Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie

Fot. Lukas Langrock (unsplash.com)

I Niedziela Adwentu, rok B

Mk 13,33-37

33 Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. 34 Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swym sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. 35 Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. 36 By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. 37 Lecz co wam mówię, do wszystkich mówię: Czuwajcie!»

Liturgia słowa pierwszej niedzieli Adwentu przytacza końcowy fragment Jezusowej mowy eschatologicznej (gr. gr. eschatos – „ostateczny”; logos – „słowo, nauka”) w redakcji ewangelisty Marka (Mk 13). Sama mowa jest rodzajem przemówienia pożegnalnego, w którym Pan, zanim wejdzie w kulminacyjny moment swojej ziemskiej misji – mękę, śmierć i zmartwychwstanie, przekazuje swoim uczniom słowa pouczenia i pocieszenia (por. J 14-16). Posługuje się przy tym wieloma aluzjami do ksiąg prorockich, zwłaszcza Księgi Daniela. Sam również wypowiada się w sposób charakterystyczny dla starotestamentalnych proroków, odczytując Boże zaangażowanie w historię według wzoru, w którym wydarzenia wcześniejsze wskazują na późniejsze i pomagają poznać ich sens. Mamy zatem w tej mowie splecone ze sobą obrazy dotyczące zburzenia świątyni jerozolimskiej, a zatem ustania kultu Starego Przymierza, z obrazami odnoszącymi się do końca Jego ziemskiego życia, a ostatecznie również do kresu ludzkiej historii. Część z zapowiadanych przez Jezusa wydarzeń będzie mieć miejsce w obrębie życia jednego pokolenia, inne natomiast dokonają się w nieoznaczonym czasie.

We fragmencie, który dzisiaj rozważamy, zostaje zestawiony ze sobą czas nadchodzącej męki Jezusa oraz Jego powtórnego przyjścia na końcu czasów. W wersecie poprzedzającym czytamy: „Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” (13,32). Wzmiankowany przez Jezusa „owy dzień” bezpośrednio odnosi się do zapowiadanego w ST „dnia sądu” (por. Am 8,3-14; Za 12,3-14; Mt 24,36-42). Jednocześnie wskazuje na dzień męki Jezusa (por. Mk 2,20). Podobnie pojawiająca się tutaj „godzina” oznacza zarówno czas niespodziewanego przyjścia Syna Człowieczego jako sędziego (por. 13,26-27.35; Mt 24,50), jak i moment Jego cierpienia (por. Mk 14,35.41), a także cierpienia uczniów (por. 13,11). Pan wskazuje, że powyższe wydarzenia, zwłaszcza Jego powtórne przyjście na końcu czasów, będą miały miejsce w czasie znanym tylko jednej Osobie. Jezus jako człowiek również musi wieźć życie w posłuszeństwie oraz ufności zamiarom Ojca.

W dalszej części swojej wypowiedzi Pan uwrażliwia uczniów na postawę czujności: „Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie” (13,33). Zwrot „uważajcie” (gr. blepo – „widzieć, mieć oczy otwarte, uważać”) już wcześniej pojawił się w mowie eschatologicznej (por. 13,5.9.23). Tym razem towarzyszy mu także kolejne wezwanie – „czuwajcie” (gr. agrupneo – „trwać bez snu, czuwać”). Ponieważ uczniowie nie wiedzą, kiedy będą miały miejsce zapowiadane wydarzenia, mają żyć w ciągłej czujności. Nie chodzi tutaj jednak o jakiś rodzaj niepokoju, czy wręcz lęku, lecz o pełne ufności oczekiwanie na wypełnienie się Bożych zamysłów.

Na czym konkretnie ma polegać owe czuwanie, obrazuje krótka przypowieść: „Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swym sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących.” (13,34-36). Scenariusz przypowieści wyraźnie odnosi się do Jezusa i Kościoła. W tekście oryginalnym czytamy dosłownie, że człowiek z przypowieści „przekazał swoim sługom władzę (gr. eksusian – „prawo, władza, urząd”), każdemu jego własne zajęcie”. Jezus już wcześniej przekazał swą władzę apostołom (por. 6,7; 10,42-44). Teraz natomiast w kontekście swojego odejścia mówi o tych, którzy w Jego imieniu będą sprawować władzę nad ustanowioną przez Niego wspólnotą. Słudzy Pana mają pełnić posługę wobec powierzonego ich trosce domu, jakim jest Kościół. Zaś zadaniem odźwiernego – chodzi o Piotra i jego następców – zostaje powierzone zadanie szczególnej czujności, tak by mógł dostrzec powracającego Pana (por. 14,37; Łk 12,41-42).

Po ukazaniu sytuacji domu pozostawionego w rękach sług, ponownie pojawia się wezwanie do czuwania (gr. gregoreo – „czuwać, być czujnym; także w. 37), gdyż Pan (gr. Kyrios), może powrócić o dowolnej porze nocy: „z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem”. Owe określenia, podkreślające nagłość mającego nastąpić Powrotu, zostały zaczerpnięte z rzymskiego sposobu liczenia czasu. Ponadto, gdy spojrzymy na Markowy opis męki Pańskiej, zobaczymy, że wpisują się one również w jego strukturę, w której kolejne sceny przypadają z wieczora (por. 14,17), o północy (por. 14,32-65), o pianiu kogutów (por. 14,72) i rankiem (por. 15,1). Jak zobaczymy, Jezusowe ostrzeżenie przed popadnięciem w sen, znajdzie swoją aplikację w scenie w Getsemani (por. 14,37-41). Zaśnięcie jest obrazem popadnięcia w duchowy letarg i zbytniego pobłażania sobie (por. Rz 11,8; 1 Tes 5,6-8), zaś bycie obudzonym symbolizuje żywą wiarę (por. Rz 13,11; Ef 5,14).

Co ważne, Jezusowa zachęta do czuwania, chociaż w pierwszym rzezie skierowana jest do apostołów i następców, nie ogranicza się wyłącznie do kościelnej hierarchii, lecz wypowiedziana jest pod adresem każdego chrześcijanina: „Lecz co wam mówię, do wszystkich mówię: Czuwajcie!” (Mk 13,37).

Czy mam świadomość, że moje życie wiary jest istotowo złączone z postawą gotowości na spotkanie z powracającym Panem? Czy moje czuwanie na Jego przyjście wyraża się przez słuchanie Słowa, osobistą modlitwę, uczestnictwo w sakramentach, ale także przez realizację mojego życiowego powołania i obowiązków? Co mogę zrobić, by tegoroczny Adwent stał się wyjątkowym czasem czuwania? Czy modlę się w intencji osób pełniących konkretne zadania w Kościele (mojego proboszcza, biskupa, papieża, osoby zakonne), by wiernie troszczyli się o powierzony ich trosce dom?

Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!

Fot. Josh Howard (unsplash.com)

XXXII Niedziela Zwykła

Mt 25,1-13

1 Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. 2 Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. 3 Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. 4 Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. 5 Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły. 6 Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oto pan młody [idzie], wyjdźcie mu na spotkanie!” 7 Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. 8 A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. 9 Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”. 10 Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. 11 Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam!” 12 Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”. 13 Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.

Po raz kolejny Jezus wyjaśnia rzeczywistość królestwa niebieskiego za pomocą przypowieści, tym razem o dziesięciu pannach: „Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego” (25,1). Obrazy nawiązujące do miłości oblubieńczej są wielokrotnie wykorzystywane w Piśmie Świętym w celu ukazania relacji łączącej Boga z człowiekiem (np. Pnp; Iz 62,5). W dzisiejszej przypowieści „panem młodym” (gr. nymfios) jest sam Jezus, zaś „panny” (gr. parthenos) to ci, którzy należą do wspólnoty Jego uczniów.

Kontekstem przypowieści jest drugi etap żydowskich zaślubin (hebr. nisssuin), który następował najczęściej rok po wypowiedzeniu formuły małżeńskiej przez młodych (hebr. kidduszin). Chociaż już na pierwszym etapie oficjalnie stawali się mężem i żoną, młodzi jeszcze nie zaczynali wspólnego życia. Te ostatnie rozpoczynało się dopiero po drugim etapie zaślubin, kiedy to mąż w uroczystej procesji przeprowadzał żonę z jej domu rodzinnego do miejsca, w którym mieli zamieszkać razem. W trakcie takiej procesji śpiewano pieśni, tańczono, a mieszkańcy miejscowości wychodzili ze swych domów, by dzielić radość młodych małżonków. Na czele szły panny z lampami lub pochodniami. Po przybyciu procesji na miejsce rozpoczynała się uczta weselna, która niekiedy trwała nawet tydzień.

Panny z Jezusowej przypowieści nie stanowią jednolitego grona: „Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły” (25,2-5). Pięć pierwszych panien zostaje określone jako „nieroztropne” (gr. moros – „tępy, głupi, durny”), gdyż nie wzięły ze sobą oliwy, za pomocą której mogłyby opatrywać swoje lampy lub pochodnie. Roztropność (gr. fronimos – „roztropny, rozsądny, rozumny”) kolejnych pięciu polega właśnie na odpowiednim przygotowaniu naczyń z oliwą. Z nie wskazanych w przypowieści powodów pan młody się opóźnia, co skutkuje tym, iż wszystkie dziesięć panien, czekając na jego przybycie, zasypia.

Ostatecznie jednak oblubieniec przychodzi: „Lecz o północy rozległo się wołanie: Oto pan młody [idzie], wyjdźcie mu na spotkanie! Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy” (25,6-7). Wyrwane ze snu panny zaczynają opatrywać swoje lampy. Prawdopodobnie polegało to na przycięciu knota lampy i uzupełnieniu w niej oliwy lub na usunięciu zwęglonych końców pochodni i ponownym zanurzeniu jej w oliwie.

Dopiero w tym momencie panny nierozsądne dostrzegają swoje zaniedbanie: „A nierozsądne rzekły do roztropnych: Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną. Odpowiedziały roztropne: Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie” (25,8-9). Mimo że początkowo lampy panien nierozsądnych paliły się, po długim czasie oczekiwania na oblubieńca, bez uzupełnienia oliwy grozi, że zgasną. Dlatego proszą panny roztropne, by podzieliły się z nimi swoimi zapasami. Te jednak nie chcą tego uczynić, gdyż zdają sobie sprawę, że gdyby to zrobiły, pojawiłoby się niebezpieczeństwo, że wszystkie lampy w trakcie procesji by zgasły, co postawiłoby młodych małżonków w trudnej sytuacji. Radzą zatem nierozsądnym, aby udały się zakupić oliwę u sprzedających.

W międzyczasie procesja ślubna rusza: „Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto” (25,10). Prowadzące procesję panny roztropne, po przybyciu do domu nowożeńców zostają zaproszone na ucztę. Po wejściu do środka wszystkich uczestników procesji, drzwi zostają zamknięte. Szczegół ten niekoniecznie odpowiada ówczesnym zwyczajom, lecz w przypowieści symbolizuje ważny moment sądu, kiedy to dokona się podział na tych, którzy wejdą do królestwa niebieskiego, i tych, którzy nie zostaną do niego wpuszczeni.

Gdy uczta weselna trwa już w najlepsze, na miejsce docierają panny nierozsądne: „Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam! Lecz on odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was” (25,11-12). Wcześniejsza nieroztropność i brak przygotowania jest rodzajem obrazy nowożeńców, dlatego słyszą z ust pana młodego, że ich nie zna, czyli że wyrzeka się on wcześniejszych więzów łączących go z nimi.

Ostatni werset przypowieści stanowi jej wyjaśnienie: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny” (25,13). Słowa te mogą wydawać się dziwne, jako że wszystkie dziesięć panien, czekając na oblubieńca, zasnęły. Jednakże zwróćmy uwagę, że było to spowodowane przez opóźnianie się pana młodego. Wyrazem czuwania, o którym mówi Jezus, nie jest powstrzymywanie się od snu, lecz zaopatrzenie się odpowiednią ilość oliwy. Panny roztropne, nawet, gdyby oblubienic pojawił tuż przed świtem, nadal byłyby gotowe iść na czele procesji. W odniesieniu do naszego chrześcijańskiego życia, czuwanie, o którym mowa w przypowieści, polega na gromadzeniu duchowej oliwy, czyli doświadczenia spotkania z Jezusem, który zanim powróci na końcu czasów, nieustannie przychodzi do swej Oblubienicy – Kościoła, by mówić do jej serca i napełniać je swą miłością. Nie znamy „dnia ani godziny”, lecz mimo to możemy kształtować w sobie postawę otwartości na Jezusowe przychodzenie w Słowie, sakramentach, modlitwie i w drugim człowieku, zwłaszcza bezbronnym czy bezradnym.

Czy patrzę na moje życie z perspektywy wieczności? Czy jestem gotowy na spotkanie z Jezusem w chwili mojej śmierci lub na końcu czasów? W czym wyraża się moja troska i czujność, by być gotowym na przyjścia Pana? Czy w trakcie modlitwy proszę o to, bym na co dzień konsekwentnie szedł za Jezusem?

Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających

Fot. Aaron Burden (unsplash.com)

Wtorek, 20 października, Wspomnienie św. Jana Kantego

Łk 12,35-38

35 Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. 36 A wy [bądźcie] podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. 37 Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. 38 Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie.

Fragment Ewangelii Łukasza proklamowany w trakcie dzisiejszej liturgii otwiera krótką serię przypowieści podkreślających konieczność czujnego oczekiwania na powtórne przyjście Chrystusa: o sługach oczekujących nadejścia pana (Łk 12,35-38), o gospodarzu, który nie wie, o której godzinie przyjdzie złodziej (12,39-40) oraz o rządcy, któremu pod nieobecność pana została powierzona opieka nad pozostałymi sługami (12,42-48).

Pierwsza przypowieść zostaje wprowadzona przez wezwanie do troski o konkretne znaki gotowości: „Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie” (12,35). W starożytności „przepasywano biodra”, czyli podnoszono sięgającą do kostek tunikę, a następnie jej fałdy wkładano za pas, by móc szybciej się przemieszczać (por. 1 Krl 18,46) lub komuś służyć (por. Łk 17,8). Ponadto w tekstach biblijnych pojawia się sens duchowy tego gestu, gdy mowa jest o przepasaniu się sprawiedliwością, wiernością, prawdą lub potęgą (np. Ps 65,7; Iz 11,5; Ef 6,14). Oprócz tego słowa Jezusa o przepasanych biodrach mogą nawiązywać do tego, w jaki sposób Izraelici mieli spożywać wieczerzę paschalną tuż przed opuszczeniem Egiptu: „Tak zaś spożywać go będziecie: biodra wasze będą przepasane, sandały na waszych nogach i laska w waszym ręku” (Wj 12,11). Pochodnie (gr. lychnos – „lampka oliwna, kaganek”) zapalano, by rozproszyć ciemność nocy i swobodnie poruszać się po pomieszczeniu lub w otoczeniu domostwa. Również tutaj zauważyć możemy nawiązanie do paschy egipskiej, gdyż zarówno wieczerza, jak i samo Wyjście miało miejsce w nocy: „Tej nocy czuwał Pan nad wyjściem synów Izraela z ziemi egipskiej. Dlatego noc ta winna być czuwaniem na cześć Pana dla wszystkich Izraelitów po wszystkie pokolenia” (Wj 12,42). Obydwa symbole – przepasane biodra i zapalone pochodnie – oznaczają zatem gotowość do przyjęcia i zaangażowania się w czas łaski od Boga.

Wprowadziwszy powyższe obrazy, Jezus porównuje swoich uczniów do sług oczekujących na powrót pana z uczty weselnej: „A wy [bądźcie] podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze” (Łk 12,36). Zwróćmy uwagę, że w centrum tej wypowiedzi nie jest pan domu. Również uczta ma jedynie za zadanie wyjaśnić, dlaczego nie da się przewidzieć dokładnie godziny powrotu pana. Podkreślony zostaje natomiast obowiązek sług, by natychmiast otworzyć drzwi, gdy tylko powracający pan zakołacze. By wywiązać się z tego obowiązku, muszą oni cały czas czuwać, nie mogą przecież dopuścić do tego, by właściciel domu chociaż przez chwilę stał na jego progu.

W dalszej części przypowieści Jezus uzasadnia konieczność czuwania: „Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie” (Łk 12,37-38). Wypowiedź ta zamknięta jest klamrą podwójnego makaryzmu (gr. makarios – „szczęśliwy, błogosławiony”): „szczęśliwi owi słudzy” oraz „szczęśliwi oni”. Poza tym, jeszcze raz podkreślona jest nieznana chwila powrotu pana. Mówiąc o niej Jezus posługuje się określeniem straży nocnej. W Palestynie noc dzielono na trzy straże, czyli warty. Pan może przyjść o drugiej (w środku nocy) lub o trzeciej (przed świtem) straży. Jeśli służbą będzie gotowa na jego przyjście, jej oczekiwanie zostanie wynagrodzone w niespodziewany sposób: tym razem to pan się przepasze, posadzi swoje sługi przy stole i będzie im usługiwał. Niezwykłość tego zachowania należy interpretować alegorycznie. Klucz znajdujemy w słowach: „Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (12,40). W oparciu o tę wypowiedź: słudzy oznaczają uczniów Jezusa, pan – Syna Człowieczego, jego powrót – powtórne przyjście Chrystusa, czuwanie sług – pełną gotowość na paruzję, zaś uczta – nagrodę w życiu wiecznym (por. Iz 25,6; Ap 3,20).

Czy jest we mnie gotowość na przyjęcie czasu łaski od Boga? Co mogę powiedzieć o mojej obecnej gotowości na spotkanie z powracającym Chrystusem? Czy patrzę na moją codzienność w perspektywie wieczności? Czy przeżywam Eucharystię jako zapowiedź uczty niebieskiej?

Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie

Fot. Jordan Wozniak (unsplash.com)

Czwartek, wspomnienie św. Moniki

Mt 24,42-51

42 Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. 43 A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o jakiej porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. 44 Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. 45 Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą, żeby we właściwej porze rozdał jej żywność? 46 Szczęśliwy ów sługa, którego pan, gdy wróci, zastanie przy tej czynności. 47 Zaprawdę, powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. 48 Lecz jeśli taki zły sługa powie sobie w sercu: „Mój pan się ociąga z powrotem”, 49 i zacznie bić swoje współsługi, i będzie jadł i pił z pijakami, 50 to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna. 51 Każe surowo go ukarać i wyznaczy mu miejsce z obłudnikami. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Rozważany przez nas fragment stanowi cześć tzw. mowy eschatologicznej (Mt 24,1-25,46), ostatniej z pięciu mów, za pomocą których Mateusz zachował słowa Jezusa wypowiedziane przy różnych okazjach. Jak sam nazwa wskazuje (gr. eschatos – „ostatnim ostateczny”), mowa ta stanowi zbiór wypowiedzi dotyczących wydarzeń mających nastąpić na końcu czasów. Jezus zarysowuje przed nami sceny sądu i udręki, a także ostrzega przed zwodzicielami oraz wzywa do wierności. Posługuje się przy tym językiem symbolicznym, przypominającym żydowską literaturę apokaliptyczną, oraz wielokrotnie czyni aluzje do tekstów Starego Testamentu. Ważną cześć mowy eschatologicznej stanowią trzy przypowieści, w których zostaje podkreślona potrzeba czuwania i gotowości na powtórne przyjście Syna Człowieczego: przypowieść o dwóch sługach (24,45-51), przypowieść o dziesięciu pannach (25,1-13) oraz przypowieść o talentach (25,14-30).

We fragmencie poprzedzającym dzisiejsze czytanie ewangeliczne Jezus mówi o tym, iż czas Jego powtórnego przyjścia nie będzie wcześniej znany Jego uczniom. Posługuje się przy tym aluzją do opowiadania o potopie, kiedy to oprócz Noego i jego bliskich nikt nie spodziewał się nadchodzącego kataklizmu: „Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego” (24,38-39; por. Rdz 7,11-23).

Rozwijając tę myśl, Pan mówi: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie” (Mt 24,42; por. 25,13) i podaje kolejny przykład, tym razem nawiązując do realiów życia codziennego: „Gdyby gospodarz wiedział, o jakiej porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu” (24,43). Gdyby wspomniany gospodarz zawczasu znał moment pojawienia się złodzieja, wystarczyłoby, że tuż przed próbą rabunku wystawiłby dodatkowe straże, czy nawet sam, uzbroiwszy się, czekałby, by pochwycić złodzieja. W przypadku uczniów Jezusa, oczekujących na Jego powrót na końcu czasów, gotowość na spotkanie zostaje rozciągnięta w czasie, ma stale charakteryzować ich postawę: „Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (24,44). Na czym ma polegać ta „trwająca” gotowość obrazują trzy kolejne przypowieści, z których pierwszą, o dwóch sługach (24,45-51), przytacza dzisiejsza liturgia słowa. Ukazuje ona dwie możliwe reakcje sługi, który zostaje ustanowiony nad domem pana podczas jego nieobecności.

„Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą, żeby we właściwej porze rozdał jej żywność” (24,45). Tekst grecki podpowiada nam, że „panem” z przypowieści jest Jezus – to samo określenie, kyrios, pojawia się chwilę wcześniej, właśnie w odniesieniu do Niego (por. 24,42). „Domem” jest Kościół, czyli wspólnota uczniów, która Jezus uznaje za swoją duchową rodzinę (por. 12,49-50). W 1 Liście do Tymoteusza św. Paweł napisze: „Gdybym zaś się opóźniał, piszę, byś wiedział, jak należy postępować w domu Bożym, który jest Kościołem Boga żywego, filarem i podporą prawdy” (1 Tm 3,15). W tym kontekście postać „sługi” należy odczytać jako obraz tych, którzy są odpowiedzialni za przekaz wiary i łaski zbawienia. Chodzi przede wszystkim o pasterzy przewodzących wspólnocie uczniów, którzy „rozdzielają żywność”, czyli głoszą Słowo i udzielają sakramentów. W dalszej kolejności Jezus ma na myśli wszystkich, którzy we właściwy sobie sposób są odpowiedzialni za wiarę powierzonych im osób (rodzice, starsze rodzeństwo, nauczyciele, liderzy kościelnych wspólnot itd.).

„Szczęśliwy ów sługa, którego pan, gdy wróci, zastanie przy tej czynności. Zaprawdę, powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem” (24,46-47). Dzień powrotu Pana jest nieznany dla sługi dzierżącego władzę w Jego zastępstwie. Jeśli jednak będzie on wierny swoim obowiązkom i przy ich wykonywaniu zostanie zastany przez Powracającego, przysługiwać mu będzie miano „szczęśliwego” (gr. makarios – „szczęśliwy, błogosławiony”). Warto zauważyć, że gotowość na spotkanie z Panem nie zostaje opisana jako bezczynne wypatrywanie Jego powrotu, lecz właśnie jako wykonywanie zleconych „czynności”. W tekście oryginalnym pojawia się tutaj imiesłów czasu teraźniejszego, dosł. „znajdzie go czyniącego”, co podkreśla konieczność stałego zaangażowania sługi. Wypełnianie obowiązków zostanie nagrodzone jeszcze większymi obowiązkami – wierny sługa zostanie postawiony nad całym majątkiem Pana, co oznacza, że zmieni się jego status.

Lecz jeśli taki zły sługa powie sobie w sercu: „Mój pan się ociąga z powrotem”, i zacznie bić swoje współsługi, i będzie jadł i pił z pijakami, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna” (24,48-50). W dalszej części przypowieści Jezus ukazuje sytuację „złego sługi”. Jego pierwszym błędem jest nieuzasadniona pewność, że Pan się ociąga, podczas gdy w rzeczywistości dzień i godzina Jego powrotu są po prostu nieznane. Ponadto ów zły sługa postępuje niegodziwie, wykorzystuje nieobecność Pana, by odłożyć na bok swe obowiązki oraz podjąć się okrutnych i rozpustnych zajęć: nadużywa swej władzy, dręcząc podlegające sobie współsługi, a także dogadza sobie jedzeniem i piciem w towarzystwie pijaków (por. 1 Tm 3,1-5).

„to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna. Każe surowo go ukarać i wyznaczy mu miejsce z obłudnikami. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (24,50-51). Gdy w końcu nadejdzie dzień, którego nikt się nie spodziewa i gdy powracający Pan odkryje, że Jego zaufanie zostało nadużyte, a Jego sługi wykorzystane, złego sługę czeka surowa kara. W tekście greckim pojawia się tutaj wyrażenie, które dosłownie można przetłumaczyć „przetnie go na pół”. Surowość kary odpowiadać będzie wadze powierzonej misji. Złemu słudze zostanie wyznaczone miejsce wśród obłudników a, którzy spędzą wieczność w potępieniu, płacząc wśród katuszy i zgrzytając zębami.

Czy moją wiarę charakteryzuje czujność i gotowość na spotkanie z powracającym Chrystusem? W jakim wymiarze realizuję moją odpowiedzialność za przekaz wiary? Czy odrzucam pokusę posłużenia się przysługującym mi autorytetem dla osiągnięcia własnych celów?

Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie

Getsemani, Ogród Oliwny (fot. R.P.)

Czwartek, 4 czerwca, Święto Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana

Mt 26,36-42

36 Wtedy przyszedł Jezus z nimi do posiadłości zwanej Getsemani i rzekł do uczniów: «Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę i tam się pomodlę». 37 Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę. 38 Wtedy rzekł do nich: «Smutna jest dusza moja aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną». 39 I odszedłszy nieco do przodu, padł na twarz i modlił się tymi słowami: «Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty niech się stanie!» 40 Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: «Tak oto nie mogliście jednej godziny czuwać ze Mną? 41 Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe». 42 Powtórnie odszedł i tak się modlił: «Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja!»

Po spożyciu wieczerzy paschalnej Jezus wraz z jedenastoma apostołami opuszcza Jerozolimę i udaje się do posiadłości Getsemani położonej na zachodnim zboczu Góry Oliwnej. Po przybyciu na miejsce, w towarzystwie Piotra, Jakuba i Jana odchodzi na pewną odległość, by zanurzyć się w rozmowie z Ojcem. Ci sami trzej apostołowie byli wcześniej świadkami objawienia się boskiej chwały Jezusa w trakcie przemienienia na wysokiej górze (por. 17,1-8). Teraz jednak sytuacja jest zupełnie inna. Na wysokiej górze (tradycja mówi, że była to Góra Tabor, położona we wschodnim krańcu doliny Jizreel w Dolnej Galilei, ok. 590 m n.p.m.), widząc przemienionego Syna Bożego, apostołowie upadli na twarz przed Jego majestatem (por. 17,6). W Getsemani to Jezus pada na ziemię w obliczu nadchodzącego cierpienia i śmierci, manifestując swoje człowieczeństwo: „począł się smucić i odczuwać trwogę” (26,37).

W trakcie modlitwy duch Jezusa zaczyna uginać się pod ciężarem smutku. Będąc człowiekiem, Mesjasz doświadcza prawdziwych ludzkich emocji. Perspektywa nadchodzących tortur, nie wspominając o ciężarze śmierci jako zapłacie za bunt człowieka, powodują, że w Jego sercu pojawia się trwoga. W ludzkiej obawie wobec cierpienia nie ma nic niewłaściwego czy wadliwego. Dlatego, zamiast ukrywać swój wewnętrzny stan przed towarzyszami, Jezus mówi wprost: „Smutna jest dusza moja aż do śmierci” (26,38). Użyty tutaj grecki przymiotnik perilypos oznacza intensywność udręki, która wyzwala w człowieku jęk bólu. Prawdopodobnie mamy tutaj aluzję do greckiego tłumaczenia Księgi Psalmów: „Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo, i czemu jęczysz we mnie?” (Ps 42,6.12; 43,5).  Bez względu na to, jak niewielka może być pociecha przyjaciół, Piotr, Jakub i Jan mają czuwać z Jezusem, gdy Ten modli się w chwili bolesnej próby: „zostańcie tu i czuwajcie ze Mną” (26,38).

Słowa Jezusa kierowane do Ojca wyrażają doświadczaną przez Niego agonię: „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich” (26,39). Nie będzie przesadą, gdy powiemy, że jest to decydujący moment Jego ziemskiego życia. Jezus dotychczas wiernie realizował każdy szczegół zbawczego planu Ojca. Sukces Jego misji zależy od tego, czy teraz zdecyduje się wypełnić go do końca. Na szczęście dla nas, podobnie jak podczas kuszenia na pustyni, synowska lojalność Mesjasza wobec Ojca przeważa: „Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty niech się stanie! (…) Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja!” (26,39.42).

Po godzinie intensywnej modlitwy Jezus wraca do swoich uczniów. Ci wydają się nie dostrzegać ciężaru nadchodzących wydarzeń. Swoim snem zawodzą Jezusa, zanim jeszcze w panice opuszczą Go w chwili aresztowania (por. 26,56). Nadchodzi wielki test ich wierności, nie są jednak gotowi z nim się zmierzyć: „Tak oto nie mogliście jednej godziny czuwać ze Mną?” (26,40). Piotr, Jakub i Jan, bardziej niż ktokolwiek inny, są w tym momencie ucieleśnieniem maksymy: „duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe” (26,41). Wcześniej synowie Zebedeusza twierdzili, że mogą pić z kielicha Jezusa, czyli uczestniczyć w Jego zbawczym cierpieniu (por. 20,22). Natomiast Piotr zapewniał Go: „Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie” (26,35). Niestety ludzka słabość apostołów sprawia, że nie są oni w stanie dotrzymać słowa. Dlatego Jezus ich zachęca: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie” (26,41).

Czy wierzę, że Jezus, będąc Bogiem, przyjął naszą ludzką naturę? Co to dla mnie oznacza, zwłaszcza w godzinie cierpienia i próby? Czy jestem człowiekiem czuwania i modlitwy?