Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających

Fot. Aaron Burden (unsplash.com)

Wtorek, 20 października, Wspomnienie św. Jana Kantego

Łk 12,35-38

35 Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. 36 A wy [bądźcie] podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. 37 Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. 38 Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie.

Fragment Ewangelii Łukasza proklamowany w trakcie dzisiejszej liturgii otwiera krótką serię przypowieści podkreślających konieczność czujnego oczekiwania na powtórne przyjście Chrystusa: o sługach oczekujących nadejścia pana (Łk 12,35-38), o gospodarzu, który nie wie, o której godzinie przyjdzie złodziej (12,39-40) oraz o rządcy, któremu pod nieobecność pana została powierzona opieka nad pozostałymi sługami (12,42-48).

Pierwsza przypowieść zostaje wprowadzona przez wezwanie do troski o konkretne znaki gotowości: „Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie” (12,35). W starożytności „przepasywano biodra”, czyli podnoszono sięgającą do kostek tunikę, a następnie jej fałdy wkładano za pas, by móc szybciej się przemieszczać (por. 1 Krl 18,46) lub komuś służyć (por. Łk 17,8). Ponadto w tekstach biblijnych pojawia się sens duchowy tego gestu, gdy mowa jest o przepasaniu się sprawiedliwością, wiernością, prawdą lub potęgą (np. Ps 65,7; Iz 11,5; Ef 6,14). Oprócz tego słowa Jezusa o przepasanych biodrach mogą nawiązywać do tego, w jaki sposób Izraelici mieli spożywać wieczerzę paschalną tuż przed opuszczeniem Egiptu: „Tak zaś spożywać go będziecie: biodra wasze będą przepasane, sandały na waszych nogach i laska w waszym ręku” (Wj 12,11). Pochodnie (gr. lychnos – „lampka oliwna, kaganek”) zapalano, by rozproszyć ciemność nocy i swobodnie poruszać się po pomieszczeniu lub w otoczeniu domostwa. Również tutaj zauważyć możemy nawiązanie do paschy egipskiej, gdyż zarówno wieczerza, jak i samo Wyjście miało miejsce w nocy: „Tej nocy czuwał Pan nad wyjściem synów Izraela z ziemi egipskiej. Dlatego noc ta winna być czuwaniem na cześć Pana dla wszystkich Izraelitów po wszystkie pokolenia” (Wj 12,42). Obydwa symbole – przepasane biodra i zapalone pochodnie – oznaczają zatem gotowość do przyjęcia i zaangażowania się w czas łaski od Boga.

Wprowadziwszy powyższe obrazy, Jezus porównuje swoich uczniów do sług oczekujących na powrót pana z uczty weselnej: „A wy [bądźcie] podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze” (Łk 12,36). Zwróćmy uwagę, że w centrum tej wypowiedzi nie jest pan domu. Również uczta ma jedynie za zadanie wyjaśnić, dlaczego nie da się przewidzieć dokładnie godziny powrotu pana. Podkreślony zostaje natomiast obowiązek sług, by natychmiast otworzyć drzwi, gdy tylko powracający pan zakołacze. By wywiązać się z tego obowiązku, muszą oni cały czas czuwać, nie mogą przecież dopuścić do tego, by właściciel domu chociaż przez chwilę stał na jego progu.

W dalszej części przypowieści Jezus uzasadnia konieczność czuwania: „Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie” (Łk 12,37-38). Wypowiedź ta zamknięta jest klamrą podwójnego makaryzmu (gr. makarios – „szczęśliwy, błogosławiony”): „szczęśliwi owi słudzy” oraz „szczęśliwi oni”. Poza tym, jeszcze raz podkreślona jest nieznana chwila powrotu pana. Mówiąc o niej Jezus posługuje się określeniem straży nocnej. W Palestynie noc dzielono na trzy straże, czyli warty. Pan może przyjść o drugiej (w środku nocy) lub o trzeciej (przed świtem) straży. Jeśli służbą będzie gotowa na jego przyjście, jej oczekiwanie zostanie wynagrodzone w niespodziewany sposób: tym razem to pan się przepasze, posadzi swoje sługi przy stole i będzie im usługiwał. Niezwykłość tego zachowania należy interpretować alegorycznie. Klucz znajdujemy w słowach: „Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (12,40). W oparciu o tę wypowiedź: słudzy oznaczają uczniów Jezusa, pan – Syna Człowieczego, jego powrót – powtórne przyjście Chrystusa, czuwanie sług – pełną gotowość na paruzję, zaś uczta – nagrodę w życiu wiecznym (por. Iz 25,6; Ap 3,20).

Czy jest we mnie gotowość na przyjęcie czasu łaski od Boga? Co mogę powiedzieć o mojej obecnej gotowości na spotkanie z powracającym Chrystusem? Czy patrzę na moją codzienność w perspektywie wieczności? Czy przeżywam Eucharystię jako zapowiedź uczty niebieskiej?

Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie

Fot. Jordan Wozniak (unsplash.com)

Czwartek, wspomnienie św. Moniki

Mt 24,42-51

42 Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. 43 A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o jakiej porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. 44 Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. 45 Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą, żeby we właściwej porze rozdał jej żywność? 46 Szczęśliwy ów sługa, którego pan, gdy wróci, zastanie przy tej czynności. 47 Zaprawdę, powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. 48 Lecz jeśli taki zły sługa powie sobie w sercu: „Mój pan się ociąga z powrotem”, 49 i zacznie bić swoje współsługi, i będzie jadł i pił z pijakami, 50 to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna. 51 Każe surowo go ukarać i wyznaczy mu miejsce z obłudnikami. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Rozważany przez nas fragment stanowi cześć tzw. mowy eschatologicznej (Mt 24,1-25,46), ostatniej z pięciu mów, za pomocą których Mateusz zachował słowa Jezusa wypowiedziane przy różnych okazjach. Jak sam nazwa wskazuje (gr. eschatos – „ostatnim ostateczny”), mowa ta stanowi zbiór wypowiedzi dotyczących wydarzeń mających nastąpić na końcu czasów. Jezus zarysowuje przed nami sceny sądu i udręki, a także ostrzega przed zwodzicielami oraz wzywa do wierności. Posługuje się przy tym językiem symbolicznym, przypominającym żydowską literaturę apokaliptyczną, oraz wielokrotnie czyni aluzje do tekstów Starego Testamentu. Ważną cześć mowy eschatologicznej stanowią trzy przypowieści, w których zostaje podkreślona potrzeba czuwania i gotowości na powtórne przyjście Syna Człowieczego: przypowieść o dwóch sługach (24,45-51), przypowieść o dziesięciu pannach (25,1-13) oraz przypowieść o talentach (25,14-30).

We fragmencie poprzedzającym dzisiejsze czytanie ewangeliczne Jezus mówi o tym, iż czas Jego powtórnego przyjścia nie będzie wcześniej znany Jego uczniom. Posługuje się przy tym aluzją do opowiadania o potopie, kiedy to oprócz Noego i jego bliskich nikt nie spodziewał się nadchodzącego kataklizmu: „Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego” (24,38-39; por. Rdz 7,11-23).

Rozwijając tę myśl, Pan mówi: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie” (Mt 24,42; por. 25,13) i podaje kolejny przykład, tym razem nawiązując do realiów życia codziennego: „Gdyby gospodarz wiedział, o jakiej porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu” (24,43). Gdyby wspomniany gospodarz zawczasu znał moment pojawienia się złodzieja, wystarczyłoby, że tuż przed próbą rabunku wystawiłby dodatkowe straże, czy nawet sam, uzbroiwszy się, czekałby, by pochwycić złodzieja. W przypadku uczniów Jezusa, oczekujących na Jego powrót na końcu czasów, gotowość na spotkanie zostaje rozciągnięta w czasie, ma stale charakteryzować ich postawę: „Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (24,44). Na czym ma polegać ta „trwająca” gotowość obrazują trzy kolejne przypowieści, z których pierwszą, o dwóch sługach (24,45-51), przytacza dzisiejsza liturgia słowa. Ukazuje ona dwie możliwe reakcje sługi, który zostaje ustanowiony nad domem pana podczas jego nieobecności.

„Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą, żeby we właściwej porze rozdał jej żywność” (24,45). Tekst grecki podpowiada nam, że „panem” z przypowieści jest Jezus – to samo określenie, kyrios, pojawia się chwilę wcześniej, właśnie w odniesieniu do Niego (por. 24,42). „Domem” jest Kościół, czyli wspólnota uczniów, która Jezus uznaje za swoją duchową rodzinę (por. 12,49-50). W 1 Liście do Tymoteusza św. Paweł napisze: „Gdybym zaś się opóźniał, piszę, byś wiedział, jak należy postępować w domu Bożym, który jest Kościołem Boga żywego, filarem i podporą prawdy” (1 Tm 3,15). W tym kontekście postać „sługi” należy odczytać jako obraz tych, którzy są odpowiedzialni za przekaz wiary i łaski zbawienia. Chodzi przede wszystkim o pasterzy przewodzących wspólnocie uczniów, którzy „rozdzielają żywność”, czyli głoszą Słowo i udzielają sakramentów. W dalszej kolejności Jezus ma na myśli wszystkich, którzy we właściwy sobie sposób są odpowiedzialni za wiarę powierzonych im osób (rodzice, starsze rodzeństwo, nauczyciele, liderzy kościelnych wspólnot itd.).

„Szczęśliwy ów sługa, którego pan, gdy wróci, zastanie przy tej czynności. Zaprawdę, powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem” (24,46-47). Dzień powrotu Pana jest nieznany dla sługi dzierżącego władzę w Jego zastępstwie. Jeśli jednak będzie on wierny swoim obowiązkom i przy ich wykonywaniu zostanie zastany przez Powracającego, przysługiwać mu będzie miano „szczęśliwego” (gr. makarios – „szczęśliwy, błogosławiony”). Warto zauważyć, że gotowość na spotkanie z Panem nie zostaje opisana jako bezczynne wypatrywanie Jego powrotu, lecz właśnie jako wykonywanie zleconych „czynności”. W tekście oryginalnym pojawia się tutaj imiesłów czasu teraźniejszego, dosł. „znajdzie go czyniącego”, co podkreśla konieczność stałego zaangażowania sługi. Wypełnianie obowiązków zostanie nagrodzone jeszcze większymi obowiązkami – wierny sługa zostanie postawiony nad całym majątkiem Pana, co oznacza, że zmieni się jego status.

Lecz jeśli taki zły sługa powie sobie w sercu: „Mój pan się ociąga z powrotem”, i zacznie bić swoje współsługi, i będzie jadł i pił z pijakami, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna” (24,48-50). W dalszej części przypowieści Jezus ukazuje sytuację „złego sługi”. Jego pierwszym błędem jest nieuzasadniona pewność, że Pan się ociąga, podczas gdy w rzeczywistości dzień i godzina Jego powrotu są po prostu nieznane. Ponadto ów zły sługa postępuje niegodziwie, wykorzystuje nieobecność Pana, by odłożyć na bok swe obowiązki oraz podjąć się okrutnych i rozpustnych zajęć: nadużywa swej władzy, dręcząc podlegające sobie współsługi, a także dogadza sobie jedzeniem i piciem w towarzystwie pijaków (por. 1 Tm 3,1-5).

„to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna. Każe surowo go ukarać i wyznaczy mu miejsce z obłudnikami. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (24,50-51). Gdy w końcu nadejdzie dzień, którego nikt się nie spodziewa i gdy powracający Pan odkryje, że Jego zaufanie zostało nadużyte, a Jego sługi wykorzystane, złego sługę czeka surowa kara. W tekście greckim pojawia się tutaj wyrażenie, które dosłownie można przetłumaczyć „przetnie go na pół”. Surowość kary odpowiadać będzie wadze powierzonej misji. Złemu słudze zostanie wyznaczone miejsce wśród obłudników a, którzy spędzą wieczność w potępieniu, płacząc wśród katuszy i zgrzytając zębami.

Czy moją wiarę charakteryzuje czujność i gotowość na spotkanie z powracającym Chrystusem? W jakim wymiarze realizuję moją odpowiedzialność za przekaz wiary? Czy odrzucam pokusę posłużenia się przysługującym mi autorytetem dla osiągnięcia własnych celów?

Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie

Getsemani, Ogród Oliwny (fot. R.P.)

Czwartek, 4 czerwca, Święto Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana

Mt 26,36-42

36 Wtedy przyszedł Jezus z nimi do posiadłości zwanej Getsemani i rzekł do uczniów: «Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę i tam się pomodlę». 37 Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę. 38 Wtedy rzekł do nich: «Smutna jest dusza moja aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną». 39 I odszedłszy nieco do przodu, padł na twarz i modlił się tymi słowami: «Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty niech się stanie!» 40 Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: «Tak oto nie mogliście jednej godziny czuwać ze Mną? 41 Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe». 42 Powtórnie odszedł i tak się modlił: «Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja!»

Po spożyciu wieczerzy paschalnej Jezus wraz z jedenastoma apostołami opuszcza Jerozolimę i udaje się do posiadłości Getsemani położonej na zachodnim zboczu Góry Oliwnej. Po przybyciu na miejsce, w towarzystwie Piotra, Jakuba i Jana odchodzi na pewną odległość, by zanurzyć się w rozmowie z Ojcem. Ci sami trzej apostołowie byli wcześniej świadkami objawienia się boskiej chwały Jezusa w trakcie przemienienia na wysokiej górze (por. 17,1-8). Teraz jednak sytuacja jest zupełnie inna. Na wysokiej górze (tradycja mówi, że była to Góra Tabor, położona we wschodnim krańcu doliny Jizreel w Dolnej Galilei, ok. 590 m n.p.m.), widząc przemienionego Syna Bożego, apostołowie upadli na twarz przed Jego majestatem (por. 17,6). W Getsemani to Jezus pada na ziemię w obliczu nadchodzącego cierpienia i śmierci, manifestując swoje człowieczeństwo: „począł się smucić i odczuwać trwogę” (26,37).

W trakcie modlitwy duch Jezusa zaczyna uginać się pod ciężarem smutku. Będąc człowiekiem, Mesjasz doświadcza prawdziwych ludzkich emocji. Perspektywa nadchodzących tortur, nie wspominając o ciężarze śmierci jako zapłacie za bunt człowieka, powodują, że w Jego sercu pojawia się trwoga. W ludzkiej obawie wobec cierpienia nie ma nic niewłaściwego czy wadliwego. Dlatego, zamiast ukrywać swój wewnętrzny stan przed towarzyszami, Jezus mówi wprost: „Smutna jest dusza moja aż do śmierci” (26,38). Użyty tutaj grecki przymiotnik perilypos oznacza intensywność udręki, która wyzwala w człowieku jęk bólu. Prawdopodobnie mamy tutaj aluzję do greckiego tłumaczenia Księgi Psalmów: „Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo, i czemu jęczysz we mnie?” (Ps 42,6.12; 43,5).  Bez względu na to, jak niewielka może być pociecha przyjaciół, Piotr, Jakub i Jan mają czuwać z Jezusem, gdy Ten modli się w chwili bolesnej próby: „zostańcie tu i czuwajcie ze Mną” (26,38).

Słowa Jezusa kierowane do Ojca wyrażają doświadczaną przez Niego agonię: „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich” (26,39). Nie będzie przesadą, gdy powiemy, że jest to decydujący moment Jego ziemskiego życia. Jezus dotychczas wiernie realizował każdy szczegół zbawczego planu Ojca. Sukces Jego misji zależy od tego, czy teraz zdecyduje się wypełnić go do końca. Na szczęście dla nas, podobnie jak podczas kuszenia na pustyni, synowska lojalność Mesjasza wobec Ojca przeważa: „Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty niech się stanie! (…) Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja!” (26,39.42).

Po godzinie intensywnej modlitwy Jezus wraca do swoich uczniów. Ci wydają się nie dostrzegać ciężaru nadchodzących wydarzeń. Swoim snem zawodzą Jezusa, zanim jeszcze w panice opuszczą Go w chwili aresztowania (por. 26,56). Nadchodzi wielki test ich wierności, nie są jednak gotowi z nim się zmierzyć: „Tak oto nie mogliście jednej godziny czuwać ze Mną?” (26,40). Piotr, Jakub i Jan, bardziej niż ktokolwiek inny, są w tym momencie ucieleśnieniem maksymy: „duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe” (26,41). Wcześniej synowie Zebedeusza twierdzili, że mogą pić z kielicha Jezusa, czyli uczestniczyć w Jego zbawczym cierpieniu (por. 20,22). Natomiast Piotr zapewniał Go: „Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie” (26,35). Niestety ludzka słabość apostołów sprawia, że nie są oni w stanie dotrzymać słowa. Dlatego Jezus ich zachęca: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie” (26,41).

Czy wierzę, że Jezus, będąc Bogiem, przyjął naszą ludzką naturę? Co to dla mnie oznacza, zwłaszcza w godzinie cierpienia i próby? Czy jestem człowiekiem czuwania i modlitwy?