiarę w moc Jego słowa. Duchu Święty, dotknij mojego serca, uczyń je gotowym na słuchanie.

Punkty do medytacji

  • Stamtąd zaś wybrał się i udał w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do [pewnego] domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, nie mógł jednak pozostać w ukryciu (w. 24) Jezus opuszcza Galileę i udaje się na północny-zachód, docierając w okolice Tyru i Sydonu, dwóch ważnych miast fenickich (dzisiejszy Liban). Przychodzi „do pewnego domu” (gr. eis oikian) i próbuje zostać nierozpoznanym. Być może celem jest odpoczynek po konfrontacji z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie z Jerozolimy (por. 7,1-13). A może chodzi o przedłużenie czasu poświęconego wyłącznie najbliższym uczniom (por. 7,14-23). Jakby nie było, nie pierwszy raz w Ewangelii Marka, zachowanie prywatności czy anonimowości Jezusa okazuje się niemożliwe (por. 1,45; 6,32-33; 7,36). Wieść o Nim przekroczyła już granice ziem tradycyjnie zamieszkałych przez Żydów i dotarła również na tereny pogańskie, zanim jeszcze postawił na nich swoją stopę. Dzieło zbawienia dokonane przez Jezusa ma w sobie niezwykły dynamizm, który nie pozwala na jego zamknięcie w obrębie jednej grupy etnicznej czy kulturowej. Ewangelia nieustannie przekracza kolejne granice, przenikając codzienność każdego napotkanego człowieka. Czy pozwalam, by Słowo i łaska sakramentów prowadziły mnie z Dobrą Nowiną do innych?
  • Zaraz bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, padła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka z pochodzenia, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki (ww. 25-26) Marek Ewangelista wprowadza postać matki, której córka jest opętana przez „ducha nieczystego” (gr. pneuma akatharton). Określenie „nieczysty” (gr. akathartos) ma tutaj znaczenie biblijne, czyli wyraża opozycję do tego co „czyste” (gr. katharos), czyli związane z Bogiem (por. 1,23.26; 3,11.30; 5,8; 6,7; 9,25). Marek dodaje, że kobieta jest „poganką” (gr. Hellenis; dosł. „Hellenką/Greczynką”) i „Syrofenicjanką” (gr. Syrofoinikissa). Obydwa określenia wyraźnie podkreślają, że nie należy ona do Narodu Wybranego, co będzie ważnym szczegółem w dalszej części perykopy. Dowiedziawszy się o przybyciu Jezusa, kobieta przychodzi do Niego i prosi, by „złego ducha wyrzucił z jej córki” (gr. to daimonion ekbale ek tes thygatros autes). Jej gest upadnięcia „do nóg” (gr. pros tus podas), podobnie jak i dzisiaj, wyraża oddanie czci (por. Dz 10,25). Popatrzę na moje złe przyzwyczajenia czy może nawet duchowe zniewolenia… Zobaczę, jak zamykają mnie na drugiego człowieka i miłość Boga. Czy ich nie bagatelizuję lub nie udaję, że ich nie ma? Co robię, by odzyskać duchową wolność? Czy mam świadomość, że pierwszym krokiem jest oddanie czci Temu, któremu jedynie ona się należy?
  • I powiedział do niej [Jezus]: «Pozwól wpierw nasycić się dzieciom, bo niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom» (w. 27) Odpowiadając na prośbę Syrofenicjanki, Jezus odwołuje się do sceny znanej z życia rodzinnego. To „dzieci” (gr. to teknon) w trakcie posiłku w pierwszej kolejności mają prawo do „chleba” (gr. he artos), a nie „szczenięta” (gr. to kynarion). Sytuacja odwrotna byłaby wbrew logice rodzicielskiej miłości. Jak się słusznie domyślamy, obraz dzieci symbolizuje tutaj starotestamentalnego Izraela (por. Wj 4,22; Oz 2,1), natomiast szczenięta oznaczają tych, którzy do niego nie należą. W tekstach biblijnych „psy” (gr. hebr. kelew; ho kyon) uważane są za zwierzęta nieczyste i prawie zawsze pojawiają się w negatywnym kontekście (por. 1 Sm 24,14; 2 Krl 8,13; Prz 26,11; Mt 7,6). Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że Jezus nie mówi o psach, lecz o szczeniętach, to nadal użyte przez Niego porównanie wydaje się być wyjątkowo szorstkie. Zwróćmy jednak uwagę, że Pan zwraca się do kobiety: „pozwól najpierw” (gr. afes proton). Zatem Jego słowa nie są formą kategorycznej odmowy, lecz podkreślają pierwszeństwo Izraela wobec obietnicy zbawienia (por. Rz 9,4-5). Nadejdzie jednak czas, po męce i zmartwychwstaniu Chrystusa, kiedy również poganie będą mieli udział w dziedzictwie dzieci Bożych (por. Ga 3,26-29; Ef 3-6). Jak za chwilę zobaczymy, Pan w istocie nie odrzuca kobiety i jej prośby, lecz daje jej okazję do głębszego wejścia w logikę wiary. Jaki jest mój stosunek do wyznawców judaizmu? Czy modlę się o to, by także oni uznali w Jezusie Mesjasza?
  • Ona Mu odparła: «Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jedzą okruszyny po dzieciach» (w. 28) Kobieta nie obraża się na surowe słowa Jezusa, nie krzyczy o niesprawiedliwości czy rasowej dyskryminacji. Zamiast tego, wchodzi w Jego retorykę i sprytnie obraca Jego odpowiedź na swoją korzyść. Jako jedyna osoba w Ewangelii Marka używa w odniesieniu do Jezusa tytułu „Panie” (gr. Kyrios), którym pierwotny Kościół zwracał się do Niego w modlitwach (por. Dz 7,59; 9,10) i który wskazuje na Jego prawdziwą tożsamość. Termin Kyrios w greckim tłumaczeniu ST (tzw. Septuaginta), jest używany zamiast świętego imienia Boga (YHWH). Kobieta zgadza się z pierwszeństwem Izraela w historii zbawienia. Jednocześnie, nawiązując do wcześniejszych słów Pana, ukazuje inny element zwyczajowy posiłków spożywanych w rodzinnym gronie. Mówi o szczeniętach, które pod stołem zjadają „okruszyny po dzieciach” (gr. ton psichion ton paidion). Mówiąc o okruszynach, daje Panu do zrozumienia, że nie żąda równych praw z dziećmi, lecz jedynie odrobiny Jego uzdrawiającej mocy. Nieustępliwość, ale i chłonność Syrofenicjanki jest zadziwiająca. Z jednej strony nie poddaje się i szuka sposobu na wyproszenie łaski uzdrowienia dla swojej córki, a z drugiej okazuje wielką otwartość na to, co mówi Jezus. Jakie myśli i uczucia rodzą się we mnie, gdy Bóg wydaje się obojętny na moje prośby? Czy od razu wchodzę w postawę buntu i kwestionowania Jego miłości? Czy może z jeszcze większą intensywnością szukam światła w Jego słowie?
  • On jej rzekł: «Przez wzgląd na te słowa idź; zły duch opuścił twoją córkę». Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku; a zły duch wyszedł (ww. 29-30) Jezus, wyraźnie poruszony trafną i pełną pokory odpowiedzią Syrofenicjanki, spełnia jej prośbę, chwaląc jednocześnie siłę argumentacji. Mówi do niej: „przez wzgląd na twe słowa” (gr. dia tuton ton logon; dosł. „z powodu tego słowa”). W ewangelicznych opowiadaniach o cudach Jezusa uzdrowienie zazwyczaj następuje w odpowiedzi na wiarę proszących (por. Mk 2,5; 5,34; 10,52). Tutaj cud uwolnienia dziecka następuje po tym, jak kobieta „pokonała” Jezusa w słownej potyczce. Jej nieustępliwa postawa dowodzi nie tylko, jak wielka jest jej miłość do udręczonego dziecka, lecz również, jak pokorna i pełna wiary jest jej postawa wobec Pana. Kobieta wraca do domu w pełnym zaufaniu do zapewnienia Nauczyciela, co jest ostatecznym sprawdzianem ufności, jaką pokłada w moc Jego słowa. Czy potrafię z podobnym zaufaniem przyjmować słowo Pana? Czy ono samo mi wystarcza, czy może czekam na kolejne (cudowne) potwierdzenia jego prawdziwości?

Modlitwa w ciągu dnia

  • Panie Jezu, oczyszczaj moje myślenie z błędnych założeń, pomóż mi uwierzyć, że okruszyny Twojej łaski wystarczą.

Co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym (Mk 7,14-23)

Przygotowanie

  • Dzisiejsza perykopa prezentuje jedną z najbardziej rewolucyjnych wypowiedzi Jezusa. Po konfrontacji z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie Pan w sposób uroczysty przekazuje tłumom naukę o prawdziwym źródle nieczystości człowieka. Burzy w ten sposób dotychczasowe wyobrażenia i zachęca do wejścia na wyższy, duchowy poziom wiary. Duchu Święty otwórz przede mną skarbiec Słowa.

Punkty do medytacji

  • Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: «Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumcie! (w. 14) Po ostrej krytyce skierowanej pod adresem faryzeuszy i uczonych w Piśmie (por. Mk 7,1-13), Jezus zwraca się bezpośrednio do prostego „tłumu” (gr. ton ochlon). Chce, by Jego nauka odnośnie do tego, co czyste i nieczyste, stała się jak najbardziej powszechna. Użycie podwójnego imperatywu – „słuchajcie” (gr. akusate) i „zrozumcie” (gr. synete) – poskreśla wagę oraz trudność tematu, który za chwilę zostanie poruszony. Pan domaga się nie tylko fizycznej uwagi słuchaczy, ale przede wszystkim ich głębokiego, intelektualnego i duchowego zaangażowania. Poznanie mądrości objawionej przez Boga wymaga zarówno wyjścia poza utarte schematy myślenia, jak i osobistego wysiłku w celu pojęcia jej istoty. Nie polega jedynie na poznaniu treści Pisma Świętego czy nauczania Kościoła, lecz także na indywidualnym, opartym o doświadczenie wiary, wniknięciu w tajemnicę Bożego myślenia. Czy podejmuję ten wysiłek? W jaki sposób próbuję odkryć sens Bożego mówienia do mnie?
  • Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym (w. 15) Jezus obala fundamentalne dla ówczesnego judaizmu rozróżnienie na pokarmy czyste i nieczyste (por. Kpł 11; Pwt 14,3-21). Stwierdzenie, że „nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym”, stanowi całkowite zerwanie z lękowym podejściem do materii i świata. Dopowiadając, że „to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym”, Pan przenosi pojęcie świętości z płaszczyzny rytualnej na płaszczyznę duchową. Wskazuje, że prawdziwe źródło zła nie znajduje się w spożywanych pokarmach, lecz w ludzkim sercu. Słowa te uwalniają wierzących od niewoli zewnętrznej poprawności, zachęcając ich jednocześnie do wzięcia odpowiedzialności za własne życie duchowe. Bycie uczniem Jezusa to stopniowe odkrywanie, że ludzka egzystencja ma także głębszy, duchowy wymiar. To właśnie na głębinach ludzkiego ducha toczy się prawdziwa walka o przyjęcie zbawienia w Chrystusie. Dlatego tak ważna jest znajomość własnego serca, dynamik i mechanizmów, które w nim zachodzą. Czy przeglądam się mojemu wnętrzu – myślom, uczuciom, pragnieniom, emocjom? Czy dostrzegam zależność między stanem mojego serca a codziennymi czynami i postawami?
  • Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o tę przypowieść. Odpowiedział im: «I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka, i zostaje wydalone na zewnątrz». Tak uznał wszystkie potrawy za czyste (ww. 17-19) Ewangeliczna narracja przenosi się do wnętrza domu, gdzie uczniowie, proszą Jezusa o wyjaśnienie rewolucyjnej nauki, którą wcześniej uroczyście wygłosił w obecności tłumu. Reagując na prośbę, Pan powtarza swoją wcześniejszą wypowiedź, nieco ją modyfikując, by jej sens stał się bardziej jasny. Pokarmy nie są w stanie uczynić kogokolwiek nieczystym, gdyż jedynie przechodzą przez układ pokarmowy. Nie docierają do serca (gr. ten kardian), które w tekstach biblijnych reprezentuje głębię człowieka, miejsce, w którym rodzi się wiara lub niewiara. Marek Ewangelista, opierając się na świadectwie św. Piotra, kilkukrotnie podkreśla w swoim dziele trudność, z jaką uczniowie dochodzili do zrozumienia nauki Jezusa (por. Mk 4,13.40; 8,17). Przykład apostołów pokazuje, że nawrócenie, czyli dostrojenie swojego myślenia do myślenia Boga, jest stopniowym i długofalowym procesem. Niejednokrotnie napotyka on przeszkody w postaci naszych przyzwyczajeń czy wyobrażeń. Opowiem Jezusowi o moich trudnościach w przyjęciu Jego nauki.
  • I mówił dalej: «Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym» (ww. 20-23) W dalszej części wyjaśnienia swoje nauki Jezus ponownie wskazuje na serce jako na duchowe centrum człowieka, w którym rodzą się wszystkie decyzje. To właśnie stamtąd, a nie z zewnątrz, wypływają „złe myśli” (gr. hoi dialogismoi hoi kakoi), które następnie przeradzają się w konkretne grzeszne czyny. Przedstawiona przez Jezusa długa lista najpoważniejszych złych działań i postaw, obejmuje zarówno grzechy przeciwko bliźniemu, jak „kradzieże” (gr. klopai) czy „zabójstwa” (gr. fonoi), jak i te niszczące od wewnątrz, jak „pycha” (gr. hyperefania) i „głupota” (gr. afrosyne). Popatrzę na moje serce w świetle listy grzechów podanej przez Jezusa. Które z powyższych czynów czy postaw najczęściej pozbawiają mnie czystości?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, pokazuj mi prawdę o moim sercu, pomóż mi podjąć walkę o jego czystość”.