Nie tak będzie u was

Środa III Tygodnia Wielkiego Postu

Mt 20,17-28

17 Udając się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: 18 «Oto idziemy do Jerozolimy: a [tam] Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć 19 i wydadzą Go poganom, aby został wyszydzony, ubiczowany i ukrzyżowany; a trzeciego dnia zmartwychwstanie». 20 Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddawszy Mu pokłon, o coś Go prosiła. 21 On ją zapytał: «Czego pragniesz?» Rzekła Mu: «Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie». 22 Odpowiadając zaś, Jezus rzekł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?» Odpowiedzieli Mu: «Możemy». 23 On rzekł do nich: «Kielich mój wprawdzie pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których mój Ojciec je przygotował». 24 Gdy usłyszało to dziesięciu [pozostałych], oburzyli się na tych dwóch braci. 25 Lecz Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: «Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. 26 Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. 27 A kto by chciał być pierwszy między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, 28 tak jak Syn Człowieczy, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu».

Kościół daje mi dzisiaj fragment Mateuszowej Ewangelii, w którym Jezus po raz trzeci zapowiada swoją mękę i wskazuje uczniom prawdziwe standardy wielkości. W tym wielkopostnym czasie nawrócenia i pokuty zbliżę się do mojego Pana, by z uwagą wysłuchać Jego nauki. Pozwolę, by Jego słowa „prześwietliły” mnie i nakierowały na właściwą ścieżkę.

„Udając się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich” (w. 17). Po raz ostatni w ciągu swego ziemskiego życia Jezus udaje się do Jerozolimy. Jak za chwilę zobaczymy, dobrze wie, co Go tam czeka. Mimo że Jego serce coraz bardziej skupia się na nadchodzącej śmierci, Pan wykorzystuje czas podróży, by kontynuować formację apostołów. Nie kryje niczego przed Nimi, nie odgrywa kogoś, kim nie jest. W swojej relacji do nich jest bardzo prawdziwy, dzieli się swoimi obawami. Ten sam Jezus, już jako zwycięzca śmierci, spotyka się ze mną w czasie każdej modlitwy. Tak samo szczery, otwarty i autentyczny. Jego serce, pełne miłości, niczego przede mną nie chowa. Podziękuję za to, że mogę się wsłuchiwać w kojący głos mojego Zbawcy, że mogę w Nim znaleźć również prawdę o moim życiu.

„wydadzą Go poganom, aby został wyszydzony, ubiczowany i ukrzyżowany; a trzeciego dnia zmartwychwstanie” (w. 19). Jezus w bardzo szczegółowy sposób opisuje przyszłe wydarzenia. Rzeczywiście będzie wydany przez Sanhedryn w ręce rzymskiego prokuratora Judei, Poncjusza Piłata (por. 27,2). Następnie przez rzymskich żołnierzy zostanie wyszydzony (por. 27,29) i ubiczowany (por. 27,26), by wreszcie zostać przybitym do krzyża (por. 27,35). Nadciągająca tragedia zakończy się triumfem, gdyż trzeciego dnia zmartwychwstanie (por. 28,5-6). Słowo Jezusa, nawet to zapowiadające cierpienie jest ostatecznie Słowem życia. Do życia zawsze prowadzi. By tak się jednak stało, trzeba, by każdy jego szczegół był przeze mnie z uwagą rozważany. Jak wyglądają moje spotkania ze Słowem? Czy w ich trakcie unikam pokusy powierzchowności i próbuję wniknąć w jego głębię?

„Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie” (w. 21). Matka Jakuba i Jana, a także oni sami, wydają się być daleko swoimi myślami od Jezusa szykującego się na mękę. W dalszym ciągu spodziewają się, że królestwo Boże objawi się w pełnej chwale, gdy tylko dotrą do Jerozolimy (por. Łk 19,11). Zasiadanie u boku potężnego monarchy było w starożytności oznaką wielkiego wyróżnienia. Picie z jego kielicha oznaczało uczestnictwo w jego władzy. Podczas gdy Jezus szykuje się na wypełnienie Izajaszowych proroctw o Słudze Pańskim (por. Iz 53), synowie Zebedeusza myślą o swej chwalebnej przyszłości. Czy w trakcie spotkania ze Słowem dostrajam swoje myślenie do tego, co ono wyraża, czy może próbuje je interpretować według moich oczekiwań, naginać tak, by wydawało się potwierdzać moje plany?

„Gdy usłyszało to dziesięciu [pozostałych], oburzyli się na tych dwóch braci” (w. 24). Pośród uczniów Pana widać wyraźną rywalizację. Nie są zadowoleni, gdyż wydaje się im, że Jakub i Jan, sprytnie posługując się swoja matką, wyprzedzili ich, zajmując uprzywilejowane pozycje u boku Pana. Jak reaguje na sukcesy innych? Czy potrafię cieszyć się z osiągnięć ludzi, którzy mnie otaczają?

„Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą” (ww. 25-26). Jezus przyszedł na świat także po to, by odwrócić błędną logikę towarzyszącą ludzkim zabiegom o wielkość. On, Syn Boży i największy spośród ludzi, jedyny godny wszelkiej chwały, nie szuka pokłonów i poklasku, lecz pragnie służyć, aż do oddania swojego życia. Jak w świetle tych słów wyglądają moje życiowe cele? Czy wzorem mego Mistrza chcę służyć braciom, czy może dążę do tego, by podporządkować ich sobie?

Będę wracał dzisiaj w moim sercu do modlitwy serca: „Panie Jezu, dziękuję Ci za wszelkie Twoje ogołocenie. Naucz mnie szukać pełni życia poprzez służbę innym”.

Największy z was niech będzie waszym sługą

Wtorek II Tygodnia Wielkiego Postu

Mt 23,1-12

1 Wówczas przemówił Jezus do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: 2 «Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. 3 Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. 4 Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. 5 Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. 6 Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. 7 Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. 8 A wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy jesteście braćmi. 9 Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. 10 Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. 11 Największy z was niech będzie waszym sługą. 12 Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.

W chwili ciszy przygotuje moje serce na przyjęcie Słowa. Jezus dzisiaj będzie chciał mi pokazać, co może stanowić zagrożenie dla mojej uczniowskiej tożsamości. Uczyni to z troski o mnie, gdyż wie, jak szybko poddaje się różnym ideom czy pokusom, które zamazują we mnie Jego obraz.

„Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą” (ww. 3-4). Pan demaskuje powierzchowność religijnej postawy uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Owi specjaliści od wyjaśniania Prawa i Proroków bardzo często zatrzymywali się na poziomie zewnętrznego głoszenia prawd objawionych. Nie pozwalali, by wniknęły one do ich wnętrza. W świętym zapale głoszenia Bożej nauki coraz bardziej obciążali sumienia słuchających ich Żydów, podnosząc „poprzeczkę sprawiedliwości”, sami jednak nawet nie próbowali jej przeskoczyć. Jakże ważna w życiu wiary jest autentyczność i prostota, świadomość własnych słabości i wyrozumiałość wobec braci, którzy borykają się z podobnymi ograniczeniami. Wierność Bogu nie wyraża się w wymyślaniu coraz to bardziej skomplikowanych systemów religijnych powinności, lecz na fundamentalnej otwartości na Jego zbawczą moc w tym, co stanowi naszą niemoc. Poproszę, by w czasie tegorocznego Wielkiego Postu było mi dane poznanie mojej grzeszności, poproszę o dar pokory i ufności, bym dzięki Bożemu prowadzeniu mógł nazwać moje konkretne zniewolenia i pozwolił Zmartwychwstałemu działać we mnie.

„Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi” (ww. 5-7). Jezus, będąc Bogiem, dobrze wie, co kryje się w sercu człowieka (por. J 2,25) i zna prawdziwą motywację kryjącą się zewnętrzna sprawiedliwością uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Filakterie miały formę małych pudełek ze skóry, które przywiązywano do czoła i lewego ramienia podczas modlitwy (wewnątrz umieszczano fragmenty świętych pism Izraela; por. Pwt 6,8; 11,18). Frędzle przy ubraniach miały być widocznym znakiem zachowywania przykazań (por. Lb 15,38-39). Powiększanie filakterii, wydłużanie frędzli, podobnie jak zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze miejsca w synagogach, służyły budowaniu społecznej pozycji, gdy tymczasem celem prawdziwej pobożności nie jest podobanie się ludziom, lecz Bogu. Pokusa próżnej religijności jest stale aktualna i nie omija chrześcijan. Pojawia się również w moim życiu. Przyjrzę się mojej postawie w różnych okolicznościach, w rodzinie, pośród przyjaciół, we wspólnocie parafialnej.

„Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony” (ww. 11-12). Wolność od religijnej pychy i próżności można osiągnąć poprzez uniżenie samego sienie i postawę służby. Kto ma właściwie ustawioną relację z Bogiem Ojcem i Jezusem, nie musi szukać „zabezpieczeń” w postaci poklasku czy podziwu ze strony innych ludzi i jest gotowy stać się ich sługą. W ciągu dzisiejszego dnia będę powracał do rozważonego Słowa, wzbudzając w sobie modlitwę prośby: „Panie Jezus, ześlij na mnie Ducha Świętego. Niech On przekonuje mnie o miłości Twojej i Ojca do mnie, niech oczyszcza moją religijność z powierzchowności i pychy”.

Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny

Poniedziałek II Tygodnia Wielkiego Postu

Łk 6,36-38

36 Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. 37 Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. 38 Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie».

Dzisiaj Kościół daje mi jako pokarm duchowy fragment pochodzący z tzw. Mowy na Równinie (Łk 6,2-49), w której Jezus daje uczniom ważne wskazówki dotyczące stylu życia, który ma ich charakteryzować. Otworzę moje serce na Jezusowe napomnienia i porady. Wezwę pomocy Ducha Świętego, bym mógł uważnie wsłuchać się w słowa mojego Mistrza. Uświadomię sobie, że chce On za ich pomocą dać mi obietnicę szczęśliwego życia.

„Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (w. 36). W poprzedzających wersetach Jezus, rozwijając starotestamentalne przykazanie miłości bliźniego (por. Kpł 19,18), wzywa uczniów do miłości nieprzyjaciół (por. Łk 6,27-35). Teraz dodaje, że miarą i wzorem tej miłości ma być miłosierna miłość okazywana przez samego Boga. Tora nakazywała: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan Bóg wasz!” (Kpł 19,2). Jezus interpretuje ten nakaz w świetle prawdy o miłosierdziu Boga, która również pojawia się już w Starym Testamencie, np: „Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność” (Wj 34,6; por. Ps 86,15; 103,8). Temat miłosierdzia jako przymiotu Boga wielokrotnie powraca w Trzeciej Ewangelii (np. przypowieść o marnotrawnym synu (Łk 15,11-32). Bycie miłosiernym wobec innych ludzi czyni z uczniów Jezusa synów Jego Ojca. Na chwilę zatrzymam się nad prawdą o Bożym miłosierdziu. Spróbuję spojrzeć przez jej pryzmat na moje życie. Zastanowię się, kogo jest mi najtrudniej kochać.

„Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni” (w. 37). Miłosierdzie wyraża się między innymi poprzez unikanie osądzania innych. I nie chodzi tu o niedostrzeganie obiektywnego zła, które czyni człowiek, lecz o pamiętanie o tym, iż w każdym człowieku, nawet największym złoczyńcy, jest obecna jakaś doza dobra. Jak bardzo osądzanie jest niszczące, bardzo dobrze widać w dzisiejszym świecie, gdzie duża część podziałów między ludźmi bierze się właśnie z mody na „punktowanie”, „miażdżenie” czy „masakrowanie” innych w mediach. Poproszę Jezusa, by uwolnił mnie od osądzania innych.

„nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni, odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone” (w. 37). Każdy kolejny dzień naszego życia jest znakiem, że Bóg nieustannie daje nam szansę powrotu do Niego. On pragnie naszego zbawienia, a nie potępienia; jest niezwykle cierpliwy i oczekujący. Tego samego oczekuje od nas, miłosierdzia, które będzie wyrażało się w gotowości na przyjęcie bliźnich, którzy tak samo, jak i my borykają się z własną słabością. Czy są osoby, którym zamknąłem drogę do mojego serca? Poproszę Pana, by dał nam kolejną szansę pojednania. Codziennie przecież modlę się słowami: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” (por. 11,4).

„Dawajcie, a będzie wam dane” (w. 38). W jałmużnie nie chodzi tylko o materialne wspieranie potrzebujących, lecz o otwarcie się na innych. Czasami czas poświęcony na wysłuchanie bliźniego jest dla niego o wiele większym darem niż miliony złotych, euro czy dolarów. Miłosierdzie w pierwszym rzędzie jest sprawą serca, które pragnie wyjść poza egoistyczną bańkę, w której żyje tak wielu z nas. Jest miłością, która szuka miłości.

W ciągu dnia będę powracał do aktu strzelistego: „Panie Jezusa, przemieniaj mnie, bym potrafił dawać siebie innym”.

To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!

II Niedziela Wielkiego Postu

Mk 9,2-10

2 Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam się przemienił wobec nich. 3 Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak jak żaden na ziemi folusznik wybielić nie zdoła. 4 I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. 5 Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». 6 Nie wiedział bowiem, co powiedzieć, tak byli przestraszeni. 7 I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!» 8 I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. 9 A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. 10 Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy „powstać z martwych”.

Czytanie ewangeliczne II Niedzieli Wielkiego Postu przypomina scenę przemienienia Jezusa. Za chwilę pochylę się nad prawdą o bóstwie mojego Mistrza. Wyciszę i przegotuję moje serce na spotkanie ze Słowem. Wezwę pomocy Ducha Świętego, by poprowadził mnie przez dzisiejszą modlitwę.

„Po sześciu dniach…” (w. 2). Marek Ewangelista podkreśla, że opisywana przez niego scena wydarzyła się po upływie sześciu dni od chwili, gdy Jezus po raz pierwszy zapowiedział swoją mękę i zmartwychwstanie oraz wezwał do naśladowania Go w noszeniu krzyża (por. 8,31-38). W życiu Jezusa nic nie dzieje się przypadkowo, każde Jego kolejne działanie, wypowiadane słowa, spotkania z ludźmi są ze sobą powiązane i prowadzą ku misterium Jego Paschy. W ten sposób wola Ojca doskonale realizuje się w życiu Syna. Czy próbuję dostrzec głębszy sens wydarzeń, które wypełniają moją codzienność? Czy wierzę, że Bóg ma dla mnie plan i konsekwentnie prowadzi mnie ku jego wypełnieniu?

„Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką” (w. 2). Wymienieni trzej apostołowie będą w przyszłości filarami rodzącego się Kościoła, na ich świadectwie o Chrystusie opierać się będzie wiara kolejnych wspólnot chrześcijańskich. Pan udziela im łaski ujrzenia Go w chwalę, by ich głoszenie Dobrej Nowiny było pełniejsze. Czy mam świadomość, że również moja wiara nie jest ludzkim wymysłem, lecz opiera się na świadectwie naocznych świadków życia, śmierci i zmartwychwstania Syna Bożego? Czy unikam pokusy myślenia według błędnej reguły, że moja wiara jest moją prywatną sprawą i dziele się znajomością Jezusa z innymi?

„Tam się przemienił wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak jak żaden na ziemi folusznik wybielić nie zdoła” (w. 2-3). Światłość w biblijnym opowiadaniu o stworzeniu świata zostaje stworzona jako pierwsza (por. Rdz 1,3), poprzedza zaistnienie wszystkich innych elementów stworzonej rzeczywistości. Nic dziwnego, że w kolejnych fragmentach Pisma Świętego jest nie tylko synonimem życia (np. Iz 9,1; Ba 3,14), lecz również atrybutem samego Boga (np. Ps 4,7; 36,10; Dn 2,22). Tym razem podkreśla bóstwo Jezusa, który nie jest jedynie wędrownym nauczycielem, jakich nie brakowało w ówczesnym Izraelu, lecz prawdziwie jest Bogiem, Emmanuelem, Bożą obecnością pośród ludzi. Zatrzymam się nad tą prawdą, rozważę ją i pozwolę jej wniknąć do mojego serca.

„I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem” (w. 4). Obok przemienionego Jezusa pojawiają się dwie starotestamentalne postaci symbolizujące fundamenty starotestamentalnej religii – Prawo i proroctwa, które Bóg udzielił swojemu ludowi. Dzieje ludzkości po upadku pierwszych rodziców, dzieje patriarchów, a następnie Narodu Wybranego prowadziły do tej właśnie chwili, do objawienia się potomka niewiasty, który zmiażdży głowę węża (por. Rdz 3,15). Czy czytam teksty Starego Testamentu, odnosząc je ostatniego i najpełniejszego Objawienia, jakim jest Jezus Chrystus? Czy uczę się patrzeć na Niego jako na centrum również moich dziejów?

„Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Nie wiedział bowiem, co powiedzieć, tak byli przestraszeni” (ww. 5-6). Ewangelista dopowiada, że apostołowie byli tak przejęci otrzymanym Objawieniem, że nie wiedzieli nawet, co powiedzieć. Widać jednak wyraźnie, że nie chcą pozostać bierni wobec danej im łaski, szukają właściwej odpowiedzi. Czy unikam bierności i rutyny w moim życiu wiary? Czy pozwalam, by różne wyrazy Bożej miłości, które odkrywam w sakramentach, Piśmie Świętym, wspólnocie Kościoła, czy w zwykłym spotkaniu z drugim człowiekiem motywowały mnie do działania? Czy w rozeznaniu, jak powinna wyglądać moja odpowiedź, otwieram się na światło Ducha Świętego?

„I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!” (w 7). Ojciec wyznaje swoją miłość do Syna. Jako chrześcijanin jestem zaproszony, by w tej miłości uczestniczyć poprzez posłuszeństwo wobec słów Jezusa. Na chwilę zatrzymam się nad ta prawdą. Wzbudzę w sobie dziękczynienie, za dar synostwa w Synu.

„A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych” (w. 9). Prawda o boskiej tożsamości Jezusa ma być ukrywana, aż do wydarzeń paschalnych. Jezus nie chce, by Jego bóstwo stanęło na drodze odkupienia ludzkości. On na serio przyjął naszą ludzką naturę i prawdziwie chce obmyć ją swoją krwią. Czy wierzę, że Jezus Chrystus – Bóg i Człowiek jest ze mną zawsze i wszędzie, w każdym cierpieniu, lęku czy walce duchowej?

Jezus Nazaretu – wędrowny Nauczyciel, pełen mocy Uzdrowiciel, dający nadzieję Prorok, wierny Przyjaciel, a przede wszystkim Syn Boga, który poprzez swoje posłuszeństwo Ojcu, odkupił moją grzeszną ludzką naturę. Będę powtarzał dzisiaj w moim sercu: „Boże Ojcze, dziękuję Ci za dar Twojego Syna, dziękuję, że w Nim mnie także czynisz swoim dzieckiem”.

Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski

Sobota I Tygodnia Wielkiego Postu

Mt 5,43-48

43 Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. 44 A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, 45 abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. 46 Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? 47 I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? 48 Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.

Dzisiejsza Ewangelia stanowi końcową część nauczania Jezusa na temat uwewnętrznionej sprawiedliwości (patrz wczorajsze punkty do modlitwy Słowem). Mój Mistrz będzie mnie wzywał do miłości nieprzyjaciół i jako wzór pokaże mi bezgraniczną miłość Ojca. Wezwę pomocy Ducha Świętego, bym dał się zdiagnozować i poprowadzić tej nauce.

„Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził” (w. 43). W ostatniej antytezie Kazania na Górze (por. 5,21-48) Jezus odnosi się do starotestamentalnego przykazania miłości bliźniego (por. Kpł 19,18) oraz do ustnego nauczania, wywodzącego się ze środowiska qumrańskiego, które na zasadzie kontrastu do prawa mojżeszowego wzywało do nienawiści nieprzyjaciół. Żydzi związani ze wspólnotą z Qumran (osiedle położone na północno-zachodnim brzegu Morza Martwego) kontestowali oficjalny kult świątynny i w opozycji do niego proponowali formę judaizmu opartą nie tylko na Objawieniu zawartym w Prawie i Prorokach, lecz także na własnych przekonaniach o charakterze zamkniętym i apokaliptycznym. Mimo że wpisywali się w religijną mozaikę judaizmu I w., stanowili przykład subiektywnego patrzenia na sprawy wiary. Wychodzili od Objawienia, które Naród Wybrany otrzymał na przestrzeni wieków, lecz w praktyce i przyjętych wierzeniach wychodzili poza jego obręb. Jak traktuję prawdy zawarte w Piśmie Świętym? Czy przyjmuje je całościowo, czy może wybiórczo dobieram z nich tylko to, co mi osobiście odpowiada?

„A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (w. 44). W Palestynie czasów Jezusa określenia „wasi nieprzyjaciele” i „ci, którzy was prześladują” przywodziły na myśl przede wszystkim przedstawicieli rzymskiego okupanta. Pan zatem wzywa swoich uczniów, by kochali i modlili się za tych, którzy ciemiężą kraj, nakładają ciężkie podatki, stosują przemoc i niesprawiedliwość. Kogo nazwałbym moim nieprzyjacielem? Jaki pragnienia i uczucia rodzą się we mnie, gdy myślę o tych, którzy przyjmują wobec mnie wrogą postawę, wyrządzają mi krzywdę, czy wypowiadają pod moim adresem oszczerstwa? Opowiem o tym Jezusowi.

„abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (w. 45). Jako motywację do miłości nieprzyjaciół Jezus podaje przykład Ojca niebieskiego, który jednakową troską otacza wszystkich ludzi, bez względu, czy czynią dobro czy zło, pełnią Jego wolę, czy nie. Taki obraz Ojca może wydawać się niezrozumiały. Być może nawet niekiedy buntujemy się przeciwko Bogu, gdy dostrzegamy, że nie posługuje się On logiką ludzkiej sprawiedliwości, nagradzając dobrych, a karząc złych. Zapominamy, że ojcowska miłość Boga do człowieka ma dwa wymiary – radości z dobra i bólu ze zła czynionego przez Jego dzieci. Czy pamiętam o tym w moim codziennym życiu? Czy nie życzę zła tym, którzy wydają się być dalej od Boga niż ja, a może nawet walczą z Nim i tymi, którzy w Niego wierzą?

„Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?” (ww. 46-47). W dalszej części swojej wypowiedzi Jezus, odwołując się do przykładu celników i pogan, po raz kolejny pokazuje, że zachowanie Jego uczniów, tych, którzy mają nadzieję życia wiecznego, ma wykraczać poza reguły ustalone w świecie dotkniętym grzechem. Miłując nieprzyjaciół, chrześcijanin, żyjąc w tym świecie, zaczyna być obywatelem królestwa niebieskiego, jego osoba staje się znakiem wskazującym na miłosierną miłość Ojca. W jaki sposób moje serce doświadcza skażenia mentalnością tego świata? Może Wielki Post jest odpowiednim czasem, by spróbować wskazać te elementy (nieodpowiednia literatura, muzyka, serwisy internetowe, liderzy opinii itp.), które zaburzają we mnie myślenie dziecka Bożego.

„Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (w. 48). W Starym Testamencie Izrael miał naśladować Boga w Jego świętości: „Bądźcie świętymi, bo ja jestem święty, Pan, Bóg wasz” (Kpł 19,2). W czasach Jezusa słowa te rozumiano jako wezwanie do odcinania się od tego co nieświęte: grzechu, grzeszników, pogan. Pan jednak zachęca uczniów do naśladowania świętości Boga, która wyraża się w doskonałej, bezinteresownej i miłosiernej miłości. Czy odrzucam pokusę mówiącą, że świętość/doskonałość jest tylko dla wybranych? Czy pielęgnuję w moim sercu pragnienie doskonałości na wzór Boga? Czy pragnę kochać tak jak On?

W ciągu dnia będę powracał do cichej modlitwy serca: „Panie Jezu, kształtuj moje serca na podobieństwo miłującego serca Ojca!”.