Nagroda dla kroczących za Chrystusem

Wspólnota Kościoła (fot. Mateus Campos Felipe, unslpash.com)

Sobota, 11 lipca, Święto św. Benedykta, Patrona Europy

Mt 19,27-29

27 Wtedy Piotr rzekł do Niego: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?» 28 Jezus zaś rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, aby sądzić dwanaście szczepów Izraela. 29 I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci, siostry, ojca, matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne posiądzie na własność.

W dziewiętnastym rozdziale Ewangelii Mateusza pojawia się krótka seria perykop poświęcona tematowi bogactwa. Najpierw do Jezusa przychodzi bogaty młodzieniec, który zadaje Mu pytanie: „Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?” (Mt 19,16). Pan wskazuje, że aby osiągnąć życie wieczne należy przestrzegać przykazań, zwłaszcza tej części Dziesięciu Przykazań, które dotyczą relacji z innymi ludźmi (por. Pwt 5,16-20) oraz przykazania miłości bliźniego (por. Kpł 19,18). Gdy młodzieniec zaświadcza, że powyższe przykazania zachowuje, Pan dokonuje swoistej próby jakości jego miłości do bliźnich: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i daj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!” (Mt 19,21). Słysząc to, młodzieniec odchodzi zasmucony.

Jezus wykorzystuje reakcję bogatego młodzieńca, by przestrzec uczniów przed niebezpieczeństwem bogactwa: „Zaprawdę, powiadam wam: Bogatemu trudno będzie wejść do królestwa niebieskiego. Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego” (19,23-24). Miłość bliźniego, która ma charakteryzować obywateli królestwa niebieskiego, wiąże się z gotowością utraty wszystkich dotychczasowych zabezpieczeń, także materialnych. Słysząc tą radykalną naukę, uczniowie wpadają w przerażenie. Pan jednak ich zapewnia „U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe” (19,26). Rzeczywiście styl życia odpowiadający królestwu niebieskiemu wykracza poza przyrodzone możliwości człowieka, jego pojmowanie i decyzyjność. Jednakże przyjęcia orędzia Dobrej Nowiny oznacza także przyjęcie nowego życia, które swe źródło ma w mocy i świętości samego Boga. W Czwartej Ewangelii Jezus w trochę inny sposób wyrazi tę samą prawdę w rozmowie z Nikodemem: „U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe” (J 3,5).

W tym miejscu pojawia się dzisiejsze czytanie ewangeliczne. Piotr w imieniu wszystkich apostołów pyta Pana o wartość ich dotychczasowego poświęcenia w kroczeniu za Nim: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?” (19,27). Odpowiadając, Jezus odnosi się do czasu odrodzenia: „Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, aby sądzić dwanaście szczepów Izraela” (19,28). W tej wypowiedzi użyty został grecki rzeczownik polignesia, który opisuje rodzaj nowego początku. U stoików termin ten określał odrodzenie świata, które ma nastąpić po jego zaognieniu. Żydowski filozof i egzegeta, Filon z Aleksandrii, posługiwał się nim opisując świat, który wyłonił się na nowo po potopie czasów Noego. Zaś żydowski historyk, Józef Flawiusz, użył go opowiadając o przywróceniu państwa izraelskiego po przesiedleniu babilońskim.

W wypowiedzi Jezusa chodzi o „nowe stworzenie”, która ma nastąpić przy Jego powtórnym przyjściu. Jego panowanie rozpocznie się jednak już w chwili zmartwychwstania, kiedy dana Mu będzie wszelka władza na niebie i na ziemi (por. 28,19-20). Syn Człowieczy (por. Dn 7,13-14) rozpocznie urzeczywistnienie swojego królowania nad wszystkimi narodami poprzez Ewangelię głoszoną przez Kościół (Mt 28,19-20). On sam, po powrocie do Ojca, będzie zasiadał na tronie chwały jako Mesjasz Dawidowy, zaś apostołowie będą mieli udział w mesjańskim panowaniu jako założyciele i przywódcy mesjańskiej wspólnoty Kościoła.

Natomiast wszyscy, którzy dla stania się uczniami Chrystusa wiele poświęcili, otrzymują obietnicę: „I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci, siostry, ojca, matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne posiądzie na własność” (19,29). Jezus nie przekreśla więzi łączących krewnych, podkreśla jednak, że wiara w Niego stanie się zaczynem powstania nowych relacji braterstwa, które tym razem nie będzie oparte na więzach krwi, lecz na doświadczeniu Jego żywej obecności w Bożym słowie i sakramentach.

Z czego mogę zrezygnować, by jeszcze bardziej zdecydowanie iść za Jezusem? Czy opieram moje chrześcijańskie życie na mocy i świetle Ducha Świętego? Czy patrzę na członków mojej wspólnoty parafialnej, jako na braci, których daje mi Pan?

Czemu bojaźliwi jesteście, ludzie małej wiary?

Jezioro Galilejskie, widok z Góry Błogosławieństw (fot. R.P.)

Wtorek, 30 czerwca

Mt 8,23-27

23 Gdy wszedł do łodzi, poszli za Nim Jego uczniowie. 24 A oto zerwała się wielka burza na jeziorze, tak że fale zalewały łódź; On zaś spał. 25 Wtedy przystąpili do Niego i obudzili Go, mówiąc: «Panie, ratuj, giniemy!» 26 On im rzekł: «Czemu bojaźliwi jesteście, ludzie małej wiary?» Potem, powstawszy, zgromił wichry i jezioro, i nastała głęboka cisza. 27 A ludzie pytali zdumieni: «Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne?»

Jezus razem ze swoimi uczniami przeprawia się na drugą stronę Jeziora Galilejskiego. W trakcie przeprawy spotyka ich gwałtowne zjawisko: „A oto zerwała się wielka burza na jeziorze, tak że fale zalewały łódź; On zaś spał” (Mt 8,23). Burze na Jeziorze Galilejskim nie są niczym wyjątkowym. Związane jest to z ukształtowaniem okolicznego terenu. Samo jezioro położne jest na wysokości ok. 209 m p.p.m., w tektonicznej depresji rowu Jordanu. Od północy, zachodu i wchodu otoczone jest wzgórzami, co sprawia, że nad jego powierzchnią dochodzi do wymieszania się różnych mas powietrza, przede wszystkim wilgotnego, przemieszczającego się od strony Morza Śródziemnego oraz suchego i gorącego, napływającego z Pustyni Arabskiej. Efektem są nagłe i gwałtowne burze.

Mateusz podkreśla kontrast między przebywającymi w łodzi. Uczniowie są przerażeni, natomiast Jezus śpi. Można oczywiście tłumaczyć sen Pana zmęczeniem, jakie musiało Go ogarnąć, po dość pracowitym dniu w Kafarnaum (por. 8,1-17). Kontekst, zwłaszcza następujący dialog z uczniami, pokazuje jednak, że chodzi o coś zupełnie innego. Jezus jest całkowicie oddany swojemu Ojcu, wie, że dopóki nie wypełni wszystkiego, co przez Ojca zostało zaplanowane, nic złego nie może Go spotkać. Ponadto On sam jest Bogiem i ma władzę nad siłami przyrody. Dlatego może spokojnie spać, mimo że dookoła szaleje żywioł.

Bojący się o swoje życie uczniowie budzą Pana, wołając: „Panie, ratuj, giniemy!” (8,25). Reagując na wołanie uczniów, Jezus najpierw strofuje ich za brak wiary: „Czemu bojaźliwi jesteście, ludzie małej wiary?” (8,26). W Kazaniu na Górze, posługując się obrazem ptaków w powietrzu i lilii na polu, mówił im między innymi o zdaniu się na opiekę Ojca niebieskiego (6,25-34). Zaś w Kafarnaum byli świadkami wielu cudów uzdrowienia. Wydarzenie burzy na jeziorze jest testem wiary uczniów, którego jeszcze nie są w stanie zdać. Są we wspólnocie, pomiędzy nimi jest Jezus, czuwa nad nimi Ojciec, a jednak nie mogą wyzbyć się lęku o własne życie.

W wyniku interwencji Jezusa pogoda się uspokaja: „Potem, powstawszy, zgromił wichry i jezioro, i nastała głęboka cisza” (8,26). Grecki czasownik epitimao („zgromić”) w NT jest używany w scenach wypędzania złych duchów (por. 17,18; Mk 1,25; Łk 4,41). Ewangelie za pomocą kolejnych epizodów opowiadających o mocy Jezusa nad szatanem i siłami przyrody pomału podprowadzają pod największy cud, jakim będzie Jego powstanie z martwych. Przed oczami uczniów coraz wyraźniej rysuje się Jego Boska tożsamość, stąd pytanie zamykające dzisiejszą scenę: „Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne?” (Mt 8,27).

Czego najbardziej w swoim życiu się lękam? Jak reaguję na nagłe i trudne wydarzenia? Czy potrafię zdać się na opiekę Ojca? O co dzisiaj chciałbym prosić Jezusa?

Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego

Cezarea Filpowa, pozostałości pogańskich świątyń (fot. R.P.)

Poniedziałek, 29 czerwca, Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła

Mt 16,13-19

13 Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: «Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?» 14 A oni odpowiedzieli: «Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków». 15 Jezus zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?» 16 Odpowiedział Szymon Piotr: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego». 17 Na to Jezus mu rzekł: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. 18 Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr czyli Opoka i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. 19 I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie».

Cezara Filipowa była położona w najdalej wysuniętym na północ regionie Izraela. Miasto to zostało podarowane Herodowi Wielkiemu przez cesarza Oktawiana Augusta. Swoją nazwę zawdzięcza synowi Heroda, Filipowi, który je także rozbudował. Na jego terenie znajdowały się świątynie poświęcone różnym bóstwom pogańskim, w tym greckiemu bogu Panowi (pierwotna nazwa miejscowości brzmiała „Paneas”). Właśnie w tej pogańskiej okolicy ma miejsce epizod, który stanowi punkt zwrotny w publicznej działalności Mesjasza. Kolejne fragmenty Pierwszej Ewangelii, począwszy od pierwszej zapowiedzi męki (16,21-23), będą opowiadać o drodze Jezusa do Jerozolimy, gdzie będzie miała miejsce Jego Pascha.

Jezus zadaje swoim uczniom pytanie: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” (Mt 16,13). Tytuł „Syn Człowieczy” w Ewangelii Mateusza pojawia się w wypowiedziach Jezusa, które dotyczą Jego ziemskiej misji (por. 8,20; 9,6; 11,19; 12,8.32; 13,37; 16,13), Paschy (12,40; 17,9.12.22; 20,18.28; 26,2.24.45) oraz Jego powrotu na końcu czasów (10,23; 13,41; 16,27.28; 19,28; 24,27.30.37.39.44; 25,31; 26,64). Po raz pierwszy na kartach Pisma Świętego tytuł ten wystepuje w Księdze Daniela, gdzie za jego pomocą opisywana jest tajemnicza postać Bożego Posłańca, który na końcu czasów ma dokonać zbawienia i sądu nad całą ludzkością: „Patrzyłem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie” (Dn 7,13-14).

Uczniowie relacjonują opinię Żydów o Jezusie: „Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków” (Mt 16,14). Żydzi postrzegają Jezusa jako kogoś wyjątkowego, wpisującego się w długi łańcuch starotestamentalnych proroków, którzy posyłani byli do nich przez Boga w celu przypomnienia o Przymierzu, jaki zawarł On z ich przodkami. Nierzadko prorocy interpretowali aktualne wydarzenia i wzywali do nawrócenia. Ich rolą było także zapowiadanie czasu zbawienia. Opinia Żydów zbliża się do prawdy o Jezusie, nie jest jednak jeszcze doskonała.

Dlatego Pan zadaje kolejne pytanie, zawężając grono adresatów: „A wy za kogo Mnie uważacie?” (16,15). W imieniu apostołów odpowiada Szymon Piotr: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (16,16). Tym razem padające słowa trafiają w sedno: Jezus jest Mesjaszem (gr. Christos, hebr. Meszijah), zapowiadanym przez proroków Bożym Pomazańcem, który ma odkupić grzechy nie tylko Izraela, ale i całej ludzkości; będąc człowiekiem, jest On także Synem Bożym, równym w bóstwie Ojcu. Wypowiedź Piotra nie jest wyłącznie wynikiem ludzkiej obserwacji i dedukcji, lecz przede wszystkim skutkiem otwarcia się apostoła na działanie Boga w jego sercu: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie” (16,17). Ta otwartość oraz wiara w objawioną przez Boga prawdę są pretekstem do kolejnej wypowiedzi Jezusa: „Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr czyli Opoka i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą” (16,18). Na wierze Piotra, jak i pozostałych apostołów, jak na skale oparta będzie wiara Kościoła, wspólnoty, w której stale obecny jest Bóg z łaską zbawienia. Kto trwa w tej wspólnocie, jest poza zasięgiem szatańskich zakusów.

Ostatnie zdanie dzisiejszej Ewangelii wymaga szczególnej uwagi: „I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (16,19). Wyrażenie „klucze królestwa niebieskiego” osadzone jest w starotestamentalnych tekstach mówiących o panowaniu króla Dawida, kiedy to klucze posiadał główny zarządca królestwa. Słowa o „związywaniu” i „rozwiązywaniu” są aluzją do fragmentu Księgi Izajasza, gdzie mowa jest o przekazywaniu klucza domu Dawidowego z rąk jednego zarządcy, Szebny, w ręce drugiego, Eliakima: „Położę klucz domu Dawidowego na jego ramieniu; gdy on otworzy, nikt nie zamknie, gdy on zamknie, nikt nie otworzy” (Iz 22,22). Jezus ustanawia Piotra głównym zarządcą Kościoła podlegającego Mesjaszowi Dawidowemu.

Kim dla mnie jest Jezus? Czy w moim religijnym namyśle otwieram się na światło Bożego objawienia? Czy opieram moją wiarę na fundamencie wiary Kościoła? Czy znam nauczanie współczesnych papieży, następców św. Piotra?

Kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je

Krzyż (fot. Aaron Burden, unsplash.com)

28 czerwca, XII Niedziela Zwykła A

Mt 10,37-42

37 Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. 38 Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. 39 Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. 40 Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. 41 Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. 42 Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody».

W dzisiejszej liturgii słowa proklamowany jest końcowy fragment tzw. Mowy Apostolskiej (Mt 10,5-42), w którym Jezus podkreśla między innymi radykalizm, jaki powinien charakteryzować Jego uczniów. Pierwszym przejawem owego radykalizmu jest pielęgnowanie właściwej hierarchii relacji: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (10,37). Nie chodzi tutaj o pogardę, czy wręcz nienawiść, lecz pozwolenie, by nasza relacja z Jezusem porządkowała wszystkie inne relacje, nawet z najbliższymi. Często przecież wkrada się w nie źle rozumiana miłość, która przyzwala na różnego rodzaju zło. Postawienie relacji z Jezusem na pierwszym miejscu daje gwarancję, że relacje łączące nas innymi ludźmi, w tym z członkami rodziny, zostaną oczyszczone z błędnych założeń i przekonań.

Konieczne jest także, by uczniowie Jezusa nieśli swój krzyż: „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien” (10,38). Mowa jest tutaj o krzyżu, który jest symbolem wszelkich wysiłków, poświęceń i cierpień łączących się z wypełnianiem Bożej woli w naszym życiu. Krzyż Jezusa nie jest przecież „wypadkiem przy pracy”, lecz konsekwencją Jego postawy, która wyrażała się w totalnej zgodzie, by do końca wypełniła się wola Ojca. Ostatecznie stał się on krzyżem chwalebnym, prowadzącym do chwały zmartwychwstania. Z tym wymaganiem organicznie łączy się pielęgnowanie w sobie wrażliwości na Boże prowadzenie, codzienne odkrywanie w świetle Bożego słowa planu, który ma dla nas Bóg.

Trzecim przejawem uczniowskiego radykalizmu jest gotowość tracenia własnego życia: „Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (10,39). Chociaż nie wszyscy uczniowie zostaną powołani do rzeczywistego męczeństwa, wszyscy są wezwani do codziennej rezygnacji z różnych rzeczy dla Jezusa. Niekoniecznie musza być to rzeczy z definicji złe. Chodzi jednak o dostrzeżenie, że istnieją w naszym życiu relacje, przedmioty czy aspiracje, które przeszkadzają nam w naszym kroczeniu za Panem i wypełnianiu naszego życiowego powołania.

Czy moja relacja do Jezusa jest punktem odniesienia dla innych moich relacji, zwłaszcza z najbliższymi? Co dzisiaj jest moim krzyżem? Z czego mogę zrezygnować, by bardziej naśladować Jezusa?

On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony

(fot. Emmanuel Phaeton, unsplash.com)

Czwartek, 25 czerwca

Mt 7,21-29

21 Nie każdy, kto mówi Mi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. 22 Wielu powie Mi w owym dniu: „Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?” 23 Wtedy oświadczę im: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości”. 24 Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. 25 Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. 26 Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. 27 Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki». 28 Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. 29 Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie tak jak ich uczeni w Piśmie.

W dzisiejszej liturgii słowa rozważamy końcową perykopę Kazania na Górze (Mt 5-7). Przez ostatnie trzy tygodnie pochylaliśmy się nad kolejnymi fragmentami tej programowej mowy Jezusa, poznając styl życia, jaki ma charakteryzować Jego uczniów. Z pewnością nie raz w tym czasie, podobnie jak tłumy zgromadzone wokół Pana, zdumiewaliśmy się Jego nauką (por. 5,28). Jako obwieszczenie królestwa niebieskiego w wielu miejscach nie pasuje ona do logiki tego świata, która w mniejszym czy większym stopniu ma wpływ także nasze myślenie i postępowanie. Mateusz dopowiada, że zdumienie tłumów brało się stąd, że zobaczyli w Jezusie kogoś, kto w swoim słowie wykracza poza autorytet ziemskich nauczycieli: „Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie tak jak ich uczeni w Piśmie” (5,29). Ten „nieziemski autorytet” Syna Bożego sprawia, że obok Jego nauczania nie można przejść obojętnie. Wymaga ono zaangażowania, które pójdzie dalej niż samo zdziwienie czy zachwyt. Właśnie dlatego, kończąc swoją pierwszą mowę, Jezus daje dwie przestrogi (5,21-23) oraz opowiada przypowieść o dwóch budowniczych (5,24-27).

„Nie każdy, kto mówi Mi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (5,21). Tytuł „Pan” (gr. Kyrios, hebr. Adonai) był używany przez pobożnych Żydów w odniesieniu do Boga, jako zamiennik świętego imienia YHWH. Jezus przestrzega, że samo rozpoznanie w Nim Boga, nie jest wystarczające, by cieszyć się chwałą królestwa niebieskiego. Potrzebne jest jeszcze rozpoznanie woli Ojca, które dokonuje się w sercu osoby wierzącej. Jesteśmy zaproszeni, by rozważając słowa Pisma Świętego, wsłuchując się w nauczanie Kościoła i doświadczając życia płynącego z sakramentów, rozeznawać, co tu i teraz Bóg do nas mówi, do czego nas zachęca. To intymne spotkanie z Bogiem na poziomie ludzkiego serca jest pierwszym i fundamentalnym krokiem na drodze wypełniania Jego zamysłów.

W drugiej przestrodze Jezus mówi o spójności naszego chrześcijańskiego życia. Temat ten był już częściowo poruszony we wskazówkach dotyczących pobożnych uczynków – jałmużny, modlitwy i postu (por. 6,1-18). Liczą się nie tyle zewnętrzne oznaki naszego chrześcijańskiego życia, które pod wpływem pokusy mogą stać się wyłącznie swojego rodzaju fasadą (por. 7,22), lecz to, co faktycznie dokonuje się w nas jako przejście od nieprawości do świętości. Kto nie wejdzie w autentyczną walkę o dobro w swoim życiu, ryzykuje, że także do niego na końcu czasów będą zaadresowane ostre słowa Jezusa: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości” (7,24).

W przypowieści o dwóch budowniczych Jezus wprost zachęca nie tylko do słuchania, ale i wypełniania Jego słowa. Deszcz, wezbrane rzeki i wicher nie były czymś obcym pierwszym słuchaczom Jezusa. Także dzisiaj w trakcie pory deszczowej mieszkańcy Izraela mogą doświadczyć niszczącej siły żywiołów. Opady deszczu niekiedy są tak duże, że wszelkie zagłębienia terenu błyskawicznie wypełniają się wodą i stają się korytem rwących potoków, podmywających okoliczne wzniesienia. Nawiązując do tego obrazu, Jezus podkreśla, że posłuszeństwo Jego słowu powinno być fundamentem naszego życia. Wszyscy staniemy przed Nim w dniu sądu. Gdy ten dzień nadejdzie, Pan będzie badał, czy wcielaliśmy Jego Ewangelię w czyn, czy jedynie wysłuchaliśmy Jego przesłania, nie pozwalając, by ono nas kształtowało.

Czy pozwalam, by nauka Jezusa rozbijała moje błędne schematy myślenia i postępowania? Czy w czasie modlitwy proszę Boga, by pomógł mi rozeznawać i wypełniać Jego wolę? Czy walczę z moją nieprawością? Czy pozwalam, by słowo Jezusa zamieszkało na stałe w moim sercu i prowadziło mnie przez codzienność?

Wchodźcie przez ciasną bramę

Jerozolima, Brama św. Szczepana (fot. R.P.)

Wtorek, 23 czerwca

Mt 7,6.12-14

6 Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, nie poszarpały was samych (…) 12 Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem to jest istota Prawa i Proroków. 13 Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. 14 Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!

W pierwszym wersecie dzisiejszego czytania ewangelicznego pojawia się nieco zagadkowa wypowiedź Jezusa: „Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, nie poszarpały was samych” (Mt 7,6; por. Prz 23,9; Syr 22,9-10). Perła może oznaczać królestwo Boże. W dalszej części Mateuszowej Ewangelii Jezus opowie krótką przypowieść, w której ponownie użyje tego obrazu: „Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją” (13,45-46). Psy prawdopodobnie oznaczają tych, którzy nie należą do narodu izraelskiego. Żydzi nie trzymali psów w swoich obejściach. Ponadto w rozmowie z poganką z okolic Tyru i Sydonu, proszącą, by Jezus uwolnił jej córkę z mocy złego ducha, Pan początkowo odpowie: „Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom” (15,26). Świnie natomiast były uważane przez Żydów za zwierzęta nieczyste.

Jezus zatem poucza swoich uczniów, by nie głosili królestwa Bożego poganom, lecz, by skoncentrowali się na członkach Narodu Wybranego. Izrael jako depozytariusz Bożych obietnic o zbawieniu jest pierwszym adresatem Dobrej Nowiny o ich wypełnieniu w Chrystusie. Posyłając Dwunastu, Pan powie: „Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie” (10,5-7). Pod koniec Ewangelii zakres misji uczniów zostanie przez poszerzony: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (28,19). Ta pozorna niekonsekwencja Jezusowych wskazówek pokazuje, że istnieje pewna gradacja adresatów Ewangelii, nie wynikająca bynajmniej z faktu, iż poszczególni ludzie mają różną godność. W oczach Boga każdy człowiek, Żyd i poganin, grzesznik i sprawiedliwy, chrześcijanin i buddysta, ma tę samą wartość. Istnieje jednak pewna logika ewangelizacji, wynikająca z historii zbawienia oraz nakazująca w pierwszym rzędzie obejmować nią tych, którzy cokolwiek z niej zrozumieją.

W kolejnym zdaniu dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi: „Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie” (7,12). Ta mądrościowa maksyma, niekiedy określana jako „złota reguła”, jest swojego rodzaju podsumowaniem etycznego nauczania Starego Testamentu: „Albowiem to jest istota Prawa i Proroków”. Zarówno w literaturze grecko-rzymskiej, jak i judaistycznej istnieje wiele podobnych sformułowań. W Księdze Kapłańskiej czytamy: „Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz miłował bliźniego jak siebie samego” (Kpł 19,18; por. Mt 5,43). Zaś w Księdze Tobiasza mówi Ojciec do głównego bohatera: „Czym sam się brzydzisz, tego nie czyń nikomu!” (Tb 4,15). Sposób myślenia kryjący się za tymi słowami został zaprezentowany przez Jezusa już we wcześniejszych fragmentach Kazania na Górze (napomnienia dotyczące przebaczenia – Mt 6,14-15 oraz pokusy osądzania – 7,1-3). Teraz Jezus wprost wyraża naczelną zasadę ukazującą, w jaki sposób żyć zgodnie ze słowem Bożym objawionym w Pismach świętych.

W kolejnych wersetach Pan wzywa uczniów do spojrzenia na swoje życie z perspektywy jego celu. Słowa te są niezwykle otrzeźwiające, stawka bowiem jest maksymalnie wysoka: „Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!” (7,13-14). Starożytne miasta Bliskiego wschodu otoczone były murem a wejście do środka umożliwiały dwa rodzaje bram: duże, które były szerokie i umożliwiały przemieszenie się ludzi, zwierząt i wozów, oraz małe, przeznaczone jedynie dla pieszych. Uczniowie Jezusa mają przechodzić przez „ciasną bramę” i kroczyć „wąską ścieżką”, które „prowadzą do życia”. Obrazy te symbolizują konieczność wysiłku i podejmowania zdecydowanych kroków, które mają ich przybliżać do pełni życia w królestwie niebieskim. Wcześniej Jezus mówił o soli, która utraciwszy swój smak, nie może go już więcej odzyskać (5,13). Bycie chrześcijaninem zakłada podporządkowanie własnych wyborów i postaw nauce Jezusa. Wielokrotnie wiąże się to z konkretnymi trudnościami, jak walka z własną grzeszną naturą czy odrzucenie ze strony otoczenia. Pokusa „szerokiej bramy”, czyli pójścia na kompromis z logiką tego świata, będzie zawsze aktualna. Nieoceniona pomocą w tym wszystkim jest program Błogosławieństw zarysowany na samym początku Kazania na górze (5,3-12).

Czy troszczę się o zbawienie moich bliskich? Czy w moich relacjach z innymi stosuję Jezusową „złotą regułę”? Co jest moją „szeroką bramą”? Czy w pracy nad sobą wzbudzam w sobie pragnienie życia wiecznego?

Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni

Fot. Galle Marcel, unsplash.com

Poniedziałek, 22 czerwca

Mt 7,1-5

1 Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. 2 Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. 3 Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? 4 Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, podczas gdy belka tkwi w twoim oku? 5 Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.

W dzisiejszym fragmencie Kazania na Górze (Mt 5-7) Jezus jasno wyraża się na temat osądzania innych: „Nie sądźcie” (7,1). Samo osądzanie tego, czy dany czyn jest grzeszny, nie jest złe. Wydając moralny osąd, nawet jeśli dotyczy on działania innych, korzystamy przecież ze swego chrześcijańskiego sumienia. Intencją Jezusa jest wskazanie na problem osądu i potępienia serca drugiego człowieka. Nikt przecież nie ma dostępu do ukrytych intencji pobudzających innych do czynu. Nie mamy też wiedzy wystarczającej do oceny winy kogoś drugiego, która zależy od okoliczności oraz poziomu rozwoju moralnego i religijnego danej osoby. Ponadto zbyt łatwo przychodzi nam wydawać generalizującą opinię na temat innych, tylko na podstawie jednego przewinienia. Jezus podkreśla, że Jego uczniowie nie powinni przyjmować pozycji pewnych siebie moralizatorów. Ponadto osądzanie innych za ich błędy szkodzi naszej własnej relacji z Bogiem: „abyście nie byli sądzeni” (7,1). Bóg osądzi tego, kto naokoło feruje wyroki.

Osadzający innych musi liczyć się z tym, że sam spotka się z równie surowym wyrokiem: „Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą” (7,2). W poprzednich fragmentach Kazania na Górze mowa była o tym, że uczniowie otrzymają przebaczenie od Boga, pod warunkiem, że będą przebaczający wobec innych: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (5,7; por. 6,14-15). Podobny mechanizm dotyczy osądu. Mówiąc – „taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą” – Jezus ukazuje, że Bóg zastosuje wobec nas ten sam poziom surowości lub pobłażliwości, jaki my sami stosujemy względem innych.

Jezus był z zawodu cieślą. Wiedział, jak to jest, mieć w oku drzazgę. Dlatego dla zobrazowania swoich wskazówek posługuje się krótką przypowieścią: „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, podczas gdy belka tkwi w twoim oku?” (7,3-4). By zwiększyć retoryczne oddziaływanie, wzorem żydowskich nauczycieli Pan dokonuje wyolbrzymienia. Jasnym jest, że raczej nie jest możliwe, by ktoś nosił w swoim oku belkę. Za owym wyolbrzymieniem kryje się jednak ważne ostrzeżenie przed krytykancką tendencją do przeoczania własnych błędów, nierzadko poważniejszych od przywar innych. Psychologia i doświadczenie mistrzów duchowości podpowiadają nam, że najczęściej krytykujemy innych za to, z czym sami nie potrafimy lub nie chcemy sobie poradzić.

Pierwszą moralną troską ucznia Jezusa powinno być przyjrzenie się samemu sobie, by dostrzec czynione przez siebie zło. Dopiero gdy na tym polu uda nam się z Bożą pomocą, na przykład przez spowiedź i pokutę, poczynić postępy, będziemy w stanie pomóc innym: „Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata” (7,5). Ciągła praca nad sobą, świadomość własnej słabości oraz doświadczenie mocy Bożego słowa i sakramentów porządkujących nasze wnętrze, przygotowują nas na spotkanie z drugim grzesznikiem.

Co jest moją „belką”? Czy pozwalam, by Bóg wyprowadzał mnie z ciemności mojego grzechu? Czy unikam pokusy krytykanctwa i moralizatorstwa?

Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle

Jezus ukrzyżowany (fot. Paul Keiffer, unslash.com)

21 czerwca, XII Niedziela Zwykła A

Mt 10,26-33

26 Nie bójcie się więc ich! Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. 27 Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach. 28 Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. 29 Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież bez woli Ojca waszego żaden z nich nie spadnie na ziemię. 30 U was zaś policzone są nawet wszystkie włosy na głowie. 31 Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. 32 Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. 33 Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.

Dzisiejsza liturgia słowa przytacza fragment tzw. mowy misyjnej (Mt 10,5-42). Po wyborze i posłaniu dwunastu apostołów (por. 10,1-4), Jezus najpierw daje w niej konkretne wskazania dotyczące realizacji ich misji (por. 10,5-15), a następnie przygotowuje na czekające ich prześladowania (por. 10,16-33).

Apostołowie nie powinni obawiać się swoich przeciwników: „Nie bójcie się więc ich!” (10,26). Wbrew wszelkim przeciwnościom mają głosić Ewangelię, odrzucając narzucającą się pokusę łagodzenia jej przesłania w celu uniknięcia cierpienia. Dzięki temu, że Jezus ją im przekazał, także inni ludzie będą mogli z nią się zapoznać. Zatem od ich wytrwania w dziele ewangelizacji zależeć będzie przyjęcie zbawienia przez resztę świata. To, czego apostołowie dowiedzieli się od Jezusa, mają „powtarzać w świetle” i rozgłaszać „na dachach” (10,27), czyli mówić o tym otwarcie i przy każdej nadarzającej się okazji. To śmiałe głoszenie Dobrej Nowiny wcześniej czy później będzie prowadzić do męczeństwa. Stojąc przed wyborem, między śmiercią w imię Chrystusa a wyrzeczeniem się Go dla uratowania własnego życia, apostołowie mają pamiętać, że ich wrogowie mogą zabić ciało, lecz duszy tknąć nie mogą. Jako że tylko Bóg ma władzę nad ciałem i nad duszą, powinni bardziej obawiać się Jego gniewu niż odrzucenia, czy nawet śmierci z rąk ludzi: „Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” (por. 10,28). Pan daje także silne zapewnienie, że wszystko, co będzie działo się w życiu apostołów, wpisywać się będzie w plan Ojca: „Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież bez woli Ojca waszego żaden z nich nie spadnie na ziemię. U was zaś policzone są nawet wszystkie włosy na głowie. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (10,29-31). Jezus obiecuje także, że przyznanie się do Niego w chwili prześladowania, znajdzie swoją odpowiedź: „Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie” (10,32).

Historia Kościoła daje wiele przykładów prześladowań uczniów Jezusa. Wielu z nich nie złamało się w obliczu cierpienia i nadchodzącej śmierci. To dzięki ich wytrwałości my także dzisiaj możemy być adresatami Dobrej Nowiny o zbawieniu w Chrystusie. Świat jednak w dalszym ciągu jest wrogi wobec chrześcijan. Czasami również i my ze względu na naszą wiarę jesteśmy celem ataków. Obyśmy pamiętali w takich momentach, że od naszej postawy zależy nie tylko nasze własne zbawienie, ale i życie wieczne kolejnych pokoleń.

W jaki sposób mogę głosić Ewangelię w moim otoczeniu? Czy zdecydowanie odrzucam wszelkie pokusy kompromisu i wyrzeczenia się Jezusa dla tzw. „świętego spokoju”? Czy mam świadomość, że od moich wyborów i postaw zależy życie wieczne, nie tylko moje, ale i moich bliskich?

Ojcze nasz

Modlitwa (fot. verbum.com)

Czwartek, 18 czerwca

Mt 6,7-15

7 Modląc się, nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. 8 Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, zanim jeszcze Go poprosicie. Wy zatem tak się módlcie: 9 Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci Twoje imię! 10 Niech przyjdzie Twoje królestwo; niech Twoja wola się spełnia na ziemi, tak jak w niebie. 11 Naszego chleba powszedniego daj nam dzisiaj; 12 i przebacz nam nasze winy, tak jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili; 13 i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego. 14 Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. 15 Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, Ojciec wasz nie przebaczy wam także waszych przewinień.

W dzisiejszej liturgii słowa wracamy do fragmentu pominiętego we wczorajszym czytaniu ewangelicznym (por. Mt 6,1-6.16-18). Tematem jest modlitwa. Nawiązując do zwyczajów świata hellenistycznego, Jezus potępia postawę pogan, którzy byli przekonani, że modlitewne wielomówstwo przyczyni się do spełnienia próśb przedstawianych bóstwom. Bynajmniej nie krytykuje wytrwałości na modlitwie (por. Mt 7,7–11) czy powtarzania modlitewnych formuł (Dn 3,52–68; Ps 136; Ap 4,8). Poucza uczniów, by nie traktowali Boga tak, jak poganie traktują swoje bóstwa, podejmując próby wymuszenia na nich działania. Zachęca ich, by ufali, że Bóg zaspokoi wszystkie twoje potrzeby: „wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, zanim jeszcze Go poprosicie” (Mt 6,8).

W dalszej części swej wypowiedzi Jezus przekazuje uczniom wzór modlitwy, znany jako Modlitwa Pańska lub Ojcze nasz (6,9–13). Patrząc od strony struktury literackiej, fragment ten jest centrum Kazania na Górze (Mt 5-7), stanowi zatem swojego rodzaju klucz do jego zrozumienia. Przekazywana przez Jezusa modlitwa składa się z siedmiu próśb, z których pierwsze trzy skupiają się wyłącznie na Bogu, a cztery pozostałe dotyczą człowieka. Rozpoczyna się słowami: „Ojcze nasz, który jesteś w niebie” (6,9). W ST sam Bóg objawia swoje ojcostwo wobec potomków Abrahama, gdy posyła Mojżesza z misją ich wyprowadzenia z Egiptu: „A wtedy ty powiesz faraonowi: To mówi Pan: Synem moim pierworodnym jest Izrael” (Wj 4,22). Pojedynczy Żydzi nie mieli jednak w zwyczaju zwracać się do Niego „Ojcze”. Jezusowa zachęta, by w ten sposób zwracać się do Boga, wskazuje na niezwykłą bliskość, jakiej mogą doświadczać Jego uczniowie. Bycie dzieckiem Ojca niebieskiego stanowi klucz do zrozumienia Kazania na Górze. Bardzo prawdopodobne, że Jezus ucząc tej modlitwy, posłużył się aramejskim słowem Abba, czyli „Tato” (por. Mk 14,36; Rz 8,15; Ga 4,6). Uprzywilejowana pozycja uczniów Jezusa jest tym bardziej niezwykła, że mogą oni zwracać się „Ojcze” do wszechmocnego i transcendentnego Boga, stworzyciela i władcy całej rzeczywistości.

„Niech się święci Twoje imię”. Bóg objawił swe imię już w Księdze Wyjścia: „Mojżesz zaś rzekł Bogu: «Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mnie do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, cóż im mam powiedzieć?» Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: «JESTEM, KTÓRY JESTEM». I dodał: «Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was»” (Wj 3,13-14). Poznać imię Boga, to tak naprawdę poznać Jego samego (por. Rdz 32-28-29; Iz 52,6). Wyrażenie „niech się święci Twoje imię”, nie oznacza, że czegoś temu imieniu brakuje, gdyż ono już jest święte: „Sprawiedliwi, weselcie się w Panu i wysławiajcie Jego święte imię” (Ps 97,12; por. 103,1; 111,9). Chodzi o to, by to człowiek rozpoznał je jako święte i jako takie je traktował. Stanie się tak, gdy Bóg do końca wypełni plan zbawienia Izraela, przez co świętość Jego poznają wszystkie narody (por. Ez 36,22-27).

„Niech przyjdzie Twoje królestwo”. Bóg jest królem, a prorocy zapowiadali, że przyjdzie On do Izraela, aby ustanowić swe panowanie nad wszystkimi narodami: „Zabrzmijcie radosnym śpiewem, wszystkie ruiny Jeruzalem! Bo Pan pocieszył swój lud, odkupił Jeruzalem. Pan obnażył już swe ramię święte na oczach wszystkich narodów; i wszystkie krańce ziemi zobaczą zbawienie naszego Boga” (Iz 52,9-10; por. 40,9-11; 52,7–10; Zach 14,9.16–17; Ez 34). W słowach drugiej prośby chodzi o to, aby te proroctwa się wypełniły, by wszyscy ludzie poddali się panowaniu Boga.

Niech Twoja wola się spełnia na ziemi, tak jak w niebie”. Trzecia prośba jest podsumowaniem dwóch pierwszych. Panowanie Boga w niebie jest faktem, Jego imię jest uświęcane przez aniołów i świętych. Tam też Jego wola w pełni się realizuje. Trzeba jeszcze, by także wszyscy na ziemi przyłączyli się do aniołów i świętych, służąc Królowi, uświęcając Jego imię i wypełniając Jego wolę, tak jak to ma miejsce w niebie.

„Naszego chleba powszedniego daj nam dzisiaj”. Słowa o chlebie powszednim przywodzą na myśl codzienny dar manny, jaki Izraelici otrzymywali na pustyni, wędrując w kierunku Ziemi Obiecanej (por. Wj 16,16-22). W prośbie tej wyrażone jest uznanie całkowitej zależności od Boga i zaufanie, że zaradzi On naszym potrzebom. Ponadto prawie wszyscy Ojcowie Kościoła interpretowali ten fragment w kluczu eucharystycznym. Jak Izraelici otrzymywali na pustyni „chleb z nieba”, tak uczniowie Jezusa otrzymują „prawdziwy chleb z nieba” (por. J 6,26-58), czyli pokarm eucharystyczny, który jest zadatkiem przyszłego życia w królestwie niebieskim.

„Przebacz nam nasze winy, tak jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili”. Grecki rzeczownik ofeilema, zazwyczaj tłumaczony jako „wina”, dosłownie oznacza „dług”. Stąd prośba o wybaczenie win przywodzi na myśl obraz pożyczkodawcy, który zwalnia wierzyciela z zaciągniętego długu (18,23–35). Spełnienie tej prośby uzależnione jest od realizacji ważnego warunku: modlący prosi Boga, aby wybaczył mu jego winy, tak jak on wybacza własnym dłużnikom. Temat ten powróci pod koniec perykopy: „Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, Ojciec wasz nie przebaczy wam także waszych przewinień” (6,14-15).

„Nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie” (dosł. „nie prowadź nas na pokuszenie”). Owe „pokuszenie” to nic innego jak próbowanie wiary uczniów. Bóg próbował swój lud na pustyni, aby poznać, co kryje się w sercach Izraelitów: „Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi cię prowadził Pan, Bóg twój, przez te czterdzieści lat na pustyni, aby cię utrapić, wypróbować i poznać, co jest w twym sercu: czy strzeżesz Jego nakazu, czy też nie?” (Pwt 8,2). Natomiast Duch Święty wyprowadził Jezusa na pustynię, gdzie również był On poddawany próbom (por. Mt 4,1). W szóstej prośbie nie chodzi o to, by próby omijały uczniów, lecz o uznanie w pokorze ich słabości i proszenie Boga, by zachował ich od upadku.

„Ale nas zachowaj od złego”. W tekście greckim mamy rzeczownik poneros („zły”), który poprzedzony jest rodzajnikiem określonym. Mowa jest zatem nie o jakimkolwiek złu, lecz o „tym, który jest zły”. Zło ostatecznie wiąże się z osoba diabła, który jest nieprzyjacielem Boga i człowieka. Uczniowie mają zatem prosić, by Bóg chronił ich nie tylko przed abstrakcyjnie pojmowanym złe, lecz przede wszystkim przed działaniem szatana.

Jakie znaczenie dla mojej wiary ma fakt, iż Bóg jest moim Ojcem? Czy modląc się słowami modlitwy Ojcze Nasz, zatrzymuje się na kolejnych jej prośbach, czyniąc je moimi? Czy wybaczyłem już wszystkim moim krzywdzicielom?

A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie

Niebo (fot. Paul Scogi, unsplash.com)

Środa, 17 czerwca, Wspomnienie św. Brata Alberta Chmielowskiego

Mt 6,1-6.16-18

1 Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. 2 Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. 3 Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, 4 aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. 5 Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. 6 Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (…) 16 Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. 17 Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, 18 aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

W kolejnym fragmencie Kazania na Górze, Jezus dotyka problemu ostentacyjnej religijności: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 6,1). Kto podejmuje pobożne uczynki w celu zdobycia podziwu u innych, nie może liczyć na nagrodę u Ojca niebieskiego. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać sprzeczne z wcześniejszym nauczaniem Jezusa, który nazwał uczniów „solą ziemi” i „światłem świata” oraz zachęcał ich: „niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki” (5,16). Oczywiście jest to tylko pozorna sprzeczność, gdyż uczniowie, żyjąc według programu błogosławieństw (por. 5,2-12), promieniują na innych światłem Bożej miłości, a zatem przyczyniają się do uwielbienia nie siebie samych, lecz Ojca, który jest w niebie. Kto natomiast skupia uwagę na sobie, nie jest godzien nazywać się uczniem Jezusa.

Aby zilustrować problem, Jezus nawiązuje do trzech głównych filarów żydowskiej pobożności: jałmużny, modlitwy i postu (por. Tb 12,8-10). Trzykrotnie przestrzega uczniów, aby nie wykonywali tych praktyk „jak obłudnicy” (6,2.5.16). Użyte w tym miejscu greckie słowo hypokrites w Ewangelii Mateusza zwykle opisuje uczonych w Piśmie i faryzeuszów (por. 15,7; 22,18; 23,13.14.15.25.27.29). Pierwotnie oznaczało ono aktora wcielającego się w rolę. Natomiast w NT odnosi się do osoby przyjmującej nieszczerą postawę, odgrywającej kogoś, kim w rzeczywistości nie jest. Obłudnik/hipokryta bardziej przejmuje się własnym dobrym wizerunkiem niż czynieniem faktycznego dobra. Stąd Jezusowe wskazówki dotyczące pobożnych uczynków tematycznie łączą się z wcześniejszym ostrzeżeniem: „Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (5,20). Trzykrotnej przestrodze przed obłudną pobożnością towarzyszy również trzykrotne zapewnienie, że ostateczną nagrodą uczniów jest jeszcze większe doświadczenie miłości Ojca (por. 6,4.6.18).

„Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili” (6,2). Dawanie jałmużny ubogim (gr. elemosyne) było ważnym obowiązkiem każdego Żyda: „Ubogiego bowiem nie zabraknie w tym kraju, dlatego ja nakazuję: Otwórz szczodrze dłoń bratu uciśnionemu lub ubogiemu na twej ziemi” (Pwt 5,11). Wykonując uczynki miłosierdzia, uczniowie nie powinni skupiać uwagi na sobie. Metafory „dęcia w trąbę przed sobą” i „lewej ręki, która nie wie, co czyni prawa” (6,2.3) podkreślają, że jałmużna powinna być czyniona w sposób dyskretny. Ostentacyjni dawcy już otrzymali swoją nagrodę i pozbawili się nagrody niebieskiej.

„Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać” (6,5). Jezus nie potępia modlitwy w postawie stojącej (właściwej zarówno dla judaizmu jak i dla wczesnego chrześcijaństwa) ani nie przedkłada modlitwy indywidualnej nad wspólnotową. Podobnie jak w przypadku jałmużny, problemem jest skupienie się na przyciągnięciu uwagi innych. Tego typu zachowanie czyni modlitwę niemożliwą. Jej celem jest przecież wejście w rozmowę z Bogiem, która wymaga oderwania się od zwykłych trosk („zamknięcia drzwi”) i wejścia w głębiny ducha („wejścia do swej izdebki”).

„Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą” (6,16). Podobnie jak w przypadku jałmużny czy modlitwy, uczniowie podejmujący post nie powinni dodatkowo nosić oznak go potwierdzających. Użyty tutaj czasownik afanidzo dosłownie oznacza „oszpecić, uczynić nierozpoznawalnym”. Jezus w ten sposób nawiązuje do zwyczaju zakrywania głowy (por. Jr 14,4) lub posypywania jej popiołem (por. 1 Mch 3,47). Tego rodzaju publiczne poszczenie mija się z celem, gdyż nie pozwala przyjąć postawy pokory, która powinna charakteryzować poszczącą osobę.

Co mnie motywuje do podejmowania pobożnych praktyk? Czy wystrzegam się religijności na pokaz? Czy mam świadomość, że największą nagrodą, jaka może mnie spotkać na drodze jałmużny, modlitwy i postu jest jeszcze większa komunia z Bogiem?