1 Wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. 2 Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u niego? I co to za mądrość, która mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez jego ręce! 3 Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także jego siostry?» I powątpiewali o Nim. 4 A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». 5 I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. 6 Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.
Przygotowanie
Jezus wraz z uczniami przychodzi do Nazaretu. Nie jest to jednak wizyta, którą można by zaliczyć do tych bardziej udanych. Mieszkańcy Jego rodzinnej miejscowości okazują podejrzliwość i niedowierzanie. Patrząc na znanego sobie Cieślę, nie potrafią dostrzec w Nim Bożego Pomazańca. Duchu Święty, oczyść moje serce ze zbędnych założeń i otwórz je na światło dzisiejszego Słowa.
Punkty do medytacji
Wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie (w. 1) Jezus opuszcza Kafarnaum, gdzie objawił swoją boską moc nad chorobą i śmiercią (por. Mk 5,21-43). Przychodzi do „swego rodzinnego miasta” (gr. eis ten patrida autu; dosł. „do swej ojczyzny”). Wizyta ta nie będzie miała nic z sentymentalności, jaka zazwyczaj towarzyszy odwiedzinom rodzinnych stron. Jezus przychodzi do miejsca swego wychowania z oficjalną misją. Ewangelista podkreśla, że są z Nim „Jego uczniowie” (gr. hoi mathetai autu). Tym razem nie będą oni jednak świadkami triumfu Dobrej Nowiny, lecz odrzucenia z jakim Pan się spotka ze strony swoich ziomków. Jako uczeń Jezusa jestem zaproszony, by poznać i przyjąć całą Ewangelię. Fragmenty, w których mowa jest o niewierze spotykanych przez Niego ludzi, również stanowią ważną lekcję, z której mogę wyciągnąć wskazówki na moje życie. Czy przyjmuję Ewangelię taką, jaka jest, bez selekcji i koncentrowania się jedynie na ulubionych fragmentach?
Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u niego? I co to za mądrość, która mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez jego ręce! (w. 2) Zgodnie ze swoim zwyczajem (por. Mk 1,21; 3,1) Jezus przychodzi w „szabat” (gr. to sabbaton) do miejscowej synagogi, by „nauczać” (gr. didasko). Słysząc Jego słowa, mieszkańcy Nazaretu wydają się reagować podobnie do wcześniejszych audytoriów (por. Mk 1,22). W rzeczywistości jednak przeżywają głęboki wstrząs, gdyż to, co widzą i słyszą, rażąco kontrastuje z ich wiedzą o prostym pochodzeniu Jezusa. Zadawane przez nich pytania kryją w sobie rosnące niedowierzanie. Przecież „mądrość” (gr. he sofia) i „cuda” (gr. he dynamis) są atrybutami samego Boga (por. Jr 10,12; 51,15; Dn 2,20)! Postawę mieszkańców Nazaretu od samego początku charakteryzuje podejrzliwość. Na podstawie dotychczasowej znajomości Jezusa oraz docierających do nich informacji o Jego publicznej działalności, wyrobili sobie zdanie, które już na starcie całkowicie zamknęło ich na Niego. Czy jestem świadomy, że obraz Boga, jaki noszę w moim sercu, pomaga lub utrudnia w przyjęciu zbawienia? Na czym opieram ten obraz, na Ewangelii i nauce Kościoła, czy raczej na moich indywidualnych wyobrażeniach i pragnieniach?
Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także jego siostry?» I powątpiewali o Nim (w. 3) Seria podejrzliwych pytań nie kończy się. Nazywając Jezusa „cieślą” (gr. ho tekton), mieszkańcy Nazaretu redukują Go do roli prostego rzemieślnika i odmawiają prawa do prorockiego autorytetu. Wyliczając imiona Jego krewnych, chcą udowodnić, że Jego pochodzenie jest banalne i pozbawione jakiejkolwiek tajemnicy. Określenie „syn Maryi” (gr. ho hyios tes Marias), zamiast zwyczajowego przywołania imienia ojca, może sugerować, że Józef już nie żył. Ale może również stanowić złośliwą aluzję do niejasnych okoliczności narodzin Jezusa. Jak czytamy w tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia, obecni w nazareńskiej „powątpiewali o Nim” (gr. skandalidzonto en auto). Obecny w tekście greckim czasownik skandalidzo (dosł. „potknąć się o przeszkodę”) ma w sobie silny ładunek emocjonalny. Nie chodzi zatem jedynie o zwykłe powątpiewanie, ale wręcz gorszenie się osobą i zachowaniem Jezusa. Owe zgorszenie wynika z nieumiejętności zaakceptowania faktu, że mądrość Boża może objawić się przez kogoś, kogo zna się od dziecka. Mieszkańcy Nazaretu są typowym przykładem obrazującym wcześniejsze słowa Pana o tych, którzy patrzą, ale nie widzą, słuchają, ale nie rozumieją (por. Mk 4,12). Zwyczajność Jezusa, „chłopaka z sąsiedztwa”, dla Nazarejczyków stanowiła przeszkodę nie do pokonania. Nie potrafili przyjąć do wiadomości, że Bóg może działać przez Kogoś tak bliskiego i znanego. A jak jest ze mną? Czy potrafię dostrzec obecność Chrystusa w otaczających mnie ludziach? Czy zgadzam się na to, by także powszedniość mojego życia była miejscem objawiania się Boga?
A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony» (w. 4) Postawa mieszkańców Nazaretu nie mogła nie spotkać się z reakcją ze strony Jezusa. Przytacza On przysłowie, które funkcjonowało wtedy w powszechnym obiegu (por. Łk 4,24; J 4,44). Mówi o „proroku” (gr. ho profetes) lekceważonym „w swojej ojczyźnie” (gr. en te patridi autu), „wśród swoich krewnych” (gr. en tois syngeneusin) i „w swoim domu” (gr. en te oikia autu). Nazywając siebie prorokiem, Jezus łączy swój los z losem długiej linii starotestamentalnych proroków, odrzucanych i prześladowanych ze względu na treść głoszonego orędzia. Natomiast wymieniając kolejne „kręgi odrzucenia”, podkreśla, że w życiu głoszącego nawet najbliższe relacje mogą być zagrożone. Bliskość fizyczna nie zawsze idzie w parze z bliskością serca czy ze zrozumieniem misji. Popatrzę na moje najbliższe relacje. Czy jest w nich miejsce na wspólne kroczenie drogą wiary? Czy potrafimy wzjamnie ubogacać się doświadczeniem Chrystusa?
I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich (w. 5) Stwierdzenie ewangelisty, że Jezus „nie mógł tam zdziałać żadnego cudu” (gr. uk edynato ekei poiesai udemian dynamin), nie wskazuje na Jego bezsilność, lecz na relacyjny charakter łaski, która wymaga wiary jako przestrzeni do działania. Bóg tak dalece szanuje wolną wolę człowieka, że pozwala, by ludzki opór powstrzymywał Jego nadzwyczajne interwencje. Mimo ogólnej atmosfery sceptycyzmu, działalność cudotwórcza Jezusa nie zostaje całkowicie wygaszona (por. Iz 53,3-5). Udaje Mu się uzdrowić garstkę chorych, po raz kolejny przez dotyk (por. 1,31.41; 5,23.28). Bóg szanuje moją wolność… Zatrzymam się na chwilę przy tej prawdzie. Spróbuję dostrzec, czy nie ma we mnie schematu myślowego, według którego wiara jest zagrożeniem dla wolności.
Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał (w. 6) Kończąc relację z Nazaretu, Marek wspomina o tym, że Jezus „dziwił się” (gr. ethamuadzen) niedowiarstwu (gr. he apistia) jego mieszkańców. Szczegół ten jest osobliwy, gdyż Ewangelie zazwyczaj pokazują zdumienie Pana wobec wielkiej wiary, a nie jej braku (por. Mt 8,10; 15,28). Reakcja ta nie prowadzi jednak do gniewu, lecz staje się impulsem do zmiany strategii działania. Jezus „nie traci czasu” na siłowe przekonywanie zamkniętych serc w Nazarecie, lecz wyrusza w drogę, by nauczać w okolicznych wioskach. Na poziomie symbolicznym, przejście od prób czynienia cudów do głoszenia sugeruje, że tam, gdzie brakuje fundamentu, jakim jest otwartość i zaufanie, nauczanie musi najpierw przygotować grunt pod przyszłe owoce. Im więcej we mnie zagubienia i buntu wobec Boga, tym bardziej potrzebuję Słowa, które niczym kropla drążąca skałę, potrafi stopniowo przebić się przez skorupę mojego serca. Wzbudzę w sobie dziękczynienie za każdą modlitwę Słowem, za każdą spotkanie Słowa z moim „ja”.
Modlitwa w ciągu dnia
„Panie Jezu, mów do mnie, rozbrajaj we mnie wszelkie pułapki czyhające na łaskę zbawienia”.
35 Owego dnia, gdy zapadł wieczór, rzekł do nich: «Przeprawmy się na drugą stronę». 36 Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. 37 A nagle zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała [wodą]. 38 On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?» 39 On, powstawszy, zgromił wicher i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!» Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. 40 Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże brak wam wiary!» 41 Oni zlękli się bardzo i mówili między sobą: «Kim On jest właściwie, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?»
Przygotowanie
W dzisiejszym fragmencie Ewangelii Marka dużo się dzieje. Jezus wraz z uczniami opuszcza okolice Kafarnaum i przeprawia się na drugą stronę Jeziora Galilejskiego. To co na początku mogło się wydawać zwykłą podróżą, w rzeczywistości stanie się próbą wiary uczniów. Zostaną oni także zmuszeni do zrewidowania swojego rozumienia tożsamości Nauczyciela, który na ich oczach objawi boska moc nad żywiołami natury. Duchu Święty, przyjdź i wypełnij moje serce, uzdolnij mnie do wejścia w tajemnicę Słowa.
Punkty do medytacji
Owego dnia, gdy zapadł wieczór, rzekł do nich: «Przeprawmy się na drugą stronę». Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim (ww. 35-36) Ewangelista Marek precyzyjnie osadza opisywane wydarzenie w czasie, wskazując na „wieczór” (gr. he opsia) tego samego dnia, w którym Jezus nauczał w przypowieściach. Od strony symbolicznej zapadający zmrok symbolizuje wejście w strefę niepewności i zagrożenia, co jest zapowiedzią nadchodzącej próby wiary uczniów. Decyzja o przeprawie na „drugą stronę” (gr. eis to peran), czyli na wschodnie obrzeża Jeziora Galilejskiego, oznacza opuszczenie terenu stricte żydowskiego i otwarcie Jezusowej działalności na teren pogański (por. Mk 5,1; 6,45; 7,31; 8,13). Wyrażenie „przeprawmy się” (gr. dielthomen) sugeruje także głęboką wspólnotę losu Mistrza i uczniów. Wypłyniecie na głębię jest koniecznym etapem formacji, dzięki któremu towarzysze Jezusa będą mogli nauczyć się podążać za Nim nie tylko w świetle dnia. Sformułowanie, że zabrali Go „tak jak był” (gr. hos en en), wskazuje na brak przygotowań, pośpiech oraz zmęczenie Jezusa po całym dniu pracy. Ten ostatni szczegół objawia prawdę o Wcieleniu: Syn Boży w swojej ludzkiej naturze podlegał fizycznemu wyczerpaniu i ograniczeniom tak jak każdy człowiek. Łaska wiary, którą otrzymałem na chrzcie świętym, wymaga ciągłej weryfikacji i stawiania kolejnych kroków. Przyjemnie byłoby zatrzymać się w którymś momencie, by delektować się spokojem i w miarę ułożonym życiem. Tymczasem kroczenie za Jezusem oznacza wchodzenie w coraz to nowe przestrzenie, podejmowanie kolejnych wyzwań. Pośród nich okazuje się, czy i jak wierzę. W jaki sposób dbam o moją wiarę? Co zdecydowanie odrzucam pokusę „kanapowego” chrześcijaństwa i daję się prowadzić Panu?
A nagle zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała [wodą] (w. 37) Pojawienie się „gwałtownego wichru” (gr. lailaps megale anemu; dosł. „nawałnica wielka wiatru”) jest zjawiskiem typowym dla Jeziora Galilejskiego, położnego w niecce rowu jordańskiego, od wschodu i od zachodu otoczonego wzgórzami. W wyniku zderzających się nad taflą jeziora wilgotnych i suchych mas powietrza dosyć często dochodzi tutaj do nagłych i krótkotrwałych nawałnic. W dzisiejszej scenie zjawisko pogodowe jest na tyle gwałtowne, że uczniowie, z których część była przecież z zawodu rybakami i dobrze znała ten akwen, nie są w stanie wylewać wody wdzierającej się do wnętrza łodzi. W sensie duchowym burza na jeziorze symbolizuje siły chaosu i zła, które próbują zniszczyć wspólnotę zgromadzoną wokół Chrystusa. Tak było w czasie Jego publicznej działalności, tak również jest i dzisiaj. Kościół jako wspólnota poddawany jest kolejnym próbom: grzeszność jego członków, podziały między i we wspólnotach, ataki medialne… Jakie myśli i uczucia rodzą się we mnie, gdy patrzę na „fale” zalewające łódź Kościoła?
On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?» (w. 38) Z opisem szalejącego żywiołu i narastającego zagrożenia mocno kontrastuje osoba Jezusa, który umęczony trudami dnia, śpi spokojnie w tylnej części łodzi „na wezgłowiu” (gr. epi to proskefalaion). Jego sen jest wyrazem głębokiego, synowskiego zaufania do Ojca. Przerażeni uczniowie budzą Mistrza, zwracając się do Niego niemal z wyrzutem: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”. Pytanie to sugeruje, iż uczniowie przypuszczają, że Jezus może coś zrobić z burzą, ale jednocześnie obawiają się, że jest obojętny na ich beznadziejną sytuację. Widzimy tutaj przykład dramatu ludzkiego serca, które w chwilach cierpienia często oskarża Boga o brak obecności i troski (por. Wj 14,10-11; Lb 14,3). Uczniowie jeszcze nie rozumieją, że sama obecność Jezusa na pokładzie jest gwarancją ich ocalenia. Przypomnę sobie trudne sytuacje, które do tej pory wydarzyły się w moim życiu. W jakim nastawieniu je przeżywałem? Czy potrafiłem wtedy ufnie powierzyć się Bożej opiece?
On, powstawszy, zgromił wicher i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!» Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza (w. 39) Jezus wstaje i przejmuje kontrolę nad sytuacją. W tekście greckim użyty został czasownik diegeiro, który oznacza nie tyle zwykłe powstanie, lecz pełne godności uniesienie się, podkreślające autorytet postaci. W ten sposób Marek przygotowuje to, co następuje dalej. Jezus gromi wicher, co w tekście oryginalnym zostaje opisane za pomocą czasownika epitimao, używanego w scenach karcenia demonów (por. Mk 1,25; 3,12; 9,25; 10,48). Następnie Pan wydaje suwerenny, boski rozkaz: „Milcz, ucisz się!” (gr. siopa, pefimoso). W Starym Testamencie rozległe wody często postrzegane są jako symbol chaosu i siedlisko złych duchów (por. Hi 26,12-13; Ps 74,13-14; Iz 27,1). Jezus egzorcyzmuje nieprzychylne siły natury, posługując się tą samą władzą, z jaką wcześniej uwalniał ludzi z demonicznego zniewolenia. Efekt jest natychmiastowy. Wiatr ustaje i pojawia się „głęboka cisza” (gr. gelene megale). To ostatnie wyrażenie można przetłumaczyć jako „wielka cisza”. Na skutek słów Jezusa „wielka nawałnica” (w. 37) zostaje zastąpiona przez „wielką ciszę”. Po raz kolejny Ewangelia pokazuje mi, że słowo Jezusa ma moc. On nie musi się wysilać, nie musi szukać sprzymierzeńców, by wygrać w walce ze złem. Wystarczy, że otworzy usta. To samo Słowo spotykam na kartach Pisma Świętego. Ojcowie pustyni, żyjący Ewangelią 24/7, podkreślali, że teksty biblijne mają moc egzorcyzmowania. Warto, bym o tym pamiętał, zwłaszcza w chwilach zwątpienia czy pokusy.
Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże brak wam wiary!» (w. 40) Po uciszeniu burzy mocą swojego słowa, Jezus zwraca się do uczniów, udzielając im reprymendy: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże brak wam wiary!”. Użyty w pytaniu przymiotnik deilos opisuje lękliwość i brak dowagi. Natomiast dosłowne tłumaczenie drugiego zdania brzmi: „Jeszcze nie macie wiary?”. Jezus przeciwstawia lęk wierze, sugerując, że ten pierwszy jest dowodem na brak zaufania w Bożą opiekę. Wiara bowiem to nie tylko intelektualne przekonanie, ale przede wszystkim zaufanie Bogu, które wyraża się odważnym działaniem w obliczu poważnych zagrożeń (por. Mk 5,34.36; 9,23-24; 10,52). W dzisiejszej scenie ewangelicznej uczniowie Jezusa raczej nie dają dobrego przykładu. Ale mogę na nich spojrzeć jak na swojego rodzaju lustro, w którym dostrzegam samego siebie. Łatwo jest mi powiedzieć „wierzę”, dużo trudniej jest zachować ufność do końca i wbrew wszystkiemu. Porozmawiam o tym z Chrystusem, opowiem Mu o moich kryzysach wiary.
Oni zlękli się bardzo i mówili między sobą: «Kim On jest właściwie, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?» (w. 41) Ostatnie słowa Jezusa wywierają na uczniach wielkie wrażenie. Jak pisze ewangelista – „zlękli się bardzo” (gr. efobethesan fobon megan, dosł. „przestraszyli się strachem wielkim”). Przedstawiona tutaj bojaźń nie jest po prostu strachem (por. w. 40), lecz poczuciem wielkiego respektu, który jest reakcją człowieka na teofanię lub objawienie się Bożej mocy. W Starym Testamencie „bojaźń Pańska” jest wielokrotnie ukazywana jako „początek mądrości” (Hi 28,28; Ps 111,10; Prz 1,7; Syr 1,11-20). Narracja Ewangelii Marka bardzo mocno podkreśla stopniowe dojrzewanie uczniów do wiary w Jezusa jako Syna Bożego. Uciszenia burzy na Jeziorze Galilejskim jest dla nich okazją do postawienia kolejnego kroku na ścieżce uczniostwa. Stąd pytanie, które powtarzają między sobą: „Kim On jest…”. Uciszenie nawałnicy oraz słowa Jezusa sprawiły, że ich dotychczasowe wyobrażenia o Nim legły w gruzach. Fakt, że „nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne”, zmusza ich do postawienia pytania o boskość Nauczyciela. Bojaźń Pańska jest początkiem mądrości… Czy dzisiaj dostrzegam w Jezusie z Nazaretu Boga? Czy oznacza to, że oddaje Mu pierwsze, Bogu należne miejsce w moim życiu, w każdej relacji i w każym wydarzeniu?
Modlitwa w ciągu dnia
„Panie Jezu, obdarz mnie łaską wytrwałej wiary, bym nie tracił nadziei i ufności w chwilach trudnych doświadczeń”.
26 Mówił dalej: «Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. 27 Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, sam nie wie jak. 28 Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. 29 Gdy zaś plon dojrzeje, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo». 30 Mówił jeszcze: «Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? 31 Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. 32 Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki podniebne gnieżdżą się w jego cieniu». 33 W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli [ją] rozumieć. 34 A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.
Przygotowanie
W kolejnych dwóch przypowieściach Jezus przedstawia tajemnicę królestwa Bożego. Jak to już było w przypadku przypowieści o siewcy (Mk 4,1-20), Pan posługuje się obrazami zaczerpniętymi z wiejskiego życia, które mimo swej prostoty i zwyczajności stają się nośnikiem nadprzyrodzonej prawdy. Duchu Święty, przyjdź i otwórz przede mną skarbiec dzisiejszego Słowa.
Punkty do medytacji
Mówił dalej: «Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię (w. 26) Przypowieść o nasieniu wrzuconym w ziemię występuje tylko w Ewangelii Marka. Nie jest to tutaj wprost powiedziane, ale jej bezpośrednimi adresatami są ludzie z tłumu, jak w przypadku przypowieści o siewcy (por. Mk 4,1-2; 4,33-34). Jezus ponownie odwołuje się do doświadczenia życiowego swoich słuchaczy, by na jego podstawie przedstawić kolejny element swojej nauki. Tym razem chodzi o rzeczywistość „królestwa Bożego” (gr. he basileia tu theu). Zostaje ono przyrównane do „nasienia” (gr. ho sporos) wrzuconego w ziemię. Z tym że akcent nie jest tutaj położony ani na czynności siewcy ani na rodzaju gleby, lecz na dynamicznej naturze nasienia, które raz rzucone w glebę, rozpoczyna własne życie. Jezus chce mi ukazać tajemnicę królestwa Bożego. Bardzo Mu zależy, bym zrozumiał Jego słowa. Dlatego nie tylko posługuje się ludzkim językiem, ale również odwołuje się do powszechnego, życiowego doświadczenia. Mechanizm ten działa również w druga stronę – moje życie zaczyna być dla mnie zrozumiałe, gdy otwieram się na Jego słowo, pozwalam, by ono je oświetliło. Co w ostatnim czasie pokazało mi Słowo? W jakim stopniu byłem gotowy, by je przyjąć?
Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie (ww. 27-28) Siewca rozsiewa ziarno, a następnie wraca do swojej codzienności. Równolegle ziarno powoli i niezauważalnie zaczyna kiełkować. Siewca „nie wie” (gr. uk oiden), jak to się dzieje. Ziemia wydaje owoc, najpierw „źdźbło” (gr. ho chortos), potem „kłos” (gr. ho stachus), a następnie „pełne ziarno” (gr. pleres sitos) w kłosie. Rolnik na przestrzeni miesięcy może podlewać, pielić i nawozić ziemię, ale nie ma bezpośredniego wpływu na kolejne etapy rozwoju zboża. Gdy jednak „plon dojrzeje” (gr. paradoi to karpos, dosł. „wyda owoc”), powraca na pole, by dokonać zbioru. Poszerzając wcześniejszą naukę o różnych typach ludzkiej odpowiedzi na zasiane słowo (por. Mk 4,21-25), Jezus pokazuje, że rozwój królestwa Bożego nie przypomina nagłego wybuchu, lecz jest raczej powolnym i cierpliwym dojrzewaniem wymagającym czasu. Bóg szanuje prawa natury i etapy ludzkiego rozwoju, nie przyspieszając niczego na siłę i wbrew gotowości człowieka.Patrząc na moje życie duchowe, widzę wyraźnie prawdziwość Jezusowej przypowieści. Słowo Boże i łaska sakramentów wnoszą w moją codzienność łaskę zbawienia. Nie jest to jednak „wielkie boom”, lecz spotkanie Bożej mocy z moją ludzką, grzeszną naturą, która tak często jest oporna i niezdolna do oderwania się od wielu rzeczy. Pan stopniowo przywraca mi wolność, bym mógł jeszcze bardziej się otworzyć. On pracuje we mnie w swoim tempie, nawet wtedy, gdy ja o Nim zapominam, pochłonięty codziennością. Podziękuję Jezusowi za Jego obecność, za cierpliwość i wytrwałe kruszenie mojej zatwardziałości.
Gdy zaś plon dojrzeje, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo» (w. 29) Moment dojrzewania zboża jest sygnałem do radykalnej zmiany postawy: kończy się czas biernego oczekiwania, a nastaje czas „żniwa” (gr. ho therismos). Użycie obrazu „sierpa” (gr. to drepanon) jest wyraźnym nawiązaniem do prorockich wizji sądu ostatecznego, znanych choćby z Księgi Joela (por. Jl 4,13; Ap 415,14-15). Obecność w tekście greckim przysłówka „zaraz” (gr. euthys) dodatkowo wzmacnia kontrast między długim czasem oczekiwania na żniwa, a momentem zapuszczenia sierpa. Dla uczniów Jezusa jest to zapowiedź radosnego zwieńczenia ich trudów, zaś dla tych którzy są „poza nimi” (por. Mk 4,11), to przerażająca groźba wiecznego potępienia. Chociaż proces mojego duchowego wzrastania niekiedy wydaje mi się mozolny i natrafiający na różne przeszkody, to nadziei może mi dodać to, co już się we mnie Bożą mocą dokonało, ale przede wszystkim sam cel, moment spotkania z powracającym Chrystusem. Popatrzę na moje serce. Jak często uwiadamiam sobie metę mojego ziemskiego życia? Jakie uczucia i myśli pojawiają się dzisiaj we mnie, gdy myślę o spotkaniu z Panem w wieczności?
Mówił jeszcze: «Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? (w. 30) Kontynuując swoją wypowiedź, Jezus zadaje retoryczne pytanie, jakby myślał na głos i szukał sposobów, by pomóc swoim słuchaczom pojąć tajemnicę królestwa Bożego (por. 4,11). Ponieważ owe królestwo jest rzeczywistością boską, nie da się go zamknąć w obrębie jednej definicji. Wymyka się ono ludzkim kategoriom myślenia. Można je zrozumieć jedynie za pomocą analogii, obrazów, które zmuszą słuchacza do myślenia na głębszym poziomie. Jezus całym sobą objawił prawdę o królestwie Bożym. Z tą prawdą spotykam się za każdym razem, gdy otwieram karty Pisma Świętego i wsłuchuję się w nauczanie Kościoła. Potrzeba jeszcze, żeby ta prawda spotkała się z moim życiem. To właśnie moja codzienność jest przestrzenią, w której może ona osiągnąć swoja najdoskonalszą formę. Poproszę Jezusa, by pomógł mi patrzeć na życie oczami wiary, by oczyszczał mnie z powierzchniowości i ziemskich schematów myślenia.
Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi (ww. 30-31) W kolejnej przypowieści Jezus ponownie nawiązuje do świata rolniczego i motywu ziarna. Tym razem królestwo Boże zostaje przez Niego przyrównane do „ziarnka gorczycy” (gr. kokkos sinapeos), które jest przysłowiowe ze względu na swoją maleńkość (por. Mt 17,20). Gorczyca, której niewielkie nasiona używane są jako przyprawa, w Palestynie osiąga wysokość ok. dwóch metrów, jest rośliną odporną i wykazującą tendencję do wypierania innych roślin. Jezus nawiązuje do niewielkich rozmiarów ziarnka goryczy – „jest najmniejsze (gr. mikroteron) ze wszystkich ziaren”. Dla otaczających Go żydowskich słuchaczy idea królestwa jako małego ziarnka musiała być sporym zaskoczeniem. Bardziej przewidywalnym porównaniem byłaby potężna armia (por. Iz 13,4; Jl 2,11) lub katastrofalne trzęsienie ziemi (Iz 29,6). Niekiedy pojawia się w moim sercu pragnienie, by obecność Boga w moim życiu była bardziej namacalna. Wydaje mi się wtedy, że łatwiej byłoby mi wierzyć, także inni mogliby się wtedy przekonać, że warto iść za Jezusem i Jego słowem. Tymczasem to, co najczęściej się narzuca moim oczom i uszom, to krzykliwe i pstrokate zło. Zapominam, ile cudów na oczach wielu świadków dokonał sam Jezus, a jednak tylko mała garstka uczniów do końca przy Nim została. Pierwszym i najważniejszym miejscem urzeczywistniania się królestwa Bożego jest ludzkie serce. Popatrzę na moją codzienną modlitwę. Czy dbam o to, by odbywała się ona w atmosferze ciszy i skupienia?
Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki podniebne gnieżdżą się w jego cieniu» (w. 32) Mówiąc, że ziarnko gorczycy wyrasta i staje się „większe od innych jarzyn” (gr. meidzon panton ton lachanon), Jezus stosuje hiperbolę, by jeszcze bardziej podkreślić kontrast między maleńkim ziarnkiem a wyrośniętą rośliną. Natomiast dopowiadając, że krzew gorczycy wypuszcza wielkie gałęzie, na których mogą schronić się ptaki, nawiązuje do Starego Testamentu, gdzie wielkie drzewa symbolizują niekiedy potęgę narodu (por. Dn 4,20-21). Szczególnie ważnym starotestamentalnym tłem jest fragment z Księgi Ezechiela: „Tak mówi Pan Bóg: Ja także wezmę wierzchołek z wysokiego cedru i zasadzę, z najwyższych jego pędów ułamię gałązkę i zasadzę ją na górze wyniosłej i wysokiej. Na wysokiej górze izraelskiej ją zasadzę. Ona wypuści gałązki i wyda owoc, i stanie się cedrem wspaniałym. Wszystko ptactwo pod nim zamieszka, wszystkie istoty skrzydlate zamieszkają w cieniu jego gałęzi” (Ez 17,22-23). Opowiadając przypowieść o ziarnku gorczycy, Jezus wskazuje na przyszły, uniwersalny zasięg królestwa Bożego. Mimo skromnych początków – wędrowne nauczanie Jezusa w Galilei z małą grupą zwolenników – królestwo to rozwinie się niczym ogromne drzewo, w którego cieniu znajdzie się miejsce dla każdego człowieka. Wzrost ten nie będzie zależał od ludzkich strategii, lecz niezauważalnej mocy Bożej. Jezusowy obraz wielkiego i rozłożystego krzewu wypełnia się w rzeczywistości Kościoła. Świat wmawia mi dzisiaj, że Kościół to przede wszystkim skandale, skostniała struktura, wyalienowani duchowni. Mogę iść za tą narracją, ale mogę również iść za tym, co mówi Jezus. Kościół to wspólnota Jego uczniów, to dom, miejsce spotkania z Ojcem i Synem, przestrzeń działania Ducha. Czy czuję się częścią Kościoła? Czy biorę za niego odpowiedzialność? W jaki sposób dbam, by jeszcze bardziej stawał się wspólnotą?
W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli [ją] rozumieć (w. 33) Kończąc przedstawienie serii Jezusowych przypowieści (por. Mk 4,1-32), Ewangelista Marek potwierdza, że Jezus używał tej formy nauczania nie po to, by zaciemniać, ale by dostosować tajemnicę królestwa Bożego do możliwości i otwartości swoich słuchaczy. Wyrażenie „o ile mogli ją zrozumieć” (gr. kathos edynato akuein) bardziej dosłownie można przetłumaczyć jako „o ile mogli słuchać”. Po raz trzynasty w tym rozdziale zostaje użyty czasownik akuo („słuchać”). Jezus oczekuje od swoich uczniów tego samego, co Bóg w Starym Testamencie od Narodu Wybranego, gdy przez Mojżesza mówił: „Słuchaj, Izraelu!” (hebr. szema Iisrael, Pwt 6,4). W obydwu przypadkach chodzi o słuchanie, które wyraża się w zrozumieniu, przyjęciu i wypełnianiu obwieszczanej nauki. Zanim Jezus w Wieczerniku ustanowił sakramenty kapłaństwa i Eucharystii, wiele razy podkreślał konieczność słuchania. Słuchanie jest pierwsze. Co dzisiaj Pan mówi do mnie w swoim słowie?
A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom (w. 34) Marek dodaje, że nauczanie w przypowieściach było jedyną formą Jezusowego nauczania skierowanego do ogółu słuchaczy, którzy gromadzili się wokół Niego. Natomiast dodatkową troską Pana objęci byli ci, którzy zaliczali się do grona Jego „uczniów” (gr. ho mathetes). Chodzi nie tylko o Dwunastu, powołanych do szczególnej misji, lecz także o szerszy krąg osób, które na stałe Mu towarzyszyły (Mk 4,10; 3,32-35).Pełne zrozumienie Ewangelii wymaga nie tylko słuchania, ale także przebywania z Jezusem. Wielkim darem, jaki mogę odkryć w Kościele, jest Najświętszy Sakrament, który w wielu parafiach regularnie jest wystawiany, by wierni mogli w ciszy adorować obecnego w nim Boga. Zaplanuję moją adorację, czas, kiedy bez pośpiechu i w ciszy będę mógł być z moim Mistrzem.
Modlitwa w ciągu dnia
„Panie Jezu, dotykaj swoim słowem mojego serca, pomóż mi otworzyć się na rzeczywistość Królestwa”.
1 Znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej, na jeziorze, a cały tłum stał na brzegu jeziora. 2 Nauczał ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce: 3 «Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. 4 A gdy siał, jedno [ziarno] padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. 5 Inne padło na grunt skalisty, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo nie było głęboko w glebie. 6 Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i uschło, bo nie miało korzenia. 7 Inne padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. 8 Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i wydawały plon, wschodząc i rosnąc; a przynosiły [plon] trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny». 9 I dodał: «Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!» 10 A gdy był sam, pytali Go ci, którzy przy Nim byli, razem z Dwunastoma, o przypowieść. 11 On im odrzekł: «Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach, 12 aby patrzyli uważnie, a nie widzieli, słuchali uważnie, a nie rozumieli, żeby się nie nawrócili i nie była im odpuszczona [wina]». 13 I mówił im: «Nie rozumiecie tej przypowieści? Jakże więc zrozumiecie inne przypowieści? 14 Siewca sieje słowo. 15 A oto są ci, [którzy są] na drodze: u nich sieje się słowo, a skoro je usłyszą, zaraz przychodzi szatan i porywa słowo w nich zasiane. 16 Podobnie zasiewem na gruncie skalistym są ci, którzy gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością, 17 lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Potem gdy nastanie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują. 18 Są inni, którzy są zasiani między ciernie: to ci, którzy wprawdzie słuchają słowa, 19 lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że pozostaje bezowocne. 20 Wreszcie zasiani na ziemię żyzną są ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny».
Przygotowanie
Liturgia słowa przytacza dzisiaj dosyć długi fragment Ewangelii Marka. Nie mogło być inaczej, gdyż Jezus otwiera w nim swoje nauczanie w przypowieściach. Opowiada przypowieść o siewcy i na prośbę uczniów podaje jej wyjaśnienie. Fragment ten jest fundamentalny dla zrozumienia, czym jest słowo Boże oraz na czym polega jego przyjęcie i wypełnianie. Duchu Święty, umacniaj we mnie pragnienie spotkania ze Słowem, otwórz przede mną Jego bogactwo.
Punkty do medytacji
Znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej, na jeziorze, a cały tłum stał na brzegu jeziora (w. 1) Nie po raz pierwszy Jezus wychodzi z Kafarnaum na pobliski brzeg Jeziora Galilejskiego. Już we wcześniejszych scenach ta lokalizacja była miejscem nauczania i czynienia cudów (por. Mk 2,13; 3,7). Nad jeziorem także Pan powołał pierwszych uczniów (por. Mk 1,16-20). Ponieważ otoczony jest przez „bardzo wielki tłum” (gr. ochlos pleistos), Jezus wchodzi do stojącej przy brzegu łodzi i zajmuje pozycję siedzącą, która według zwyczajów żydowskich była pozycją nauczającego mistrza. Zgromadzony tłum stoi na brzegu, w napięciu oczekując na to, co dalej się wydarzy. Każde moje spotkanie z Jezusowym słowem jest wyjściem na brzeg Jeziora Galilejskiego, w miejsce ciche, ustronne i piękne, gdzie mogę skoncentrować się jedynie na obecności mówiącego Pana. Jak do tej pory wyglądała moje spotkania ze Słowem? Czy w niecierpliwością ich wyczekuję?
Nauczał ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce (w.2) Tym razem Jezus skupia się na przekazywaniu swojej nauki. Wyrażenie „nauczał ich wiele w przypowieściach” (gr. edidasken autus en parabolais polla) można zinterpretować jako podkreślenie, że Pan w tej scenie opowiada liczne przypowieści, co podkreśla kontekst następujący perykopy, gdzie przekazane zostają kolejne parabole (por. Mk 4,12-33). Możliwa jest jednak inna interpretacja, że za pomocą przypowieści przekazuje On wiele elementów swojej nauki. Ostatecznie jedna i druga interpretacja się nie wykluczają, gdyż mamy w tym miejscu Ewangelii serię przypowieści, za pomocą których ukazana zostaje kilka różnych aspektów prawdy o królestwie Bożym. Nauczanie Jezusa, mimo że zamknięte jest w ograniczonych realiach ludzkiego języka, jest przebogate w swojej treści. Za każdym razem, gdy otwieram Pismo Święte, tchnie ono we mnie jakąś nowością, nawet jeśli rozważam dobrze znany mi fragment. Czy „nie prześlizguję się” zbyt szybko po biblijnych kartach? Czy mam w sobie pragnienie kopania w głąb?
I dodał: «Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!» (w. 9) Aby podkreślić konieczność uważnego wsłuchania się w słowa swojej nauki, Jezus używa odniesienia do ludzkiej anatomii. Wypowiadane przez Niego słowa tworzą inkluzję z wcześniejszym wezwaniem, wprowadzającym przypowieść o siewcy: „Słuchajcie…” (Mk 4,3) oraz przygotowują do stwierdzenia o nieautentycznym słuchaniu, o którym będzie mówił za chwilę (ww. 10-12). To wyrażenie, w skróconej formie wielokrotnie pojawi się w Apokalipsie św. Jana: „Kto ma uszy…” (gr. ho echon us; Ap 2,7.11.17.29; 3,6.13.22; 13,9). Ma ono swoje korzenie w nauczaniu starotestamentalnych proroków, których głównym zadaniem było wzywanie buntowniczego Narodu Wybranego do posłuszeństwa Bożym przykazaniom (np. Jr 5,21; 9,19; Ez 12,2). Na chrzcie świętym otrzymałem łaskę zjednoczenia z Chrystusem. Od tego momentu mam dostęp do Jego żywej obecności w sakramencie ołtarza, ale także do Jego słowa. Słuchanie jest moim pierwszym chrześcijańskim przywilejem i obowiązkiem. W jaki sposób dbam o to, by moje serce nie było zagłuszane przez rzeczy mało istotne lub nawet szkodliwe? Czy treści, które codziennie absorbuję, pomagają mi słuchać Jezusa, czy wręcz przeciwnie, przeszkadzają?
A gdy był sam, pytali Go ci, którzy przy Nim byli, razem z Dwunastoma, o przypowieść (w. 10) Ewangelista szybko zmienia scenę, nie wspomina nic o powrocie łodzi na ląd ani o odejściu tłumów. Jezus jest teraz jedynie w otoczeniu Dwunastu, którzy pytają Go o znaczenie dopiero co opowiedzianej przypowieści. Marek kilkukrotnie w wspomina o tym, że oprócz publicznego nauczania, Jezus na osobności udzielał wyjaśnień najbliższym uczniom (por. 4,34; 9,28.35; 10,10.32; 12,43; 13,3). Na ten schemat mógł mieć wpływ rabiniczny zwyczaj, według którego nauczyciele żydowskiego Prawa, najpierw publicznie podawali jego interpretację, a następnie prywatne udzielali dodatkowych wyjaśnień uczniom. Jak by nie było, we wcześniejszej scenie ustanowienia Dwunastu wyraźnie jest powiedziane, że jednym z celów utworzenia grona apostolskiego jest to, „aby Mu towarzyszyli” (Mk 3,14). Bycie przy Mistrzu w naturalny sposób stwarza wiele okazji do rozmów i wyjaśnień. Życie wiarą na co dzień powoduje, że pojawiają się we mnie pytania, na które niełatwo jest znaleźć odpowiedź. Czasami chodzi o jakieś wydarzenie czy sytuację, innym razem o obecne w moim życiu osoby. Bywa, że rozważane Słowo wzbudza we mnie dylematy. Czy rozmawiam o tym wszystkim z Jezusem? Czy zdecydowanie odrzucam postawę fałszywej poprawności i mówię z Nim o wszystkim?
On im odrzekł: «Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach, aby patrzyli uważnie, a nie widzieli, słuchali uważnie, a nie rozumieli, żeby się nie nawrócili i nie była im odpuszczona [wina]» (ww. 11-12) Odpowiedź Jezusa na pytanie uczniów jest złożona. Najpierw odnosi się do tajemnicy „królestwa Bożego” (gr. to mysteroin tes basileias tu theu), która została przekazana uczniom. Użyty tutaj czasownik didomi, użyty jest w stronie biernej czasu przeszłego dokonanego (dosł. „została dana”), co z jednej strony odnosi się do czynności zakończonej w przeszłości, której skutki trwają do dzisiaj, a z drugiej wskazuje na Boga jako podmiot. Zatem to nie zasługa uczniów, ale działanie samego Boga sprawiło, że mogą być przy Jezusie i słuchać Jego słowa. Odnośnie do rzeczownika „tajemnica” (gr. mysterion), pochodzi on od czasownika myo (dosł. „milczeć, być cicho”). W Nowym Testamencie mysterion występuje przede wszystkim w listach św. Pawła, gdzie ma dwa znaczenia: objawienie, które według wcześniej ukrytego planu Bożego dokonało się w Chrystusie (np. Rz 16,25-26) lub zwięzłe ukazanie treści chrześcijańskiego orędzia (por. Kol 4,3). Jezus cytuje fragment Księgi Izajasza (Iz 6,9-10), w którym Bóg uprzedza proroka, że zostaje powołany do głoszenia sądu nad Izraelem w czasie, gdy naród jest pogrążony w grzechu i niesprawiedliwości, a więc jego przesłanie spotka się z upartym oporem. To nie Bóg zablokuje uszy i oczy ludzi. Ludzie sami się zaślepią i zagłuszą, aby uniknąć prorockiego głoszenia i trwać w swoim buncie. Także Jezus, głosząc tajemnicę królestwa Bożego, zwraca się do krnąbrnego pokolenia, z którego wielu się zatwardzi, aby w wyniku ewentualnego zrozumienia Jego słów nie stanąć przed koniecznością nawrócenia. Werset ten uczy mnie pokory. Fakt, że jestem chrześcijaninem, że spotkałem Chrystusa, nie jest moją zasługą. To „sprawka” samego Boga. To, co ode mnie zależy, to czy będę miał w sobie zgodę na słuchanie Jego słowa, nawet jeśli będzie to oznaczać całkowite przemeblowanie mojego życia. Czy mam dzisiaj w sobie taką dyspozycyjność?
I mówił im: «Nie rozumiecie tej przypowieści? Jakże więc zrozumiecie inne przypowieści? (w. 13) W dalszej części wypowiedzi Jezus spełnienia prośbę swoich uczniów, udzielając im wyczerpującego wyjaśnienia przypowieści o siewcy. Najpierw jednak wypowiada dwa retoryczne pytania, które nie tyle odnoszą się do ich niezrozumienia usłyszanej paraboli, co podkreślają, że stanowi ona klucz do pojęcia wszystkich innych przypowieści. Uczniowie, jak to często zostaje podkreślone w Markowej Ewangelii (por. Mk 7,18; 8,17-21; 9,32), bardzo powoli dochodzili do zrozumienia nauki Pana. Chwilę wcześniej sam Jezus stwierdził, że tajemnica Królestwa została dana im została przez Boga, jednakże potrzeba jeszcze, by pozwolili wciągnąć się w dynamikę przypowieści i jej radykalne implikacje dla ich życia. Idąc drogą wiary, łatwo jest popaść w samozadowolenie. Przecież tyle już dla Pana Boga uczyniłem, tyle zrozumiałem… Po co jeszcze dalej się wysilać? Powinno przecież wystarczyć. Zapominam o prostej, ale i bardzo ważnej zasadzie życiowej, że kto stoi w miejscu, tak naprawdę się cofa. Doskonale pasuje ona również do życia duchowego. Potrzebuję ciągle powracać do tego, co najważniejsze, do kerygmatu o Chrystusie, który za mnie umarł i zmartwychwstał. Potrzebuję także ciągłego nawracania się, zmiany myślenia na bardziej ewangeliczne. Zatrzymam się na chwilę przy tej prawdzie.
Siewca sieje słowo (w. 14) Już pierwsze słowa wyjaśnienia wskazują, że przypowieść o siewcy jest alegorią, czyli rozbudowaną metaforą, w której każdy szczegół ma znaczenie symboliczne. Postać „siewcy” (gr. ho sperion) nie jest wprost zidentyfikowana, ale szybko domyśleć się możemy, że jest nim sam Jezus. Siane przez Niego „słowo” (gr. ho logos), to nic innego jak głoszone orędzie o królestwie Bożym (por. Mk 1,15), które później stanie się przekazywaną przez Kościół Dobra Nowiną o zbawieniu w Chrystusie (por. Kol 1,5; 1 Tes 1,6; Jk 1,21). Działanie siewcy koncentruje się na rozsiewaniu słowa, które ma w sobie wrodzoną, dynamiczną moc wzrostu (por. Mk 4,26-29). Siewca sieje słowo, nie „siał”, nie „będzie siał”, ale sieje. Werset ten przypomina mi, że Bóg nie ustaje w swoim mówienie do mnie. Czyni to na różne sposoby. Wiele razy przekonałem się, za Jego słowo potrafi mnie spotkać w najmniej spodziewanym momencie i miejscu. Słowo Boga stwarza świat i podtrzymuje go w istnieniu (por. Hbr 1,3). Podobnie jest w moim przypadku. Zaistniałem, ponieważ Bóg wyrzekł słowo, żyję, ponieważ On dalej mówi. Jakie myśli i uczucia rodzą się we mnie, gdy uświadamiam sobie tę prawdę.
A oto są ci, [którzy są] na drodze: u nich sieje się słowo, a skoro je usłyszą, zaraz przychodzi szatan i porywa słowo w nich zasiane (w. 15) W dalszej części Jezusowego wyjaśnienie zidentyfikowane zostają cztery typy ludzkiej reakcji na słowo. Przy czym, niekoniecznie musza one odnosić się do całkowicie odrębnych kategorii ludzi. Mogą opisywać reakcje tej samej osoby w różnym czasie. Ci „na drodze” (gr. para ten hodon) to osoby, w których słowo nie spotyka się z żadnym zainteresowaniem. Podobnie jak w przypadku ziaren na ubitej ścieżce, Ewangelia nie ma szansy w nich wniknąć. „Szatan” (gr. ho satanas) niczym chciwy ptak zniża się i porywa je, być może poprzez rozproszenia, lęki lub błędne rozumowanie. Przykładem takiej postawy będzie sam Piotr, gdy Jezus „będzie siał” słowo o swojej nadchodzącej męce (Mk 8,31-33). Piotr gwałtownie zareagował na zapowiedź męki Jezusa. Nie dał jej wybrzmieć do końca w swoim sercu. Nie pozwolił, by otworzyła przed nim całe swoje bogactwo. Nie wystarczy samo zainteresowanie Słowem, potrzebne jest również przyzwolenie, by w swoim tempie zapuszczało we mnie swoje korzenie. Czy moje spotkania ze słowem są przygotowane (odpowiednie miejsce, cisza itd.)? W jaki sposób na modlitwie Słowem walczę z pokusą pośpiechu, szybkiego powrotu do codziennych zajęć?
Podobnie zasiewem na gruncie skalistym są ci, którzy gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością, lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Potem gdy nastanie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują (ww. 16-17) Drugi typ słuchaczy to „grunt skalisty” (gr. epi ta petrode), czyli ci, którzy początkowo „z radością” (gr. meta charas) przyjmują słowo. Jednakże jest w nich ukryta pewna zatwardziałość serca, która uniemożliwia słowu wniknąć w nich głęboko. Efekt jest taki, że ich wierność Chrystusowi jest zbyt powierzchowna, aby przetrwać w chwili ucisku lub prześladowania. Próby są nieuniknioną częścią chrześcijańskiego życia (por. Mk 10,30; 13,9). Bardzo szybko przekonał się o tym Kościół pierwotny (Dz 8,1; 2 Kor 12,10; 1 P 4,12-14). Ci, którzy nie są tego świadomi, „zaraz się załamują” (gr. euthys skandalidzontai, dosł. „zaraz się potykają”). Tak będzie z uczniami Jezusa w chwili Jego aresztowania (por. Mk 14,27.50). Nie raz doświadczyłem, jak wielką radość może przynieść słuchanie Słowa, jaki entuzjazm potrafi Ono wzbudzić w moim sercu. Z drugiej strony przekonałem się, że entuzjazm czy inne pozytywne uczucia muszą przerodzić się w konkretny sposób myślenia, w trwałe postawy. Jeśli tego brakuje, trudności, które napotykam w życiu, bardzo szybko sprowadzają mnie do parteru. Jak wygląda moje wypełnianie postanowień z modlitwy Słowem? Czy wytrwale dążę do ich zrealizowania?
Są inni, którzy są zasiani między ciernie: to ci, którzy wprawdzie słuchają słowa, lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że pozostaje bezowocne (ww. 18-19) Kolejny typ słuchaczy to „zasiani między ciernie” (gr. eis tas akanthas speiromenoi). Pozwalają słowu wniknąć do swojego serca, jednocześnie dopuszczając, by wkradły się do niego inne rzeczy, które konkurują z nim o pierwszeństwo. Codzienne „troski tego świata” (gr. chai merimnai tu aionos) są nieuniknioną częścią życia, zwłaszcza dla tych, którzy są w związku małżeńskim i wychowują dzieci (por. 1 Kor 7,32-34). Niebezpieczeństwo jednak polega na tym, że pozwalamy, by te uzasadnione obawy przejęły nad nami kontrolę i stłumiły oddanie Chrystusowi. Zwodnicza „ułuda bogactwa” (gr. he apate tu plutu) i „inne rządze” (gr. ta loipa epithymiai), jak władza, posiadanie dóbr i prestiż, również okazują się zgubne (por. Mk 10,37; 12,38-40). Przykładem takiej postawy będzie w dalszej części Ewangelii bogaty młodzieniec, który nie potrafił rozstać się ze swoim bogactwem (por. Mk 10,17-22). Słowo Boga nie może mieć konkurencji w moim sercu. Nie może być na pierwszym miejscu, ale na jedynym. Gdy pozwalam, by pojawiały się w moim wnętrzu jakieś inne „prawdy”, albo gdy podążam za czymś innymi, niż wypełnienie woli Ojca, wcześniej czy później uświadamiam sobie, że odszedłem daleko, że znowu znajduję się na jakichś manowcach. W codziennym życiu potrzebuję uwagi i rozwagi, by nie utracić tego, co najcenniejsze. Porozmawiam z Jezusem o rzeczach, które najczęściej odrywają mnie od Niego i zajmują miejsce Jego słowa.
Wreszcie zasiani na ziemię żyzną są ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny» (w. 20) Ostatnim typem słuchaczy są „zasiani na ziemię żyzną” (gr. epi ten gen ten kalen). To ci, którzy nie tylko słuchają słowa, ale w całości je przyjmują, a następnie, niczym najlepsza gleba, „wydają owoc” (gr. karpoforusin). Chociaż samo ziarno ma w sobie wewnętrzny dynamizm, który pozwala mu wzrastać, jak Jezus za chwilę wyjaśni (por. Mk 4,26-29), wydanie owoców wymaga intensywnej osobistej współpracy ze słowem. Nie wystarczy samo słuchanie, trzeba jeszcze podjąć trud jego zrozumienia i przyjęcia do serca oraz pozwolić mu przemieniać całe życie. Na zakończenie dzisiejszej modlitwy Słowem przypomnę sobie te fragmenty Pisma Świętego, które do tej pory najbardziej do mnie przemówiły. Czy widzę ich owoc w moim życiu? Jeśli nie, to co nie pozwoliło im zaowocować?
Modlitwa w ciągu dnia
„Panie Jezu, ucz mnie słuchania, rozważania i wypełniania Twojego słowa”.
12 Gdy [Jezus] posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. 13 Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu [ziem] Zabulona i Neftalego. 14 Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: 15 Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! 16 Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło. 17 Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie». 18 Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, [Jezus] ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. 19 I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». 20 Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim. 21 A idąc stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. 22 A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. 23 I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.
Przygotowanie
Perykopa ewangeliczna III niedzieli Okresu Zwykłego przenosi nas w początki publicznej działalności Jezusa. Wypełniając Izajaszowe proroctwo o Galilei – „cienistej krainie śmierci”, Pan powołuje czterech pierwszych uczniów i rozpoczyna misję wędrownego Nauczyciela, który nauczając, głosząc Ewangelię i uzdrawiając, przynosi światło „ludowi siedzącemu w ciemności”. Duchu Święty, przygotuj mój umysł i moje serce na spotkanie ze Słowem.
Punkty do medytacji
Gdy [Jezus] posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu [ziem] Zabulona i Neftalego (ww. 12-13) Po uwięzieniu Jana Chrzciciela Jezus wraca do Galilei i osiedla się w nowym miejscu. Kafarnaum było większe i ważniejsze niż Nazaret, gdyż było strategicznie położone na północno-zachodnim brzegu Jeziora Galilejskiego. Według ewangelicznych przekazów Jezus będzie tu kilkakrotnie powracał w trakcie swej publicznej działalności, zatrzymując się w domu Piotra i Andrzeja. Ten sam dom w przyszłości będzie skupiał lokalną wspólnotę pierwotnego Kościoła, przechodząc kolejne rozbudowy i stając się typowym domus ecclesiae. Działalność Jezusa ma miejsce pośród konkretnego ludu i pod konkretną szerokością geograficzną. Jako Syn Boży, posłany przez Ojca, by zbawić świat, prawdziwie wchodzi On w rzeczywistość człowieka, także w moją rzeczywistość. Czy na co dzień pamiętam o obecności Pana?
Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło (ww. 14-16) W charakterystycznym dla siebie stylu ewangelista Mateusz wprowadza cytat ze ST (por. Iz 9,1-2), wyjaśniający od strony teologicznej opisywane wydarzenie. Powrót Jezusa do Galilei i początek Jego publicznej działalności, są początkiem wypełniania się przytoczonych słów proroka. Jeżeli chodzi o ziemię Zebulona i Naftalego, były one starotestamentalnymi krainami graniczącymi z Galileą. Zaś wyrażenia „droga ku morzu” (gr. hodon talasses) i „Zajordanie” (gr. peran tu Iordanu) odzwierciedlają perspektywę cudzoziemców z północnego wschodu, zmierzających przez Izrael, w tym przez Galileą, do Morza Śródziemnego. Od czasów Izajasza wielu pogan zamieszkało w Galilei, a w I w. stanowili oni ponad połowę jej populacji. Mamy zatem tutaj zapowiedź późniejszej działalności chrześcijan pośród tych, którzy nie byli Żydami. Z drugiej strony, w wyrażeniu „lud, który siedział w ciemności”, pojawia się grecki rzeczownik laos, który najczęściej odnosi się do Izraela. Jak poświadczają dalsze relacje ewangeliczne, Jezus będzie głosił Dobrą Nowinę Żydom, a dopiero jego naśladowcy wyruszą do innych grup etnicznych. Zbawienie przyniesione przez Jezusa ma wymiar uniwersalny. Mimo że dokonało się w określonym czasie i pośród określonego ludu, swoimi skutkami dosięga każdego człowieka. Jak wygląda mój udział w dziełach misyjnych Kościoła? Czy w trakcie modlitwy pamiętam o święckich i duchownym misjonarzach, którzy głosząc Ewangelię, muszą stawiać czoła niekończącym się trudnościom?
Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie» (w. 17) Jezus rozpoczyna swoje publiczne nauczanie, niejako przejmując pałeczkę po uwięzionym Janie Chrzcicielu. Mateusz podkreśla to, przytaczając słowa Jezusa, które są identyczne z tymi, które wcześniej wypowiadał Prorok znad Jordanu (por. Mt 3,2). Jakkolwiek Jezus i Jan różnili się między sobą (por. Mt 11,16-19), sedno ich przesłania jest takie samo. Wezwanie „Nawracajcie się” (gr. metanoeite) nie oznacza tylko żalu za grzechy, ale radykalną zmianę myślenia i wartościowania. Natomiast stwierdzenie, iż „bliskie jest królestwo niebieskie” (gr. engiken gar he basileia ton uranon) wskazuje, że panowanie Boga staje się realnie dostępne w osobie i czynach Jezusa. To krótkie orędzie jest fundamentem całej Ewangelii, łączącym surowe wymaganie moralne z radosną obietnicą łaski. Czas biernego oczekiwania się skończył; teraz nadszedł czas ostatecznej decyzji i opowiedzenia się za Bogiem. Wezwanie do nawrócenia ze względu na królestwo niebieskie jest zaadresowane także do mnie. Jak w ostatnim czasie wyglądała moja praca nad sobą? Czy zawsze dawałem w niej pierwszeństwo Bożemu słowu?
Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, [Jezus] ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami (w. 18) Kafarnaum leżało nad „Jeziorem Galilejskim” (gr. he thalassa tes Galilaias), które jest największym zbiornikiem słodkowodnym Palestyny, o długości 21 km i szerokości 13 km. Każdego roku, po ustaniu zimowych deszczów, jest to miejsce oszałamiająco piękne – zielone wzgórza, ukwiecone łąki, łagodne bryzy, lśniące wody. Przechadzając się po zachwycającej okolicy Kafarnaum, Jezus znajduje dwóch braci, Szymona o Andrzeja. Dostrzega ich nie w Świątyni czy synagodze podczas modlitwy, ale w trakcie wykonywania codziennych obowiązków. Użyty w tym miejscu grecki czasownik horao oznacza nie tyle zwykłe patrzenie, co dostrzeżenie czegoś”, „skupienie na czymś wzroku”. Spojrzenie Jezusa jest przenikliwe. Patrząc na Szymona i Andrzeja, widzi w nich nie tylko prostych rybaków, lecz przede wszystkim przyszłe filary Kościoła. Pełne skupienia i uwagi spojrzenie Chrystusa skierowane jest także na mnie. On swoim wzrokiem przenika mnie do głębi i zna pełnię prawdy o mnie. Wie, kim byłem, kim jestem, ale także kim mogę stać się, gdy tylko powierzę się Jego miłości. Zatrzymam się na chwilę przy tej prawdzie, wyobrażę sobie Jezusa, który patrzy na mnie. Jakie myśli i uczucia pojawiają się w tym momencie w moim sercu?
I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi» (w. 19) Krótkie zdanie wypowiedziane przez Jezusa – „Pójdźcie za Mną” (gr. deute opiso mu) – jest zaproszeniem do wejścia w relację ucznia z Mistrzem. Obietnica dana braciom, że Pan uczyni ich „rybakami ludzi” (gr. halieis anthropon) genialnie nawiązuje do ich dotychczasowego doświadczenia, nadając mu nowy, duchowy sens. Jezus nie niszczy ich tożsamości, lecz przekierowuje ich talenty i wytrwałość na ratowanie dusz z otchłani zła. Metafora łowienia ludzi oznacza wyciąganie ich z mętnych, śmiertelnych wód grzechu do światła życia Bożego. To zdanie definiuje istotę apostolstwa: polega ono na aktywnym szukaniu i zdobywaniu innych dla Boga. Jak podkreśla wyrażenie „uczynię was” (gr. poieso hymas), przemiana z rybaka w apostoła jest procesem, którego głównym sprawcą jest sam Jezus. Powołując mnie na swojego ucznia, Pan zaprasza mnie całego, z moimi talentami, zdolnościami, życiowym doświadczeniem. Co dzisiaj myślę o sobie samym? Czy dostrzegam w sobie obdarowanie, które Bóg we mnie złożył, ziarna dobra, które mogą przynieść błogosławione owce dzięki Słowu i łasce?
Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim (w. 20) Szymon Piotr i Andrzej reagują na wezwanie „natychmiast” (gr. eutheos), bez jakiegokolwiek wahania, zbędnych pytań czy kalkulacji. Użyty w wyrażeniu „poszli zanim” czasownik akolutheo jest terminem technicznym oznaczającym w NT uczniostwo. Fizyczne porzucenie sieci symbolizuje całkowitą rezygnację z dotychczasowego zabezpieczenia materialnego. W świetle znaczenia rybołówstwa nad Morzem Galilejskim jasne jest, że dwaj pierwsi uczniowie Jezusa porzucili bezpieczny i stabilny styl życia. Radykalizm Szymona i Andrzeja pokazuje, że spotkanie z Mesjaszem jest ważniejsze niż praca zawodowa, kariera czy majątek. Wiara bowiem polega na bezgranicznym zaufaniu i pójściu w nieznane za Głosem Boga. Jak na co dzień wygląda moja odpowiedź na zaproszenie Pana, by być Jego uczniem? Co mnie jeszcze w tym powstrzymuje? Z jakich relacji, rzeczy, przywiązań, które zabierają mi wewnętrzną wolność, jeszcze nie zrezygnowałem? Opowiem o tym Jezusowi.
A idąc stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał (w. 21) Idąc dalej brzegiem Jeziora Galilejskiego, Jezus powołuje kolejną parę braci, Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy są zajęci naprawianiem sieci. Obydwaj bracia, wraz z Szymonem Piotrem będą należeć do najbliższego kręgu uczniów Jezusa: będą świadkami Jego przemieniania na górze (por. Mt 17,1) oraz Jego modlitwy w Getsemani (por. Mt 26,37). Obecność Zebedeusza w scenie powołania podkreśla rodzinny, wielopokoleniowy charakter rybackiego przedsięwzięcia. Stąd wniosek, że styl życia Jakub i Jan przed pójściem za Jezusem był jeszcze bardziej stabilny i bezpieczny niż Szymona i Andrzeja. Jednak wezwanie Jezusa ponownie przerywa naturalny bieg życia. Wkracza także głęboko w relacje synowskie. Jezus buduje swoją wspólnotę na bazie istniejących więzi, ale jednocześnie wymaga ich przekroczenia. W innym miejscu Jezus podkreśli priorytet Boga nad rodziną: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (Mt 10,37). Popatrzę na moje najbliższe relacje, na moich rodziców, rodzeństwo, przyjaciół. Czy łączące nas więzi są podporządkowane logice Ewangelii?
I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu (w. 23) Od samego początku publicznej działalności, Jezus podróżuje po całej Galilei, docierając do tłumów zgromadzonych na otwartej przestrzeni i uczestnicząc w liturgiach lokalnych synagog (por. Łk 4,16–17). Na Jego posługę składają się trzy elementy: nauczanie, głoszenie Ewangelii i uzdrawianie. Nauczanie w synagogach pokazuje, że Jezus rzeczywiście jest żydowskim Mesjaszem, który w pierwszej kolejności chce dotrzeć do starotestamentalnego Narodu Wybranego i odnowić go od wewnątrz. Pan głosi „Ewangelię o królestwie” (gr. to auangelion tes basilaias), czyli radosną nowinę o tym, że oto Bóg przejmuje władzę nad ludzkim sercem, przynosząc światu pokój. Natomiast leczenie przez Niego „wszelkich chorób” (gr. pasan noson) i „wszelkich słabości” (gr. pasan malakian) objawia pełnię Jezusowej mocy i jest dowodem na to, że królestwo Boże obejmuje całego człowieka – jego ducha, umysł i ciało. Sumaryczne spojrzenie na początki działalności Jezusa pokazuje, że proroctwo Izajasza, zacytowane w pierwszej części dzisiejszej Ewangelii, rzeczywiście osiąga swoją pełnię. Pośród mroków Galilei rozbłysło światło zbawienia. Jakiekolwiek ciemności nie zaległby nad moim życiem, mogę mieć pewność, że Chrystus nigdy ode mnie nie odstąpi. Mogę liczyć na Niego w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. Wzbudzę w sobie dziękczynienia za obecność Jezusa w moim życiu.