Wchodźcie przez ciasną bramę

Jerozolima, Brama św. Szczepana (fot. R.P.)

Wtorek, 23 czerwca

Mt 7,6.12-14

6 Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, nie poszarpały was samych (…) 12 Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem to jest istota Prawa i Proroków. 13 Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. 14 Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!

W pierwszym wersecie dzisiejszego czytania ewangelicznego pojawia się nieco zagadkowa wypowiedź Jezusa: „Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, nie poszarpały was samych” (Mt 7,6; por. Prz 23,9; Syr 22,9-10). Perła może oznaczać królestwo Boże. W dalszej części Mateuszowej Ewangelii Jezus opowie krótką przypowieść, w której ponownie użyje tego obrazu: „Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją” (13,45-46). Psy prawdopodobnie oznaczają tych, którzy nie należą do narodu izraelskiego. Żydzi nie trzymali psów w swoich obejściach. Ponadto w rozmowie z poganką z okolic Tyru i Sydonu, proszącą, by Jezus uwolnił jej córkę z mocy złego ducha, Pan początkowo odpowie: „Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom” (15,26). Świnie natomiast były uważane przez Żydów za zwierzęta nieczyste.

Jezus zatem poucza swoich uczniów, by nie głosili królestwa Bożego poganom, lecz, by skoncentrowali się na członkach Narodu Wybranego. Izrael jako depozytariusz Bożych obietnic o zbawieniu jest pierwszym adresatem Dobrej Nowiny o ich wypełnieniu w Chrystusie. Posyłając Dwunastu, Pan powie: „Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie” (10,5-7). Pod koniec Ewangelii zakres misji uczniów zostanie przez poszerzony: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (28,19). Ta pozorna niekonsekwencja Jezusowych wskazówek pokazuje, że istnieje pewna gradacja adresatów Ewangelii, nie wynikająca bynajmniej z faktu, iż poszczególni ludzie mają różną godność. W oczach Boga każdy człowiek, Żyd i poganin, grzesznik i sprawiedliwy, chrześcijanin i buddysta, ma tę samą wartość. Istnieje jednak pewna logika ewangelizacji, wynikająca z historii zbawienia oraz nakazująca w pierwszym rzędzie obejmować nią tych, którzy cokolwiek z niej zrozumieją.

W kolejnym zdaniu dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi: „Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie” (7,12). Ta mądrościowa maksyma, niekiedy określana jako „złota reguła”, jest swojego rodzaju podsumowaniem etycznego nauczania Starego Testamentu: „Albowiem to jest istota Prawa i Proroków”. Zarówno w literaturze grecko-rzymskiej, jak i judaistycznej istnieje wiele podobnych sformułowań. W Księdze Kapłańskiej czytamy: „Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz miłował bliźniego jak siebie samego” (Kpł 19,18; por. Mt 5,43). Zaś w Księdze Tobiasza mówi Ojciec do głównego bohatera: „Czym sam się brzydzisz, tego nie czyń nikomu!” (Tb 4,15). Sposób myślenia kryjący się za tymi słowami został zaprezentowany przez Jezusa już we wcześniejszych fragmentach Kazania na Górze (napomnienia dotyczące przebaczenia – Mt 6,14-15 oraz pokusy osądzania – 7,1-3). Teraz Jezus wprost wyraża naczelną zasadę ukazującą, w jaki sposób żyć zgodnie ze słowem Bożym objawionym w Pismach świętych.

W kolejnych wersetach Pan wzywa uczniów do spojrzenia na swoje życie z perspektywy jego celu. Słowa te są niezwykle otrzeźwiające, stawka bowiem jest maksymalnie wysoka: „Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!” (7,13-14). Starożytne miasta Bliskiego wschodu otoczone były murem a wejście do środka umożliwiały dwa rodzaje bram: duże, które były szerokie i umożliwiały przemieszenie się ludzi, zwierząt i wozów, oraz małe, przeznaczone jedynie dla pieszych. Uczniowie Jezusa mają przechodzić przez „ciasną bramę” i kroczyć „wąską ścieżką”, które „prowadzą do życia”. Obrazy te symbolizują konieczność wysiłku i podejmowania zdecydowanych kroków, które mają ich przybliżać do pełni życia w królestwie niebieskim. Wcześniej Jezus mówił o soli, która utraciwszy swój smak, nie może go już więcej odzyskać (5,13). Bycie chrześcijaninem zakłada podporządkowanie własnych wyborów i postaw nauce Jezusa. Wielokrotnie wiąże się to z konkretnymi trudnościami, jak walka z własną grzeszną naturą czy odrzucenie ze strony otoczenia. Pokusa „szerokiej bramy”, czyli pójścia na kompromis z logiką tego świata, będzie zawsze aktualna. Nieoceniona pomocą w tym wszystkim jest program Błogosławieństw zarysowany na samym początku Kazania na górze (5,3-12).

Czy troszczę się o zbawienie moich bliskich? Czy w moich relacjach z innymi stosuję Jezusową „złotą regułę”? Co jest moją „szeroką bramą”? Czy w pracy nad sobą wzbudzam w sobie pragnienie życia wiecznego?

Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni

Fot. Galle Marcel, unsplash.com

Poniedziałek, 22 czerwca

Mt 7,1-5

1 Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. 2 Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. 3 Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? 4 Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, podczas gdy belka tkwi w twoim oku? 5 Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.

W dzisiejszym fragmencie Kazania na Górze (Mt 5-7) Jezus jasno wyraża się na temat osądzania innych: „Nie sądźcie” (7,1). Samo osądzanie tego, czy dany czyn jest grzeszny, nie jest złe. Wydając moralny osąd, nawet jeśli dotyczy on działania innych, korzystamy przecież ze swego chrześcijańskiego sumienia. Intencją Jezusa jest wskazanie na problem osądu i potępienia serca drugiego człowieka. Nikt przecież nie ma dostępu do ukrytych intencji pobudzających innych do czynu. Nie mamy też wiedzy wystarczającej do oceny winy kogoś drugiego, która zależy od okoliczności oraz poziomu rozwoju moralnego i religijnego danej osoby. Ponadto zbyt łatwo przychodzi nam wydawać generalizującą opinię na temat innych, tylko na podstawie jednego przewinienia. Jezus podkreśla, że Jego uczniowie nie powinni przyjmować pozycji pewnych siebie moralizatorów. Ponadto osądzanie innych za ich błędy szkodzi naszej własnej relacji z Bogiem: „abyście nie byli sądzeni” (7,1). Bóg osądzi tego, kto naokoło feruje wyroki.

Osadzający innych musi liczyć się z tym, że sam spotka się z równie surowym wyrokiem: „Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą” (7,2). W poprzednich fragmentach Kazania na Górze mowa była o tym, że uczniowie otrzymają przebaczenie od Boga, pod warunkiem, że będą przebaczający wobec innych: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (5,7; por. 6,14-15). Podobny mechanizm dotyczy osądu. Mówiąc – „taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą” – Jezus ukazuje, że Bóg zastosuje wobec nas ten sam poziom surowości lub pobłażliwości, jaki my sami stosujemy względem innych.

Jezus był z zawodu cieślą. Wiedział, jak to jest, mieć w oku drzazgę. Dlatego dla zobrazowania swoich wskazówek posługuje się krótką przypowieścią: „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, podczas gdy belka tkwi w twoim oku?” (7,3-4). By zwiększyć retoryczne oddziaływanie, wzorem żydowskich nauczycieli Pan dokonuje wyolbrzymienia. Jasnym jest, że raczej nie jest możliwe, by ktoś nosił w swoim oku belkę. Za owym wyolbrzymieniem kryje się jednak ważne ostrzeżenie przed krytykancką tendencją do przeoczania własnych błędów, nierzadko poważniejszych od przywar innych. Psychologia i doświadczenie mistrzów duchowości podpowiadają nam, że najczęściej krytykujemy innych za to, z czym sami nie potrafimy lub nie chcemy sobie poradzić.

Pierwszą moralną troską ucznia Jezusa powinno być przyjrzenie się samemu sobie, by dostrzec czynione przez siebie zło. Dopiero gdy na tym polu uda nam się z Bożą pomocą, na przykład przez spowiedź i pokutę, poczynić postępy, będziemy w stanie pomóc innym: „Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata” (7,5). Ciągła praca nad sobą, świadomość własnej słabości oraz doświadczenie mocy Bożego słowa i sakramentów porządkujących nasze wnętrze, przygotowują nas na spotkanie z drugim grzesznikiem.

Co jest moją „belką”? Czy pozwalam, by Bóg wyprowadzał mnie z ciemności mojego grzechu? Czy unikam pokusy krytykanctwa i moralizatorstwa?

Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle

Jezus ukrzyżowany (fot. Paul Keiffer, unslash.com)

21 czerwca, XII Niedziela Zwykła A

Mt 10,26-33

26 Nie bójcie się więc ich! Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. 27 Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach. 28 Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. 29 Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież bez woli Ojca waszego żaden z nich nie spadnie na ziemię. 30 U was zaś policzone są nawet wszystkie włosy na głowie. 31 Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. 32 Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. 33 Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.

Dzisiejsza liturgia słowa przytacza fragment tzw. mowy misyjnej (Mt 10,5-42). Po wyborze i posłaniu dwunastu apostołów (por. 10,1-4), Jezus najpierw daje w niej konkretne wskazania dotyczące realizacji ich misji (por. 10,5-15), a następnie przygotowuje na czekające ich prześladowania (por. 10,16-33).

Apostołowie nie powinni obawiać się swoich przeciwników: „Nie bójcie się więc ich!” (10,26). Wbrew wszelkim przeciwnościom mają głosić Ewangelię, odrzucając narzucającą się pokusę łagodzenia jej przesłania w celu uniknięcia cierpienia. Dzięki temu, że Jezus ją im przekazał, także inni ludzie będą mogli z nią się zapoznać. Zatem od ich wytrwania w dziele ewangelizacji zależeć będzie przyjęcie zbawienia przez resztę świata. To, czego apostołowie dowiedzieli się od Jezusa, mają „powtarzać w świetle” i rozgłaszać „na dachach” (10,27), czyli mówić o tym otwarcie i przy każdej nadarzającej się okazji. To śmiałe głoszenie Dobrej Nowiny wcześniej czy później będzie prowadzić do męczeństwa. Stojąc przed wyborem, między śmiercią w imię Chrystusa a wyrzeczeniem się Go dla uratowania własnego życia, apostołowie mają pamiętać, że ich wrogowie mogą zabić ciało, lecz duszy tknąć nie mogą. Jako że tylko Bóg ma władzę nad ciałem i nad duszą, powinni bardziej obawiać się Jego gniewu niż odrzucenia, czy nawet śmierci z rąk ludzi: „Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” (por. 10,28). Pan daje także silne zapewnienie, że wszystko, co będzie działo się w życiu apostołów, wpisywać się będzie w plan Ojca: „Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież bez woli Ojca waszego żaden z nich nie spadnie na ziemię. U was zaś policzone są nawet wszystkie włosy na głowie. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (10,29-31). Jezus obiecuje także, że przyznanie się do Niego w chwili prześladowania, znajdzie swoją odpowiedź: „Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie” (10,32).

Historia Kościoła daje wiele przykładów prześladowań uczniów Jezusa. Wielu z nich nie złamało się w obliczu cierpienia i nadchodzącej śmierci. To dzięki ich wytrwałości my także dzisiaj możemy być adresatami Dobrej Nowiny o zbawieniu w Chrystusie. Świat jednak w dalszym ciągu jest wrogi wobec chrześcijan. Czasami również i my ze względu na naszą wiarę jesteśmy celem ataków. Obyśmy pamiętali w takich momentach, że od naszej postawy zależy nie tylko nasze własne zbawienie, ale i życie wieczne kolejnych pokoleń.

W jaki sposób mogę głosić Ewangelię w moim otoczeniu? Czy zdecydowanie odrzucam wszelkie pokusy kompromisu i wyrzeczenia się Jezusa dla tzw. „świętego spokoju”? Czy mam świadomość, że od moich wyborów i postaw zależy życie wieczne, nie tylko moje, ale i moich bliskich?

Albowiem słodkie jest moje jarzmo

Jezus (fot. Arturo Rey, unsplash.com)

Piątek, 19 czerwca, Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa

Mt 11,25-30

25 W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. 26 Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. 27 Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. 28 Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. 29 Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. 30 Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie».

Drugi dzień z rzędu mszalna liturgia słowa daje nam możliwość bycia świadkiem Jezusowej modlitwy. Wczoraj rozważaliśmy fragment Kazania na Górze (Mt 5-7), w którym Jezus przekazał uczniom modlitwę Ojcze Nasz (Mt 6,9-13). Dzisiaj natomiast możemy wsłuchać się w Jego modlitewne uwielbienie Boga Ojca (11,25-27). Ewangelista Mateusz jeszcze tylko dwa razy przytoczy słowa Mesjasza skierowane bezpośrednio do Ojca: w opisie modlitwy w ogrodzie Getsemani (por. 26,39.42) oraz w scenie śmierci krzyżowej (por. 27,46). W drugiej części dzisiejszego fragmentu Matuszowej Ewangelii Jezus przyzywa do siebie wszystkich, którzy doświadczają trudów ziemskiego życia (11,28-30). Warto także zauważyć, że rozważana przez nas perykopa wyróżnia się na tle całej Ewangelii, gdyż mamy tu nie tylko słownictwo zbliżone do Ewangelii Janowej, lecz także wyjątkowy styl, przypominający Hymny Dziękczynne wspólnoty z Qumran (żydowska sekta, żyjąca nad brzegiem Morza Martwego, kontestująca zdeprawowany judaizm świątynny).

W pierwszych słowach Jezusowej modlitwy podkreślona zostaje intymna relacja łącząca Go z Bogiem Ojcem: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi” (11,25). W podanym przez Pana powodzie uwielbienia – „że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (11,25) – nie chodzi o jakiś rodzaj predestynacji ani o krytykę intelektualnych wysiłków poznania Boga. Pan podkreśla, że ci, którzy są bezbronni i marginalizowani, najszybciej otwierają się na Dobrą Nowinę przez Niego głoszoną. Mówi także o swojej szczególnej roli Objawiciela: „Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić” (11,27). Podobne słowa znajdziemy u Jana: „Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca” (J 14,9), „Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. To Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła!” (J 14,10-11).

Tło dla słów Jezusa w drugiej części dzisiejszej Ewangelii stanowi wypowiedź upersonifikowanej mądrości z Mądrości Syracha: „Przybliżcie się do mnie, wy, którym brak wykształcenia, i zatrzymajcie się w domu nauki. Na cóż, powiedzcie, pozbawiać się tego, za czym dusze wasze tak bardzo tęsknią? Otworzyłem usta i mówię: Kupujcie sobie bez pieniędzy. Włóżcie karki pod jarzmo, i niech otrzymają dusze wasze naukę. Jest ona blisko i można ją znaleźć” (Syr 51,23-26). Jezus, wcielony Logos, woła: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (11,28). Tym samym zaprasza do siebie wszystkich, którzy szczególnie doświadczają ciężaru grzechu, cierpienia czy niedoli ekonomicznej. Zachęca, by wzięli oni na siebie Jego jarzmo: „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie” (11,29). Jarzmo było rodzajem uprzęży, jaką nakładano na bydło pociągowe, dzięki czemu można było wykorzystać jego siłę w celu przewożenia towarów czy pracy na roli. W Starym Testamencie Izrael był wzywany, by zamiast jarzma uciskających go władców, takich jak Egipt (por. Kpł 26,13) czy Babilon (por. Iz 47,6), przyjął na siebie jarzmo Boga Jedynego (por. Jr 2,20). Ową Bożą uprzężą było studiowanie Tory i posłuszeństwo jej przykazaniom (por. 5,5). Przyjęcie na siebie jarzma Jezusa bynajmniej nie oznacza odrzucenia Prawa, lecz życie według Jego doskonałej interpretacji poszczególnych przykazań (por. Mt 5,17-20). Pan mówi, że Jego jarzmo jest słodkie i lekkie (por. 11,30). Ta lekkość nie wynika z luźnej interpretacją Tory, wręcz przeciwnie (por. 5,21-48; 10,16-23). Zaakceptowanie radykalnej nauki Jezusa paradoksalnie prowadzi do wyzwolenia od wszelkich ciężarów: „a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (11,29).

Czy w prostocie i pokorze zbliżam się do słów Pisma Świętego? Czy mam świadomość, że mogę poznać Ojca niebieskiego tylko dzięki objawieniu, które przekazał Syn? Co dzisiaj nazwał bym moim trudem i obciążeniem? Czy szukam ukojenia w słowach Jezusa?

Ojcze nasz

Modlitwa (fot. verbum.com)

Czwartek, 18 czerwca

Mt 6,7-15

7 Modląc się, nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. 8 Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, zanim jeszcze Go poprosicie. Wy zatem tak się módlcie: 9 Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci Twoje imię! 10 Niech przyjdzie Twoje królestwo; niech Twoja wola się spełnia na ziemi, tak jak w niebie. 11 Naszego chleba powszedniego daj nam dzisiaj; 12 i przebacz nam nasze winy, tak jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili; 13 i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego. 14 Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. 15 Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, Ojciec wasz nie przebaczy wam także waszych przewinień.

W dzisiejszej liturgii słowa wracamy do fragmentu pominiętego we wczorajszym czytaniu ewangelicznym (por. Mt 6,1-6.16-18). Tematem jest modlitwa. Nawiązując do zwyczajów świata hellenistycznego, Jezus potępia postawę pogan, którzy byli przekonani, że modlitewne wielomówstwo przyczyni się do spełnienia próśb przedstawianych bóstwom. Bynajmniej nie krytykuje wytrwałości na modlitwie (por. Mt 7,7–11) czy powtarzania modlitewnych formuł (Dn 3,52–68; Ps 136; Ap 4,8). Poucza uczniów, by nie traktowali Boga tak, jak poganie traktują swoje bóstwa, podejmując próby wymuszenia na nich działania. Zachęca ich, by ufali, że Bóg zaspokoi wszystkie twoje potrzeby: „wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, zanim jeszcze Go poprosicie” (Mt 6,8).

W dalszej części swej wypowiedzi Jezus przekazuje uczniom wzór modlitwy, znany jako Modlitwa Pańska lub Ojcze nasz (6,9–13). Patrząc od strony struktury literackiej, fragment ten jest centrum Kazania na Górze (Mt 5-7), stanowi zatem swojego rodzaju klucz do jego zrozumienia. Przekazywana przez Jezusa modlitwa składa się z siedmiu próśb, z których pierwsze trzy skupiają się wyłącznie na Bogu, a cztery pozostałe dotyczą człowieka. Rozpoczyna się słowami: „Ojcze nasz, który jesteś w niebie” (6,9). W ST sam Bóg objawia swoje ojcostwo wobec potomków Abrahama, gdy posyła Mojżesza z misją ich wyprowadzenia z Egiptu: „A wtedy ty powiesz faraonowi: To mówi Pan: Synem moim pierworodnym jest Izrael” (Wj 4,22). Pojedynczy Żydzi nie mieli jednak w zwyczaju zwracać się do Niego „Ojcze”. Jezusowa zachęta, by w ten sposób zwracać się do Boga, wskazuje na niezwykłą bliskość, jakiej mogą doświadczać Jego uczniowie. Bycie dzieckiem Ojca niebieskiego stanowi klucz do zrozumienia Kazania na Górze. Bardzo prawdopodobne, że Jezus ucząc tej modlitwy, posłużył się aramejskim słowem Abba, czyli „Tato” (por. Mk 14,36; Rz 8,15; Ga 4,6). Uprzywilejowana pozycja uczniów Jezusa jest tym bardziej niezwykła, że mogą oni zwracać się „Ojcze” do wszechmocnego i transcendentnego Boga, stworzyciela i władcy całej rzeczywistości.

„Niech się święci Twoje imię”. Bóg objawił swe imię już w Księdze Wyjścia: „Mojżesz zaś rzekł Bogu: «Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mnie do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, cóż im mam powiedzieć?» Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: «JESTEM, KTÓRY JESTEM». I dodał: «Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was»” (Wj 3,13-14). Poznać imię Boga, to tak naprawdę poznać Jego samego (por. Rdz 32-28-29; Iz 52,6). Wyrażenie „niech się święci Twoje imię”, nie oznacza, że czegoś temu imieniu brakuje, gdyż ono już jest święte: „Sprawiedliwi, weselcie się w Panu i wysławiajcie Jego święte imię” (Ps 97,12; por. 103,1; 111,9). Chodzi o to, by to człowiek rozpoznał je jako święte i jako takie je traktował. Stanie się tak, gdy Bóg do końca wypełni plan zbawienia Izraela, przez co świętość Jego poznają wszystkie narody (por. Ez 36,22-27).

„Niech przyjdzie Twoje królestwo”. Bóg jest królem, a prorocy zapowiadali, że przyjdzie On do Izraela, aby ustanowić swe panowanie nad wszystkimi narodami: „Zabrzmijcie radosnym śpiewem, wszystkie ruiny Jeruzalem! Bo Pan pocieszył swój lud, odkupił Jeruzalem. Pan obnażył już swe ramię święte na oczach wszystkich narodów; i wszystkie krańce ziemi zobaczą zbawienie naszego Boga” (Iz 52,9-10; por. 40,9-11; 52,7–10; Zach 14,9.16–17; Ez 34). W słowach drugiej prośby chodzi o to, aby te proroctwa się wypełniły, by wszyscy ludzie poddali się panowaniu Boga.

Niech Twoja wola się spełnia na ziemi, tak jak w niebie”. Trzecia prośba jest podsumowaniem dwóch pierwszych. Panowanie Boga w niebie jest faktem, Jego imię jest uświęcane przez aniołów i świętych. Tam też Jego wola w pełni się realizuje. Trzeba jeszcze, by także wszyscy na ziemi przyłączyli się do aniołów i świętych, służąc Królowi, uświęcając Jego imię i wypełniając Jego wolę, tak jak to ma miejsce w niebie.

„Naszego chleba powszedniego daj nam dzisiaj”. Słowa o chlebie powszednim przywodzą na myśl codzienny dar manny, jaki Izraelici otrzymywali na pustyni, wędrując w kierunku Ziemi Obiecanej (por. Wj 16,16-22). W prośbie tej wyrażone jest uznanie całkowitej zależności od Boga i zaufanie, że zaradzi On naszym potrzebom. Ponadto prawie wszyscy Ojcowie Kościoła interpretowali ten fragment w kluczu eucharystycznym. Jak Izraelici otrzymywali na pustyni „chleb z nieba”, tak uczniowie Jezusa otrzymują „prawdziwy chleb z nieba” (por. J 6,26-58), czyli pokarm eucharystyczny, który jest zadatkiem przyszłego życia w królestwie niebieskim.

„Przebacz nam nasze winy, tak jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili”. Grecki rzeczownik ofeilema, zazwyczaj tłumaczony jako „wina”, dosłownie oznacza „dług”. Stąd prośba o wybaczenie win przywodzi na myśl obraz pożyczkodawcy, który zwalnia wierzyciela z zaciągniętego długu (18,23–35). Spełnienie tej prośby uzależnione jest od realizacji ważnego warunku: modlący prosi Boga, aby wybaczył mu jego winy, tak jak on wybacza własnym dłużnikom. Temat ten powróci pod koniec perykopy: „Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, Ojciec wasz nie przebaczy wam także waszych przewinień” (6,14-15).

„Nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie” (dosł. „nie prowadź nas na pokuszenie”). Owe „pokuszenie” to nic innego jak próbowanie wiary uczniów. Bóg próbował swój lud na pustyni, aby poznać, co kryje się w sercach Izraelitów: „Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi cię prowadził Pan, Bóg twój, przez te czterdzieści lat na pustyni, aby cię utrapić, wypróbować i poznać, co jest w twym sercu: czy strzeżesz Jego nakazu, czy też nie?” (Pwt 8,2). Natomiast Duch Święty wyprowadził Jezusa na pustynię, gdzie również był On poddawany próbom (por. Mt 4,1). W szóstej prośbie nie chodzi o to, by próby omijały uczniów, lecz o uznanie w pokorze ich słabości i proszenie Boga, by zachował ich od upadku.

„Ale nas zachowaj od złego”. W tekście greckim mamy rzeczownik poneros („zły”), który poprzedzony jest rodzajnikiem określonym. Mowa jest zatem nie o jakimkolwiek złu, lecz o „tym, który jest zły”. Zło ostatecznie wiąże się z osoba diabła, który jest nieprzyjacielem Boga i człowieka. Uczniowie mają zatem prosić, by Bóg chronił ich nie tylko przed abstrakcyjnie pojmowanym złe, lecz przede wszystkim przed działaniem szatana.

Jakie znaczenie dla mojej wiary ma fakt, iż Bóg jest moim Ojcem? Czy modląc się słowami modlitwy Ojcze Nasz, zatrzymuje się na kolejnych jej prośbach, czyniąc je moimi? Czy wybaczyłem już wszystkim moim krzywdzicielom?