Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki

Fot. Larm Rmah (unsplash.com)

Poniedziałek, 28 września, Wspomnienie św. Wacława, męczennika

Łk 9,46-50

46 Pojawiła się też u nich myśl, kto z nich jest największy. 47 Lecz Jezus, znając tę myśl w ich sercach, wziął dziecko, postawił je przy sobie 48 i rzekł do nich: «Kto by to dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto by Mnie przyjął, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki». 49 Wtedy przemówił Jan: «Mistrzu, widzieliśmy, jak ktoś w imię Twoje wypędzał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami». 50 Lecz Jezus mu odpowiedział: «Przestańcie zabraniać; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami».

W perykopie poprzedzający dzisiejszy fragment Jezus po raz drugi zapowiada uczniom swoją mękę i śmierć: „Weźcie wy sobie dobrze do serca te słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi” (Łk 9,44). Apostołowie jednak na tym etapie nie są jeszcze w stanie zrozumieć tych słów: „Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o to powiedzenie” (9,45). Z owego niezrozumienia wypływa zupełnie inna od Jezusowej postawa. Podczas gdy Pan jest gotowy oddać się w ręce ludzi, by jako cierpiący Sługa Jahwe swoją śmiercią odkupić grzechy całego świata i uzdrowić ludzką naturę (por. Iz 52,13-53,12), apostołowie nadal w swoim myśleniu posługują się ziemskim wartościowaniem, chcą położyć swoje ręce na ludziach, by jako więksi nad nimi panować.

Fragment rozpoczyna się od krótkiego wprowadzenia: „Pojawiła się też u nich myśl, kto z nich jest największy” (Łk 9,46; por. 22,24). Tego typu problem bardzo często pojawia się we wspólnotach typu uczniowskiego, zgromadzonych wokół jednego mistrza. Do pewnego stopnia jest on zrozumiały, jeśli weźmiemy pod uwagę, że osoba mistrza jest wyznacznikiem i uosobieniem wielkości, do której uczniowie pragną dążyć. Siłą rzeczy wcześniej czy później musi pojawić się pytanie o to, który z uczniów w sposób najdoskonalszy naśladuje ukazaną wielkość. Trzeba jednak zauważyć, że takiemu poszukiwaniu wielkości bardzo często towarzyszy pokusa wywyższania się ponad innych, za którą podąża kolejna pokusa – żądania dla siebie przywilejów, czy nawet władzy nad innymi.

Jezus chce uchronić apostołów przed wpadnięciem w powyższe zagrożenie, dlatego postanawia interweniować: „Lecz Jezus, znając tę myśl w ich sercach, wziął dziecko, postawił je przy sobie” (9,47). Zanim wypowie słowa pouczenia, Pan wykonuje gest, który wykracza poza zwyczaje panujące w ówczesnych środowiskach żydowskich. Dzisiaj dzieci zazwyczaj łączone są z niewinnością i pokorą. Natomiast w starożytnym Izraelu uważano je przede wszystkim za osoby pozbawione prawnego statusu. Do momentu osiągnięcia dojrzałości, która pozwalała na rozumienie i wypełnianie przykazań Prawa (dziewczynki 12 lat, chłopcy 13 lat), dzieci uważano za nic nie znaczące istoty, niegodne na przykład do uczestnictwa w religijnych zgromadzeniach.

Gest postawienia przy sobie dziecka uzupełniają słowa Jezusa: „Kto by to dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto by Mnie przyjął, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki” (9,48). Pan utożsamia się z pozbawionym praw dzieckiem, po to by odwrócić logikę wielkości, jaką posługują się uczniowie. Wielkość człowieka nie zależy od jego osobistych osiągnięć, ale wynika z podstawowego faktu, że jest on chciany i kochany przez Boga. Tym samym Jezus zachęca apostołów, by zamiast szukać argumentów potwierdzających ich własną wielkość, służyli wielkości Boga w człowieku.

Swoista „mania wielkości” nie jest jedynym problemem uczniów: „Wtedy przemówił Jan: «Mistrzu, widzieliśmy, jak ktoś w imię Twoje wypędzał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami»” (9,49). Jan, brat Jakuba, należy do uprzywilejowanej grupy wewnątrz grona apostolskiego. Wraz ze swym bratem i Piotrem jest na przykład naocznym świadkiem przywrócenia życia córce Jaira (por. 8,51) i przemieniania Jezusa (por. 9,28). Jednakże on także musi się jeszcze wiele nauczyć. W poruszonym przez niego problemie dostrzec można pewien ekskluzywizm i próbę zmonopolizowania wiary w Jezusa. Jak widzimy, nie bez powodu Jezus nadał Janowi i Jakubowi przydomek „synowie gromu” (gr. Boanerges; por. Mk 3,17). Zabronienie komuś, kto nie „chodził z nimi” wypędzania złych duchów w imię Pana, świadczy o impulsywności apostołów. W Łk 9,54 będzie mowa o tym, że Jan i Jakub zaproponowali zrzucenie na Samarytan „ognia z nieba”, gdyż ci ostatni nie chcieli przyjąć Jezusa. Postawa prezentowana przez synów Zebedeusza okazuje, że łatwo zastąpić naśladowanie Jezusa naśladowaniem grupy.

Jezus odpowiada Janowi: „Przestańcie zabraniać; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami” (9,50). Nie chodzi tutaj o zwykłą tolerancję, czy jakiś rodzaj religijnego synkretyzmu, lecz o dostrzeżenie, że działanie Boga wykracza poza granice własnej grupy (por. Lb 11,28). W sposób szczególny uwidoczni się to w Dziejach Apostolskich, gdzie Łukasz opowie o zstąpieniu Ducha Świętego na mieszkańców domu setnika Korneliusza, czyli osoby niebędące Żydami (por. Dz 10,1,48; 11,17).

Czy mam świadomość, że Jezus zna moje wnętrze, wie co kryję się w moim sercu? Czy pozwalam, by Jego słowo wyprowadzało mnie z błędnego myślenia i działania? Jakie uczucia rodzą się we mnie, gdy myślę o moim życiu? Czy szukam własnej wielkości w doświadczeniu bycia dzieckiem Boga? Czy dziękuję Bogu, że mogę dostrzec Jego chwałę w życiu innych ludzi?

Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć

Kaplica Ukrzyżowania w Bazylice Grobu Pańskiego (fot. R.P.)

Piątek, 25 września

Łk 9,18-22

18 Gdy raz modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: «Za kogo uważają Mnie tłumy?» 19 Oni odpowiedzieli: «Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał». 20 Zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Piotr odpowiedział: «Za Mesjasza Bożego». 21 Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. 22 I dodał: «Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie».

Po opisie cudownego rozmnożeniu chleba (Łk 9,10-17) Łukasz umieszcza w swojej Ewangelii bardzo ważny dialog Jezusa z uczniami. W jej trakcie Piotr wyznaje swoją wiarę, iż jest On Bożym Mesjaszem, natomiast Pan po raz pierwszy zapowiada swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie.

Perykopa zaczyna się od wprowadzenia narracyjnego: „Gdy raz modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie” (9,18). Łukasz nie precyzuje miejsca, w którym odbywa się akcja. W pozostałych Ewangeliach jest nim Cezarea Filipowa (u podnóża góry Hermon, w północnej części Izraela, dzisiejsze Banias, por. Mt 16,13; Mk 8,27) lub Kafarnaum (por. J 6,59). Natomiast autor Trzeciej Ewangelii bardziej koncentruje się na fakcie, iż kontekst opisywanego zdarzenia stanowi modlitwa Jezusa „na osobności”. W wielu innych miejscach Łukasz podkreśla, że rozmowa z Ojcem (często w miejscach odosobnionych) poprzedza decydujące chwile w życiu Pana (por. 3,21; 5,16; 6,12; 9,18.28; 11,1; 22,41.44).

Tym razem modlitwa prowadzi Jezusa do przeprowadzenia z uczniami bardzo ważnej rozmowy. Pan rozpoczyna ją pytaniem: „Za kogo uważają Mnie tłumy?” (9,18). Pytanie to jest kluczowe, gdyż nie dotyczy tylko samych czynów Jezusa, lecz bezpośrednio Jego osoby; jak za chwilę zobaczymy, poprowadzi do wyznania wiary w Jego mesjańską tożsamość. Apostołowie odpowiadają: „Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał” (9,19). Przytoczne przez uczniów opinie Żydów odnośnie Jezusa zgadzają się z tymi, które pojawiły się we wczorajszym czytaniu Ewangelicznym, o Herodzie Antypasie dociekającym tożsamości Nauczyciela z Nazaretu (9,1-7). Mimo że nie wyrażają pełnej prawdy o Panu, w jakiś sposób dotykają Jego tajemnicy, określając Go jako proroka (por. Łk 4,24; 7,16.39).

Po pytaniu dotyczącym opinii tłumów, czas na zdanie apostołów: „Zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Piotr odpowiedział: «Za Mesjasza Bożego»” (9,20). W imieniu Dwunastu głos zabiera Piotr. W Ewangelii Łukasza postać tego apostoła jest szczególnie wyakcentowana. Jest on bowiem pierwszym z powołanych uczniów (por. 5,1-11), pierwszym na liście Dwunastu (por. 6,14), uprzywilejowanym świadkiem (por. 8,51; 9,28) i rzecznikiem apostołów (por. 12,41; 18,28). W opowiadaniu paschalnym mowa będzie o jego zaparciu się Pana (por. 22,34.54-60), ale także o opamiętaniu (por. 22,61-62) i otrzymaniu zadania utwierdzania braci (por. 22,32). Odpowiedź Piotra daleko wykracza poza opinie tłumów. W Jego oczach Jezus jest kimś zdecydowanie większym od starotestamentalnych proroków. Wyznając, że jest On Mesjaszem (hebr. Meszjah, gr. Christos – „Namaszczony, Pomazaniec”; por. 4,18), apostoł stwierdza, że w Jezusie wypełniają się święte Pisma, a tym samym znajduje swoją odpowiedź odwieczne oczekiwanie Narodu Wybranego. Podczas gdy prorocy zapowiadali epokę zbawienia, Jezus z Nazaretu jest jej inicjatorem.

Reakcja Pana na Piotrowe wyznanie na pierwszy rzut oka może zaskakiwać: „Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili” (9,21). Mesjasz w wyobraźniach ówczesnych Żydów niekoniecznie był postrzegany jako Zbawiciel, przynoszący grzesznej ludzkości pojednanie z Bogiem. Wielu oczekiwało, że ma on przede wszystkim doprowadzić do politycznego odrodzenia Izraela. Tymczasem konieczne było zrealizowanie się na osobie Jezusa tajemnicy „cierpiącego sługi” (por. Iz 52,13-53,12). Dlatego Pan, oprócz zabronienia uczniom rozgłaszania swojej mesjańskiej tożsamości, po raz pierwszy zapowiada swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Łk 9,22). Cierpienie Jezusa jest konieczne, by wypełniała się Boża obietnica. Podkreśla to użyty w tekście greckim czasownik dei („trzeba, potrzeba, należy”), który w nowotestamentalnych tekstach odnosi się do Bożego planu zbawienia (por. 13,33; 17,25; 22,37; 24,7.26.44).

Za kogo uważają Jezusa ludzie, z którymi żyję na co dzień? Kto z mojego otoczenia najbardziej zbliża mnie do Niego, a kto oddala? Patrząc na moje słowa, decyzje, życiową postawę, kim Jezus jest dla mnie? Czy szukam klucza do zrozumienia Jego tajemnicy w wydarzeniach męki, śmierci i zmartwychwstania?

Aby głosili królestwo Boże

Fot. Aaron Burden (unsplash.com)

Środa, 23 września, wspomnienie św. Pio z Pietrleciny

Łk 9,1-6

1 Wtedy zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami oraz [władzę] leczenia chorób. 2 I wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych. 3 Mówił do nich: «Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy; nie miejcie też po dwie suknie. 4 Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, pozostańcie tam i stamtąd będziecie wychodzić. 5 Jeśliby was gdzieś nie przyjęli, wychodząc z tego miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo przeciwko nim!» 6 Wyszli więc i chodzili po wsiach, głosząc Ewangelię i uzdrawiając wszędzie.

We wcześniejszym fragmencie Trzeciej Ewangelii Jezus wybiera dwunastu spośród swoich uczniów: „przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami” (Łk 6,13). Od tego mementu apostołowie (gr. apostolos, „posłaniec, wysłannik”) byli stałymi uczestnikami Jego publicznej działalności: „wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu” (8,1). W dzisiejszym fragmencie rozpoczyna się kolejny etap przygotowania apostołów do ich przyszłej misji: „Wtedy zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami oraz [władzę] leczenia chorób” (9,1). Jezus przekazuje im tę samą moc (gr. dynamis, „noc, potęga, siła”) i władzę (gr. eksusia, „władza, zdolność, możność”), którą sam posługuje się, dokonując egzorcyzmów i cudów uzdrowienia (por. 4,36; 5,17.24; 8,46). Celem jest posłanie ich (gr. apostello, „posyłać, wysyłać”), by byli swoistym „przedłużeniem” Jego działalności: „I wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych” (9,2).

Apostołowie otrzymują przy tym konkretne wskazówki: „Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy; nie miejcie też po dwie suknie” (9,3). Nikt z posłanych z misją głoszenia Ewangelii nie powinien obciążać się zbędnym bagażem. Wymagając od apostołów radykalnej prostoty, Jezus uczy ich, by bardziej polegali na Bogu niż na własnej zaradności. Istotnym elementem ich tożsamości ma być zaufanie, że otrzymają wszystko, czego potrzebują.

Kolejna wskazówka dotyczy miejsc, w których Dwunastu będzie się zatrzymywać w czasie realizowanej misji: „Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, pozostańcie tam i stamtąd będziecie wychodzić” (9,4). Taka postawa ma ustrzec Dwunastu przed szukaniem gościny u ludzi bogatych, którzy mogliby zaoferować im większe wygody. Św. Piotr rozwinie tę myśl w swoim liście: „Starszych więc, którzy są wśród was, proszę, ja również starszy, a przy tym świadek Chrystusowych cierpień oraz uczestnik tej chwały, która ma się objawić: paście stado Boże, które jest przy was, strzegąc go nie pod przymusem, ale z własnej woli, po Bożemu; nie ze względu na brudny zysk, ale z oddaniem; i nie jak ci, którzy ciemiężą wspólnoty, ale jako żywe przykłady dla stada” (1 P 5,2).

Uczestnictwo apostołów w misji Jezusa niekiedy wiązać się będzie z odrzuceniem: „Jeśliby was gdzieś nie przyjęli, wychodząc z tego miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo przeciwko nim!” (9,5). Gest strząśnięcia prochu z nóg, będzie oznaczać, że wrogość wynikającą z odrzucenia ich przepowiadania, apostołowie mają pozostawić sądowi samego Boga. Trochę dalej Jezus powie, tym razem do większego grona posłanych: „Lecz jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże. Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu” (10,10-12).

Dwunastu, posłuszni otrzymanemu posłaniu, udają się do różnych miejscowości Galilei: „Wyszli więc i chodzili po wsiach, głosząc Ewangelię i uzdrawiając wszędzie” (9,6). Zwrot „głosząc Ewangelię” po grecku zostaje oddany za pomocą czasownika euangelidzo („zwiastować dobrą nowinę, głosić dobra nowinę”), od którego pochodzi termin „ewangelizacja”. Wcześniej użyty został inny zwrot – „głosili królestwo Boże” (9,2), w oryginale wyrażony jako „keryssein ten basileian”. Czasownik kerysso („obwieszczać, podawać do wiadomości”) również daje początek ważnemu terminowi – „kerygmat”. Obydwa terminy – ewangelizacja i kerygmat – należą do słów, które opisują podstawowe zadanie Kościoła: przepowiadanie Dobrej Nowiny, które prowadzi do wiary w Jezusa Chrystusa.

Czy wierzę, że Kościół, którego jestem częścią, działa w mocy i autorytecie Chrystusa? Co jest moim obciążaniem, nie pozwalającym głosić Ewangelii? Czy wypowiadane przeze mnie słowa budują innych i pomagają odkryć miłość Boga?

Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je

Fot. Aaron Burden (unsplash.com)

Wtorek, 22 września

Łk 8,19-21

19 Wtedy przyszli do Niego Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu. 20 Oznajmiono Mu: «Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą». 21 Lecz On im odpowiedział: «Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je».

Dzisiejszy fragment Ewangelii Łukasza mocno wpisuje się w kontekst poprzedzający. Na początku ósmego rozdziału mowa jest o działalności Jezusa, który jako wędrowny Nauczyciel przemierza miasta i wsie Galilei, głosząc Ewangelię, czyli Dobrą Nowinę o królestwie Bożym (por. Łk 8,1-3). Następnie mamy fragment, w którym Pan opowiada i wyjaśnia przypowieść o siewcy, w której ukazana zostaje konieczność przygotowania gleby ludzkiego serca na przyjęcie Bożego słowa (por. 8,4-15). Wreszcie następuje przypowieść lampie umieszczanej na świeczniku, gdzie słuchający i wypełniający Słowo opisani są jako źródło światła oświecającego życie innych ludzi (por. 8,16-18).

W perykopie przytoczonej przez dzisiejszą liturgię słowa, w kontekście Jezusowego nauczania o słuchaniu Słowa, pojawiają się Jego Matka i bracia: „Wtedy przyszli do Niego Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu” (8,19). Użyty w tym miejscu grecki rzeczownik adelfos może oznaczać nie tylko brata, lecz także kuzyna (por. 1 Krn 32,21-24; LXX) czy nawet bratanka (por. Rdz 13,8; LXX). Chodzi zatem o dalszych krewnych Jezusa, kuzynów lub synów Józefa z poprzedniego małżeństwa.

Maryja i krewni Jezusa nie są w stanie do Niego dotrzeć, gdyż jest On otoczony przez tłum, w którym znajdują się między innymi apostołowie i towarzyszące mu kobiety (por. 8,1-3). Gdy Pan dowiaduje się o przybyciu swoich bliskich, wykorzystuje zaistniałą okazję, by ukazać nowy rodzaj pokrewieństwa: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je” (8,21). Już wcześniej z ust Jezusa padły podobne słowa, gdy zaczynał On opowiadać przypowieść o domu zbudowanym na skale: „Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je” (6,47). Słowo Boże i słowo Jezusa wymagają takiej samej odpowiedzi, co wskazuje na boski autorytet Jezusa.

Bycie członkiem ziemskiej rodziny Pana nie kłóci się z przynależeniem do Jego nowej rodziny. Dzieje Apostolskie wspominają o tym, że po Jezusowym wniebowstąpieniu rodzina Jego uczniów składała się z obu grup, które razem zbierały się w wieczerniku na modlitwie: „Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, z Maryją, Matką Jezusa, i z braćmi Jego” (Dz 1,14). Wcześniej sama Matka Boża poprzez swoje fiat pokazała swoją postawą, co znaczy słuchać słowa Bożego i wypełniać je: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1,38; por. 11,28).

Czy dostrzegam w Jezusie Boskiego Nauczyciela, który chce przekazać mi mądrość niezbędną do właściwego przeżywania codzienności? Jaka jest moja relacja do Słowa? Czy noszę w sobie pragnienie nie tylko słuchania go, ale i wprowadzania w życie? Czy mam świadomość, że moje otwarcie na Słowo czyni ze mnie członka rodziny Jezusowych uczniów?

Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary

Fot. Jon Tyson (unsplash.com)

Poniedziałek, 21 września, Święto św. Mateusza, Apostoła i Ewangelisty

Mt 9,9-13

9 Odchodząc stamtąd, Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» A on wstał i poszedł za Nim. 10 Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i zasiadło wraz z Jezusem i Jego uczniami. 11 Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?» 12 On, usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. 13 Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników».

W perykopie poprzedzającej dzisiejszy fragment ewangeliczny Jezus, powróciwszy do Kafarnaum, odpuszcza grzechy paralitykowi, a następnie, by udowodnić, że faktyczne ma władzę jednania ludzi z Bogiem, uzdrawia go także z jego fizycznej przypadłości (Mt 9,1-8). Temat grzechu i Bożego miłosierdzia jest również obecny w dzisiejszym fragmencie. Oto Pan do grona swoich najbliższych uczniów powołuje celnika Mateusza: „ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» A on wstał i poszedł za Nim” (9,9). Warto zwrócić uwagę, że inicjatywa jest po stronie Jezusa – to On „ujrzał” i „rzekł do Niego”. Mamy zatem do czynienia z aktem Jego woli. Pan rzeczywiście chce, by pośród przyszłego grona apostolskiego był także celnik, ktoś kto w swojej przeszłości wysługiwał się rzymskiemu okupantowi i w związku z tym postrzegany był przez swoich rodaków nie tylko za zdrajcę, ale i grzesznika. Idzie nawet jeszcze dalej, bo po powołaniu Mateusza udaje się do jego domu na ucztę, w czasie której siedzi przy tym samym stole, co celnicy i grzesznicy (por. 9,10). W starożytności wspólne spożywanie posiłków oznaczało przyjaźń i wzajemne utożsamianie się biesiadników. Nic zatem dziwnego, że faryzeusze, stawiający w centrum swojego religijnego życia rytualną czystość, pytają Jezusowych uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” (9,11). W swojej odpowiedzi Pan posługuje się dwoma argumentami. Najpierw powołuje się na oczywistą prawdę: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają” (9,12). Jako Mesjasz, Jezus nie może poprzestać na otaczaniu się swoimi zwolennikami, ale musi szukać tych, którzy potrzebują duchowego uzdrowienia, często nie zdając sobie nawet z tego sprawy. W kolejnym argumencie Pan powołuje się na cytat ze świętych Pism: „Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (9,13; por. Oz 6,6 – LXX). Faryzeusze byli przekonani, że są ekspertami od Prawa i proroków. Dlatego Jezus wskazuje na konkretny fragment z proroka Ozeasza, by przypomnieć im, że pragnieniem Boga nie jest „utonięcie” we krwi składanych mu ofiar, lecz miłosierdzie, które wierzący mogą świadczyć sobie nawzajem. Do miłosiernej postawy na pewno nie należy odmawianie spotkania z Mesjaszem tym, którzy powszechnie uważani są za grzeszników. Ci tym bardziej potrzebują ożywczego spotkania z Synem Boży, by móc wyrwać się z matni grzechu.

Jaki jest mój stosunek do ludzi, którzy wydają się być większymi grzesznikami niż ja? Co robię, by oni także mogli spotkać Chrystusa?

Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi

Fot. Jaime Casap (unsplash.com)

XXV Niedziela Zwykła A

Mt 20,1-16a

1 Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. 2 Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. 3 Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, 4 i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. 5 Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. 6 Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” 7 Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”. 8 A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. 9 Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. 10 Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. 11 Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, 12 mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekotę”. 13 Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? 14 Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. 15 Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” 16 Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».

W dzisiejszej przypowieści Jezus ukazuje kolejny aspekt tajemnicy królestwa niebieskiego: „Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy” (20,1). Pan posługuje się obrazem winnicy i troszczącego się o nią gospodarza, a tym samym nawiązuje do starotestamentalnych tekstów, w których mowa jest o Bogu, który powołuje do istnienia Naród Wybrany i nieustannie o niego się troszczy, np.: „Wyrwałeś winorośl z Egiptu, wygnałeś pogan, a ją zasadziłeś. Grunt dla niej przygotowałeś, a ona zapuściła korzenie i napełniła ziemię. Góry okryły się jej cieniem, a cedry Boże jej gałęźmi. Swe latorośle rozpostarła aż do Morza, a swoje pędy aż do Rzeki” (Ps 80,9-12; por. Iz 5,1-7; Jr 2,21; 12,10-11; Oz 10,1). Gospodarz udaje się wczesnym rankiem na wiejski rynek, by znaleźć tam robotników do swojej winnicy. Do dzisiaj w wielu miejscowościach Bliskiego Wschodu można trafić na plac lub ulicę, gdzie mężczyźni nie mający stałego zajęcia czekają, by ktoś najął ich do pracy na dzień lud dwa. Zwyczaj ten był dużo bardziej powszechny w starożytnym Izraelu, kiedy to zdecydowana większość społeczeństwa żyła w ubóstwie.

Najmując pierwszych robotników, gospodarz daje im konkretną obietnicę zarobku: „Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy” (20,2). W starożytnej Palestynie denar (gr. denarion), rzymska srebra moneta, stanowił zwyczajową zapłatę za jeden dzień pracy. Suma ta musiała wystarczyć, by zapewnić przeżycie rodzinie zatrudnionego, dlatego wg Tory należało wypłacać ją pod koniec dnia: „Nie będziesz niesprawiedliwie gnębił najemnika ubogiego i nędznego, czy to będzie brat twój, czy przybysz, o ile jest w twoim kraju, w twoich bramach. Tego samego dnia oddasz mu zapłatę, nie pozwolisz zajść nad nią słońcu, gdyż jest on biedny i całym sercem jej pragnie; by nie wzywał Pana przeciw tobie, a to by cię obciążyło grzechem” (por. Pwt 24,14-15).

Poranna sytuacja powtarza się kilkukrotnie. Gospodarz o różnych porach powraca na rynek, by zatrudnić kolejnych robotników: „Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił” (Mt 20,3-5). W przeliczeniu na naszą rachubę czasu wymienione godziny oznaczają: „trzecia” – 9:00, „szósta” – 12:00, „dziewiąta” – 15:00. Kolejni najmowani mężczyźni do czasu zatrudnienia cierpliwie pozostawali na rynkowym placu, licząc, że ktoś ich zaangażuje chociaż na część dnia. Dlatego bez szczególnych negocjacji zgadzają się pracować w winnicy za to, „co będzie słuszne” (dosł. „sprawiedliwe”).

Zaskakujące może być to, że ostatnią grupę robotników gospodarz wysyła do pracy w winnicy jeszcze godzinę przed zakończeniem dnia: „Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy” (20,6-7). Odpowiedź najemników „Bo nas nikt nie najął” sugeruje, że mimo szczerych chęci podjęcia pracy, przez większość dnia nie trafiła im się możliwość zatrudnienia. Nadal jednak są gotowi, by skorzystać z zaproszenia gospodarza.

Po zapadnięciu zmierzchu właściciel winnicy wydaje zarządcy polecenie wypłaty należności: „A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych” (20,8). Warto zwrócić uwagę, że pieniądze mają być wypłacone „począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Zatrudnieni około godziny jedenastej zapewne spodziewali się, że dostaną jakąś jedną dwunastą dniowego wynagrodzenia. Tymczasem otrzymują pełną kwotę: „Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze” (20,9). Gdy pracujący od wczesnych godzin rannych dostają to samo wynagrodzenie, zaczynają oskarżać właściciela winnicy o niesprawiedliwość: „Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekotę” (20,10-12). Gospodarz wyjaśnia swoją decyzję jednemu z szemrających: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” (20,13-15). Właściciel winnicy przypomina wysokość stawki, za jaką robotnicy pracujący od rana zgodzili się pracować. Trudno zatem w jego zachowaniu dopatrywać się niesprawiedliwości. Jeśli zaś chodzi o wynagrodzenie pracowników „ostatniej godziny”, otrzymanie przez nich całego denara, a nie jego dwunastej części, wskazuje na dobroć gospodarza, który przekazuje im niezasłużony dar. Występujące w wyjaśnieniu gospodarza wyrażenie „złe oko” jest semickim idiomem opisującym kogoś, kto jest zazdrosny, niechętny innym lub brakuje mu szczodrości: „Zły jest, kto zazdrosnym okiem patrzy, odwraca oblicze i z góry spogląda na innych” (Syr 14,8; por. Pwt 15,9; Prz 28,22).

Zdanie podsumowujące przypowieść – „Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi” (Mt 20,16) – przypomina mądrościowe stwierdzenie kończące poprzednią perykopę (por. 19,30; także Mk 10,31; Łk 13,30). Tym razem określenia „pierwsi” i „ostatni” odnoszą się do czasu służby w winnicy Pańskiej: zatrudnionym najpierw płaci się na końcu, zaś zatrudnieni na końcu otrzymują zapłatę jako pierwsi.

Za pomocą przypowieści o robotnikach najmowanych do pracy w winnicy Jezus objawia szczodrobliwość Boga, Boskiego Gospodarza, który udziela takiego samego wynagrodzenia zarówno tym, którzy rozpoczęli pracę w Jego winnicy jako pierwsi, jak i jako ostatni. W przypadku tych drugich widać wyraźnie, że ich zapłata nie zależy od długości ich pracy, lecz jest darem, który Bóg ma przecież prawo im ją przyznać. Ponadto Pan zarysowuje problemem postawy robotników pracujących cały dzień, którzy odebrali zachowanie Gospodarza jako „niesprawiedliwość”. Dzieje się tak, gdyż w ich sercu pojawił się grzech zawiści, polegający na byciu złym z powodu szczęścia innych. Tego typu postawa przypomina zachowanie samego diabła. Autor Księgi Mądrości pisze: „A śmierć weszła w świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą” (Mdr 2,24). Jezus wzywa uczniów do radowania się wielkodusznością Boga, której doświadczyć mogą nawet najbardziej „spóźnieni” na drodze wiary. Ostatecznie przecież, żaden człowiek, nawet jeśli już dłuższy czas idzie za Jezusem, nie jest w stanie zasłużyć na Jego łaskę. Wszyscy, bez względu na nasz „staż”, mamy powody, by być wdzięcznymi za to, że Pan jest dobry.

Jaki jest mój stosunek do ludzi, którzy jeszcze nie odpowiedzieli na głos Bożego wezwania? Czy moje kroczenie drogą wiary nie staje się pretekstem do pogardzania nimi lub patrzenia na nich z wyższością? Co robię, by pomóc im spotkać się z Bogiem?

Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie?

Rozgrzeszenie (fot. Josh Applegate, unsplash.com)

13 Września, XXIV Niedziela Zwykła A

Mt 18,21-35

21 Wtedy Piotr podszedł do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?» 22 Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. 23 Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. 24 Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. 25 Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać. 26 Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. 27 Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował. 28 Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” 29 Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. 30 On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. 31 Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. 32 Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. 33 Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” 34 I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu. 35 Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu».

Dzisiejsza Ewangelia dotyka bardzo ważnego zagadnienia: jaka powinna być postawa uczniów Jezusa wobec tych, którzy wyrządzają im krzywdę. Punktem wyjścia jest pytanie Piotra: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?” (Mt 18,21). Liczba „siedem” na kartach Biblii oznacza „pełnię, nieskończoność”. Dlatego Piotrowe pytanie równie dobrze mogłoby brzmieć: Czy bez końca mam przebaczać, jeśli mój brat zawini względem mnie? Wątpliwość zawarta w słowach apostoła nie jest nam obca. Nasze relacje z bliźnimi dosyć często wystawiane są na próbę przez różnego rodzaju krzywdy czy niesprawiedliwości. Czasami dotykająca nas krzywda jest wielokrotnie ponawiana przez tę samą osobę. Ile razy zatem mamy przebaczać?

Jezus odpowiada krótko: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz siedemdziesiąt siedem razy!” (w. 22). Pan tym samym potwierdza konieczność wielokrotnego przebaczania. Zastosowana w Jego odpowiedzi przesada – „siedemdziesiąt siedem razy”, czyli „bez końca i bez końca” – wyjaśniona zostaje w następującej zaraz potem przypowieści. Oto król darował dług jednego ze sług wynoszący 10000 talentów. Talent w starożytności był miarą wagi równą 34 kg srebra, którą można przeliczyć na 6000 denarów, czyli 6000 „dniówek” (por. Mt 20,2). Jeden talent był równy zapłacie za ok. 16 lat pracy. Pojawiająca się w przypowieści kwota 10000 talentów jest ogromna, oznacza 160000 lat pracy! Taka suma jest wręcz niemożliwa do spłacenia.

Posługując się powyższym obrazem Jezus ukazuje ważną prawdę o naszej relacji z Bogiem: popełniane przez nas grzechy czynią z nas niewypłacalnych dłużników. Każdy, nawet najmniejszy grzech, jest przecież w swej istocie odrzuceniem Bożej miłości i obrazą Bożego majestatu. Jednakże nasz niewyobrażalny dług anulowała śmierć Jezusa na krzyżu. Dzięki tej ofierze możemy dostąpić miłosierdzia za każdym razem, gdy w prawdzie o naszej grzeszności pokornie prosimy Boga o przebaczenie. Tutaj właśnie pojawia się motyw skłaniający do wielokrotnego przebaczania innym: będąc STAŁYM biorcą Bożego miłosierdzia nie mogę nie potraktować z równie wielką, STAŁĄ wspaniałomyślnością mojego krzywdziciela.

Kiedy ostatni raz korzystałem z sakramentu pokuty i pojednania? Czy w historii mojego życia są krzywdy, których jeszcze nie wybaczyłem? Co dzisiaj mogę zrobić, by pojednać się z moim krzywdzicielem?

Czemu to wzywacie Mnie: „Panie, Panie!”, a nie czynicie tego, co mówię?

Owoce figowca (fot. Martin Angelov, unsplash.com)

Sobota, 12 września

Łk 6,43-49

43 Nie ma drzewa dobrego, które by wydawało zły owoc, ani też drzewa złego, które by dobry owoc wydawało. 44 Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia, ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. 45 Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta. 46 Czemu to wzywacie Mnie: „Panie, Panie!”, a nie czynicie tego, co mówię? 47 Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je. 48 Podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, wezbrana rzeka uderzyła w ten dom, ale nie zdołała go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany. 49 Lecz ten, kto usłyszał, a nie wypełnił, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. [Gdy] rzeka uderzyła w niego, od razu runął, a ruina owego domu była wielka».

Dzisiejsza liturgia słowa przytacza końcowy fragment Łukaszowej Mowy na równinie (Łk 6,17-49). Składają się na niego dwie przypowieści: o drzewie i jego owocach (6,43-45) oraz o budowli z fundamentem i bez fundamentów (6,46-49).

Na początku pierwszej przypowieści Jezus powołuje się na dobrze znany fakt ze świata przyrody: „Nie ma drzewa dobrego, które by wydawało zły owoc, ani też drzewa złego, które by dobry owoc wydawało” (6,43). Istnieje ścisła zależność między rodzajem drzewa a rodzajem rosnących na nim owoców. Jeśli jakaś roślina rośnie w sprzyjających warunkach, wydaje owoce zdrowe i odpowiadające swojemu gatunkowi. Gdy jednak zaczyna być atakowana przez jakąś chorobę lub szkodnika, przestaje owocować lub wydaje owoce dotknięte tą samą przypadłością, gnijące lub cierpkie, a więc nie nadające się do spożycia. Po owocach można bardzo szybko poznać gatunek, stan i jakość rośliny. W starotestamentalnych proroctwach możemy znaleźć fragmenty, w których krzew winny symbolizuje Izraela, zaś wydawane przezeń cierpkie owoce symbolizują nieprawości narodu wybranego: „Chcę zaśpiewać memu Przyjacielowi pieśń o Jego miłości ku swojej winnicy! Przyjaciel mój miał winnicę na żyznym pagórku. Otóż okopał ją i oczyścił z kamieni, i zasadził w niej szlachetną winorośl; pośrodku niej zbudował wieżę, także i tłocznię w niej wykuł. I spodziewał się, że wyda winogrona, lecz ona cierpkie wydała jagody” (Iz 5,1-2; por. Jr 2,21). W symbolice biblijnej owoce są symbolem ludzkich czynów i postaw.

Kontynuując Jezus posługuje się czterema przykładami roślin i owoców powszechnie znanych mieszkańcom Palestyny: „Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia, ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron” (6,44). Dwie z wymienionych roślin są szlachetne: winorośl, której owoce służą do wyrobu wina oraz figa, bogata w wartości odżywcze i wykorzystywana w lecznictwie. Dwie kolejne są bezużyteczne: ciernie i jeżyny, których owoce są pozbawione soków i niejadalne, a ich żywotność sprawia, że często są utrapieniem rolników. Obydwie grupy roślin podkreślają przepaść istniejącą między dobrymi i złymi czynami człowieka.

W kolejnych słowach zawarte zostaje duchowe zastosowanie obrazu roślin i ich owoców: „Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta” (6,45). Jezus porównuje serce ludzkie do pomieszczenia, w którym przechowuje się rzeczy najcenniejsze. Jest ono skarbcem, do którego dostęp ma tylko Bóg. Inni ludzie mogą poznać jego wartość na podstawie czynów, które są jego zewnętrznym wyrazem. Nasze serce, będąc źródłem myśli i decyzji wpływa na to, jak postępujemy i co mówimy.

Druga dzisiejsza przypowieść zaczyna się pytaniem, za pomocą którego Jezus podkreśla brak spójności między słowami i postawą Jego słuchaczy: „Czemu to wzywacie Mnie: „Panie, Panie!”, a nie czynicie tego, co mówię?” (6,46). Za zwracaniem się do Jezusa za pomocą tytułu „Pan” (gr. Kyrios) powinno iść posłuszeństwo Jego nauce. Tymczasem Jezusowi słuchacze, mimo, iż uznają Jego boski autorytet, nie chcą wypełniać przekazywanych przez Niego zaleceń. Lekceważenie nauki Jezusa wskazuje na nieszczerość okazywanego Mu szacunku.

Audytorium Jezusa składało się z Żydów, którzy mieli słabo rozwinięty zmysł abstrakcji, dlatego Pan za pomocą obrazu wyjaśnia im swoje słowa: „Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je” (6,47). Następują dwa przykłady: pozytywny oraz negatywny.

Kto słucha słów Jezusa i je wypełnia „podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, wezbrana rzeka uderzyła w ten dom, ale nie zdołała go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany” (6,48). W relacji Łukasza słowa Jezusa odzwierciedlają realia środowiska greckiego, z którego wywodzili się pierwsi adresaci jego Ewangelii (por. Mt 7,24-27). Znający się na swoim rzemiośle greccy budowniczy, najpierw musieli głęboko wkopać się w ziemię, docierając do skalistego podłoża, aby na nim założyć fundamenty, na których wznoszono całą konstrukcję. Było to konieczne zwłaszcza na równinach, w pobliżu rzek. Wezbrane wody mogły jedynie wedrzeć się do środka takich budynków, lecz zasadniczo nie naruszały ich stabilności. Po ustąpieniu powodzi dom w dalszym ciągu mógł być użytkowany. Podobnie jest z uczniem Jezusa, który nie tylko słucha Jego słów, ale także próbuje je wypełniać. W obliczu trudności nie zachwieje się, lecz pozostanie wierny Nauczycielowi, którego słowo stanowi trwały fundament Jego życia.

Inna jest sytuacja ucznia, który nie wypełnia Jezusowych słów: „Lecz ten, kto usłyszał, a nie wypełnił, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. [Gdy] rzeka uderzyła w niego, od razu runął, a ruina owego domu była wielka” (Łk 6,49). W wersji Łukaszowej brakuje wyraźnej oceny takiego czynu (u Mateusza Jezus mówi: „Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym [gr. moros, dosł. głupim]”, Mt 7,26), jednakże nawet nie posiadając podstawowej wiedzy architektonicznej łatwo jest stwierdzić, że taka budowla nie może się ostać w czasie powodzi. Uczeń Jezusa, który nie bierze Jego nauki na serio i nie próbuje wcielać jej w życie, również nie będzie w stanie przetrwać życiowych nawałnic.

Jakie skarby skrywam w skarbcu mojego serca? Czy moje czyny i postawy wskazują, że jest ono wypełnione dobrem? Jaki jest mój stosunek do nauki Jezusa? Czy potrafię przejść od zachwytu Jego słowami do ich wypełniania?

Czy może niewidomy prowadzić niewidomego?

Fot. Josh Nuttall (unsplash.com)

Piątek, 11 września

Łk 6,39-42

39 Opowiedział im też przypowieść: «Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? 40 Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel. 41 Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? 42 Jak możesz mówić swemu bratu: „Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku”, podczas gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata swego.

Rozważamy dzisiaj jedną z końcowych perykop tzw. Mowy na równinie (Łk 6,17-49). Od poprzedzającego fragmentu oddziela ją wzmianka narracyjna ewangelisty – „Opowiedział im też przypowieść”, która równocześnie określa gatunek literacki następujących pouczeń: zbudowane są one na zasadzie porównania wzajemnych relacji żyjących we wspólnocie uczniów do określonych, chociaż niecodziennych sytuacji z życia.

Serię pouczeń otwierają dwa pytania: „Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj?” (6,39). Doświadczenie życiowe podpowiada, że przewodnikiem niewidomego powinien być ktoś, kto zna drogę oraz widzi ewentualne przeszkody, które na niej się znajdują. Podobne wypowiedzi wielokrotnie pojawiają się w literaturze starożytnej. Platon pisze o ludziach zaślepionych rządzą pieniędzy, którzy usiłują odgrywać w państwie rolę przewodników. Według Filona Aleksandryjskiego uganianie się za bogactwem oznacza opieranie się na ślepym. Zaś św. Paweł krytykuje Żydów przekonanych, że dzięki znajomości Prawa mogą być przewodnikami ślepych, czyli nieznających nakazów Mojżeszowych (por. Rz 2,19).

Rozwijając swoją myśl, Jezus dodaje: „Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel” (Łk 6,40). Kto jeszcze jest uczniem, nie powinien wynosić się ponad tych, którzy mają mniejszą wiedzę ani zmieniać hierarchii istniejącej w świecie nauki. W starożytności prześcignięcie mistrza było trudne ze względu na sposób przekazywania wiedzy. Najczęściej dokonywało się to poprzez nauczanie ustne (na książki, a raczej zwoje stać było niewielu). Dlatego uczeń mógł osiągnąć tylko taką wiedzę, jaką miał nauczyciel. Dopiero po ukończeniu nauki i rozstaniu się z mistrzem, mógł ewentualnie poprzez własne obserwacje i przemyślenia dodać do poprzednio zdobytej wiedzy wyniki własnych badań. Jezus uświadamia swoim uczniom, że ich ideałem powinno być upodobnienie się do ich Nauczyciela. Nie są bowiem w stanie prześcignąć Jego wszechwiedzy i duchowego doświadczenia. Ponadto, gdyby ulegli pysze i będąc uczniami próbowali dogrywać rolę nauczycieli wobec innych uczniów, staliby się podobni do owego niewidomego prowadzącego po nieznanej drodze innego niewidomego.

Idąc dalej, Pan opowiada przypowieść o dwóch braciach, których zmysł wzroku został zaburzony: „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?  Jak możesz mówić swemu bratu: „Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku”, podczas gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata swego” (6,41-42). Jednemu z braci do oka wpadła drzazga (gr. karfos – „źdźbło, słomka, drzazga”), drugiemu zaś cała belka (gr. dokos – „krokiew, belka”). Jezus świadomie używa przesady (hiperboli), by podkreślić ważną prawdę. Otóż człowiek, który ma całkowicie zaburzony wzrok (drugi brat), nie jest w stanie widzieć na tyle, by uleczyć inną osobę (pierwszy brat). Ponownie zatem mamy tu do czynienia z kimś, kto w rzeczywistości jest niewidomy, lecz udaje, że z jego wzrokiem jest wszystko w porządku. Jezus po raz kolejny krytykuje postawę obłudników, którzy dostrzegają drobne potknięcia swoich braci, lecz swoich wielkich uchybień nie zauważają i nie chcą naprawić.

Czy mam w sobie pokorę ucznia? W czym ostatnio próbuję naśladować Jezusa? Czy odrzucam pokusę wytykania błędów innych osób, w celu odwrócenia uwagi od moich upadków?

Miłujcie waszych nieprzyjaciół

Fot. James Coleman (unsplash.com)

Czwartek, 10 września

Łk 6,27-38

27 Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; 28 błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. 29 Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli zabiera ci płaszcz, nie broń mu i szaty. 30 Dawaj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. 31 Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie. 32 Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to [należy się] wam wdzięczność? Przecież i grzesznicy okazują miłość tym, którzy ich miłują. 33 I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to [należy się] wam wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. 34 Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to [należy się] wam wdzięczność? I grzesznicy pożyczają grzesznikom, żeby tyleż samo otrzymać. 35 Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. 36 Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. 37 Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. 38 Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie.

W rozważanym przez nas fragmencie Trzeciej Ewangelii Jezus wzywa do radykalnej miłości nieprzyjaciół: „Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół” (Łk 6,27a-b). Słowa te mogły zaniepokoić przynajmniej część zgromadzonych wokół Pana. Ci, którzy spodziewali się, że stanie On na czele buntu przeciwko Rzymowi, właśnie zostali zachęceni do miłości Rzymian! Jezus poszerza zakres prawa Mojżeszowego, w którym czytamy: „będziesz miłował bliźniego jak siebie samego” (Kpł 19,18). Przykazanie to w podobny sposób zostanie przez Niego zinterpretowane w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie (por. Łk 10,25-37). Nakaz miłości nieprzyjaciół dotyczy również relacji wewnątrz wspólnoty uczniów Jezusa. Nawet wśród apostołów istniała potrzeba takiej instrukcji, gdyż nie stanowili ono jednolitego grona, lecz odznaczali się bardzo różną przeszłością i wyznawanymi dotychczas poglądami. Na przykład można pośród nich znaleźć Mateusza (byłego celnika wysługującego się okupantowi), jak i Szymona Gorliwego (gr. dzelotes – „gorliwiec, zapaleniec, zelota” może wskazywać przynajmniej na jego sympatię ze stronnictwem „zelotów”, walczących z okupantem).

Jezus podaje trzy konkretne przykłady, na czym miłość nieprzyjaciół ma polegać: „dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają” (6,27b-28). W ten sposób Pan ponownie pogłębia starotestamentalne nauczanie: „Jeśli spotkasz wołu twego wroga albo jego osła błąkającego się, odprowadź je do niego. Jeśli zobaczysz, że osioł twego wroga upadł pod swoim ciężarem, nie pozostawisz go, ale razem z nim przyjdziesz mu z pomocą” (Wj 23,4-5; por. Prz 25,21-22). Sam Jezus da przykład modlitwy w intencji wrogów, prosząc w chwili ukrzyżowania: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). Jak pokazują nam inne księgi Nowego Testamentu, pierwsi chrześcijanie będą gorliwie wypełniać Jezusową naukę: „Tak kamienowali Szczepana, który modlił się: «Panie Jezu, przyjmij ducha mego!» A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: «Panie, nie licz im tego grzechu!» Po tych słowach skonał” (Dz 7,59-60; por. Rz 12,14; 1 P 3,9).

Nakaz miłości nieprzyjaciół zostaje również rozwinięty przez wezwanie do unikania pokusy odwetu: „Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli zabiera ci płaszcz, nie broń mu i szaty. Dawaj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje” (Łk 6,29-30). Nadstawiając drugi policzek lub oddając nie tylko płaszcz, ale również i szatę, uczeń Jezusa zwycięża zło przez czynienie dobra. Św. Paweł później napisze: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21). Człowiek, który ufa, że Bóg sam dokona osądu, nie przejmuje się zachowaniem własnego honoru czy reputacji. Takie bezinteresowne zachowanie odznacza się również wielkoduszną postawą: dać każdemu, kto prosi i nie żądać zwrotu.

Podsumowaniem powyższych zasad jest tzw. złota reguła: „Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie” (6,31). Ponownie Jezusowe nauczanie wykracza poza dotychczasową tradycję biblijną: „Czym sam się brzydzisz, tego nie czyń nikomu!” (Tb 4,15). Należy zatem czynić dobro wobec innych, a nie tylko powstrzymywać się od ich złego traktowania.

Uzasadniając prezentowane przez siebie wysokie standardy etyczne, Jezus argumentuje: „Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to [należy się] wam wdzięczność? Przecież i grzesznicy okazują miłość tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to [należy się] wam wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to [należy się] wam wdzięczność? I grzesznicy pożyczają grzesznikom, żeby tyleż samo otrzymać” (6,32-34). Jeśli nawet grzesznicy kochają tych, którzy odwzajemniają ich miłość, o ile większą miłością powinni odznaczać się ci, którzy próbują unikać grzechu? Jeśli ludzie tacy jak faryzeusze, z góry patrzący na grzeszników (por. 5,30), nie przyjmują Jezusowej nauki o miłości nieprzyjaciół, sami pozostają na poziomie grzeszników. Złota reguła postępowania jest również wyzwaniem, by wznieść się ponad zasadę wzajemności charakteryzującą świat grzeszników. To samo dotyczy nakazu pożyczania bez oczekiwania zwrotu. W przeciwnym razie uczniom Jezusa nie będzie należała się żadna „łaska” (gr. charis – „łaska, wdzięczność”).

Zasady proponowane przez Pana prowadzą do naśladowania Boga, który jest łaskawy także wobec złych: „Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych” (6,35). Przekonanie o łaskawości Boga wobec grzeszników pojawia się już w ST: „Pan jest dobry i prawy, dlatego wskazuje drogę grzesznikom” (Ps 25,8). Uczniowie, naśladując Bożą dobroć wobec błądzących, stają się dziećmi Najwyższego, w Chrystusie, który jest Jego Synem (por. Łk 1,32).

Naśladowanie Boga polega także na byciu miłosiernym: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (6,36). W scenie odnowienie Przymierza po zniszczeniu złotego cielca przez Mojżesza, Bóg zostaje ukazany jako pełen miłosierdzia: „Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność” (Wj 34,6). Psalmista zaś woła: „Ty, Panie, jesteś Bogiem miłosiernym i łagodnym, nieskorym do gniewu, bogatym w łaskę i wierność” (Ps 86,15; por. 103,8). Jezus intepretuje przykazanie Tory, mówiące o naśladowaniu Boga w Jego świętości („Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!”, Kpł 19,2), w kategoriach boskiego atrybutu miłosierdzia. Już wcześniej w Ewangelii Łukasza mowa była o Bożym miłosierdziu (por. 1,50.54.58.72). W dalszej jej części Jezus zilustruje przykazanie bycia miłosiernym, podobnie jak miłości do nieprzyjaciół, w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie (por. 10,33.37). Wg faryzeuszy (hebr. peruszim – „oddzieleni”) świętość miałaby polegać na oddzieleniu się od wszystkiego, co mogłoby uczynić człowieka nieczystym. Ta różnica w postrzeganiu świętości leżała u podstaw prowadzonej przez faryzeuszów krytyki Jezusa, który będąc miłosiernym przebywał pośród grzeszników, chcąc przyprowadzić ich z powrotem do Ojca (por. 5,30; 7,39; 15,2; 19,7).

Bycie miłosiernym konkretnie wyraża się w powstrzymywaniu od osądzania: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone” (6,37). Nakaz ten wyraża naukę, która w inny sposób zostanie okazana w jednej z próśb Modlitwy Pańskiej: „przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini” (11,4).

W ostatniem wersecie dzisiejszej Ewangelii powraca temat dawania (por. 6,30): „Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie” (6,38). Kto jest hojny wobec innych, może liczyć na rekompensatę ze strony Boga, który odda mu, i to z naddatkiem. Perykopę wieńczy zdanie mądrościowe, wskazujące, że nadejdzie czas Bożej odpłaty i posługujące się logiką złotej reguły: „Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie” (6,38).

Kogo uważam za mojego nieprzyjaciela? Jaki jest mój stosunek do tej osoby? Czy próbuję odpowiadać dobrem na zło? Czy mam świadomość, że wybaczając krzywdzicielowi, wpisuje się w miłosierdzie Boga wobec grzeszników? Czy unikam pokusy osądzania innych, zwłaszcza w obecności osób trzecich?