Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni wzniosę ją na nowo

III Niedziela Wielkiego Postu

J 2,13-25

13 Zbliżała się pora Paschy żydowskiej, i Jezus przybył do Jerozolimy. 14 W świątyni zastał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. 15 Wówczas, sporządziwszy sobie bicz ze sznurów, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. 16 Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: «Zabierzcie to stąd i z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!» 17 Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie. 18 W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: «Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?» 19 Jezus dał im taką odpowiedź: «Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni wzniosę ją na nowo». 20 Powiedzieli do Niego Żydzi: «Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?» 21 On zaś mówił o świątyni swego ciała. 22 Gdy zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus. 23 Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w Jego imię, widząc znaki, które czynił. 24 Jezus natomiast nie zawierzał im samego siebie, bo wszystkich znał 25 i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co jest w człowieku.

Przygotowanie

  • Dzisiejszy fragment Janowej Ewangelii stawia przed moje oczy scenę, w której Jezus dokonuje oczyszczenia świątyni jerozolimskiej, przez co przywraca temu miejscu jego nadrzędny charakter, jakim jest uwielbienie Boga. Ten prorocki znak staje się także przyczynkiem do zapowiedzenia Jezusowej męki, śmierci i zmartwychwstania. Krocząc ku Wielkanocy, wsłucham się w dzisiejsze Słowo, pozwolę mu poprowadzić mnie ku świętowaniu Chrystusowego zwycięstwa nad śmiercią.

Punkty do medytacji

  • „Zbliżała się pora Paschy żydowskiej, i Jezus przybył do Jerozolimy” (w. 13). Janowa Ewangelia czterokrotnie wspomina o pobycie Jezusa w Jerozolimie w trakcie świąt żydowskich (2,13; 5,1; 7,10; 12,12). Pierwszym i ostatnim świętem jest Pascha, czyli doroczne upamiętnienie uwolnienie Izraelitów z niewoli egipskiej. Będąc pobożnym Żydem, po przybyciu do świętego miasta Jezus wchodzi na teren świątyni, która była najświętszym miejscem starotestamentalnego judaizmu. Żydzi wierzyli, że właśnie tutaj najpełniej objawia się obecność Boga pośród Jego ludu. W świątyni, domu Boga, On sam daje się poznać, poucza swój lud i odbiera należna Mu cześć. Wyobrażę sobie kościół lub kaplicę, w której najczęściej przebywam. Czy postrzegam je jako dom Ojca? Czy szukam w nich możliwości spotkania z moim Zbawicielem, obecnym w sprawowanych sakramentach i w Najświętszym Sakramencie?
  • „Wówczas, sporządziwszy sobie bicz ze sznurów, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał” (w. 15). W okolicach Paschy każdego roku przybywało do Jerozolimy kilkadziesiąt, a nawet kilkaset tysięcy Izraelitów, którzy zatrzymywali się u krewnych, znajomych i w gospodach, nie tylko na terenie miasta, ale i w okolicznych wioskach. Wieczerzę paschalną przeżywano w rodzinnym gronie, lecz najpierw trzeba było udać się do świątyni, gdzie kapłani ofiarowywali Bogu baranki, które zamierzano spożyć wieczorem. Niejako przy okazji, w trakcie pobytu w Świątyni składano także inne ofiary oraz opłacano podatek świątynny. Stąd na terenie świątynnym, a dokładnie na tzw. dziedzińcu pogan, odbywał się handel zwierzętami ofiarnymi oraz wymiana obcych monet na te, które mogły trafić do skarbca świątynnego. Jezus jest dogłębnie poruszony napotkanym widokiem. Bynajmniej nie chodzi mu o stworzone dla pielgrzymów dogodne warunki, lecz o naruszenie świętości tego miejsca. Oto dom Jego Ojca służy innym celom, niż oddawanie Mu chwały. Porozmawiam z Jezusem o tym wydarzeniu. Spróbuję zrozumieć, że spraw Bożych nie da się pogodzić ze sprawami tego świata. Poproszę Pana, by dał mi serce wrażliwe na to, co święte, bym nie poddawał się pokusie postrzegania miejsce i rzeczy świętych na równi z tym, co ludzkie.
  • „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni wzniosę ją na nowo” (w. 19). Odpowiadając na żądanie znaku, który uzasadni Jego zachowanie, Jezus posługuje się motywem świątyni, by zapowiedzieć swoją mękę i zmartwychwstanie. Syn Boży, żywa Boża Obecność pośród ludzi, powstanie z martwych po trzech dniach od swojej śmierci. Wydarzenie to rozpocznie nową epokę w dziejach zbawienia. Stanie się fundamentem Nowego Przymierza, przedmiotem wiary Kościoła – nowego ludu Bożego, najpełniejszą Bożą obecnością, która urzeczywistniać się będzie wszędzie tam, gdzie wierzący w Chrystusa będą zbierać się na Łamaniu Chleba. Czy zwycięstwo Syna Bożego nad śmiercią stoi w centrum mojej wiary? Czy w wydarzeniu tym szukam uzasadnienia dla mojej pobożności, wierności Bożym przykazaniom i wielkopostnej walki duchowej?
  • „Jezus natomiast nie zawierzał im samego siebie, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co jest w człowieku” (ww. 24-25). Jak wielokrotnie pokazują Ewangelię (np. J 1,47-49), Jezus, będąc Bogiem, ma wgląd w serce człowieka. Zna go lepiej niż on sam. Wie także dobrze, co kryje się w moim sercu. Codziennie przychodzi do mnie, by objawić mi prawdę o stanie mojego wnętrza, które dzięki obecności Ducha Świętego również staje się Bożą świątynią. Jakie uczucia pojawiają się we mnie, gdy uzmysławiam sobie, że Jezus patrzy na mnie, przenika tajniki mojej duszy? Co przeważa we mnie, klimat pokoju i modlitwy, czy może zgiełku i targowiska?

Modlitwa w ciągu dnia

  • Będę powracał dzisiaj do cichej modlitwy serca: „Panie Jezu, oczyszczaj moje serce, pomóż mi przygotować się na tegoroczne świętowanie Twojej Paschy”.

Ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko

Sobota II Tygodnia Wielkiego Postu

Łk 15,1-3.11-32

1 Przybliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. 2 Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi». 3 Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: (…) 11 powiedział też: «Pewien człowiek miał dwóch synów. 12 Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. 13 Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie. 14 A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. 15 Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. 16 Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. 17 Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. 18 Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; 19 już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników. 20 Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. 21 A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”. 22 Lecz ojciec powiedział do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! 23 Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, 24 ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się weselić. 25 Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. 26 Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. 27 Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”. 28 Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. 29 Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. 30 Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”. 31 Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. 32 A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”».

Przygotowanie

  • W dzisiejszym fragmencie Ewangelii Łukasza do Jezusa zbliżają się celnicy i grzesznicy, a On ich nie odgania, lecz wygłasza przypowieść, która niesie w sobie wielkie orędzie o miłosiernej miłości Boga. Zanim rozpocznę dzisiejszą modlitwę Słowem, uświadomię sobie, że ja także jako grzesznik potrzebuję Dobrej Nowiny, która uchroni mnie przed odrzucaniem samego siebie i umocni we mnie przekonanie o miłości Ojca.

Punkty do medytacji

  • „Opowiedział im wtedy następującą przypowieść” (w. 3). Przypowieści opowiadane przez Jezusa są narzędziem, za pomocą którego ukazana zostaje prawda o Bogu i Jego królestwie, a także prawda o człowieku. Dzięki nawiązaniu do życiowego doświadczenia słuchaczy pozwalają im odnaleźć siebie w nauczaniu Pana. Funkcja ta szczególnie dotyczy serii trzech kolejnych przypowieści, które Jezus opowiada w piętnastym rozdziale Ewangelii Łukasza: o zaginionej owcy (15,4-7), o zagubionej drachmie (15,8-10) i o synu marnotrawnym (15,11-32). Niektórzy komentatorzy określają je mianem „Ewangelii w Ewangelii”. Dzisiaj Kościół zachęca mnie do rozważenia trzeciej przypowieści – o marnotrawnym synu. Jest to historia także o mnie, dlatego z uwagą będę chłonął każde jej słowo.
  • „Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie” (w. 13). Historia upadku młodszego syna rozpoczyna się jego decyzją, by zerwać relację, która łączy go z Ojcem i wyjechać daleko od niego, by żyć według własnego upodabnia. W domu Ojca miał wszystko, uwierało go jednak, że nie może w pełni decydować o sobie. Jego poszukiwanie wolności nie zakończyło się niczym dobrym. Stracił nie tylko majątek, ale i własną godność, stając się pasterzem świń, zwierząt uważanych za nieczyste. Spojrzę na moje grzechy i spróbuję dostrzec, że w gruncie rzeczy zawsze są one próbą życia poza Bogiem. Jaki obraz Boga noszę w swoim sercu? Czy nie jest to przypadkiem obraz tyrana, który zabrania mi pełni życia?
  • „Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie” (w. 18). Młodszy syn, dopiero gdy dotknął dna, zaczął ponownie myśleć o ojcu. Wiedział, że zranił go odrzucając jego ojcowską miłość, lecz mimo wszystko jest przekonany o jego dobroci i postanawia do niego wrócić, już nie jako syn, ale ewentualny najemnik. Jak wielki nie byłby mój upadek, jak bardzo nie odszedłbym od Boga, dopóki żyję, mam szansę powrotu. Pomodlę się, bym nigdy nie poddał się pokusie beznadziei, przekonaniu, że moje życie nie może się już odmienić, że Bóg wyczerpał swoją dobroć wobec mnie i nie zechce mnie przyjąć.
  • „A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go” (w. 20). Niezwykła jest miłość ojca z przypowieści. Opuszczony, zdradzony przez syna, nie pielęgnuje w sobie urazy, lecz całym sobą raduje się z jego powrotu. Wyobrażę sobie tę scenę. Oczami mojej duszy spróbuję zobaczyć ojca przyjmującego powracającego syna w swoje ramiona, nie przestającego go obcałowywać. Tak raduje się Bóg z każdego mojego powrotu, z każdej mojej spowiedzi. Nie ma w Nim wtedy nic z surowego sędziego, ale jest czysta ojcowska miłość do swego dziecka. Pozwolę temu obrazowi odbić pieczęć na moim sercu.
  • „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi” (w. 29). Starszy syn nigdy nie opuścił rodzinnego domu. Jednakże swojego bycia przy ojcu nie postrzegał w kategoriach miłości, lecz służby. W ojcu widział jedynie bogatego i władczego pana. Być może po prostu nigdy nie znalazł w sobie dość odwagi, by się jemu sprzeciwić. Dlatego teraz nie potrafi cieszyć się z powrotu młodszego brata i nie rozumie reakcji ojca. Kieruje się wymogami sprawiedliwości, nie dopuszcza czegoś takiego jak miłosierdzie, wybaczenie win. Ukazując postać tego nieszczęśnika, Jezus chce zachęcić swoich słuchaczy do wyjścia poza obręb zwykłego posłuszeństwa wobec Boga i dostrzeżenia, że w prawdziwej religijności nie chodzi o poddańczą służbę, która wcześniej czy później może prowadzić do rozżalenia i pretensjonalności, lecz o odpowiedź miłości na miłość Ojca.

Modlitwa w ciągu dnia

  • W ciągu dnia będę powtarzał akt słowa: „Panie Jezu, umacniaj we mnie obraz Boga jako miłującego bezgranicznie ojca. Pomóż mi bez reszty zanurzyć się w Jego miłujących ramionach”.

Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny

Poniedziałek II Tygodnia Wielkiego Postu

Łk 6,36-38

36 Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. 37 Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. 38 Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie».

Dzisiaj Kościół daje mi jako pokarm duchowy fragment pochodzący z tzw. Mowy na Równinie (Łk 6,2-49), w której Jezus daje uczniom ważne wskazówki dotyczące stylu życia, który ma ich charakteryzować. Otworzę moje serce na Jezusowe napomnienia i porady. Wezwę pomocy Ducha Świętego, bym mógł uważnie wsłuchać się w słowa mojego Mistrza. Uświadomię sobie, że chce On za ich pomocą dać mi obietnicę szczęśliwego życia.

„Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (w. 36). W poprzedzających wersetach Jezus, rozwijając starotestamentalne przykazanie miłości bliźniego (por. Kpł 19,18), wzywa uczniów do miłości nieprzyjaciół (por. Łk 6,27-35). Teraz dodaje, że miarą i wzorem tej miłości ma być miłosierna miłość okazywana przez samego Boga. Tora nakazywała: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan Bóg wasz!” (Kpł 19,2). Jezus interpretuje ten nakaz w świetle prawdy o miłosierdziu Boga, która również pojawia się już w Starym Testamencie, np: „Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność” (Wj 34,6; por. Ps 86,15; 103,8). Temat miłosierdzia jako przymiotu Boga wielokrotnie powraca w Trzeciej Ewangelii (np. przypowieść o marnotrawnym synu (Łk 15,11-32). Bycie miłosiernym wobec innych ludzi czyni z uczniów Jezusa synów Jego Ojca. Na chwilę zatrzymam się nad prawdą o Bożym miłosierdziu. Spróbuję spojrzeć przez jej pryzmat na moje życie. Zastanowię się, kogo jest mi najtrudniej kochać.

„Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni” (w. 37). Miłosierdzie wyraża się między innymi poprzez unikanie osądzania innych. I nie chodzi tu o niedostrzeganie obiektywnego zła, które czyni człowiek, lecz o pamiętanie o tym, iż w każdym człowieku, nawet największym złoczyńcy, jest obecna jakaś doza dobra. Jak bardzo osądzanie jest niszczące, bardzo dobrze widać w dzisiejszym świecie, gdzie duża część podziałów między ludźmi bierze się właśnie z mody na „punktowanie”, „miażdżenie” czy „masakrowanie” innych w mediach. Poproszę Jezusa, by uwolnił mnie od osądzania innych.

„nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni, odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone” (w. 37). Każdy kolejny dzień naszego życia jest znakiem, że Bóg nieustannie daje nam szansę powrotu do Niego. On pragnie naszego zbawienia, a nie potępienia; jest niezwykle cierpliwy i oczekujący. Tego samego oczekuje od nas, miłosierdzia, które będzie wyrażało się w gotowości na przyjęcie bliźnich, którzy tak samo, jak i my borykają się z własną słabością. Czy są osoby, którym zamknąłem drogę do mojego serca? Poproszę Pana, by dał nam kolejną szansę pojednania. Codziennie przecież modlę się słowami: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” (por. 11,4).

„Dawajcie, a będzie wam dane” (w. 38). W jałmużnie nie chodzi tylko o materialne wspieranie potrzebujących, lecz o otwarcie się na innych. Czasami czas poświęcony na wysłuchanie bliźniego jest dla niego o wiele większym darem niż miliony złotych, euro czy dolarów. Miłosierdzie w pierwszym rzędzie jest sprawą serca, które pragnie wyjść poza egoistyczną bańkę, w której żyje tak wielu z nas. Jest miłością, która szuka miłości.

W ciągu dnia będę powracał do aktu strzelistego: „Panie Jezusa, przemieniaj mnie, bym potrafił dawać siebie innym”.

To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!

II Niedziela Wielkiego Postu

Mk 9,2-10

2 Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam się przemienił wobec nich. 3 Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak jak żaden na ziemi folusznik wybielić nie zdoła. 4 I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. 5 Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». 6 Nie wiedział bowiem, co powiedzieć, tak byli przestraszeni. 7 I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!» 8 I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. 9 A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. 10 Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy „powstać z martwych”.

Czytanie ewangeliczne II Niedzieli Wielkiego Postu przypomina scenę przemienienia Jezusa. Za chwilę pochylę się nad prawdą o bóstwie mojego Mistrza. Wyciszę i przegotuję moje serce na spotkanie ze Słowem. Wezwę pomocy Ducha Świętego, by poprowadził mnie przez dzisiejszą modlitwę.

„Po sześciu dniach…” (w. 2). Marek Ewangelista podkreśla, że opisywana przez niego scena wydarzyła się po upływie sześciu dni od chwili, gdy Jezus po raz pierwszy zapowiedział swoją mękę i zmartwychwstanie oraz wezwał do naśladowania Go w noszeniu krzyża (por. 8,31-38). W życiu Jezusa nic nie dzieje się przypadkowo, każde Jego kolejne działanie, wypowiadane słowa, spotkania z ludźmi są ze sobą powiązane i prowadzą ku misterium Jego Paschy. W ten sposób wola Ojca doskonale realizuje się w życiu Syna. Czy próbuję dostrzec głębszy sens wydarzeń, które wypełniają moją codzienność? Czy wierzę, że Bóg ma dla mnie plan i konsekwentnie prowadzi mnie ku jego wypełnieniu?

„Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką” (w. 2). Wymienieni trzej apostołowie będą w przyszłości filarami rodzącego się Kościoła, na ich świadectwie o Chrystusie opierać się będzie wiara kolejnych wspólnot chrześcijańskich. Pan udziela im łaski ujrzenia Go w chwalę, by ich głoszenie Dobrej Nowiny było pełniejsze. Czy mam świadomość, że również moja wiara nie jest ludzkim wymysłem, lecz opiera się na świadectwie naocznych świadków życia, śmierci i zmartwychwstania Syna Bożego? Czy unikam pokusy myślenia według błędnej reguły, że moja wiara jest moją prywatną sprawą i dziele się znajomością Jezusa z innymi?

„Tam się przemienił wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak jak żaden na ziemi folusznik wybielić nie zdoła” (w. 2-3). Światłość w biblijnym opowiadaniu o stworzeniu świata zostaje stworzona jako pierwsza (por. Rdz 1,3), poprzedza zaistnienie wszystkich innych elementów stworzonej rzeczywistości. Nic dziwnego, że w kolejnych fragmentach Pisma Świętego jest nie tylko synonimem życia (np. Iz 9,1; Ba 3,14), lecz również atrybutem samego Boga (np. Ps 4,7; 36,10; Dn 2,22). Tym razem podkreśla bóstwo Jezusa, który nie jest jedynie wędrownym nauczycielem, jakich nie brakowało w ówczesnym Izraelu, lecz prawdziwie jest Bogiem, Emmanuelem, Bożą obecnością pośród ludzi. Zatrzymam się nad tą prawdą, rozważę ją i pozwolę jej wniknąć do mojego serca.

„I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem” (w. 4). Obok przemienionego Jezusa pojawiają się dwie starotestamentalne postaci symbolizujące fundamenty starotestamentalnej religii – Prawo i proroctwa, które Bóg udzielił swojemu ludowi. Dzieje ludzkości po upadku pierwszych rodziców, dzieje patriarchów, a następnie Narodu Wybranego prowadziły do tej właśnie chwili, do objawienia się potomka niewiasty, który zmiażdży głowę węża (por. Rdz 3,15). Czy czytam teksty Starego Testamentu, odnosząc je ostatniego i najpełniejszego Objawienia, jakim jest Jezus Chrystus? Czy uczę się patrzeć na Niego jako na centrum również moich dziejów?

„Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Nie wiedział bowiem, co powiedzieć, tak byli przestraszeni” (ww. 5-6). Ewangelista dopowiada, że apostołowie byli tak przejęci otrzymanym Objawieniem, że nie wiedzieli nawet, co powiedzieć. Widać jednak wyraźnie, że nie chcą pozostać bierni wobec danej im łaski, szukają właściwej odpowiedzi. Czy unikam bierności i rutyny w moim życiu wiary? Czy pozwalam, by różne wyrazy Bożej miłości, które odkrywam w sakramentach, Piśmie Świętym, wspólnocie Kościoła, czy w zwykłym spotkaniu z drugim człowiekiem motywowały mnie do działania? Czy w rozeznaniu, jak powinna wyglądać moja odpowiedź, otwieram się na światło Ducha Świętego?

„I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!” (w 7). Ojciec wyznaje swoją miłość do Syna. Jako chrześcijanin jestem zaproszony, by w tej miłości uczestniczyć poprzez posłuszeństwo wobec słów Jezusa. Na chwilę zatrzymam się nad ta prawdą. Wzbudzę w sobie dziękczynienie, za dar synostwa w Synu.

„A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych” (w. 9). Prawda o boskiej tożsamości Jezusa ma być ukrywana, aż do wydarzeń paschalnych. Jezus nie chce, by Jego bóstwo stanęło na drodze odkupienia ludzkości. On na serio przyjął naszą ludzką naturę i prawdziwie chce obmyć ją swoją krwią. Czy wierzę, że Jezus Chrystus – Bóg i Człowiek jest ze mną zawsze i wszędzie, w każdym cierpieniu, lęku czy walce duchowej?

Jezus Nazaretu – wędrowny Nauczyciel, pełen mocy Uzdrowiciel, dający nadzieję Prorok, wierny Przyjaciel, a przede wszystkim Syn Boga, który poprzez swoje posłuszeństwo Ojcu, odkupił moją grzeszną ludzką naturę. Będę powtarzał dzisiaj w moim sercu: „Boże Ojcze, dziękuję Ci za dar Twojego Syna, dziękuję, że w Nim mnie także czynisz swoim dzieckiem”.

Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski

Sobota I Tygodnia Wielkiego Postu

Mt 5,43-48

43 Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. 44 A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, 45 abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. 46 Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? 47 I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? 48 Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.

Dzisiejsza Ewangelia stanowi końcową część nauczania Jezusa na temat uwewnętrznionej sprawiedliwości (patrz wczorajsze punkty do modlitwy Słowem). Mój Mistrz będzie mnie wzywał do miłości nieprzyjaciół i jako wzór pokaże mi bezgraniczną miłość Ojca. Wezwę pomocy Ducha Świętego, bym dał się zdiagnozować i poprowadzić tej nauce.

„Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził” (w. 43). W ostatniej antytezie Kazania na Górze (por. 5,21-48) Jezus odnosi się do starotestamentalnego przykazania miłości bliźniego (por. Kpł 19,18) oraz do ustnego nauczania, wywodzącego się ze środowiska qumrańskiego, które na zasadzie kontrastu do prawa mojżeszowego wzywało do nienawiści nieprzyjaciół. Żydzi związani ze wspólnotą z Qumran (osiedle położone na północno-zachodnim brzegu Morza Martwego) kontestowali oficjalny kult świątynny i w opozycji do niego proponowali formę judaizmu opartą nie tylko na Objawieniu zawartym w Prawie i Prorokach, lecz także na własnych przekonaniach o charakterze zamkniętym i apokaliptycznym. Mimo że wpisywali się w religijną mozaikę judaizmu I w., stanowili przykład subiektywnego patrzenia na sprawy wiary. Wychodzili od Objawienia, które Naród Wybrany otrzymał na przestrzeni wieków, lecz w praktyce i przyjętych wierzeniach wychodzili poza jego obręb. Jak traktuję prawdy zawarte w Piśmie Świętym? Czy przyjmuje je całościowo, czy może wybiórczo dobieram z nich tylko to, co mi osobiście odpowiada?

„A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (w. 44). W Palestynie czasów Jezusa określenia „wasi nieprzyjaciele” i „ci, którzy was prześladują” przywodziły na myśl przede wszystkim przedstawicieli rzymskiego okupanta. Pan zatem wzywa swoich uczniów, by kochali i modlili się za tych, którzy ciemiężą kraj, nakładają ciężkie podatki, stosują przemoc i niesprawiedliwość. Kogo nazwałbym moim nieprzyjacielem? Jaki pragnienia i uczucia rodzą się we mnie, gdy myślę o tych, którzy przyjmują wobec mnie wrogą postawę, wyrządzają mi krzywdę, czy wypowiadają pod moim adresem oszczerstwa? Opowiem o tym Jezusowi.

„abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (w. 45). Jako motywację do miłości nieprzyjaciół Jezus podaje przykład Ojca niebieskiego, który jednakową troską otacza wszystkich ludzi, bez względu, czy czynią dobro czy zło, pełnią Jego wolę, czy nie. Taki obraz Ojca może wydawać się niezrozumiały. Być może nawet niekiedy buntujemy się przeciwko Bogu, gdy dostrzegamy, że nie posługuje się On logiką ludzkiej sprawiedliwości, nagradzając dobrych, a karząc złych. Zapominamy, że ojcowska miłość Boga do człowieka ma dwa wymiary – radości z dobra i bólu ze zła czynionego przez Jego dzieci. Czy pamiętam o tym w moim codziennym życiu? Czy nie życzę zła tym, którzy wydają się być dalej od Boga niż ja, a może nawet walczą z Nim i tymi, którzy w Niego wierzą?

„Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?” (ww. 46-47). W dalszej części swojej wypowiedzi Jezus, odwołując się do przykładu celników i pogan, po raz kolejny pokazuje, że zachowanie Jego uczniów, tych, którzy mają nadzieję życia wiecznego, ma wykraczać poza reguły ustalone w świecie dotkniętym grzechem. Miłując nieprzyjaciół, chrześcijanin, żyjąc w tym świecie, zaczyna być obywatelem królestwa niebieskiego, jego osoba staje się znakiem wskazującym na miłosierną miłość Ojca. W jaki sposób moje serce doświadcza skażenia mentalnością tego świata? Może Wielki Post jest odpowiednim czasem, by spróbować wskazać te elementy (nieodpowiednia literatura, muzyka, serwisy internetowe, liderzy opinii itp.), które zaburzają we mnie myślenie dziecka Bożego.

„Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (w. 48). W Starym Testamencie Izrael miał naśladować Boga w Jego świętości: „Bądźcie świętymi, bo ja jestem święty, Pan, Bóg wasz” (Kpł 19,2). W czasach Jezusa słowa te rozumiano jako wezwanie do odcinania się od tego co nieświęte: grzechu, grzeszników, pogan. Pan jednak zachęca uczniów do naśladowania świętości Boga, która wyraża się w doskonałej, bezinteresownej i miłosiernej miłości. Czy odrzucam pokusę mówiącą, że świętość/doskonałość jest tylko dla wybranych? Czy pielęgnuję w moim sercu pragnienie doskonałości na wzór Boga? Czy pragnę kochać tak jak On?

W ciągu dnia będę powracał do cichej modlitwy serca: „Panie Jezu, kształtuj moje serca na podobieństwo miłującego serca Ojca!”.