
1 Zebrali się u Niego faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. 2 I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami. 3 Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. 4 I [gdy wrócą] z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych [zwyczajów], które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych. 5 Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: «Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?» 6 Odpowiedział im: «Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. 7 Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi. 8 Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie». 9 I mówił do nich: «Sprawnie uchylacie Boże przykazanie, aby swoją tradycję zachować. 10 Mojżesz tak powiedział: Czcij ojca swego i matkę swoją, oraz: Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmierć poniesie. 11 A wy mówicie: „Jeśli ktoś powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem [złożonym w ofierze] jest to, co miało być ode mnie wsparciem dla ciebie” – 12 to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ani dla matki. 13 I znosicie słowo Boże ze względu na waszą tradycję, którą [sobie] przekazaliście. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie».
Przygotowanie
- Pierwsza część siódmego rozdziału Ewangelii Marka poświęcona jest tematowi czystości/nieczystości rytualnej (por. Mk 7,1-23). Najpierw do Jezusa przychodzą faryzeusze i uczeni w Piśmie z Jerozolimy. Z właściwą sobie pewnością oskarżają Jego uczniów o nieprzestrzeganie faryzejskich zasad dotyczących czystości rytualnej. Ich słowa stają się przyczynkiem do ukazania przez Pana, na czym polega prawdziwa pobożność oraz jakim zagrożeniem jest jej legalistyczne rozumienie. Duchu Święty prowadź mnie w dzisiejszej modlitwie Słowem.
Punkty do medytacji
- Zebrali się u Niego faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami (ww. 1-2) Ewangelista Marek zarysowuje początek spotkania Jezusa z przedstawicielami żydowskich elit religijnych (por. Mk 2,1-3,6; 3,21-30). „Faryzeusze” (gr. hoi farisaioi) i „kilku uczonych w Piśmie” (gr. tines ton grammateon) przybywają aż z Jerozolimy. Zamiast otworzyć się na Dobrą Nowinę, przyjmują rolę surowych inspektorów szukających błędów w działalności Pana. Ich uwaga skupia się na szczególe dotyczącym uczniów, którzy spożywają „posiłek” (gr. tus artus, dosł. „chleby”) nieobmytymi, czyli rytualnie nieczystymi rękami. Ten z pozoru błahy zarzut ujawnia rygorystyczne przywiązanie faryzeuszy i uczonych w Piśmie do tzw. tradycji starszych, czyli ustnych interpretacji i aktualizacji Prawa, które w ich mniemaniu najlepiej ukazywały istotę pobożności. W rzeczywistością są oni doskonałym przykładem obrazującym niebezpieczeństwo legalizmu, w którym dbałość o formę i rytuał przesłania prawdziwą relację z Bogiem i drugim człowiekiem. Przybysze z Jerozolimy nie mają w sobie podstawowej otwartości na Jezusa. Wydaje się, że jeszcze w drodze, zanim Go spotkali, wyrobili sobie opinię na Jego temat. Słowo zachęca mnie w tym miejscu, bym doświadczając obecności Chrystusa, czy to w sakramentach, czy w osobistej modlitwie, zachował serce gotowe na nowość, którą On chce mi objawić. Wcześniejsze założenia mogą okazać się przeszkodą w przyjęciu głoszonej przez Niego prawdy.
- Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I [gdy wrócą] z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych [zwyczajów], które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych (ww. 3-4) Marek przerywa na chwilę główną narrację, aby wyjaśnić swoim czytelnikom specyficzne żydowskie zwyczaje, które mogły być dla nich niezrozumiałe. Szczegółowo opisuje rygorystyczne praktyki faryzeuszy, którzy nie przystępują do posiłku bez uprzedniego obmycia rąk, kurczowo trzymając się „tradycji starszych” (gr. ten paradosin ton presbyteron). Ich rytuały czystości obejmują także obmywanie się po powrocie z rynku oraz rytualne obmywanie naczyń używanych podczas posiłków. Na podstawie tych kilku zwyczajów widać, jak bardzo życie religijne faryzeuszy było zdominowane przez skomplikowany system ludzkich nakazów i zakazów. Ewangelista celowo buduje obraz pobożności opartej na lęku przed rytualnym skalaniem, by przygotować tło dla rewolucyjnej wolności głoszonej przez Jezusa. Nadchodzący spór nie dotyczy bowiem błahostek, lecz fundamentalnego rozejścia się dwóch wizji pobożności. Chrześcijańska pobożność, czyli przełożenie wiary na konkretne formy modlitwy czy zasady postępowania, nie może być zlepkiem przypadkowych zasad ani opierać się na fundamencie ludzkich wyobrażeń. Jej źródło zawsze jest w Bogu, który objawia człowiekowi tajemnicę swojego serca. Przyjże się mojej pobożności? Co na nią się składa? Na ile odpowiada ona obrazowi Boga, który poznaję na kartach Pisma Świętego?
- Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: «Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?» (w. 5) Faryzeusze i uczeni w Piśmie przechodzą od cichej obserwacji do otwartej konfrontacji, zadając Jezusowi pytanie o zachowanie Jego uczniów. Zarzut nie dotyczy łamania Prawa Mojżeszowego, lecz ignorowania tradycji starszych, co pokazuje, jak bardzo ludzkie zwyczaje zrównały się w ich oczach z Bożymi przykazaniami. Uderzając w autorytet Jezusa jako Nauczyciela, faryzeusze i uczeni w Piśmie sugerują, że nie potrafi On wpoić swoim naśladowcom należytego szacunku dla uświęconych reguł. Wyrażenie przetłumaczone jako „nieczystymi rękami” (gr. koinais chersin, dosł. „zwykłymi rękami”) podkreśla ich obsesję na punkcie rytualnej separacji od świata (nazwa „faryzeusze” wywodzi się do hebr. parasz co oznacza „oddzielać się”), którą przedkładają nad istotę pobożności wyrażoną w Prawie. Faryzeusze i uczeni w Piśmie, trzymając się swoich zasad czystości rytualnej, chcieli wyróżnić się pośród reszty świata. Rozumieli świętość Izraela przede wszystkim jako bycie oddzielonym. Syn Boży, przychodząc na świat, pokazał, że świętość wcale nie polega na odseparowaniu się, lecz na życiu miłością Boga pośród tych, którzy tego doświadczenia nie posiadają. W jakim stopniu jestem świadomy tej prawdy? Czy odrzucam pokusę wywyższania się ponad innych ze względu na moją wiarę? Czy moja wiara, mając swój początek w spotkaniu Boga, przybliża mnie także do drugiego człowieka?
- Odpowiedział im: «Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi (ww. 6-7) Jezus odpowiada na zarzuty faryzeuszy niezwykle ostro, sięgając po autorytet proroka Izajasza (por. Iz 29,13), aby obnażyć błędność ich religijnej postawy. Nazywając rozmówców „obłudnikami” (gr. ho hypokrites, słowo to pierwotnie oznaczało aktora noszącego w czasie przedstawienia maskę), Pan wskazuje, że ich rygorystyczna pobożność jest jedynie rodzajem teatru, a nie wyrazem szczerej wiary. Izajaszowy cytat precyzyjnie diagnozuje dramatyczne pęknięcie między kultem sprawowanym jedynie „wargami” (gr. tois cheilesin), a „sercem” (gr. he kardia), które pozostaje obojętne i oddalone od Najwyższego. Taka powierzchowna cześć jest w rzeczywistości „na próżno” (gr. maten), ponieważ Bóg nie oczekuje od człowieka mechanicznego odtwarzania zewnętrznych rytuałów, lecz prawdziwego zaangażowania jego wnętrza. Wiara zaczyna się w sercu człowieka. To właśnie tam, na głębinach mojego człowieczeństwa, dochodzi do spotkania moichh myśli i pragnień z myślami i pragnieniami samego Boga. Spotkanie to jest niesamowicie ożywcze i przemieniające. Z niego biorą się moje późniejsze postawy i wybory. W jaki sposób dbam o swoje serce? Co robię, by była w nim cisza i spokój, które pozwalają usłyszeć Najwyższego?
- Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie» (w. 8) Kontynuując swoja wypowiedź, Jezus wyjaśnia, że hipokryzja faryzeuszy i uczonych w Piśmie polega na wprowadzeniu „ludzkiej tradycji” (gr. ho paradosis ton anthropon) w miejsce „przykazania Bożego” (gr. he entole tu theu). W ten sposób wola Stwórcy została zepchnięta na margines przez wymysły człowieka. Konsekwencją jest duchowa choroba polegającą na kurczowym trzymaniu się zewnętrznych form, które dają złudne poczucie bezpieczeństwa i poprawności. Jezus obnaża pustkę religijności, która – choć wygląda na gorliwą – w rzeczywistości jest aktem buntu przeciwko Bogu. Idąc drogą chrześcijańskiego życia, mogę natknąć się na pokusę aktywizmu, która stopniowo ucisza w mnie pragnienie ciszy i modlitwy. Niby cały nasz czas poświęcam na sprawy Boże, lecz wewnętrznie coraz bardziej jestem wygaszony. Aktywizm potrafi też skutecznie wyciszyć we mnie konieczność wewnętrznego nawrócenia. Czy potrafię zachować zdrową równowagę między modlitwą i działaniem? Czy mam świadomość, że wartość moich czynów nie zależy od podjętych strategii i ulokowanych sił, lecz od zgodności z wolą Boga, który poznaje się w ciszy modlitwy?
- I mówił do nich: «Sprawnie uchylacie Boże przykazanie, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: Czcij ojca swego i matkę swoją, oraz: Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmierć poniesie (ww. 9-10) Jezus podaje konkretny przykład krytykowanej przez siebie postawy religijnej. Rozpoczyna gorzką ironią, podkreślając „sprawne” (gr. kalos) omijanie Bożego prawa przez swoich rozmówców. Następnie Pan przywołuje powszechnie znane czwarte przykazanie Dekalogu, mówiące o czci ojca i matki (por. Wj 20,12; Pwt 5,16) oraz przypomina surową sankcję za złorzeczenie rodzicom (por. Wj 21,17). Podkreśla w ten sposób, jak wielką uwagę Bóg przywiązuje do szacunku i opieki w relacjach rodzinnych. W tradycji mądrościowej ST cześć wobec ojca i matki jest bezpośrednio powiązana z bojaźnią Pańską oraz przedstawiona jest jako warunek konieczny do cieszenia się Bożym błogosławieństwem (Syr 3,1-16). Popatrzę na relacje łączące mnie z najbliższymi osobami, przede wszystkim z rodzicami. Czy pozwalam, by ta relacja dojrzewała wraz ze mną i jednocześnie nieustannie wyrażała miłość i szacunek?
- A wy mówicie: „Jeśli ktoś powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem [złożonym w ofierze] jest to, co miało być ode mnie wsparciem dla ciebie” – to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ani dla matki (ww. 11-12) Przytoczywszy konkretne starotestamentalne przykazanie, Jezus przechodzi do opisu faryzejskiej praktyki, która anuluje jego obowiązywalność. Hebrajski termin korban oznacza ofiarę poświęconą Bogu (por. Kpł 1,2) lub w szerszym znaczeniu, skarbcowi Świątyni (Mt 27,6). Kazuistka stosowana przez faryzeuszy i uczonych w Piśmie pozwalała na to, by ślubowanie złożenia tego typu ofiary zwalniało z obowiązku materialnego wsparcia rodziców. Co gorsza, przywódcy religijni nie tylko tolerowali takie zachowanie, ale wręcz zabraniali później cofnięcia tego ślubowania, stawiając bezduszną procedurę ponad losem starszych ludzi. Jezus obnaża przewrotność faryzejskiego myślenia, które pod pozorem pobożności pozwala na jawne łamanie fundamentalnego przykazania miłości rodziców. Patrząc na historię Kościoła, ale także na moje własne życie, dostrzec mogę, jak łatwo przejść od żywej wiary opartej na doświadczeniu miłości Boga i wyrażającej się w ofiarnej miłości bliźniego, do religijnych przekonań i zasad, które chronią jedynie egoistyczną miłość własną. Zatrzymam się przy tym na chwilę. Poproszę Jezusa, by chronił mnie przed chrześcijaństwem instrumentalnym.
Modlitwa w ciągu dnia
- „Panie Jezu, zachowaj we mnie serce czyste, wielkoduszne i wierne w wypełnianiu Twojego słowa”.



