Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?

Ukazanie się Jezusa Chrystusa Marii Magdalenie, Aleksandr Iwanow (1806-1858)

Środa, 22 lipca, Święto św. Marii Magdaleny

J 20,1.11-18

1 A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu (…) 11 Maria Magdalena natomiast stała przed grobem, płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu 12 i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. 13 I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?» Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono». 14 Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. 15 Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?» Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę». 16 Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Mój Nauczycielu! 17 Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego”». 18 Poszła Maria Magdalena i oznajmiła uczniom: «Widziałam Pana», i co jej powiedział.

W święto św. Marii Magdaleny liturgia słowa przytacza fragment Czwartej Ewangelii, w którym osoba wspominanej dzisiaj świętej ukazana zostaje jako szczególny świadek Chrystusowego zmartwychwstania. Podczas gdy pozostali synoptycy mówią o przybyciu do pustego grobu grupy niewiast, w tym Marii Magdaleny (por. Mt 28,1-8; Mk 16,1-8; Łk 24,1-11), Jan koncentruje się wyłącznie na tej ostatniej. Wiąże się to z eksponowanym w Czwartej Ewangelii tematem indywidulanej i bezpośredniej relacji, jaka łączy Zmartwychwstałego z każdym z Jego uczniów.

Perykopa rozpoczyna się słowami: „A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu” (J 20,1). W Czwartej Ewangelii Maria Magdalena pojawia się dopiero w opisie męki Pańskiej: „A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena” (19,25). Określenie „wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno” oprócz funkcji dookreślania czasu opisywanego wydarzenia ma również znaczenie symboliczne. Ciemność oznacza stan duchowy uczniów po śmierci Jezusa. Maria na własne oczy widziała krzyżową śmierć Pana, a teraz odczuwa głęboki smutek, wręcz rozpacz: oto nie żyje Jezus, który wcześniej mówił o sobie samym, że jest „Światłością świata” (por. 8,12). Widok odsuniętego kamienia, który powinien blokować wejście do grobu, w tym momencie jeszcze nie rozniecił w niej nadziei, wręcz przeciwnie, został przez nią odebrany, jako znak, że ciało Pana zostało wykradzione. Dlatego w kolejnych wersetach, opuszczonych przez dzisiejszą liturgię (por. 20,2-10), mowa jest o tym, że pośpiesznie udała się do Szymona Piotra i umiłowanego ucznia, aby przekazać im niepokojącą wiadomość. Jak podaje Jan, Szymon Piotr i umiłowany uczeń zobaczywszy pusty grób, powrócili do siebie. Maria zaś pozostała przy grobie, w dalszym ciągu opłakując śmierć Jezusa (por. 20,11). Wzmianka o jej płaczu przypomina słowa Pana, który w ten sposób zapowiadał nadejście Jego godziny: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość” (16,20). Kobieta teraz się smuci, jednak czytelnicy Jana wiedzą, że jej płacz wkrótce stanie się radością.

Maria wreszcie znajduje w sobie odwagę, by zajrzeć do wnętrza grobu: „A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu” (20,11). Inaczej jednak niż to było w przypadku Piotra i umiłowanego ucznia, widzi nie tylko szaty, w które owinięte było ciało Pańskie, lecz także dwóch aniołów: „i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg” (20,12). Także Ewangelie synoptyczne wspominają o aniołach, którzy przy pustym grobie obwieścili kobietom, iż Jezus zmartwychwstał (por. Mt 28,2-7; Mk 16,5-7; Łk 24,4-7). W Czwartej Ewangelii aniołowie najpierw pytają Marię: „Niewiasto, czemu płaczesz?” (J 20,13). Zazwyczaj, gdy w tekstach Pisma Świętego mowa jest o ukazaniu się aniołów, wzmiankowany jest pobożny lęk tych, do których zostali oni posłani (np. Dn 10,4-9). Maria jednak nie okazuje strachu, lecz ponownie wyraża swoje przekonanie, że ciało Jezusa zostało wykradzione: „Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono” (por. J 20,13). Warto zauważyć, że gdy wcześniej mówiła o tym Piotrowi i umiłowanemu uczniowi, użyła liczby mnogiej – „nie wiemy” (por. 20,2). Teraz zaś mówi – „Pana mego” i „nie wiem”. Opowiada zatem o swojej osobistej relacji z Jezusem i o tym, co te wydarzenia oznaczają dla niej osobiście. Zauważyć można tutaj echo słów Pieśnie nad Pieśniami, gdzie oblubienica pyta: „Czy widzieliście miłego duszy mej?” (Pnp 3,3).

Odpowiedziawszy aniołom Maria odwraca się: „Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus” (20,14). Podobnie jak w przypadku uczniów idących do Emaus, Zmartwychwstały początkowo ukrywa przed nią swoją tożsamość. Jezus objawia siebie komu chce i kiedy chce (por. Łk 24,15-16.30-32). Janowa relacja podkreśla związek między postrzeganiem i wiarą, który wcześniej widoczny jest w 20,2-10. Podobnie jak Piotr, zobaczywszy pusty grup i szaty, w które ciało Jezusa było owinięte, nie doszedł jeszcze do wiary w zmartwychwstanie, tak Maria teraz widzi samego Chrystusa, lecz Go nie poznaje. Nie ma bowiem jeszcze daru wiary w uwielbionego Pana. Także Jezus pyta kobietę: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?” (20,15). Dwa aspekty tych pytań wymagają uwagi. Po pierwsze, Jezus w Ewangelii Jana przy kilku okazjach używa zwrotu „niewiasto” i za każdym razem redefiniuje relację łączącą Go z osobą, z którą rozmawia (por. 2,4; 4,21; 19,26). Po drugie, pytanie „Kogo szukasz?” przypomina słowa, które Pan skierował do pierwszych uczniów na początku Ewangelii – „Czego szukacie?” (1,38). Obydwa aspekty wskazują, że właśnie ma miejsce nowy początek. Po powstaniu z martwych Jezus redefiniuje relację łączącą Go z uczniami.

Maria myli Jezusa z ogrodnikiem: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę” (20,15). W dalszym ciągu jest przekonana, że Jezusowe zwłoki zostały wykradzione. Przybywszy do grobu w ciemności, kobieta pozostaje skupiona na przeszłości. W dalszym ciągu jest przekonana, że Jezus nie żyje. Dlatego Pan otwiera jej oczy na rzeczywistość swego zmartwychwstania: „Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Mój Nauczycielu!” (20,16). Pan wypowiada jej imię, jak Dobry Pasterz, który „woła swoje owce po imieniu” (10,3). Jak owce odpowiadają na głos swojego pasterza, tak Maria, wierna uczennica, rozpoznaje głos Jezusa. Rozpoznaje w końcu, że nie jest On martwy, ale że naprawdę żyje. Jej smutek zamienia się w radość. Uważa jednak, że jej relacja z Jezusem jest taka sama, jak przed Jego śmiercią, dlatego zwraca się do Niego „Rabbuni/Nauczycielu” (por. 1,38.49; 3,2).

Zmartwychwstanie Jezusa zmieniło absolutnie wszystko, również relację między Nim a Jego naśladowcami. Uczniowie, włącznie z Marią, mogą teraz odnosić się do Niego jako do kogoś więcej niż tylko ziemskiego nauczyciela – jako do zmartwychwstałego Pana. Nakaz Jezusa „Nie zatrzymuj Mnie” (20,17), dosł. „nie trzymaj się mnie”, ma sens przenośny: Maria nie może dłużej trzymać się swoich przeszłych wyobrażeń o uczniostwie. Wyjaśnienie „jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca” (20,17) mówi o nowym stanie rzeczy. Wywyższenie zmartwychwstałego Jezusa po prawicy Ojca i zesłanie Ducha Świętego dopełnią dzieła zbawienia. Cały Jezus, a więc wraz ze swym bóstwem i człowieczeństwem, powróci do Ojca. Oznacza to, że człowieczeństwo w Nim uwielbione zostanie wprowadzone w rzeczywistość życia samego Boga. W ten sposób zmartwychwstały Pan uprzedzi swoich uczniów w drodze do Ojca. W trakcie Ostatniej Wieczerzy, zapowiedziawszy uczniom swoje odejście, na pytanie Piotra, dokąd idzie, Jezus odpowiedział: „Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz” (por. 13,36).

Chrystus nie tylko daje się poznać Marii, ale także zleca jej misję: „udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego” (20,17). Jak już wcześniej zaznaczyliśmy, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa radykalnie zmieniły stosunki między ludźmi a Bogiem. Wypełniając zbawczego dzieło zaplanowane przez Ojca, Jezus daje swoim uczniom udział w swoim synostwie, czyniąc ich dziećmi Bożymi. Jak to zostało zaznaczone już w Prologu: „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili” (1,12-13). Maria spełnia powierzone jej zadanie: „Poszła Maria Magdalena i oznajmiła uczniom: «Widziałam Pana», i co jej powiedział” (20,18). Dlatego będzie później nazywana przez Kościół „Apostołką Apostołów” (łac. apostola apostolorum). Patrząc całościowo na dzisiejszy fragment Ewangelii Jana, możemy dostrzec niesamowitą przemianę, jaka dokonała się w sercu Maria w spotkaniu ze Zmartwychwstałym: przeszła od bycia „w ciemności”, zafiksowanej na rzeczywistości śmierci Pana, do owocującej żywym świadectwem wiary w Jego zmartwychwstanie.

Czy spotkałem już zmartwychwstałego Pana? Co z mojej przeszłości jeszcze nie pozwala mi dojrzeć w Nim tego, który zwyciężył śmierć? Czy pozwalam Mu mówić do mnie po imieniu?

Żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza

Jonasz i wieloryb, Pieter Lastman (1621, Public Domain)

Poniedziałek, 20 lipca

Mt 12,38-42

38 Wówczas rzekli do Niego niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów: «Nauczycielu, chcielibyśmy zobaczyć jakiś znak od ciebie». 39 Lecz On im odpowiedział: «Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. 40 Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi. 41 Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili; a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. 42 Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon.

Uczeni w Piśmie i faryzeusze zwracają się do Jezusa, używając formy grzecznościowej „Nauczycielu” (gr. didaskalos, hebr. rabbi). Chociaż w Ewangelii Mateusza sam Jezus używa tego terminu w odniesieniu do siebie samego (por. 10,24-25; 23,8; 26,18), Jego uczniowie nigdy tak do Niego się nie zwracają. Czynią tak natomiast ludzie spoza ich grona, zwłaszcza przeciwnicy Jezusa (por. 8,19; 9,11; 17,24; 22,16.36). Można zatem przypuszczać, że w dzisiejszym fragmencie uczeni w Piśmie i faryzeusze używają tego tytułu, by podkreślić swój krytyczny stosunek do Jezusa. Ironizując, mówią do Pana: „Nauczycielu, chcielibyśmy zobaczyć jakiś znak od ciebie” (12,38). Chcą znaku podobnego do tych, które w ST udowodniały prawdziwość posłania, posługi prorockiej lub przekazywanego Objawienia (por. Wj 4,30-31; Sdz 6,36-40; 1 Krl 18,36-39; Iz 7,10-14; 38,7-8). Lecz Jezus uczynił już wiele znaków przewyższających te, które do tej pory widziano w Izraelu (por. Mt 9,33; 12,33). Mimo to, faryzeusze podjęli już decyzję, by Go zabić (por. 12,14), a Jego władzę nad złymi duchami tłumaczą tym, że pochodzi ona od diabła (por. 12,42). Bardzo prawdopodobne, że kolejny znak również przypisaliby księciu ciemności.

Podkreślając zatwardziałość ich serc, Jezus odpowiada: „Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza” (12,39). Tym samym przyrównuje ich niewierność przymierzu z Bogiem do Izraela z dawnych czasów, który przedstawiany jest w starotestamentalnych tekstach jako cudzołożna żona (por. Iz 57,3, Jr 2,2; 3,9; Ez 16,38; Oz 1-2).  Używa przy tym słów, które nawiązują do tych Izraelitów wędrujących przez pustynię, którym odmówiono wstępu do Ziemi Obiecanej, gdyż byli „przewrotnym pokoleniem” (Pwt 1,35). Mówiąc o „znaku Jonasza”, Jezus zapowiada swoją śmierć i zmartwychwstanie: „Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi” (Mt 12,40). Zmartwychwstanie będzie ostatecznym znakiem potwierdzającym Jego boska tożsamość i moc.

W dalszej części swojej wypowiedzi Pan przechodzi do ukazania losów „przewrotnego pokolenia” na sądzie ostatecznym. Posługuje się kolejnymi odniesieniami do ST, przytaczając pozytywne przykłady pogan. Kontynuując nawiązanie do historii Jonasza, mówi o Niniwitach, którzy na sądzie będą oskarżycielami uczonych w Piśmie, faryzeuszów i im podobnych: „Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili; a oto tu jest coś więcej niż Jonasz” (12,41). Mieszkańcy Niniwy, lud pogański nawrócili się, słysząc nawoływanie Jonasza posłanego przez Boga Jedynego (por. Jn 3). Tymczasem religijne elity Izraela nie są w stanie rozpoznać i przyjąć obecnego pośród nich Mesjasza. Ich oskarżycielką będzie także pogańska królowa Saby: „Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon” (12,42). Nosząca według etiopskiej tradycji imię Makeda, usłyszawszy o mądrości króla Salomona, udała się w daleką podróż, by móc osobiście z nią się zapoznać (por. 1 Krl 10,1-13; 2 Krn 9,1-12). Uczeni w Piśmie i faryzeusze natomiast zamknęli swoje serca na wcieloną Mądrość stojącą przed nimi.

Jak często rozważam tajemnice powstania z martwych Jezusa? Czy moją wiarę w Jego boską tożsamość opieram na Jego zwycięstwie nad śmiercią? Czy nie szukam niepotrzebnie niezwykłych znaków do Boga, ignorując te, które już zostały mi dane?

Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli

(fot. Jasper Boer, unsplash.com)

Piątek, 3 lipca, Święto św. Tomasza Apostoła

J 20,24-29

24 Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. 25 Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!» Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę». 26 A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł, choć drzwi były zamknięte, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!» 27 Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym». 28 Tomasz w odpowiedzi rzekł do Niego: «Pan mój i Bóg mój!» 29 Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli».

W perykopie poprzedzającej dzisiejszy fragment, Jan Ewangelista opowiada o ukazaniu się zmartwychwstałego Jezusa apostołom, zamkniętym w wieczerniku w obawie przed Żydami (por. J 20,19-23). W czasie tego spotkania Pan przekazuje im posłannictwo wcześniej otrzymane od Ojca oraz władzę odpuszczania grzechów: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (20,22-23). W ten sposób dzieło zbawienia, zamierzone przez Ojca i dokonane przez Syna, zostaje przekazane uczniowskiej wspólnocie wiary, która stanie się fundamentem Kościoła.  

W wieczerniku brakowało jednak jednego z apostołów: „Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus” (20,24). Podobnie jak wcześniej Maria Magdalena (por. 20,18), tak teraz uczniowie, którzy doświadczyli spotkania ze Zmartwychwstałym, zaświadczają wobec niego: „Widzieliśmy Pana!” (20,25). Tomasz jednak nie chce przyjąć ich świadectwa; by uwierzyć, potrzebuje namacalnego dowodu: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę” (20,25).

Po ośmiu dniach uczniowie, tym razem i Tomasz, ponownie są razem. Podobnie jak tydzień wcześniej, drzwi do pomieszczenia są zamknięte, lecz tym razem Jan nie wspomina o lęku grona apostolskiego. Duch Święty, którego otrzymali od zmartwychwstałego Jezusa oczyścił ich serca ze strachu. Jak to było za pierwszym razem, Pan pojawia się pośród nich i ponownie przekazuje dar pokoju: „Pokój wam!” (20,26). Następnie zwraca się bezpośrednio do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym” (20,27). Pan wie dokładnie, co kryje się w sercu apostoła, a wypowiedziane przez Niego słowa nawiązują do wcześniejszej jego wypowiedzi o namacalnym dowodzie zmartwychwstania. Jezus pokazuje zatem mu swoje rany, a nawet pozwala ich dotknąć, by doprowadzić go do wiary. Rzeczywiście, ujrzawszy rany zmartwychwstałego Jezusa, Tomasz wyznaje z wiarą: „Pan mój i Bóg mój!” (20,28). Dokonane przez niego zestawienie dwóch tytułów – „Pan” (gr. kyrios) i „Bóg” (gr. theos) – przywołuje starotestamentalne określenia Boga Jedynego, np. „Słuchaj, Izraelu, Pan [hebr. Adonai] jest naszym Bogiem [hebr. Elohenu]” (Pwt 6,4); „Przebudź się, wystąp w obronie mego prawa, w mojej sprawie, mój Boże i Panie [hebr. Elohai we-Adonai]!” (Ps 35,23). Tomasz zatem identyfikuje Jezusa z samym Bogiem Izraela, YHWH.

W Prologu do swej Ewangelii Jan pisze: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo” (J 1,1). W czasie Ostatniej Wieczerzy, odnosząc się do nadchodzącej męki, śmierci i zmartwychwstania, Jezus prosi Ojca: „A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie wpierw, zanim świat powstał” (17,5). Niezwykle ważne jest dostrzeżenie, że pojawiające się u Jana „uwielbienie/otoczenie chwałą” Syna przez Ojca nie oznacza zwykłego powrotu do poprzedniej chwały, jaką miało Słowo przed stworzeniem świata, ponieważ „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (1,14). Uwielbienie Jezusa w godzinie Jego Paschy jest uwielbieniem Jego człowieczeństwa. Pełne Boskiej chwały człowieczeństwo zmartwychwstałego Pana zapewnia Jego uczniom, którzy przez wiarę uczestniczą w Jego zmartwychwstaniu, wejście do domu Ojca: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele” (14,2). Tomasz wyznaje swoją wiarę w Jezusa jako Pana i Boga, ponieważ w ranach Jego uwielbionego ciała dostrzega znak ujawniający Jego boskość.

Wypowiadając błogosławieństwo: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (20,29), Jezus przenosi uwagę na przyszłe pokolenia wierzących, którzy nie będą mogli spotkać Go w Jego uwielbionym ciele. Jednak ich wiara w Jezusowe zmartwychwstanie jest możliwa dzięki świadectwu, jakie pozostawią apostołowie, naoczni świadkowie paschalnych wydarzeń. Opisując śmierć Jezusa, autor Czwartej Ewangelii dopowiada: „Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli” (19,35). Zaś kończąc swoje dzieło stwierdza: „Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach, i on je opisał. A wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe” (21,24). Sam Jezus w wieczerniku wstawia się za kolejnymi pokoleniami Jego uczniów, których wiara będzie się opierać na apostolskim świadectwie: „Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie” (17,20).

Czy wierzę w zmartwychwstanie Jezusa? Czy wierzę, że ja także po śmierci zmartwychwstanę? Czy mam świadomość, że moja wiara potrzebuje Kościoła, wspólnoty uczniów Zmartwychwstałego?

Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych

Życie (fot. Studio Dekorasyon, unsplash.com)

Środa, 3 czerwca, wspomnienie św. Karola Lwangi i Towarzyszy

Mk 12,18-27

18 Potem przyszli do Niego saduceusze, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i pytali Go w ten sposób: 19 «Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: Jeśli umrze czyjś brat i pozostawi żonę, a nie zostawi dziecka, niech jego brat pojmie ją za żonę i wzbudzi potomstwo swemu bratu. 20 Otóż było siedmiu braci. Pierwszy pojął żonę, a umierając, nie zostawił potomstwa. 21 Drugi ją pojął za żonę i też zmarł bez potomstwa; tak samo trzeci. 22 I siedmiu ich nie zostawiło potomstwa. W końcu po wszystkich umarła także kobieta. 23 Przy zmartwychwstaniu więc, gdy powstaną, którego z nich będzie żoną? Bo siedmiu miało ją za żonę». 24 Jezus im rzekł: «Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej? 25 Gdy bowiem powstaną z martwych, nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie. 26 Co się zaś tyczy umarłych, że zmartwychwstaną, to czy nie czytaliście w księdze Mojżesza, tam gdzie mowa o krzewie, jak Bóg powiedział do niego: Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba? 27 Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych. Jesteście w wielkim błędzie».

Saduceusze, podobnie jak faryzeusze i zwolennicy Heroda we wczorajszej Ewangelii (por. Mk 12,13-17), przychodzą do Jezusa z pytaniem, które ma Go skompromitować w oczach świadków rozmowy. Jak pisze Marek, Żydzi należący do tego ugrupowania odrzucali wiarę w zmartwychwstanie. Uważali, że dusza umiera wraz z ciałem. Dlatego przepytując Jezusa, saduceusze stawiają sobie za cel sprowadzić do absurdu Jego naukę o życiu wiecznym.

Postawione przez siebie pytanie opierają na hipotetycznym przypadku kobiety, która kolejno była żoną siedmiu braci. Odwołują się przy tym do Tory. W Księdze Powtórzonego Prawa znajduje się passus, który określany jest mianem „prawa lewiratu” (łac. levir, „szwagier”): „Jeśli bracia będą mieszkać wspólnie i jeden z nich umrze, a nie będzie miał syna, nie wyjdzie żona zmarłego za mąż za kogoś obcego, spoza rodziny, lecz szwagier jej zbliży się do niej, weźmie ją sobie za żonę, dopełniając obowiązku lewiratu. A najstarszemu synowi, którego ona urodzi, nadadzą imię zmarłego brata, by nie zaginęło jego imię w Izraelu” (Pwt 25,5-6). W fikcyjnym scenariuszu saduceuszy każdy z siedmiu braci poślubia tę samą kobietę, a następnie umiera, nie pozostawiając potomków. Ostatecznie kobieta również umiera. W tym miejscu pojawia się pytanie: „Przy zmartwychwstaniu więc, gdy powstaną, którego z nich będzie żoną? Bo siedmiu miało ją za żonę” (Mk 12,23). Najwyraźniej saduceusze uważają, że postawili Jezusa przed nierozwiązywalnym dylematem. Niemożliwe jest przecież, by jedna kobieta była jednocześnie żona siedmiu mężczyzn!

Jezus odpowiada w sposób typowy dla żydowskich nauczycieli, zadając pytanie: „Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej?” (12,24). W słowach tych wyraźnie stwierdza, że saduceusze tkwią w błędzie z dwóch powodów: nie rozumieją ani Pism, ani mocy Bożej. W kolejnych wypowiedziach Pan rozwija te dwa punkty w odwrotnej kolejności.

Saduceusze nie rozumieją „mocy Bożej”, ponieważ nie wiedzą, że Bóg jest w stanie nie tylko przywrócić umarłych do życia, ale także dać im zupełnie nowe, przemienione życie: „Gdy bowiem powstaną z martwych, nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie” (12,25). Rozumowanie adwersarzy Jezusa wychodzi z błędnej przesłanki, że zmartwychwstanie będzie prostą kontynuacją ziemskiego życia, swojego rodzaju reanimacją zwłok. Tymczasem będzie niewyobrażalnie różnić się od znanego nam życia ziemskiego. Jezus używa aktywnych i pasywnych form czasownika gameo („żenić się”, wychodzić za mąż), sugerując, że zmartwychwstali ludzie nadal będą mężczyznami i kobietami. Jednak zróżnicowanie płciowe nie będzie już powiązane z małżeństwem, ani z rodzeniem dzieci, ponieważ ziemskie małżeństwo spełni swój cel. Po zmartwychwstaniu ludzie „będą jak aniołowie w niebie”. Podobieństwo do aniołów nie oznacza, że będą bezcielesnymi duchami, lecz że ich egzystencja będzie polegać na chwalebnym i wiecznym przebywaniem z Bogiem. Za pomocą tej odpowiedzi Jezus potwierdza kilka prawd odrzucanych przez saduceuszy: życie po śmierci, zmartwychwstanie ciała i istnienie aniołów.

Saduceusze nie rozumieją „Pisma”. Nie chodzi o to, że nie znają tekstów świętych. Niektórzy z nich mogli recytować Torę z pamięci (w odróżnieniu od innych żydowskich grup tamtego czasu uznawali tylko pięć ksiąg Mojżeszowych, odrzucając m.in. księgi prorockie). Problem polegał na tym, że saduceusze nie rozumieją Boga, który na kartach świętych ksiąg przemawia. Nie pojmują sensu słów, które Bóg wypowiedział do Mojżesza, objawiając mu się w płonącym krzewie: „Co się zaś tyczy umarłych, że zmartwychwstaną, to czy nie czytaliście w księdze Mojżesza, tam gdzie mowa o krzewie, jak Bóg powiedział do niego: Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba?” (12,26; por. Wj 3,1-6). Bóg może być czyimś Bogiem tylko wtedy, gdy ten ktoś żyje: „Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych” (Mk 12,27). Bóg nie mógłby objawić, że jest Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, gdyby nie był ich opiekunem i obrońcą, co obejmuje także ocalenie przed śmiercią w jej najgłębszym znaczeniu, jakim jest wieczne oddzielenie człowieka od Niego. Więcej, ponieważ według zamysłu Stwórcy ludzie żyją w ciele, zbawienie od śmierci musi konsekwentnie obejmować także ciało. W tekstach biblijnych ciało nie jest tylko „składnikiem” osoby, ale „stanowi osobę” jako widzialny przejaw życia. Bycie żywym oznacza istnieć jako cała osoba – ciało i dusza. Rozumowanie Jezusa jest głębokie i różni się od logiki, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Jego argument opiera się na niewyobrażalnej trosce i miłości, do których Bóg się zobowiązał, stając się naszym Bogiem.

Czy dociekam sensu słów zawartych w Piśmie Świętym? Czy wierzę, że moja śmierć nie będzie końcem mojego istnienia, gdyż Bóg wskrzesi mnie z martwych?

Znowu jednak was zobaczę i rozraduje się serce wasze

Grob Pański, miejsce złożenia ciała Chrystusa (fot. R.P.)

Piątek, 22 maja

J 16,20-23a

20 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość. 21 Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu — z powodu radości, że się człowiek na świat narodził. 22 Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. 23 W owym zaś dniu o nic nie będziecie Mnie pytać.

Dzisiejsze czytanie ewangeliczne rozpoczyna się powtarzając końcowe zdanie czytania wczorajszego (J 16,16-20). Jezus, by wyjaśnić zdezorientowanym uczniom kontrast między „chwilami” dzielącymi ich od Jego odejścia i ponownego pojawienia, posługuje się kontrastem między smutkiem i radością: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość” (16,20).

W dalszej części wyjaśnienia Pan posługuje się obrazem brzemiennej kobiety: „Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu — z powodu radości, że się człowiek na świat narodził” (16,21). Motyw kobiety oczekującej dziecka w Biblii pojawia się w tekstach mówiących o cierpieniu wierzących, które poprzedza nadejścia dnia zbawienia. W Księdze Izajasza przeżywający ucisk Izraelici wołają: „Panie, w ucisku szukaliśmy Ciebie, słaliśmy modły półgłosem, kiedy Ty chłostałeś. Jak brzemienna bliska chwili rodzenia wije się, krzyczy w bólach porodu, takimi staliśmy się przed Tobą, o Panie!” (Iz 26:16-17). Natomiast w Ewangelii Marka, zapowiadając zburzenie Jerozolimy, Jezus mówi: „Biada zaś brzemiennym i karmiącym w owe dni. A módlcie się, żeby nie wypadło to w zimie. Albowiem dni owe będą czasem ucisku, jakiego nie było od początku stworzenia, którego Bóg dokonał, aż do dni obecnych i nigdy nie będzie” (Mk 13,17-19). Zatem jak kobieta w trakcie porodu „doznaje smutku”, tak teraz apostołowie „doznają smutku” z powodu zbliżającej się śmierci Jezusa (w obu przypadkach w greckim tekście pojawia się wyrażenie lype ehei, dosł. „mieć cierpienie”). Kiedy jednak dziecko przyjdzie na świat, matka nie pamięta o bólach porodu, gdyż raduje się, że może trzymać dziecko w ramionach. Podobnie smutek uczniów przeminie, a w jego miejscu pojawi się radość ze spotkania ze Zmartwychwstałym. Powodem radości matki jest nowe życie, zaś radość apostołów będzie wypływać z doświadczenia życia niebieskiego, którego nic i nikt nie będzie mógł im odebrać (por. J 15,11).

Zmartwychwstanie i wywyższenie Jezusa zainauguruje nowy stan rzeczy: „W owym zaś dniu o nic nie będziecie Mnie pytać” (16,23). Wyrażenie „w owym zaś dniu” odnosi się nie tylko do tego konkretnego dnia, kiedy w powstaniu z martwych Syna Bożego zostanie pokonana śmierć, lecz do całego popaschalnego czasu Kościoła (por. 14,19-20). Uczniowie i ci, którzy dzięki ich świadectwu uwierzą w Chrystusa, będą mogli doświadczać nadprzyrodzonej komunii z Ojcem, Synem i Duchem Świętym oraz poznania, które nie będzie rodziło kolejnych pytań. W trakcie rozmowy w Wieczerniku apostołowie zadali Jezusowi całą serię pytań dotyczących przekazywanego im objawienia oraz powrotu Syna do Ojca (por. 13,36; 14,5.8.22; 16,17-18). Po zmartwychwstaniu nie będą Go więcej „przesłuchiwać”, ponieważ przez działanie Ducha Świętego w pełni Go poznają i zrozumieją znaczenie krzyża (por. 16,13).

Jak przeżywam chwile smutku? Czy rozeznaje moje stany ducha? Czy nie zamykam się w moim bólu? Czy wierzę Jezusowi, kiedy mówi, że spotkanie z Nim jest źródłem radości, której nikt mi nie odbierze?