Weźcie wy sobie dobrze do serca te słowa

Fot. Sangia (unsplash.com)

Sobota, 26 września

Łk 9,43b-45

43b Gdy tak wszyscy pełni byli podziwu dla wszystkich Jego czynów, Jezus powiedział do swoich uczniów: 44 «Weźcie wy sobie dobrze do serca te słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi». 45 Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o to powiedzenie.

Rozważamy dzisiaj drugą zapowiedź męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Podobnie jak to było w przypadku pierwszej zapowiedzi (por. Łk 9,22), Pan zwraca się wyłącznie do uczniów, chociaż w tle widoczny jest powszechny podziw, jaki wzbudza Jego działalność: „Gdy tak wszyscy pełni byli podziwu dla wszystkich Jego czynów, Jezus powiedział do swoich uczniów” (9,43b). Chwilę wcześniej Pan uzdrowił opętanego epileptyka (por. 9,37-43a). Żydzi będący świadkami tego i innych cudownych czynów Jezusa dostrzegają w Nim działanie Bożej mocy (por. 9,43a), są pełni podziwu. Użyty tutaj grecki czasownik thaumadzo („dziwić się, zdumiewać, podziwiać”) ma formę imiesłowu czasu teraźniejszego, co podkreśla nie tle jednorazowe zdziwienie czy podziw, ale pewien stan. Tłumy trwały w podziwie dla czynów Jezusa.

Tym bardziej zdumiewają słowa Pana zaadresowane do apostołów: „Weźcie wy sobie dobrze do serca te słowa” (9,44a). W greckim tekście czytamy dosłownie „weźcie do uszu waszych te słowa” (por. 1,44; 4,21; Dz 11,22). Jezus z jednej strony podkreśla wagę słów, które za chwilę wypowie, a z drugiej przynagla uczniów, by uważnie ich wysłuchali, pozwolili przedostać się im do ich wnętrza. W inny miejscu poucza ich w podobny sposób: „Uważajcie więc, jak słuchacie” (Łk 8,18). Rzeczywiście następująca wypowiedź Pana nie jest łatwa ani przyjemna, zwłaszcza w kontekście obecnego zachwytu ze strony tłumów: „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi” (9,44b). W tytule „Syn Człowieczy” wyrażona zostaje tożsamość Jezusa jako prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka. W Księdze Daniela czytamy: „Patrzyłem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie” (Dn 7,13-14). Jezus rzeczywiście jest tym, do którego należy panowanie i władza nad wszystkimi narodami. Jednakże jest On także zapowiadanym przez Izajasza „cierpiącym Sługą” (por. Iz 52,13-53,12).

Męka Syna Bożego, Jego ofiara wynagradzająca za grzechy całego świata, jest elementem zbawczego planu Ojca. Tylko ktoś, do którego należy pełnia władzy, jest w stanie złożyć doskonałą ofiarę ze swojego życia. Św. Paweł w Liście do Filipian napisze: „On to, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca” (por. Flp 2,6-11).

Prawda z mocą głoszona przez Apostoła Narodów na tym etapie jest jeszcze niezrozumiała dla Jezusowych uczniów: „Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o to powiedzenie” (Łk 9,45). Jest to skutek ich słabości moralnej – za chwilę będą rozprawiać między sobą, który z nich jest największy (por. 9,46), ale zarazem część Bożego planu, gdyż znaczenie słów Jezusa było zakryte prze nimi (por. 18,34). Pan otworzy ich umysły dopiero po swoim zmartwychwstaniu: „To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma, i rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem” (24,44-47).

Czy z uwagą słucham słów Jezusa? Czy jest we mnie zgoda, by kroczyć za Nim, nie tylko uwielbianym przez tłumy, ale również odrzuconym, poniżonym i cierpiącym? Czego nie rozumiem w mojej drodze wiary? Czy rozmawiam o tym z Jezusem?

Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi

Fot. Jaime Casap (unsplash.com)

XXV Niedziela Zwykła A

Mt 20,1-16a

1 Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. 2 Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. 3 Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, 4 i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. 5 Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. 6 Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” 7 Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”. 8 A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. 9 Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. 10 Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. 11 Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, 12 mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekotę”. 13 Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? 14 Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. 15 Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” 16 Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».

W dzisiejszej przypowieści Jezus ukazuje kolejny aspekt tajemnicy królestwa niebieskiego: „Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy” (20,1). Pan posługuje się obrazem winnicy i troszczącego się o nią gospodarza, a tym samym nawiązuje do starotestamentalnych tekstów, w których mowa jest o Bogu, który powołuje do istnienia Naród Wybrany i nieustannie o niego się troszczy, np.: „Wyrwałeś winorośl z Egiptu, wygnałeś pogan, a ją zasadziłeś. Grunt dla niej przygotowałeś, a ona zapuściła korzenie i napełniła ziemię. Góry okryły się jej cieniem, a cedry Boże jej gałęźmi. Swe latorośle rozpostarła aż do Morza, a swoje pędy aż do Rzeki” (Ps 80,9-12; por. Iz 5,1-7; Jr 2,21; 12,10-11; Oz 10,1). Gospodarz udaje się wczesnym rankiem na wiejski rynek, by znaleźć tam robotników do swojej winnicy. Do dzisiaj w wielu miejscowościach Bliskiego Wschodu można trafić na plac lub ulicę, gdzie mężczyźni nie mający stałego zajęcia czekają, by ktoś najął ich do pracy na dzień lud dwa. Zwyczaj ten był dużo bardziej powszechny w starożytnym Izraelu, kiedy to zdecydowana większość społeczeństwa żyła w ubóstwie.

Najmując pierwszych robotników, gospodarz daje im konkretną obietnicę zarobku: „Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy” (20,2). W starożytnej Palestynie denar (gr. denarion), rzymska srebra moneta, stanowił zwyczajową zapłatę za jeden dzień pracy. Suma ta musiała wystarczyć, by zapewnić przeżycie rodzinie zatrudnionego, dlatego wg Tory należało wypłacać ją pod koniec dnia: „Nie będziesz niesprawiedliwie gnębił najemnika ubogiego i nędznego, czy to będzie brat twój, czy przybysz, o ile jest w twoim kraju, w twoich bramach. Tego samego dnia oddasz mu zapłatę, nie pozwolisz zajść nad nią słońcu, gdyż jest on biedny i całym sercem jej pragnie; by nie wzywał Pana przeciw tobie, a to by cię obciążyło grzechem” (por. Pwt 24,14-15).

Poranna sytuacja powtarza się kilkukrotnie. Gospodarz o różnych porach powraca na rynek, by zatrudnić kolejnych robotników: „Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił” (Mt 20,3-5). W przeliczeniu na naszą rachubę czasu wymienione godziny oznaczają: „trzecia” – 9:00, „szósta” – 12:00, „dziewiąta” – 15:00. Kolejni najmowani mężczyźni do czasu zatrudnienia cierpliwie pozostawali na rynkowym placu, licząc, że ktoś ich zaangażuje chociaż na część dnia. Dlatego bez szczególnych negocjacji zgadzają się pracować w winnicy za to, „co będzie słuszne” (dosł. „sprawiedliwe”).

Zaskakujące może być to, że ostatnią grupę robotników gospodarz wysyła do pracy w winnicy jeszcze godzinę przed zakończeniem dnia: „Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy” (20,6-7). Odpowiedź najemników „Bo nas nikt nie najął” sugeruje, że mimo szczerych chęci podjęcia pracy, przez większość dnia nie trafiła im się możliwość zatrudnienia. Nadal jednak są gotowi, by skorzystać z zaproszenia gospodarza.

Po zapadnięciu zmierzchu właściciel winnicy wydaje zarządcy polecenie wypłaty należności: „A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych” (20,8). Warto zwrócić uwagę, że pieniądze mają być wypłacone „począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Zatrudnieni około godziny jedenastej zapewne spodziewali się, że dostaną jakąś jedną dwunastą dniowego wynagrodzenia. Tymczasem otrzymują pełną kwotę: „Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze” (20,9). Gdy pracujący od wczesnych godzin rannych dostają to samo wynagrodzenie, zaczynają oskarżać właściciela winnicy o niesprawiedliwość: „Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekotę” (20,10-12). Gospodarz wyjaśnia swoją decyzję jednemu z szemrających: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” (20,13-15). Właściciel winnicy przypomina wysokość stawki, za jaką robotnicy pracujący od rana zgodzili się pracować. Trudno zatem w jego zachowaniu dopatrywać się niesprawiedliwości. Jeśli zaś chodzi o wynagrodzenie pracowników „ostatniej godziny”, otrzymanie przez nich całego denara, a nie jego dwunastej części, wskazuje na dobroć gospodarza, który przekazuje im niezasłużony dar. Występujące w wyjaśnieniu gospodarza wyrażenie „złe oko” jest semickim idiomem opisującym kogoś, kto jest zazdrosny, niechętny innym lub brakuje mu szczodrości: „Zły jest, kto zazdrosnym okiem patrzy, odwraca oblicze i z góry spogląda na innych” (Syr 14,8; por. Pwt 15,9; Prz 28,22).

Zdanie podsumowujące przypowieść – „Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi” (Mt 20,16) – przypomina mądrościowe stwierdzenie kończące poprzednią perykopę (por. 19,30; także Mk 10,31; Łk 13,30). Tym razem określenia „pierwsi” i „ostatni” odnoszą się do czasu służby w winnicy Pańskiej: zatrudnionym najpierw płaci się na końcu, zaś zatrudnieni na końcu otrzymują zapłatę jako pierwsi.

Za pomocą przypowieści o robotnikach najmowanych do pracy w winnicy Jezus objawia szczodrobliwość Boga, Boskiego Gospodarza, który udziela takiego samego wynagrodzenia zarówno tym, którzy rozpoczęli pracę w Jego winnicy jako pierwsi, jak i jako ostatni. W przypadku tych drugich widać wyraźnie, że ich zapłata nie zależy od długości ich pracy, lecz jest darem, który Bóg ma przecież prawo im ją przyznać. Ponadto Pan zarysowuje problemem postawy robotników pracujących cały dzień, którzy odebrali zachowanie Gospodarza jako „niesprawiedliwość”. Dzieje się tak, gdyż w ich sercu pojawił się grzech zawiści, polegający na byciu złym z powodu szczęścia innych. Tego typu postawa przypomina zachowanie samego diabła. Autor Księgi Mądrości pisze: „A śmierć weszła w świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą” (Mdr 2,24). Jezus wzywa uczniów do radowania się wielkodusznością Boga, której doświadczyć mogą nawet najbardziej „spóźnieni” na drodze wiary. Ostatecznie przecież, żaden człowiek, nawet jeśli już dłuższy czas idzie za Jezusem, nie jest w stanie zasłużyć na Jego łaskę. Wszyscy, bez względu na nasz „staż”, mamy powody, by być wdzięcznymi za to, że Pan jest dobry.

Jaki jest mój stosunek do ludzi, którzy jeszcze nie odpowiedzieli na głos Bożego wezwania? Czy moje kroczenie drogą wiary nie staje się pretekstem do pogardzania nimi lub patrzenia na nich z wyższością? Co robię, by pomóc im spotkać się z Bogiem?

Kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je

Fot. Amir Arefi (unsplash.com)

30 sierpnia, XXII Niedziela Zwykła

Mt 16,21-27

21 Odtąd zaczął Jezus Chrystus wskazywać swoim uczniom na to, że musi udać się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. 22 A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: «Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie». 23 Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: «Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku». 24 Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: «Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. 25 Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. 26 Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? 27 Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania.

Słowa rozpoczynające dzisiejsze czytanie ewangeliczne są kluczowe dla dalszej narracji Ewangelii Mateusza: „Odtąd zaczął Jezus Chrystus wskazywać swoim uczniom na to, że musi udać się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Mt 16,21). Formuła wprowadzająca „odtąd zaczął Jezus” pojawiła się już wcześniej w Pierwszej Ewangelii, by zaznaczyć początek działalności Pana w Galilei (por. 4,17). Teraz sygnalizuje ona początek kolejnego ważnego etapu. Działalność Jezusa w Galilei osiągnęła swój kres i odtąd będzie On podążał w kierunku Jerozolimy. Niestety, gdy dotrze do świętego miasta, nie spotka się z przychylnością religijnych przywódców. W prorockiej wizji Pan zapowiada ciąg zdarzeń, który doprowadzi do Jego cierpienia, a nawet śmierci. Pojawia się jednak promyk nadziei, gdyż Jezus powstanie z martwych trzeciego dnia.

Mimo ostatecznie pozytywnego wydźwięku zapowiadanych wydarzeń, Piotr nie jest w stanie zaakceptować cierpienia, które ma spotkać Mistrza: „A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: «Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie»” (16,22). W wyobrażeniach apostoła, podzielanych przez większość ówczesnych Żydów, doświadczających ciężaru rzymskiej okupacji, Mesjasz miał być tym, który będzie zwyciężał wrogów Izraela i królował. Nie ma w nich miejsca na cierpienie.

Rekcja Jezusa na słowa Piotra jest wyjątkowo gwałtowna: „Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: «Zejdź Mi z oczu [dosł. „stań za mną”], szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku»” (16,23). Trudno o ostrzejszą naganę. Chwilę wcześniej Piotr wyznał swoją wiarę Jezusa jako Mesjasza i Syna Bożego (por. 16,13-20). Teraz zostaje przez Pana nazwany szatanem (gr. satanas, dosł. „przeciwnik”). Powodem jest to, że w swoim myśleniu posługuje się ludzką logiką, ulegając awersji do cierpienia, a nie szuka duchowego rozeznania. W scenie kuszenia to właśnie szatan proponował Jezusowi drogę do panowania nad światem, w której nie byłoby krzyża (por. 4,8-10). Jezus opisuje Piotra jako „zawadę” (gr. skandalon – „pułapka, zasadzka, kamień potknięcia”). Widać wyraźnie kontrast między tym obrazem a obrazem opoki z 4,18. Różnica polega na przeciwstawieniu łaski i natury. Gdy Piotr w 4,16 mówi to, co zostało mu objawione przez Ojca, jest solidnym kamieniem węgielnym, który trzyma się z dala od siły ciemności. Gdy jednak przemawia z punktu widzenia słabej ludzkiej natury, niewspieranej Bożą mocą, wówczas staje się kamieniem, o który potykają się inni.

Zapowiedziawszy po raz pierwszy swoją mękę i śmierć (por. 17,22-23; 20,17-19), Jezus wzywa uczniów, by podążali za Nim tą samą drogą: „Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: «Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?” (4,24-27). Pan podkreśla, że Jego uczeń ma wziąć swój krzyż i naśladować Go. Być może wiele razy słyszeliśmy już te słowa i w efekcie w naszych uszach straciły już one swoją siłę wyrazu. Ukrzyżowanie człowieka jest bowiem jedną z najbardziej barbarzyńskich metod egzekucji, którą Rzymianie doprowadzili do perfekcji. Wg Cycerona rzymscy obywatele uważali za niestosowne nawet wspominanie o niej w publicznym dyskursie. Jezus jednak zachęca nas, byśmy myśleli o życiu chrześcijańskim właśnie w tych kategoriach. Wymaga od nas, byśmy idąc za Nim, byli gotowi przyjąć wolę Boga niezależnie od tego, dokąd ona nas zaprowadzi, chce byśmy tak jak On, wypili z kielicha przygotowanego przez Ojca (por. 26,39). Temu radyklanemu wezwaniu towarzyszy obietnica, że każdy kto straci swe życie w Jego imię, ostatecznie je znajdzie.

Jako tło do przyjęcia tak radykalnej postawy Jezus ukazuje perspektywę sądu ostatecznego: „Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania” (16,27). Powracając w towarzystwie aniołów, Chrystus wyda wobec każdego wyrok co do jego życia. Jako ostateczny Sędzia całego świata określi wieczne przeznaczenie wszystkich. Podstawą do tego osądu będzie nasze postępowanie. Jak woła Psalmista: „Ty, Panie, jesteś łaskawy, bo Ty każdemu oddasz według jego czynów” (Ps 62,13; por. Rz 2,13). Analizując inne wypowiedzi Jezusa w Mateuszowej Ewangelii, możemy stwierdzić, że sąd ten będzie dotyczył: naszych słów (por. Mt 12,36-37), naszych myśli (por. 5,28-30), naszych działań (por. 7,21), naszej gotowości do wybaczenia innym (por. 6,14-15; 18,35) oraz naszego zaangażowania w dzieła miłosierdzia (por. 25,31-46).

Jakie miejsce w moim życiu wiary ma męka i śmierć Jezusa? Czy dostrzegam, że były one konieczne, by odkupiony został mój grzech i by objawiła się chwała zmartwychwstania? Czy pozwalam, by Pan Bóg wyprowadzał mnie z moich błędnych wyobrażeń? Co jest moim krzyżem? Czy zgadzam się na noszenie go każdego dnia? Czy jestem gotowy na spotkanie z Chrystusem Sędzią?

Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie

Fot. Jordan Wozniak (unsplash.com)

Czwartek, wspomnienie św. Moniki

Mt 24,42-51

42 Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. 43 A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o jakiej porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. 44 Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. 45 Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą, żeby we właściwej porze rozdał jej żywność? 46 Szczęśliwy ów sługa, którego pan, gdy wróci, zastanie przy tej czynności. 47 Zaprawdę, powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. 48 Lecz jeśli taki zły sługa powie sobie w sercu: „Mój pan się ociąga z powrotem”, 49 i zacznie bić swoje współsługi, i będzie jadł i pił z pijakami, 50 to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna. 51 Każe surowo go ukarać i wyznaczy mu miejsce z obłudnikami. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Rozważany przez nas fragment stanowi cześć tzw. mowy eschatologicznej (Mt 24,1-25,46), ostatniej z pięciu mów, za pomocą których Mateusz zachował słowa Jezusa wypowiedziane przy różnych okazjach. Jak sam nazwa wskazuje (gr. eschatos – „ostatnim ostateczny”), mowa ta stanowi zbiór wypowiedzi dotyczących wydarzeń mających nastąpić na końcu czasów. Jezus zarysowuje przed nami sceny sądu i udręki, a także ostrzega przed zwodzicielami oraz wzywa do wierności. Posługuje się przy tym językiem symbolicznym, przypominającym żydowską literaturę apokaliptyczną, oraz wielokrotnie czyni aluzje do tekstów Starego Testamentu. Ważną cześć mowy eschatologicznej stanowią trzy przypowieści, w których zostaje podkreślona potrzeba czuwania i gotowości na powtórne przyjście Syna Człowieczego: przypowieść o dwóch sługach (24,45-51), przypowieść o dziesięciu pannach (25,1-13) oraz przypowieść o talentach (25,14-30).

We fragmencie poprzedzającym dzisiejsze czytanie ewangeliczne Jezus mówi o tym, iż czas Jego powtórnego przyjścia nie będzie wcześniej znany Jego uczniom. Posługuje się przy tym aluzją do opowiadania o potopie, kiedy to oprócz Noego i jego bliskich nikt nie spodziewał się nadchodzącego kataklizmu: „Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego” (24,38-39; por. Rdz 7,11-23).

Rozwijając tę myśl, Pan mówi: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie” (Mt 24,42; por. 25,13) i podaje kolejny przykład, tym razem nawiązując do realiów życia codziennego: „Gdyby gospodarz wiedział, o jakiej porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu” (24,43). Gdyby wspomniany gospodarz zawczasu znał moment pojawienia się złodzieja, wystarczyłoby, że tuż przed próbą rabunku wystawiłby dodatkowe straże, czy nawet sam, uzbroiwszy się, czekałby, by pochwycić złodzieja. W przypadku uczniów Jezusa, oczekujących na Jego powrót na końcu czasów, gotowość na spotkanie zostaje rozciągnięta w czasie, ma stale charakteryzować ich postawę: „Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (24,44). Na czym ma polegać ta „trwająca” gotowość obrazują trzy kolejne przypowieści, z których pierwszą, o dwóch sługach (24,45-51), przytacza dzisiejsza liturgia słowa. Ukazuje ona dwie możliwe reakcje sługi, który zostaje ustanowiony nad domem pana podczas jego nieobecności.

„Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą, żeby we właściwej porze rozdał jej żywność” (24,45). Tekst grecki podpowiada nam, że „panem” z przypowieści jest Jezus – to samo określenie, kyrios, pojawia się chwilę wcześniej, właśnie w odniesieniu do Niego (por. 24,42). „Domem” jest Kościół, czyli wspólnota uczniów, która Jezus uznaje za swoją duchową rodzinę (por. 12,49-50). W 1 Liście do Tymoteusza św. Paweł napisze: „Gdybym zaś się opóźniał, piszę, byś wiedział, jak należy postępować w domu Bożym, który jest Kościołem Boga żywego, filarem i podporą prawdy” (1 Tm 3,15). W tym kontekście postać „sługi” należy odczytać jako obraz tych, którzy są odpowiedzialni za przekaz wiary i łaski zbawienia. Chodzi przede wszystkim o pasterzy przewodzących wspólnocie uczniów, którzy „rozdzielają żywność”, czyli głoszą Słowo i udzielają sakramentów. W dalszej kolejności Jezus ma na myśli wszystkich, którzy we właściwy sobie sposób są odpowiedzialni za wiarę powierzonych im osób (rodzice, starsze rodzeństwo, nauczyciele, liderzy kościelnych wspólnot itd.).

„Szczęśliwy ów sługa, którego pan, gdy wróci, zastanie przy tej czynności. Zaprawdę, powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem” (24,46-47). Dzień powrotu Pana jest nieznany dla sługi dzierżącego władzę w Jego zastępstwie. Jeśli jednak będzie on wierny swoim obowiązkom i przy ich wykonywaniu zostanie zastany przez Powracającego, przysługiwać mu będzie miano „szczęśliwego” (gr. makarios – „szczęśliwy, błogosławiony”). Warto zauważyć, że gotowość na spotkanie z Panem nie zostaje opisana jako bezczynne wypatrywanie Jego powrotu, lecz właśnie jako wykonywanie zleconych „czynności”. W tekście oryginalnym pojawia się tutaj imiesłów czasu teraźniejszego, dosł. „znajdzie go czyniącego”, co podkreśla konieczność stałego zaangażowania sługi. Wypełnianie obowiązków zostanie nagrodzone jeszcze większymi obowiązkami – wierny sługa zostanie postawiony nad całym majątkiem Pana, co oznacza, że zmieni się jego status.

Lecz jeśli taki zły sługa powie sobie w sercu: „Mój pan się ociąga z powrotem”, i zacznie bić swoje współsługi, i będzie jadł i pił z pijakami, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna” (24,48-50). W dalszej części przypowieści Jezus ukazuje sytuację „złego sługi”. Jego pierwszym błędem jest nieuzasadniona pewność, że Pan się ociąga, podczas gdy w rzeczywistości dzień i godzina Jego powrotu są po prostu nieznane. Ponadto ów zły sługa postępuje niegodziwie, wykorzystuje nieobecność Pana, by odłożyć na bok swe obowiązki oraz podjąć się okrutnych i rozpustnych zajęć: nadużywa swej władzy, dręcząc podlegające sobie współsługi, a także dogadza sobie jedzeniem i piciem w towarzystwie pijaków (por. 1 Tm 3,1-5).

„to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna. Każe surowo go ukarać i wyznaczy mu miejsce z obłudnikami. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (24,50-51). Gdy w końcu nadejdzie dzień, którego nikt się nie spodziewa i gdy powracający Pan odkryje, że Jego zaufanie zostało nadużyte, a Jego sługi wykorzystane, złego sługę czeka surowa kara. W tekście greckim pojawia się tutaj wyrażenie, które dosłownie można przetłumaczyć „przetnie go na pół”. Surowość kary odpowiadać będzie wadze powierzonej misji. Złemu słudze zostanie wyznaczone miejsce wśród obłudników a, którzy spędzą wieczność w potępieniu, płacząc wśród katuszy i zgrzytając zębami.

Czy moją wiarę charakteryzuje czujność i gotowość na spotkanie z powracającym Chrystusem? W jakim wymiarze realizuję moją odpowiedzialność za przekaz wiary? Czy odrzucam pokusę posłużenia się przysługującym mi autorytetem dla osiągnięcia własnych celów?

Skąd u niego ta mądrość i cuda?

Dzisiejszy Nazaret nocą (fot. R.P.)

Piątek, 31 lipca, Wspomnienie św. Ignacego z Loyoli

Mt 13,54-58

54 Przyszedłszy do swego miasta rodzinnego, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: «Skąd u niego ta mądrość i cuda? 55 Czyż nie jest on synem cieśli? Czy jego Matce nie jest na imię Mariam, a jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? 56 Także jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc u niego to wszystko?» 57 I powątpiewali o Nim. A Jezus rzekł do nich: «Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony». 58 I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa.

Po zakończeniu mowy w przypowieściach (Mt 13,1-53) Jezus opuszcza Kafarnaum i udaje się do rodzinnego Nazaretu, po raz pierwszy od uwięzienia Jana Chrzciciela (por. 4,13). Swoim zwyczajem, prawdopodobnie w dzień szabatu, przychodzi do miejscowej synagogi, by nauczać: „Przyszedłszy do swego miasta rodzinnego, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: «Skąd u niego ta mądrość i cuda?” (por. 13,54). Reakcja zgromadzonych na synagogalnej liturgii przypomina reakcję tłumów na zakończenie Kazania na Górze: „Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie tak jak ich uczeni w Piśmie” (7,28-29). Jednakże zdumienie Nazareńczyków nie oznacza akceptacji, wręcz przeciwnie, odrzucenie. Wyrażone ono zostaje w serii pięciu pytań retorycznych. Pierwsze – „Skąd u niego ta mądrość i cuda?” – ogólnie odnosi się do głoszonych przez Jezusa słów i dokonywanych przez Niego czynów. Kolejne pytania pokazują, na czym opierały się wątpliwości mieszkańców Nazaretu.

„Czyż nie jest on synem cieśli?” (13,55a). Użyty tutaj grecki rzeczownik teknon oznacza kogoś, kto wytwarza jakieś przedmioty z drzewa lub kamienia. Inaczej niż w Ewangelii Marka Pan nie jest nazwany cieślą, lecz synem cieśli (por. Mk 6,3). Być może Mateusz idzie za judaistycznym zwyczajem, nakazującym podawanie zawodu ojca.

„Czy jego Matce nie jest na imię Mariam, a jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda?” (Mt 13,55b). Jako że Ewangelia Mateusza została napisana z myślą o chrześcijanach żydowskiego pochodzenia, imię Matki Jezusa zostaje podane w formie semickiej. Bracia Jezusa noszą imiona patriarchów, co może wskazywać na mocne zakorzenienie Jezusowej rodziny w żydowskich tradycjach religijnych. Jakub zostaje wymieniony na pierwszym miejscu, gdyż w późniejszych czasach będzie przełożonym Kościoła w Jerozolimie.

„Także jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas?” (13,56a). W przeciwieństwie do braci, siostry wymienione zostały bezimiennie. W oparciu o akcentowane przez Ewangelię dziewictwo Maryi (np. Mt 1,23; Łk 1,27) oraz interpretacje Ojców Kościoła, przyjmuje się, że bracia i siostry Jezusa byli dziećmi Józefa z pierwszego małżeństwa.

„Skądże więc u niego to wszystko?” (Mt 13,56b). Mieszkańcy Nazaretu, niewielkiej wtedy miejscowości, byli dobrze zaznajomieni z rodziną Jezusa i to skłaniało ich do postrzegania Go jako zwykłego człowieka, a nie Mesjasza Bożego. Nie potrafili otworzyć się na zamysł Boży, który wykraczał poza ich dotychczasowe doświadczenia i wyobrażenia. Poprzez swoją niechęć do Jezusa Nazareńczycy stają po stronie przeciwników Jezusa, faryzeuszów: „I powątpiewali o Nim” (13,57a). To stwierdzenie ewangelisty odnosi się do wcześniejszych słów Jezusa: „A błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi we Mnie” (11,6).

Reagując na negatywne przyjęcie ze strony swoich krajanów Jezus mówi: „Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony” (13,57b-c). Podobne doświadczenie miał prorok Jeremiasz (Jr 11,21). Cała scena kończy się dopowiedzeniem narratora: „I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa” (Mt 13,58). Wiara w mesjańską tożsamość Jezusa jest podstawowym warunkiem sprawiania przez Niego cudów (por. 12,38-39). Użyty w tutaj grecki rzeczownik apistia (dosł. „niewiara”) w Ewangelii Mateusza używany jest w odniesieniu do tych, którzy odrzucają Jezusa. Gdy ze swą wiarą zmagają się uczniowie, nazywani są „ludźmi małej wiary” (por. 6,30).

Czy wierzę w boską tożsamość Jezusa? Czy pozwalam, by Pan Bóg mnie zaskakiwał i wyprowadzał z utartych schematów myślenia i postepowania? Czy jestem człowiekiem wiary?

Podobne jest królestwo niebieskie do sieci

Jezioro Galilejskie (fot. R.P.)

Czwartek, 30 lipca

Mt 13,47-53

47 Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. 48 Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. 49 Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych 50 i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. 51 Zrozumieliście to wszystko?» Odpowiedzieli Mu: «Tak». 52 A On rzekł do nich: «Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare». 53 Gdy Jezus dokończył tych przypowieści, oddalił się stamtąd.

Rozważamy dzisiaj ostatnie wersety tzw. mowy w przypowieściach (por. Mt 13,1-53), w której Mateusz zebrał Jezusowe przypowieści obrazujące tajemnicę królestwa niebieskiego. Tym razem Pan przyrównuje królestwo niebieskie do sieci zarzuconej w morze: „podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju” (13,47). Rybacy pracujący na wodach Jeziora Galilejskiego posługiwali się sporych rozmiarów sieciami (od 250 do 450 m długości i ok. 2 m szerokości), które rozwijano pomiędzy dwoma łodziami. Przytwierdzone do sieci obciążenia sprawiały, że większa jej część głęboko zanurzała się w wodzie. Ciągnąc sieć za sobą, łodzie płynęły w kierunku brzegu, gdzie była ona wraz z całą zawartością wyciągana. Ważnym momentem połowu było sortowanie ryb wyciągniętych na brzeg: „Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili” (13,48). Sortując ryby, posługiwano się kryterium jadalności oraz rytualnej czystości. Za nieczyste uważano ryby pozbawione łusek: „każda istota wodna w morzach i rzekach, która nie ma płetw ani łusek, spośród wszystkiego, co się roi w wodzie, i spośród wszystkich małych zwierząt wodnych, będzie dla was obrzydliwością. Będą one dla was obrzydliwością, nie jedzcie ich mięsa i brzydźcie się ich padliną. Wszystkie istoty wodne, które nie mają płetw albo łusek, będą dla was obrzydliwością” (Kpł 11,10-12).

Zgodnie z tekstami starotestamentalnymi oraz literaturą judaistyczną morze (gr. thalassa, oznacza zarówno „morze” jak i „jezioro”) symbolizuje świat i narody świata. Ryby natomiast stanowią metaforę członków wspólnoty. Akcentując wyraźnie dwie fazy połowu – gromadzenie ryb oraz ich sortowanie – Mateusz wskazuje na dwa okresy czasu: teraźniejszość i przyszłość. Obecnie ma miejsce zarzucanie sieci i gromadzenie ryb wszelkiego rodzaju. Czasownik opisujący czynność zarzucania sieci (gr. ballo) występuje w stronie biernej, co w literaturze biblijnej sugeruje działanie Boga. Pierwsza część przypowieści jest zatem obrazem ewangelizacji. Jezus poprzez posłanych przez siebie uczniów wzywa wszystkie narody do królestwa, którego widzialnym reprezentantem na ziemi jest Kościół.

Druga cześć przypowieści zostaje wyjaśniona przez samego Jezusa: „Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych” (13,49). Czynność zbierania dobrych ryb i odrzucania złych oznacza „wyłączenie ludzi złych spośród sprawiedliwych”. Zatem dobre ryby symbolizują ludzi „sprawiedliwych” (pełniących Bożą wolę, por. 5,19-20), zaś bezużyteczne ludzi „złych”. Natomiast wyrzucenie ryb bezużytecznych staje się wyrzuceniem w „piec rozpalony”. Jako że sieć w 13,47 jest porównana do Kościoła („królestwa niebieskiego”), akt mającego nastąpić sądu odnosi się właśnie do wspólnoty uczniów Jezusa, a nie szerokiego spektrum narodów (przypowieść ta przekazana jest bezpośrednio uczniom, gdy wraz z Jezusem przebywali w domu; por. 13,36). Aniołowie oddzielą złych od dobrych w Kościele, nie zaś wśród wszystkich ludzi. Jezus zatem wyraża tutaj ideę sądu nad Kościołem, w którym źli to osoby niezdecydowane i połowiczne, jak na przykład trzeci sługa z przypowieści o talentach (por. 25,14-30).

W przeciwieństwie do przypowieści o chwaście (13,24-30), Pan nie mówi nic na temat sprawiedliwych zagarniętych przez sieć. Poprzez skoncentrowanie się na położeniu złych, zachęca do zdecydowanego pełnienia Bożej woli: „i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (13,50). „Piec ognisty” obrazuje miejsce przebywania tych, którzy w czasie Sądu Ostatecznego zostali potępieni za ich czyny przeciwne zamysłowi Bożemu. Ich przeznaczeniem będzie „płacz i zgrzytanie zębów”, czyli cierpienie i wyrzuty wynikające z faktu wiecznego odrzucenia i odcięcia od Boga.

Nauczanie Jezusa po wejściu do domu zostało spowodowane pytaniem uczniów (por. 13,36). Teraz to Pan ich pyta: „Zrozumieliście to wszystko?” (13,51). Odnosi się w ten sposób do ich umiejętności wniknięcia w słowo i wolę Boga. Uczniem jest się wtedy, gdy się rozumie i wierzy (por. 9,28). Twierdzącą odpowiedź uczniów zostaje skomentowana przez Jezusa: „Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare” (13,52). Skarbiec oznacza to, co charakteryzuje człowieka i wpływa na jego życie: „Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (6,21). Uczeń Jezusa ma swój skarb w niebie: „Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną” (6,20; por. 19,21). Owe „stare” i „nowe”, o których mówi Jezus, oznaczają odpowiednio pisma starotestamentalne i Dobrą Nowinę. Temat królestwa zapowiadany jest w Biblii od samego początku, natomiast jego wypełnienie ma miejsce w osobie i nauczaniu Jezusa. Specyfiką Mateuszowego rozumienia „starego” i „nowego” jest przedkładanie „nowego” (por. 5,17; 5,21-48). „Nowe” zajmuje czołowe miejsce, a szczególnym zadaniem uczonego w Piśmie, czyli osoby szukającej w biblijnych tekstach Bożego słowa, jest umiejętne łączenie „starego” z „nowym”.

Czy pamiętam, że jestem częścią Kościoła, czyli wspólnoty uczniów Jezusa? Czy jestem otwarty na Boże prowadzenie? W czym wyraża się moja odpowiedzialność za urzeczywistnianie królestwa niebieskiego na ziemi?

Trwajcie we Mnie

Fot. Nacho Dominguez Argenta (unsplash.com)

Czwartek, 23 lipca, Święto św. Brygidy

J 15,1-8

1 Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. 2 Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. 3 Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. 4 Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. 5 Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. 6 Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem ją zbierają i wrzucają w ogień, i płonie. 7 Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. 8 Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.

W dzisiejszym fragmencie Czwartej Ewangelii Jezus posługuje się obrazem winnego krzewu, by ukazać naturę relacji łączącej Go z uczniami. Nawiązuje w ten sposób do tekstów starotestamentalnych, w których motyw winnicy/winnego krzewu pojawia się wielokrotnie jako obraz Izraela (np. Oz 10,1; Iz 5,7; Ps 80,9). Każdy, kto choć trochę interesuje się uprawą winnych krzewów wie, że uzyskanie dorodnych owoców wymaga niesamowitej uwagi i troski ze strony uprawiającego. Ponadto niezbędna jest odpowiednia gleba i klimat. Stąd obraz winnicy w odniesieniu do Izraela i jego relacji z Bogiem jest niezwykle trafny. To przecież Boża inicjatywa stała na początku zaistnienia tego narodu, to właśnie Bóg na różne sposoby, niczym wytrwany ogrodnik, wielokrotnie interweniował w jego dziejach, broniąc go przed potęznymi wrogami. Troska i zaangażowanie Boga nie zawsze jednak spotykało się z wiernością ze strony Izraelitów. Stąd w prorockich obrazach winnicy pojawia się także wiele wyrzutów: „A Ja zasadziłem ciebie jako szlachetną latorośl winną, tylko szczep prawdziwy. Jakże więc zmieniłaś się w dziki krzew, zwyrodniałą latorośl?” (Jr 2,21).

Jezus przyszedł na świat, by nie tylko Izraela, ale i całą ludzkość na stałe wprowadzić w obręb Bożej miłości i miłosierdzia. Temu służyła cała Jego publiczna działalność, cudowne znaki, pełne mocy nauczanie, wreszcie męka, śmierć i zmartwychwstanie. Dlatego Pan mówi w dzisiejszej Ewangelii o sobie, iż jest „prawdziwym krzewem winnym” (J 15,1). Jedność między Synem i Ojcem jest nierozerwalna. Jej spoiwem jest doskonała miłość. Dlatego każdy, kto poprzez Chrzest św. staje się latoroślą szlachetnego krzewu, którym jest Jezus, może doświadczyć szczęścia i pokoju, które pochodzą od Boga. Warunkiem jest trwanie w jedności z Chrystusem. Nie bez powodu grecki czasownik meno („trwać, mieszkać, przebywać”) pojawia się w dzisiejszym tekście aż siedem razy. Podkreśla on stałość, ciągłość bycia z Panem. Nasze chrześcijańskie życie tylko wtedy przynosi obfite owoce, gdy opiera się na ciągłym kroczeniu za Nim. Nie może zatem ograniczać się jedynie do kilku momentów w ciągu roku, czy nawet coniedzielnego świętowania. Uczeń Jezusa ma stale, a więc każdego dnia, nosić w sobie Jego słowo, pozwalać, by przenikało ono w każdą przestrzeń jego życia i kształtowało jego myślenie. Pielęgnując w sobie Jezusowe mówienie, stajemy się zdolni do świadomego i owocnego przyjmowania sakramentów.

Kiedy ostatni raz szczerze rozmawiałem z Jezusem? Czy pozwalam, by ożywcze soki płynące ze szlachetnego krzewu, jakim jest Jezus, przeniknęły w każdą przestrzeń mojego życia?

Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?

Ukazanie się Jezusa Chrystusa Marii Magdalenie, Aleksandr Iwanow (1806-1858)

Środa, 22 lipca, Święto św. Marii Magdaleny

J 20,1.11-18

1 A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu (…) 11 Maria Magdalena natomiast stała przed grobem, płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu 12 i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. 13 I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?» Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono». 14 Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. 15 Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?» Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę». 16 Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Mój Nauczycielu! 17 Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego”». 18 Poszła Maria Magdalena i oznajmiła uczniom: «Widziałam Pana», i co jej powiedział.

W święto św. Marii Magdaleny liturgia słowa przytacza fragment Czwartej Ewangelii, w którym osoba wspominanej dzisiaj świętej ukazana zostaje jako szczególny świadek Chrystusowego zmartwychwstania. Podczas gdy pozostali synoptycy mówią o przybyciu do pustego grobu grupy niewiast, w tym Marii Magdaleny (por. Mt 28,1-8; Mk 16,1-8; Łk 24,1-11), Jan koncentruje się wyłącznie na tej ostatniej. Wiąże się to z eksponowanym w Czwartej Ewangelii tematem indywidulanej i bezpośredniej relacji, jaka łączy Zmartwychwstałego z każdym z Jego uczniów.

Perykopa rozpoczyna się słowami: „A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu” (J 20,1). W Czwartej Ewangelii Maria Magdalena pojawia się dopiero w opisie męki Pańskiej: „A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena” (19,25). Określenie „wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno” oprócz funkcji dookreślania czasu opisywanego wydarzenia ma również znaczenie symboliczne. Ciemność oznacza stan duchowy uczniów po śmierci Jezusa. Maria na własne oczy widziała krzyżową śmierć Pana, a teraz odczuwa głęboki smutek, wręcz rozpacz: oto nie żyje Jezus, który wcześniej mówił o sobie samym, że jest „Światłością świata” (por. 8,12). Widok odsuniętego kamienia, który powinien blokować wejście do grobu, w tym momencie jeszcze nie rozniecił w niej nadziei, wręcz przeciwnie, został przez nią odebrany, jako znak, że ciało Pana zostało wykradzione. Dlatego w kolejnych wersetach, opuszczonych przez dzisiejszą liturgię (por. 20,2-10), mowa jest o tym, że pośpiesznie udała się do Szymona Piotra i umiłowanego ucznia, aby przekazać im niepokojącą wiadomość. Jak podaje Jan, Szymon Piotr i umiłowany uczeń zobaczywszy pusty grób, powrócili do siebie. Maria zaś pozostała przy grobie, w dalszym ciągu opłakując śmierć Jezusa (por. 20,11). Wzmianka o jej płaczu przypomina słowa Pana, który w ten sposób zapowiadał nadejście Jego godziny: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość” (16,20). Kobieta teraz się smuci, jednak czytelnicy Jana wiedzą, że jej płacz wkrótce stanie się radością.

Maria wreszcie znajduje w sobie odwagę, by zajrzeć do wnętrza grobu: „A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu” (20,11). Inaczej jednak niż to było w przypadku Piotra i umiłowanego ucznia, widzi nie tylko szaty, w które owinięte było ciało Pańskie, lecz także dwóch aniołów: „i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg” (20,12). Także Ewangelie synoptyczne wspominają o aniołach, którzy przy pustym grobie obwieścili kobietom, iż Jezus zmartwychwstał (por. Mt 28,2-7; Mk 16,5-7; Łk 24,4-7). W Czwartej Ewangelii aniołowie najpierw pytają Marię: „Niewiasto, czemu płaczesz?” (J 20,13). Zazwyczaj, gdy w tekstach Pisma Świętego mowa jest o ukazaniu się aniołów, wzmiankowany jest pobożny lęk tych, do których zostali oni posłani (np. Dn 10,4-9). Maria jednak nie okazuje strachu, lecz ponownie wyraża swoje przekonanie, że ciało Jezusa zostało wykradzione: „Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono” (por. J 20,13). Warto zauważyć, że gdy wcześniej mówiła o tym Piotrowi i umiłowanemu uczniowi, użyła liczby mnogiej – „nie wiemy” (por. 20,2). Teraz zaś mówi – „Pana mego” i „nie wiem”. Opowiada zatem o swojej osobistej relacji z Jezusem i o tym, co te wydarzenia oznaczają dla niej osobiście. Zauważyć można tutaj echo słów Pieśnie nad Pieśniami, gdzie oblubienica pyta: „Czy widzieliście miłego duszy mej?” (Pnp 3,3).

Odpowiedziawszy aniołom Maria odwraca się: „Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus” (20,14). Podobnie jak w przypadku uczniów idących do Emaus, Zmartwychwstały początkowo ukrywa przed nią swoją tożsamość. Jezus objawia siebie komu chce i kiedy chce (por. Łk 24,15-16.30-32). Janowa relacja podkreśla związek między postrzeganiem i wiarą, który wcześniej widoczny jest w 20,2-10. Podobnie jak Piotr, zobaczywszy pusty grup i szaty, w które ciało Jezusa było owinięte, nie doszedł jeszcze do wiary w zmartwychwstanie, tak Maria teraz widzi samego Chrystusa, lecz Go nie poznaje. Nie ma bowiem jeszcze daru wiary w uwielbionego Pana. Także Jezus pyta kobietę: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?” (20,15). Dwa aspekty tych pytań wymagają uwagi. Po pierwsze, Jezus w Ewangelii Jana przy kilku okazjach używa zwrotu „niewiasto” i za każdym razem redefiniuje relację łączącą Go z osobą, z którą rozmawia (por. 2,4; 4,21; 19,26). Po drugie, pytanie „Kogo szukasz?” przypomina słowa, które Pan skierował do pierwszych uczniów na początku Ewangelii – „Czego szukacie?” (1,38). Obydwa aspekty wskazują, że właśnie ma miejsce nowy początek. Po powstaniu z martwych Jezus redefiniuje relację łączącą Go z uczniami.

Maria myli Jezusa z ogrodnikiem: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę” (20,15). W dalszym ciągu jest przekonana, że Jezusowe zwłoki zostały wykradzione. Przybywszy do grobu w ciemności, kobieta pozostaje skupiona na przeszłości. W dalszym ciągu jest przekonana, że Jezus nie żyje. Dlatego Pan otwiera jej oczy na rzeczywistość swego zmartwychwstania: „Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Mój Nauczycielu!” (20,16). Pan wypowiada jej imię, jak Dobry Pasterz, który „woła swoje owce po imieniu” (10,3). Jak owce odpowiadają na głos swojego pasterza, tak Maria, wierna uczennica, rozpoznaje głos Jezusa. Rozpoznaje w końcu, że nie jest On martwy, ale że naprawdę żyje. Jej smutek zamienia się w radość. Uważa jednak, że jej relacja z Jezusem jest taka sama, jak przed Jego śmiercią, dlatego zwraca się do Niego „Rabbuni/Nauczycielu” (por. 1,38.49; 3,2).

Zmartwychwstanie Jezusa zmieniło absolutnie wszystko, również relację między Nim a Jego naśladowcami. Uczniowie, włącznie z Marią, mogą teraz odnosić się do Niego jako do kogoś więcej niż tylko ziemskiego nauczyciela – jako do zmartwychwstałego Pana. Nakaz Jezusa „Nie zatrzymuj Mnie” (20,17), dosł. „nie trzymaj się mnie”, ma sens przenośny: Maria nie może dłużej trzymać się swoich przeszłych wyobrażeń o uczniostwie. Wyjaśnienie „jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca” (20,17) mówi o nowym stanie rzeczy. Wywyższenie zmartwychwstałego Jezusa po prawicy Ojca i zesłanie Ducha Świętego dopełnią dzieła zbawienia. Cały Jezus, a więc wraz ze swym bóstwem i człowieczeństwem, powróci do Ojca. Oznacza to, że człowieczeństwo w Nim uwielbione zostanie wprowadzone w rzeczywistość życia samego Boga. W ten sposób zmartwychwstały Pan uprzedzi swoich uczniów w drodze do Ojca. W trakcie Ostatniej Wieczerzy, zapowiedziawszy uczniom swoje odejście, na pytanie Piotra, dokąd idzie, Jezus odpowiedział: „Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz” (por. 13,36).

Chrystus nie tylko daje się poznać Marii, ale także zleca jej misję: „udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego” (20,17). Jak już wcześniej zaznaczyliśmy, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa radykalnie zmieniły stosunki między ludźmi a Bogiem. Wypełniając zbawczego dzieło zaplanowane przez Ojca, Jezus daje swoim uczniom udział w swoim synostwie, czyniąc ich dziećmi Bożymi. Jak to zostało zaznaczone już w Prologu: „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili” (1,12-13). Maria spełnia powierzone jej zadanie: „Poszła Maria Magdalena i oznajmiła uczniom: «Widziałam Pana», i co jej powiedział” (20,18). Dlatego będzie później nazywana przez Kościół „Apostołką Apostołów” (łac. apostola apostolorum). Patrząc całościowo na dzisiejszy fragment Ewangelii Jana, możemy dostrzec niesamowitą przemianę, jaka dokonała się w sercu Maria w spotkaniu ze Zmartwychwstałym: przeszła od bycia „w ciemności”, zafiksowanej na rzeczywistości śmierci Pana, do owocującej żywym świadectwem wiary w Jego zmartwychwstanie.

Czy spotkałem już zmartwychwstałego Pana? Co z mojej przeszłości jeszcze nie pozwala mi dojrzeć w Nim tego, który zwyciężył śmierć? Czy pozwalam Mu mówić do mnie po imieniu?

Żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza

Jonasz i wieloryb, Pieter Lastman (1621, Public Domain)

Poniedziałek, 20 lipca

Mt 12,38-42

38 Wówczas rzekli do Niego niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów: «Nauczycielu, chcielibyśmy zobaczyć jakiś znak od ciebie». 39 Lecz On im odpowiedział: «Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. 40 Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi. 41 Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili; a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. 42 Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon.

Uczeni w Piśmie i faryzeusze zwracają się do Jezusa, używając formy grzecznościowej „Nauczycielu” (gr. didaskalos, hebr. rabbi). Chociaż w Ewangelii Mateusza sam Jezus używa tego terminu w odniesieniu do siebie samego (por. 10,24-25; 23,8; 26,18), Jego uczniowie nigdy tak do Niego się nie zwracają. Czynią tak natomiast ludzie spoza ich grona, zwłaszcza przeciwnicy Jezusa (por. 8,19; 9,11; 17,24; 22,16.36). Można zatem przypuszczać, że w dzisiejszym fragmencie uczeni w Piśmie i faryzeusze używają tego tytułu, by podkreślić swój krytyczny stosunek do Jezusa. Ironizując, mówią do Pana: „Nauczycielu, chcielibyśmy zobaczyć jakiś znak od ciebie” (12,38). Chcą znaku podobnego do tych, które w ST udowodniały prawdziwość posłania, posługi prorockiej lub przekazywanego Objawienia (por. Wj 4,30-31; Sdz 6,36-40; 1 Krl 18,36-39; Iz 7,10-14; 38,7-8). Lecz Jezus uczynił już wiele znaków przewyższających te, które do tej pory widziano w Izraelu (por. Mt 9,33; 12,33). Mimo to, faryzeusze podjęli już decyzję, by Go zabić (por. 12,14), a Jego władzę nad złymi duchami tłumaczą tym, że pochodzi ona od diabła (por. 12,42). Bardzo prawdopodobne, że kolejny znak również przypisaliby księciu ciemności.

Podkreślając zatwardziałość ich serc, Jezus odpowiada: „Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza” (12,39). Tym samym przyrównuje ich niewierność przymierzu z Bogiem do Izraela z dawnych czasów, który przedstawiany jest w starotestamentalnych tekstach jako cudzołożna żona (por. Iz 57,3, Jr 2,2; 3,9; Ez 16,38; Oz 1-2).  Używa przy tym słów, które nawiązują do tych Izraelitów wędrujących przez pustynię, którym odmówiono wstępu do Ziemi Obiecanej, gdyż byli „przewrotnym pokoleniem” (Pwt 1,35). Mówiąc o „znaku Jonasza”, Jezus zapowiada swoją śmierć i zmartwychwstanie: „Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi” (Mt 12,40). Zmartwychwstanie będzie ostatecznym znakiem potwierdzającym Jego boska tożsamość i moc.

W dalszej części swojej wypowiedzi Pan przechodzi do ukazania losów „przewrotnego pokolenia” na sądzie ostatecznym. Posługuje się kolejnymi odniesieniami do ST, przytaczając pozytywne przykłady pogan. Kontynuując nawiązanie do historii Jonasza, mówi o Niniwitach, którzy na sądzie będą oskarżycielami uczonych w Piśmie, faryzeuszów i im podobnych: „Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili; a oto tu jest coś więcej niż Jonasz” (12,41). Mieszkańcy Niniwy, lud pogański nawrócili się, słysząc nawoływanie Jonasza posłanego przez Boga Jedynego (por. Jn 3). Tymczasem religijne elity Izraela nie są w stanie rozpoznać i przyjąć obecnego pośród nich Mesjasza. Ich oskarżycielką będzie także pogańska królowa Saby: „Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon” (12,42). Nosząca według etiopskiej tradycji imię Makeda, usłyszawszy o mądrości króla Salomona, udała się w daleką podróż, by móc osobiście z nią się zapoznać (por. 1 Krl 10,1-13; 2 Krn 9,1-12). Uczeni w Piśmie i faryzeusze natomiast zamknęli swoje serca na wcieloną Mądrość stojącą przed nimi.

Jak często rozważam tajemnice powstania z martwych Jezusa? Czy moją wiarę w Jego boską tożsamość opieram na Jego zwycięstwie nad śmiercią? Czy nie szukam niepotrzebnie niezwykłych znaków do Boga, ignorując te, które już zostały mi dane?

Słodkie jest moje jarzmo

Fot. Emre Can (unsplash.com)

Czwartek, 16 lipca, Wspomnienie NMP z Góry Karmel

Mt 11,28-30

28 Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. 29 Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. 30 Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie».

Po ostrym osądzie miast, które nie przyjęły Go jako Mesjasza (Mt 11,20-24) i uwielbieniu Ojca za wiarę prostaczków (11,25-27) Jezus kieruje zaproszenie do wszystkich, którzy są doświadczeni przez trudy życia i zmęczeni na duchu, do osobistej relacji ze sobą: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (11,28). W kontekście Mateuszowej Ewangelii zwrot „obciążeni” określa osoby próbujące sprostać wymaganiom stawianym przez uczonych w Piśmie i faryzeuszy, którzy „wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą” (23,4). Obiecane przez Pana „pokrzepienie” to coś więcej niż obietnica wiecznego odpoczynku w życiu przyszłym. Chodzi także o wewnętrzny pokój w tym życiu. O takim pokoju będzie później pisał Paweł Apostoł w Liście do Filipian: „A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie” (Flp 4,7). Wierzący w Jezusa, doświadczając różnego rodzaju prób i cierpienia, będą w stanie je unieść dzięki Jego mocy, która będzie złożona w ich sercu.

Pan zaprasza również Żydów, by konsekwentnie stawali się Jego uczniami: „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (Mt 11,29). Jezusowe jarzmo to nic innego jak głoszona przez Niego nauka. Ci, którzy decydują się stać Jego uczniami, mają nie tylko słuchać słów Pana, lecz także naśladować Jego styl życia, w którym stawiane przez Niego wymagania znajdują swoje najpełniejsze ucieleśnienie. Ten, który wzywa do bycia „cichym i pokornym” (por. 5,5), całym sobą pokazuje, na czym ma to polegać (por. 21,5). W starożytności jarzmo, było rodzajem uprzęży, którą nakładano na zwierzęta pociągowe lub na ramiona, by udźwignąć i przenieść ciężkie przedmioty. Bycie uczniem Jezusa wymaga wysiłku, jednak podporządkowanie się Jego nauce sprawia, że nie jest to wysiłek daremny czy przekraczający możliwości człowieka, lecz przynoszący konkretne owoce. Dlatego Pan stwierdza: „Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie” (11,30).

Co dzisiaj nazwałbym moim trudem i obciążeniem? Czy szukam pokrzepienia w relacji z Jezusem? Czy jako uczeń Jezusa słucham Jego słów i naśladuje Jego styl życia?