Rekolekcje dla księży

W dniach 13-17 września w domu rekolekcyjnym w Nowym Opolu odbywały się rekolekcje dla księży, zorganizowane przez Diecezjalne Centrum Formacji Kapłańskiej oraz Dzieło Biblijne naszej diecezji.

Uczestnicy mieli okazję bliżej zapoznać się ze starożytną metodą modlitwy Słowem Bożym, jakim jest lectio divina. Za podstawę do modlitwy zostały wybrane fragmenty Pisma Świętego opowiadające o powołaniu Abrahama, Mojżesza i św. Pawła.

Ostatnim punktem rekolekcji była Eucharystia sprawowana pod przewodnictwem bp-a Kazimierza Gurdy, który dokonał także błogosławieństwa stacji Drogi Krzyżowej, przygotowanych w seminaryjnym lasku z myślą o uczestnikach ćwiczeń duchowych organizowanych przed Dom Rekolekcyjny.

Następna tura rekolekcji lectio divina dla księży: 8-12 lutego 2021 r.

Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie?

Rozgrzeszenie (fot. Josh Applegate, unsplash.com)

13 Września, XXIV Niedziela Zwykła A

Mt 18,21-35

21 Wtedy Piotr podszedł do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?» 22 Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. 23 Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. 24 Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. 25 Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać. 26 Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. 27 Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował. 28 Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” 29 Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. 30 On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. 31 Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. 32 Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. 33 Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” 34 I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu. 35 Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu».

Dzisiejsza Ewangelia dotyka bardzo ważnego zagadnienia: jaka powinna być postawa uczniów Jezusa wobec tych, którzy wyrządzają im krzywdę. Punktem wyjścia jest pytanie Piotra: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?” (Mt 18,21). Liczba „siedem” na kartach Biblii oznacza „pełnię, nieskończoność”. Dlatego Piotrowe pytanie równie dobrze mogłoby brzmieć: Czy bez końca mam przebaczać, jeśli mój brat zawini względem mnie? Wątpliwość zawarta w słowach apostoła nie jest nam obca. Nasze relacje z bliźnimi dosyć często wystawiane są na próbę przez różnego rodzaju krzywdy czy niesprawiedliwości. Czasami dotykająca nas krzywda jest wielokrotnie ponawiana przez tę samą osobę. Ile razy zatem mamy przebaczać?

Jezus odpowiada krótko: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz siedemdziesiąt siedem razy!” (w. 22). Pan tym samym potwierdza konieczność wielokrotnego przebaczania. Zastosowana w Jego odpowiedzi przesada – „siedemdziesiąt siedem razy”, czyli „bez końca i bez końca” – wyjaśniona zostaje w następującej zaraz potem przypowieści. Oto król darował dług jednego ze sług wynoszący 10000 talentów. Talent w starożytności był miarą wagi równą 34 kg srebra, którą można przeliczyć na 6000 denarów, czyli 6000 „dniówek” (por. Mt 20,2). Jeden talent był równy zapłacie za ok. 16 lat pracy. Pojawiająca się w przypowieści kwota 10000 talentów jest ogromna, oznacza 160000 lat pracy! Taka suma jest wręcz niemożliwa do spłacenia.

Posługując się powyższym obrazem Jezus ukazuje ważną prawdę o naszej relacji z Bogiem: popełniane przez nas grzechy czynią z nas niewypłacalnych dłużników. Każdy, nawet najmniejszy grzech, jest przecież w swej istocie odrzuceniem Bożej miłości i obrazą Bożego majestatu. Jednakże nasz niewyobrażalny dług anulowała śmierć Jezusa na krzyżu. Dzięki tej ofierze możemy dostąpić miłosierdzia za każdym razem, gdy w prawdzie o naszej grzeszności pokornie prosimy Boga o przebaczenie. Tutaj właśnie pojawia się motyw skłaniający do wielokrotnego przebaczania innym: będąc STAŁYM biorcą Bożego miłosierdzia nie mogę nie potraktować z równie wielką, STAŁĄ wspaniałomyślnością mojego krzywdziciela.

Kiedy ostatni raz korzystałem z sakramentu pokuty i pojednania? Czy w historii mojego życia są krzywdy, których jeszcze nie wybaczyłem? Co dzisiaj mogę zrobić, by pojednać się z moim krzywdzicielem?

Czemu to wzywacie Mnie: „Panie, Panie!”, a nie czynicie tego, co mówię?

Owoce figowca (fot. Martin Angelov, unsplash.com)

Sobota, 12 września

Łk 6,43-49

43 Nie ma drzewa dobrego, które by wydawało zły owoc, ani też drzewa złego, które by dobry owoc wydawało. 44 Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia, ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. 45 Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta. 46 Czemu to wzywacie Mnie: „Panie, Panie!”, a nie czynicie tego, co mówię? 47 Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je. 48 Podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, wezbrana rzeka uderzyła w ten dom, ale nie zdołała go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany. 49 Lecz ten, kto usłyszał, a nie wypełnił, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. [Gdy] rzeka uderzyła w niego, od razu runął, a ruina owego domu była wielka».

Dzisiejsza liturgia słowa przytacza końcowy fragment Łukaszowej Mowy na równinie (Łk 6,17-49). Składają się na niego dwie przypowieści: o drzewie i jego owocach (6,43-45) oraz o budowli z fundamentem i bez fundamentów (6,46-49).

Na początku pierwszej przypowieści Jezus powołuje się na dobrze znany fakt ze świata przyrody: „Nie ma drzewa dobrego, które by wydawało zły owoc, ani też drzewa złego, które by dobry owoc wydawało” (6,43). Istnieje ścisła zależność między rodzajem drzewa a rodzajem rosnących na nim owoców. Jeśli jakaś roślina rośnie w sprzyjających warunkach, wydaje owoce zdrowe i odpowiadające swojemu gatunkowi. Gdy jednak zaczyna być atakowana przez jakąś chorobę lub szkodnika, przestaje owocować lub wydaje owoce dotknięte tą samą przypadłością, gnijące lub cierpkie, a więc nie nadające się do spożycia. Po owocach można bardzo szybko poznać gatunek, stan i jakość rośliny. W starotestamentalnych proroctwach możemy znaleźć fragmenty, w których krzew winny symbolizuje Izraela, zaś wydawane przezeń cierpkie owoce symbolizują nieprawości narodu wybranego: „Chcę zaśpiewać memu Przyjacielowi pieśń o Jego miłości ku swojej winnicy! Przyjaciel mój miał winnicę na żyznym pagórku. Otóż okopał ją i oczyścił z kamieni, i zasadził w niej szlachetną winorośl; pośrodku niej zbudował wieżę, także i tłocznię w niej wykuł. I spodziewał się, że wyda winogrona, lecz ona cierpkie wydała jagody” (Iz 5,1-2; por. Jr 2,21). W symbolice biblijnej owoce są symbolem ludzkich czynów i postaw.

Kontynuując Jezus posługuje się czterema przykładami roślin i owoców powszechnie znanych mieszkańcom Palestyny: „Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia, ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron” (6,44). Dwie z wymienionych roślin są szlachetne: winorośl, której owoce służą do wyrobu wina oraz figa, bogata w wartości odżywcze i wykorzystywana w lecznictwie. Dwie kolejne są bezużyteczne: ciernie i jeżyny, których owoce są pozbawione soków i niejadalne, a ich żywotność sprawia, że często są utrapieniem rolników. Obydwie grupy roślin podkreślają przepaść istniejącą między dobrymi i złymi czynami człowieka.

W kolejnych słowach zawarte zostaje duchowe zastosowanie obrazu roślin i ich owoców: „Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta” (6,45). Jezus porównuje serce ludzkie do pomieszczenia, w którym przechowuje się rzeczy najcenniejsze. Jest ono skarbcem, do którego dostęp ma tylko Bóg. Inni ludzie mogą poznać jego wartość na podstawie czynów, które są jego zewnętrznym wyrazem. Nasze serce, będąc źródłem myśli i decyzji wpływa na to, jak postępujemy i co mówimy.

Druga dzisiejsza przypowieść zaczyna się pytaniem, za pomocą którego Jezus podkreśla brak spójności między słowami i postawą Jego słuchaczy: „Czemu to wzywacie Mnie: „Panie, Panie!”, a nie czynicie tego, co mówię?” (6,46). Za zwracaniem się do Jezusa za pomocą tytułu „Pan” (gr. Kyrios) powinno iść posłuszeństwo Jego nauce. Tymczasem Jezusowi słuchacze, mimo, iż uznają Jego boski autorytet, nie chcą wypełniać przekazywanych przez Niego zaleceń. Lekceważenie nauki Jezusa wskazuje na nieszczerość okazywanego Mu szacunku.

Audytorium Jezusa składało się z Żydów, którzy mieli słabo rozwinięty zmysł abstrakcji, dlatego Pan za pomocą obrazu wyjaśnia im swoje słowa: „Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je” (6,47). Następują dwa przykłady: pozytywny oraz negatywny.

Kto słucha słów Jezusa i je wypełnia „podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, wezbrana rzeka uderzyła w ten dom, ale nie zdołała go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany” (6,48). W relacji Łukasza słowa Jezusa odzwierciedlają realia środowiska greckiego, z którego wywodzili się pierwsi adresaci jego Ewangelii (por. Mt 7,24-27). Znający się na swoim rzemiośle greccy budowniczy, najpierw musieli głęboko wkopać się w ziemię, docierając do skalistego podłoża, aby na nim założyć fundamenty, na których wznoszono całą konstrukcję. Było to konieczne zwłaszcza na równinach, w pobliżu rzek. Wezbrane wody mogły jedynie wedrzeć się do środka takich budynków, lecz zasadniczo nie naruszały ich stabilności. Po ustąpieniu powodzi dom w dalszym ciągu mógł być użytkowany. Podobnie jest z uczniem Jezusa, który nie tylko słucha Jego słów, ale także próbuje je wypełniać. W obliczu trudności nie zachwieje się, lecz pozostanie wierny Nauczycielowi, którego słowo stanowi trwały fundament Jego życia.

Inna jest sytuacja ucznia, który nie wypełnia Jezusowych słów: „Lecz ten, kto usłyszał, a nie wypełnił, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. [Gdy] rzeka uderzyła w niego, od razu runął, a ruina owego domu była wielka” (Łk 6,49). W wersji Łukaszowej brakuje wyraźnej oceny takiego czynu (u Mateusza Jezus mówi: „Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym [gr. moros, dosł. głupim]”, Mt 7,26), jednakże nawet nie posiadając podstawowej wiedzy architektonicznej łatwo jest stwierdzić, że taka budowla nie może się ostać w czasie powodzi. Uczeń Jezusa, który nie bierze Jego nauki na serio i nie próbuje wcielać jej w życie, również nie będzie w stanie przetrwać życiowych nawałnic.

Jakie skarby skrywam w skarbcu mojego serca? Czy moje czyny i postawy wskazują, że jest ono wypełnione dobrem? Jaki jest mój stosunek do nauki Jezusa? Czy potrafię przejść od zachwytu Jego słowami do ich wypełniania?

Czy może niewidomy prowadzić niewidomego?

Fot. Josh Nuttall (unsplash.com)

Piątek, 11 września

Łk 6,39-42

39 Opowiedział im też przypowieść: «Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? 40 Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel. 41 Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? 42 Jak możesz mówić swemu bratu: „Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku”, podczas gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata swego.

Rozważamy dzisiaj jedną z końcowych perykop tzw. Mowy na równinie (Łk 6,17-49). Od poprzedzającego fragmentu oddziela ją wzmianka narracyjna ewangelisty – „Opowiedział im też przypowieść”, która równocześnie określa gatunek literacki następujących pouczeń: zbudowane są one na zasadzie porównania wzajemnych relacji żyjących we wspólnocie uczniów do określonych, chociaż niecodziennych sytuacji z życia.

Serię pouczeń otwierają dwa pytania: „Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj?” (6,39). Doświadczenie życiowe podpowiada, że przewodnikiem niewidomego powinien być ktoś, kto zna drogę oraz widzi ewentualne przeszkody, które na niej się znajdują. Podobne wypowiedzi wielokrotnie pojawiają się w literaturze starożytnej. Platon pisze o ludziach zaślepionych rządzą pieniędzy, którzy usiłują odgrywać w państwie rolę przewodników. Według Filona Aleksandryjskiego uganianie się za bogactwem oznacza opieranie się na ślepym. Zaś św. Paweł krytykuje Żydów przekonanych, że dzięki znajomości Prawa mogą być przewodnikami ślepych, czyli nieznających nakazów Mojżeszowych (por. Rz 2,19).

Rozwijając swoją myśl, Jezus dodaje: „Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel” (Łk 6,40). Kto jeszcze jest uczniem, nie powinien wynosić się ponad tych, którzy mają mniejszą wiedzę ani zmieniać hierarchii istniejącej w świecie nauki. W starożytności prześcignięcie mistrza było trudne ze względu na sposób przekazywania wiedzy. Najczęściej dokonywało się to poprzez nauczanie ustne (na książki, a raczej zwoje stać było niewielu). Dlatego uczeń mógł osiągnąć tylko taką wiedzę, jaką miał nauczyciel. Dopiero po ukończeniu nauki i rozstaniu się z mistrzem, mógł ewentualnie poprzez własne obserwacje i przemyślenia dodać do poprzednio zdobytej wiedzy wyniki własnych badań. Jezus uświadamia swoim uczniom, że ich ideałem powinno być upodobnienie się do ich Nauczyciela. Nie są bowiem w stanie prześcignąć Jego wszechwiedzy i duchowego doświadczenia. Ponadto, gdyby ulegli pysze i będąc uczniami próbowali dogrywać rolę nauczycieli wobec innych uczniów, staliby się podobni do owego niewidomego prowadzącego po nieznanej drodze innego niewidomego.

Idąc dalej, Pan opowiada przypowieść o dwóch braciach, których zmysł wzroku został zaburzony: „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?  Jak możesz mówić swemu bratu: „Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku”, podczas gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata swego” (6,41-42). Jednemu z braci do oka wpadła drzazga (gr. karfos – „źdźbło, słomka, drzazga”), drugiemu zaś cała belka (gr. dokos – „krokiew, belka”). Jezus świadomie używa przesady (hiperboli), by podkreślić ważną prawdę. Otóż człowiek, który ma całkowicie zaburzony wzrok (drugi brat), nie jest w stanie widzieć na tyle, by uleczyć inną osobę (pierwszy brat). Ponownie zatem mamy tu do czynienia z kimś, kto w rzeczywistości jest niewidomy, lecz udaje, że z jego wzrokiem jest wszystko w porządku. Jezus po raz kolejny krytykuje postawę obłudników, którzy dostrzegają drobne potknięcia swoich braci, lecz swoich wielkich uchybień nie zauważają i nie chcą naprawić.

Czy mam w sobie pokorę ucznia? W czym ostatnio próbuję naśladować Jezusa? Czy odrzucam pokusę wytykania błędów innych osób, w celu odwrócenia uwagi od moich upadków?

Miłujcie waszych nieprzyjaciół

Fot. James Coleman (unsplash.com)

Czwartek, 10 września

Łk 6,27-38

27 Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; 28 błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. 29 Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli zabiera ci płaszcz, nie broń mu i szaty. 30 Dawaj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. 31 Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie. 32 Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to [należy się] wam wdzięczność? Przecież i grzesznicy okazują miłość tym, którzy ich miłują. 33 I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to [należy się] wam wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. 34 Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to [należy się] wam wdzięczność? I grzesznicy pożyczają grzesznikom, żeby tyleż samo otrzymać. 35 Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. 36 Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. 37 Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. 38 Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie.

W rozważanym przez nas fragmencie Trzeciej Ewangelii Jezus wzywa do radykalnej miłości nieprzyjaciół: „Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół” (Łk 6,27a-b). Słowa te mogły zaniepokoić przynajmniej część zgromadzonych wokół Pana. Ci, którzy spodziewali się, że stanie On na czele buntu przeciwko Rzymowi, właśnie zostali zachęceni do miłości Rzymian! Jezus poszerza zakres prawa Mojżeszowego, w którym czytamy: „będziesz miłował bliźniego jak siebie samego” (Kpł 19,18). Przykazanie to w podobny sposób zostanie przez Niego zinterpretowane w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie (por. Łk 10,25-37). Nakaz miłości nieprzyjaciół dotyczy również relacji wewnątrz wspólnoty uczniów Jezusa. Nawet wśród apostołów istniała potrzeba takiej instrukcji, gdyż nie stanowili ono jednolitego grona, lecz odznaczali się bardzo różną przeszłością i wyznawanymi dotychczas poglądami. Na przykład można pośród nich znaleźć Mateusza (byłego celnika wysługującego się okupantowi), jak i Szymona Gorliwego (gr. dzelotes – „gorliwiec, zapaleniec, zelota” może wskazywać przynajmniej na jego sympatię ze stronnictwem „zelotów”, walczących z okupantem).

Jezus podaje trzy konkretne przykłady, na czym miłość nieprzyjaciół ma polegać: „dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają” (6,27b-28). W ten sposób Pan ponownie pogłębia starotestamentalne nauczanie: „Jeśli spotkasz wołu twego wroga albo jego osła błąkającego się, odprowadź je do niego. Jeśli zobaczysz, że osioł twego wroga upadł pod swoim ciężarem, nie pozostawisz go, ale razem z nim przyjdziesz mu z pomocą” (Wj 23,4-5; por. Prz 25,21-22). Sam Jezus da przykład modlitwy w intencji wrogów, prosząc w chwili ukrzyżowania: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). Jak pokazują nam inne księgi Nowego Testamentu, pierwsi chrześcijanie będą gorliwie wypełniać Jezusową naukę: „Tak kamienowali Szczepana, który modlił się: «Panie Jezu, przyjmij ducha mego!» A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: «Panie, nie licz im tego grzechu!» Po tych słowach skonał” (Dz 7,59-60; por. Rz 12,14; 1 P 3,9).

Nakaz miłości nieprzyjaciół zostaje również rozwinięty przez wezwanie do unikania pokusy odwetu: „Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli zabiera ci płaszcz, nie broń mu i szaty. Dawaj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje” (Łk 6,29-30). Nadstawiając drugi policzek lub oddając nie tylko płaszcz, ale również i szatę, uczeń Jezusa zwycięża zło przez czynienie dobra. Św. Paweł później napisze: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21). Człowiek, który ufa, że Bóg sam dokona osądu, nie przejmuje się zachowaniem własnego honoru czy reputacji. Takie bezinteresowne zachowanie odznacza się również wielkoduszną postawą: dać każdemu, kto prosi i nie żądać zwrotu.

Podsumowaniem powyższych zasad jest tzw. złota reguła: „Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie” (6,31). Ponownie Jezusowe nauczanie wykracza poza dotychczasową tradycję biblijną: „Czym sam się brzydzisz, tego nie czyń nikomu!” (Tb 4,15). Należy zatem czynić dobro wobec innych, a nie tylko powstrzymywać się od ich złego traktowania.

Uzasadniając prezentowane przez siebie wysokie standardy etyczne, Jezus argumentuje: „Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to [należy się] wam wdzięczność? Przecież i grzesznicy okazują miłość tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to [należy się] wam wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to [należy się] wam wdzięczność? I grzesznicy pożyczają grzesznikom, żeby tyleż samo otrzymać” (6,32-34). Jeśli nawet grzesznicy kochają tych, którzy odwzajemniają ich miłość, o ile większą miłością powinni odznaczać się ci, którzy próbują unikać grzechu? Jeśli ludzie tacy jak faryzeusze, z góry patrzący na grzeszników (por. 5,30), nie przyjmują Jezusowej nauki o miłości nieprzyjaciół, sami pozostają na poziomie grzeszników. Złota reguła postępowania jest również wyzwaniem, by wznieść się ponad zasadę wzajemności charakteryzującą świat grzeszników. To samo dotyczy nakazu pożyczania bez oczekiwania zwrotu. W przeciwnym razie uczniom Jezusa nie będzie należała się żadna „łaska” (gr. charis – „łaska, wdzięczność”).

Zasady proponowane przez Pana prowadzą do naśladowania Boga, który jest łaskawy także wobec złych: „Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych” (6,35). Przekonanie o łaskawości Boga wobec grzeszników pojawia się już w ST: „Pan jest dobry i prawy, dlatego wskazuje drogę grzesznikom” (Ps 25,8). Uczniowie, naśladując Bożą dobroć wobec błądzących, stają się dziećmi Najwyższego, w Chrystusie, który jest Jego Synem (por. Łk 1,32).

Naśladowanie Boga polega także na byciu miłosiernym: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (6,36). W scenie odnowienie Przymierza po zniszczeniu złotego cielca przez Mojżesza, Bóg zostaje ukazany jako pełen miłosierdzia: „Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność” (Wj 34,6). Psalmista zaś woła: „Ty, Panie, jesteś Bogiem miłosiernym i łagodnym, nieskorym do gniewu, bogatym w łaskę i wierność” (Ps 86,15; por. 103,8). Jezus intepretuje przykazanie Tory, mówiące o naśladowaniu Boga w Jego świętości („Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!”, Kpł 19,2), w kategoriach boskiego atrybutu miłosierdzia. Już wcześniej w Ewangelii Łukasza mowa była o Bożym miłosierdziu (por. 1,50.54.58.72). W dalszej jej części Jezus zilustruje przykazanie bycia miłosiernym, podobnie jak miłości do nieprzyjaciół, w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie (por. 10,33.37). Wg faryzeuszy (hebr. peruszim – „oddzieleni”) świętość miałaby polegać na oddzieleniu się od wszystkiego, co mogłoby uczynić człowieka nieczystym. Ta różnica w postrzeganiu świętości leżała u podstaw prowadzonej przez faryzeuszów krytyki Jezusa, który będąc miłosiernym przebywał pośród grzeszników, chcąc przyprowadzić ich z powrotem do Ojca (por. 5,30; 7,39; 15,2; 19,7).

Bycie miłosiernym konkretnie wyraża się w powstrzymywaniu od osądzania: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone” (6,37). Nakaz ten wyraża naukę, która w inny sposób zostanie okazana w jednej z próśb Modlitwy Pańskiej: „przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini” (11,4).

W ostatniem wersecie dzisiejszej Ewangelii powraca temat dawania (por. 6,30): „Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie” (6,38). Kto jest hojny wobec innych, może liczyć na rekompensatę ze strony Boga, który odda mu, i to z naddatkiem. Perykopę wieńczy zdanie mądrościowe, wskazujące, że nadejdzie czas Bożej odpłaty i posługujące się logiką złotej reguły: „Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie” (6,38).

Kogo uważam za mojego nieprzyjaciela? Jaki jest mój stosunek do tej osoby? Czy próbuję odpowiadać dobrem na zło? Czy mam świadomość, że wybaczając krzywdzicielowi, wpisuje się w miłosierdzie Boga wobec grzeszników? Czy unikam pokusy osądzania innych, zwłaszcza w obecności osób trzecich?

Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata

Fot. Harli Marten (unsplash.com)

6 września, XXIII Niedziela Zwykła A

Mt 18,15-20

15 Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. 16 Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. 17 Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik. 18 Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. 19 Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. 20 Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich».

W wersetach poprzedzających dzisiejszą Ewangelię Jezus, za pomocą przypowieści o zagubionej owcy wzywa swoich uczniów do naśladowania Bożej troski o tych, którzy się zagubili (por. Mt 18,10-14). Kontynuując ten wątek, Pan ustanawia trzyetapowy proces upomnienia tych ze wspólnoty, którzy zgrzeszą przeciwko innym braciom. Celem nie jest ani wendeta, ani nawet dochodzenie sprawiedliwości, lecz powstrzymanie grzeszących przed upartym trwaniem w braku skruchy i nawrócenia.

Pierwszym etapem jest próba rozmowy z winowajcą na osobności: „Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy” (18,15a-b). Grecki czasownik elencho przetłumaczony jako „upomnij go” dosłownie oznacza „odsłonić, odkryć”. Nie chodzi zatem o ostrą reprymendę, lecz o pomoc drugiej osobie w dostrzeżeniu jej przewiny. Poznanie prawdy o własnym grzechu jest pierwszym krokiem do nawrócenia, dlatego Jezus dodaje: „Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata” (18,15c).

Jeśli upomnienie w cztery oczy nie odniesie spodziewanych skutków, czas na etap drugi: „weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa” (18,16). Zaangażowanie świadków ma pomóc grzesznikowi lepiej uświadomić sobie, jak poważna jest jego sytuacja, a w konsekwencji wejść w postawę skruchy.

Bywają przypadki, w których także drugi etap upomnienia nie przynosi rezultatów. Dlatego Jezus mówi dalej: „Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi” (18,17a). Użyty tutaj grecki rzeczownik ekklesia („zwołanie, zgromadzenie, Kościół”) u Mateusza pojawia się jeszcze tylko w scenie wyznania Piotra (por. 16,18), gdzie Jezus mówi o Kościele powszechnym, nad którym władze ma apostoł i jego następcy. W rozważanym przez nas fragmencie chodzi o Kościół lokalny (dzisiejsza parafia, diecezja). Zaangażowanie wspólnoty ma pomóc uczniowi w jego wysiłkach pojednania z grzesznikiem.

Gdy jednak ten ostatni odrzuci także interwencję Kościoła, ma być z niej wyłączony: „A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik” (18,17). Poganie i celnicy byli postrzegani przez Żydów za będących poza wspólnotą ludu Przymierza. Podobnie jak na pierwszym i drugim etapie, nawet to radykalne działanie Kościoła ma być umotywowane miłością do błądzącego brata, aby mógł on sobie uświadomić, że jego czyny postawiły go poza wspólnotą uczniów Jezusa.

Ukazany w dzisiejszej Ewangelii proces upomnienia braterskiego, nie bez przyczyny ma trzy etapy. Nierzadko przecież pojawia się w naszym sercu pokusa, by widząc błędy innych, od razu opowiedzieć o nich całemu światu. Jezus dobrze wie, jak delikatną sprawą jest proces nawrócenia i pojednania, dlatego zachęca nas, byśmy najpierw podjęli próbę bezpośredniego dotarcia do krzywdziciela, stopniowo rozszerzając krąg zaangażowanych. Celem przecież nie jest zniszczenie, lecz odnalezienie zagubionej owcy.

Jaka wygląda moja reakcja, gdy ktoś mnie skrzywdzi? Czy w krzywdzicielu dostrzegam wroga, któremu należy sprawiedliwie odpłacić, czy może zagubionego brata, któremu trzeba pomóc w nawróceniu? Z kim dzisiaj mógłbym porozmawiać w cztery oczy, by ukazać mu jego błędne postępowanie wobec mnie?

Syn Człowieczy jest Panem także szabatu

Fot. Nadine (unsplash.com)

Sobota, 5 września

Łk 6,1-5

1 W szabat przechodził wśród zbóż, a uczniowie zrywali kłosy i jedli, wykruszając ziarna rękami. 2 Niektórzy zaś z faryzeuszów mówili: «Czemu czynicie to, czego nie wolno w szabat?» 3 Wtedy Jezus, odpowiadając im, rzekł: «Nawet tego nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy poczuł głód, on i jego ludzie? 4 Jak wszedł do domu Bożego i wziąwszy chleby pokładne, sam jadł i dał swoim ludziom? Chociaż samym tylko kapłanom wolno je spożywać». 5 I dodał: «Syn Człowieczy jest Panem także szabatu».

Rozważamy dzisiaj fragment Ewangelii Łukasza, w którym faryzeusze ponownie krytykują zachowanie uczniów Jezusa. Tym razem zarzut dotyczy rzekomego nieprzestrzegania szabatu: „W szabat przechodził wśród zbóż, a uczniowie zrywali kłosy i jedli, wykruszając ziarna rękami” (Łk 6,1). Samo zrywanie kłosów w trakcie przechodzenia przez czyjeś pole było przewidziane przez Prawo: „Gdy wejdziesz między zboże bliźniego swego, ręką możesz zrywać kłosy, lecz sierpa nie przyłożysz do zboża swego bliźniego” (Pwt 23,26). Faryzeusze jednak dopatrzyli się w łuskaniu kłosów czynności łamiącej spoczynek szabatu: „Niektórzy zaś z faryzeuszów mówili: «Czemu czynicie to, czego nie wolno w szabat?»” (por. Łk 6,2; Wj 43,21). Troska o przestrzeganie szabatu wynikała z przekonania, że jego łamanie może doprowadzić do katastrofy całego narodu. Rzeczywiście, mające miejsce sześć wieków wcześniej zniszczenie Jerozolimy i przesiedlenie babilońskie były konsekwencją odrzucenia pouczeń, jakie Bóg przekazał Izraelowi przez proroka Jeremiasza: „A jeżeli Mnie nie posłuchacie, by święcić dzień szabatu, by się powstrzymać od noszenia ciężaru, gdy wchodzicie bramami Jerozolimy w dzień szabatu, rozpalę gniew w jej bramach i pochłonie pałace Jerozolimy, i nie zgaśnie” (Jr 17,27; por. Pwt 28,15.36-37.63-64). W czasach Jezusa skutki przesiedlenia trwały nadal: izraelskie plemiona w dalszym ciągu były rozproszone, a kraj był kontrolowany przez pogańskiego ciemięzcę, imperium rzymskie. Dlatego panowało przeświadczenie, że aby przyspieszyć odrodzenie Izraela, konieczne było absolutne posłuszeństwo nakazom Mojżesza, zwłaszcza tym, które odnoszą się do świętowania szabatu, ważnego elementu tożsamości Izraelitów. Faryzeusze niestety nie dostrzegli, że to właśnie w Jezusie nadszedł czas odrodzenia.

Pan staje w obronie swoich uczniów: „Wtedy Jezus, odpowiadając im, rzekł: «Nawet tego nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy poczuł głód, on i jego ludzie? Jak wszedł do domu Bożego i wziąwszy chleby pokładne, sam jadł i dał swoim ludziom? Chociaż samym tylko kapłanom wolno je spożywać»” (Łk 6,3-4). Jezus odnosi się do wydarzenia z dziejów Dawida, gdy kryjąc się przed Saulem, przybył do sanktuarium w Nob i wraz ze swoim towarzyszami zaspokoił głód chlebami pokładnymi, których spożycie było zarezerwowane wyłącznie dla kapłanów (por. 1 Sm 21,2-7). Historia ta pokazuje, że troska o człowieka jest ważniejsza niż przepisy Prawa. Ponadto to, co uczynił Dawid, najwidoczniej miało miejsce w szabat, kiedy „stare” chleby pokładne zastępowano świeżymi (por. Kpł 24,5-9; 1 Sm 21,7). Jeśli Dawid w szabat jadł chleb zarezerwowany dla kapłanów, również Jezus, syn Dawida (por. Łk 1,38; 18,38-39) może czynić to, co czyni, w szabat. W ten sposób Pan wskazuje na swoją tożsamość Mesjasza Dawidowego, którego autorytet przewyższa autorytet samego Dawida (por. 20,41-44).

Słowa Jezusa wieńczące dzisiejszą perykopę również wskazują na Jego tożsamość: „Syn Człowieczy jest Panem także szabatu” (6,5). Po raz pierwszy Pan odniósł do siebie tytuł „Syn Człowieczy” w scenie przebaczenia grzechów paralitykowi (por. 5,24). Tutaj podobnie chodzi o podkreślenie Jego boskiego autorytetu. Nikt nie ma władzy nad szabatem oprócz samego Boga: „A gdy ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął. Wtedy Bóg pobłogosławił ów siódmy dzień i uczynił go świętym; w tym bowiem dniu odpoczął po całej swej pracy, którą wykonał, stwarzając” (Rdz 2,2-3).

Czy ufam Jezusowi? Czy mam świadomość, że moje wypełnianie Bożej woli ma przede wszystkim służyć miłości objawionej w Synu Człowieczym?

Nikt młodego wina nie wlewa do starych bukłaków

Winnica (fot. Sven Wilhelm, unsplash.com)

Piątek, 4 września

Łk 5,33-39

33 Oni zaś rzekli do Niego: «Uczniowie Jana dużo poszczą i modły odprawiają, podobnie też uczniowie faryzeuszów; natomiast Twoi jedzą i piją». 34 A Jezus rzekł do nich: «Czy możecie nakłonić gości weselnych do postu, dopóki pan młody jest z nimi? 35 Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, i wtedy, w owe dni, będą pościli». 36 Opowiedział im też przypowieść: «Nikt nie przyszywa do starego ubrania jako łaty tego, co oderwie od nowego; w przeciwnym razie i nowe podrze, i łata z nowego nie nada się do starego. 37 Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków; w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki, i samo wycieknie, i bukłaki przepadną. 38 Lecz młode wino należy wlewać do nowych bukłaków. 39 Kto się napił starego, nie chce potem młodego — mówi bowiem: „Stare jest lepsze”».

We fragmencie poprzedzającym dzisiejsze czytanie ewangeliczne Jezus powołuje Lewiego Mateusza, a następnie wraz ze swoimi uczniami udaje się do domu celnika i uczestniczy w uczcie wyprawionej na swoją cześć (por. Łk 5,27-32). Zachowanie to spotyka się z krytyką ze strony faryzeuszów i uczonych w Piśmie, którzy pytają Jezusowych uczniów: „Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami?” (5,30). Odpowiadając, Pan wskazuje na cel swojej mesjańskiej misji: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać do nawrócenia się sprawiedliwych, lecz grzeszników” (5,31-32).

Jak pokazuje fragment dzisiaj przez nas rozważany, powyższe słowa nie zadowoliły faryzeuszów i uczonych w Piśmie, którzy powołując się na przykład uczniów Jana Chrzciciela, kontynuują: „Uczniowie Jana dużo poszczą i modły odprawiają, podobnie też uczniowie faryzeuszów; natomiast Twoi jedzą i piją” (Łk 5,33). Odnosząc się do tego zarzutu, Jezus mówi: „Czy możecie nakłonić gości weselnych do postu, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, i wtedy, w owe dni, będą pościli” (5,34-35; por. J 3,29). Zestawienie postu i modlitwy pojawiła się już w Trzeciej Ewangelii w opisie prorokini Anny (por. 2,36-38), która w relacji Łukasza reprezentuje Izraela oczekującego odkupienia. W tym samym fragmencie Jezus domyślnie ukazany zostaje jako Wyzwoliciel Jerozolimy, czyli całego Izraela. Rzeczywiście, Jezus jest zapowiadanym przez Izajaszowe proroctwo Oblubieńcem i Wyzwolicielem: „Bo jak młodzieniec poślubia dziewicę, tak twój Budowniczy ciebie poślubi, i jak oblubieniec weseli się z oblubienicy, tak Bóg twój tobą się rozraduje” (Iz 62,5; por. 54,5-8). Oczekiwanie dobiegło końca, zatem nie czas na post, lecz na świętowanie. Kontekst wielkiego przyjęcia urządzonego przez Lewiego dodatkowo sugeruje, że wraz z pojawieniem się Jezusa nadszedł czas zapowiadanej przez proroków mesjańskiej uczty weselnej: „Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody; raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza, zdejmie hańbę ze swego ludu na całej ziemi, bo Pan przyrzekł” (Iz 25,6-8; 55,1-3; Ap 19,7-9). Jednocześnie, nawiązując do swojej przyszłej śmierci, Jezus zapowiada, że nadejdzie czas, kiedy Oblubieniec zostanie zabrany (por. Iz 53,8; Dz 8,33). Wtedy Jego uczniowie będą pościć. Jak pokazują Dzieje Apostolskie, pierwsi chrześcijanie praktykowali post (Dz 13,2-3; 14,23). Ponadto pozakanoniczna Didache (pismo Ojców Apostolskich, powstała pod koniec I w. po Chr.) zaświadcza, że chrześcijanie pierwszych wieków pościli w środę i piątek.

W dalszej części swojej wypowiedzi Jezu posługuje się przypowieścią, w której za pomocą obrazów zaczerpniętych z codziennego życia – nowego płaszcza i młodego wina – ukazuje ważną prawdę duchową: „Nikt nie przyszywa do starego ubrania jako łaty tego, co oderwie od nowego; w przeciwnym razie i nowe podrze, i łata z nowego nie nada się do starego. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków; w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki, i samo wycieknie, i bukłaki przepadną. Lecz młode wino należy wlewać do nowych bukłaków” (5,36-38). Wraz z przyjściem Pana zaczęło coś nowego – nowy etap historii zbawienia. Podczas Ostatniej Wieczerzy weźmie On kielich z winem i ustanowi Nowe Przymierze w swojej krwi: „Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana” (22,20). Dlatego potrzebna jest nowa odpowiedź człowieka, potrzebne są „nowe bukłaki”.

Ostatnie zdanie dzisiejszego czytania pojawia się tylko u Łukasza: „Kto się napił starego, nie chce potem młodego — mówi bowiem: „Stare jest lepsze” (5,39). Wbrew pozorom nie zaprzecza ono wcześniejszym Jezusowym słowom, lecz obrazuje postawę faryzeuszy i uczonych w Piśmie, którzy zatrzymują się na Prawie i tradycji starszych, nie chcąc zaakceptować nowości przyniesionej przez Syna Bożego, w którym Prawo i prorocy znajdują swoje wypełnienie.

Jaką rolę w moim życiu odgrywała post? Czy mam świadomość, że w Jezusie wypełniły się pradawne Boże obietnice, których ja także jestem adresatem? Czy otwieram moje serce na nowość Słowa i sakramentów?

Kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je

Fot. Amir Arefi (unsplash.com)

30 sierpnia, XXII Niedziela Zwykła

Mt 16,21-27

21 Odtąd zaczął Jezus Chrystus wskazywać swoim uczniom na to, że musi udać się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. 22 A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: «Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie». 23 Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: «Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku». 24 Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: «Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. 25 Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. 26 Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? 27 Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania.

Słowa rozpoczynające dzisiejsze czytanie ewangeliczne są kluczowe dla dalszej narracji Ewangelii Mateusza: „Odtąd zaczął Jezus Chrystus wskazywać swoim uczniom na to, że musi udać się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Mt 16,21). Formuła wprowadzająca „odtąd zaczął Jezus” pojawiła się już wcześniej w Pierwszej Ewangelii, by zaznaczyć początek działalności Pana w Galilei (por. 4,17). Teraz sygnalizuje ona początek kolejnego ważnego etapu. Działalność Jezusa w Galilei osiągnęła swój kres i odtąd będzie On podążał w kierunku Jerozolimy. Niestety, gdy dotrze do świętego miasta, nie spotka się z przychylnością religijnych przywódców. W prorockiej wizji Pan zapowiada ciąg zdarzeń, który doprowadzi do Jego cierpienia, a nawet śmierci. Pojawia się jednak promyk nadziei, gdyż Jezus powstanie z martwych trzeciego dnia.

Mimo ostatecznie pozytywnego wydźwięku zapowiadanych wydarzeń, Piotr nie jest w stanie zaakceptować cierpienia, które ma spotkać Mistrza: „A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: «Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie»” (16,22). W wyobrażeniach apostoła, podzielanych przez większość ówczesnych Żydów, doświadczających ciężaru rzymskiej okupacji, Mesjasz miał być tym, który będzie zwyciężał wrogów Izraela i królował. Nie ma w nich miejsca na cierpienie.

Rekcja Jezusa na słowa Piotra jest wyjątkowo gwałtowna: „Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: «Zejdź Mi z oczu [dosł. „stań za mną”], szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku»” (16,23). Trudno o ostrzejszą naganę. Chwilę wcześniej Piotr wyznał swoją wiarę Jezusa jako Mesjasza i Syna Bożego (por. 16,13-20). Teraz zostaje przez Pana nazwany szatanem (gr. satanas, dosł. „przeciwnik”). Powodem jest to, że w swoim myśleniu posługuje się ludzką logiką, ulegając awersji do cierpienia, a nie szuka duchowego rozeznania. W scenie kuszenia to właśnie szatan proponował Jezusowi drogę do panowania nad światem, w której nie byłoby krzyża (por. 4,8-10). Jezus opisuje Piotra jako „zawadę” (gr. skandalon – „pułapka, zasadzka, kamień potknięcia”). Widać wyraźnie kontrast między tym obrazem a obrazem opoki z 4,18. Różnica polega na przeciwstawieniu łaski i natury. Gdy Piotr w 4,16 mówi to, co zostało mu objawione przez Ojca, jest solidnym kamieniem węgielnym, który trzyma się z dala od siły ciemności. Gdy jednak przemawia z punktu widzenia słabej ludzkiej natury, niewspieranej Bożą mocą, wówczas staje się kamieniem, o który potykają się inni.

Zapowiedziawszy po raz pierwszy swoją mękę i śmierć (por. 17,22-23; 20,17-19), Jezus wzywa uczniów, by podążali za Nim tą samą drogą: „Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: «Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?” (4,24-27). Pan podkreśla, że Jego uczeń ma wziąć swój krzyż i naśladować Go. Być może wiele razy słyszeliśmy już te słowa i w efekcie w naszych uszach straciły już one swoją siłę wyrazu. Ukrzyżowanie człowieka jest bowiem jedną z najbardziej barbarzyńskich metod egzekucji, którą Rzymianie doprowadzili do perfekcji. Wg Cycerona rzymscy obywatele uważali za niestosowne nawet wspominanie o niej w publicznym dyskursie. Jezus jednak zachęca nas, byśmy myśleli o życiu chrześcijańskim właśnie w tych kategoriach. Wymaga od nas, byśmy idąc za Nim, byli gotowi przyjąć wolę Boga niezależnie od tego, dokąd ona nas zaprowadzi, chce byśmy tak jak On, wypili z kielicha przygotowanego przez Ojca (por. 26,39). Temu radyklanemu wezwaniu towarzyszy obietnica, że każdy kto straci swe życie w Jego imię, ostatecznie je znajdzie.

Jako tło do przyjęcia tak radykalnej postawy Jezus ukazuje perspektywę sądu ostatecznego: „Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania” (16,27). Powracając w towarzystwie aniołów, Chrystus wyda wobec każdego wyrok co do jego życia. Jako ostateczny Sędzia całego świata określi wieczne przeznaczenie wszystkich. Podstawą do tego osądu będzie nasze postępowanie. Jak woła Psalmista: „Ty, Panie, jesteś łaskawy, bo Ty każdemu oddasz według jego czynów” (Ps 62,13; por. Rz 2,13). Analizując inne wypowiedzi Jezusa w Mateuszowej Ewangelii, możemy stwierdzić, że sąd ten będzie dotyczył: naszych słów (por. Mt 12,36-37), naszych myśli (por. 5,28-30), naszych działań (por. 7,21), naszej gotowości do wybaczenia innym (por. 6,14-15; 18,35) oraz naszego zaangażowania w dzieła miłosierdzia (por. 25,31-46).

Jakie miejsce w moim życiu wiary ma męka i śmierć Jezusa? Czy dostrzegam, że były one konieczne, by odkupiony został mój grzech i by objawiła się chwała zmartwychwstania? Czy pozwalam, by Pan Bóg wyprowadzał mnie z moich błędnych wyobrażeń? Co jest moim krzyżem? Czy zgadzam się na noszenie go każdego dnia? Czy jestem gotowy na spotkanie z Chrystusem Sędzią?

Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie

Fot. Jordan Wozniak (unsplash.com)

Czwartek, wspomnienie św. Moniki

Mt 24,42-51

42 Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. 43 A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o jakiej porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. 44 Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. 45 Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą, żeby we właściwej porze rozdał jej żywność? 46 Szczęśliwy ów sługa, którego pan, gdy wróci, zastanie przy tej czynności. 47 Zaprawdę, powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. 48 Lecz jeśli taki zły sługa powie sobie w sercu: „Mój pan się ociąga z powrotem”, 49 i zacznie bić swoje współsługi, i będzie jadł i pił z pijakami, 50 to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna. 51 Każe surowo go ukarać i wyznaczy mu miejsce z obłudnikami. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Rozważany przez nas fragment stanowi cześć tzw. mowy eschatologicznej (Mt 24,1-25,46), ostatniej z pięciu mów, za pomocą których Mateusz zachował słowa Jezusa wypowiedziane przy różnych okazjach. Jak sam nazwa wskazuje (gr. eschatos – „ostatnim ostateczny”), mowa ta stanowi zbiór wypowiedzi dotyczących wydarzeń mających nastąpić na końcu czasów. Jezus zarysowuje przed nami sceny sądu i udręki, a także ostrzega przed zwodzicielami oraz wzywa do wierności. Posługuje się przy tym językiem symbolicznym, przypominającym żydowską literaturę apokaliptyczną, oraz wielokrotnie czyni aluzje do tekstów Starego Testamentu. Ważną cześć mowy eschatologicznej stanowią trzy przypowieści, w których zostaje podkreślona potrzeba czuwania i gotowości na powtórne przyjście Syna Człowieczego: przypowieść o dwóch sługach (24,45-51), przypowieść o dziesięciu pannach (25,1-13) oraz przypowieść o talentach (25,14-30).

We fragmencie poprzedzającym dzisiejsze czytanie ewangeliczne Jezus mówi o tym, iż czas Jego powtórnego przyjścia nie będzie wcześniej znany Jego uczniom. Posługuje się przy tym aluzją do opowiadania o potopie, kiedy to oprócz Noego i jego bliskich nikt nie spodziewał się nadchodzącego kataklizmu: „Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego” (24,38-39; por. Rdz 7,11-23).

Rozwijając tę myśl, Pan mówi: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie” (Mt 24,42; por. 25,13) i podaje kolejny przykład, tym razem nawiązując do realiów życia codziennego: „Gdyby gospodarz wiedział, o jakiej porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu” (24,43). Gdyby wspomniany gospodarz zawczasu znał moment pojawienia się złodzieja, wystarczyłoby, że tuż przed próbą rabunku wystawiłby dodatkowe straże, czy nawet sam, uzbroiwszy się, czekałby, by pochwycić złodzieja. W przypadku uczniów Jezusa, oczekujących na Jego powrót na końcu czasów, gotowość na spotkanie zostaje rozciągnięta w czasie, ma stale charakteryzować ich postawę: „Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (24,44). Na czym ma polegać ta „trwająca” gotowość obrazują trzy kolejne przypowieści, z których pierwszą, o dwóch sługach (24,45-51), przytacza dzisiejsza liturgia słowa. Ukazuje ona dwie możliwe reakcje sługi, który zostaje ustanowiony nad domem pana podczas jego nieobecności.

„Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą, żeby we właściwej porze rozdał jej żywność” (24,45). Tekst grecki podpowiada nam, że „panem” z przypowieści jest Jezus – to samo określenie, kyrios, pojawia się chwilę wcześniej, właśnie w odniesieniu do Niego (por. 24,42). „Domem” jest Kościół, czyli wspólnota uczniów, która Jezus uznaje za swoją duchową rodzinę (por. 12,49-50). W 1 Liście do Tymoteusza św. Paweł napisze: „Gdybym zaś się opóźniał, piszę, byś wiedział, jak należy postępować w domu Bożym, który jest Kościołem Boga żywego, filarem i podporą prawdy” (1 Tm 3,15). W tym kontekście postać „sługi” należy odczytać jako obraz tych, którzy są odpowiedzialni za przekaz wiary i łaski zbawienia. Chodzi przede wszystkim o pasterzy przewodzących wspólnocie uczniów, którzy „rozdzielają żywność”, czyli głoszą Słowo i udzielają sakramentów. W dalszej kolejności Jezus ma na myśli wszystkich, którzy we właściwy sobie sposób są odpowiedzialni za wiarę powierzonych im osób (rodzice, starsze rodzeństwo, nauczyciele, liderzy kościelnych wspólnot itd.).

„Szczęśliwy ów sługa, którego pan, gdy wróci, zastanie przy tej czynności. Zaprawdę, powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem” (24,46-47). Dzień powrotu Pana jest nieznany dla sługi dzierżącego władzę w Jego zastępstwie. Jeśli jednak będzie on wierny swoim obowiązkom i przy ich wykonywaniu zostanie zastany przez Powracającego, przysługiwać mu będzie miano „szczęśliwego” (gr. makarios – „szczęśliwy, błogosławiony”). Warto zauważyć, że gotowość na spotkanie z Panem nie zostaje opisana jako bezczynne wypatrywanie Jego powrotu, lecz właśnie jako wykonywanie zleconych „czynności”. W tekście oryginalnym pojawia się tutaj imiesłów czasu teraźniejszego, dosł. „znajdzie go czyniącego”, co podkreśla konieczność stałego zaangażowania sługi. Wypełnianie obowiązków zostanie nagrodzone jeszcze większymi obowiązkami – wierny sługa zostanie postawiony nad całym majątkiem Pana, co oznacza, że zmieni się jego status.

Lecz jeśli taki zły sługa powie sobie w sercu: „Mój pan się ociąga z powrotem”, i zacznie bić swoje współsługi, i będzie jadł i pił z pijakami, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna” (24,48-50). W dalszej części przypowieści Jezus ukazuje sytuację „złego sługi”. Jego pierwszym błędem jest nieuzasadniona pewność, że Pan się ociąga, podczas gdy w rzeczywistości dzień i godzina Jego powrotu są po prostu nieznane. Ponadto ów zły sługa postępuje niegodziwie, wykorzystuje nieobecność Pana, by odłożyć na bok swe obowiązki oraz podjąć się okrutnych i rozpustnych zajęć: nadużywa swej władzy, dręcząc podlegające sobie współsługi, a także dogadza sobie jedzeniem i piciem w towarzystwie pijaków (por. 1 Tm 3,1-5).

„to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna. Każe surowo go ukarać i wyznaczy mu miejsce z obłudnikami. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (24,50-51). Gdy w końcu nadejdzie dzień, którego nikt się nie spodziewa i gdy powracający Pan odkryje, że Jego zaufanie zostało nadużyte, a Jego sługi wykorzystane, złego sługę czeka surowa kara. W tekście greckim pojawia się tutaj wyrażenie, które dosłownie można przetłumaczyć „przetnie go na pół”. Surowość kary odpowiadać będzie wadze powierzonej misji. Złemu słudze zostanie wyznaczone miejsce wśród obłudników a, którzy spędzą wieczność w potępieniu, płacząc wśród katuszy i zgrzytając zębami.

Czy moją wiarę charakteryzuje czujność i gotowość na spotkanie z powracającym Chrystusem? W jakim wymiarze realizuję moją odpowiedzialność za przekaz wiary? Czy odrzucam pokusę posłużenia się przysługującym mi autorytetem dla osiągnięcia własnych celów?