Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga

Srebrny denar z czasów Cesarza Tyberiusza (fot. minotaurcoins.com)

XXIX Niedziela Zwykła

Mt 22,15-21

15 Wtedy faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by Go podchwycić w mowie. 16 Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby Mu powiedzieli: «Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. 17 Powiedz nam więc, jak ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?» 18 Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: «Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy? 19 Pokażcie Mi monetę podatkową!» Przynieśli Mu denara. 20 On ich zapytał: «Czyj jest ten obraz i napis?» 21 Odpowiedzieli: «Cezara». Wówczas rzekł do nich: «Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga».

Dzisiejszy fragment Ewangelii Mateusza stanowi opis drugiego z pięciu sporów Jezusa z przedstawicielami żydowskich elit religijnych (por. Mt 21,23-27; 22,23-33; 22,34-40; 22,41-46), które mają miejsce po Jego przybyciu do Jerozolimy. Po wysłuchaniu serii przypowieści stanowiących swoisty akt oskarżenia pod adresem Izraela, a zwłaszcza jego duchowych przewodników (o dwóch synach – 21,28-33; o przewrotnych rolnikach – 21,33-44; o uczcie królewskiej – 22,1-14), faryzeusze zastanawiają się, w jaki sposób pochwycić Jezusa w mowie, czyli doprowadzić do sytuacji, w której na podstawie Jego wypowiedzi będzie można Go skazać, a następnie wydać „zwierzchności i władzy namiestnika” (Łk 20,20b; por. Mt 21,45-46; 25,3-5). Decydują się posłać do Niego swoich uczniów oraz zwolenników Heroda Antypasa, którzy w rozmowie z Jezusem poruszą niebezpieczne zagadnienie polityczno-religijne dotyczące płacenia podatków.

Wysłannicy, zapewne w celu uśpienia czujności Jezusa, rozpoczynają dialog w bardzo kulturalny sposób: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką” (22,16). Użyty tutaj grzecznościowy tytuł „Nauczyciel” (gr. didaskalos) oznacza tego, który ma prawo nauczać Prawa Mojżeszowego. U Mateusza słowo to w odniesieniu do Jezusa pada tylko z ust nie-uczniów (np. 8,19; 9,11; 12,38; 17,24), podkreślając dystans między Nim a Jego rozmówcą. Posłani przez faryzeuszów przyznają, że Pan w swojej misji nie idzie na kompromis, żeby zaskarbić sobie przychylność tłumów czy przywódców.

Po wyrazach pozornego uznania dla nauczycielskiej działalności Jezusa pada właściwe pytanie: „Powiedz nam więc, jak ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?” (22,17). Żydzi żyjący w Palestynie w I w. oprócz zobowiązań finansowych, takich jak myto, daniny oraz podatek na świątynię jerozolimską (por. 17,24-27), zobowiązani byli także płacić podatek narzucony przez Rzymian, tzw. tributum capitis, od którego zwolnione były jedynie osoby starsze i dzieci. Podatek cesarski postrzegany był jako haniebna oznaka poddaństwa wobec okupanta.

Jezus wie, co kryje się w sercu człowieka (por. J 2,25), dlatego od razu także poznaje zamiary wysłanników faryzeuszy i najpierw odpowiada pytaniem (według stylu dyskusji rabinicznej): „Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy?” (Mt 22,18). Pojawia się tutaj grecki czasownik peiradzo („próbować, wystawiać na próbę, doświadczać kogoś”), który wcześniej został użyty w scenie kuszenia Jezusa przez diabła (por. 4,1). Zaś rzeczownik hypokrites pierwotnie oznaczał aktora grającego w greckim teatrze, który nosił charakterystyczną dla swej roli maskę. U Mateusza oznacza człowieka fałszywego, nieautentycznego (np. 6,5.16; 7,5; 15,7).

Jezus rzeczywiście pragnął nauczać „drogi Bożej w prawdzie”, dlatego po ujawnieniu prawdziwych intencji swoich rozmówców prosi: „Pokażcie Mi monetę podatkową!” (22,19). Podano Mu denara, srebrną monetę bitą w Rzymie, co dodatkowo podkreśla obłudę interlokutorów, którzy chcieli być postrzegani za wyjątkowo wiernych Prawu, a mimo to w swojej „kieszeni” mieli pogańską monetę, której używanie uznawane było za bałwochwalstwo potępione przez drugie przykazanie Dekalogu. Na denarze widniała podobizna cesarza Tyberiusza (14-37 po Chr.), a wokół biegł napis: „Tiberius Caesar divi Augusti filius Augustus”.

Gdy rozmówcy potwierdzają, że na denarze znajduje się wizerunek Cezara, Jezus wypowiada ważne pouczenie: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (22,21). W Liście do Rzymian Paweł napisze: „Oddajcie każdemu to, co się mu należy: komu podatek – podatek, komu cło – cło, komu uległość – uległość, komu cześć – cześć” (Rz 13,7). Pytanie uczniów faryzeuszy i Herodian stanowi fałszywy dylemat. Zarówno zobowiązania polityczne, jak i religijne mogą być pełnoprawnie wypełniane. Płacenie podatków nie stanowi kompromisu względem obowiązków wobec Boga, a służenie Bogu nie wyklucza wspierania władz cywilnych. Ponadto tym, co „należy do Boga”, jest osoba ludzka, która od pierwszych chwil swojego istnienia nosi w sobie wizerunek Boga żyjącego (por. Rdz 1,26-27). Zatem naszym największym życiowym zobowiązaniem, dotyczącym każdego mężczyzny, kobiety i dziecka, jest ufne oddanie siebie naszemu Stwórcy.

Czy w czasie modlitwy jestem szczery wobec Boga i nie ukrywam przed nim moich prawdziwych intencji? Czy pozwalam, by nauka Jezusa wyprowadzała mnie z błędnych założeń i przekonań? Czy oddałem już w pełni moje życie Bogu?

Jesteście ważniejsi niż wiele wróbli

Fot. Valentina Curini (unsplash.com)

Piątek, 16 pażdziernika, Wspomnienie św. Jadwigi Śląskiej

Łk 12,1-7

1 Kiedy ogromne tłumy zebrały się koło Niego, tak że jedni cisnęli się na drugich, zaczął mówić najpierw do swoich uczniów: «Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów. 2 Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. 3 Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głoszone będzie na dachach. 4 A mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic już więcej uczynić nie mogą. 5 Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie! 6 Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. 7 U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.

Ataki ze strony faryzeuszów i uczonych w Piśmie (por. Łk 11,53-54) nie przeszkadzają we wzroście popularności Jezusa, wokół którego gromadzą się „ogromne tłumy”. Przychodzą oni, by przysłuchiwać się Jego nauczaniu i przekonać się o wyjątkowości Jego osoby. Zanim jednak Pan do nich przemówi, zwraca się do swoich uczniów, nawiązując do właśnie zakończonej dyskusji z faryzeuszami i uczonymi w Prawie: „Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów” (12,1). W Księdze Wyjścia mowa jest o tym, iż Izraelici tuż przed wyjściem z Egiptu mieli usunąć ze swoich domów wszelki kwas, czyli zaczyn, jaki używano przy wypieku chleba (por. Wj 12,15). Ta niewielka ilość surowego ciasta z poprzedniego wypieku, dodawana do nowej porcji ciasta w celu zainicjowania procesu fermentacyjnego, jest symbolem ciągłości. Opuszczając Egipt, potomkowie Abrahama rozpoczynali nowy rozdział w swoich dziejach, całkowicie zdając się na Boże prowadzenie. Ponadto w trakcie wędrówki przez pustynię karmieni byli manną, czyli chlebem z nieba. Jezus łączy zakwas (gr. dzume – „zakwas, zaczyn, drożdże”) z obłudą (gr. hypokrisis – „udawanie, obłuda”) faryzeuszów, którą przed chwilą napiętnował. Podkreśla, że faryzejska postawa, polegająca na zachowywaniu zewnętrznych pozorów pobożności, stanowi zagrożenie dla Jego uczniów. Jak potem napisze św. Paweł: „drobina kwasu całe ciasto zakwasza” (1 Kor 5,6; por. Ga 5,9).

Pan kontynuuje: „Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głoszone będzie na dachach” (Łk 12,2-3). Niespójność między zewnętrznymi pozorami a ukrytą rzeczywistością serca w którymś momencie wyjdzie na jaw. Wcześniej podobny ciąg kontrastujących ze sobą twierdzeń dotyczących tego, co tajemne, a co zostanie ukazane w świetle, miał pozytywną funkcję i odnosił się do Słowa Bożego (por. 8,17). Również w tym wypadku słowa Jezusa można odnieść do świadectwa uczniów o Nim, gdyż wiara w Niego w głębi serca i wyrzekanie się Go publicznie również byłyby formą obłudy (por. 12,8-9).

Do takiego wyparcia się Jezusa mógłby skłonić uczniów lęk przed prześladowaniami, dlatego Pan dodaje: „A mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic już więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie!” (12,4-5). Zwróćmy uwagę, że Jezus zwraca się tutaj uczniów, nazywając ich „przyjaciółmi” (gr. filos – „przyjaciel, ulubieniec”). Poucza ich, by nie obawiali się ludzi, którzy mogą co najwyżej zabić ich ciało, lecz by pielęgnowali w sobie bojaźń Bożą, gdyż to właśnie od Boga zależy ich życie wieczne. Ma On bowiem moc wtrącić do piekła. Użyty tutaj grecki rzeczownik geena pochodzi od hebrajskiego wyrażenia ge-hinnom, czyli „Dolina Hinnom” (por. Joz 15,8). Chodzi o dolinę znajdującą się na południowy wschód o Jerozolimy, która za czasów Achaza i Manassesa była miejscem składania ofiar z dzieci (por. 2 Krn 28,4; 33,6). Według Jeremiasza zamiarem Boga jest, by w przyszłości na tej dolinie spoczęło piętno śmierci i nieczystości (por. Jr 7,31-33; 19, 2-13). Izajasza ukazuje ją jako symbol ostatecznej kary, przeznaczonej złym ludziom (por. Iz 66,24). Jezus ukazuje uczniom, że wartość ich życie ziemskiego jest względna, gdyż ostatecznie ich celem jest życie wieczne (por. Łk 10,25-28; 18,18-22.29-30). W Dziejach Apostolskich Piotr i pozostali apostołowie powiedzą: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5,29).

Bojaźń Pańska to równocześnie ufność w Bożą opatrzność i opiekę: „Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Łk 12,6-7; por. Łk 12,22-32). Kto powierza swoje życie Bogu, nie musi obawiać się prześladowców. Tym razem Jezus argumentuje, zaczynając do tego, co ma mniejsze znaczenie, by dojść do tego, co ma znaczenie większe. Skoro Bóg troszczy się o wróble, których wartość jest niewielka (jeden as był szesnastą częścią denara, który zwyczajowo wypłacano na koniec dnia pracy), tym bardziej troszczy się o ludzi, którzy są o wiele bardziej ważni niż wróble. Bóg wie, ile każdy z nas ma włosów na głowie, dlatego tym bardziej nie obce są Mu także nasze troski i obawy.

Czy podobnie jak tłumy z dzisiejszej Ewangelii „cisnę się” do Jezusa, by być blisko Niego i słuchać Jego słowa? Czy w mojej codzienności, zwłaszcza jeżeli chodzi o wiarę, wystrzegam się obłudy? Czego obawiam się, gdy przychodzi wyznać wiarę w Jezusa? Czy ufam bożej opatrzności?

Biada wam!

Fot. R.P.

Środa, 14 października

Łk 11,42-46

42 Lecz biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiej jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić, i tamtego nie pomijać. 43 Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku. 44 Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą». 45 Wtedy odezwał się do Niego jeden z uczonych w Prawie: «Nauczycielu, słowami tymi także nam ubliżasz». 46 On odparł: «I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo nakładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami nawet jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie.

W trakcie uczty w domu jednego z faryzeuszy Jezus wypowiada szereg „biada” pod adresem faryzeuszów i uczonych w Prawie (por. 11,42-52). Dzisiejsze czytanie ewangeliczne przytacza cztery pierwsze: trzy przeciwko faryzeuszom i jedno przeciwko uczonym w Piśmie. Sama formuła „biada” pojawia się już u starotestamentalnych proroków, którzy za jej pomocą ostrzegali niesprawiedliwych przed nadchodzącym Bożym sądem (por. Iz 5,8-24). U Łukasza Pan posłużył się tą formułą wcześniej, w Kazaniu na równinie, gdzie cztery „biada” kontrastowały z czterema „błogosławieństwami” (por. Łk 6,20-26). Tutaj natomiast „biada” kontrastują z błogosławieństwem wobec tych, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je: „Tak, błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i [go] przestrzegają” (11,28).

„Lecz biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiej jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić, i tamtego nie pomijać” (11,42). Wg Prawa Mojżeszowego dziesiątą część płodów należało postrzegać jako należącą do Pana. Miała ona służyć jako utrzymanie dla kapłanów i lewitów pełniących służbę w świątyni oraz jako wsparcie dla ubogich, sierot i wdów (por. Pwt 14,28-29; Tb 1,8). Obejmowała ona zborze, oliwę, wino, woły i owce (por. Lb 18,12; Pwt 14,22-27; Ne 10,36-40). Faryzeusze w swej pobożności poszli jeszcze dalej, uważając, że nie powinno się jeść niczego, z czego nie została oddana dziesięcina. Mówiąc o dziesięcinie z mięty, ruty i wszelkie jarzyny, Jezus ukazuje ich krańcową drobiazgowość w przestrzeganiu przepisów Prawa, której skutkiem było pomijanie tego, co w życiu religijnym najbardziej istotne: sprawiedliwości i miłości Bożej. Oddawanie dziesięciny, nawet z ziół i warzyw, ma sens, ale pod warunkiem, że człowiek pamięta o ubogich i nie zaniedbuje samego Boga.

„Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku” (Łk 11,43). W tekście greckim pojawia się tutaj czasownik agapao („miłować, kochać kogoś”), który w większości przypadków opisuje relację doskonałej miłości do innych osób, w tym do Boga. Tymczasem faryzeusze miłują pierwsze, a więc najbardziej zaszczytne miejsca w synagogach oraz bycie pozdrawianym na rynku. Ze względu na swoją drobiazgowość w wypełnianiu Prawa uważają, że są godni wszelkich zaszczytów. Zatem drugie biada uderza bezpośrednio w pychę faryzeuszów. Zamiast miłości do bliźniego i do Boga, pielęgnują oni miłość do siebie samych.

„Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą” (11,44). Za grób często służył prosty dół, który po zakończeniu obrzędów pogrzebowych zasypywano, a potem wykładano matami, drewnem lub płytkami kamiennymi. Bogaci budowali w miejscu pochówku budowle mające przypominać o zmarłej osobie. Za grobowiec mogła też służyć naturalna lub wykuta przez człowieka grota, której wejście zamykano prostokątnymi płytami lub zataczanymi kamieniami. Ciało zmarłego, a zatem także grób, uważano za nieczyste. Kto się go dotknął, nawet nieumyślnie, przez siedem dni pozostawał nieczysty (por. Lb 19,16). Aby do tego nie dochodziło, malowano grób wapnem lub oznaczano bielonym kamieniem. Według Jezusa, faryzeusze są jak groby ukryte i nieoznaczone. Sami są nieczyści, gdyż pomijają najważniejsze przykazania, a w konsekwencji czynią nieczystymi wszystkich, którzy naśladują ich sposób życia.

„I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo nakładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami nawet jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie” (Łk 11,46). Jako że jeden z uczonych w Prawie Jezusową krytykę faryzeuszy odnosi także do własnej grupy (por. 11,45), Pan w ostatnim dzisiejszym „biada” zwraca się do niego i jemu podobnych. Uczeni w Prawie zajmowali się studiowaniem Prawa oraz wyjaśniali, jak w konkretnej sytuacji powinien zachować się człowiek, by być z zgodzie z jego nakazami. W ten sposób powstała rozbudowana tradycja ustna, która swoimi wskazaniami obejmowała niemalże każdy aspekt codziennego życia. Jezus zarzuca uczonym w Prawie, że ustanawiane przez nich przepisy i zwyczaje są ciężarami nie do uniesienia dla zwykłych Izraelitów. Mało tego, sami uczeni nie chcą dźwigać owych ciężarów, co zazwyczaj odbywało się przez sprytne żonglowanie interpretacjami.

Czy który z dzisiejszych „biada” budzi niepokój w moim sercu? Co jako uczeń Jezusa uważam za moją pierwszą powinność? Jak przeżywam sytuacje, w których jestem przez innych pomijany lub niezauważany? Jaką słabością najbardziej dotykam bliskie mi osoby? Czy mówiąc o chrześcijańskich powinnościach, w pierwszym rzędzie zwracam się do siebie samego?

Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych

Fot. Jordan Arnold (unsplash.com)

XXVIII Niedziela Zwykła

Mt 22,1-14

1 A Jezus znowu mówił do nich w przypowieściach: 2 «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. 3 Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. 4 Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” 5 Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, 6 a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali. 7 Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. 8 Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. 9 Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. 10 Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami. 11 Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nie ubranego w strój weselny. 12 Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?” Lecz on oniemiał. 13 Wtedy król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. 14 Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych».

Pierwszymi adresatami przypowieści o zaproszonych na ucztę weselną, podobnie jak w przypadku dwóch poprzednich, o dwóch synach (por. 21,28-32) oraz o przewrotnych rolnikach (por. 21,33-46), są arcykapłani oraz starsi ludu, czyli religijni zwierzchnicy żydowscy, którzy od przybycia Jezusa do Jerozolimy kwestionują Jego działanie (por. 21,15-16.23). Wszystkie trzy przypowieści rzucają negatywne światło na owych przeciwników Pana. Ta o dwóch synach zarzuca im nieposłuszeństwo Bożej woli, zaś ta o przewrotnych rolnikach zapowiada sąd nad tymi, którzy zabili syna właściciela winnicy. Druga i trzecia przypowieść zawierają wiele elementów alegorycznych, czyli odsyłających do oznaczających przez siebie rzeczywistości. Obydwie także można odczytywać w kluczu historii zbawienia.

Obraz uczty pojawia się już w starotestamentalnych tekstach ukazujących prawdę o niezmiennej trosce Boga o swój lud. Na przykład u Izajasza czytamy: „O, wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko! Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę — na to, co nie nasyci? Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw. Nakłońcie uszu i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie” (np. Iz 55,1-3; por. 25,6-10; 65,13). Natomiast w ponawianiu przez króla zaproszenia na ucztę (por. Mt 22,3-4) możemy dostrzec echo zaproszenia, jakie w Księdze Przysłów za pomocą swoich służących przekazuje upersonifikowana Mądrość: „Chodźcie, nasyćcie się moim chlebem, pijcie wino, które zmieszałam. Odrzućcie naiwność, a żyć będziecie, chodźcie prosto drogą rozsądku” (por. Prz 9,5-6). Uczta weselna z dzisiejszej przypowieści symbolizuje czas Mesjasza, Oblubieńca, który przychodzi do swojej Oblubienicy, czyli do Izraela. Potomkowie Abraham są pierwszymi adresatami zbawienia.

Złe traktowanie i zabicie sług posłanych przez króla oraz jego zbrojna odpowiedź (por. Mt 22,5-7) stanowią alegoryczne aluzje do zabijania starotestamentalnych proroków, w tym Jana Chrzciciela. Rozmówcy Jezusa, arcykapłani i starsi ludu oraz ci Izraelici, którzy idą za ich opiniami, wpisują się w zachowanie swoich poprzedników, tym razem nie odrzucając jedynie prorockiego napomnienia, lecz samego Mesjasza. Nie bez znaczenia jest fakt, iż już w roku 70 po Chr. Jerozolima wraz ze świątynią zostaną zburzone, co można odczytać jako znak Bożego sądu nad Izraelem, który nie rozpoznał czasu swego nawiedzenia.

Ponadto warto zauważyć, że słuchacze Jezusa byli przyzwyczajeni do ówczesnej zasady nakazującej spożywanie posiłków wyłącznie w gronie osób należących do tej samej klasy społecznej. Tymczasem król z przypowieści, gdy pierwsi zaproszeni zawodzą, posyła swoje sługi, by zapraszali na ucztę wszystkich ludzi napotkanych na „rozstajnych drogach”, czyli w miejscach, gdzie główna droga miasta wychodziła poza jego granice, przechodząc w wiejski trakt (por. 22,8-10). Zapraszanymi zatem musiały być także osoby o niskim statusie społecznym. Mamy tutaj wyraźną zapowiedź, że dzieło zbawienia dokonane przez Syna Bożego swoim zasięgiem wykroczy poza Izrael, znajdując pozytywną odpowiedź pośród pogańskich narodów.

We wcześniejszej przypowieści o chwaście (por. 13,24-30) gospodarz pozwala, by zborze i chwast rosły razem, a dopiero przy żniwach dochodzi do oddzielenia jednego od drugiego. Również w przypowieści o sieci (por. 13,47-52) rybacy zagarniają z wód jeziora wszelkie ryby, a dopiero na brzegu oddzielają złe od dobrych. Podobnie jest w przypadku osób napotkanych przez sługi na rozstajnych drogach – zaproszenie dostają zarówno źli jak i dobrzy, a selekcja odbywa się dopiero na uczcie, gdy król przygląda się obecnym (por. 22,11). Dobra Nowina o Jezusie przez znany tylko Bogu czas będzie głoszona pośród wszystkich narodów. Ostatecznie jednak nadejdzie dzień sądu, który zdecyduje o wieczności całej ludzkości.

Przypadek biesiadnika, który nie ma na sobie stroju weselnego (por. 22,12-13), wyraża ważną myśl: wierzący mają być stale gotowi na ucztę czasów ostatecznych. Owa gotowość wyraża się poprzez trwanie w Chrystusie oraz czynienie dobrych uczynków. Św. Paweł napisze: „Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13,13-14). Od Jezusowego ucznia wymaga się czegoś więcej niż tylko wstępnego przyjęcia zaproszenia do bycia „przyjacielem Boga i proroków” (por. Mdr 7,27).

Czy w moich pragnieniach obecna jest myśl o wieczności? Jak odpowiadam na wewnętrzne natchnienia? Czy patrząc na moje codzienne wybory i postawy, mogę stwierdzić, że trwam w Chrystusie?

Błogosławione łono, które Cię nosiło

Fot. Grant Whitty (unsplash.com)

Sobota, 10 października

Łk 11,27-28

27 Gdy On to mówił, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: «Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś». 28 Lecz On rzekł: «Tak, błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i [go] przestrzegają».

We fragmencie poprzedzającym dzisiejsze czytanie ewangeliczne Jezus rozprawia się z zarzutami, iż mocą Belzebuba wypędza złe duchy (por. Łk 11,14-23) oraz przestrzega przed działaniem ducha nieczystego, który szuka wszelkiej sposobności, by zdeprawować serca wierzących (por. 11,24-26).

Usłyszawszy to, jedna z obecnych przy Nim kobiet woła w zachwycie: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś” (11,27). Wypełnia się w ten sposób proroctwo wypowiedziane przez samą Maryję, która w domu Elżbiety i Zachariasza powiedziała: „Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia” (1,48). W tej samej scenie Elżbieta mówi o matce Pana: „Błogosławiona [jest], która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana” (1,45).

Odpowiadając na reakcję kobiety, Jezus stwierdza: „Tak, błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i [go] przestrzegają” (11,48). Wcześniej z usta Pana pada podobna wypowiedź: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je” (8,21). Maryja w rzeczy samej otworzyła swoje serce na dar Bożego błogosławieństwa, przyjmując Słowo przekazane jej przez anioła Gabriela: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” (1,38). Jako pokorna służebnica Pańska stała się tym samym wzorem dla uczniów Jezusa, którzy również są wezwani do słuchania i wypełniania słowa Bożego.

Czy ludzie spotykający mnie na co dzień widzą we mnie świadka Jezusa? Czy moje życie, czyny i słowa, skłaniają innych do uwielbiania Boga? Czy mogę powiedzieć, że daję się kształtować Słowu?