Herod bowiem czuł lęk przed Janem (Mk 6,14-29)

Przygotowanie

  • We wczorajszym fragmencie Markowej Ewangelii dwunastu apostołów po raz pierwszy zostało posłanych przez Jezusa z misją (por. Mk 6,7-13). Zanim autor natchniony opisze efekty ich działalności, na moment wraca do postaci Jana Chrzciciela, który w wyniku pałacowej intrygi zostaje pozbawiony życia. Duchu Święty, przyjdź i dotknij mojego serca, spraw, bym z ochotą przyjął dzisiejsze Słowo.

Punkty do medytacji

  • Także król Herod posłyszał o Nim, gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił: «Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim». Inni zaś mówili: «To jest Eliasz»; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, mawiał: «To Jan, którego ściąć kazałem, zmartwychwstał» (ww. 14-16) Popularność Jezusa staje się coraz bardziej szeroka. Wieść o Nim dochodzi także do Heroda Antypasa, tetrarchy Galilei i Perei, którego dręczy niepokój sumienia po zabiciu Jana Chrzciciela. Lud wysuwa różne hipotezy na temat tożsamości Jezusa. Jedni widzą w nim „Eliasza” (gr. Elias), który według starotestamentalnych proroctw miał powrócić na ziemię, by przygotować lud na dzień Pański (por. Ml 3,23-24). Inni są zdania, że Jezus jest „prorokiem” (gr. ho profetes) na wzór dawnych proroków. Herod natomiast obsesyjnie łączy Jego cuda z prorokiem, którego sam kazał ściąć. Lęk i głębokie poczucie winy przesłaniają u niego racjonalny osąd, zmuszając do wiary w powrót swojej ofiary. Widzimy tutaj tragiczną ironię. Oto monarcha, który mógł decydować o życiu i śmierci swoich poddanych, pozostaje zakładnikiem własnych zbrodni. Grzech zawsze pozostawia w sprawcy ślad, którego nie są w stanie wymazać ani władza, ani bogactwo. Nie jest bowiem jedynie przekroczeniem Bożego prawa, lecz także głęboko rani ludzkie wnętrze. Popatrzę na moje grzechy, spróbuję dostrzec rany, jakie we mnie zostawiły i opowiem o nich Jezusowi.
  • Ten bowiem Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego, Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem napominał Heroda: «Nie wolno ci mieć żony twego brata» (ww. 17-18) W kolejnych wersetach ewangelista w formie retrospekcji opowiada o śmierci Proroka znad Jordanu. Powodem jego aresztowania było to, że odważnie wytykał Herodowi cudzołóstwo polegające na tym, że żył z żoną swego brata Filipa. Stanowcze słowa Jana – „Nie wolno ci” (gr. uk eksestin soi) – przypominały, że bycie władcą nie zwalnia od wierności Prawu (por. Wj 20,14.17; Pwt 5,18.21). Dostrzec tu można dramatyczne napięcie między ludzką pychą a nienaruszalnym ładem moralnym objawionym przez Boga. Uwięzienie proroka, a następnie jego śmierć, były ceną, jaką zapłacił on za przeciwstawienie się nieprawości władcy. Wzorem starotestamentalnych proroków Jan do końca stawał w obronie Bożego prawa i zapłacił za to najwyższą cenę. Czy mam w sobie odwagę, by zło nazywać złem, nawet, gdy wiąże się to z ofiarą z mojej strony? Czy odrzucam pokusę konformizmu, podpowiadającą mi, bym w imię świętego spokoju zamilkł lub nawet poszedł na ugodę ze złem?
  • A Herodiada zawzięła się na niego i chciała go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, widząc, że jest mężem prawym i świętym, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a jednak chętnie go słuchał (ww. 19-20) W dalszej części retrospekcji Marek podkreśla ostry kontrast między mściwą nienawiścią Herodiady a ambiwalentną postawą Heroda. Kobieta chciała „zgładzić” (gr. apokteinai) proroka, lecz jej mordercze plany blokował lęk, jaki władca żywił wobec więźnia. Mimo swojego moralnego zepsucia, Herod dostrzegał, że Jan był „mężem prawym i świętym” (gr. aner dikaios kai hagios). Monarcha bronił proroka, gdyż mimo niepokoju, jaki wzbudzały w nim jego słowa, „chętnie go słuchał” (gr. hedeos autu ekuen). Dramat naszej ludzkiej natury po grzechu pierworodnym polega na tym, że nawet jeśli dostrzegamy światło prawdy, często pozostajemy zbyt słabi, by ostatecznie za nim podążyć. Fakt ten dotyczy także mojego życia. Prawda Ewangelii mnie zachwyca, lecz są jeszcze takie przestrzenie, w których górę biorą moje stare przyzwyczajania lub mentalność tego świata. Poproszę Jezusa, by nie zostawiał mnie samego pośród mojej słabości.
  • Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobistościom w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczyny: «Proś mnie, o co chcesz, a dam ci». Nawet jej przysiągł: «Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa» (ww. 21-23) „Chwila sposobna” (gr. hemera eukaira) na zabicie proroka przydarzyła się podczas urodzinowej uczty Heroda. Taniec Salome, córki Herodiady, skutecznie odurzył króla i do końca uśpił jego moralną wrażliwość. Pragnąc zaimponować zgromadzonym dworzanom, złożył lekkomyślną i publiczną przysięgę (por. Est 5,6; 7,2). Obietnica oddania nawet połowy królestwa obnażyła jego próżność oraz desperacką potrzebę uznania w oczach gości. Słowa te, wypowiedziane pod wpływem emocji, stały się pułapką, z której władca nie potrafił już się wycofać. Emocje są bardzo ważną częścią człowieczeństwa, gdyż niosą informację o stanie ciała. Nie stanowią jednak ostatecznej instancji, ale powinny być odczytywane przez rozum wyposażony w wiedzę i oświecony Bożym słowem. Gdy decyzje są podejmowane jedynie na podstawie emocji, ich skutki nierzadko prowadzą do nieodwracalnych i tragicznych decyzji. Czy znam świat moich emocji? Czy potrafię je odczytywać i poddawać racjonalnemu osądowi?
  • Ona wyszła i zapytała swą matkę: «O co mam prosić?» Ta odpowiedziała: «O głowę Jana Chrzciciela». Natychmiast podeszła z pośpiechem do króla i poprosiła: «Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela» (ww. 24-25) Użyty we wcześniejszym wersecie grecki rzeczownik to korasion („dziewczynka, dziewczę”; w. 22) sugeruje, że Salome miał od 12 do 15 lat. Nic zatem dziwnego, że otrzymawszy od Heroda tak wielką obietnicę, poszła do matki, by poradzić się, o co ma poprosić. Herodiada bez wahania wykorzystała sytuację, by zrealizować swój morderczy plan wobec Jana. Przedłożyła krwawą zemstę nad dobro własnego dziecka, które przecież miało poprosić o śmierć człowieka. Żądanie głowy Jana „zaraz” (gr. eksautes) i „na misie” (gr. epi pinaki) nie pozostawiło władcy żadnego pola do manewru. Wiersze te ukazują przerażający mechanizm deprawacji, jakiemu niekiedy poddawane są dzieci przez dorosłych, którzy instrumentalnie wykorzystują ich przywiązanie. Także w moim otoczeniu są dzieci. Jako dorosły mam obowiązek chronić ich niewinność i wspierać ich rozwój. Czy moje postawy i czyny zawsze są wyrazem tej troski?
  • A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę Jana. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczynie, a dziewczyna dała swej matce (ww. 26-28) Słysząc słowa dziewczyny, Herod „bardzo się zasmucił”. Użyty w tekście greckim czasownik perilypos wyraża silne emocje i u Marka pojawia się tylko tutaj oraz w opisie modlitwy Jezusa w Getsemani (por. Mk 14,34). Smutek władcy, mimo że był dogłębny, ostatecznie przegrał w starciu z presją otoczenia. Zamiast okazać cywilną odwagę i przyznać się do błędu, Herod tchórzliwie wybrał popełnienie morderstwa. Natychmiastowe wysłanie „kata” (gr. ho spekulator) do więzienia unaocznia, że mechanizm zła, raz uruchomiony, działa w sposób błyskawiczny i bezlitosny: Jan Chrzciciel został „ścięty” (gr. apokefalidzo). Postawiony pod ścianą Herod za wszelką cenę bronił swojego fałszywie pojętego honoru. Nie potrafił przyznać się, że zbyt pochopnie złożył swoją obietnicę. Przyznanie się do błędu nie jest łatwe, jednakże może być pierwszym krokiem w celu przerwania łańcucha kolejnych, jeszcze gorszych decyzji. W jakim stopniu jestem tego świadomy na co dzień? Czy potrafię stanąć w prawdzie i uznać popełnione przeze mnie zło?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, pokazuj mi prawdę o moim sercu, pomóż mi unikać pułapek „starego człowieka”.

Przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch (Mk 6,7-13)

Przygotowanie

  • Odrzucenie przez mieszkańców Nazaretu (por. Mk 6,1-6) nie zatrzymuje Jezusa. Wręcz przeciwnie, w kolejnej perykopie Markowej Ewangelii Pan poszerza zakres swojej misji i po raz pierwszy posyła dwunastu apostołów. Dzieli się z nimi swoją mocą i udziela konkretnych wskazówek, które nakreślają charakter powierzonej im misji. Duchu Święty, przyjdź i otwórz moje serce na prawdę dzisiejszego Słowa.

Punkty do medytacji

  • Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi (w. 7) Jezus inicjuje kolejny etap swojej misji, przekazując Dwunastu część swojej władzy i odpowiedzialności. Decyzja o wysłaniu ich „po dwóch” (gr. dyo dyo) nawiązuje do biblijnych zasad dotyczących wiarygodności świadectwa (por. Pwt 19,15). Zapewnia także apostołom wzajemne wsparcie w czekających na nich trudach. Pan pokazuje w ten sposób, że ewangelizacja nie jest zadaniem dla samotnych bohaterów, lecz misją realizowaną we wspólnocie (por. Dz 13,1-3; 15,39-40). Posyłani otrzymują od Jezusa „władzę nad duchami nieczystymi” (gr. eksusian ton pneumaton ton akatharton), gdyż częścią ich posługi będzie realna walka ze złem, która prowadzić będzie do duchowego wyzwolenia człowieka. Źródłem skuteczności uczniów nie będą ich osobiste talenty, lecz moc otrzymana od Mistrza. Pierwsze posłanie apostołów jest przygotowaniem przyszłej misji Kościoła, który w imieniu Jezusa będzie niósł dar zbawienia całemu światu. Ta misja jest aktualna także dzisiaj. Jak wygląda mój udział w głoszeniu Ewangelii współczesnemu światu? Czy mam świadomość, że ewangelizacja jest istotowo wpisana w moją chrześcijańską tożsamość?
  • i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. «Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien!» (ww. 8-9) Posyłając Dwunastu, Jezus daje im kilka wskazówek, które, mimo że mocno osadzone są w ówczesnych realiach, mają uniwersalne znaczenie. Słowa dotyczące wyposażenia na drogę są wezwaniem do całkowitego zaufania Bożej Opatrzności (por. 2 Kor 9,8-10; Flp 4,11-13). Zabranie jedynie „laski” (gr. he hrabdos) i pary „sandałów” (gr. to sandalion) upodabnia uczniów do Izraelitów wychodzących z Egiptu, którzy mieli być gotowi do niezwłocznego ruszenia w drogę bez zbędnego balastu (por. Wj 12,11). Zakaz posiadania „chleba” (gr. ho artos), „torby” (gr. he pera) i „pieniędzy” (gr. ho chalkos, dosł. „miedź”) oznacza, że apostołowie mają zależeć od gościnności napotkanych ludzi, co naturalnie stworzy okazję do budowania relacji (por. Dz 16,15; Rz 12,13; 3 J 5-8). Ascetyczny styl życia ma ich także zabezpieczyć przed ciężarem trosk doczesnych, aby nic nie spowalniało pilnej misji głoszenia Królestwa. Oprócz tego ubóstwo posłańców stanie się potężnym znakiem potwierdzającym prawdziwość ich głoszenia. Jezus uczy mnie dzisiaj, że skuteczność ewangelizacji nie zależy od bogactwa zgromadzonych środków, lecz od oparcia się na mocy Tego, który posyła. Popatrzę na moje zaangażowanie w głoszenie Ewangelii. Czy opiera się ono na słowie, które otrzymałem od Pana, czy może na czysto ludzkich strategiach?
  • I mówił do nich: «Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie (w. 10) Jako że nie każda wioska żydowska dysponowała gospodą, utarło się przyjmowanie podróżnych w domach prywatnych. Jezusowe polecenie, by apostołowie zatrzymali się w jednym domu, aż wyjdą z danej miejscowości, zabezpiecza ich przed pokusą poszukiwania coraz to wygodniejszych warunków podczas misji. Ponadto wierność jednemu domostwu jest też wyrazem szacunku dla tych, którzy jako pierwsi otworzyli drzwi przed Ewangelią, nie traktując ich gościny jedynie jako przystanku do czegoś lepszego. W praktyce domy, w których zatrzymywali się pierwsi chrześcijańscy misjonarze, często stawały się domus ecclesiae, czyli miejscem gromadzenia się lokalnego Kościoła, między innym na Łamaniu Chleba. Głoszenie Ewangelii odbywa się w konkretnym miejscu i pośród konkretnych ludzi. W ten sposób Kościół przyjmuje swoją widzialną formę. Wzbudzę w sobie dziękczynienie za wspólnotę, w której Pan do mnie przemówił i pozwolił mi doświadczyć swojej miłości.
  • Jeśli w jakimś miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich!» (w. 11) Apostołowie, podobnie jak ich Mistrz, nie zawsze będą spotykali się z życzliwością. Dlatego kolejna wskazówka dotyczy sytuacji, w której mieszkańcy danego miejsca ich „nie przyjmą” (gr. me dzeksetai). Symboliczny gest strząśnięcia prochu z nóg „na świadectwo dla nich” (gr. eis martyrion autois), zaczerpnięty został z żydowskiej tradycji. Ziemia Izraela była uważana za świętą (por. 2 Krl 5,17), dlatego po powrocie do kraju z podróży strząsano pył ze stóp jako znak oddzielenia się od świata pogańskiego. Strząsanie prochu z nóg przez apostołów będzie oznaczać całkowite odcięcie się od odpowiedzialności za los tych, którzy świadomie wybrali drogę niewiary (por. Mk 9,37). Misjonarz nie ma obowiązku przekonywać za wszelką cenę, lecz ma być jedynie wiernym zwiastunem Dobrej Nowiny. Słowo przypomina mi dzisiaj, że Ewangelia jest propozycją, która szanuje ludzką wolność, nawet jeśli wybór ten prowadzi do duchowej zguby. Czy mówiąc innym o Chrystusie, respektuję ich wolność i poglądy? Ile w mojej postawie jest świadectwa, a ile siłowego przekonywania?
  • Oni więc wyszli i wzywali do nawracania się. Wyrzucali też wiele złych duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali (ww. 12-13) Po posłaniu i otrzymaniu konkretnych wskazówek, Dwunastu po raz pierwszy rusza w drogę. Fundamentem ich głoszenia jest wzywanie do „nawracania się” (gr. metanoeo; dosł. „zmieniać myślenie”), czyli odwrócenia się od grzechu i zwrócenia się ku Bogu. Jako że wcześniej otrzymali od Jezusa władzę nad duchami nieczystymi (w. 7), ich posługa obejmuje także wyrzucanie „złych duchów” (gr. to daimonion) i „uzdrawianie” (gr. therapeuo). Powyższe dzieła Bożej mocy pokazują, że Bóg troszczy się o człowieka w sposób integralny, przynosząc ulgę zarówno jego zagubionej duszy, jak i cierpiącemu ciału. Używanie przez misjonarzy oleju w trakcie uzdrawiania chorych w przyszłości stanie się powszechną praktyką Kościoła (por. Jk 5,14). Działalność Jezusa i apostołów, koncentrowała się zarówno na głoszeniu Bożej prawdy, jak i dokonywaniu czynów objawiających Bożą moc. Schemat ten jest stale aktualny, także w dzisiejszym Kościele. Co mogę zrobić, by moja wiara jeszcze bardziej opierał się Słowie i łasce sakramentów?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, dziękuję Ci za prawdę Ewangelii i łaskę sakramentów, mów do mnie i dotykaj mojego serca, bym coraz bardziej stawał się autentycznym świadkiem miłości, która zbawia świat”.

I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu (Mk 6,1-6)

Przygotowanie

  • Jezus wraz z uczniami przychodzi do Nazaretu. Nie jest to jednak wizyta, którą można by zaliczyć do tych bardziej udanych. Mieszkańcy Jego rodzinnej miejscowości okazują podejrzliwość i niedowierzanie. Patrząc na znanego sobie Cieślę, nie potrafią dostrzec w Nim Bożego Pomazańca. Duchu Święty, oczyść moje serce ze zbędnych założeń i otwórz je na światło dzisiejszego Słowa.

Punkty do medytacji

  • Wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie (w. 1) Jezus opuszcza Kafarnaum, gdzie objawił swoją boską moc nad chorobą i śmiercią (por. Mk 5,21-43). Przychodzi do „swego rodzinnego miasta” (gr. eis ten patrida autu; dosł. „do swej ojczyzny”). Wizyta ta nie będzie miała nic z sentymentalności, jaka zazwyczaj towarzyszy odwiedzinom rodzinnych stron. Jezus przychodzi do miejsca swego wychowania z oficjalną misją. Ewangelista podkreśla, że są z Nim „Jego uczniowie” (gr. hoi mathetai autu). Tym razem nie będą oni jednak świadkami triumfu Dobrej Nowiny, lecz odrzucenia z jakim Pan się spotka ze strony swoich ziomków. Jako uczeń Jezusa jestem zaproszony, by poznać i przyjąć całą Ewangelię. Fragmenty, w których mowa jest o niewierze spotykanych przez Niego ludzi, również stanowią ważną lekcję, z której mogę wyciągnąć wskazówki na moje życie. Czy przyjmuję Ewangelię taką, jaka jest, bez selekcji i koncentrowania się jedynie na ulubionych fragmentach?
  • Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u niego? I co to za mądrość, która mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez jego ręce! (w. 2) Zgodnie ze swoim zwyczajem (por. Mk 1,21; 3,1) Jezus przychodzi w „szabat” (gr. to sabbaton) do miejscowej synagogi, by „nauczać” (gr. didasko). Słysząc Jego słowa, mieszkańcy Nazaretu wydają się reagować podobnie do wcześniejszych audytoriów (por. Mk 1,22). W rzeczywistości jednak przeżywają głęboki wstrząs, gdyż to, co widzą i słyszą, rażąco kontrastuje z ich wiedzą o prostym pochodzeniu Jezusa. Zadawane przez nich pytania kryją w sobie rosnące niedowierzanie. Przecież „mądrość” (gr. he sofia) i „cuda” (gr. he dynamis) są atrybutami samego Boga (por. Jr 10,12; 51,15; Dn 2,20)! Postawę mieszkańców Nazaretu od samego początku charakteryzuje podejrzliwość. Na podstawie dotychczasowej znajomości Jezusa oraz docierających do nich informacji o Jego publicznej działalności, wyrobili sobie zdanie, które już na starcie całkowicie zamknęło ich na Niego. Czy jestem świadomy, że obraz Boga, jaki noszę w moim sercu, pomaga lub utrudnia w przyjęciu zbawienia? Na czym opieram ten obraz, na Ewangelii i nauce Kościoła, czy raczej na moich indywidualnych wyobrażeniach i pragnieniach?
  • Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także jego siostry?» I powątpiewali o Nim (w. 3) Seria podejrzliwych pytań nie kończy się. Nazywając Jezusa „cieślą” (gr. ho tekton), mieszkańcy Nazaretu redukują Go do roli prostego rzemieślnika i odmawiają prawa do prorockiego autorytetu. Wyliczając imiona Jego krewnych, chcą udowodnić, że Jego pochodzenie jest banalne i pozbawione jakiejkolwiek tajemnicy. Określenie „syn Maryi” (gr. ho hyios tes Marias), zamiast zwyczajowego przywołania imienia ojca, może sugerować, że Józef już nie żył. Ale może również stanowić złośliwą aluzję do niejasnych okoliczności narodzin Jezusa. Jak czytamy w tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia, obecni w nazareńskiej „powątpiewali o Nim” (gr. skandalidzonto en auto). Obecny w tekście greckim czasownik skandalidzo (dosł. „potknąć się o przeszkodę”) ma w sobie silny ładunek emocjonalny. Nie chodzi zatem jedynie o zwykłe powątpiewanie, ale wręcz gorszenie się osobą i zachowaniem Jezusa. Owe zgorszenie wynika z nieumiejętności zaakceptowania faktu, że mądrość Boża może objawić się przez kogoś, kogo zna się od dziecka. Mieszkańcy Nazaretu są typowym przykładem obrazującym wcześniejsze słowa Pana o tych, którzy patrzą, ale nie widzą, słuchają, ale nie rozumieją (por. Mk 4,12). Zwyczajność Jezusa, „chłopaka z sąsiedztwa”, dla Nazarejczyków stanowiła przeszkodę nie do pokonania. Nie potrafili przyjąć do wiadomości, że Bóg może działać przez Kogoś tak bliskiego i znanego. A jak jest ze mną? Czy potrafię dostrzec obecność Chrystusa w otaczających mnie ludziach? Czy zgadzam się na to, by także powszedniość mojego życia była miejscem objawiania się Boga?
  • A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony» (w. 4) Postawa mieszkańców Nazaretu nie mogła nie spotkać się z reakcją ze strony Jezusa. Przytacza On przysłowie, które funkcjonowało wtedy w powszechnym obiegu (por. Łk 4,24; J 4,44). Mówi o „proroku” (gr. ho profetes) lekceważonym „w swojej ojczyźnie” (gr. en te patridi autu), „wśród swoich krewnych” (gr. en tois syngeneusin) i „w swoim domu” (gr. en te oikia autu). Nazywając siebie prorokiem, Jezus łączy swój los z losem długiej linii starotestamentalnych proroków, odrzucanych i prześladowanych ze względu na treść głoszonego orędzia. Natomiast wymieniając kolejne „kręgi odrzucenia”, podkreśla, że w życiu głoszącego nawet najbliższe relacje mogą być zagrożone. Bliskość fizyczna nie zawsze idzie w parze z bliskością serca czy ze zrozumieniem misji. Popatrzę na moje najbliższe relacje. Czy jest w nich miejsce na wspólne kroczenie drogą wiary? Czy potrafimy wzjamnie ubogacać się doświadczeniem Chrystusa?
  • I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich (w. 5) Stwierdzenie ewangelisty, że Jezus „nie mógł tam zdziałać żadnego cudu” (gr. uk edynato ekei poiesai udemian dynamin), nie wskazuje na Jego bezsilność, lecz na relacyjny charakter łaski, która wymaga wiary jako przestrzeni do działania. Bóg tak dalece szanuje wolną wolę człowieka, że pozwala, by ludzki opór powstrzymywał Jego nadzwyczajne interwencje. Mimo ogólnej atmosfery sceptycyzmu, działalność cudotwórcza Jezusa nie zostaje całkowicie wygaszona (por. Iz 53,3-5). Udaje Mu się uzdrowić garstkę chorych, po raz kolejny przez dotyk (por. 1,31.41; 5,23.28). Bóg szanuje moją wolność… Zatrzymam się na chwilę przy tej prawdzie. Spróbuję dostrzec, czy nie ma we mnie schematu myślowego, według którego wiara jest zagrożeniem dla wolności.
  • Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał (w. 6) Kończąc relację z Nazaretu, Marek wspomina o tym, że Jezus „dziwił się” (gr. ethamuadzen) niedowiarstwu (gr. he apistia) jego mieszkańców. Szczegół ten jest osobliwy, gdyż Ewangelie zazwyczaj pokazują zdumienie Pana wobec wielkiej wiary, a nie jej braku (por. Mt 8,10; 15,28). Reakcja ta nie prowadzi jednak do gniewu, lecz staje się impulsem do zmiany strategii działania. Jezus „nie traci czasu” na siłowe przekonywanie zamkniętych serc w Nazarecie, lecz wyrusza w drogę, by nauczać w okolicznych wioskach. Na poziomie symbolicznym, przejście od prób czynienia cudów do głoszenia sugeruje, że tam, gdzie brakuje fundamentu, jakim jest otwartość i zaufanie, nauczanie musi najpierw przygotować grunt pod przyszłe owoce. Im więcej we mnie zagubienia i buntu wobec Boga, tym bardziej potrzebuję Słowa, które niczym kropla drążąca skałę, potrafi stopniowo przebić się przez skorupę mojego serca. Wzbudzę w sobie dziękczynienie za każdą modlitwę Słowem, za każdą spotkanie Słowa z moim „ja”.

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, mów do mnie, rozbrajaj we mnie wszelkie pułapki czyhające na łaskę zbawienia”.

Nie bój się, wierz tylko! (Mk 5,21-43)

Przygotowanie

  • Dzisiejszy fragment Ewangelii Marka jest dosyć długi. Jednakże jego odczytanie w całości nie tylko respektuje literackie właściwości Markowego dzieła, lecz również w pełniejszy sposób pozwala spojrzeć na Jezusa jako na czułego i miłosiernego Pana ludzkiego życia. Wyciszę moje serce i skupię moją uwagę, by idąc za prowadzeniem Ducha Świętego nic nie uronić z dzisiejszego Słowa.

Punkty do medytacji

  • Gdy Jezus przeprawił się z powrotem łodzią na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem (w. 21) Powrót Jezusa z pogańskiego kraju Gerazeńczyków (por. Mk 5,1-20) na żydowski brzeg Jeziora Galilejskiego jest Jego ponownym wejściem w centrum religijnego życia Izraela. Przeprawa łodzią symbolizuje wielką dynamikę Jego misji. Jako Dobry Pasterz krąży On między różnymi grupami ludzi, by nikogo nie pominąć. „Wielki tłum” (gr. ochlos polys), natychmiast gromadzący się wokół Pana świadczy o ogromnym głodzie Słowa, jaki panował wśród galilejskiego ludu. Jezus nie idzie do Kafarnaum,lecz zatrzymuje się „nad jeziorem” (gr. para ten thalassan), po raz kolejny wybierając otwartą przestrzeń, dostępną dla każdego. Głód Słowa, mniej lub bardziej uświadomiony, charakteryzuje także współczesnego człowieka. Czasami wręcz padamy na twarz przed różnymi guru czy liderami opinii publicznej. Dla obrony przedstawianych przez nich racji jesteśmy gotowi toczyć między sobą wojny. Wiele w tym emocji, niewiele racjonalności, a jeszcze mnie pozytywnych skutków. Kto dzisiaj jest moim przodownikiem, kogo najczęściej słucham i na czyjej nauce opieram moją codzienność?
  • Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: «Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła». Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał (ww. 22-24) Pojawienie się Jaira, szanowanego „przełożonego synagogi” (gr. ho archisynegagos), który publicznie „upada do nóg” (gr. piptei pros tus podas) wędrownego Nauczyciela, jest aktem desperacji przekraczającym społeczne bariery. W obliczu śmierci dziecka duma i zajmowana pozycja tracą jakiekolwiek znaczenie (por. Mk 3,6). Gorąca prośba dostojnika o nałożenie rąk na córkę wyraża głęboką wiarę, że dotyk Jezusa ma moc odwrócenia nieodwracalnego wyroku śmierci. Pan odpowiada na prośbę ojca natychmiastowym działaniem, ruszając w drogę bez zbędnych słów. Jair znalazł się w dramatycznej sytuacji. Dla ratowania swojego dziecka był gotowy zaryzykować wszystko. Jakie sytuacje z mojego życia przypomina mi sytuacja przełożonego synagogi? Gdzie wtedy szukałem ratunku? Czy wierzę, że Jezus ma moc ocalenia mnie i moich bliskich od nawet największego cierpienia?
  • A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele wycierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej (ww. 25-26) Wprowadzenie postaci kobiety, od dwunastu lat cierpiącej na „upływ krwi” (gr. en hrysei haimatos, dosł. „w upływie krwi”), stanowi dramatyczny kontrapunkt dla dwunastoletniego życia umierającej córki Jaira (por. Kpł 17,11). Choroba kobiety czyniła ją rytualnie nieczystą, skazując na bolesną izolację i niemożność uczestniczenia w żydowskim kulcie (por. Kpł 15,25-27.31-33; 20,18). Marek opisując jej cierpienie, zaznacza, że „wiele wycierpiała” (gr. polla pathusa) od ówczesnych lekarzy, których prymitywne metody były często bardziej bolesne niż sama dolegliwość. Dodatkowo utrata całego majątku na leczenie doprowadziła ją do nędzy. Fakt, że jej stan się pogorszył, mimo wszelkich ludzkich starań, podkreśla beznadziejność położenia, w którym się znalazła. Podobnie jak wcześniej Jair i jego córka, kobieta cierpiąca na krwotok symbolizuje ogrom ludzkiej biedy. Jej wyczerpanie fizyczne, psychiczne i finansowe oddaje prawdę o naszej ludzkiej kondycji. Co dzisiaj jest moją największą dolegliwością? O czym chciałbym opowiedzieć Jezusowi?
  • Posłyszała o Jezusie, więc weszła z tyłu między tłum i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: «Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa». Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w [swym] ciele, że jest uleczona z dolegliwości (ww. 27-29) Ponieważ słyszała o wcześniejszych cudach Jezusa, kobieta przełamuje paraliżujący lęk i decyduje się podejść do Niego ukradkiem. Jej myślenie, choć nosi pewne znamiona myślenia magicznego, wyraża wiarę, że nawet najmniejszy kontakt fizyczny wystarczy, by ocaleć. Dotknięcie „płaszcza” (gr. to himation) jest złamaniem surowych przepisów o czystości rytualnej, bowiem jej dotyk w świetle Prawa czynił nieczystym samego Nauczyciela. Jezus jednak nie cofa się przed tą nieczystością, a Jego boska moc odpowiada na nieme wołanie serca chorej (por. Mk 6,56; Dz 19,12). Ewangelista kładzie nacisk na natychmiastowość skutku (gr. euthys), wskazując, że krwotok ustał w jednej chwili, kończąc dwunastoletnią mękę. Kobieta z dzisiejszej perykopy działała w oparciu o docierające do niej wieści o Jezusie. Ta jeszcze niekompletna Ewangelia zmotywowała ją do działania i postawienia pierwszych kroków na drodze wiary. A jak jest w moim przypadku? Czy zauważam zależność między moją znajomością Jezusa i postawami, które prezentuje na co dzień?
  • A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: «Kto dotknął mojego płaszcza?» (w. 30) Jezus „natychmiast” (gr. euthys) uświadamia sobie wypływ mocy. Jego cuda nie są autonomicznym procesem, lecz świadomym darem Dawcy. Użyty w tekście greckim rzeczownik he dynamis („przejaw mocy, cud”) wskazuje na realną siłę życiową, która opuszcza Nauczyciela, jednocześnie głęboko i osobiście angażując Go w proces uzdrawienia. Pytanie Jezusa – „Kto dotknął mojego płaszcza?” – z pozoru brzmi absurdalnie, zważając na ścisk tłumu. Zbawiciel jednak celowo inicjuje konfrontację z uzdrowioną, aby przenieść cud z poziomu czysto fizjologicznego na poziom osobowej relacji. Pełnia uzdrowienia, zarówno fizycznego, jak i duchowego, następuje jedynie w osobistym spotkaniu z Nim. Także w moim życiu Pan na różne sposoby stawia mi pytania. Czasami posługuje się biblijnym tekstem, czasami używa osób lub mówi przez dziejące się wydarzenia. Jemu naprawdę zależy, by nawiązać ze mną ożywczy dialog, który wprowadzi mnie na wyższe poziomy wiary i ufności. Czy jestem otwarty na Jezusowe mówienie do mnie? W jaki sposób na nie odpowiadam?
  • Odpowiedzieli Mu uczniowie: «Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto Mnie dotknął». On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła (ww. 31-32) Odpowiedź zdziwionych uczniów jest wyrazem ludzkiej logiki, która mija się z duchową głębią sytuacji. Wskazują na absurdalność pytania o jeden dotyk w momencie, gdy na Pana napiera gęsty, bezimienny tłum. Tymczasem ta scena jaskrawo ukazuje różnicę między przypadkowym otarciem się o Boga, co czyniło wielu, a świadomym dotknięciem wiary, którego dokonała tylko jedna osoba. Podczas gdy uczniowie widzą jedynie zewnętrzne okoliczności, Jezus wyczuwa intencję serca. Mimo racjonalnych argumentów najbliższego otoczenia, Pan nie rezygnuje i wodzi wzrokiem wokoło, by dostrzec uzdrowioną. Jego przenikliwe spojrzenie dowodzi, że nie zadowala się samym cudem uzdrowienia, ale pragnie doprowadzić także do zawiązania relacji z uzdrowionym człowiekiem. W jakim stopniu jestem świadomy, że pod powierzchnią różnych wydarzeń z mojego życia kryje się duchowa głębia, która wszystko uzasadnia? Czy nie rezygnuję zbyt łatwo z dociekania prawdy na rzeczy szybkich i oczywistych odpowiedzi?
  • Wtedy kobieta podeszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, padła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę (w. 33) Uzdrowiona kobieta, „zalękniona i drżąca” (gr. fobetheisa kai tremusa), jest świadoma zarówno złamania surowego zakazu rytualnego, jak i z bezpośredniego zetknięcia z Boskim majestatem (por. Mk 4,41; Wj 15,16; Ps 2,11; Jr 33,9). Znajduje w sobie jednak siłę, by wyjść z bezpiecznego cienia anonimowości i stanąć w nagiej prawdzie przed Nauczycielem. Gest upadnięcia przed Jezusem jest aktem głębokiej adoracji, w którym uzdrowiona uznaje, że ma On władzę nad jej losem. Wyznanie „całej prawdy” (gr. pasan ten aletheian) w obecności tłumu oznacza konieczność publicznego opowiedzenia o swojej chorobie. Chrystus doprowadza do tej sytuacji celowo, aby uwolnić kobietę z lęku i przekształcić jej niemal magiczne podejście w dojrzałą, osobową relację z Bogiem. Szczere świadectwo jest pieczęcią uzdrowienia, przywracającą kobietę nie tylko do zdrowia fizycznego, ale także do pełnego życia we wspólnocie. Czy potrafię dzielić się doświadczeniem mojej wiary z innymi? Czy próbuje rozeznawać w moim sercu komu i o czym powinienem powiedzieć?
  • On zaś rzekł do niej: «Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź wolna od swej dolegliwości» (w. 34) Jezus zwraca się do kobiety, posługując się czułym tytułem „Córko” (gr. thygater), co jest jedynym takim przypadkiem w Ewangeliach. Pan koryguje jej myślenie, podkreślając, że to nie magiczny dotyk szaty, ale osobista wiara otworzyła jej drogę do doświadczenia Bożej mocy. Użyty tutaj grecki czasownik sodzo (także w wersetach: 23 i 28), oznaczający „uzdrawiać”, ma także sens „zbawiać”, co sugeruje, że kobieta otrzymała dar całościowej odnowy duszy i ciała. Słowa odesłania – „idź w pokoju” (gr. hypage eis eirenen) nie są zwykłym zwrotem grzecznościowym, lecz przekazaniem daru duchowej harmonii i bezpieczeństwa (hebr szalom). Kobieta nie odchodzi jako anonimowa uzdrowiona, lecz jako ukochane dziecko Boga, które w pełni odzyskało swoją godność. Dotykając mnie w sakramentach swoją łaską, Jezus za każdym razem odsyła mnie z powrotem do mojego codziennego życia. Obdarza mnie pokojem, dzięki któremu moja codzienność może stać się kontynuacją doświadczania Jego zbawczej mocy. Jaki wpływ na moje życie ma udział w sakramentach? Czy mam świadomość, że w swej istocie zawsze stanowią one początek kolejnego etapu wiary?
  • Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: «Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?» Lecz Jezus, słysząc, co mówiono, rzekł do przełożonego synagogi: «Nie bój się, wierz tylko!» (ww. 35-36) Gdy uzdrowiona kobieta odchodzi, na Jaira spada druzgocąca wiadomość o śmierci córki, która z ludzkiego punktu widzenia powinna definitywnie wygasić wszelką nadzieję. Posłańcy, sugerując, by nie trudził już Nauczyciela, wyznaczają granicę Jego możliwości, uznając śmierć za nieprzekraczalną barierę, nawet dla Tego cudotwórcy. Zrozpaczony ojciec musi w ułamku sekundy wybrać między faktem zgonu dziecka a zaufaniem do Mistrza. Chrystus, słysząc rozmowę, natychmiast przejmuje inicjatywę, zanim jeszcze rozpacz zdąży całkowicie sparaliżować serce ojca. Krótki, wręcz żołnierski rozkaz „Nie bój się, wierz tylko!” (gr. me fobu, nonon pisteue) jest wezwaniem do heroizmu wiary, która ma trwać wbrew oczywistym faktom (por. Mk 6,5-6). Jezus zmienia definicję sytuacji: tam, gdzie ludzie widzą nieodwracalny koniec, On widzi jedynie przestrzeń do jeszcze większego objawienia Bożej mocy. Także do mnie Jezus mówi dzisiaj: „Nie bój się, wierz tylko!” Zatrzyma się nad tymi słowami i spróbuję odkryć, co one oznaczają w kontekście mojej aktualnej sytuacji życiowej.
  • I nie pozwolił nikomu iść ze sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Widząc zamieszanie, płaczących i głośno zawodzących (ww. 37-38) Jezus dokonuje radykalnej selekcji świadków, pozwala iść ze sobą jedynie Piotrowi, Jakubowi i Janowi. Wybór wąskiego grona uczniów wskazuje na wyjątkową rangę nadchodzącego wydarzenia, które – podobnie jak późniejsze Przemienienie (por. Mk 9,2-8) – ma przez pewien czas pozostać sekretem. Ponadto oddzielenie gapiów od przyszłego miejsca cudu sugeruje, że tajemnica życia i śmierci wymaga atmosfery sakralnego skupienia, a nie jarmarcznej sensacji. Po przybyciu do domu Jaira, Jezus i Jego kilku towarzyszy zderzają się z orientalnym rytuałem żałobnym, pełnym głośnego zawodzenia i płaczu (por. Jr 9,17; Mt 11,17), który ostatecznie potwierdza, że śmierć dziewczynki jest w oczach ludzi faktem nieodwracalnym. Jeszcze raz spojrzę na moje życie, na przestrzenie, w których panuje rozpacz i śmierć. Jezus chce tam dotrzeć, zaprasza mnie, bym w ciszy i skupieniu jeszcze bardziej otworzył się na Jego pełną życia obecność.
  • wszedł i rzekł do nich: «Czemu podnosicie wrzawę i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi». I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął ze sobą tylko ojca i matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało (ww. 39-40) Wchodząc w sam środek żałobnego chaosu, Jezus rzuca wyzwanie śmierci, redefiniując jej nieodwracalny stan i mówi: „Dziecko nie umarło, tylko śpi” (por. J 11,11-14; Dn 12,12). Nie mamy tutaj do czynienia z negacją biologicznego zgonu, lecz teologiczną deklaracją, że dla Boga przywrócenie życia jest tak samo łatwe, jak obudzenie kogoś z drzemki. Reakcja tłumu, który błyskawicznie przechodzi od rytualnego płaczu do szyderczego śmiechu, obnaża dramat niewiary i duchową ślepotę obecnych. Chrystus „wyrzuca” na zewnątrz wszystkich kpiarzy. Zabierając ze sobą tylko rodziców i trzech uczniów, tworzy krąg intymności i ciszy, niezbędny do objawienia się tajemnicy życia. Bóg nie dokonuje swoich największych dzieł na pokaz, lecz rezerwuje je dla tych, którzy potrafią zaufać Mu wbrew logice świata. Czym dla mnie jest chrześcijańska nadzieja? Czy opieram jej rozumienie na prawdzie o nieograniczonej mocy Jezusa, który potrafi wyratować nawet z głębin śmierci?
  • Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: «Talitha kum», to znaczy: «Dziewczynko, mówię ci, wstań!» Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym się nie dowiedział, i polecił, aby jej dano jeść (ww. 41-43) Jezus ujmuje martwą dziewczynkę za rękę, łamiąc żydowski zakaz dotykania zwłok. Ewangelista Marek zachowuje oryginalne aramejskie słowa Talitha kum, co nadaje relacji charakter naocznego świadectwa. Natychmiastowy (gr. euthys) powrót dziewczynki do sił dowodzi, że dokonany cud polegał na całkowitym i nagłym przywróceniu pełni witalności. Wzmianka o jej dwunastu latach domyka symboliczną klamrę kompozycyjną, łącząc czas jej życia z okresem cierpienia kobiety uzdrowionej chwilę wcześniej. Wyobrażę sobie siebie jako świadka zbudzenia do życia córki Jaira. Przypatrzę się zachowaniu Jezusa, spojrzę na dziecko, które jeszcze przed chwilą leżało martwe, a teraz tryska energią. Spojrzę na twarze innych obecnych, na twarze rodziców i Jezusowych uczniów. Jakie myśli i uczucia rodzą się we mnie w tym momencie?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, Ty jesteś Panem życia, Tobie oddaję mnie samego, moich bliskich, moją codzienność”.

Światło na oświecenie pogan (Łk 2,22-40)

Przygotowanie

  • Rozważamy dzisiaj fragment Ewangelii Łukasza, w którym opisane zostało ofiarowanie Jezusa w świątyni jerozolimskiej. Aktywnymi uczestnikami opisywanej przez Ewangelistę sceny są starzec Symeon i prorokini Anna. Jako przedstawiciele wiernej Reszty Izraela rozpoznają oni w Dziecięciu Mesjasza Pańskiego. Duchu Święty, daj mi ciekawość Słowa i pomóż przyjąć zawartą w Nim prawdę.

Punkty do medytacji

  • Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego (ww. 22-24) Ewangelista Łukasz podkreśla, że Święta Rodzina była głęboko zakorzeniona w tradycji Izraela, skrupulatnie wypełniając przepisy Prawa Mojżeszowego. Podróż do Jerozolimy miała podwójny cel: rytualne oczyszczenie Maryi po porodzie (por. Kpł 12,1-4) oraz przedstawienie Jezusa jako pierworodnego syna Bogu (por. Wj 13,2.12-15). Ofiara złożona z dwóch synogarlic lub dwóch młodych gołębi wskazuje na materialne ubóstwo Maryi i Józefa, których nie stać było na drogiego baranka (por. Kpł 12,6-8). W ten sposób Jezus od samego początku zostaje utożsamiony z anawim, „ubogimi Pana”, do których został posłany z Dobrą Nowiną. Ofiarowanie w świątyni jest też proroczą zapowiedzią ostatecznej ofiary, którą Chrystus złoży z samego siebie dla odkupienia świata. Zarówno Maryja jak i Józef dobrze wiedzą, że maleńki Jezus nie jest zwykłym noworodkiem. W nadprzyrodzony sposób zostali poinformowani zarówno o wyjątkowych okolicznościach Jego poczęcia, jak i o misji, z jaką przyszedł na świat (por. Mt 1,18-25; Łk 1,26-38). Nie uważają się jednak za „lepszych” od innych rodziców,w dalszym ciągu są pokorni i wierni Bożemu prawu. Czy potrafię w podobny sposób, mimo mojego zaangażowania w życie wiary, zachować pokorę i prostotę? Czy odrzucam pokusę dyspensowania się z religijnych obowiązków ze względu na moje „zasługi” przed Bogiem lub funkcji, którą pełnię we wspólnocie Kościoła?
  • A żył w Jeruzalem człowiek imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekujący pociechy Izraela; a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Z natchnienia więc Ducha przyszedł do świątyni (ww. 25-27) Symeon jest uosobieniem wiernej Reszty Izraela, która z utęsknieniem i wielką nadzieją oczekiwała „pocieszenia”, czyli nadejścia Mesjasza (por. Iz 49,13; 51,3; 61,2; 66,13). Sprawiedliwość i pobożność starca nie są jedynie wynikiem ludzkiego wysiłku, lecz przede wszystkim owocem trwałej asystencji Ducha Świętego (por. Łk 1,35). Wspomnienie o obietnicy, że nie ujrzy śmierci przed zobaczeniem „Mesjasza Pańskiego” (gr. ton chroston kyriu), ukazuje Boga jako Tego, który dotrzymuje słowa danego swoim sługom. Symeon przychodzi do świątyni w odpowiednim momencie „z natchnienia Ducha” (gr. en to pneumati; dosł. „w Duchu”), co świadczy o tym, że spotkanie z Bogiem zawsze wymaga wrażliwości na nadprzyrodzone prowadzenie. Starzec Symeon przez wiele lat oczekiwał na wypełnienie się obietnicy, którą otrzymał do Boga. Jej realizacji doczekał dopiero u schyłku swojego życia. W ten sposób staje się dla mnie wzorem wytrwałości w wierze. Popatrzę na moje kryzysy wiary. Ile z nich swój początek wzięło z mojego zniecierpliwienia domniemanym milczeniem czy zwlekaniem ze strony Boga?
  • A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: «Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa (ww. 27-29) Moment, w którym Symeon bierze w objęcia „Dzieciątko Jezus” (gr. to paidion Iesun), jest nie tylko wzruszającą sceną, w której starość wita rozpoczynające się życie, lecz symbolizuje także spotkanie Starego Testamentu z Nowym Testamentem. Rozpoczynając swój kantyk słowem „Teraz” (gr. nyn), Symeon uroczyście ogłasza koniec wielowiekowego czasu oczekiwania i początek ery zbawienia. Natomiast nazywając Boga tytułem „Władco” (gr. despota), z pokorą uznaje Jego absolutną suwerenność zarówno nad swoim losem, jak i historią świata. Starzec rozeznaje także w Duchu, że Bóg pozwala mu odejść „w pokoju” (gr. en eirenen). To ostatnie wyrażenie określa stan duszy nasyconej obecnością Najwyższego, przekonanie, że najważniejsza obietnica została dotrzymana (por. Łk 2,14). Każde moje spotkanie z Chrystusem jest w swej istocie spotkaniem z nowością, szansą na to, że kolejna przestrzeń mojego serca zostanie uporządkowana i uświęcona. Nie dzięki moim zasługom, lecz dzięki autorytetowi i mocy samego Boga. Wzbudzę w sobie dziękczynienia za dobro, które dzięki łasce Bożej w ostatnim czasie we mnie się dokonało.
  • Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela» (ww. 30-32) W dalszej części swojego kantyku Symeon wyznaje, że patrząc na fizyczne ciało Niemowlęcia, dostrzega uosobienie ostatecznego „zbawienia” (gr. to soterion), którego Bóg udziela światu (por. Łk 3,6). Zbawienie to przestaje być abstrakcyjną ideą, a staje się Osobą, którą można zobaczyć i dotknąć. Proroctwo starca niesie silne przesłanie uniwersalizmu, gdyż ogłasza, że misja żydowskiego Mesjasza wykracza poza granice ludu pierwszego wybrania i obejmuje także pogan (por. Iz 49,6). W oczach Symeona Jezus jest „Światłem” (gr. fos), które ma moc rozproszyć mroki bałwochwalstwa i niewiedzy. Jednocześnie starzec widzi, że dla Izraela Mesjasz pozostaje „chwałą” (gr. he doksa), będąc szczytowym wypełnieniem Przymierza i dowodem na wierność Boga (por. Iz 46,13). Zbawienie przyniesione przez Chrystusa jest darem Boga dla całego świata. Nie jest ograniczone ani przez narodowość, ani przez inne uwarunkowania będące przyczyną podziałów pomiędzy ludźmi. Jak po grzechu pierworodnym połączyła nas grzeszna natura, tak w Synu Bożym możemy doświadczyć pojednania w jednym uwolnieniu od grzechu. Jakie myśli i uczucia rodzą się w moim sercu, gdy uświadamiam sobie, że Jezus przyszedł na świat, by zbawić także mojego wrednego szefa, wścibską sąsiadkę, nieuczciwego sprzedawcę, mijanego na ulicy imigranta…?
  • A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą– a Twoją duszę miecz przeniknie – aby na jaw wyszły zamysły serc wielu» (ww. 33-35) Zdziwienie Maryi i Józefa słowami Symeona świadczy o tym, że nawet Najświętsza Rodzina odkrywała tajemnicę misji Jezusa stopniowo. Starzec zmienia ton z radosnego uwielbienia na surowe ostrzeżenie. Zapowiada, że Dziecię przeznaczone jest „na upadek i na powstanie wielu” (gr. eis ptosin kai anastasin pollon). W przyszłości Jezus sprowokuje każdego do opowiedzenia się po stronie Ewangelii, powodując nieuchronny podział na tych, którzy duchowo upadną, i tych, którzy powstaną (por. Rz 9,27.32-33; 11,5.7). Mesjasz nie przynosi taniego „świętego spokoju”, lecz ostatecznie odsłoni najskrytsze i prawdziwe zamysły ludzkich serc. Ostrzeżenie dane Maryi, że jej duszę „miecz przeniknie” (gr. dieleusetai hromfaia), jest pierwszą zapowiedzią Jej współcierpienia pod Krzyżem. Jeżeli życie chrześcijanina można przedstawić za pomocą obrazu walki, to jest ono przede wszystkim wewnętrzną walką, jak toczy się w każdym z nas, między Dobrą Nowiną przyniesioną przez Jezusa a logiką tego świata. W tej walce nie można brać jeńców, od jej ostatecznego wyniku zależy zbyt wiele. Gdy patrzę na moje codzienne wybory i postawy, czy mogę powiedzieć, że stać mnie na chrześcijański radykalizm? Czy walczę całym sobą, by wygrało we mnie słowo Chrystusa?
  • Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem, i pozostała wdową. Liczyła już sobie osiemdziesiąt cztery lata. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jeruzalem (ww. 36-38) Jako dopełnienie świadectwa Symeona, Łukasz wprowadza postać sędziwej prorokini Anny. Jako „wdowa” (gr. he chera), która nie opuszczała świątyni, trwając na „postach” (gr. he nesteia) i „modlitwach” (gr. he deesis), wdowa staje się wzorem pobożności. Na jej osobie wypełnia się proroctwo Izajasza: „Nie lękaj się, bo już się nie zawstydzisz, nie wstydź się, bo już nie doznasz pohańbienia. Raczej zapomnisz o wstydzie twej młodości. I nie wspomnisz już hańby twego wdowieństwa. Bo małżonkiem twoim jest twój Stworzyciel, któremu na imię – Pan Zastępów; Odkupicielem twoim – Święty Izraela, nazywają Go Bogiem całej ziemi” (Iz 54,4-5). Osoby w podeszłym wieku nierzadko są zapominane, spychane na margines społeczeństwa. One same często są przekonane, że już nic nie mogą ofiarować innym. Przykład Symeona i Anny pokazuje, jak bardzo tego typu przekonania mogą być dalekie od prawdy. Wzbudzę w sobie dziękczynienie za wszystkie starsze osoby, które wniosły w moje życie bogactwo doświadczenia i świadectwo autentycznej wiary.
  • A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaretu. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim (ww. 39-40) Powrót Świętej Rodziny do Galilei po wypełnieniu przepisów Prawa zamyka etap narodzin i otwiera długi okres tak zwanego „życia ukrytego” Jezusa w Nazarecie. Przejście od niezwykłych wydarzeń w jerozolimskiej świątyni do prozy codzienności pokazuje, że historia zbawienia realizuje się także w zwykłej, monotonnej egzystencji. Łukaszowy opis wzrastania Dziecięcia, który „nabierało mocy” (gr. ekrataiuto), jest ważnym dowodem na autentyczność Wcielenia. Chrystus nie objawił się światu jako „gotowy dorosły”, lecz pokornie poddał się naturalnym prawom rozwoju człowieka. Wzmianka o „mądrości” (gr. he sofia) i „łasce Bożej” (gr. charis theu) sugeruje jednak, że w tym na pozór zwyczajnym Chłopcu kryła się tajemnica głębokiej relacji z Ojcem. Największe dzieła Boże dojrzewają powoli, z dala od blasku fleszy i ludzkiego podziwu. Także moja zwyczajna codzienność jest przestrzenią, w której mogę wzrastać w człowieczeństwie i w wierze. Czy jestem świadomy tej prawdy? Czy odrzucam pokusę szukania Boga przede wszystkim w nadzwyczajnych wydarzeniach?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, Światłości Świata i Chwało Izraela, krocz ze mną w prostocie codzienności, pomóż mi wzrastać w mądrości i łasce”.