Baczcie na to, czego słuchacie (Mk 4,21-25)

Przygotowanie

  • Po opowiedzeniu i wyjaśnieniu przypowieści o siewcy (Mk 4,1-20), zanim przejdzie do przedstawiania kolejnych, Jezus wypowiada kilka enigmatycznych zdań, które najpierw wyjaśniają, na czym polega tajemniczość głoszonego przez Niego orędzia o królestwie Bożym, a następnie wzywają do świadomego i uważnego słuchania. Duchu Święty, rozpalaj we mnie pragnienie usłyszenia i wypełniania Słowa.

Punkty do medytacji

  • Mówił im dalej: «Czy po to wnosi się światło, by je umieścić pod korcem lub pod łóżkiem? Czy nie po to, żeby je umieścić na świeczniku? (w. 21) Jezus zadaje uczniom dwa retoryczne pytania. Pierwsze bardziej dosłownie można przetłumaczyć jako „Czy po to lampa [wchodzi], aby pod korcem została postawiona lub pod łóżkiem?”. Jeżeli o chodzi o samą lampę (gr. ho lychnos), to w czasach Jezusa miały one formę okrągłych, glinianych naczyń z wydłużonym dziubkiem. By uzyskać światło, napełniano je oliwą z oliwek, a następnie podpalano lniany lub papirusowy knotek, umieszczony w małym otworze wlewowym. „Korzec” (gr. ho modion) to rodzaj kosza pierwotnie wykonywanego z kory, mający objętość od 7 do 20 litrów, który służył do odmierzania zbóż, nasion i mąki. Oczywista odpowiedź na pierwsze pytanie Jezusa, brzmi: nie. Rolą lampy jest rozświetlenie pomieszczenia, a schowanie jej pod korcem lub łóżkiem byłoby czymś absurdalnym. Potwierdza do drugie pytanie retoryczne, w którym mowa jest o umieszczaniu lampy na świeczniku (gr. hy lychnia), dzięki czemu światło może mieć jeszcze większy zasięg. W warstwie symbolicznej lampa odnosi się do samego Chrystusa, który przyszedł na świat, aby przynieść całej ludzkości światło Objawienia (por. Łk 2,32; J 1,9; 8,12). Pan wypowiada te słowa, ponieważ pragnie zapobiec błędnej interpretacji swoich wcześniejszych słów o tajemnicy królestwa Bożego (por. Mk 4,11). Pomimo zagadkowości przypowieści i trudności, jakie ludzie mają ze zrozumieniem Jego nauki, celem Jezusa nie jest ukrywanie swojego orędzia, lecz uczynienie go powszechnie znanym. Dobra Nowina, z którą spotykam się na kartach Pisma Świętego nie jest tylko piękną teorią, lecz pełnym mocy światłem, które potrafi rozproszyć nawet największe mroki mojego życia. Przypomnę sobie sytuacje, w których szczególnie doświadczyłem mocy Słowa i swoimi słowami podziękuję za nie Chrystusowi.
  • Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw (w. 22) W kolejnym zdaniu mamy rozwiniecie wcześniejszej wypowiedzi. To, co w tej chwili jest jeszcze „ukryte” (gr. krypton), to tajemnica królestwa Bożego obecnego w Jezusie. Jest ona ukryta w zwyczajności Jego życia (por. Mk 6,3), w pozornej prostocie Jego przypowieści (por. Mk 4,11) oraz w rozczarowaniach i przeszkodach, które napotka w trakcie swej działalności (por. Mk 2,7; 3,6.21-22). Jednakże tajemnica ta ukryta jest tylko do pewnego czasu, by ostatecznie „wyjść na jaw” (gr. elthe eis faneron). Tak jak tożsamość Jezusa nie może być przedwcześnie upubliczniona, ponieważ doprowadziłoby to do fałszywego zrozumienia Jego mesjaństwa, tak tajemnica królestwa Bożego musi kiełkować i stopniowo rozwijać się w ludzkich sercach, zanim ujawni się jej pełny blask. Czas ukrycia zakończy się wraz ze zmartwychwstaniem Chrystusa, kiedy tajemnica Jego mesjańskiej tożsamości i misji zostanie w pełni objawiona. Rolą Jego uczniów będzie zaniesienie tego światła na cały świat (por. Mk 13,10). Zrozumienie słów Chrystusa to swoisty proces, który stopniowo dokonuje się w moim umyśle i sercu. Czasami postępuje on szybko, czasami zwalnia. Im bardziej jednak prawda zawarta w Chrystusowej nauce staje się dla mnie jasna, tym bardziej odczuwam przynaglenie do tego, by dzielić się nią z innymi. W chwili modlitwy poproszę Ducha Świętego, by pomagał udzielał mi darów roztropności i odwagi, które pomogą mi być świadkiem Ewangelii na co dzień.
  • Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!» (w. 23) Pan powtarza wezwanie, które wcześniej wypowiedział w kontekście przypowieści o siewcy (por. Mk 4,9; 4,3). Nawiązuje ono do ważnego przykazania z Księgi Powtórzonego: „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Pan jedynie” (por. Pwt 6,4). Jak wskazuje użyty w starotestamentalnej księdze czasownik szema, chodzi tu nie tylko o odbieranie dźwięków przy pomocy zmysłów, lecz o przyswajanie ich treści głęboko w sercu, pozwolenie, by Jezusowe przesłanie przeniknęło ucznia i zmieniło całe jego życie. Pan wzywa mnie dzisiaj do maksymalnej koncentracji i duchowego wysiłku w trakcie spotkania z Jego słowem. Chce wybudzić mnie z duchowego letargu i rutynowego podejścia. Co mogę zrobić, by jeszcze bardziej świadomie przeżywać ożywcze spotkania ze słowem Boga?
  • I mówił im: «Baczcie na to, czego słuchacie. Taką samą miarą, jaką wy mierzycie, odmierzą wam i jeszcze wam dołożą (w. 24) W dalszej części swej wypowiedzi Jezus wskazuje na konsekwencje dobrego lub złego słuchania. Najpierw uwrażliwia uczniów, by „baczyli” (gr. blepo), czyli przykładali uwagę do tego, czego słuchają. Nie chodzi tu o selektywność słuchania (chociaż troska o niezaśmiecanie swego wnętrza jest jak najbardziej ważna), lecz o ciągłe rozważanie, powracanie w swym sercu do treści, które wychodzą z Jego ust. Potwierdza to kolejne zdanie, w którym pojawia się rzeczownik „miara” (gr. to metron) oraz czasowniki „mierzyć” (gr. metreo) i „dołożyć” (gr. prostithemi). W odniesieniu do czynności, której sprawcami są uczniowie metreo zostaje użyty w stronie czynnej – „mierzycie”, natomiast w dalszej części zdania nie ma on wprost określonego sprawcy, zaś jego strona jest bierna – „zostanie odmierzone”. Także prostithemi ma stronę bierną – „zostanie dołożone”. W tekstach biblijnych, zwłaszcza w Nowym Testamencie, użycie strony biernej bez dookreślonego sprawcy, wskazuje na bezpośrednie działanie Boga. Jezus uświadamia zatem uczniów, że w trakcie słuchania i rozważania Jego nauki dochodzi do wymiany, która wymyka się matematycznym standardom. Wysiłek włożony w słuchanie i rozważanie Jego słów spotyka się z odpowiedzią Boga, który niewspółmiernie bardziej odkrywa przed nimi zawartą w nich prawdę. W procesie odkrywania prawdy zawartej w Słowie ważny jest wysiłek, jaki w niego wkładam. Ale jeszcze bardziej ważnie jest działanie samego Boga. Ten sam Duch, który natchnął pisarzy biblijnych, tchnie z kart Pisma Świętego. Pan z jednej strony uczy mnie dzisiaj pokory, a z drugiej zachęca do jeszcze większej ufności. Może jeszcze czegoś dzisiaj nie rozumiem, na coś się nie zgadzam, lecz mimo to nie zrezygnuję ze słuchania Słowa. Zrozumienie będzie mi dane w odpowiednim czasie.
  • Bo kto ma, temu będzie dodane; a kto nie ma, pozbawią go nawet tego, co ma» (w. 25) Ostatnie zdanie wypowiedzi Jezusa przytoczonej w dzisiejszej Ewangelii pojawia się również w kontekście przypowieści o talentach/minach (por. Mt 25,29; Łk 19,26) i na pierwszy rzut oka może wydawać się sprzeczne z naszym poczuciem sprawiedliwości, które swoje potwierdzenie znajduje w innych fragmentach biblijnych (por. Mk 9,35; Łk 1,53; 6,20.24). Jednakże Pan w tym miejscu nie odnosi się do zasad sprawiedliwości społecznej, a nawet ekonomii Bożego miłosierdzia, lecz w dalszym ciągu mówi o zależności między wysiłkiem ucznia włożonym w słuchanie i zrozumienie Jego słowa, a reakcją ze strony Boga. Ponownie mamy tutaj czasowniki w stronie biernej bez dookreślenia sprawcy czynności – „będzie dane” (gr. dothesetai) i „zostanie zabrane” (gr. arthesetai). Kto na naukę Jezusa odpowie otwartością i pragnieniem uczenia się, otrzyma jeszcze więcej zrozumienia. Kto zaś prezentuje przeciwstawną postawę, straci nawet to niewielkie zrozumienie, które już posiada. Jezus ostrzega mnie, że w ekonomii zbawienia nie ma stanu neutralnego – albo się wzrasta, albo traci się wszystko. Albo słucham i wypełniam Jego słowo, albo zamykam się na nie i w konsekwencji duchowo umieram. Popatrzę na historię mojej relacji z Panem, na moje wsłuchiwanie się w Słowo. Spróbuję okreslić, co najczęściej jest początkiem mojego głuchnięcia, gdzie tkwi korzeń mojego wyrzekania się godności ucznia, który słucha.

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, nie pozwalaj mi zamykać uszu na Twoje słowo, rozpalaj we mnie pragnienie słuchania”.

Pójdźcie za Mną (Mk 1,14-20)

Przygotowanie

  • Rozpoczynamy dzisiaj okres zwykły, w czasie którego liturgia słowa będzie nas prowadzić przez ewangeliczne opisy publicznej misji Jezusa. W pierwszej kolejności pochylimy się nad sceną powołania czterech pierwszych uczniów. Decydując się pójść za Jezusem, dokonują radykalnego życiowego wyboru. Poddając się Jego słowu, stopniowo staną się filarami nowej wspólnoty wiary. Duchu Święty, przyjdź i prowadź mnie w dzisiejszej modlitwie Słowem.

Punkty do medytacji

  • Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą (w 14) Marek Ewangelista wiąże początek publicznej działalności Jezusa z dramatycznym wydarzeniem, jakim było aresztowanie Jana Chrzciciela. W ten sposób podkreśla, że zakończyła się era starotestamentalnych proroków, a rozpoczął czas wypełnienia ich mesjańskich zapowiedzi. Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że wycofanie Jezusa do Galilei jest formą ucieczki przed ewentualnym zagrożenia ze strony Heroda, W rzeczywistości jednak Pan udaje się do peryferyjnego i wielokulturowego regionu, gdyż pierwszym adresatem Jego działalności mają być ludzie prości, oddaleni od ówczesnych centrów religijnych i doświadczeni w zmaganiu się z ciężarem codziennego życia. Treścią Jezusowego nauczania jest „Ewangelia Boża” (gr. to euangelion tu theu), czyli Dobra Nowina, której źródłem jest sam Bóg. Przypomnę sobie moment, którym odkryłem moje powołanie życiowe. Jakimi osobami lub wydarzeniami Bóg posłużył się, by mi w tym pomóc?
  • «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię! (ww. 14-15) Słowa „czas się wypełnił” (gr. peplerotai ho kairos) oznaczają nadejście decydującego momentu w historii zbawienia. Oczekiwanie Izraela dobiega końca, ponieważ Bóg zaczyna interweniować w historię w sposób ostateczny i nieodwołalny. Wyrażenie „królestwo Boże” (gr. he basileia tu theu) nie odnosi się ani do terytorium geograficznego, ani jakiegoś rodzaju struktury politycznej. Chodzi o pełne dynamiki panowanie Boga, który wkracza w ludzką codzienność. Jezus prezentuje dwa niezbędne warunki doświadczenia tej nowej rzeczywistości. Pierwszym z nich jest nawrócenie (gr. metanoia), czyli całkowita zmiana sposobu myślenia i wartościowania. Drugim warunkiem jest wiara w Ewangelię, czyli osobiste zaufanie Jezusowi i przyjęcie głoszonej przez Niego wizji świata za własną życiową prawdę. Czy jestem świadomy, że zanim zmienią się moje słowa i czyny, konieczne jest nawrócenie mojego serca? Czu ufam Jezusowi? Czy potrafię patrzeć na otaczająca mnie rzeczywistość „Jego oczami”?
  • Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami (w. 16) Jezus przechodzi obok Jeziora Galilejskiego, szukając swoich uczniów w miejscu ich codziennej, ciężkiej pracy. Nie udaje się do szkół rabinackich czy jerozolimskiej świątyni, lecz wybiera prostych rybaków. Jego spojrzenie na Szymona i Andrzeja nie jest przypadkowym rzutem oka, lecz aktem suwerennego, Bożego wyboru. Bracia są zajęci zarzucaniem sieci, co podkreśla ich pracowitość oraz mocne zakorzenienie w twardych realiach życia. Wchodząc w ich zwyczajny, szary dzień, Jezus nadaje mu zupełnie nowy, nadprzyrodzony kierunek. Jaka prawda o mnie wyłania się z mojej codzienności? Co mogę powiedzieć o sobie na podstawie moich codziennych decyzji, zaangażowania, świata przeżywanych uczuć?
  • I rzekł do nich Jezus: «Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi» (w. 17) Jezusowe wezwanie „Pójdźcie za Mną” (gr. deute opiso mu) jest krótkim, niemal wojskowym rozkazem. W ówczesnym judaizmie to uczeń wybierał sobie mistrza, tutaj jednak to Mistrz autorytatywnie dobiera sobie uczniów. Powołując, Jezus nie obiecuje łatwego życia czy zdobycia nadzwyczajnej wiedzy, lecz zapowiada proces formacji – „sprawię, że się staniecie” (gr. poieso hymas genesthai). Zwrot „rybakami ludzi” (gr. halieis anthropon) nawiązuje do ich dotychczasowego doświadczenia zawodowego, jednocześnie jednak całkowicie zmienia cel ich wysiłków. Od tej pory nie będą łowić ryb na śmierć i dla zysku, lecz będą „łowić ludzi” dla życia wiecznego. Pójście za Jezusem oznacza wejście na drogę formacji, pracy nad sobą, w której fundamentem jest otwartość na słowa Pana i współpraca z łaską. Jak to u mnie wygląda? Czy jestem gotowy, by oddać Jezusowi pierwsze, najważniejsze miejsce?
  • A natychmiast, porzuciwszy sieci, poszli za Nim (w. 18) Reakcja Szymona i Andrzeja jest błyskawiczna, co podkreśla jedno z ulubionych przez Marka słów – „natychmiast” (gr. euthys). Bracia nie toczą zbędnych dyskusji, nie kalkulują przyszłych zysków czy strat, nie proszą nawet o czas do namysłu. Porzucenie przez nich sieci oznacza rezygnację z dotychczasowego źródła utrzymania i poczucia bezpieczeństwa. Sieci symbolizują tutaj wszystko to, co wiąże człowieka z przeszłością i utrudnia pójście za głosem Boga. Posłuszeństwo Szymona i Andrzeja jest dowodem na siłę przyciągania emanującą z Jezusa. Ja dzisiaj wiem dużo więcej na temat Jezusa niż pierwsi uczniowie w chwili ich powołania. Czy wiedza ta idzie w parze z moim doświadczeniem wiary? Czy dałem się Jezusowi porwać?
  • Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci (w. 19) Jezus nie poprzestaje na dwóch uczniach, lecz idzie dalej. Dostrzega drugą parę braci, Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy również są pochłonięci pracą. Czynność naprawiania sieci wskazuje na koniec połowu i dbałość o narzędzia, co jest cechą dobrych i odpowiedzialnych rzemieślników. Rodzina Zebedeusza wydaje się zamożniejsza od poprzedników, skoro posiadali własną łódź i stać ich było na najemników. Jezus powołuje braci razem, wykorzystując łączące ich więzi do budowania nowej wspólnoty. Czy czuję się członkiem wspólnoty Kościoła? Czy mam wokół siebie osoby, z którymi mogę dzielić się moim doświadczeniem wiary?
  • Zaraz ich powołał, a oni zostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim (w. 20) Powołanie Jakuba i Jana następuje tak samo szybko jak w przypadku Szymona i Andrzeja. Odpowiedź synów Zebedeusza jest jeszcze bardziej radykalna. Zostawiają w łodzi nie tylko narzędzia pracy, ale także swojego ojca Zebedeusza. Gest opuszczenia rodziny był w kulturze żydowskiej, kładącej nacisk na szacunek dla rodziców, czymś szokującym. Wzmianka o najemnikach łagodzi nieco ten obraz, sugerując, że stary ojciec nie został pozbawiony pomocy przy pracy. Postawa Jakuba i Jana pokazuje, że relacja z Jezusem jest wartością absolutnie nadrzędną wobec wszelkich innych relacji. Pomyślę o mojej rodzinie w kontekście wiary. Jaką rolę relacja do Boga odgrywa w przeżywaniu łączących nas relacji? Czy potrafimy nasze życie rodzinne podporządkowywać wymaganiom Ewangelii?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, dziękuję Ci za wspólnotę Kościoła, za każdą osobę, z którą łączy mnie wiara. Pomóż mi odkrywać i wypełniać moje życiowe powołanie”.

Wy dajcie im jeść! (Mk 6,34-44)

Przygotowanie

  • Gdy apostołowie wracają do Jezusa po ich pierwszym rozesłaniu, opowiadają Mu o wszystkim, czego zdziałali i czego nauczali. Wysłuchawszy ich, Pan poleca im, by udali się na miejsce pustynne w celu odpoczynku. Wsiada z nimi do łodzi i odpływają. Nie będzie jednak dane im odpocząć. Tłumy bowiem podążają lądem za łodzią… W chwili ciszy uspokoję moje myśli, przygotuje się na spotkanie ze Słowem.

Punkty do medytacji

  • Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce niemające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu [sprawach] (w. 34) Gdy Jezus wysiada z łodzi, widzi wielki tłum. Mimo że nie taki był Jego pierwotny plan, widok ten nie wzbudza w Nim ani irytacji zniecierpliwienia. Ewangelista pisze, że Pan „zlitował się”. W tekście greckim pojawia się tutaj czasownik splanchnidzomai, który bardziej dosłownie można przetłumaczyć jako „poruszenie wnętrzności”. Chodzi o głębokie poruszenie na widok czyjegoś cierpienia. Zgromadzony tłum przywodzi Jezusowi na myśl biblijny obraz owiec pozbawionych pasterza, narażonych na błądzenie i ataki wilków. Rozpoznaje On w tych ludziach głód duchowy, który jest jeszcze bardziej dotkliwy niż głód fizyczny. Dlatego, zanim poda im chleb, zaczyna karmić ich swoim Słowem, nauczając o sprawach Królestwa. Jakie uczucia rodzą się we mnie, gdy myślę o ludziach pogubionych życiowo? Czy mam dla nich litość i współczucie?
  • A gdy pora była już późna, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce to jest pustkowiem, a pora już późna. Odpraw ich. Niech idą do okolicznych osiedli i wsi, a kupią sobie coś do jedzenia» (ww. 35-36) Z nastaniem wieczora uczniowie zaczynają odczuwać niepokój o los zgromadzonego tłumu. Zwracają Jezusowi uwagę na późną porę, sugerując dyskretnie, że czas nauczania powinien się już zakończyć. Miejsce, w którym przebywali, było pustkowiem, co wykluczało możliwość szybkiego znalezienia schronienia czy zapasów. Proponują rozwiązanie, które w ich oczach wydaje się najbardziej pragmatyczne: natychmiastowe odprawienie tłumu. Sugerują w ten sposób, aby ludzie sami zadbali o swoje potrzeby, udając się do pobliskich wiosek w poszukiwaniu żywności. Propozycja ta zdradza pewien dystans i bezradność uczniów wobec skali ludzkich potrzeb, z jakimi się zderzyli. Co w zetknięciu z ludzką biedą we mnie przeważa, chęć niesienia bezpośredniej pomocy czy szukanie kogoś, na kogo można by złożyć odpowiedzialność?
  • Lecz On im odpowiedział: «Wy dajcie im jeść!» Rzekli Mu: «Mamy pójść i za dwieście denarów kupić chleba, żeby dać im jeść?» (w. 37) Odpowiedź Jezusa burzy całkowicie logiczny tok myślenia apostołów, brzmi jak niemożliwy rozkaz: „Wy dajcie im jeść”. Mistrz celowo przenosi odpowiedzialność z tłumu na swoich uczniów, rzucając im wyzwanie przekraczające ich ludzkie możliwości. Reakcja uczniów jest gwałtowna i pełna ironii, co widać w pytaniu o konieczność wydania aż dwustu denarów. Kwota ta stanowiła równowartość około dwustu dniówek robotnika, co dla prostych rybaków było majątkiem absolutnie nieosiągalnym. Jezus celowo doprowadza ich do konfrontacji z własną niewystarczalnością i brakiem środków materialnych. Przypomnę sobie sytuacje, w których pomoc drugiemu człowiekowi wydawała się przekraczać moje możliwości. Czy szybko się w tedy poddawałem i dystansowałem, czy może jednak szukałem rozwiązania na miarę moich sił?
  • On ich spytał: «Ile macie chlebów? Idźcie, zobaczcie!» Gdy się upewnili, rzekli: «Pięć i dwie ryby» (w. 38) Zamiast dyskutować o abstrakcyjnych pieniądzach, których nie mają, Jezus nakazuje przeprowadzenie inwentaryzacji dostępnych zasobów. Pyta konkretnie o liczbę chlebów, zmuszając uczniów do działania i sprawdzenia stanu faktycznego wśród zgromadzonych. Po zbadaniu sytuacji uczniowie meldują o znalezieniu zaledwie pięciu chlebów i dwóch ryb. Ta znikoma ilość jedzenia w zestawieniu z wielkim tłumem wydaje się wręcz groteskowa. Ewangelista Marek podkreśla ten kontrast, aby uwypuklić wielkość cudu, który za chwilę nastąpi. Bóg zaczyna działać nie od tego, czego brakuje, ale od tego skromnego minimum, które człowiek jest w stanie Mu ofiarować. Czego jest więcej w moim myśleniu o sobie, dostrzegania moich braków czy uświadamiania sobie małych, ale jednak zasobów, którymi dysponuję?
  • Wtedy polecił im wszystkim usiąść gromadami na zielonej trawie. I rozłożyli się, gromada przy gromadzie, po stu i pięćdziesięciu (ww. 39-40) Jezus przejmuje inicjatywę i wydaje polecenie, aby posadzić wszystkich w zorganizowanych grupach na trawie. Wzmianka o „zielonej trawie” (gr. epi to chloro chorto) jest cennym szczegółem, sugerującym wiosnę i bliskość świąt Paschy. Organizacja tłumu wprowadza ład i spokój, zaradza chaosowi, który mógłby wybuchnąć podczas rozdawania żywności głodnym ludziom. Nakaz ten jest też testem posłuszeństwa dla uczniów, którzy muszą ustawiać ludzi do posiłku, nie mając w rękach jeszcze nic prócz kilku bochenków. Jezus przygotowuje w ten sposób uroczystą ucztę, nadając temu wydarzeniu charakter niemal liturgiczny. Czy dbam o porządek w moim życiu, zarówno ten zewnętrzny jak i wewnętrzny?
  • A wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleby i dawał uczniom, by podawali im; także dwie ryby rozdzielił między wszystkich (w. 41) Jezus bierze w swoje ręce skromną ilość pożywienia, wykonując gesty, które w sposób oczywisty zapowiadają ustanowienie Eucharystii w Wieczerniku. Spojrzenie w niebo oznacza modlitwę dziękczynną i odwołanie się do Boga Ojca jako źródła wszelkiego błogosławieństwa. Ponadto błogosławieństwo i łamanie chleba to tradycyjne żydowskie gesty ojca rodziny rozpoczynającego posiłek. Cud dokonuje się dyskretnie, w trakcie łamania i podawania chleba uczniom do rozdania. Rola uczniów jest kluczowa: to oni pośredniczą między Jezusem a ludem, własnoręcznie roznosząc cudownie pomnożony pokarm. Czy oddaję moje talenty i możliwości w ręce Jezusa, by On je pobłogosławił i pomnożył? Czy mam świadomość, że Bóg najczęściej działa w sposób dyskretny i niespektakularny?
  • Jedli wszyscy do syta i zebrali jeszcze dwanaście pełnych koszów ułomków i [resztek] z ryb (ww. 42-43) Wszyscy jedzą aż do pełnego nasycenia. Nikt nie odchodzi głodny ani nie otrzymuje zbyt małej porcji. Cud ten zaspokaja realny, fizyczny głód wielu ludzi, nie jest jedynie symbolicznym czy duchowym doświadczeniem. Pełne nasycenie jest znakiem czasów mesjańskich, w których Bóg przygotowuje obfitą ucztę dla swojego ludu na górze Syjon. Po zakończonym posiłku uczniowie zbierają to, co pozostało, napełniając aż dwanaście dużych koszy ułomkami chleba i ryb. Liczba dwanaście odnosi się do dwunastu pokoleń Izraela. Nadmiar jedzenia pokazuje, że Boża łaska nie jest wyliczona „na styk”, lecz zawsze jest hojna i przekracza ludzkie potrzeby. Czy ufam w Bożą moc i jej obecność w moim życiu? Czy nie ograniczam działania Boga moim małodusznym nastawieniem?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, dziękuję ci za moje zdolności i talenty. Naucz mnie ufności w Twoje prowadzenie, uwrażliwiaj moje serce na potrzeby braci i pomóż dzielić się z nimi wszystkim, co posiadam”.

Chodź i zobacz (J 1,43-51)

Przygotowanie

  • Perykopa opowiadająca o powołaniu Natanaela, jak każdy inny fragment Ewangelii Jana, nie jest jedynie prostą relacją o historycznym wydarzeniu. Za poszczególnymi słowami i gestami kryje się uniwersalna prawda: o Bogu, który zna serca każdego człowieka, o ludzkich wątpliwościach, które rozwiewają się pod wpływem słów Syna Bożego, a także wierze, która nie jest „dobrem nabytym”, lecz darem, który świadomie przeżywany, stale przynosi nowość w naszą codzienność. Duchu Święty, otwórz przede mną skarbiec dzisiejszego Słowa.

Punkty do medytacji

  • Nazajutrz [Jezus] postanowił udać się do Galilei. I spotkał Filipa. Jezus powiedział do niego: «Pójdź za Mną!» (w. 43) Jezus decyduje się opuścić pustynne okolicę Jordanu i udać się na północ, do Galilei. Inaczej niż było w przypadku pierwszych uczniów, których spotkał wcześniej dzięki Janowi Chrzcicielowi, Jezus znajduje Filipa sam i bezpośrednio go powołuje. Krótkie wezwanie „Pójdź za Mną” (gr. akoluthei moi) jest pełne autorytetu. Użyty tutaj grecki czasownik akolutheo opisuję postawę ucznia, który krok w krok idzie za swoim mistrzem. Gdy Jezus zaprasza nas do swej szkoły, nie wymaga od nas niczego nadzwyczajnego. On w zasadzie już wszystko, co trzeba, uczynił. Do nas należy jedynie stąpanie po Jego śladach, krok po kroku. Przypomnę sobie okoliczności, kiedy po raz pierwszy usłyszałem zaproszenie Jezusa. Jak na nie odpowiedziałem? Jak dzisiaj wygląda moja odpowiedź, czy potrafię pokornie iść za Nim?
  • Filip zaś pochodził z Betsaidy, z miasta Andrzeja i Piotra (w. 44) Betsaida była rybackim miastem położonym nad Jeziorem Galilejskim, co sugeruje, że Filip, Andrzej i Piotr znali się wcześniej zarówno z racji sąsiedztwa, jak i wykonywanego zawodu. Struktura rodzącego się Kościoła w dużej mierze opiera się na naturalnej sieci międzyludzkich relacji. Ewangelista podkreśla ten fakt, aby ukazać, że łaska często bazuje na już istniejących więzach koleżeńskich czy rodzinnych. Czy mam świadomość, że pierwszym środowiskiem, w którym ma rozwijać się moja wiara jest moje najbliższe otoczenie (rodzina, przyjaciele)? Czy unikam przeżywania wiary jako sposobu na odizolowanie się od najbliższych, zwłaszcza gdy łączące nas relacje nie są łatwe?
  • Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: «Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy — Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu» (w. 45) Filip, przejęty spotkaniem z Mistrzem, natychmiast odszukuje Natanaela (utożsamianego z Bartłomiejem; por. Łk 6,14), by podzielić się swym odkryciem. Jego świadectwo jest bardzo konkretne. Twierdzi, że znaleźli Tego, o którym mówią święte księgi Izraela. W wielu miejscach Starego Testamentu pojawiają się zapowiedzi, że nadejdzie czas, gdy Bóg pośle na świat swego Pomazańca. Owe proroctwa stają się fundamentem narastającej tęsknoty pośród ludu, zwłaszcza ubogich, którzy wyglądają czasu swego wybawienia. Filip zaświadcza przed Natanaelem, że owym Pomazańcem jest Jezus, syn Józefa z Nazaretu. Czy pielęgnuję w swoim sercu tęsknotę za spotkaniem z Chrystusem? Jakie rzeczy w moim życiu mi w tym pomagają, a jakie przeszkadzają?
  • Rzekł do niego Natanael: «Czy może być co dobrego z Nazaretu?» Odpowiedział mu Filip: «Chodź i zobacz» (w. 46) Reakcja Natanaela jest pełna sceptycyzmu, a nawet pogardy dla mało znaczącego Nazaretu. W tamtych czasach była to wioska bez szczególnej tradycji, o której Stary Testament milczał. Filip nie podejmuje jałowej dyskusji teologicznej ani nie obraża się na ironię przyjaciela. Wypowiada genialnie proste zaproszenie: „Chodź i zobacz” (gr. erchu kai ide), które do dziś pozostaje najlepszą metodą ewangelizacji. Zamiast argumentów intelektualnych proponuje bezpośrednie, egzystencjalne doświadczenie spotkania z osobą Jezusa. Jakie stereotypy czy uprzedzenia są jeszcze obecne w moim myśleniu? Czy mam świadomość, że fundamentalnym doświadczeniem dla mojej wiary jest spotkanie z żywą osobą Syna Bożego?
  • Jezus ujrzał, jak Natanael podchodzi do Niego, i powiedział o nim: «Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu» (w. 47) Jezus, widząc zbliżającego się Natanaela, wydaje o nim zaskakująco pozytywną opinię. Nazywa go „prawdziwym Izraelitą” (gr. alethos Israelites), co jest kontrastowym nawiązaniem do patriarchy Jakuba. Podczas gdy patriarcha odznaczał się sprytem i przebiegłością. Natanael zostaje pochwalony za transparentność i uczciwość serca. Jezus docenia człowieka, który nie udaje fałszywej pobożności i mówi głośno to, co naprawdę myśli. Ceni szczerość poszukiwań bardziej niż bezrefleksyjną, udawaną akceptację. Czy mogę powiedzieć, że istnieje autentyczna zgodność między tym, co myślę i odczuwam, a słowami, które wypowiadam na modlitwie? Czy rozmawiam z Panem o moich wątpliwościach i obawach?
  • Powiedział do Niego Natanael: «Skąd mnie znasz?» Odrzekł mu Jezus: «Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod figowcem» (w. 48) Zaskoczony Natanael pyta: „Skąd mnie znasz?”. Odpowiedź o „widzeniu pod drzewem figowym” z naszej perspektywy jest enigmatyczna, ale dla Natanaela stanowi wstrząsający dowód nadprzyrodzonej wiedzy Jezusa. W tradycji żydowskiej siedzenie pod figowcem często symbolizowało studiowanie Tory, ale mogło też chodzić o bardzo osobisty moment modlitwy, znany wyłącznie Natanaelowi. To jedno zdanie burzy mur dystansu i sprawia, że mężczyzna czuje się całkowicie „przejrzany” przez Mistrza. Jest to moment zwrotny, w którym racjonalny sceptyk spotyka się z Tajemnicą przekraczającą ludzkie możliwości. Przypomnę sobie te momenty, w których okazało się, że Bóg zna mnie lepiej niż ja sam.
  • Odpowiedział Mu Natanael: «Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela!» (w. 49) Następuje gwałtowna przemiana Natanaela – z ironicznego niedowiarka w gorliwego wyznawcę. Wypowiada on potrójne wyznanie wiary: uznaje Jezusa za Nauczyciela (gr. hrabbi), Syna Bożego (gr. ho hyios tu theu) i Króla Izraela (gr. basileus tu Israel). Tytuły te, choć w ustach Natanaela mogą mieć jeszcze zabarwienie polityczno-mesjańskie, obiektywnie są trafną identyfikacją Jezusa. Natanael nie potrzebuje już więcej dowodów, wystarczyło mu egzystencjalne doświadczenie bycia poznanym i zrozumianym przez Jezusa. Który tytuł Jezusa najbardziej odzwierciedla moje dotychczasowe doświadczenie wiary?
  • Odparł mu Jezus: «Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem cię pod figowcem? Zobaczysz jeszcze więcej niż to» (w. 50) Jezus z delikatnym dystansem odnosi się do nagłego wybuchu wiary swojego nowego ucznia. Zauważa, że fundamentem wiary Natanaela stał się pojedynczy znak, co jest dobrym początkiem, ale nie końcem drogi. Mistrz zapowiada, że to dopiero skromny wstęp do wielkiej duchowej przygody, która czeka apostołów. Obietnica „ujrzysz rzeczy jeszcze większe” otwiera perspektywę na przyszłe cuda, nauczanie, a ostatecznie na Paschę. Wiara oparta na jednym znaku musi dojrzewać, by przetrwać próbę krzyża. Jak dbam o rozwój mojej wiary? Czy mam świadomość, że jest ona rzeczywistością ukierunkowaną na stały rozwój?
  • Potem powiedział do niego: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących nad Syna Człowieczego» (w. 51) Ostatnie zdanie dzisiejszej perykopy jest uroczystą proklamacją zaadresowaną do wszystkich uczniów. Jezus nawiązuje do snu patriarchy Jakuba z Księgi Rodzaju o drabinie łączącej niebo z ziemią (por. Rdz 28,12). Ogłasza, że On sam jest nową Drabiną, jedynym Mediatorem, który trwale łączy Boga z ludźmi. „Otwarte niebiosa” oznaczają, że w Chrystusie Bóg stał się ostatecznie dostępny, a komunikacja między Stwórcą a stworzeniem została przywrócona. Tytuł „Syn Człowieczy” (gr. ho hyios tu anthropu) wskazuje na Jego uniżenie we Wcieleniu, ale i na rolę sędziego czasów ostatecznych. Jakie myśli i uczucia rodzą się we mnie, gdy uświadamiam sobie, że niebo jest już dla mnie otwarte? Czy mam świadomość, że im bliżej jestem Syna, tym bardziej zbliżam się do Ojca?

Modlitwa w ciągu dnia

  • Będę powtarzał: „Panie Jezu, oto moje życie, wypowiadaj nad nim swoje słowo, prowadź mnie drogą ucznia i pomnóż pewność mojej wiary”.

Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem (J 15,9-11)

Przygotowanie

  • Jezus wzywa uczniów, by trwali w Jego miłości, jak On trwa w miłości Ojca. Doświadczenie miłości, która swój początek ma w Bogu, pozwoli im zachować radość i stawić czoła wszelkim czekającym ich trudnościom. W ciszy i skupieniu wsłucham się w dzisiejsze słowo Pana.

Punkty do medytacji

  • Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! (w. 9) Miłość między Ojcem i Synem wyraża się w całkowitym darze z samego siebie. Ojciec cały jest dla Syna, a Syn cały dla Ojca. Miłość ta ma charakter wieczny, nie ma początku ani końca. Ponieważ jest miłością doskonałą, nie ogranicza się jedynie do rzeczywistości niebieskiej, lecz rozlewa się na całe stworzenie. Przyjmuje różne postaci w historii zbawienia, a w pełni objawia się światu w misterium paschalnym, gdy Syn z miłości do Ojca i do człowieka, daje siebie całego, stając się ofiarą przebłagalną za ludzkie grzechy. Wobec takiej miłości nie można przejść obojętnie. Ona wręcz woła, by człowiek na nią się otworzył. Jezus wzywa uczniów, by trwali w Jego miłości, czyli by rozpoznali, jak wielkim darem sam stał się dla nich i by podjęli próbę przyjęcia tego daru. Jezus mnie kocha, dzisiaj, właśnie w tej chwili. Nawet w najmniejszym stopniu na to nie zasłużyłem, lecz On mnie kocha, daje mi całego siebie, za mnie umiera na krzyżu. Jakie uczucia i myśli rodzą się we mnie, gdy to sobie uświadamiam?
  • Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości (w. 10) Miłość Jezusa nie ma sobie nic z pustej deklaracji. W każdym Jego geście, słowie i czynie wyraża się bycie dla Ojca i dla człowieka. W Ewangelii Mateusza Pan powie: „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,29-30). Jezus wzywa utrudzonego życiem i własną słabością człowieka, by wziął na siebie jarzmo i brzemię Jego słowa. On sam w pierwszej kolejności przyjął na siebie ciężar pełnienia woli Ojca. Odrzucenie przez Żydów, rozproszenie uczniów, urągający wszelkim zasadom sprawiedliwości sąd zwieńczony wyrokiem śmierci, biczowanie, cierniem koronowanie, dźwiganie krzyża, kilkugodzinna agonia na Golgocie, wreszcie śmierć – cały ten ciężar kosztował Go wiele. Udźwignął go jednak, gdyż tak bardzo był przekonany o miłości Ojca i tak bardzo sam kochał. Podobnie ma być z Jego uczniami. Wypełnianie Jego nauki nie jest łatwe, nierzadko wymaga rezygnacji z dotychczasowych planów, przewartościowania życia, zerwania z grzesznymi przywiązaniami. Miłować nieprzyjaciół? Nadstawić drugi policzek? Zawierzyć Bożej opatrzności i stać się podobnym do lilii polnych? Być sługą wszystkich? Wszystkie te „jarzma” stają się słodkie, gdy uświadamiam sobie, co było pierwsze – miłość objawiona na Krzyżu. Co ze słów Jezusa odkładałem na później? Na jakim Jego słowie zatrzymuje się moje stawanie Jego uczniem?
  • To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna (w. 11) Serce Jezusa jest wypełnione radością, której nic nie jest w stanie jej zakłócić. On ma świadomość, jak wielkie cierpienie Go czeka, a mimo to raduje się, gdyż w ten sposób będzie mógł otoczyć chwałą Ojca. Wie jednak także, że najbliższe godziny stanowić będą dla uczniów prawdziwy czas próby. Wzywając ich do tego, by w trwali Jego miłości, a tym samym trwali w miłości Ojca, Pan chce ich przygotować na swoja mękę oraz wszystkie inne czekające ich trudne doświadczania. Jego niezakłócona radość może stać się także ich udziałem, jeśli tylko przyjmą do serca ostatnie wskazówki. Jedna z nich mówi, że fundamentem autentycznej i trwałej radości jest przekonanie o miłości Ojca. Czy mam dzisiaj w sobie radość Jezusa? Czy w chwilach trudnych doświadczeń pamiętam, KTO mnie kocha?

W ciągu dnia

  • Będę powtarzał słowa: „Panie Jezu, oto moje serce, napełniaj je swoją miłością”.