To jest chleb, który z nieba zstąpił

Msza Święta (fot. Mateus Campos Felipe, unsplash.com)

11 czerwca, Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

J 6,51-58

51 «Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, wydane za życie świata». 52 Sprzeczali się więc między sobą Żydzi, mówiąc: «Jak on może nam dać swoje ciało do jedzenia?» 53 Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. 54 Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. 55 Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. 56 Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. 57 Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. 58 To jest chleb, który z nieba zstąpił — nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki».

Cud rozmnożenia chleba, jakiego dokonał Jezus nad Jeziorem Galilejskim (por. 6,1-15), wywołał wielkie poruszenie pośród Żydów. Chcieli obwołać Go królem, gdyż jak mówili: „Ten prawdziwie jest prorokiem, który ma przyjść na świat” (6,14). Nie taki jednak był cel Jego misji, dlatego gdy tylko poznał zamiar ludu, „sam usunął się znów na górę” (6,15). Dopiero w nocy, krocząc po wodach jeziora dołączył do swoich uczniów, którzy przeprawiali się do Kafarnaum (por. 6,16-21). Żydzi jednak nie rezygnowali i następnego dnia zaczęli usilnie Go poszukiwać, aż wreszcie dotarli do Kafarnaum (por. 6,22-24).

Gdy już Go odnaleźli w miejscowej synagodze (por. 6,59), zdumieni zadali Mu pytanie: „Rabbi, kiedy tu przybyłeś?” (6,25). Jezus wykorzystuje ten moment na ukazania wewnętrznej motywacji Żydów i ukazanie im prawdziwych Bożych zamiarów wobec Jego Osoby: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec” (6,26-27). Żydzi chcieli po raz kolejny zaspokoić swój cielesny głód, Jezus natomiast przyszedł na świat, by dać człowiekowi pokarm życia wiecznego. W ten sposób rozpoczyna się tzw. mowa eucharystyczna (6,26-58), w której Pan, nawiązując do cudu manny na pustyni, ukazuje siebie samego jako prawdziwy chleb z nieba.

Dzisiejsza liturgia przytacza końcowy fragment owej mowy, w którym Pan mówi wprost o konieczności karmienia się Jego ciałem: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, wydane za życie świata” (6,51). Słowa te mogły przerażać. Każdy wierzący Żyd wiedział doskonale, że Tora wprost zakazywała spożywania krwi lub mięsa zwierząt, z których krew nie została upuszczona (por. Kpł 17,14; 19,26; Pwt 12,23). Tym bardziej spożywanie ludzkiego ciała było nie do pomyślenia. Dlatego Żydzi w bardzo emocjonalny sposób reagują na wypowiedź Jezusa: „Sprzeczali się więc między sobą [dosł. „walczyli między sobą] Żydzi, mówiąc: «Jak on może nam dać swoje ciało do jedzenia?»” (J 6,52).

Tymczasem kolejne słowa Jezusa są jeszcze bardziej uderzające: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6,53). Patrząc z perspektywy Wieczernika i Golgoty, można dostrzec tutaj wyraźne nawiązanie do Eucharystii. Ewangelie synoptyczne w opisie ostatniej wieczerzy zachowują słowa Jezusa ustanawiające sakrament ołtarza: „A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im, mówiąc: «Bierzcie, to jest Ciało moje». Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: «To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana” (Mk 14,22-24; por. Mt 26,26-28; Łk 22,19-20; 1 Kor 11,23-26). Odwieczny Boży Logos, przyjmując ludzką naturę w Jezusie z Nazaretu, przeszedł na świat nie po to, by ustanowić jakiś rodzaj ziemskiego panowania, lecz by dać ludziom życie wieczne. Dokonał tego, składając na krzyżu ofiarę ze swojego życia, czyli wydając na śmierć swoje ciało i krew. To samo ciało i ta sama krew, uwielbione poprzez zmartwychwstanie, dane są uczniom w Eucharystii: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem” (6,54-55).

W kolejnej wypowiedzi Jezus wyjaśnia, na czym polega dar życia wiecznego, przekazywany karmiącym się Jego ciałem i pijącym Jego krew: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (6,56). W Janowej Ewangelii grecki czasownik meno („trwać”) opisuje zamieszkiwanie Ojca w Synu i Syna w Ojcu, wieczną komunię, do uczestnictwa w której Jezus zaprasza swoich uczniów: „Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać” (15,4). Zatem spożywając ciało i krew Chrystusa pozwalamy, by On sam w nas zamieszkał, a poprzez to wprowadził nas w misterium życia Trójcy Świętej. Wcześniej Jezus mówił o boskim życiu jako o wiecznym darze otrzymanym od Ojca (por. 5,26) oraz że jako chleb życia zstąpił z nieba, by dać życie światu (por. 6,33). Jego boskie życie jest udzielane tym, którzy z wiarą przyjmują Go jako objawioną Bożą Mądrość, a przede wszystkim spożywają Jego eucharystyczne ciało i krew: „Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie” (6,57). Istotą tej wzajemności między Ojcem, Synem i uczniami jest misterium miłości, jak powie Jezus w wieczerniku do Ojca: „Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich»” (17,26).

Czy wierzę w rzeczywistą obecność Jezusa w sakramencie Eucharystii? Czy przyjmując komunię świętą, wzbudzam w sobie pragnienie uczestnictwa w miłości Ojca i Syna?

Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne

Piątek, 1 maja

J 6,52-59

Sprzeczali się więc między sobą Żydzi, mówiąc: «Jak on może nam dać swoje ciało do jedzenia?» Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił — nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki». To powiedział, nauczając w synagodze w Kafarnaum.

Mowa Eucharystyczna w dzisiejszym czytaniu ewangelicznym osiąga swoje apogeum. Żydzi emocjonalnie reagują na słowa Jezusa: „Sprzeczali się więc między sobą Żydzi, mówiąc: «Jak on może nam dać swoje ciało do jedzenia?»” (J 6,52). Greckie wyrażenie, przetłumaczone w Biblii Tysiąclecia jako „sprzeczali się między sobą”, dosłownie można oddać „walczyli między sobą”. Temperatura sporu rzeczywiście jest wysoka. Przedmiotem są słowa Jezusa, które padły werset wcześniej: „Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, [wydane] za życie świata” (6,51). Jezusowe zachęta, by jeść Jego ciało, a za chwilę, by pić Jego krew, mogła przerażać. Tora przecież wprost zakazywała spożywania krwi lub mięsa zwierząt, z których krew nie została upuszczona (por. Kpł 17,14; 19,26; Pwt 12,23). Spożywanie ludzkiego ciała było dla Żyda nie do pomyślenia.

Jezus jednak nie zważa na szok wywołany przez swoją naukę i mówi jeszcze dobitniej: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6,53). Spożywanie chleba życia nie może być postrzegane jedynie jako metafora uczestnictwa w Bożej mądrości, gdyż Pan mówi wprost o spożywaniu Jego ciała. Nawiązanie do Eucharystii jest jednoznaczne, ponieważ mowa jest nie tylko o Jezusowym ciele, ale i o krwi. Boży Logos przyjął ludzką naturę w Jezusie z Nazaretu, który jako chleb życia zstąpił z nieba, by dać życie wieczne tym, którzy Go przyjmą: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (6,54). Człowiek ma dostęp do życia wiecznego dzięki ofierze krzyżowej Syna Człowieczego, czyli wydaniu na śmierć Jego ciała i krwi. To samo ciało i ta sama krew, ofiarowane Ojcu na krzyżu, a następnie uwielbione w chwałe zmartwychwstania, dane są nam w Eucharystii. Karmiąc się uwielbionym ciałem i krwią Zbawiciela, otrzymujemy uczestnictwo w życiu wiecznym (już w trakcie ziemskiego życia) oraz obietnicę udziału w Jego zmartwychwstaniu na końcu czasów.

Jezus ukazuje Eucharystię jako pokarm życia wiecznego, wskazując, że jej spożywanie daje uczestnictwo w komunii osób Boskich: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (6,56). W Janowej Ewangelii grecki czasownik meno („trwać”) opisuje zamieszkiwanie Ojca w Synu i Syna w Ojcu, wieczną komunię, do uczestnictwa w której Jezus zaprasza swoich uczniów: „Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. To Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł” (14,10), „Trwajcie we Mnie, a Ja w was [będę trwać]” (15,4). Dzięki spożywaniu ciała i krwi Chrystusa, On sam w nas zamieszkuje, my natomiast mamy udział w Jego boskim życiu. Prawda ta wraca między innymi u św. Pawła: „Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czyż nie jest udziałem [dosł. komunią] we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa?” (1 Kor 10,16).

W jaki sposób przygotowuję moje serce na pełne uczestnictwo we Mszy Świętej? Czy przyjmując komunię świętą, która w mocy Ducha staje się ciałem i krwią Chrystusa, mam świadomość, że oto wchodzę w doskonałą miłość Ojca i Syna?

Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne

Eucharystia sprawowana pod Górą Synaj (fot. R.P.)

Czwartek, 30 kwietnia

J 6,44-51

Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: Oni wszyscy będą uczniami Boga. Każdy, kto od Ojca usłyszał i przyjął naukę, przyjdzie do Mnie. Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne. Ja jestem chlebem życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: Kto go je, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, [wydane] za życie świata».

Dotychczasowe wypowiedzi Jezusa w ramach mowy eucharystycznej wstrząsnęły Żydami. Spodziewali się oni, że będą mogli ponownie nasycić swoje żołądki rozmnożonym przez Niego pokarmem, tymczasem Pan bardzo szybko przeniósł całą dyskusję na wyższy poziom. Wskazuje na siebie jako chleb, który zstąpił z nieba. Żydzi zaczynają powątpiewać: „Czyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może on teraz mówić: Z nieba zstąpiłem” (6,41-42). W kulturze żydowskiej, jak i w innych starożytnych kulturach, pochodzenie człowieka w dużej mierze decydowało o jego tożsamości. Rozmówcy Jezusa w dalszym ciągu w swoim myśleniu poruszają się na podstawowym poziomie. Mimo usilnych prób Jezusa, nie są w stanie dostrzec, że w ich obecności dzieje się coś nowego. Reagując na ich wątpliwości, Pan mówi: „Nie szemrajcie między sobą!” (6,43). W Jego oczach wątpliwości wyrażane przez Żydów przypominają zachowanie ludu wędrującego przez pustynię do Ziemi Obiecanej (por. Wj 17,3; Lb 14,26-35). Ich serca są zatwardziałe, podobnie jak serca ich przodków, do których Mojżesz powiedział: „Nie szemraliście przeciwko nam, ale przeciw Panu!” (Wj 16,8). Dlatego Jezus ponownie podkreśla: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym” (J 6,44). Kto podda się prowadzeniu Ojca, otrzyma w Synu dar życia wiecznego. Tym razem Jezus podpiera swoje słowa nawiązaniem do proroka Izajasza: „Wszyscy twoi synowie będą uczniami Pana, wielka będzie szczęśliwość twych dzieci” (Iz 54,13). Bycie uczniem Boga zakłada słuchanie Ojca, co ostatecznie prowadzi do Syna (6,45). Prowadzenie Ojca nierzadko jest bardzo subtelne, wręcz tajemne, jednakże ma moc przyciągania, przyprowadzenia do Syna, który jest od Ojca i który widział Ojca (6,46). Jezus uroczyście podkreśla związek między przyjęciem Go w wierze a otrzymaniem daru życia wiecznego: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne” (6,47). W zdaniu tym Pan posługuje się czasem teraźniejszym – „ma życie wieczne”. Życie wieczne nie jest zatem jakąś fantasmagorią, obietnicą, która nie wiadomo, kiedy się zrealizuje, ale rzeczywistością, której można doświadczyć już teraz. Warunkiem jest wiara w Syna Bożego.

W drugiej części dzisiejszej perykopy Jezus, powracając do tematu manny i dającego życia chleba, porównuje siebie – chleb życia z manną. Ta ostatnia była opatrznościowym darem, który podtrzymywał życie Izraelitów na pustyni. Mimo jednak swojej cudownej natury, manna nie dawała życia wiecznego: „Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli” (J 6,49). Natomiast chleb życia, który zstąpił z nieba, daje życie wieczne: „Kto go je, nie umrze” (J 6,50). Pożywienie dające nieśmiertelność jest aluzją do drzewa życia z rajskiego ogrodu. Wg Księgi Rodzaju, w wyniku nieposłuszeństwa Adama i Ewy, Bóg wydalił ich z ogrodu, pozbawiając możliwości spożywania owoców z owego drzewa. Mówiąc o tym, że każdy, kto będzie jadł chleb życia zstępujący z nieba, będzie miał życie wieczne, Jezus zapowiada ponowne otwarcie drogi do raju i utraconego drzewa nieśmiertelności. W świetle biblijnej symboliki spożywanie chleba z nieba może oznaczać przyjęcie Jezusa jako źródła duchowej mądrości. Pan jednak ma na myśli coś więcej: „Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, [wydane] za życie świata” (6,51). Umierając na krzyżu, Pan oddał swoje życie w akcie doskonałej miłości i posłuszeństwa wobec Ojca. Jego ciało, przemienione w chwili zmartwychwstania, stało się źródłem życia wiecznego dla całego świata.

W czym lub kim upatruję zabezpieczenie mojego życia? Czy mam świadomość, że już teraz, żyjąc na ziemi i karmiąc się ciałem Jezusa, mogę doświadczać wieczności?

Fundamentalne wymaganie

Poniedziałek, III Tydzień Wielkanocy

J 6,22-29

Nazajutrz tłum stojący po drugiej stronie jeziora spostrzegł, że poza jedną łodzią nie było tam żadnej innej oraz że Jezus nie wsiadł do łodzi razem ze swymi uczniami, lecz że Jego uczniowie odpłynęli sami. Tymczasem w pobliże tego miejsca, gdzie spożyto chleb po modlitwie dziękczynnej Pana, przypłynęły od Tyberiady inne łodzie. A kiedy [ludzie z] tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa ani Jego uczniów, wsiedli do łodzi, dotarli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: «Rabbi, kiedy tu przybyłeś?» W odpowiedzi rzekł im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec». Oni zaś rzekli do Niego: «Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?» Jezus, odpowiadając, rzekł do nich: «Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał».

W Ewangelii wg św. Jana cuda czynione przez Jezusa są czymś więcej niż prostym przejawem mocy. Będąc „znakami” wskazują na tożsamość Jezusa, to kim On jest i jaki jest cel Jego misji. Podsumowując pierwszy znak, przemienienie wody wino na weselu w Kanie Galilejskiej, ewangelista pisze: „Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie” (J 2,11). Zaś pod koniec swojego dzieła, w tzw. pierwszym epilogu, stwierdza: „I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów” (20,30). Nie inaczej jest z cudem rozmnożenia chleba, stanowiącym kontekst dla czytań Ewangelicznych, które proklamowane będą w liturgii Mszy Świętej, począwszy do dzisiaj przez pięć kolejnych dni.

Zainteresowanie, jakie wywołało nakarmienie pięciu tysięcy mężczyzn przy użyciu tylko pięciu chlebów jęczmiennych i dwóch ryb (J 6,1-15), zostaje wykorzystane przez Jezusa, by zapowiedzieć pokarm na życie wieczne, czyli Eucharystię: „Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy” (6,26n). Starotestamentalnym tłem rozmnożenia chleba jest dar manny, jaki Izraelici otrzymali od Boga w czasie wędrówki przez pustynię do Ziemi Obiecanej (por. Wj 16). Ponadto w tradycji mądrościowej ST pojawia się motyw duchowego pokarmu, jakim jest Tora i prawo mojżeszowe. Psalmista modli się: „Jak słodka jest dla mego podniebienia Twoja mowa, ponad miód dla ust moich” (Ps 119,103). Księga Przysłów opisuje Bożą Mądrość jako kobietę zapraszającą na wyborną ucztę: „Chodźcie, nasyćcie się moim chlebem, pijcie wino, które zmieszałam” (Prz 9,5). Natomiast mędrzec Syrach używa obrazu pożywienia, aby ukazać człowieka pobożnego: „Ten, który Pana się boi, będzie tak czynił, a kto trzyma się Prawa, posiądzie mądrość (…) Nakarmi go chlebem rozumu i napoi go wodą mądrości” (Syr 15,1.3).

Manna podtrzymywała na pustyni życie Narodu Wybranego. Prawo mojżeszowe, będąc przejawem Bożej Mądrości, było duchowym pokarmem podtrzymującym istnienie Izraelitów. Syn Człowieczy, naznaczony przez Ojca pieczęcią Ducha Świętego (por. J 1,32), przychodzi na świat, by przekazać każdemu człowiekowi niezniszczalny pokarm dający życie wieczne. Nic zatem dziwnego, że Izraelici pytają się Jezusa – Nowego Mojżesza, jakie zobowiązanie niesie ze sobą przyjęcie tego daru: „Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?” (6,28). Odpowiadając, Pan wskazuje na najważniejsze wymaganie, jakie Bóg stawia człowiekowi: „Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał” (6,29). Wiara w Jezusa Chrystusa jest fundamentalna, bez niej nie ma chrześcijaństwa, nie ma uczestnictwa w życiu wiecznym.

Czy dostrzegam, że w moim codziennym życiu Bóg daje mi konkretne znaki, mające przyprowadzić mnie do Niego? Co jest moim duchowym pokarmem? Na czym polega moja wiara w Jezusa Chrystusa?

Światło słowa Bożego i moc sakramentu

Emaus Nicopolis, ruiny bizantyjskiej bazyliki (fot. R.P.)

III Niedziela Wielkanocna A

Łk 24,13-35

Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało». Zapytał ich: «Cóż takiego?» Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli». Na to On rzekł do nich: «O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?» W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

Serca uczniów idących do Emaus przepełniał ból. Trzy dni wcześniej byli świadkami klęski Jezusa z Nazaretu. Uwierzyli Mu, rozpoznali w Nim zapowiadanego Mesjasza, który miał wyzwolić Izraela. Byli świadkami wielkich cudów i słuchali nauki głoszonej z mocą, gdy towarzyszyli Mu w Galilei. Gdy razem z Nim szli do Jerozolimy na święto Paschy, widzieli coraz to większy tłum, gromadzący się wokół Niego. Pewnie do końca życia nie zapomną uroczystego wjazdu Jezusa do Świętego Miasta. Te okrzyki radości, ścielone palmy i płaszcze! Nie minęło jednak kilka dni, jak wszystko runęło. Intryga ze strony władz świątynnych, fałszywe oskarżenia, niezrozumiały wyrok Piłata i wreszcie okrutna śmierć krzyżowa. Jak by tego było mało, kobiety, które rano poszły do grobu, przyniosły niepokojącą wieść: pieczara była pusta, zaś dwaj aniołowie oznajmili, że Jezus żyje. Piotr i inni także poszli do grobu. Potwierdzili słowa kobiet – był on pusty. Jezusa jednak nie widzieli…

Tak oto idąc do Emaus, uczniowie rozprawiają między sobą o wydarzeniach ostatnich dni. W pewnym momencie przyłącza się do nich tajemniczy Wędrowiec. Dzielą się z Nim swoim wątpliwościami. Nieznajomy jednak, nie wydaje się być tym wszystkim przejęty. Więcej, wyrzuca im brak wiary, a następnie na podstawie Mojżesza i proroków udowadnia, że Mesjasz miał cierpieć. Jego słowa, mimo że nie do końca współgrają z tym, co dzieje się w ich sercach, w niepojęty sposób przywracają pokój, a nawet radość. Dlatego przybywszy do Emaus uczniowie zapraszają Wędrowca na wieczerzę. Ten, gdy już byli u stołu, zaczyna wykonywać znajome gesty: bierze chleb, odmawia błogosławieństwo, łamie i podaje do zjedzenia. Przecież to samo czynił Jezus w trakcie ostatniej wieczerzy paschalnej, tuż przed swoją męką! Uczniowie zaczynają widzieć i rozumieć. To zmartwychwstały Jezus! On prawdziwie żyje, pokonał śmierć, Mojżesz i prorocy mieli rację! Gdy Pan znika z ich oczu, wracają do Jerozolimy i z zapałem opowiadają innym, jak poznali Go przy łamaniu chleba.

To, co wydarzyło się w przypadku uczniów idących do Emaus, odkrywa przed nami ważną dynamikę chrześcijańskiego życia. Nie wszystko, co Bóg czyni w naszym życiu, od razu jesteśmy w stanie zrozumieć i zaakceptować. Nasze oczekiwania często mijają się z Jego zamiarami. Niekiedy tak bardzo, że zaczynamy wątpić i odczuwać rozczarowanie: „A myśmy się spodziewali…”. Dzisiejsza Ewangelia podpowiada, co czynić, aby nasz ogląd życia był jak najbardziej zbliżony do Bożego. Przede wszystkim trzeba nam otworzyć przed Bogiem tajemnice naszych serc, opowiedzieć Mu o naszych lękach, bólach i wątpliwościach, tak jak uczniowie otworzyli się przed Wędrowcem. Dalej, możemy pozwolić, by tajemnice naszego wnętrza, zwłaszcza te najbardziej mroczne, zostały oświetlone światłem Bożego słowa. Idący do Emaus, w kontekście Jezusowej egzegezy zaczęli dostrzegać nowy, głębszy sens tragicznych jerozolimskich wydarzeń. I wreszcie, mamy możliwość spotykania Jezusa przy łamaniu chleba, czyli doświadczania Jego sakramentalnej obecności.

Kiedy ostatnio opowiedziałem Jezusowi o sobie? Czy mam świadomość, że w świetle Bożego słowa każde, nawet najbardziej bolesne doświadczenie mojego życia, zyskuje sens? Czy szukam zbawczej obecności Pana w sakramentach?