Znowu jednak was zobaczę i rozraduje się serce wasze

Grob Pański, miejsce złożenia ciała Chrystusa (fot. R.P.)

Piątek, 22 maja

J 16,20-23a

20 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość. 21 Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu — z powodu radości, że się człowiek na świat narodził. 22 Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. 23 W owym zaś dniu o nic nie będziecie Mnie pytać.

Dzisiejsze czytanie ewangeliczne rozpoczyna się powtarzając końcowe zdanie czytania wczorajszego (J 16,16-20). Jezus, by wyjaśnić zdezorientowanym uczniom kontrast między „chwilami” dzielącymi ich od Jego odejścia i ponownego pojawienia, posługuje się kontrastem między smutkiem i radością: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość” (16,20).

W dalszej części wyjaśnienia Pan posługuje się obrazem brzemiennej kobiety: „Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu — z powodu radości, że się człowiek na świat narodził” (16,21). Motyw kobiety oczekującej dziecka w Biblii pojawia się w tekstach mówiących o cierpieniu wierzących, które poprzedza nadejścia dnia zbawienia. W Księdze Izajasza przeżywający ucisk Izraelici wołają: „Panie, w ucisku szukaliśmy Ciebie, słaliśmy modły półgłosem, kiedy Ty chłostałeś. Jak brzemienna bliska chwili rodzenia wije się, krzyczy w bólach porodu, takimi staliśmy się przed Tobą, o Panie!” (Iz 26:16-17). Natomiast w Ewangelii Marka, zapowiadając zburzenie Jerozolimy, Jezus mówi: „Biada zaś brzemiennym i karmiącym w owe dni. A módlcie się, żeby nie wypadło to w zimie. Albowiem dni owe będą czasem ucisku, jakiego nie było od początku stworzenia, którego Bóg dokonał, aż do dni obecnych i nigdy nie będzie” (Mk 13,17-19). Zatem jak kobieta w trakcie porodu „doznaje smutku”, tak teraz apostołowie „doznają smutku” z powodu zbliżającej się śmierci Jezusa (w obu przypadkach w greckim tekście pojawia się wyrażenie lype ehei, dosł. „mieć cierpienie”). Kiedy jednak dziecko przyjdzie na świat, matka nie pamięta o bólach porodu, gdyż raduje się, że może trzymać dziecko w ramionach. Podobnie smutek uczniów przeminie, a w jego miejscu pojawi się radość ze spotkania ze Zmartwychwstałym. Powodem radości matki jest nowe życie, zaś radość apostołów będzie wypływać z doświadczenia życia niebieskiego, którego nic i nikt nie będzie mógł im odebrać (por. J 15,11).

Zmartwychwstanie i wywyższenie Jezusa zainauguruje nowy stan rzeczy: „W owym zaś dniu o nic nie będziecie Mnie pytać” (16,23). Wyrażenie „w owym zaś dniu” odnosi się nie tylko do tego konkretnego dnia, kiedy w powstaniu z martwych Syna Bożego zostanie pokonana śmierć, lecz do całego popaschalnego czasu Kościoła (por. 14,19-20). Uczniowie i ci, którzy dzięki ich świadectwu uwierzą w Chrystusa, będą mogli doświadczać nadprzyrodzonej komunii z Ojcem, Synem i Duchem Świętym oraz poznania, które nie będzie rodziło kolejnych pytań. W trakcie rozmowy w Wieczerniku apostołowie zadali Jezusowi całą serię pytań dotyczących przekazywanego im objawienia oraz powrotu Syna do Ojca (por. 13,36; 14,5.8.22; 16,17-18). Po zmartwychwstaniu nie będą Go więcej „przesłuchiwać”, ponieważ przez działanie Ducha Świętego w pełni Go poznają i zrozumieją znaczenie krzyża (por. 16,13).

Jak przeżywam chwile smutku? Czy rozeznaje moje stany ducha? Czy nie zamykam się w moim bólu? Czy wierzę Jezusowi, kiedy mówi, że spotkanie z Nim jest źródłem radości, której nikt mi nie odbierze?

Smutek wasz przemieni się w radość

Radość (fot. Fuu J, unsplash.com)

Czwartek, 21 maja

J 16,16-20

16 Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie». 17 Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili między sobą: «Cóż to znaczy, co nam mówi: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”; oraz: „Idę do Ojca”?» 18 Mówili więc: «Cóż znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co powiada». 19 Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich: «Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie?” 20 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość.

W kolejnej części rozmowy z uczniami w Wieczerniku Jezus powraca do tematu swojego odejścia: „Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie” (J 16,16). Tym samym mówi o zmianie, jaka dokona się w Jego paschalnym przejściu ze śmierci do życia (hebr. pesach oznacza m.in. „przejście”). Pan mówi o dwóch różnych momentach, kiedy to apostołowie najpierw nie będą Go widzieć, a następnie zobaczą ponownie. „Pierwsza chwila” oznacza czas dzielący Jezusa od nadchodzącej śmierci, po której na krótki czas zniknie im z oczu. Ale jak obiecał wcześniej (por. 14,19.28), minie „druga chwila” i powstanie z martwych, a oni ponownie Go zobaczą.

Uczniowie po raz kolejny nie rozumieją tego, do Jezus do nich mówi. Dlatego dyskutują między sobą: „Cóż to znaczy, co nam mówi: Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie; oraz: Idę do Ojca?” (16,17). Jak widać, pytania te dotyczą słów Jezusa z w. 16, ale także wcześniejszej Jego wypowiedzi, że idzie do Ojca (por. 14,12). Apostołów szczególnie interesuje znacznie słowa „chwila”: „Cóż znaczy ta chwila, o której mówi?” (16,18). Fakt, iż nie wiedzą, co Pan ma na myśli, obrazuje stan rzeczy przed „Jego godziną”. Dopiero, gdy uwielbiony Jezus ześle Ducha Prawdy, by doprowadził ich do całej prawdy (por. 16,13), uczniowie w pełni zrozumieją, a ich oczy się otworzą.

Pan wie, co dzieje się w sercach apostołów, jak czytamy na początku Czwartej Ewangelii: „i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co jest w człowieku” (por. 2,25). Wie, że są zdezorientowani, a ich serca wypełniania smutek (por. 16,6). Dlatego wyjaśnia kontrast między zapowiadanymi „chwilami” za pomocą kontrastu między smutkiem i radością. Po Jego śmierci uczniowie już Go nie zobaczą (por. 16,16), będą płakać i zawodzić, ponieważ odszedł. Jednakże świat, czyli ludzie zbuntowani przeciwko Bogu, będzie się weselić, gdyż Jezusowa obecność nie ma będzie już więcej uwypuklać jego nieprawości. Jednakże płacz uczniów nie będzie trwał bez końca, ich smutek przemieni się w radość, gdyż po zmartwychwstaniu znów zobaczą Jezusa.

Czy mam świadomość, że moje strapienia nie są wieczne? Czy szukam pocieszenia w wiecznym Bogu? Czy dopuszczam Jezusa do moich duchowych napięć?

Nauczyciel z Nazaretu

VI Niedziela Wielkanocna A

J 14,15-21

15 Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. 16 Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze – 17 Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie. 18 Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was. 19 Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie widział. Ale wy Mnie widzicie; ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. 20 W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was. 21 Kto ma przykazania moje i je zachowuje, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie».

Po raz kolejny niedzielna Ewangelia zabiera nas do Wieczernika, gdzie w czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus przygotowuje swoich uczniów na nadchodzące wydarzenia męki, śmierci i zmartwychwstania. W kilku dłuższych wypowiedziach, przeplatanych krótkimi dialogami z uczniami, Pan mówi przede wszystkim o miłości Ojca, objawia swoją tożsamość Syna oraz wskazuje na konieczność trwania w Nim. W dzisiejszym fragmencie Jezus dwukrotnie ukazuje związek łączący miłość do Niego z zachowywaniem Jego nauki: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” (14,15), „Kto ma przykazania moje i je zachowuje, ten Mnie miłuje” (14,21).

Rozważając te wypowiedzi, trzeba pamiętać, że Czwarta Ewangelia powstała w środowisku judeochrześcijańskim. Dlatego Jezus, odwieczne Słowo Boga (por. J 1,1), został w niej ukazany niczym czcigodny Rabbi, który nauczając swoich uczniów, kreśli przed nimi konkretny model życia. W judaizmie pierwszego wieku wielcy nauczyciele Prawa gromadzili wokół siebie mężczyzn, którym wykładali własną interpretację przykazań Mojżeszowych. Dlatego na przykład św. Paweł, przemawiając do Żydów w Jerozolimie, powołuje się na fakt, iż wykształcenie w Prawie ojczystym nabył u stóp Gamaliela, jednego z ważniejszych nauczycieli tamtych czasów (por. Dz 22,3). Wyjaśniając konkretne urywki Prawa, rabbi pokazywali, w jaki sposób w codziennym życiu wypełniać wolę Boga Jedynego. Ich słowa były przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie, z czasem zaczęto je spisywać, a do naszych czasów przetrwały w formie Talmudu.

Jezus oczywiście nie jest tylko jednym z wielu rabbi. On jest kimś więcej. To prawda, podobnie jak oni, gromadzi wokół siebie uczniów, a w swoim nauczaniu również powołuje się na Stary Testament. Jednak Jego interpretacja jest wyjątkowa. Żydzi zauważyli to już w trakcie Jego pierwszego wystąpienia w synagodze w Kafarnaum: „Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie” (Mk 1,22). Jezus nie tylko pokazuje, jak wypełniać Prawo, ale sam staje się jego najpełniejszym wypełnieniem. Ukazując się apostołom już po swoim zmartwychwstaniu, Pan powie: „To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach” (Łk 21,44). W Jezusie święte księgi Izraela znajdują doskonałe urzeczywistnienie (por. Mt 5,17-20). Dlatego Jego nauka ma szczególną wartość. Wypełnianie Jego przykazań nie jest prostym wyborem jednej z wielu interpretacji Bożej woli. Jest ono wyborem jedynej drogi, która prowadzi do jedności z Ojcem: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6).

Kim dla mnie jest Jezus Chrystus? Czy pragnę należeć do Jego „szkoły”? Kiedy ostatnio pozwoliłem, by Jego nauka wpłynęła na moje życie?

Dobry Pasterz

Jezus Dobry Pasterz (fot. pixabay.com)

Poniedziałek, 4 maja

J 10,11-18

Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; najemnik ucieka, dlatego że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam [owce] moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej zagrody. I te muszę przyprowadzić, i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz. Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja sam z siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca».

W dniu wczorajszym przeżywaliśmy IV Niedzielę Wielkanocną, która zwana jest także Niedzielą Dobrego Pasterza. W mszalnej liturgii słowa usłyszeliśmy pierwszą część krótkiej mowy Jezusa (J 10,1-18), w której posługuje się On motywami z życia pasterskiego, bliskiego doświadczeniu ówczesnych Żydów, by ukazać kolejne elementy swej mesjańskiej tożsamości. Owa pierwsza część koncentrowała się na metaforze bramy (por. 10,7). W drugiej części, przytoczonej w dzisiejszej liturgii, Pan koncentruje się na metaforze dobrego pasterza: „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce” (10,11). Powyższe wyznanie może zaskakiwać. Jaki pasterz oddaje swoje życie za owce? Można troszczyć się o owczarnię, prowadzić ją na żyzne pastwiska, chronić przed drapieżnikami, ale oddać za nią własne życie? W słowach Jezusa zarysowuje się kontrast pomiędzy Jego osobą a złodziejami i rozbójnikami, wspomnianymi w pierwszej części mowy (10,1.8) oraz najemnikami, o których mowa jest w drugiej części (10,12-13). Nietrudno się domyśleć, że takie nauczanie było szczególnie niewygodne dla religijnych elit żydowskich, które prowadziły spór z Panem (por. 10,19-21). Jego antagoniści, niegodni i nieskuteczni przewodnicy wiary, nie traktowali wspólnoty ludu Bożego jako dobra najwyższego, lecz korzystali ze swego stanowiska, by budować własną wielkość. Tak postawa była już wcześniej wielokrotnie potępiana przez proroków. Jeremiasz woła w imieniu Boga: „Biada pasterzom, którzy prowadzą do zguby i rozpraszają owce z mojego pastwiska — wyrocznia Pana” (Jr 23,1). Podobnie Ezechiel: „Biada pasterzom Izraela, którzy sami siebie pasą!” (Ez 34,2).

Dobry pasterz (dosł. „szlachetny pasterz”) pozwala zranić siebie dla dobra owiec. W Jezusowym wyznaniu uchwycony zostaje heroiczny wymiar Jego mesjańskiej misji. Syn Boży składa dobrowolny dar ze swojego życia, umierając na krzyżu, by owce miały życie w obfitości. Ostatecznym celem jest zgromadzenie wszystkich ludzi w jednej owczarni, by mogli uczestniczyć w komunii Ojca i Syna (por. 10,15-16). Prawdę tę rozwinie autor Listu do Hebrajczyków: „Bóg zaś pokoju, który na mocy krwi przymierza wiecznego wyprowadził spomiędzy zmarłych Wielkiego Pasterza owiec, Pana naszego, Jezusa, niech was uzdolni do wszelkiego dobra, byście wypełnili Jego wolę; niech sprawi w was, co miłe jest w Jego oczach, przez Jezusa Chrystusa, któremu chwała na wieki wieków. Amen” (Hbr 13,20-21). Samopoświęcenie się Jezusa na krzyżu jest wyrazem Jego doskonałej miłości do Ojca i człowieka oraz praktycznym przykładem realizacji Jego nauczania: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,12-13). Miłość gotowa na samopoświęcenie, zrealizowana przez Jezusa, ma także charakteryzować Jezusowych uczniów, zwłaszcza tych, którzy zostali powołani, by w przewodzić owczarni (por. 21,15-19).

Czy mam świadomość, za jak wielką cenę otrzymałem możliwość życia w jedności z Bogiem i innymi ludźmi? W jakich momentach miłość do bliźniego wymaga ode mnie poświęcenia?

Brama owiec

IV Niedziela Wielkanocna A

J 10,1-10

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, owce zaś postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych». Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony — wejdzie i wyjdzie, i znajdzie pastwisko. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie, i miały je w obfitości.

Na terenach Bliskiego Wschodu jeszcze dzisiaj można spotkać pasterzy, najczęściej Beduinów, którzy przemierzają półpustynne tereny w poszukiwaniu miejsc nadających się na wypas dla owiec, kozłów czy wielbłądów. Obraz taki był siłą rzeczy dużo bardziej powszechny w czasach Jezusa. Ponadto motyw pasterza pojawia się w tradycji biblijnej jako obraz Boga, który pasie swój lud, a w czasach ostatecznych da mu pasterza według własnego wyboru (por. Ez 34). Nie powinno zatem zaskakiwać, że Jezus, chcąc ukazać Żydom swoją mesjańską tożsamość, posługuje się także określeniami związanymi z życiem pasterskim. Dzisiejsze czytanie ewangeliczne jest pierwszą z dwóch części krótkiej mowy, w której Pan używa w odniesieniu do siebie pasterskich metafor „bramy” i „dobrego pasterza” (J 10,1-21). Usłyszeliśmy uroczyste słowa: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec” (10,7). Pod koniec dnia pasterze zabierali swoje owce z pastwiska i prowadzili je do niewysokich zagród, by w ten sposób uchronić je przed dzikimi zwierzętami. Gdy już całe stado znajdowało się wewnątrz, pasterz siadał w jedynym wejściu do zagrody, stając się niejako „bramą”. Nikt i nic nie mogło wejść do środka, jeśli nie zostało przepuszczone przez pasterza. Owce zgromadzone w zagrodzie w czasie nocnego odpoczynku były bezpieczne. W dzisiejszych słowach Jezusa owczarnia symbolizuje wspólnotę wiary, zarówno Starego jak i Nowego Przymierza. Starotestamentalna wiara w Boga Jedynego, uszczegółowiona przez Jezusowe objawianie, iż jest On wspólnotą Osób – Ojcem, Synem i Duchem Świętym, jest dla człowieka prawdziwą rękojmią bezpieczeństwa. Prawda ta jest szczególnie ważna w chwili obecnej, gdy jako rodzina ludzka przeżywamy lęk związany z epidemią koronawirusa oraz z konsekwencjami zarządzonej kwarantanny. Zauważyć już nawet można pojawienie się samozwańczych „proroków”, którzy wieszczą apokaliptyczne wizje. Jak w tym wszystkim nie pogubić się i zachować pokój ducha? Dzisiejsza Ewangelia podpowiada, że trzeba nam przede wszystkim zaufać Jezusowi, uwierzyć, że jak zawsze, tak i chwili obecnej, chce On nas gromadzić w owczarni, którą jest Kościół i obdarzać swoją zbawczą obecnością.

Gdzie szukam ratunku w chwilach trudnych doświadczeń? Czy poddaje się Bożemu prowadzeniu? Czy szukam znaków Bożej obecności w moim życiu?

Oto Matka twoja

Kaplica Ukrzyżowania w Bazylice Grobu Pańskiego (fot. R.P.)

Sobota, 2 maja; Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski

J 19,25-27

A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

Wszyscy czterej ewangeliści wspominają o tym, że pośród świadków ukrzyżowania Jezusa była także grupa Jego uczennic (por. Mt 27,55-56; Mk 15,40; Łk 23,59). Łukasz mówi ogólnie o kobietach, „które Mu towarzyszyły od Galilei”. Natomiast Mateusz i Marek podają imiona niektórych z nich: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa, matka synów Zebedeusza, Salome. Tylko jednak Jan wspomina, iż na Golgocie obecna była także Maryja. Ponadto u synoptyków kobiety wydają się obserwować ukrzyżowanie Pana z pewnej odległości. Zaś w relacji autora Czwartej Ewangelii znajdowały się one tuż obok krzyża Jezusa. W ten sposób zostaje podkreślone, że zaczynają wypełniać się wcześniejsze słowa Jezusa: „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,32; 11,51-52). Malutkie zgromadzenie uczniów pod krzyżem Jezusa symbolizuje rzesze członków Kościoła, którzy poprzez wieki gromadzą się wokół wielkiej tajemnicy wiary, jaka jest Miłość Ukrzyżowana.

Podobnie jak w przypadku wesela w Kanie Galilejskiej (2,1-12), opowiadanie o Maryi i umiłowanym uczniu u stóp Krzyża służy wyrażeniu pewnej duchowej prawdy. W sensie podstawowym, Pan, kierując się synowską troską, oddaje swoją matkę umiłowanemu uczniowi. W starożytności kobieta bez ochrony w postaci mężczyzny, zdana była na łaskę dosyć słabo rozwiniętej „opieki społecznej”. Stąd Jezus tuż przed swoją śmiercią przekazuje swoją matkę pod opiekę umiłowanego ucznia, by zapewnić jej opiekę i byt. Czyn ten ma także o wiele głębsze znaczenie. Maryja w Ewangelii Jana pojawia się tylko w opowiadaniu o weselu w Kanie Galilejskiej oraz w scenie ukrzyżowania jej Syna. W obu przypadkach Jezus zwraca się do niej „Kobieto” (por. 2,4; 19,26). Podobnie jak w przypadku ogólnego określenia „matka Jezusa” (np. 2,2), tytuł ten pozwala wprowadzić dodatkowy symbolizm jej osoby. W Kanie pojawia się ona jako symbol wspólnoty Kościoła, ludu Nowego Przymierza zapieczętowanego krwią Chrystusa. Pod krzyżem Maryja ukazana zostaje jako Matka Kościoła. Ewangelista subtelnie posługuje się tutaj aluzjami do Jerozolimy czasów mesjańskich, opisywanej przez Izajasza jako matka gromadząca przy sobie ludy ziemi (Iz 60,1-4; 66,7-9) oraz do biblijnej Ewy (Rdz 2,23; 3,20). Ponadto za pomocą dwóch prostych stwierdzeń – „Niewiasto, oto syn Twój” oraz „Oto Matka twoja” – Jezus objawia także naturę Kościoła, w którym uobecnia się zakotwiczona w Misterium Paschalnym duchowa komunia człowieka z Bogiem oraz ludzi między sobą.

W uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski mszalna liturgia słowa przypomina nam Jezusowy testament z krzyża. Ostatnią wolą umierającego Pana jest, by Jego uczniowie, oprócz trwania w Nim, zjednoczyli także swoje życie z osobą Jego matki. Dzieje Kościoła i naszej Ojczyzny wielokrotnie pokazują, jak błogosławiona jest to decyzja. Maryja jako nasza Matka nieustannie prowadzi nas do Syna, wstawia się u Niego za nami i pomaga nam trwać z Nim w jedności.

Czy w mojej pobożności jest miejsce dla Maryi, matki Jezusa i mojej matki? Czy uczę się od Niej trwania pod krzyżem Pana i przyjmowania w jego cieniu drugiego człowieka?

Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne

Piątek, 1 maja

J 6,52-59

Sprzeczali się więc między sobą Żydzi, mówiąc: «Jak on może nam dać swoje ciało do jedzenia?» Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił — nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki». To powiedział, nauczając w synagodze w Kafarnaum.

Mowa Eucharystyczna w dzisiejszym czytaniu ewangelicznym osiąga swoje apogeum. Żydzi emocjonalnie reagują na słowa Jezusa: „Sprzeczali się więc między sobą Żydzi, mówiąc: «Jak on może nam dać swoje ciało do jedzenia?»” (J 6,52). Greckie wyrażenie, przetłumaczone w Biblii Tysiąclecia jako „sprzeczali się między sobą”, dosłownie można oddać „walczyli między sobą”. Temperatura sporu rzeczywiście jest wysoka. Przedmiotem są słowa Jezusa, które padły werset wcześniej: „Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, [wydane] za życie świata” (6,51). Jezusowe zachęta, by jeść Jego ciało, a za chwilę, by pić Jego krew, mogła przerażać. Tora przecież wprost zakazywała spożywania krwi lub mięsa zwierząt, z których krew nie została upuszczona (por. Kpł 17,14; 19,26; Pwt 12,23). Spożywanie ludzkiego ciała było dla Żyda nie do pomyślenia.

Jezus jednak nie zważa na szok wywołany przez swoją naukę i mówi jeszcze dobitniej: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6,53). Spożywanie chleba życia nie może być postrzegane jedynie jako metafora uczestnictwa w Bożej mądrości, gdyż Pan mówi wprost o spożywaniu Jego ciała. Nawiązanie do Eucharystii jest jednoznaczne, ponieważ mowa jest nie tylko o Jezusowym ciele, ale i o krwi. Boży Logos przyjął ludzką naturę w Jezusie z Nazaretu, który jako chleb życia zstąpił z nieba, by dać życie wieczne tym, którzy Go przyjmą: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (6,54). Człowiek ma dostęp do życia wiecznego dzięki ofierze krzyżowej Syna Człowieczego, czyli wydaniu na śmierć Jego ciała i krwi. To samo ciało i ta sama krew, ofiarowane Ojcu na krzyżu, a następnie uwielbione w chwałe zmartwychwstania, dane są nam w Eucharystii. Karmiąc się uwielbionym ciałem i krwią Zbawiciela, otrzymujemy uczestnictwo w życiu wiecznym (już w trakcie ziemskiego życia) oraz obietnicę udziału w Jego zmartwychwstaniu na końcu czasów.

Jezus ukazuje Eucharystię jako pokarm życia wiecznego, wskazując, że jej spożywanie daje uczestnictwo w komunii osób Boskich: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (6,56). W Janowej Ewangelii grecki czasownik meno („trwać”) opisuje zamieszkiwanie Ojca w Synu i Syna w Ojcu, wieczną komunię, do uczestnictwa w której Jezus zaprasza swoich uczniów: „Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. To Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł” (14,10), „Trwajcie we Mnie, a Ja w was [będę trwać]” (15,4). Dzięki spożywaniu ciała i krwi Chrystusa, On sam w nas zamieszkuje, my natomiast mamy udział w Jego boskim życiu. Prawda ta wraca między innymi u św. Pawła: „Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czyż nie jest udziałem [dosł. komunią] we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa?” (1 Kor 10,16).

W jaki sposób przygotowuję moje serce na pełne uczestnictwo we Mszy Świętej? Czy przyjmując komunię świętą, która w mocy Ducha staje się ciałem i krwią Chrystusa, mam świadomość, że oto wchodzę w doskonałą miłość Ojca i Syna?

Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne

Eucharystia sprawowana pod Górą Synaj (fot. R.P.)

Czwartek, 30 kwietnia

J 6,44-51

Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: Oni wszyscy będą uczniami Boga. Każdy, kto od Ojca usłyszał i przyjął naukę, przyjdzie do Mnie. Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne. Ja jestem chlebem życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: Kto go je, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, [wydane] za życie świata».

Dotychczasowe wypowiedzi Jezusa w ramach mowy eucharystycznej wstrząsnęły Żydami. Spodziewali się oni, że będą mogli ponownie nasycić swoje żołądki rozmnożonym przez Niego pokarmem, tymczasem Pan bardzo szybko przeniósł całą dyskusję na wyższy poziom. Wskazuje na siebie jako chleb, który zstąpił z nieba. Żydzi zaczynają powątpiewać: „Czyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może on teraz mówić: Z nieba zstąpiłem” (6,41-42). W kulturze żydowskiej, jak i w innych starożytnych kulturach, pochodzenie człowieka w dużej mierze decydowało o jego tożsamości. Rozmówcy Jezusa w dalszym ciągu w swoim myśleniu poruszają się na podstawowym poziomie. Mimo usilnych prób Jezusa, nie są w stanie dostrzec, że w ich obecności dzieje się coś nowego. Reagując na ich wątpliwości, Pan mówi: „Nie szemrajcie między sobą!” (6,43). W Jego oczach wątpliwości wyrażane przez Żydów przypominają zachowanie ludu wędrującego przez pustynię do Ziemi Obiecanej (por. Wj 17,3; Lb 14,26-35). Ich serca są zatwardziałe, podobnie jak serca ich przodków, do których Mojżesz powiedział: „Nie szemraliście przeciwko nam, ale przeciw Panu!” (Wj 16,8). Dlatego Jezus ponownie podkreśla: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym” (J 6,44). Kto podda się prowadzeniu Ojca, otrzyma w Synu dar życia wiecznego. Tym razem Jezus podpiera swoje słowa nawiązaniem do proroka Izajasza: „Wszyscy twoi synowie będą uczniami Pana, wielka będzie szczęśliwość twych dzieci” (Iz 54,13). Bycie uczniem Boga zakłada słuchanie Ojca, co ostatecznie prowadzi do Syna (6,45). Prowadzenie Ojca nierzadko jest bardzo subtelne, wręcz tajemne, jednakże ma moc przyciągania, przyprowadzenia do Syna, który jest od Ojca i który widział Ojca (6,46). Jezus uroczyście podkreśla związek między przyjęciem Go w wierze a otrzymaniem daru życia wiecznego: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne” (6,47). W zdaniu tym Pan posługuje się czasem teraźniejszym – „ma życie wieczne”. Życie wieczne nie jest zatem jakąś fantasmagorią, obietnicą, która nie wiadomo, kiedy się zrealizuje, ale rzeczywistością, której można doświadczyć już teraz. Warunkiem jest wiara w Syna Bożego.

W drugiej części dzisiejszej perykopy Jezus, powracając do tematu manny i dającego życia chleba, porównuje siebie – chleb życia z manną. Ta ostatnia była opatrznościowym darem, który podtrzymywał życie Izraelitów na pustyni. Mimo jednak swojej cudownej natury, manna nie dawała życia wiecznego: „Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli” (J 6,49). Natomiast chleb życia, który zstąpił z nieba, daje życie wieczne: „Kto go je, nie umrze” (J 6,50). Pożywienie dające nieśmiertelność jest aluzją do drzewa życia z rajskiego ogrodu. Wg Księgi Rodzaju, w wyniku nieposłuszeństwa Adama i Ewy, Bóg wydalił ich z ogrodu, pozbawiając możliwości spożywania owoców z owego drzewa. Mówiąc o tym, że każdy, kto będzie jadł chleb życia zstępujący z nieba, będzie miał życie wieczne, Jezus zapowiada ponowne otwarcie drogi do raju i utraconego drzewa nieśmiertelności. W świetle biblijnej symboliki spożywanie chleba z nieba może oznaczać przyjęcie Jezusa jako źródła duchowej mądrości. Pan jednak ma na myśli coś więcej: „Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, [wydane] za życie świata” (6,51). Umierając na krzyżu, Pan oddał swoje życie w akcie doskonałej miłości i posłuszeństwa wobec Ojca. Jego ciało, przemienione w chwili zmartwychwstania, stało się źródłem życia wiecznego dla całego świata.

W czym lub kim upatruję zabezpieczenie mojego życia? Czy mam świadomość, że już teraz, żyjąc na ziemi i karmiąc się ciałem Jezusa, mogę doświadczać wieczności?

Aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne

Środa, 29 kwietnia

J 6,35-40

Odpowiedział im Jezus: «Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał. Jest wolą Tego, który Mnie posłał, abym nic nie stracił z tego wszystkiego, co Mi dał, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym».

W zdaniu, które kończy wczorajsze i rozpoczyna dzisiejsze czytanie ewangeliczne, występuje pierwsze z siedmiu samookreśleń Jezusa, które możemy napotkać na kartach Janowej Ewangelii. Pan mówi do zgromadzonych wokół siebie Żydów: „Ja jestem chlebem życia” (J 6,35). W innych miejscach, posługując się formułą „Ja jestem…”, w której pobrzmiewa echo starotestamentalnego imienia Boga – „Jestem, który jestem” (Wj 3,14), Jezus przypisuje sobie także tytuły: „światłość świata” (por. J 8,12; 9,5), „brama” (10,9), „dobry pasterz” (10,11.14), „zmartwychwstanie i życie” (11,25), „droga, prawda i życie” (14,6) oraz „prawdziwy krzew winny” (15,1.5). Wszystkie powyższe tytuły podkreślają kolejne aspekty tożsamości i zbawczej misji Syna Bożego. Jako „chleb życia” jest On darem Ojca, który niczym pokarm ma podtrzymywać życie wierzących. Określenie to wpasuje się w biblijną tradycję obrazowania Bożej mądrości i Prawa za pomocą pożywienia. Spożywanie powyższych darów polegało na pozwoleniu, by przenikały one do wnętrza i przemieniały sposób życia Izraelitów. W przypadku „chleba życia”, jakim jest Syn Boży, chodzi o całkowite przylgnięcie do Jego osoby i poddanie mądrości wyrażonej w Jego nauce (por. 1,12-13).

Objawienie przyniesione przez Jezusa spotyka się z niewiarą ze strony Żydów: „Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie” (6,36). Dzięki znakowi rozmnożonego chleba oraz słowom przez Niego wypowiadanym tłum zaczyna rozumieć, że On jest kimś większym niż Mojżesz. Żydzi nie są jednak jeszcze gotowi przyjąć Go takim, jakim jest. Nie są jeszcze w stanie w Niego uwierzyć. Dlatego Pan w dalszych swoich słowach powraca do tematu dzieła zamierzonego przez Ojca, który ma polegać na wierze w Tego, którego On posłał (6,27-29): „Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał” (6,37-38). To Ojciec jest tym, który „pracuje” nad ludzkim sercami i sprawia, że stają się one zdolne uwierzyć w Jezusa. Poddanie się działaniu Ojca będzie skutkować wejściem w jedność z Synem w życiu ziemskim oraz wskrzeszeniem w dniu ostatecznym (w. 40). Życie, które mają otrzymać wszyscy karmiący się Jezusem – „chlebem z nieba”, ma wymiar wieczny.

Nasza codzienność nie jest zlepkiem przypadkowych wydarzeń, sytuacji i spotkań, lecz czasoprzestrzenią, w której Bóg Ojciec przygotowuje nas na przyjęcie Jego Syna. Kto w ten sposób patrzy na swoje życie, dostrzega, że sukces nie jest tylko sukcesem, choroba nie jest tylko chorobą, a spotkanie z bliźnim nie jest tylko sytuacją, którą można opisać pod kątem socjologicznym, kulturowym czy antropologicznym. Podobnie jak w przypadku starotestamentalnych Izraelitów, Ojciec czyni z nami historię zbawienia, dzieło, którego celem jest obdarowanie nas życiem w Synu i Duchu Świętym.

Czy dostrzegam w mojej codzienności wyrazy Bożej woli? Czy pozwalam, by Bóg kształtował mnie przez wydarzenia, których jestem uczestnikiem? Czy patrzę na moje życie w perspektywie wieczności?

Kto w Niego uwierzy, nigdy pragnąć nie będzie

Wtorek, III Tydzień Wielkanocy

J 6,30-35

Rzekli do Niego: «Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba». Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu». Rzekli więc do Niego: «Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!» Odpowiedział im Jezus: «Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.

Kontynuujemy lekturę rozmowy, jak wywiązała się między Jezusem a tłumami, które pociągnięte zostały ku Niemu przez znak rozmnożenia chleba. Na wezwanie, by w Niego uwierzyli (w. 29), Żydzi domagają się kolejnego znaku: „Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz?” (J 6,30). Funkcją znaku w tradycji biblijnej było doprowadzenie do wiary. Tęcza była znakiem przymierza, jakie Bóg zawarł z całą ludzkością po potopie i miała skłaniać do wiary w Boże miłosierdzie (por. Rdz 9,12-17). Znaki czynione przez Mojżesza wobec faraona miały uwiarygadniać posłanie, które otrzymał od Boga (por. Wj 4,8-9). Podobną funkcje w czasach bezbożnego króla Achaza miał spełnić zapowiadany przez Izajasza znak panny, która pocznie i porodzi syna (por. Iz 7,11-14).

Tłumy rozmawiające z Jezusem powołują się na znak manny, którą z Bożej łaski ich ojcowie jedli na pustyni (J 6,31). W odpowiedzi Pan w midraszowym stylu dokonuje interpretacji wydarzeń z czasów wędrówki przez pustynię: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu” (6,32-33). Jezus podkreśla, iż manna nie była dziełem mojżeszowym, ale darem od Boga, który zapowiadał dar jeszcze doskonalszy. Mamy tutaj do czynienia z przykładem przełomu, jaki w rozumieniu starotestamentalnych wydarzeń prezentowało Jezusowe nauczanie. Otóż cała historia zbawienia poprzedzająca przyjście na świat Syna Bożego oprócz tego, że jest historią ludu, do którego Bóg w konkretnych warunkach przemawiał i wobec którego objawiał swoją zbawczą moc, jest jednym wielkim proroctwem, zapowiedzią tego, co ostatecznie ma się zrealizować. Czytany w tym kluczu cud manny jest więcej niż znakiem Bożej troski i zachętą do wiary w Jedynego. Jest on zapowiedzią pokarmu, który zaspokoi najgłębsze ludzkie pragnienia: „Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie” (6,35). W wypowiedzi Jezusa niczym echo powracają słowa Izajasza zapowiadającego czas zbawienia: „O, wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko!” (Iz 55,1; por. 49,10).

Każdy człowiek nosi w swoim sercu głębokie pragnienie dobra, miłości i pełni życia. Bez względu na to, jak bardzo nieszczęśliwe bywają nasze wybory i ścieżki, którymi podążamy na co dzień. Gdyby się dobrze zastanowić, dzieje ludzkości, a więc także nasze dzieje, są niczym innym, jak serią nieudanych prób zrealizowania owych pragnień. Na przeszkodzie stoi grzech (rozumiany jako zerwanie z Bogiem, dawcą i źródłem życia), zarówno ten pierworodny, który w swoich skutkach trwale nadwyrężył ludzką naturę, jak i nasze indywidualne „grzeszki”, które powiększają w nas niemożność rozeznawania autentycznego dobra i trwania w nim. Reakcją Boga na ten stan rzeczy jest zaangażowanie w dzieje ludzkości, które swoje apogeum osiągnęło w osobie Jego Syna. Odbudowywanie w nas człowieczeństwa i udana realizacja najgłębszych pragnień swój początek biorą w wierze w Jezusa Chrystusa.

Co jest moim życiowym paliwem, co mnie napędza? Czy dostrzegam, że także w moim życiu Bóg przychodzi, by mnie naprawiać? Kiedy ostatnio rozmawiałem z Jezusem o pragnieniach mojego serca?