Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?

Fot. pexels.com

Czwartek, 20 sierpnia, wspomnienie św. Bernarda

Mt 22,1-14

1 A Jezus znowu mówił do nich w przypowieściach: 2 «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. 3 Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. 4 Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” 5 Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, 6 a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali. 7 Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. 8 Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. 9 Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. 10 Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami. 11 Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nie ubranego w strój weselny. 12 Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?” Lecz on oniemiał. 13 Wtedy król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. 14 Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych».

Przypowieść o zaproszonych na ucztę weselną jest trzecią kolejną przypowieścią zaadresowaną bezpośrednio do żydowskich przywódców religijnych, którzy po przybyciu Jezusa do Jerozolimy zakwestionowali Jego władzę i autorytet (por. Mt 21,23-27). Wiele jej elementów ma charakter alegoryczny, czyli odsyła do oznaczających przez siebie rzeczywistości.

Obraz uczty weselnej przypomina wcześniejszą odpowiedź Jezusa na pytanie uczniów Jana Chrzciciela, którzy byli zdziwieni faktem, iż Jego uczniowie nie poszczą: „Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć” (9,15). Ponadto metafora uczty w ST pojawia się w tekstach objawiających prawdę o niezmiennej trosce Boga o swój lud, zarówno w obecnym czasie, jak i w czasach ostatecznych: „O, wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko! (…) Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw. Nakłońcie uszu i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie” (55,1-3; por. Iz 25,6-10;). Natomiast ponawianie przez króla zaproszenia na ucztę przypomina kilkukrotne posłanie wysłanników mających odebrać plony zebrane w winnicy we wcześniejszej przypowieści o przewrotnych rolnikach (Mt 21,34-37). Oprócz tego jest echem zaproszenia, jakie poprzez swoje służące przekazuje upersonifikowana Mądrość w Księdze Przysłów: „Chodźcie, nasyćcie się moim chlebem, pijcie wino, które zmieszałam. Odrzućcie naiwność, a żyć będziecie, chodźcie prosto drogą rozsądku” (Prz 9,5-6).

Inaczej niż w równoległym fragmencie Łk 14,15-24, u Mateusza nie zostają przytoczone wymówki, jakimi posługują się odrzucający zaproszenie. Złe traktowanie i zabicie sług posłanych przez króla (ww. 5-6) oraz jego zbrojna odpowiedź króla (w. 7) stanowią alegoryczne aluzje do zabijania starotestamentalnych proroków (również Jana Chrzciciela), a także do zniszczenia Jerozolimy przez rzymskie wojska w 70 po Chr. Zemsta króla może być postrzegana w kontekście obowiązującego w tamtym czasie w świecie pogańskim systemu honoru i wstydu, który zobowiązywał władcę do odpowiedniej reakcji na zniewagę.

Zaproszenie na ucztę ludzi napotkanych na rozstajnych dróg (ww. 8-10) mogło szokować słuchaczy. W śródziemnomorskim świecie I w. po Chr. posiłki spożywano w gronie osób należących do tej samej klasy społecznej. Natomiast król z przypowieści, gdy pierwsi zaproszeni zawiedli, posyła swoje sługi, by zapraszali na ucztę wszystkich ludzi napotkanych na „rozstajnych drogach”, czyli w miejscach, gdzie główna droga miasta wychodziła poza jego granice, przechodząc w wiejski trakt. Zapraszanymi zatem były osoby o niskim statusie społecznym (elity, stanowiące w tamtym czasie od 5 do 10 procent ludności żyły w centrum miast).

We wcześniejszej przypowieści o chwaście (por. 13,24-30) gospodarz pozwala, by zboże i chwast rosły razem, a dopiero przy żniwach dochodzi do oddzielenia jednego od drugiego (13,24-30.47-50) Również w przypowieści o sieci (por. 13,47-52) rybacy zagarniają z wód jeziora wszelkie ryby, a dopiero na brzegu oddzielają złe od dobrych. Podobnie jest w przypadku zapraszanych na drogach rozstajnych – zaproszenie dostają zarówno źli i dobrzy, a selekcja odbywa się dopiero na uczcie, gdy król przygląda się obecnym.

Przypadek biesiadnika, który nie ma na sobie stroju weselnego (ww. 11-14) podkreśla ważną myśl etyczną: wierzący mają być stale gotowi na ucztę czasów ostatecznych. Owa gotowość wyraża się poprzez trwanie w Chrystusie oraz czynienie dobrych uczynków. Św. Paweł napisze: „Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13,13-14; por. Ga 3,27; Kol 3,12). Od Jezusowego ucznia wymaga się czegoś więcej niż tylko wstępnego przyjęcia zaproszenia do bycia „przyjacielem Boga i proroków” (por. Mdr 7,27).

Czy jestem wyczulony na Boże mówienie do mnie? Czy świadomie wyznaję Jezusa Chrystusa jako mojego Pana i Zbawiciela?

Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?

Fot. pexels.com

Środa, 19 sierpnia

Mt 20,1-16

1 Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. 2 Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. 3 Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, 4 i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. 5 Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. 6 Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” 7 Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”. 8 A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. 9 Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. 10 Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. 11 Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, 12 mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekotę”. 13 Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? 14 Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. 15 Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” 16 Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».

Po ukazaniu niebezpieczeństwa związanego z bogactwem oraz nagrody za dobrowolne ubóstwo uczniów (por. Mt 19,23-30) Jezus opowiada kolejną przypowieść obrazującą tajemnicę królestwa niebieskiego: „Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy” (20,1). Akcja przypowieści rozgrywa się w dwóch miejscach – w winnicy oraz na wiejskim rynku. Obraz winnicy będącej własnością gospodarza w starotestamentalnych tekstach używany jest w celu opisania Boga, który powołuje Naród Wybrany do istnienia i troszczy się o niego (por. Ps 80,9-17; Iz 5,1-7; Jr 2,21; 12,10-11; Oz 10,1).

W Jezusowej przypowieści gospodarz udaje się wczesnym rankiem na wiejski rynek, gdzie zazwyczaj oczekiwali mężczyźni, których można było nająć do pracy, by znaleźć tam robotników do swojej winnicy: „Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy” (20,2). W starożytnej Palestynie denar (gr. denarion), rzymska srebra moneta, stanowił zwyczajową zapłatę za jeden dzień pracy. Wg Tory zapłata najętym pomocnikom miała być wypłacana pod koniec dnia: „Nie będziesz niesprawiedliwie gnębił najemnika ubogiego i nędznego, czy to będzie brat twój, czy przybysz, o ile jest w twoim kraju, w twoich bramach. Tego samego dnia oddasz mu zapłatę, nie pozwolisz zajść nad nią słońcu, gdyż jest on biedny i całym sercem jej pragnie; by nie wzywał Pana przeciw tobie, a to by cię obciążyło grzechem” (por. Pwt 24,14-15).

W kolejnych momentach dnia gospodarz zatrudnia innych robotników: „Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił” (Mt 20,3-5). W przeliczeniu na naszą rachubę czasu wymienione godziny oznaczają: „trzecia” – 9:00, „szósta” – 12:00, „dziewiąta” – 15:00. Najmowani mężczyźni do czasu zatrudnienia stali bezczynnie na rynkowym placu, licząc, że ktoś ich zatrudni chociaż na część dnia. Dlatego bez szczególnych negocjacji zgadzają się pracować w winnicy za to, „co będzie słuszne” (dosł. „sprawiedliwe”).

Zaskakujące może być to, że ostatnią grupę robotników gospodarz zaprasza do robót w winnicy jeszcze godzinę przed zakończeniem dnia: „Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”” (20,6-7). Odpowiedź najemników „Bo nas nikt nie najął” sugeruje, że mimo chęci podjęcia pracy nie mieli oni do tej pory okazji do bycia zatrudnionymi, lecz mimo zbliżającego się już wieczoru wciąż są gotowi pracować.

Po zapadnięciu zmierzchu gospodarz wydaje zarządcy polecenie wypłaty należności: „A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych” (20,8). Warto zwrócić uwagę, że pieniądze mają być wypłacone „począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Zatrudnieni około godziny jedenastej zapewne spodziewali się, że dostaną jakąś jedną dwunastą dniowego wynagrodzenia. Tymczasem otrzymują pełną kwotę: „Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze” (20,9).

Gdy pracujący od wczesnych godzin rannych również dostają to samo wynagrodzenie, zaczynają oskarżać właściciela winnicy o niesprawiedliwość: „Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekotę” (20,10-12). Gospodarz wyjaśnia swoją decyzję jednemu szemrających: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” (20,13-15). Właściciel winnicy przypomina wysokość stawki, za jaką robotnicy pracujący od rana zgodzili się pracować. Trudno zatem w jego zachowaniu dopatrywać się niesprawiedliwości. Jeśli zaś chodzi o wynagrodzenie pracowników „ostatniej godziny”, otrzymanie przez nich całego denara, a nie jego dwunastej części, wskazuje na dobroć gospodarza, który przekazuje im niezasłużony dar. Występujące tutaj wyrażenie „złe oko” jest semickim idiomem opisującym kogoś, kto jest zazdrosny, niechętny innym lub brakuje mu szczodrości (por. Pwt 15,9; Prz 28,22; Syr 14,8). Można by zatem sparafrazować pytanie gospodarza: „Czy żałujesz mi mojej hojności?”.

Zdanie podsumowujące przypowieść – „Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi” (Mt 20,16) – przypomina mądrościowe stwierdzenie kończące poprzednią perykopę (por. 19,30; także Mk 10,31; Łk 13,30). Tym razem określenia „pierwsi” i „ostatni” odnoszą się do czasu służby w winnicy Pańskiej: zatrudnionym najpierw płaci się na końcu, zaś zatrudnienie na końcu otrzymują zapłatę jako pierwsi.

Za pomocą rozważanej dzisiaj przez nas przypowieści Jezus objawia szczodrobliwość Boga, Boskiego Gospodarza, który udziela takiego samego wynagrodzenia zarówno tym, którzy rozpoczęli pracę w Jego winnicy jako pierwsi, jak i jako ostatni. W przypadku tych drugich widać wyraźnie, że ich zapłata nie zależy od długości ich pracy, lecz jest darem, który Bóg ma przecież prawo im ją przyznać. Ponadto Pan zarysowuje problemem postawy robotników pracujących cały dzień, którzy odebrali zachowanie Gospodarza jako „niesprawiedliwość”. Dzieje się tak, gdyż w ich sercu pojawił się grzech zawiści polegający na byciu złym z powodu szczęścia innych. Tego typu postawa przypomina zachowanie samego diabła. Autor Księgi Mądrości pisze: „A śmierć weszła w świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą” (Mdr 2,24). Jezus wzywa uczniów do radowania się wielkodusznością Boga, której doświadczyć mogą nawet najbardziej „spóźnieni” na drodze wiary. Ostatecznie przecież, żaden człowiek, nawet jeśli już dłuższy czas idzie za Jezusem, nie jest w stanie zasłużyć na Jego łaskę. Wszyscy, bez względu na nasz staż, mamy powody, by być wdzięcznymi za to, że Pan „jest dobry”.

Czy w swoim sercu usłyszałem już zaproszenie do Bożej winnicy? Jaka jest moja odpowiedź? Czy mam miłość dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji usłyszeć głosu Pana?

U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe

Fot. Min An (pexels.com)

Wtorek, 18 sierpnia

Mt 19,23-30

23 Jezus zaś powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, powiadam wam: Bogatemu trudno będzie wejść do królestwa niebieskiego. 24 Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego». 25 Gdy uczniowie to usłyszeli, bardzo się przerazili i pytali: «Któż więc może być zbawiony?» 26 Jezus spojrzał na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe». 27 Wtedy Piotr rzekł do Niego: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?» 28 Jezus zaś rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, aby sądzić dwanaście szczepów Izraela. 29 I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci, siostry, ojca, matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne posiądzie na własność. 30 Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi.

Wczorajsza rozmowa Jezusa z bogatym młodzieńcem (Mt 19,16-22) nie miała pozytywnego zakończenia. Gdy Pan wezwał go, by zanim pójdzie za Nim, rozdał swój majątek ubogim, odszedł zasmucony (por. 19,22). Dlatego w kolejnej swej wypowiedzi Jezus wprost porusza problem niebezpieczeństwa, jakie wiąże się z bogactwem: „Zaprawdę, powiadam wam: Bogatemu trudno będzie wejść do królestwa niebieskiego. Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego” (19,23-24). W przestrodze tej chodzi o demoralizujący wpływ majątku, który może uczynić ludzi chciwymi, lekkomyślnymi i nieumiarkowanymi. Ponadto bogactwo ma zdolność zmniejszenia poczucia zależności od Boga, dając złudne przekonanie o niezależności człowieka. Wcześniej Pan wzywał swoich uczniów, by wchodzili przez wąską bramę, która prowadzi do życia (por. 7,13-14). Teraz posługuje się obrazem wielbłąda, mierzącego nawet 2 m wysokości, próbującego przecisnąć się przez maleńkie ucho igielne.

Jezusowe słowa na pierwszy rzut oka wydają się wskazywać, że niemożliwe jest zbawienie bogatych. Stąd przerażenie uczniów i zadane przez nich pytanie: „Któż więc może być zbawiony?” (19,25). Odpowiadając Pan stwierdza najpierw, że niemożliwe jest dla ludzi wejście do królestwa niebieskiego o własnych siłach (por. 19,26b). Życia wiecznego nie da się osiągnąć za pomocą ludzkiej siły woli czy wielkiej liczby dobrych uczynków. Jako cel nadprzyrodzony jest ono poza zasięgiem możliwości ludzkiej natury, dotkniętej zranieniem grzechu. Jezus jednak ukazuje uczniom pełną nadziei perspektywę: „lecz u Boga wszystko jest możliwe” (19,26c). Łaska, którą Bóg chce udzielić człowiekowi uzdalnia go do osiągnięcia tego, czego nie byłby w stanie osiągnąć własnymi siłami.

Piotr w imieniu pozostałych apostołów pyta: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?” (19,27). Jezus zapewnia ich: „Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, aby sądzić dwanaście szczepów Izraela” (19,28). Użyty w polskim tekście termin „odrodzenie”, jest tłumaczeniem greckiego rzeczownika polignesia. Pojawia się on już u filozofów stoickich, którzy za jego pomocą opisywali odnowienie świata, które nastąpi po kosmicznym pożarze. Filon z Aleksandrii posługiwał się nim, opisując świat na nowo wyłaniający się z wód potopu. Natomiast u Józefa Flawiusza oznacza on odbudowanie państwa żydowskiego po wygnaniu babilońskim. W NT polignesia pojawia się jeszcze tylko jeden raz, w Liście do Tytusa, gdzie mowa jest o odrodzeni wierzących przez chrzest (por. Tt 3,5).

Odrodzenie, o którym mówi Jezus, ostatecznie urzeczywistni się po Jego powtórnym przyjściu w chwale. Zacznie się ono jednak już po Jego zmartwychwstaniu, kiedy to udzielona Mu zostanie „wszelka władza w niebie i na ziemi” (28,18). Syn Człowieczy z Księgi Daniela (por. Dn 7,13-14) rozciągnie swoje panowanie nad narodami poprzez misyjną działalność Kościoła: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (28,19-20). Zasiadanie apostołów na dwunastu tronach, aby sądzić dwanaście pokoleń Izraela, może oznaczać ich szczególną rolę w trakcie sądu ostatecznego, kiedy to będą ogłaszać sąd Pański nad powstałymi z martwych. Możliwa jest także inna interpretacja: sądzenie w sensie rządzenia. W innych miejscach Mateuszowej Ewangelii apostołowie otrzymują z rąk Jezusa władzę wiązania i rozwiązywania na ziemi (por. 16,19; 18,18). Jezus zatem ukazuje apostołów w roli założycieli mesjańskiej wspólnoty Kościoła.

Kolejne słowa Pana odnoszą się do wszystkich, którzy dla stania się Jego uczniami wiele poświęcili: „I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci, siostry, ojca, matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne posiądzie na własność” (19,29). O prawdziwości tych słów mogą przekonać się wszyscy, którzy doświadczają żywej wspólnoty Kościoła. Wiara w Jezusa Chrystusa stwarza między wierzącymi nowe relacje, oparte na doświadczeniu objawionej przez Syna miłości Ojca. Zaś oparcie swego życia na darze Słowa i łasce sakramentów pozwala już w trakcie ziemskiego życia zasmakować pełni szczęścia czekającej w wieczności.

Na zakończenie dzisiejszego fragmentu Jezus podkreśla, że normy panujące w królestwie niebieskim są odmienne od norm tego świata: „Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi” (19,30; por. 23,12; Mk 8,35; Łk 6,20-26). Wziąwszy pod uwagę, że słowa te padają zaraz po dyskusji nad bogactwem, wydaje się, że „pierwszymi” są ci, którzy są wielcy w oczach świata, czyli zamożni i potężni. „Ostatnimi” zaś są ubodzy i pogardzani społecznie, ci, których godności się nie zauważa lub wręcz jej zaprzecza. Bogaty młodzieniec z wczorajszej liturgii, odrzucając słowa Jezusa, ustawił się w gronie tych, którzy przy odrodzeniu będą ostatni. Natomiast uczniowie Pana, niejednokrotnie pogardzani i odrzucani w tym świecie, staną się pierwszymi.

Jaki jest mój stosunek do bogactwa? Czy w moim duchowym rozwoju w pierwszym rzędzie opieram się na mocy Boga? Czy dostrzegam braci w ludziach spotykanych w parafialnym Kościele? Czy szukam wielkości wg królestwa niebieskiego?

Co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?

Poniedziałek, 17 sierpnia, Wspomnienie św. Jacka

Mt 19,16-22

16 A oto podszedł do Niego pewien człowiek i zapytał: «Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?» 17 Odpowiedział mu: «Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowuj przykazania». 18 Zapytał Go: «Które?» Jezus odpowiedział: «Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, 19 czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego jak siebie samego». 20 Odrzekł Mu młodzieniec: «Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje?» 21 Jezus mu odpowiedział: «Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i daj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!» 22 Gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.

Młodzieniec z dzisiejszej Ewangelii zadaje Jezusowi bardzo ważne pytanie: „Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?” (Mt 19,16). Za tymi słowami kryje się jedna z podstawowych zasad starotestamentalnego judaizmu, która mówiła, że każdy Izraelita jest zobowiązany, by służąc Bogu, dokonywać właściwych wyborów i przyjmować odpowiednie postawy życiowe. Jezus nie kwestionuje tego założenia, lecz je doprecyzowuje, by uchronić zarówno młodzieńca jak i świadków prowadzonej rozmowy przed przekonaniem, że zbawienie zależy jedynie od ludzkiego wysiłku.

W charakterystyczny dla siebie sposób Pan odpowiada pytaniem: „Dlaczego Mnie pytasz o dobro?” (19,17b). Wbrew pozorom, nie jest to próba zmiany tematu. Także kolejne słowa: „Jeden tylko jest Dobry” (19,17b) nie są próbą przerzucenia uwagi na Boga, który jest jako jedyny może być nazwany dobrym w absolutnym tego słowa znaczeniu (por. Mk 10,18). Jezus nie neguje także swoje bóstwa. Wręcz przeciwnie, zadaje młodzieńcowi zagadkę, której rozwiązanie odsłania prawdę, że On sam jest Bożą dobrocią przyobleczoną w ciało. W dalszej części rozmowy Pan ostatecznie odpowiada na pytanie o dobro, jakie należy czynić (por. Mt 16,18-19), a następnie zachęca: „Pójdź za Mną” (19,21). To właśnie Jezus jest drogą do zbawienia, ostatecznym dobrem, do którego należy dążyć.

Kontynuując swoją wypowiedź Pan określa najbardziej podstawowy warunek: „jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowuj przykazania” (19,17c). Nawiązuje do stale powracającej w starotestamentowych tekstach konieczności zachowywania Bożego prawa, które jest gwarantem długiego i pomyślnego życia: „Będziecie przestrzegać moich ustaw i moich wyroków. Człowiek, który je wypełnia, żyje dzięki nim. Ja jestem Pan!” (Kpł 18,5; por. Pwt 5,1; 30,15-20).

Kolejne pytanie młodzieńca, których przykazań należy przestrzegać (por. Mt 19,18a), jest jak najbardziej zasadne. Uczeni w Piśmie wyliczyli, że cała Tora zawiera ponad sześćset przykazań. Określenie, które z nich są najważniejsze, pozwala właściwie ukierunkować wysiłki człowieka. Odpowiadając, Jezus wskazuje na serce prawodawstwa Mojżeszowego, Dekalog oraz przykazanie miłości z Księgi Kapłańskiej: „Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego jak siebie samego” (19,18c-19; por. Wj 20,12-16; Kpł 19,18).

Wypowiedź młodzieńca – „Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje?” (Mt 19,20) – świadczy o tym, że rzeczywiście przykładał on wagę do przestrzegania Prawa, lecz w dalszym ciągu miał poczucie, że czegoś jeszcze mu brakuje, że coś pominął w swoim dążeniu do życia wiecznego.

Jezus zatem odpowiada: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i daj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!” (19,21). Pan widząc szczere intencje młodzieńca, zachęca go, by wykroczył poza wymagania Prawa. Może on w swym oddaniu Bogu stać się doskonałym, gdy oprócz zachowywania przykazań, na rzecz ubogich zrezygnuje ze swych własności i zdecyduje się iść za Mesjaszem. Jezus wielokrotnie wskazywał na konieczność oderwania się od rzeczy doczesnych, np.: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną” (6,19). Porzucenie światowych bogactw daje ludzkiemu sercu wolność, dzięki której może ono znaleźć skarb w niebie.

Czy w moim codziennym życiu zastanawiam się nad tym, czy moje wybory i postawy przybliżają mnie do królestwa niebieskiego? Czy w spotkaniu z Jezusem (w Bożym słowie, w sakramentach, na modlitwie, w drugim człowieku) upatruję moje największe dobro? Jaki jest mój stosunek do dóbr materialnych? Czy nie przeszkadzają mi one iść za Mesjaszem?

Skąd u niego ta mądrość i cuda?

Dzisiejszy Nazaret nocą (fot. R.P.)

Piątek, 31 lipca, Wspomnienie św. Ignacego z Loyoli

Mt 13,54-58

54 Przyszedłszy do swego miasta rodzinnego, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: «Skąd u niego ta mądrość i cuda? 55 Czyż nie jest on synem cieśli? Czy jego Matce nie jest na imię Mariam, a jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? 56 Także jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc u niego to wszystko?» 57 I powątpiewali o Nim. A Jezus rzekł do nich: «Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony». 58 I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa.

Po zakończeniu mowy w przypowieściach (Mt 13,1-53) Jezus opuszcza Kafarnaum i udaje się do rodzinnego Nazaretu, po raz pierwszy od uwięzienia Jana Chrzciciela (por. 4,13). Swoim zwyczajem, prawdopodobnie w dzień szabatu, przychodzi do miejscowej synagogi, by nauczać: „Przyszedłszy do swego miasta rodzinnego, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: «Skąd u niego ta mądrość i cuda?” (por. 13,54). Reakcja zgromadzonych na synagogalnej liturgii przypomina reakcję tłumów na zakończenie Kazania na Górze: „Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie tak jak ich uczeni w Piśmie” (7,28-29). Jednakże zdumienie Nazareńczyków nie oznacza akceptacji, wręcz przeciwnie, odrzucenie. Wyrażone ono zostaje w serii pięciu pytań retorycznych. Pierwsze – „Skąd u niego ta mądrość i cuda?” – ogólnie odnosi się do głoszonych przez Jezusa słów i dokonywanych przez Niego czynów. Kolejne pytania pokazują, na czym opierały się wątpliwości mieszkańców Nazaretu.

„Czyż nie jest on synem cieśli?” (13,55a). Użyty tutaj grecki rzeczownik teknon oznacza kogoś, kto wytwarza jakieś przedmioty z drzewa lub kamienia. Inaczej niż w Ewangelii Marka Pan nie jest nazwany cieślą, lecz synem cieśli (por. Mk 6,3). Być może Mateusz idzie za judaistycznym zwyczajem, nakazującym podawanie zawodu ojca.

„Czy jego Matce nie jest na imię Mariam, a jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda?” (Mt 13,55b). Jako że Ewangelia Mateusza została napisana z myślą o chrześcijanach żydowskiego pochodzenia, imię Matki Jezusa zostaje podane w formie semickiej. Bracia Jezusa noszą imiona patriarchów, co może wskazywać na mocne zakorzenienie Jezusowej rodziny w żydowskich tradycjach religijnych. Jakub zostaje wymieniony na pierwszym miejscu, gdyż w późniejszych czasach będzie przełożonym Kościoła w Jerozolimie.

„Także jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas?” (13,56a). W przeciwieństwie do braci, siostry wymienione zostały bezimiennie. W oparciu o akcentowane przez Ewangelię dziewictwo Maryi (np. Mt 1,23; Łk 1,27) oraz interpretacje Ojców Kościoła, przyjmuje się, że bracia i siostry Jezusa byli dziećmi Józefa z pierwszego małżeństwa.

„Skądże więc u niego to wszystko?” (Mt 13,56b). Mieszkańcy Nazaretu, niewielkiej wtedy miejscowości, byli dobrze zaznajomieni z rodziną Jezusa i to skłaniało ich do postrzegania Go jako zwykłego człowieka, a nie Mesjasza Bożego. Nie potrafili otworzyć się na zamysł Boży, który wykraczał poza ich dotychczasowe doświadczenia i wyobrażenia. Poprzez swoją niechęć do Jezusa Nazareńczycy stają po stronie przeciwników Jezusa, faryzeuszów: „I powątpiewali o Nim” (13,57a). To stwierdzenie ewangelisty odnosi się do wcześniejszych słów Jezusa: „A błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi we Mnie” (11,6).

Reagując na negatywne przyjęcie ze strony swoich krajanów Jezus mówi: „Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony” (13,57b-c). Podobne doświadczenie miał prorok Jeremiasz (Jr 11,21). Cała scena kończy się dopowiedzeniem narratora: „I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa” (Mt 13,58). Wiara w mesjańską tożsamość Jezusa jest podstawowym warunkiem sprawiania przez Niego cudów (por. 12,38-39). Użyty w tutaj grecki rzeczownik apistia (dosł. „niewiara”) w Ewangelii Mateusza używany jest w odniesieniu do tych, którzy odrzucają Jezusa. Gdy ze swą wiarą zmagają się uczniowie, nazywani są „ludźmi małej wiary” (por. 6,30).

Czy wierzę w boską tożsamość Jezusa? Czy pozwalam, by Pan Bóg mnie zaskakiwał i wyprowadzał z utartych schematów myślenia i postepowania? Czy jestem człowiekiem wiary?