Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych

Fot. Jordan Arnold (unsplash.com)

XXVIII Niedziela Zwykła

Mt 22,1-14

1 A Jezus znowu mówił do nich w przypowieściach: 2 «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. 3 Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. 4 Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” 5 Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, 6 a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali. 7 Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. 8 Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. 9 Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. 10 Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami. 11 Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nie ubranego w strój weselny. 12 Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?” Lecz on oniemiał. 13 Wtedy król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. 14 Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych».

Pierwszymi adresatami przypowieści o zaproszonych na ucztę weselną, podobnie jak w przypadku dwóch poprzednich, o dwóch synach (por. 21,28-32) oraz o przewrotnych rolnikach (por. 21,33-46), są arcykapłani oraz starsi ludu, czyli religijni zwierzchnicy żydowscy, którzy od przybycia Jezusa do Jerozolimy kwestionują Jego działanie (por. 21,15-16.23). Wszystkie trzy przypowieści rzucają negatywne światło na owych przeciwników Pana. Ta o dwóch synach zarzuca im nieposłuszeństwo Bożej woli, zaś ta o przewrotnych rolnikach zapowiada sąd nad tymi, którzy zabili syna właściciela winnicy. Druga i trzecia przypowieść zawierają wiele elementów alegorycznych, czyli odsyłających do oznaczających przez siebie rzeczywistości. Obydwie także można odczytywać w kluczu historii zbawienia.

Obraz uczty pojawia się już w starotestamentalnych tekstach ukazujących prawdę o niezmiennej trosce Boga o swój lud. Na przykład u Izajasza czytamy: „O, wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko! Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę — na to, co nie nasyci? Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw. Nakłońcie uszu i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie” (np. Iz 55,1-3; por. 25,6-10; 65,13). Natomiast w ponawianiu przez króla zaproszenia na ucztę (por. Mt 22,3-4) możemy dostrzec echo zaproszenia, jakie w Księdze Przysłów za pomocą swoich służących przekazuje upersonifikowana Mądrość: „Chodźcie, nasyćcie się moim chlebem, pijcie wino, które zmieszałam. Odrzućcie naiwność, a żyć będziecie, chodźcie prosto drogą rozsądku” (por. Prz 9,5-6). Uczta weselna z dzisiejszej przypowieści symbolizuje czas Mesjasza, Oblubieńca, który przychodzi do swojej Oblubienicy, czyli do Izraela. Potomkowie Abraham są pierwszymi adresatami zbawienia.

Złe traktowanie i zabicie sług posłanych przez króla oraz jego zbrojna odpowiedź (por. Mt 22,5-7) stanowią alegoryczne aluzje do zabijania starotestamentalnych proroków, w tym Jana Chrzciciela. Rozmówcy Jezusa, arcykapłani i starsi ludu oraz ci Izraelici, którzy idą za ich opiniami, wpisują się w zachowanie swoich poprzedników, tym razem nie odrzucając jedynie prorockiego napomnienia, lecz samego Mesjasza. Nie bez znaczenia jest fakt, iż już w roku 70 po Chr. Jerozolima wraz ze świątynią zostaną zburzone, co można odczytać jako znak Bożego sądu nad Izraelem, który nie rozpoznał czasu swego nawiedzenia.

Ponadto warto zauważyć, że słuchacze Jezusa byli przyzwyczajeni do ówczesnej zasady nakazującej spożywanie posiłków wyłącznie w gronie osób należących do tej samej klasy społecznej. Tymczasem król z przypowieści, gdy pierwsi zaproszeni zawodzą, posyła swoje sługi, by zapraszali na ucztę wszystkich ludzi napotkanych na „rozstajnych drogach”, czyli w miejscach, gdzie główna droga miasta wychodziła poza jego granice, przechodząc w wiejski trakt (por. 22,8-10). Zapraszanymi zatem musiały być także osoby o niskim statusie społecznym. Mamy tutaj wyraźną zapowiedź, że dzieło zbawienia dokonane przez Syna Bożego swoim zasięgiem wykroczy poza Izrael, znajdując pozytywną odpowiedź pośród pogańskich narodów.

We wcześniejszej przypowieści o chwaście (por. 13,24-30) gospodarz pozwala, by zborze i chwast rosły razem, a dopiero przy żniwach dochodzi do oddzielenia jednego od drugiego. Również w przypowieści o sieci (por. 13,47-52) rybacy zagarniają z wód jeziora wszelkie ryby, a dopiero na brzegu oddzielają złe od dobrych. Podobnie jest w przypadku osób napotkanych przez sługi na rozstajnych drogach – zaproszenie dostają zarówno źli jak i dobrzy, a selekcja odbywa się dopiero na uczcie, gdy król przygląda się obecnym (por. 22,11). Dobra Nowina o Jezusie przez znany tylko Bogu czas będzie głoszona pośród wszystkich narodów. Ostatecznie jednak nadejdzie dzień sądu, który zdecyduje o wieczności całej ludzkości.

Przypadek biesiadnika, który nie ma na sobie stroju weselnego (por. 22,12-13), wyraża ważną myśl: wierzący mają być stale gotowi na ucztę czasów ostatecznych. Owa gotowość wyraża się poprzez trwanie w Chrystusie oraz czynienie dobrych uczynków. Św. Paweł napisze: „Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13,13-14). Od Jezusowego ucznia wymaga się czegoś więcej niż tylko wstępnego przyjęcia zaproszenia do bycia „przyjacielem Boga i proroków” (por. Mdr 7,27).

Czy w moich pragnieniach obecna jest myśl o wieczności? Jak odpowiadam na wewnętrzne natchnienia? Czy patrząc na moje codzienne wybory i postawy, mogę stwierdzić, że trwam w Chrystusie?

Błogosławione łono, które Cię nosiło

Fot. Grant Whitty (unsplash.com)

Sobota, 10 października

Łk 11,27-28

27 Gdy On to mówił, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: «Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś». 28 Lecz On rzekł: «Tak, błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i [go] przestrzegają».

We fragmencie poprzedzającym dzisiejsze czytanie ewangeliczne Jezus rozprawia się z zarzutami, iż mocą Belzebuba wypędza złe duchy (por. Łk 11,14-23) oraz przestrzega przed działaniem ducha nieczystego, który szuka wszelkiej sposobności, by zdeprawować serca wierzących (por. 11,24-26).

Usłyszawszy to, jedna z obecnych przy Nim kobiet woła w zachwycie: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś” (11,27). Wypełnia się w ten sposób proroctwo wypowiedziane przez samą Maryję, która w domu Elżbiety i Zachariasza powiedziała: „Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia” (1,48). W tej samej scenie Elżbieta mówi o matce Pana: „Błogosławiona [jest], która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana” (1,45).

Odpowiadając na reakcję kobiety, Jezus stwierdza: „Tak, błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i [go] przestrzegają” (11,48). Wcześniej z usta Pana pada podobna wypowiedź: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je” (8,21). Maryja w rzeczy samej otworzyła swoje serce na dar Bożego błogosławieństwa, przyjmując Słowo przekazane jej przez anioła Gabriela: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” (1,38). Jako pokorna służebnica Pańska stała się tym samym wzorem dla uczniów Jezusa, którzy również są wezwani do słuchania i wypełniania słowa Bożego.

Czy ludzie spotykający mnie na co dzień widzą we mnie świadka Jezusa? Czy moje życie, czyny i słowa, skłaniają innych do uwielbiania Boga? Czy mogę powiedzieć, że daję się kształtować Słowu?

Proście, a będzie wam dane

Fot. Chris Liverani (unsplash.com)

Czwartek, 8 października

Łk 11,5-13

5 Dalej mówił do nich: «Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: „Przyjacielu, pożycz mi trzy chleby, 6 bo mój przyjaciel przybył do mnie z drogi, a nie mam co mu podać”. 7 Lecz tamten odpowie z wewnątrz: „Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci są ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie”. 8 Powiadam wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. 9 I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a zostanie wam otworzone. 10 Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu zostanie otworzone. 11 Jeżeli któregoś z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? 12 Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? 13 Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec z nieba udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą».

Wczoraj rozważaliśmy fragment Trzeciej Ewangelii, w którym Jezus, odpowiadając na prośbę uczniów, uczy ich modlitwy i przekazuje tzw. „Modlitwę Pańską” (Łk 11,1-4; por. Mt 6,9-13). W dzisiejszej perykopie Pan w swoich wypowiedziach rozwija temat modlitwy. Najpierw opowiada krótką przypowieść o natrętnym przyjacielu (11,5-8), a następnie aplikuje jej treść do codziennego życia uczniów (11,9-13).

Przypowieść oparta jest o łatwą do wyobrażenia sytuację z codziennego życia ówczesnych mieszkańców Palestyny: „Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: Przyjacielu, pożycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przybył do mnie z drogi, a nie mam co mu podać” (11,5-6). Rozpoczynające wyrażenie „któż z was” ma bezpośrednio zaangażować słuchaczy/czytelników (por. 12,25; 14,28; 15,4; 17,7). Otóż jakiś wędrowiec przybywa do swego przyjaciela i chociaż jest już późna pora, zostaje przez niego przyjęty. Do dzisiaj na Bliskim Wschodzie jednym z podstawowych praw regulujących życie społeczne jest prawo gościnności, zwłaszcza w przypadku przyjaciół. Mędrzec Syrach pisze: „Wierny przyjaciel potężną obroną, kto go znalazł, skarb znalazł” (Syr 6,14). Gospodarz z przypowieści nie ma chleba, dlatego udaje się do swojego przyjaciela, by pożyczyć od niego trzy chleby, czyli tyle, ile spożywano podczas normalnego posiłku.

Do głosu dochodzi niestosowność pory, o której przyjaciel budzi przyjaciela: „Lecz tamten odpowie z wewnątrz: Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci są ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie” (Łk 11,7). Większość domów w tamtym czasie składało się tylko z jednej izby, służącej jako kuchnia, pokój gościnny i sypialnia. Wieczorem na podłodze rozkładano materac, na którym kładła się do snu cała rodzina. Dlatego udzielenie pomocy proszącemu wiązało się z obudzeniem wszystkich domowników.

Gdyby więzy przyjaźni okazały się niewystarczające, skutek odniesie zwykła ludzka natarczywość: „Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje” (11,8). Ten, który już leży z rodziną w łóżku, dojdzie do wniosku, że i tak nie zaśnie, dopóki nie pozbędzie się swojego nieustępliwego przyjaciela. Warto zauważyć, że w końcówce przypowieści doszło do zmiany perspektywy. O ile na początku słuchacze mieli utożsamiać się z człowiekiem leżącym w łóżku, tutaj mają wczuć się w sytuację przyjaciela stojącego na zewnątrz, wytrwale proszącego o pomoc.

Opierając się na przesłaniu przypowieści – usilna i wytrwała prośba musi być wysłuchana – Jezus formułuje trzy wezwania dotyczące modlitwy Jego uczniów: „I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a zostanie wam otworzone. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu zostanie otworzone” (11,9-10). Pierwsza para słów – „prosić” i „dać” – występuje w tekstach biblijnych zarówno w sensie religijnym, jak i świeckim (np. 1 Sm 1,17; 2 Krn 1,7; Mt 6,8). Strona bierna „będzie wam dane” wskazuje na Boga, który udzieli wszystkiego, czego proszący potrzebuje. Druga para słów – „szukać” i znaleźć” – również pojawia się w wielu miejscach Pisma Świętego (np. Pwt 4,29; Iz 65,1; Jr 29,13). Trzecia para słów – „kołatać” i „otworzyć” – nawiązuje bezpośrednio do przypowieści. Jezus wobec uczniów wyraża pewność, że każda modlitwa mająca charakter prośby, szukania lub usilnego pukania będzie przez Boga wysłuchana.

W kolejnych zdaniach Pan powołując się na trzy przykłady z relacji ojciec – dzieci, by ukazać modlitwę w kontekście ojcostwa samego Boga oraz daru Ducha Świętego, o którego mają prosić uczniowie: „Jeżeli któregoś z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec z nieba udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą” (11,11-13).

Czego najbardziej szukam w moim życiu? Czy rozmawiam o tym na modlitwie z Ojcem niebieskim? Czy na modlitwie wytrwale proszę, szukam i kołaczę? Czy pośród różnych próśb wyrażanych przeze mnie na modlitwie pojawia się także prośba o dar Ducha?

Panie, naucz nas modlić się

Dziedziniec sanktuarium Pater Noster na Górze Oliwnej (fot. P.K.)

Środa, 7 października, Wspomnienie NMP Różańcowej

Łk 11,1-4

1 Jezus, przebywając w jakimś miejscu, modlił się, a kiedy skończył, rzekł jeden z uczniów do Niego: «Panie, naucz nas modlić się, tak jak i Jan nauczył swoich uczniów». 2 A On rzekł do nich: «Kiedy będziecie się modlić, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! 3 Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień 4 i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie».

Łukasz nie precyzuje, gdzie dokładnie ma miejsce opisywane dzisiaj wydarzenie: „Jezus, przebywając w jakimś miejscu, modlił się, a kiedy skończył, rzekł jeden z uczniów do Niego: Panie, naucz nas modlić się, tak jak i Jan nauczył swoich uczniów” (11,1). Brak wskazania miejsca podkreśla ponadczasową wartość przedstawianej sceny. Ewangelista pragnie, by czytelnik nie skupiał się na tym „gdzie”, ale „co” robi Jezus. Motyw Jezusowej modlitwy niczym refren powtarza się w Trzeciej Ewangelii. Pan modli się przy okazji ważnych wydarzeń, np.: chrzest w Jordanie (por. 3,21); wybór Dwunastu (por. 6,12); wyznanie pod Cezareą Filipową (por. 9,18); przemienienie (por. 9,28-29); na krzyżu (por. 23,46). Wzmianki o modlitwie Jezusa podkreślają, że w czasie swej ziemskiej działalności jest On zawsze w łączności z Ojcem. Nic dziwnego, że towarzyszący Mu uczniowie również chcieli modlić się jak On. Ówcześni rabini mieli zwyczaj instruowania swoich naśladowców odnośnie modlitwy. Jak na to wskazuje uczniów Jezusa, także Jan Chrzciciel dał uczył swoich uczniów, jak się modlić.

Odpowiadając na prośbę uczniów, Pan uczy ich modlitwy (por. Mt 6,9-13), której nowość wyraża się nie tylko składających się na nią sformułowaniach, lecz przede wszystkim w sposobie myślenia o Bogu, które wyrażają: „A On rzekł do nich: Kiedy będziecie się modlić, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo!” (11,2). Modlitwa uczniów Jezusa ma zaczynać się od sformułowania „Ojcze” (gr. Pater). Zwracanie się do Boga za pomocą tytułu „Ojcze” nie jest absolutną nowością. W ST Bóg był nazywany „Ojcem” w odniesieniu do narodu izraelskiego (por. Pwt 32,6; Ml 2,10) lub do panującego w Izraelu władcy (por. 2 Sm 7,14; Ps 89,27). W odniesieniu do Jezusa tytuł ten podkreśla szczególny rodzaj łączącej Syna z Ojcem (por. Łk 10,21). To właśnie Syn może objawić Ojca komu zechce (por. 10,22). Teraz Pan podkreśla, że także Jego uczniowie mogą zwracać się do Boga jako do Ojca. Jest to możliwe, gdyż wierzący w Syna Bożego mają uczestnictwo w głębokiej więzi łączącej Go z Ojcem, który jest miłosierny (por. 6,36; 15,20), udzielający darów (por. 11,13; 12,32), dostrzegający ludzkie potrzeby (por. 12,30) i przebaczający (por. 23,34). Jezus zapewne uczył tej modlitwy po aramejsku, a zatem użył słowa Abba, które obecne jest w innych miejscach NT (por. Mk 14,36; Rz 8,15; Ga 4,6). Słowo to wyraża rodzinną więź, wskazuje, że uczniowie w Jezusie stają się prawdziwie dziećmi Boga (por. 1 J 3,1). Modlitwa idących za Synem Bożym powinna charakteryzować się dziecięcym zaufaniem i prostotą.

W pierwszym wezwaniu – „niech się święci imię Twoje” – chodzi o wyrażenie uznania, że tylko Bóg może właściwie oddać chwałę swojemu świętemu imieniu. Podkreśla to strona bierna czasownika hagiadzo („uświęcać, poświęcać”; tzw. passivum divinum). U Ezechiela Bóg mówi: „Chcę uświęcić wielkie imię moje” (Ez 36,23). Zaś Jezus w Ewangelii Jana woła: „Ojcze, wsław imię Twoje!” (J 12,28). W tym wezwaniu prosimy też Boga, by uzdalniał nas do tego, by nasze życie odzwierciedlało Jego świętość: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!” (Kpł 19,2; por. Mt 5,48).

Drugie wezwanie – „niech przyjdzie Twoje królestwo” – nawiązuje do Jezusowego nauczania o królestwie (por. Łk 4,43; 6,20; 8,1; 9,2; 10,9). Królestwo Boże przybliżyło się wraz z przyjściem Jezusa (por. 11,20; 17,21). Trzeba jednak modlić się o jego przyszłe przyjście w mocy (por. 12,31; 23,42.51). W prośbie tej pośrednio prosimy Boga, by nasze życie było poddane Jego panowaniu. Drugie i pierwsze wezwanie mają swoje odpowiedniki w późniejszej żydowskiej modlitwie Kadisz (rodzaj doksologii): „Niech będzie wysławione i poświęcone wielkie Jego imię na świecie, który stworzył wedle woli Swej; niech panuje w królestwie swoim w czasie waszego życia…”.

Podczas gdy pierwsze dwa wezwania Modlitwy Pańskiej koncentrują się na sprawach Bożych, trzy kolejne na potrzebach tych, którzy się modlą. Wezwanie „Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień” (11,3) jest ufną prośbą skierowaną do Boga, by zaspokoił nasze podstawowe potrzeby (por. 6,21). Kontekst Ewangelii sugeruje, że prośbę o chleb można także rozumieć duchowo. W scenie kuszenia Jezus cytuje słowa Tory: „Nie samym chlebem żyje człowiek” (4,4; por. Pwt 8,3), przypominając, że człowiek potrzebuje także pokarmu słowa Bożego. Ponadto pierwsze rozmnożenie chleba było nie tylko cudownym nakarmieniem pięciu tysięcy mężczyzn, lecz również przywołało dar manny na pustyni i zapowiadało Eucharystię (por. 9,12-16). Zatem prosząc o chleb powszedni na każdy dzień, upraszamy Boga, by w naszej codziennej egzystencji nie brakowało darów Słowa i Ciała Pańskiego, które duchowo wzmocnią nas w oczekiwaniu na definitywne objawienie się królestwa.

Jezusowa modlitwa kończy się słowami: „i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie” (11,4). Za pomocą tych słów Pan w pierwszym rzędzie przypomina nam, że jako Jego uczniowie z jednej strony potrzebujemy daru Bożego miłosierdzia, wyrażającego się w przebaczeniu grzechów, a z drugiej jesteśmy wezwani, by przebaczać każdemu człowiekowi, który wyrządzi nam krzywdę. Najpierw jest przebaczenie Boże, z jego doświadczenia bierze początek nasze przebaczanie winowajcom.

Ostatnie wezwanie Modlitwy Pańskiej – „nie dopuść, byśmy ulegli pokusie” – dotyczy tego, byśmy w godzinie próby nie zaparli się Chrystusa i Ewangelii. Użyty tutaj grecki rzeczownik peirasmos („próba, wystawianie na próbę, doświadczanie”) może oznaczać „próbę ostateczną”, czyli wielkie prześladowanie, jakie ma poprzedzić nadejście Mesjasza i końcem czasów. Słowo to może także wskazywać na każdą próbę (por. 8,13) lub pokusę (22,40.46), której chce lub dopuszcza Bóg, jak wówczas, gdy poddawał próbie wędrujących przez pustynie Izraelitów (por. Wj 16,4; 20,20; obydwa w tłumaczeniu LXX). Ostatnie zatem wezwanie modlitwy przekazanej uczniom przez Jezusa wyraża prośbę, by Ojciec obdarzył nas siłą, która pozwoli nam wytrwać w czasie próby i zwycięsko oprzeć się pokusom. Św. Paweł pisze: „Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać” (por. 1 Kor 10,13).

Czy proszę Jezusa, by uczył mnie modlitwy? Które z wezwań Modlitwy Pańskie poruszają mnie najgłębiej? Które jej słowa rodzą we mnie największe pragnienia?

Potrzeba mało albo tylko jednego

Betania, filary kościoła z V w. (fot. P.K.)

Wtorek, 6 października

Łk 10,38-42

38 W dalszej ich drodze zaszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go w swoim domu. 39 Miała ona siostrę, imieniem Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała Jego słowa. 40 Marta zaś uwijała się około rozmaitych posług. A stanąwszy przy Nim, rzekła: «Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła». 41 A Pan jej odpowiedział: «Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, 42 a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona».

We wczorajszej liturgii rozważaliśmy fragment Ewangelii Łukasza, w którym Jezus, opowiadając przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, podkreślił miłość bliźniego (Łk 10,25-37). W dzisiejszym epizodzie, zachowanym wyłącznie w Trzeciej Ewangelii, na pierwszy plan wysuwa się miłość Boga. Tym samym obydwa fragmenty stanowią swojego rodzaju dyptyk, w którym zobrazowane zostają najważniejsze przykazania Prawa, od których zachowania zależy życie wieczne (por. 10,27). Ponadto wizyta Jezusa w domu sióstr, Marty i Marii, wpisuje się w Łukaszowy temat kobiet, od samego początku obecnych w gronie uczniów (por. 8,1-3).

Perykopa rozpoczyna się wprowadzeniem narracyjnym: „W dalszej ich drodze zaszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go w swoim domu” (10,38). Wspomniana wieś, to według Ewangelii Jana Betania (por. J 11,1), znajdująca się niedaleko Jerozolimy (dzisiejsza Al-Ajzarijja, miasto Autonomii Palestyńskiej), co może tłumaczyć, dlaczego u Łukasza nazwa ta pojawi się dopiero pod koniec Jezusowej podróży do miasta świętego (por. Łk 19,29).

Podczas gdy Marta od samego początku ukazana jest jako niewiasta czynu (zapraszając Jezusa do swego domu, jako kobieta wykroczyła poza ówczesne zwyczaje), jej siostra przyjmuje wobec Jezusa bardziej kontemplatywną postawę: „Miała ona siostrę, imieniem Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała Jego słowa” (10,39). Maria, siedząc u nóg Jezusa, przyjmuje charakterystyczną uczniowską postawę (por. 8,35; Dz 22,3). Z uwagą wsłuchuje się w Jego nauczanie, a tym samym realizuje to, co w scenie przemienienia nakazywał apostołom głos z nieba: „To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!” (Łk 9,35).

Zachowanie siostry nie jest zrozumiałe dla Marty: „Marta zaś uwijała się około rozmaitych posług. A stanąwszy przy Nim, rzekła: Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła” (10,40). Z pewnością zaangażowanie Marty, by jak najlepiej ugościć wyjątkowego Gościa, zasługują na pochwałę (por. 4,39; 8,3). Z relacji Łukasza można jednak wyczytać sugestię, że w jej postawie czegoś brakuje – „uwijając się” (gr. perispao, „być odciąganym, być odrywanym, być pochłoniętym”), nie ma czasu, by z uwagą wysłuchać słów Jezusa. Więcej, widząc zasłuchanie siostry, prosi Jezusa o interwencję.

Pan jednak odpowiada: „Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona” (10,41-42). Wypowiedź ta koryguje sposób myślenia i postepowania Marty (por. 9,55). Już w przypowieści o siewcy Jezus przestrzegał, że zmartwienia i niepokoje mogą niczym ciernie zagłuszyć odpowiedź na Boże słowo (por. 8,14). Również w dalszej części Ewangelii Pan powie: „Nie martwcie się o życie, co będziecie jeść, ani też o ciało, w co macie się przyodziać (…) Któż z was, martwiąc się, może dołożyć choćby jedną chwilę do wieku swego życia? Jeśli więc nawet drobnej rzeczy [uczynić] nie możecie, to czemu martwicie się o inne?” (12,22.25-26; por. 21,34). Zachowanie Marty nie wynikało ze złych pobudek, lecz nie pozwalało jej właściwie wykorzystać okazji do bezpośredniego wsłuchania się w słowo Pana. Maria tymczasem skoncentrowała się na tym, co najważniejsze, czyli na przyjęciu Jezusowego orędzia zbawienia.

Czyja postawa na co dzień jest mi bliższa, Marty czy Marii? Czy potrafię zachować spokój serca w momentach nawału pracy? Czy mam świadomość, że jako uczeń Jezusa jestem wezwany do tego, by moja aktywność brała swój początek w zasłuchaniu się w Słowo?

Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki

Fot. Larm Rmah (unsplash.com)

Poniedziałek, 28 września, Wspomnienie św. Wacława, męczennika

Łk 9,46-50

46 Pojawiła się też u nich myśl, kto z nich jest największy. 47 Lecz Jezus, znając tę myśl w ich sercach, wziął dziecko, postawił je przy sobie 48 i rzekł do nich: «Kto by to dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto by Mnie przyjął, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki». 49 Wtedy przemówił Jan: «Mistrzu, widzieliśmy, jak ktoś w imię Twoje wypędzał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami». 50 Lecz Jezus mu odpowiedział: «Przestańcie zabraniać; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami».

W perykopie poprzedzający dzisiejszy fragment Jezus po raz drugi zapowiada uczniom swoją mękę i śmierć: „Weźcie wy sobie dobrze do serca te słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi” (Łk 9,44). Apostołowie jednak na tym etapie nie są jeszcze w stanie zrozumieć tych słów: „Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o to powiedzenie” (9,45). Z owego niezrozumienia wypływa zupełnie inna od Jezusowej postawa. Podczas gdy Pan jest gotowy oddać się w ręce ludzi, by jako cierpiący Sługa Jahwe swoją śmiercią odkupić grzechy całego świata i uzdrowić ludzką naturę (por. Iz 52,13-53,12), apostołowie nadal w swoim myśleniu posługują się ziemskim wartościowaniem, chcą położyć swoje ręce na ludziach, by jako więksi nad nimi panować.

Fragment rozpoczyna się od krótkiego wprowadzenia: „Pojawiła się też u nich myśl, kto z nich jest największy” (Łk 9,46; por. 22,24). Tego typu problem bardzo często pojawia się we wspólnotach typu uczniowskiego, zgromadzonych wokół jednego mistrza. Do pewnego stopnia jest on zrozumiały, jeśli weźmiemy pod uwagę, że osoba mistrza jest wyznacznikiem i uosobieniem wielkości, do której uczniowie pragną dążyć. Siłą rzeczy wcześniej czy później musi pojawić się pytanie o to, który z uczniów w sposób najdoskonalszy naśladuje ukazaną wielkość. Trzeba jednak zauważyć, że takiemu poszukiwaniu wielkości bardzo często towarzyszy pokusa wywyższania się ponad innych, za którą podąża kolejna pokusa – żądania dla siebie przywilejów, czy nawet władzy nad innymi.

Jezus chce uchronić apostołów przed wpadnięciem w powyższe zagrożenie, dlatego postanawia interweniować: „Lecz Jezus, znając tę myśl w ich sercach, wziął dziecko, postawił je przy sobie” (9,47). Zanim wypowie słowa pouczenia, Pan wykonuje gest, który wykracza poza zwyczaje panujące w ówczesnych środowiskach żydowskich. Dzisiaj dzieci zazwyczaj łączone są z niewinnością i pokorą. Natomiast w starożytnym Izraelu uważano je przede wszystkim za osoby pozbawione prawnego statusu. Do momentu osiągnięcia dojrzałości, która pozwalała na rozumienie i wypełnianie przykazań Prawa (dziewczynki 12 lat, chłopcy 13 lat), dzieci uważano za nic nie znaczące istoty, niegodne na przykład do uczestnictwa w religijnych zgromadzeniach.

Gest postawienia przy sobie dziecka uzupełniają słowa Jezusa: „Kto by to dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto by Mnie przyjął, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki” (9,48). Pan utożsamia się z pozbawionym praw dzieckiem, po to by odwrócić logikę wielkości, jaką posługują się uczniowie. Wielkość człowieka nie zależy od jego osobistych osiągnięć, ale wynika z podstawowego faktu, że jest on chciany i kochany przez Boga. Tym samym Jezus zachęca apostołów, by zamiast szukać argumentów potwierdzających ich własną wielkość, służyli wielkości Boga w człowieku.

Swoista „mania wielkości” nie jest jedynym problemem uczniów: „Wtedy przemówił Jan: «Mistrzu, widzieliśmy, jak ktoś w imię Twoje wypędzał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami»” (9,49). Jan, brat Jakuba, należy do uprzywilejowanej grupy wewnątrz grona apostolskiego. Wraz ze swym bratem i Piotrem jest na przykład naocznym świadkiem przywrócenia życia córce Jaira (por. 8,51) i przemieniania Jezusa (por. 9,28). Jednakże on także musi się jeszcze wiele nauczyć. W poruszonym przez niego problemie dostrzec można pewien ekskluzywizm i próbę zmonopolizowania wiary w Jezusa. Jak widzimy, nie bez powodu Jezus nadał Janowi i Jakubowi przydomek „synowie gromu” (gr. Boanerges; por. Mk 3,17). Zabronienie komuś, kto nie „chodził z nimi” wypędzania złych duchów w imię Pana, świadczy o impulsywności apostołów. W Łk 9,54 będzie mowa o tym, że Jan i Jakub zaproponowali zrzucenie na Samarytan „ognia z nieba”, gdyż ci ostatni nie chcieli przyjąć Jezusa. Postawa prezentowana przez synów Zebedeusza okazuje, że łatwo zastąpić naśladowanie Jezusa naśladowaniem grupy.

Jezus odpowiada Janowi: „Przestańcie zabraniać; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami” (9,50). Nie chodzi tutaj o zwykłą tolerancję, czy jakiś rodzaj religijnego synkretyzmu, lecz o dostrzeżenie, że działanie Boga wykracza poza granice własnej grupy (por. Lb 11,28). W sposób szczególny uwidoczni się to w Dziejach Apostolskich, gdzie Łukasz opowie o zstąpieniu Ducha Świętego na mieszkańców domu setnika Korneliusza, czyli osoby niebędące Żydami (por. Dz 10,1,48; 11,17).

Czy mam świadomość, że Jezus zna moje wnętrze, wie co kryję się w moim sercu? Czy pozwalam, by Jego słowo wyprowadzało mnie z błędnego myślenia i działania? Jakie uczucia rodzą się we mnie, gdy myślę o moim życiu? Czy szukam własnej wielkości w doświadczeniu bycia dzieckiem Boga? Czy dziękuję Bogu, że mogę dostrzec Jego chwałę w życiu innych ludzi?

Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego

Fot. Trent Erwin (unsplash.com)

XXVI Niedziela Zwykła

Mt 21,28-32

28 «Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: „Dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy”. 29 Ten odpowiedział: „Idę, panie!”, lecz nie poszedł. 30 Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: „Nie chcę”. Później jednak opamiętał się i poszedł. 31 Który z tych dwóch spełnił wolę ojca?» Mówią Mu: «Ten drugi». Wtedy Jezus rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. 32 Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć».

Przypowieść o dwóch synach, zachowana jedynie w Ewangelii Mateusza, to jedna z trzech przypowieści, za pomocą których Jezus zwraca się bezpośrednio do arcykapłanów i starszych ludu (dwie pozostałe: przypowieść o przewrotnych rolnikach – 21,33-46 oraz przypowieść o uczcie królewskiej – 22,1-14). Punktem wyjścia dla wszystkich trzech przypowieści jest krótki spór dotyczący pochodzenia władzy Jezusa (por. 21,23-27).

Jezus wprowadza dzisiejszą przypowieść słowami: „Co myślicie?” (21,28a). Celem tego pytania jest utrzymanie uwagi arcykapłanów i uczonych w piśmie, którzy we wcześniejszej perykopie najpierw zapytali Pana o Jego władzę, a następnie sami sprytnie uniknęli odpowiedzi na pytanie o pochodzenie chrztu Janowego (por. 21,25-27). Oto „pewien człowiek miał dwóch synów” (21,28b). Jak zobaczymy w dalszej części przypowieści, owi synowie symbolizują dwa rodzaje Żydów: tych, którzy uważają siebie za sprawiedliwych oraz grzeszników. Obydwaj synowie zostali poproszeni przez ojca, by udali się do pracy w winnicy. W tekstach starotestamentalnych, zwłaszcza u proroków, obraz winnicy zostaje użyty w celu opisania Izraela (np. Iz 5,1-7). Jezus u Mateusza posłużył się nim już wcześniej w przypowieści o robotnikach w winnicy, którą przytoczyła Liturgia Słowa sprzed tygodnia (por. 20,1-16a).

Reakcja synów na prośbę ojca jest dwojaka. Pierwszy, choć najpierw zgadza się pójść do winnicy, a nawet zwracając się do ojca używa grzecznościowego zwrotu „panie” (gr. kyrios), ostatecznie okazuje się być nieposłusznym. Pobrzmiewa tu echo słów Jezusa z końcówki Kazania na Górze: „Nie każdy, kto mówi Mi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (7,21). Z kolei drugi syn najpierw odmawia. W ówczesnej kulturze, szczególnie podkreślającej konieczność szacunku i posłuszeństwa wobec ojców, taka postawa była uważana za karygodną (por. Syr 3,1-16). Po namyśle jednak, drugi syn zmienia zdanie i idzie do winnicy. W tekście greckim pojawia się tutaj czasownik. metamelatao („czuć żal, żałować, zmieniać myśl”), wskazujący, że w jego wnętrzu dokonał się proces rozeznania i opamiętania.

Po opowiedzeniu przypowieści Jezus ponownie zwraca się do arcykapłanów i starszych: „Który z tych dwóch spełnił wolę ojca?” (Mt 21,31a). Ci dostrzegają oczywistą prawdę, że to drugi syn jest tym, który okazał ojcu posłuszeństwo. Odwołując się do tego zdroworozsądkowego osądu, Pan ich przestrzega: „Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego” (21,31c). Celnicy i nierządnice byli postrzegani jako ci, którzy funkcjonowali poza wspólnotą przymierza z Bogiem. Religijne elity żydowskie patrzyły na nich ze szczególną wyższością. Lecz podobnie jak drugi syn z przypowieści, ci zatwardziali grzesznicy, nawrócili się po usłyszeniu wezwania do nawrócenia z ust Jana Chrzciciela. Warto zwrócić uwagę, że Jezus używa czasu teraźniejszego – „wchodzą przed wami”, co podkreśla, że nawróceni grzesznicy już teraz stają się obywatelami królestwa niebieskiego, podczas gdy status arcykapłanów i starszych jest jeszcze sprawą otwartą. Ci ostatni bowiem w swoim religijnym postępowaniu przypominają pierwszego syna z przypowieści. Mają Prawo, studiują je całymi latami, a przyjmując swe urzędy, uroczyście potwierdzają, że będą wypełniać wolę Boga. Lecz gdy wysyła On do nich swego proroka, Jana Chrzciciela, nie przyjmują jego nauki, a gdy staje przed nimi Syn Boży, są głusi także na Jego słowo. Dlatego dopóki w ich wnętrzu nie dokona się proces nawrócenia, mogą tylko patrzeć, jak grzesznicy dostępują pojednania z Bogiem (por. 8,11-12).

Którego z synów z dzisiejszej przypowieści bardziej przypominam, jeżeli chodzi o wypełnianie Bożej woli? Czy dostrzegam w sobie konieczność nawrócenia? W jaki sposób traktuję tych, którzy wydają się być większymi grzesznikami ode mnie?

Weźcie wy sobie dobrze do serca te słowa

Fot. Sangia (unsplash.com)

Sobota, 26 września

Łk 9,43b-45

43b Gdy tak wszyscy pełni byli podziwu dla wszystkich Jego czynów, Jezus powiedział do swoich uczniów: 44 «Weźcie wy sobie dobrze do serca te słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi». 45 Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o to powiedzenie.

Rozważamy dzisiaj drugą zapowiedź męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Podobnie jak to było w przypadku pierwszej zapowiedzi (por. Łk 9,22), Pan zwraca się wyłącznie do uczniów, chociaż w tle widoczny jest powszechny podziw, jaki wzbudza Jego działalność: „Gdy tak wszyscy pełni byli podziwu dla wszystkich Jego czynów, Jezus powiedział do swoich uczniów” (9,43b). Chwilę wcześniej Pan uzdrowił opętanego epileptyka (por. 9,37-43a). Żydzi będący świadkami tego i innych cudownych czynów Jezusa dostrzegają w Nim działanie Bożej mocy (por. 9,43a), są pełni podziwu. Użyty tutaj grecki czasownik thaumadzo („dziwić się, zdumiewać, podziwiać”) ma formę imiesłowu czasu teraźniejszego, co podkreśla nie tle jednorazowe zdziwienie czy podziw, ale pewien stan. Tłumy trwały w podziwie dla czynów Jezusa.

Tym bardziej zdumiewają słowa Pana zaadresowane do apostołów: „Weźcie wy sobie dobrze do serca te słowa” (9,44a). W greckim tekście czytamy dosłownie „weźcie do uszu waszych te słowa” (por. 1,44; 4,21; Dz 11,22). Jezus z jednej strony podkreśla wagę słów, które za chwilę wypowie, a z drugiej przynagla uczniów, by uważnie ich wysłuchali, pozwolili przedostać się im do ich wnętrza. W inny miejscu poucza ich w podobny sposób: „Uważajcie więc, jak słuchacie” (Łk 8,18). Rzeczywiście następująca wypowiedź Pana nie jest łatwa ani przyjemna, zwłaszcza w kontekście obecnego zachwytu ze strony tłumów: „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi” (9,44b). W tytule „Syn Człowieczy” wyrażona zostaje tożsamość Jezusa jako prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka. W Księdze Daniela czytamy: „Patrzyłem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie” (Dn 7,13-14). Jezus rzeczywiście jest tym, do którego należy panowanie i władza nad wszystkimi narodami. Jednakże jest On także zapowiadanym przez Izajasza „cierpiącym Sługą” (por. Iz 52,13-53,12).

Męka Syna Bożego, Jego ofiara wynagradzająca za grzechy całego świata, jest elementem zbawczego planu Ojca. Tylko ktoś, do którego należy pełnia władzy, jest w stanie złożyć doskonałą ofiarę ze swojego życia. Św. Paweł w Liście do Filipian napisze: „On to, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca” (por. Flp 2,6-11).

Prawda z mocą głoszona przez Apostoła Narodów na tym etapie jest jeszcze niezrozumiała dla Jezusowych uczniów: „Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o to powiedzenie” (Łk 9,45). Jest to skutek ich słabości moralnej – za chwilę będą rozprawiać między sobą, który z nich jest największy (por. 9,46), ale zarazem część Bożego planu, gdyż znaczenie słów Jezusa było zakryte prze nimi (por. 18,34). Pan otworzy ich umysły dopiero po swoim zmartwychwstaniu: „To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma, i rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem” (24,44-47).

Czy z uwagą słucham słów Jezusa? Czy jest we mnie zgoda, by kroczyć za Nim, nie tylko uwielbianym przez tłumy, ale również odrzuconym, poniżonym i cierpiącym? Czego nie rozumiem w mojej drodze wiary? Czy rozmawiam o tym z Jezusem?

Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć

Kaplica Ukrzyżowania w Bazylice Grobu Pańskiego (fot. R.P.)

Piątek, 25 września

Łk 9,18-22

18 Gdy raz modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: «Za kogo uważają Mnie tłumy?» 19 Oni odpowiedzieli: «Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał». 20 Zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Piotr odpowiedział: «Za Mesjasza Bożego». 21 Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. 22 I dodał: «Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie».

Po opisie cudownego rozmnożeniu chleba (Łk 9,10-17) Łukasz umieszcza w swojej Ewangelii bardzo ważny dialog Jezusa z uczniami. W jej trakcie Piotr wyznaje swoją wiarę, iż jest On Bożym Mesjaszem, natomiast Pan po raz pierwszy zapowiada swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie.

Perykopa zaczyna się od wprowadzenia narracyjnego: „Gdy raz modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie” (9,18). Łukasz nie precyzuje miejsca, w którym odbywa się akcja. W pozostałych Ewangeliach jest nim Cezarea Filipowa (u podnóża góry Hermon, w północnej części Izraela, dzisiejsze Banias, por. Mt 16,13; Mk 8,27) lub Kafarnaum (por. J 6,59). Natomiast autor Trzeciej Ewangelii bardziej koncentruje się na fakcie, iż kontekst opisywanego zdarzenia stanowi modlitwa Jezusa „na osobności”. W wielu innych miejscach Łukasz podkreśla, że rozmowa z Ojcem (często w miejscach odosobnionych) poprzedza decydujące chwile w życiu Pana (por. 3,21; 5,16; 6,12; 9,18.28; 11,1; 22,41.44).

Tym razem modlitwa prowadzi Jezusa do przeprowadzenia z uczniami bardzo ważnej rozmowy. Pan rozpoczyna ją pytaniem: „Za kogo uważają Mnie tłumy?” (9,18). Pytanie to jest kluczowe, gdyż nie dotyczy tylko samych czynów Jezusa, lecz bezpośrednio Jego osoby; jak za chwilę zobaczymy, poprowadzi do wyznania wiary w Jego mesjańską tożsamość. Apostołowie odpowiadają: „Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał” (9,19). Przytoczne przez uczniów opinie Żydów odnośnie Jezusa zgadzają się z tymi, które pojawiły się we wczorajszym czytaniu Ewangelicznym, o Herodzie Antypasie dociekającym tożsamości Nauczyciela z Nazaretu (9,1-7). Mimo że nie wyrażają pełnej prawdy o Panu, w jakiś sposób dotykają Jego tajemnicy, określając Go jako proroka (por. Łk 4,24; 7,16.39).

Po pytaniu dotyczącym opinii tłumów, czas na zdanie apostołów: „Zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Piotr odpowiedział: «Za Mesjasza Bożego»” (9,20). W imieniu Dwunastu głos zabiera Piotr. W Ewangelii Łukasza postać tego apostoła jest szczególnie wyakcentowana. Jest on bowiem pierwszym z powołanych uczniów (por. 5,1-11), pierwszym na liście Dwunastu (por. 6,14), uprzywilejowanym świadkiem (por. 8,51; 9,28) i rzecznikiem apostołów (por. 12,41; 18,28). W opowiadaniu paschalnym mowa będzie o jego zaparciu się Pana (por. 22,34.54-60), ale także o opamiętaniu (por. 22,61-62) i otrzymaniu zadania utwierdzania braci (por. 22,32). Odpowiedź Piotra daleko wykracza poza opinie tłumów. W Jego oczach Jezus jest kimś zdecydowanie większym od starotestamentalnych proroków. Wyznając, że jest On Mesjaszem (hebr. Meszjah, gr. Christos – „Namaszczony, Pomazaniec”; por. 4,18), apostoł stwierdza, że w Jezusie wypełniają się święte Pisma, a tym samym znajduje swoją odpowiedź odwieczne oczekiwanie Narodu Wybranego. Podczas gdy prorocy zapowiadali epokę zbawienia, Jezus z Nazaretu jest jej inicjatorem.

Reakcja Pana na Piotrowe wyznanie na pierwszy rzut oka może zaskakiwać: „Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili” (9,21). Mesjasz w wyobraźniach ówczesnych Żydów niekoniecznie był postrzegany jako Zbawiciel, przynoszący grzesznej ludzkości pojednanie z Bogiem. Wielu oczekiwało, że ma on przede wszystkim doprowadzić do politycznego odrodzenia Izraela. Tymczasem konieczne było zrealizowanie się na osobie Jezusa tajemnicy „cierpiącego sługi” (por. Iz 52,13-53,12). Dlatego Pan, oprócz zabronienia uczniom rozgłaszania swojej mesjańskiej tożsamości, po raz pierwszy zapowiada swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Łk 9,22). Cierpienie Jezusa jest konieczne, by wypełniała się Boża obietnica. Podkreśla to użyty w tekście greckim czasownik dei („trzeba, potrzeba, należy”), który w nowotestamentalnych tekstach odnosi się do Bożego planu zbawienia (por. 13,33; 17,25; 22,37; 24,7.26.44).

Za kogo uważają Jezusa ludzie, z którymi żyję na co dzień? Kto z mojego otoczenia najbardziej zbliża mnie do Niego, a kto oddala? Patrząc na moje słowa, decyzje, życiową postawę, kim Jezus jest dla mnie? Czy szukam klucza do zrozumienia Jego tajemnicy w wydarzeniach męki, śmierci i zmartwychwstania?

Któż więc jest ten, o którym takie rzeczy słyszę?

Macheront, wg Józefa Flawiusza miejsce ścięcia Jana Chrzciciela (fot. R.P.)

Czwartek, 24 września

Łk 9,7-9

7 O wszystkich tych wydarzeniach posłyszał również tetrarcha Herod, i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; 8 inni, że zjawił się Eliasz; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. 9 A Herod mówił: «Jana kazałem ściąć. Któż więc jest ten, o którym takie rzeczy słyszę?» I starał się Go zobaczyć.

Dzisiejszy fragment Ewangelii Łukasza jest krótką opowieścią, pełniąca funkcję pomostu między sceną posłania apostołów (por. Łk 9,1-6) a ich pełnym entuzjazmu powrotem (por. 9,10). Ponadto ewangelista zapowiada w nim spotkanie pojmanego Mesjasza z Herodem Antypasem, do którego dojdzie w trakcie wydarzeń paschalnych (por. 23,6-12.15).

Wieść o dotychczasowej działalności Jezusa dochodzi do uszu władcy: „O wszystkich tych wydarzeniach posłyszał również tetrarcha Herod, i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych” (9,7). Herod Antypas, syn Heroda Wielkiego, był w latach 4-39 po Chr. tetrarchą (zarządzający częścią terytorium państwa) Galilei i Perei. Rezydował w wybudowanej przez siebie Tyberiadzie, nad Jeziorem Galilejskim (Tyberiadzkim). Informacje o dziełach Jezusa wywołują u władcy niepokój, gdyż według niektórych Żydów jest On powstałym z martwych Janem Chrzcicielem. Prorok znad Jordanu krytykował Heroda za jego związek z Herodiadą, żoną brata, za co został wtrącony do więzienia (por. 3,20; 7,18-19), a następnie ścięty (por. Mt 14,3-12; Mk 6,17-29). Nic dziwnego, że pogłoska, iż czyniący cuda Nauczyciel z Nazaretu jest w rzeczywistości Janem, który powrócił do życia, wzbudza w Herodzie obawy.

Opinii o Jezusie było wiele. Byli i tacy, którzy uważali, że „zjawił się Eliasz; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał” (Łk 9,8). Ówcześni Żydzi, opierając się na zapowiedzi proroka Malachiasza – „Oto Ja poślę wam proroka Eliasza przed nadejściem dnia Pańskiego, dnia wielkiego i strasznego” (por. Ml 3,23), widzieli Eliasz, który miał powrócić przed końcem czasów (por. 2 Krl 2,1-11). Przekonanie, iż Jezus jest powstałym z martwych którymś z dawnych proroków, opierało się na zapowiedziach odwołujących się do postaci Mojżesza: „Pan, Bóg twój, wzbudzi dla ciebie proroka spośród twoich braci, podobnego do mnie. Jego będziesz słuchał” (Pwt 18,15; por. 18,18; 34,10). Mimo że wszystkie te opinie nie wyrażają pełnej prawdy o Jezusie, w jakiś sposób dotykają Jego tajemnicy, określając Go jako proroka (por. Łk 4,24; 7,16.39). Mało tego, to właśnie On jest tym, który jako pierwszy ma powstać z martwych.

„A Herod mówił: «Jana kazałem ściąć. Któż więc jest ten, o którym takie rzeczy słyszę?» I starał się Go zobaczyć” (9,9). Z powodu złego zamiaru (por. 13,31) lub po prostu z ciekawości (por. 23,8) Herod próbuje zobaczyć się z Jezusem. Jednakże Jezus wie, jaki los spotkał Jana, dlatego, dopóki jest to możliwe, unika spotkania z władcą. Nie bez powodu Nowy Testament nigdy nie wspomina o wizycie Jezusa w Tyberiadzie lub w Sefforis czy Julias, pozostałych miastach wybudowanych przez tetrarchę.

Gdy myślę o Jezusie, co przeważa w moim wnętrzu: pokój czy niepokój, smutek czy radość? Skąd biorą się te doznania? Co najbardziej obciąża moje serce i sumienie, odbierając mi radość życia? Jakie wyobrażenie Jezus noszę w sobie? Czy jest ono zgodne z obrazem, jaki wyłania się z Ewangelii? Czy jest we mnie żywe pragnienie spotkania z Panem?