To jest chleb, który z nieba zstąpił

Msza Święta (fot. Mateus Campos Felipe, unsplash.com)

11 czerwca, Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

J 6,51-58

51 «Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, wydane za życie świata». 52 Sprzeczali się więc między sobą Żydzi, mówiąc: «Jak on może nam dać swoje ciało do jedzenia?» 53 Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. 54 Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. 55 Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. 56 Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. 57 Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. 58 To jest chleb, który z nieba zstąpił — nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki».

Cud rozmnożenia chleba, jakiego dokonał Jezus nad Jeziorem Galilejskim (por. 6,1-15), wywołał wielkie poruszenie pośród Żydów. Chcieli obwołać Go królem, gdyż jak mówili: „Ten prawdziwie jest prorokiem, który ma przyjść na świat” (6,14). Nie taki jednak był cel Jego misji, dlatego gdy tylko poznał zamiar ludu, „sam usunął się znów na górę” (6,15). Dopiero w nocy, krocząc po wodach jeziora dołączył do swoich uczniów, którzy przeprawiali się do Kafarnaum (por. 6,16-21). Żydzi jednak nie rezygnowali i następnego dnia zaczęli usilnie Go poszukiwać, aż wreszcie dotarli do Kafarnaum (por. 6,22-24).

Gdy już Go odnaleźli w miejscowej synagodze (por. 6,59), zdumieni zadali Mu pytanie: „Rabbi, kiedy tu przybyłeś?” (6,25). Jezus wykorzystuje ten moment na ukazania wewnętrznej motywacji Żydów i ukazanie im prawdziwych Bożych zamiarów wobec Jego Osoby: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec” (6,26-27). Żydzi chcieli po raz kolejny zaspokoić swój cielesny głód, Jezus natomiast przyszedł na świat, by dać człowiekowi pokarm życia wiecznego. W ten sposób rozpoczyna się tzw. mowa eucharystyczna (6,26-58), w której Pan, nawiązując do cudu manny na pustyni, ukazuje siebie samego jako prawdziwy chleb z nieba.

Dzisiejsza liturgia przytacza końcowy fragment owej mowy, w którym Pan mówi wprost o konieczności karmienia się Jego ciałem: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, wydane za życie świata” (6,51). Słowa te mogły przerażać. Każdy wierzący Żyd wiedział doskonale, że Tora wprost zakazywała spożywania krwi lub mięsa zwierząt, z których krew nie została upuszczona (por. Kpł 17,14; 19,26; Pwt 12,23). Tym bardziej spożywanie ludzkiego ciała było nie do pomyślenia. Dlatego Żydzi w bardzo emocjonalny sposób reagują na wypowiedź Jezusa: „Sprzeczali się więc między sobą [dosł. „walczyli między sobą] Żydzi, mówiąc: «Jak on może nam dać swoje ciało do jedzenia?»” (J 6,52).

Tymczasem kolejne słowa Jezusa są jeszcze bardziej uderzające: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6,53). Patrząc z perspektywy Wieczernika i Golgoty, można dostrzec tutaj wyraźne nawiązanie do Eucharystii. Ewangelie synoptyczne w opisie ostatniej wieczerzy zachowują słowa Jezusa ustanawiające sakrament ołtarza: „A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im, mówiąc: «Bierzcie, to jest Ciało moje». Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: «To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana” (Mk 14,22-24; por. Mt 26,26-28; Łk 22,19-20; 1 Kor 11,23-26). Odwieczny Boży Logos, przyjmując ludzką naturę w Jezusie z Nazaretu, przeszedł na świat nie po to, by ustanowić jakiś rodzaj ziemskiego panowania, lecz by dać ludziom życie wieczne. Dokonał tego, składając na krzyżu ofiarę ze swojego życia, czyli wydając na śmierć swoje ciało i krew. To samo ciało i ta sama krew, uwielbione poprzez zmartwychwstanie, dane są uczniom w Eucharystii: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem” (6,54-55).

W kolejnej wypowiedzi Jezus wyjaśnia, na czym polega dar życia wiecznego, przekazywany karmiącym się Jego ciałem i pijącym Jego krew: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (6,56). W Janowej Ewangelii grecki czasownik meno („trwać”) opisuje zamieszkiwanie Ojca w Synu i Syna w Ojcu, wieczną komunię, do uczestnictwa w której Jezus zaprasza swoich uczniów: „Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać” (15,4). Zatem spożywając ciało i krew Chrystusa pozwalamy, by On sam w nas zamieszkał, a poprzez to wprowadził nas w misterium życia Trójcy Świętej. Wcześniej Jezus mówił o boskim życiu jako o wiecznym darze otrzymanym od Ojca (por. 5,26) oraz że jako chleb życia zstąpił z nieba, by dać życie światu (por. 6,33). Jego boskie życie jest udzielane tym, którzy z wiarą przyjmują Go jako objawioną Bożą Mądrość, a przede wszystkim spożywają Jego eucharystyczne ciało i krew: „Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie” (6,57). Istotą tej wzajemności między Ojcem, Synem i uczniami jest misterium miłości, jak powie Jezus w wieczerniku do Ojca: „Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich»” (17,26).

Czy wierzę w rzeczywistą obecność Jezusa w sakramencie Eucharystii? Czy przyjmując komunię świętą, wzbudzam w sobie pragnienie uczestnictwa w miłości Ojca i Syna?

Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków

Tekst Biblii Hebrajskiej (fot. cottonbro, pexels.com)

Środa, 10 czerwca

Mt 5,17-19

17 Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. 18 Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. 19 Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim.

W kolejnym fragmencie Kazania na Górze (Mt 5-7), Jezus ukazuje swój stosunek do Prawa i Proroków, czyli do ogółu świętych Pism Izraela (por. 7,12; 22,40). Kwestia ta jest szczególnie ważna w kontekście polemiki, jaką od samego początku swej publicznej działalności, musi On prowadzić z przedstawicielami ówczesnych elit żydowskich. Podobna polemika, chwilami nie mniej ostra, będzie prowadzona przez pierwotny Kościół, zwłaszcza po zburzeniu świątyni jerozolimskiej w roku 70, kiedy to rodzić się będzie nowa forma religii żydowskiej, judaizm rabiniczny.

Wbrew opinii przeciwników Jezusa, Jego celem nie jest zniesienie Prawa lub Proroków, lecz urzeczywistnienie wszystkiego, co zapowiadał Stary Testament: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić” (5,17). W Ewangelii Mateusza czasownik „wypełniać” (gr. pleroo) rzadko oznacza „wykonywać”. Najczęściej pojawia się we fragmentach, w których podkreślone zostaje, że w Chrystusie dokonało się zrealizowanie starotestamentowych oczekiwań. Odpowiadając uczniom Jana Chrzciciela, którzy w jego imieniu pytali, czy jest On zapowiadanym Mesjaszem, Jezus mówi: „Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię” (11,4-5). Tym samym Jezus podkreśla, że w Jego działalności realizują się prorockie zapowiedzi (por. Iz 35,5n; 61,1). Natomiast chwilę później, dając wobec zgromadzonych tłumów świadectwo o Janie Chrzcicielu, Pan rozciąga charakter proroctwa także na Prawo: „Wszyscy bowiem Prorocy i Prawo prorokowali aż do Jana” (11,13). Jezus urzeczywistnia Prawo i Proroków całym swoim ziemskim życiem. Kulminacja tego urzeczywistniania ma miejsce w wydarzeniach paschalnych, w Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu. W tym miejscu warto także wspomnieć o licznych cytatach ze ST, na które powołuje się Mateusz, opisując kolejne wydarzenia z życia Jezusa (np. 1,22; 4,15-16; 8,17; 12,18-21; 21,5; 27,9-10).

W Ewangelii Mateusza aż trzydzieści jeden razy Jezus używa uroczystej formuły „zaprawdę bowiem, powiadam wam” (dosł. „Amen, bowiem powiadam wam”, 5,18), by podkreślić jakiś element swojego nauczania. Tutaj używa jej, by uwypuklić trwały charakter Prawa. Jezus nie postrzega siebie samego ani swojego nauczania w opozycji do biblijnego judaizmu. Wręcz przeciwnie, pragnie wpisać się w religijne dziedzictwo Izraela jako doskonały komentator Prawa. W swojej wykładni wykracza poza tradycyjne rozumienie poszczególnych przykazań, a przede wszystkim wskazuje na ich ostateczny cel. Przykładem jest sekcja tzw. antytez (5,21-48), w której, odnosząc się do konkretnych przykazań, Jezus pokazuje, że wierność Prawu: niekiedy wymaga interioryzacji jego nakazów, bez umniejszania ich dosłownego znaczenia (5,21-30), czasami wymusza przestrzegania wyższych standardów, niż to jest wyrażone w Prawie (5,31-37), niekiedy wreszcie prowadzi do odstąpienia od przywilejów, jakie się ma według Prawa (5,38-42), by naśladować miłosierdzie Ojca (5,43-48).

Jezus zatem nie znosi Prawa. Jednakże wraz z ukazaniem jego głębszego sensu, nadaje mu nową rolę. W tym sensie każda jota (najmniejsza litera greckiego alfabetu) i każda kreska (gr. keraia, termin kaligraficzny oznaczający cześć zapisywanej litery) mają być zachowane, „dopóki niebo i ziemia nie przeminą (…) aż się wszystko spełni” (5,18). Prawo zachowuje status słowa objawionego przez Boga. W dalszym ciągu jest zobowiązujące: „kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim” (5,19). Nowość polega na tym, że uczniowie mają zachowywać Prawo, uwzględniając interpretację przekazaną przez Mistrza.

Czy czytam Stary Testament, posługując się kluczem, jakim jest nauczanie i osoba Jezusa?

Niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi

Osad solny nad brzegiem Morza Martwego (fot. R.P.)

Wtorek, 9 czerwca

Mt 5,13-16

13 Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. 14 Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. 15 Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. 16 Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.

Jezus posługuje się dwoma metaforami – soli i światła, by ukazać status i rolę Jego uczniów: „Wy jesteście solą ziemi…” (Mt 5,13), „Wy jesteście światłem świata” (5,14). Zaimek „wy” użyty w obu wypowiedziach, podkreśla kontrast między uczniami a członkami żydowskiej synagogi. Sól w starożytności należała do najważniejszych substancji życia codziennego (por. Syr 39,26). Używano jej w celu przyprawiania potraw, konserwowania mięsa zwierząt i ryb oraz oczyszczania (por. 2 Krl 2,19-22). Ponadto posługiwano się nią, zawierając przymierza (por. Lb 18,29; 2 Krn 13,5) i sprawując czynności liturgiczne (por. Wj 30,35; Kpł 2,13; Ez 43,24; Ezd 6,9). Spożywanie z kimś soli, czyli zasiadanie do jednego stołu, wyrażało więzy przyjaźni i lojalności (Ezd 4,14; Dz 1,4). Sól była niezbędna w rolnictwie, z drugiej strony za pomocą siarki, soli i spalenizy opisywano pustkowia nie nadające się do zamieszkania (por. Pwt 29,22). Rozrzucenie soli nad podbitym miastem symbolicznie podkreślało jego zniszczenie (por. Sdz 9,45).

Mówiąc do uczniów „wy jesteście solą ziemi”, Jezus może nawiązywać do każdego z powyższych zastosowań. Uczniowie zachowują, oczyszczają i sądzą świat, objawiając swoim życiem smak Bożej miłości. Jezus jednak przestrzega: „Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi” (Mt 5,13). Czy sól może utracić swój smak? W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie, z pomocą przychodzą nam informacje dotyczące sposobów uzyskiwania tej substancji w starożytnej Palestynie. Pozyskiwano ją przede wszystkich w okolicach Morza Martwego, zarówno na drodze odparowywania zaczerpniętej z niego wody, jak i zbierania osadu, który powstawał w procesie inkrustacji na jego obrzeżach. Otrzymana w ten sposób „sól” w rzeczywistości była konglomeratem różnych substancji, których skład niekiedy był do tego stopnia zakłócony, że właściwej soli było w niej niewiele. Mogło zatem się zdarzyć, że ktoś kupił na targu coś, co wyglądało jak sól, w rzeczywistości jednak było bezużyteczną mieszanką różnych minerałów. To wyjaśnienie ma oczywiście swoją słabą stronę, zanieczyszczony produkt od samego początku nie był czystą solą, nie mógł zatem dopiero w którymś momencie stracić swojego smaku. Innym kontekstem dla wypowiedzi Jezusa może być zwyczaj dodawania kamiennych bloków do pieców, w celu regulowania procesów spalania. Tego rodzaju bloki z czasem traciły swoje katalityczne właściwości i wtedy pozbywano się ich. To wyjaśnienie też nie jest doskonałe, Jezus przecież mówi wprost o smaku soli, a nie o jej innych właściwościach. Bardzo prawdopodobne jest zatem, że postawione przez Niego pytanie jest retoryczne: czysta sól nie może utracić swojego smaku. Jeden z rabinów, Joshua ben Hananiah, żyjący pod koniec I w., zapytany, w jaki sposób sprawić, by sól, która utraciła swój smak, na nowo go odzyskała, odpowiedział, że jest to tak samo możliwe, jak zrodzenie potomstwa przez muła (b. Bekh. 8b). Jak muł, będąc bezpłodnym, nie może mieć młodych, tak i sól nie może utracić smaku. W kontekście wcześniejszej zachęty, by radować się pośród prześladowań (5,11-12), Jezus przestrzega uczniów, by nie stracili swego pierwotnego zapału i tożsamości w obliczu czekających ich trudnych doświadczeń.

Uczniowie Jezusa są także „światłością świata” i przypominają miasto położone na górze, które nie może się ukryć. W tradycji żydowskiej światłem świata jest Izrael: „Ja, Pan, powołałem cię słusznie, ująłem cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów (Iz 42,6), „Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi” (49,6). W Czwartej Ewangelii sam Jezus mówi o sobie: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8,12; por. 9,5). Ta szczególna rola Syna Bożego przechodzi na Jego uczniów. Metafora światła ma także wyraźne polityczne odniesienie. Cyceron opisywał Rzym jako „światłość całego świata”. Jezus natomiast podkreśla, że to program życia zarysowany wcześniej w Błogosławieństwach (5,3-12) jest prawdziwą światłością, a nie imperialny porządek.

Obydwie użyte przez Jezusa metafory mówią o wyjątkowej naturze świadectwa uczniów: będąc solą i światłem wpływają oni na cały świat. Jednocześnie nie zwracać zbytnie uwagi na siebie. Sól spełnia najlepiej swoją rolę, gdy nie narzuca swego słonego smaku przyprawionym potrawom. Lampa zaś ma oświetlać pomieszczenia, a nie oślepiać. Podobnie głównym zadaniem uczniów jest wskazywanie na Boga: „Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (5,16).

Czy jestem solą i światłem dla otaczających mnie ludzi? Jak wygląda moje chrześcijańskie świadectwo w obliczu niezrozumienia, czy nawet prześladowania? Czy poprzez dobre uczynki uwielbiam Ojca?

Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu

Trójca Święta, Kiko Arguello

Niedziala, 7 czerwca, Uroczystość Trójcy Świętej

J 3,16-18

16 Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. 17 Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. 18 Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

Rozważamy dzisiaj fragment rozmowy Jezusa z faryzeuszem Nikodemem, który przyszedł do Niego pod osłoną nocy (J 3,1-36). Po ukazaniu swojej nauki o życiu wiecznym, które w Nim staje się dostępne i dla którego wierni rodzą się na nowo dzięki działaniu Ducha Świętego, Pan przechodzi do serca Dobrej Nowiny o zbawieniu: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (3,16). Z miłości do świata Ojciec poświęca to, co jest dla niego najcenniejsze, życie swojego jedynego Syna.

Świat jest ogarnięty przez ciemność grzechu, Ojciec jednak nie chce, aby ktokolwiek trwał w niej na wieki. Jak pisze Piotr Apostoł: „On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich chce doprowadzić do nawrócenia” (2 P 3,9). Dlatego Ojciec posyła swojego Syna, „by świat został przez Niego zbawiony” (J 3,17).Darem zbawienia, który Ojciec daje nam w Jezusie, jest życie wieczne, czyli uczestnictwo w życiu Trójcy Świętej. Przyjęcie tego daru odbywa się poprzez wiarę w Syna. Wiara polega na poddaniu się mocy Ducha Świętego, który najpierw podprowadza człowieka do przyjęcia tego, co Bóg objawił, a następnie do oddania w Jego ręce całego swego życia. Jak powie Jezus w innym miejscu Janowej Ewangelii, wiara polega na współpracy z dziełem Boga w nas „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał” (6,44). Inicjatywa zatem jest po stronie Boga. To On jako pierwszy dotyka swą miłością ludzkiego serca.

Od reakcji na doświadczenie Bożej miłości w Jezusie zależy los człowieka: „Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego” (3,18). Przed każdym z nas stoją zatem dwie możliwości. Pierwszą z nich jest przyjęcie Bożego objawienia i uwierzenie „w imię Jednorodzonego Syna Bożego”, czyli przylgnięcie do Niego całym sobą. Druga możliwość to odrzucenie Bożej propozycji, a w konsekwencji ciemność grzechu i wieczne potępienie.

Co jest moją aktualną duchową ciemnością? Czy mam świadomość, że Ojciec nie chce mnie potępić za mój grzech, lecz z niego uwolnić? Czy pozwalam, by Duch Święty porządkował moje wnętrze? Czy poprzez modlitwę, rozważania Słowa Bożego i uczestnictwo w sakramentach próbuje przylgnąć całym sobą do Jezusa?

A liczny tłum chętnie Go słuchał

Księga Psalmów (fot. Aaron Burden, unsplash.com)

Piątek, 5 czerwca

Mk 12,35-37

35 Nauczając w świątyni, Jezus zapytał: «Jak mogą twierdzić uczeni w Piśmie, że Mesjasz jest synem Dawida? 36 Wszak sam Dawid mówi mocą Ducha Świętego: Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej, aż położę Twoich nieprzyjaciół pod stopy Twoje. 37 Sam Dawid nazywa Go Panem, jakże więc jest tylko jego synem?» A liczny tłum chętnie Go słuchał.

Do tej chwili Jezus w Ewangelii Marka był przepytywany i prowokowany przez różne osoby (por. Mk 11,27-12,34). Teraz, gdy przeciwnikom zabrakło pytań lub odwagi (por. 12,34), On sam przejmuje inicjatywę. Na początek stawia prowokujące pytanie: „Jak mogą twierdzić uczeni w Piśmie, że Mesjasz jest synem Dawida?” (12,35). Podobnie jak w przypadku reakcji na pytanie zadane przez bogatego młodzieńca („Czemu nazywasz Mnie dobrym?”; 10,18) słowa te powinny być potraktowane, nie jako rodzaj zaprzeczenia, lecz jako pytanie otwierające dyskusję. Można je przetłumaczyć bardziej dosłownie: Dlaczego twierdzą uczeni w Piśmie, że Mesjasz jest synem Dawida? Jezus nie zaprzecza, że Mesjasz jest synem króla Dawida. Podobnie jak nie oponował, gdy w trakcie mesjańskiej podróży do Jerozolimy, niewidomy Bartymeusz wołał do Niego pod Jerychem, używając tego samego tytułu: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! (…) Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (10,47-48). Jezusowe pytanie ma sprowokować słuchaczy do refleksji nad tym, co Pisma mówią na temat Mesjasza, obiecanego potomka Dawidowego.

Nawiązując do Psalmu 110, Jezus przedstawia pozorny dylemat. W pierwszym rzędzie jednak uwpuklą autorytet psalmu, wprowadzając cytat za pomocą słów: „wszak sam Dawid mówi mocą Ducha Świętego” (dosł. „w Duchu Świętym”; 12,36). Wniosek jest taki, że sam psalm, jak i wszystkie Pisma, można przypisać trzeciej Osobie Trójcy Świętej, od której czerpią one boski autorytet (por. 2 Sm 23,2; Dz 1,16). Słowa Jezusa potwierdzają zatem doktrynę o biblijnym natchnieniu. Paweł napisze później w do Tymoteusza: „Wszelkie Pismo jest przez Boga natchnione i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do wychowania w sprawiedliwości” (2 Tm 3,16; por. 2 P 1,20-21).

Psalm 110 w swoim oryginalnym kontekście był utworem śpiewanym podczas ceremonii koronacyjnych królów Judy (tzw. psalm intronizacyjny). Jego treść wyraża obietnicę panowania i zwycięstwa nad wrogami. Psalmista posługuje się w nim wyrażeniem „Pan mój” (hebr. Adoni), czyli honorowym tytułem, za pomocą którego zwracano się do władców żydowskich (por. 1 Sm 26,19; 1 Krl 1,37). Jezus cytuje pierwsze słowa tego psalmu: „Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej, aż położę Twoich nieprzyjaciół pod stopy Twoje” (Mk 12,36; por. Ps 1,1). W tekście hebrajskim pojawia się tutaj tzw. tetragram, czyli cztery spółgłoski YHWH, za pomocą których Żydzi zapisywali imię Boga. Zatem to sam Bóg mówi do króla („mojego Pana”), by siadł po Jego prawicy, czyli na najbardziej honorowym miejscu (por. Mk 10,37), dopóki jego wrogowie nie będą całkowicie pokonani. Odkąd monarchia izraelska przestała istnieć, słowa Ps 110 postrzegano jako masjańskie proroctwo, zapowiadające potomka Dawida, który na nowo ustanowi królestwo i przywróci suwerenność Izraela.

Jezus zatem pyta: „Sam Dawid nazywa Go Panem, jakże więc jest tylko jego synem?” (12,37; tradycja żydowska i wczesnochrześcijańska przypisuje autorstwo Księgi Psalmów właśnie Dawidowi). W starożytnych realiach było nie do pomyślenia, by ojciec tak zwracał się do swojego syna. Pytanie Jezusa ma sprowokować słuchaczy: co wynika z faktu, że Dawid czci Mesjasza jako kogoś większego od siebie? Co Psalm 110 objawia o majestacie Mesjasza? Czy jest On jedynie ziemskim monarchą, wywodzącym się z linii Dawida, czy może kimś znacznie większym? Czy możliwe jest, że jest On „Panem” w tym samym sensie, co YHWH? W innych miejscach Ewangelie sugerują, że Jezus jest większy od Salomona (por. Mt 12,42), od Jakub (por. J 4,12), a nawet Abrahama (por. J 8,53). Tutaj Jezus podkreśla, że jest większy od Dawida.

Narrator kończy dzisiejszą perykopę stwierdzeniem: „A liczny tłum chętnie Go słuchał” (Mk 12,37). Żydzi słuchali Jezusa, ponieważ odkrywał On przed nimi prawdziwy sens Pism. Dla pierwotnego Kościoła Psalm 110 był jednym z najważniejszych starotestamentalnych proroctw o Chrystusie. Jego najgłębsze znaczenie wypełniło się podczas zmartwychwstania, gdy Syn Boży odniósł zwycięstwo nad swymi wrogami – grzechem, szatanem i śmiercią, a następnie wstąpiwszy do nieba, zasiadł po prawicy Ojca: „Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga” (Mk 16,19; por. 14,62; Dz 2,34-35; Rz 8,34; 1 Kor 15,25; Ef 1,20; Kol 3,1; Hbr 1,3.13; 8,1; 10,12).

Czy wierzę, że Jezus jest Synem Bożym? Jak wiara ta przekłada się na moje codzienne wybory i postawy? Czy wierzę, że Pismo Święte jest słowem natchnionym, za pomocą którego Bóg chce ze mną rozmawiać?