Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je

Fot. Aaron Burden (unsplash.com)

Wtorek, 22 września

Łk 8,19-21

19 Wtedy przyszli do Niego Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu. 20 Oznajmiono Mu: «Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą». 21 Lecz On im odpowiedział: «Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je».

Dzisiejszy fragment Ewangelii Łukasza mocno wpisuje się w kontekst poprzedzający. Na początku ósmego rozdziału mowa jest o działalności Jezusa, który jako wędrowny Nauczyciel przemierza miasta i wsie Galilei, głosząc Ewangelię, czyli Dobrą Nowinę o królestwie Bożym (por. Łk 8,1-3). Następnie mamy fragment, w którym Pan opowiada i wyjaśnia przypowieść o siewcy, w której ukazana zostaje konieczność przygotowania gleby ludzkiego serca na przyjęcie Bożego słowa (por. 8,4-15). Wreszcie następuje przypowieść lampie umieszczanej na świeczniku, gdzie słuchający i wypełniający Słowo opisani są jako źródło światła oświecającego życie innych ludzi (por. 8,16-18).

W perykopie przytoczonej przez dzisiejszą liturgię słowa, w kontekście Jezusowego nauczania o słuchaniu Słowa, pojawiają się Jego Matka i bracia: „Wtedy przyszli do Niego Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu” (8,19). Użyty w tym miejscu grecki rzeczownik adelfos może oznaczać nie tylko brata, lecz także kuzyna (por. 1 Krn 32,21-24; LXX) czy nawet bratanka (por. Rdz 13,8; LXX). Chodzi zatem o dalszych krewnych Jezusa, kuzynów lub synów Józefa z poprzedniego małżeństwa.

Maryja i krewni Jezusa nie są w stanie do Niego dotrzeć, gdyż jest On otoczony przez tłum, w którym znajdują się między innymi apostołowie i towarzyszące mu kobiety (por. 8,1-3). Gdy Pan dowiaduje się o przybyciu swoich bliskich, wykorzystuje zaistniałą okazję, by ukazać nowy rodzaj pokrewieństwa: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je” (8,21). Już wcześniej z ust Jezusa padły podobne słowa, gdy zaczynał On opowiadać przypowieść o domu zbudowanym na skale: „Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je” (6,47). Słowo Boże i słowo Jezusa wymagają takiej samej odpowiedzi, co wskazuje na boski autorytet Jezusa.

Bycie członkiem ziemskiej rodziny Pana nie kłóci się z przynależeniem do Jego nowej rodziny. Dzieje Apostolskie wspominają o tym, że po Jezusowym wniebowstąpieniu rodzina Jego uczniów składała się z obu grup, które razem zbierały się w wieczerniku na modlitwie: „Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, z Maryją, Matką Jezusa, i z braćmi Jego” (Dz 1,14). Wcześniej sama Matka Boża poprzez swoje fiat pokazała swoją postawą, co znaczy słuchać słowa Bożego i wypełniać je: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1,38; por. 11,28).

Czy dostrzegam w Jezusie Boskiego Nauczyciela, który chce przekazać mi mądrość niezbędną do właściwego przeżywania codzienności? Jaka jest moja relacja do Słowa? Czy noszę w sobie pragnienie nie tylko słuchania go, ale i wprowadzania w życie? Czy mam świadomość, że moje otwarcie na Słowo czyni ze mnie członka rodziny Jezusowych uczniów?

Czemu to wzywacie Mnie: „Panie, Panie!”, a nie czynicie tego, co mówię?

Owoce figowca (fot. Martin Angelov, unsplash.com)

Sobota, 12 września

Łk 6,43-49

43 Nie ma drzewa dobrego, które by wydawało zły owoc, ani też drzewa złego, które by dobry owoc wydawało. 44 Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia, ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. 45 Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta. 46 Czemu to wzywacie Mnie: „Panie, Panie!”, a nie czynicie tego, co mówię? 47 Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je. 48 Podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, wezbrana rzeka uderzyła w ten dom, ale nie zdołała go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany. 49 Lecz ten, kto usłyszał, a nie wypełnił, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. [Gdy] rzeka uderzyła w niego, od razu runął, a ruina owego domu była wielka».

Dzisiejsza liturgia słowa przytacza końcowy fragment Łukaszowej Mowy na równinie (Łk 6,17-49). Składają się na niego dwie przypowieści: o drzewie i jego owocach (6,43-45) oraz o budowli z fundamentem i bez fundamentów (6,46-49).

Na początku pierwszej przypowieści Jezus powołuje się na dobrze znany fakt ze świata przyrody: „Nie ma drzewa dobrego, które by wydawało zły owoc, ani też drzewa złego, które by dobry owoc wydawało” (6,43). Istnieje ścisła zależność między rodzajem drzewa a rodzajem rosnących na nim owoców. Jeśli jakaś roślina rośnie w sprzyjających warunkach, wydaje owoce zdrowe i odpowiadające swojemu gatunkowi. Gdy jednak zaczyna być atakowana przez jakąś chorobę lub szkodnika, przestaje owocować lub wydaje owoce dotknięte tą samą przypadłością, gnijące lub cierpkie, a więc nie nadające się do spożycia. Po owocach można bardzo szybko poznać gatunek, stan i jakość rośliny. W starotestamentalnych proroctwach możemy znaleźć fragmenty, w których krzew winny symbolizuje Izraela, zaś wydawane przezeń cierpkie owoce symbolizują nieprawości narodu wybranego: „Chcę zaśpiewać memu Przyjacielowi pieśń o Jego miłości ku swojej winnicy! Przyjaciel mój miał winnicę na żyznym pagórku. Otóż okopał ją i oczyścił z kamieni, i zasadził w niej szlachetną winorośl; pośrodku niej zbudował wieżę, także i tłocznię w niej wykuł. I spodziewał się, że wyda winogrona, lecz ona cierpkie wydała jagody” (Iz 5,1-2; por. Jr 2,21). W symbolice biblijnej owoce są symbolem ludzkich czynów i postaw.

Kontynuując Jezus posługuje się czterema przykładami roślin i owoców powszechnie znanych mieszkańcom Palestyny: „Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia, ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron” (6,44). Dwie z wymienionych roślin są szlachetne: winorośl, której owoce służą do wyrobu wina oraz figa, bogata w wartości odżywcze i wykorzystywana w lecznictwie. Dwie kolejne są bezużyteczne: ciernie i jeżyny, których owoce są pozbawione soków i niejadalne, a ich żywotność sprawia, że często są utrapieniem rolników. Obydwie grupy roślin podkreślają przepaść istniejącą między dobrymi i złymi czynami człowieka.

W kolejnych słowach zawarte zostaje duchowe zastosowanie obrazu roślin i ich owoców: „Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta” (6,45). Jezus porównuje serce ludzkie do pomieszczenia, w którym przechowuje się rzeczy najcenniejsze. Jest ono skarbcem, do którego dostęp ma tylko Bóg. Inni ludzie mogą poznać jego wartość na podstawie czynów, które są jego zewnętrznym wyrazem. Nasze serce, będąc źródłem myśli i decyzji wpływa na to, jak postępujemy i co mówimy.

Druga dzisiejsza przypowieść zaczyna się pytaniem, za pomocą którego Jezus podkreśla brak spójności między słowami i postawą Jego słuchaczy: „Czemu to wzywacie Mnie: „Panie, Panie!”, a nie czynicie tego, co mówię?” (6,46). Za zwracaniem się do Jezusa za pomocą tytułu „Pan” (gr. Kyrios) powinno iść posłuszeństwo Jego nauce. Tymczasem Jezusowi słuchacze, mimo, iż uznają Jego boski autorytet, nie chcą wypełniać przekazywanych przez Niego zaleceń. Lekceważenie nauki Jezusa wskazuje na nieszczerość okazywanego Mu szacunku.

Audytorium Jezusa składało się z Żydów, którzy mieli słabo rozwinięty zmysł abstrakcji, dlatego Pan za pomocą obrazu wyjaśnia im swoje słowa: „Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je” (6,47). Następują dwa przykłady: pozytywny oraz negatywny.

Kto słucha słów Jezusa i je wypełnia „podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, wezbrana rzeka uderzyła w ten dom, ale nie zdołała go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany” (6,48). W relacji Łukasza słowa Jezusa odzwierciedlają realia środowiska greckiego, z którego wywodzili się pierwsi adresaci jego Ewangelii (por. Mt 7,24-27). Znający się na swoim rzemiośle greccy budowniczy, najpierw musieli głęboko wkopać się w ziemię, docierając do skalistego podłoża, aby na nim założyć fundamenty, na których wznoszono całą konstrukcję. Było to konieczne zwłaszcza na równinach, w pobliżu rzek. Wezbrane wody mogły jedynie wedrzeć się do środka takich budynków, lecz zasadniczo nie naruszały ich stabilności. Po ustąpieniu powodzi dom w dalszym ciągu mógł być użytkowany. Podobnie jest z uczniem Jezusa, który nie tylko słucha Jego słów, ale także próbuje je wypełniać. W obliczu trudności nie zachwieje się, lecz pozostanie wierny Nauczycielowi, którego słowo stanowi trwały fundament Jego życia.

Inna jest sytuacja ucznia, który nie wypełnia Jezusowych słów: „Lecz ten, kto usłyszał, a nie wypełnił, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. [Gdy] rzeka uderzyła w niego, od razu runął, a ruina owego domu była wielka” (Łk 6,49). W wersji Łukaszowej brakuje wyraźnej oceny takiego czynu (u Mateusza Jezus mówi: „Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym [gr. moros, dosł. głupim]”, Mt 7,26), jednakże nawet nie posiadając podstawowej wiedzy architektonicznej łatwo jest stwierdzić, że taka budowla nie może się ostać w czasie powodzi. Uczeń Jezusa, który nie bierze Jego nauki na serio i nie próbuje wcielać jej w życie, również nie będzie w stanie przetrwać życiowych nawałnic.

Jakie skarby skrywam w skarbcu mojego serca? Czy moje czyny i postawy wskazują, że jest ono wypełnione dobrem? Jaki jest mój stosunek do nauki Jezusa? Czy potrafię przejść od zachwytu Jego słowami do ich wypełniania?

Sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce

Fot. Jude Back (unsplash.com)

Wtorek, XVII Tygodnia Zwykłego

Mt 13,36-43

36 Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie, mówiąc: «Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście». 37 On odpowiedział: «Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. 38 Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. 39 Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. 40 Jak więc zbiera się chwast i spala w ogniu, tak będzie przy końcu świata. 41 Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się nieprawości, 42 i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. 43 Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha!

Po odprawieniu tłumów Jezus „wrócił do domu” (Mt 13,36). W tekście greckim czytamy dosłownie „wszedł do domu”. W Ewangelii Mateusza, jak w pozostałych Ewangeliach, wyraźnie zarysowane są dwa kręgi odbiorców Jezusowego nauczania: tłumy oraz uczniowie. Nie oznacza to bynajmniej, że przyniesione przez Pana objawienie należy dzielić na powszechne, czyli dostępne dla wszystkich oraz sekretne, czyli zaadresowane tylko do wybranych. Uczniowie jako ci, którzy w przyszłości otrzymają misję głoszenia Dobrej Nowiny wobec całego świata, są po prostu do niej dodatkowo przygotowywani. Tak też jest w dzisiejszej Ewangelii, gdzie powrót do domu staje się okazją do ich formacji.

Wyjaśniając przypowieść o chwaście (13,24-30), Jezus kładzie akcent na osobie Syna Człowieczego, siejącego „dobre nasienie” (w. 37) oraz nawiązuje do czasów ostatecznych (ww. 38-43). Wyraźnie przeciwstawia sobie „synów królestwa”, identyfikowanych z dobrym nasieniem oraz „synów Złego” (w. 38), czyli chwasty zasiane przez nieprzyjaciela, którym jest diabeł (w. 39a). Czas żniwa identyfikuje z „końcem świata” (dosł. „dopełnienie się eonu”), zaś żniwiarzy z aniołami (w. 39b).

Chwasty zostaną zebrane i spalone w ogniu (w. 40). Dokonując sądu ostatecznego, Syn Człowieczy pośle swoich aniołów, by zebrali wszystkie chwasty, czyli „zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się nieprawości” (w. 41), a następnie wrzucili je „w piec rozpalony” (w. 42a). To ostatnie wyrażenie jest echem Księgi Daniela, gdzie mowa jest o karze, która czekała Babilończyków nieoddających czci posągowi Nabuchodonozora: „Kto by nie upadł na twarz i nie oddał pokłonu, zostanie natychmiast wrzucony do rozpalonego pieca” (Dn 3,6). Los „synów Złego” zostaje także dookreślony poprzez sformułowanie, które sześciokrotnie powtarza się w Ewangelii Mateusza: „tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (w. 42b; por. 8,12; 13,50; 22,13; 24,51; 25,30). Natomiast los „synów królestwa” opisują słowa parafrazujące inny fragment Księgi Daniela: „Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego” (13,43a; por. Dn 12,3).

Jezusową egzegezę przypowieści o chwaście wieńczy wezwanie: „Kto ma uszy, niechaj słucha!” (w. 43b), które podkreśla szczególną ważność dopiero co przekazanej nauki (por. 11,15; 13,9).

Do której grupy bym dzisiaj siebie zaliczył: „synów królestwa” czy „synów Złego”? Czy doznając krzywdy, noszę w sobie urazę i szukam okazji do odwetu, czy całą sprawę w ręce Syna Człowieczego? Czy uczestnicząc we Mszy Świętej z uwagą wsłuchuję się w proklamowane Słowo?

Trwajcie we Mnie

Fot. Nacho Dominguez Argenta (unsplash.com)

Czwartek, 23 lipca, Święto św. Brygidy

J 15,1-8

1 Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. 2 Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. 3 Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. 4 Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. 5 Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. 6 Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem ją zbierają i wrzucają w ogień, i płonie. 7 Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. 8 Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.

W dzisiejszym fragmencie Czwartej Ewangelii Jezus posługuje się obrazem winnego krzewu, by ukazać naturę relacji łączącej Go z uczniami. Nawiązuje w ten sposób do tekstów starotestamentalnych, w których motyw winnicy/winnego krzewu pojawia się wielokrotnie jako obraz Izraela (np. Oz 10,1; Iz 5,7; Ps 80,9). Każdy, kto choć trochę interesuje się uprawą winnych krzewów wie, że uzyskanie dorodnych owoców wymaga niesamowitej uwagi i troski ze strony uprawiającego. Ponadto niezbędna jest odpowiednia gleba i klimat. Stąd obraz winnicy w odniesieniu do Izraela i jego relacji z Bogiem jest niezwykle trafny. To przecież Boża inicjatywa stała na początku zaistnienia tego narodu, to właśnie Bóg na różne sposoby, niczym wytrwany ogrodnik, wielokrotnie interweniował w jego dziejach, broniąc go przed potęznymi wrogami. Troska i zaangażowanie Boga nie zawsze jednak spotykało się z wiernością ze strony Izraelitów. Stąd w prorockich obrazach winnicy pojawia się także wiele wyrzutów: „A Ja zasadziłem ciebie jako szlachetną latorośl winną, tylko szczep prawdziwy. Jakże więc zmieniłaś się w dziki krzew, zwyrodniałą latorośl?” (Jr 2,21).

Jezus przyszedł na świat, by nie tylko Izraela, ale i całą ludzkość na stałe wprowadzić w obręb Bożej miłości i miłosierdzia. Temu służyła cała Jego publiczna działalność, cudowne znaki, pełne mocy nauczanie, wreszcie męka, śmierć i zmartwychwstanie. Dlatego Pan mówi w dzisiejszej Ewangelii o sobie, iż jest „prawdziwym krzewem winnym” (J 15,1). Jedność między Synem i Ojcem jest nierozerwalna. Jej spoiwem jest doskonała miłość. Dlatego każdy, kto poprzez Chrzest św. staje się latoroślą szlachetnego krzewu, którym jest Jezus, może doświadczyć szczęścia i pokoju, które pochodzą od Boga. Warunkiem jest trwanie w jedności z Chrystusem. Nie bez powodu grecki czasownik meno („trwać, mieszkać, przebywać”) pojawia się w dzisiejszym tekście aż siedem razy. Podkreśla on stałość, ciągłość bycia z Panem. Nasze chrześcijańskie życie tylko wtedy przynosi obfite owoce, gdy opiera się na ciągłym kroczeniu za Nim. Nie może zatem ograniczać się jedynie do kilku momentów w ciągu roku, czy nawet coniedzielnego świętowania. Uczeń Jezusa ma stale, a więc każdego dnia, nosić w sobie Jego słowo, pozwalać, by przenikało ono w każdą przestrzeń jego życia i kształtowało jego myślenie. Pielęgnując w sobie Jezusowe mówienie, stajemy się zdolni do świadomego i owocnego przyjmowania sakramentów.

Kiedy ostatni raz szczerze rozmawiałem z Jezusem? Czy pozwalam, by ożywcze soki płynące ze szlachetnego krzewu, jakim jest Jezus, przeniknęły w każdą przestrzeń mojego życia?

Kto ma uszy, niechaj słucha!

Fot. Kai Pilger, unsplash.com

XV Niedziela Zwykła A

Mt 13,1-23

1 Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. 2 Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. 3 I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: «Oto siewca wyszedł siać. 4 A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. 5 Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. 6 Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. 7 Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. 8 Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. 9 Kto ma uszy, niechaj słucha!» 10 Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: «Dlaczego mówisz do nich w przypowieściach?» 11 On im odpowiedział: «Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. 12 Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma. 13 Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją. 14 Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. 15 Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli, i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił. 16 Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. 17 Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli. 18 Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy. 19 Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. 20 Posiane na grunt skalisty oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; 21 ale nie ma w sobie korzenia i jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. 22 Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. 23 Posiane wreszcie na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny».

Dosyć długi fragment ewangeliczny przytoczony przez dzisiejszą liturgię słowa stanowi część tzw. Mowy w Przypowieściach (Mt 13,1-52). Po Kazaniu na Górze (5-7) i Mowie Apostolskiej (10,1-42), jest to kolejna z pięciu mów Jezusa, które nadają rytm Mateuszowej narracji. Tym razem tematem jest tajemnica królestwa niebieskiego. Sięgając do obrazów znanych ówczesnym Żydom z codziennego życia, Pan wyjaśnia istotę Bożego panowania, które urzeczywistnia się poprzez realizowaną przez Niego misję.

Na dzisiejszy fragment składa się przypowieść o siewcy (13,3-9), przedstawienie powodu, dla którego Jezus w swoim nauczaniu sięga po przypowieści (13,10-17) oraz wyjaśnienie przypowieści o siewcy (13,18-23). Całość ma zobrazować, w jaki sposób królestwo niebieskie zostaje zaszczepione w ludzkich sercach. Siewca symbolizuje Jezusa, który przemierzając galilejskie bezdroża głosi Dobrą Nowinę o zbawieniu. To, co zaskakuje dzisiejszego czytelnika, to fakt, iż ziarno rozsiewane jest szerokim gestem, pada na różnego rodzaju podłoże – na drogę, miejsce skaliste, między ciernie, ziemię żyzną. Ta pozorna rozrzutność symbolizuje taktykę przyjętą przez Jezusa. W swoim głoszeniu jest On niezwykle hojny, nie ogranicza się do grona wybranych i przygotowanych na przyjęcie słowa osób, lecz zwraca się do każdego człowieka, dając mu szansę usłyszenia.

Różne rodzaje gleby oraz rezultat zasianego na nich ziarna stają się dla słuchaczy okazją do zdiagnozowania własnego serca, dostrzeżenia, czy jest ono gotowe na przyjęcie słowa, a jeżeli nie, to co należy uczynić, by jednak zapuściło ono korzenie i przyniosło spodziewany plon. Warto także zwrócić uwagę, że ów plon nie jest jednakowy: „Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny” (13,8). W słowach tych znajdujemy wskazówkę, że słuchanie i przyjmowanie Jezusowej nauki nie zakłada jakiejś formy uniformizmu. Mówiąc inaczej, królestwo niebieskie rozwija się w poszczególnych sercach w różnym tempie, w zależności od planu Boga, historii człowieka, czy jego naturalnych predyspozycji. Ważne jest, by wejść w postawę słuchającego i zgodzić się, by słowo Pana prowadziło przez życie. Plon, czyli rezultaty kroczenia za Nim są sprawą drugorzędną.

Ostatnią rzeczą, którą warto podkreślić w dzisiejszej Ewangelii jest cel Jezusowego głoszenia w przypowieściach. Jako że zawsze stanowią one jakiegoś rodzaju zagadkę, czy mimo że nawiązują do codziennego doświadczenia, w jakimś elemencie jednak od niego odbiegają, stają się one wyzwaniem dla tych osób, które nie są jeszcze w stanie rozpoznać i przyjąć oczywistych znaków Bożej obecności. Można powiedzieć, że w strategii przyjętej przez Jezusa przypowieści są swoistą „metodą aktywizującą”, zmuszającą odbiorcę do zaangażowania i namysłu.

Jaką rolę w moim życiu duchowym odgrywa słowo Boże? Czy szukam w nim Bożego mówienia do mnie? Czy pielęgnuje w sobie gotowość na jego przyjęcie i pozwalam mu prowadzić mnie przez życie?

Oczyszczająca moc Jezusa

Ruiny Gadary (fot. R.P.)

Środa, 1 lipca

Mt 8,28-34

28 Gdy przybył na drugi brzeg do kraju Gadareńczyków, wyszli Mu naprzeciw z grobowców dwaj opętani, tak bardzo niebezpieczni, że nikt nie mógł przejść tamtą drogą. 29 Zaczęli krzyczeć: «Czego chcesz od nas, Jezusie, Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas?» 30 A opodal nich pasła się duża trzoda świń. 31 Złe duchy zaczęły Go prosić: «Jeżeli nas wyrzucasz, to poślij nas w tę trzodę świń». 32 Rzekł do nich: «Idźcie!» Wyszły więc i weszły w świnie. I naraz cała trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i zginęła w wodach. 33 Pasterze zaś uciekli i przyszedłszy do miasta, rozpowiedzieli wszystko, a także zdarzenie z opętanymi. 34 Wtedy całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa; a gdy Go ujrzeli, prosili, żeby opuścił ich granice.

Ludność nieżydowska, dwóch opętanych, grobowce, świnie – te elementy dzisiejszej perykopy musiały niepokoić pierwszych czytelników Mateuszowej Ewangelii, czyli chrześcijan żydowskiego pochodzenia, przyzwyczajonych do zachowywania rytualnej czystości. Kraj Gadareńczyków stanowiły okolice hellenistycznego miasta Gadara, położnego 10 kilometrów na południowy wschód od brzegu Jeziora Galilejskiego. Jezus zabrał ze sobą uczniów w ten pogański teren (rytualnie nieczysty), gdzie spotkali dwóch opętanych (będących w mocy nieczystych duchów), mieszkających w grobowcach (miejscach nieczystych) i pośród świń (zwierząt nieczystych) – wszystko to podkreśla nieczystość sytuacji. Jednak, jak w przypadku wcześniejszego oczyszczenia trędowatego (por. 8,1-4), boska moc Jezusa sprawia, że to, co jest nieczyste, zostaje oczyszczone. Pan ma władzę nie tylko nad trądem, paraliżem, gorączką i burzami (por. 8,1-27), ale także nad szatanem.

Mateusz podkreśla, że poprzez niebezpieczne zachowanie dwóch opętanych, złe duchy uniemożliwiały ludziom podróżowanie drogą (por. 8,28), co nawiązuje do burzy szalejącej wcześniej na jeziorze (por. 8,23-27). Duchy te mają nadprzyrodzoną wiedzę i natychmiast rozpoznają kim jest Jezus: „Czego chcesz od nas, Jezusie, Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas?” (8,29; por. 4,3). Obawiają się, że przyszedł osądzić ich przed dniem sądu na końcu czasów (por. 25,41). Wiedząc, że Jezus ich wyrzuci, błagają o nowy dom przed nadejściem tego dnia: „Jeżeli nas wyrzucasz, to poślij nas w tę trzodę świń” (8,31). Jezus na to przystaje i niszczycielska siła złych duchów pędzi świnie w dół zbocza w wody Jeziora Galilejskiego. Ewangelista nie interesuje się wyjaśnieniem powodów, którymi Pan się kierował, chodzi mu tylko o przedstawienie Jego władzy. Jak wcześniej mocą swego słowa poskromił burzę, tak teraz w ten sam sposób poskramia złe duchy: „Rzekł do nich: «Idźcie!»” (8,32). Cuda, jakich Jezus dokonywał w Galilei, rozbudziły wśród Żydów mesjanistyczne nadzieje. Gadareńczycy, będąc poganami, nie znajali mesjańskich zapowiedzi proroków. Widzą w Nim jedynie kogoś, kto posługuje się niezwykłą mocą, mogącą zaburzyć ich dotychczasowy porządek, dlatego proszą Go, by opuścił ich ziemię.

Co przeszkadza mi w moich relacjach z innymi ludźmi? Czy wierzę w to, że słowa Jezusa ma moc mnie oczyścić z mojego egoizmu, leku, czy pychy? Czy szukam w Piśmie Świętym sensu działania Boga w moim życiu?

On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony

(fot. Emmanuel Phaeton, unsplash.com)

Czwartek, 25 czerwca

Mt 7,21-29

21 Nie każdy, kto mówi Mi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. 22 Wielu powie Mi w owym dniu: „Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?” 23 Wtedy oświadczę im: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości”. 24 Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. 25 Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. 26 Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. 27 Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki». 28 Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. 29 Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie tak jak ich uczeni w Piśmie.

W dzisiejszej liturgii słowa rozważamy końcową perykopę Kazania na Górze (Mt 5-7). Przez ostatnie trzy tygodnie pochylaliśmy się nad kolejnymi fragmentami tej programowej mowy Jezusa, poznając styl życia, jaki ma charakteryzować Jego uczniów. Z pewnością nie raz w tym czasie, podobnie jak tłumy zgromadzone wokół Pana, zdumiewaliśmy się Jego nauką (por. 5,28). Jako obwieszczenie królestwa niebieskiego w wielu miejscach nie pasuje ona do logiki tego świata, która w mniejszym czy większym stopniu ma wpływ także nasze myślenie i postępowanie. Mateusz dopowiada, że zdumienie tłumów brało się stąd, że zobaczyli w Jezusie kogoś, kto w swoim słowie wykracza poza autorytet ziemskich nauczycieli: „Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie tak jak ich uczeni w Piśmie” (5,29). Ten „nieziemski autorytet” Syna Bożego sprawia, że obok Jego nauczania nie można przejść obojętnie. Wymaga ono zaangażowania, które pójdzie dalej niż samo zdziwienie czy zachwyt. Właśnie dlatego, kończąc swoją pierwszą mowę, Jezus daje dwie przestrogi (5,21-23) oraz opowiada przypowieść o dwóch budowniczych (5,24-27).

„Nie każdy, kto mówi Mi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (5,21). Tytuł „Pan” (gr. Kyrios, hebr. Adonai) był używany przez pobożnych Żydów w odniesieniu do Boga, jako zamiennik świętego imienia YHWH. Jezus przestrzega, że samo rozpoznanie w Nim Boga, nie jest wystarczające, by cieszyć się chwałą królestwa niebieskiego. Potrzebne jest jeszcze rozpoznanie woli Ojca, które dokonuje się w sercu osoby wierzącej. Jesteśmy zaproszeni, by rozważając słowa Pisma Świętego, wsłuchując się w nauczanie Kościoła i doświadczając życia płynącego z sakramentów, rozeznawać, co tu i teraz Bóg do nas mówi, do czego nas zachęca. To intymne spotkanie z Bogiem na poziomie ludzkiego serca jest pierwszym i fundamentalnym krokiem na drodze wypełniania Jego zamysłów.

W drugiej przestrodze Jezus mówi o spójności naszego chrześcijańskiego życia. Temat ten był już częściowo poruszony we wskazówkach dotyczących pobożnych uczynków – jałmużny, modlitwy i postu (por. 6,1-18). Liczą się nie tyle zewnętrzne oznaki naszego chrześcijańskiego życia, które pod wpływem pokusy mogą stać się wyłącznie swojego rodzaju fasadą (por. 7,22), lecz to, co faktycznie dokonuje się w nas jako przejście od nieprawości do świętości. Kto nie wejdzie w autentyczną walkę o dobro w swoim życiu, ryzykuje, że także do niego na końcu czasów będą zaadresowane ostre słowa Jezusa: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości” (7,24).

W przypowieści o dwóch budowniczych Jezus wprost zachęca nie tylko do słuchania, ale i wypełniania Jego słowa. Deszcz, wezbrane rzeki i wicher nie były czymś obcym pierwszym słuchaczom Jezusa. Także dzisiaj w trakcie pory deszczowej mieszkańcy Izraela mogą doświadczyć niszczącej siły żywiołów. Opady deszczu niekiedy są tak duże, że wszelkie zagłębienia terenu błyskawicznie wypełniają się wodą i stają się korytem rwących potoków, podmywających okoliczne wzniesienia. Nawiązując do tego obrazu, Jezus podkreśla, że posłuszeństwo Jego słowu powinno być fundamentem naszego życia. Wszyscy staniemy przed Nim w dniu sądu. Gdy ten dzień nadejdzie, Pan będzie badał, czy wcielaliśmy Jego Ewangelię w czyn, czy jedynie wysłuchaliśmy Jego przesłania, nie pozwalając, by ono nas kształtowało.

Czy pozwalam, by nauka Jezusa rozbijała moje błędne schematy myślenia i postępowania? Czy w czasie modlitwy proszę Boga, by pomógł mi rozeznawać i wypełniać Jego wolę? Czy walczę z moją nieprawością? Czy pozwalam, by słowo Jezusa zamieszkało na stałe w moim sercu i prowadziło mnie przez codzienność?

Światło słowa Bożego i moc sakramentu

Emaus Nicopolis, ruiny bizantyjskiej bazyliki (fot. R.P.)

III Niedziela Wielkanocna A

Łk 24,13-35

Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało». Zapytał ich: «Cóż takiego?» Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli». Na to On rzekł do nich: «O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?» W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

Serca uczniów idących do Emaus przepełniał ból. Trzy dni wcześniej byli świadkami klęski Jezusa z Nazaretu. Uwierzyli Mu, rozpoznali w Nim zapowiadanego Mesjasza, który miał wyzwolić Izraela. Byli świadkami wielkich cudów i słuchali nauki głoszonej z mocą, gdy towarzyszyli Mu w Galilei. Gdy razem z Nim szli do Jerozolimy na święto Paschy, widzieli coraz to większy tłum, gromadzący się wokół Niego. Pewnie do końca życia nie zapomną uroczystego wjazdu Jezusa do Świętego Miasta. Te okrzyki radości, ścielone palmy i płaszcze! Nie minęło jednak kilka dni, jak wszystko runęło. Intryga ze strony władz świątynnych, fałszywe oskarżenia, niezrozumiały wyrok Piłata i wreszcie okrutna śmierć krzyżowa. Jak by tego było mało, kobiety, które rano poszły do grobu, przyniosły niepokojącą wieść: pieczara była pusta, zaś dwaj aniołowie oznajmili, że Jezus żyje. Piotr i inni także poszli do grobu. Potwierdzili słowa kobiet – był on pusty. Jezusa jednak nie widzieli…

Tak oto idąc do Emaus, uczniowie rozprawiają między sobą o wydarzeniach ostatnich dni. W pewnym momencie przyłącza się do nich tajemniczy Wędrowiec. Dzielą się z Nim swoim wątpliwościami. Nieznajomy jednak, nie wydaje się być tym wszystkim przejęty. Więcej, wyrzuca im brak wiary, a następnie na podstawie Mojżesza i proroków udowadnia, że Mesjasz miał cierpieć. Jego słowa, mimo że nie do końca współgrają z tym, co dzieje się w ich sercach, w niepojęty sposób przywracają pokój, a nawet radość. Dlatego przybywszy do Emaus uczniowie zapraszają Wędrowca na wieczerzę. Ten, gdy już byli u stołu, zaczyna wykonywać znajome gesty: bierze chleb, odmawia błogosławieństwo, łamie i podaje do zjedzenia. Przecież to samo czynił Jezus w trakcie ostatniej wieczerzy paschalnej, tuż przed swoją męką! Uczniowie zaczynają widzieć i rozumieć. To zmartwychwstały Jezus! On prawdziwie żyje, pokonał śmierć, Mojżesz i prorocy mieli rację! Gdy Pan znika z ich oczu, wracają do Jerozolimy i z zapałem opowiadają innym, jak poznali Go przy łamaniu chleba.

To, co wydarzyło się w przypadku uczniów idących do Emaus, odkrywa przed nami ważną dynamikę chrześcijańskiego życia. Nie wszystko, co Bóg czyni w naszym życiu, od razu jesteśmy w stanie zrozumieć i zaakceptować. Nasze oczekiwania często mijają się z Jego zamiarami. Niekiedy tak bardzo, że zaczynamy wątpić i odczuwać rozczarowanie: „A myśmy się spodziewali…”. Dzisiejsza Ewangelia podpowiada, co czynić, aby nasz ogląd życia był jak najbardziej zbliżony do Bożego. Przede wszystkim trzeba nam otworzyć przed Bogiem tajemnice naszych serc, opowiedzieć Mu o naszych lękach, bólach i wątpliwościach, tak jak uczniowie otworzyli się przed Wędrowcem. Dalej, możemy pozwolić, by tajemnice naszego wnętrza, zwłaszcza te najbardziej mroczne, zostały oświetlone światłem Bożego słowa. Idący do Emaus, w kontekście Jezusowej egzegezy zaczęli dostrzegać nowy, głębszy sens tragicznych jerozolimskich wydarzeń. I wreszcie, mamy możliwość spotykania Jezusa przy łamaniu chleba, czyli doświadczania Jego sakramentalnej obecności.

Kiedy ostatnio opowiedziałem Jezusowi o sobie? Czy mam świadomość, że w świetle Bożego słowa każde, nawet najbardziej bolesne doświadczenie mojego życia, zyskuje sens? Czy szukam zbawczej obecności Pana w sakramentach?