Gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa

Uroczystość św. Wojciecha, Biskupa i Męczennika

J 12,24-26

24 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. 25 Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. 26 Kto zaś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.

Przygotowanie

  • W Uroczystość św. Wojciecha, biskupa i Męczennika, mszalna Liturgia Słowa przytacza fragment Ewangelii Jana, w którym Jezus, rozpoznając znak nadejścia czasu swojej męki, posługuje się obrazem ziarna pszenicy wrzuconego w ziemię, by objawić zbawczą wartość Krzyża. Wzywając pomocy Ducha Świętego, przygotuję moje serce na spotkanie ze Słowem.

Punkty do medytacji

  • „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity” (w. 24). Jezus jest w Jerozolimie. Przybył do Świętego Miasta, by wraz z uczniami świętować Paschę, które stanie się tłem Jego przejścia ze śmierci do życia. Miasto wypełnione jest pielgrzymami. A mimo to, przybycie Pana zostaje zauważone przez wielu. Z wielką radością witają Tego, który jako „król izraelski” przychodzi „w imię Pańskie” (J 12,13). Pośród pielgrzymów są również tzw. Grecy, czyli poganie sympatyzujący z judaizmem. To właśnie oni proszą Filipa, by zaprowadził ich do Pana (por. 12,20-21). Odczytując w tej prośbie znak nadejścia czasu męki (por. 10,16; 11,51-52), Jezus wypowiada słowa: „Nadeszła godzina, aby został otoczony chwałą Syn Człowieczy” (w. 23; por. 10,16; 11,51-52). Sens swojej śmierci Pan wyjaśnia za pomocą krótkiej przypowieści o ziarnie. Jak ziarno pszenicy może rozrosnąć się jedynie poprzez pogrzebanie w ziemi, tak potrzeba, by Syn Człowieczy został zanurzony w śmierci, by przynieść plon obfity, którym będzie udzielona wszystkim ludziom możliwość życia w komunii z Bogiem. Czy dziękuję Jezusowi za Jego śmierć na krzyżu? W jaki sposób wykorzystuje łaskę płynącą z tego wydarzenia?
  • „Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne” (w. 25). Po ukazaniu sensu swojej śmierci Jezus przechodzi do bardzo ważnej wskazówki dla Jego uczniów. Wzywa ich, by właściwie ustawili swoja hierarchię wartości. Ktoś, kto poprzez wiarę złączył z Nim swoje ziemskie życie, dostaje obietnicę życia wiecznego. Dlatego zaczyna w nowy sposób patrzeć na swoje ziemskie życie. Przestaje ono być dla niego jedyną „przestrzenią” istnienia. Nie potrzebuje, jak do tej pory, walczyć za wszelką cenę o przetrwanie, nierzadko kosztem innych, lecz jest gotowy zrezygnować z wielu rzeczy, nawet z samego siebie, gdyż wie, jaka czeka go przyszłość. Miłość bliźniego, trwanie w prawdzie i sprawiedliwości nie są już więcej przykrym i trudnym obowiązkiem, lecz rzeczywistą potrzebą serca. Czy wierzę, że moim przeznaczeniem, jako ucznia Jezusa, jest życie wieczne? Czy uczę się patrzeć na moją codzienność z perspektywy wieczności?
  • „Kto zaś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec” (w. 26). Wcześniejsza wskazówka byłaby jedynie kolejną ludzką utopią, która wcześniej czy później objawiłaby swoją niemożność, gdyby nie fakt, że Jezus sam do końca ją zrealizował. Służąc Mu i będąc Jego uczniem, chrześcijanin może bez obawy kroczyć Jego śladami, może tracić swoje życie, a nawet wejść na Golgotę, gdyż wie, że Ten, któremu zaufał wyszedł ze śmierci zwycięsko. Co w naśladowaniu Jezusa sprawie mi największą trudność? Czy pamiętam, że ufne przyjęcie krzyża, rozumianego jako wypełnienie woli Ojca, przybliża mnie również do uczestnictwa w zmartwychwstaniu?

W ciągu dnia

  • Będę powtarzał dzisiaj w moim sercu: „Boże Ojcze, pomóż mi na wzór Twojego Syna stawać się ziarnem, które jest gotowe obumrzeć, by przynieść plon obfity”.

Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma

III Niedziela Wielkanocy

Łk 24,35-48

35 Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba. 36 A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!» 37 Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. 38 Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? 39 Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». 40 Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. 41 Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?» 42 Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. 43 Wziął i spożył przy nich. 44 Potem rzekł do nich: «To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». 45 Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma, 46 i rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; 47 w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem. 48 Wy jesteście świadkami tego.

Przygotowanie

  • Czytanie ewangeliczne III Niedzieli Wielkanocy opowiada o kolejnym spotkaniu uczniów ze zmartwychwstałym Jezusem. Pan przynosi im dar pokoju, dzieli z nimi wspólnotę stołu i sprawia, że zaczynają rozumieć słowa Pisma Świętego. W ten sposób przygotowuje ich na głoszenie całemu światu Dobrej Nowiny o zbawieniu. Wezwę Ducha Świętego, poproszę, by pomógł mi wniknąć w głębię dzisiejszego Słowa.

Punkty do medytacji

  • „Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba” (w. 35). Po powrocie do Jerozolimy uczniowie, którzy wcześniej zmierzali do Emaus (por. Łk 24,13-33), dzielą się z Jedenastoma i innymi uczniami radością spotkania ze zmartwychwstałym Jezusem. Wskazują na eucharystyczny gest łamania chleba, który pozwolił im rozpoznać w towarzyszącym im Wędrowcu samego Pana. Eucharystia, zwłaszcza ta niedzielna, jest najdoskonalszą przestrzenią poznania Syna Bożego i budowania z Nim głębokiej relacji wiary. Jak wygląda moje uczestnictwo we Mszy Świętej? Czy sięgam po Katechizm Kościoła Katolickiego i inne katolickie publikacje, które wyjaśniają jej znaczenie poszczególnych gestów i słów wypowiadanych przez celebrującą wspólnotę?
  • „A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!»” (w. 36). Zmartwychwstały Jezus po raz kolejny przychodzi do swoich uczniów. Tym razem kontekstem jest wspólnota serc żywo dyskutująca na temat Jego zwycięstwa nad śmiercią. Jezusowe słowa „Pokój wam!” (gr. eirene hymin) nie są jedynie zwykłym pozdrowieniem. Jako zmartwychwstały, Pan przynosi powszechny pokój obejmujący zarówno ziemię, jak i niebo (por. Łk 2,14; 19,38). Jego śmierć i zmartwychwstanie są źródłem pokoju człowieka z Bogiem (por. Rz 5,1; Ef 2,14). Czy wierzę, że poprzez dar chrztu świętego moja rodzina, przyjaciele, wspólnota parafialna stają się szczególnym miejscem doświadczenia pokoju przyniesionego przez Jezusa?
  • „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam” (ww. 38-39). Łukasz podaje, że pierwszą reakcją uczniów na ukazanie się im Zmartwychwstałego jest zatrwożenie i lęk (w. 37). Podobne reakcje w Trzeciej Ewangelii charakteryzowały wcześniej Zachariasza (por. Łk 1,2), Maryję (por. 1,29), pasterzy (por. 2,9) i kobiety przy pustym grobie (por. 24,5). Wszystkie te sceny opowiadają o szczególnym zaangażowaniu się Boga w życie człowieka. Jako jedynie stworzenia, mamy prawo być zmieszani w chwili głębokiego doświadczenia Bożej obecności. Najwyższy jednak nie chce, by owe zmieszanie trwało wiecznie. Pragnie, by przekształciło się ono w wiarę i zaufanie. Dlatego Jezus pokazuje zmieszanym uczniom swoje ręce i nogi. Udowadnia w ten sposób, że nie jest zjawą, lecz Tym, który przez śmierć przeszedł do nowego, uwielbionego życia. W jakich momentach mojej relacji z Bogiem pojawia się jeszcze lęk lub zmieszanie? Porozmawiam o tym z Jezusem, opowiem Mu o niedoskonałości mojego odczuwania i pojmowania.
  • „Potem rzekł do nich: «To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma” (ww. 44-45). Czasowniki musi (gr. dei) i wypełnić (gr. pleroo) wielokrotnie powtarzają się w Łukaszowej Ewangelii. Podkreślają one, że w życiu Jezusa w doskonały sposób wypełnił się plan Boga, zwłaszcza te jego elementy, które wcześniej zostały zapowiedziane w Starym Testamencie. By jednak ten plan był przez nas dostrzeżony i zrozumiany, potrzeba by nasze umysły i serce zostały oświecone. Bez Bożej pomocy poznanie Objawienia zawartego w Biblii jest niemożliwe. Czy pamiętam, że Pismo Święte w całości, zarówno Stary jak i Nowy Testament mówią o Jezusie? Czy każdy czytany przeze mnie fragment Biblii próbuję zrozumieć w perspektywie Jego osoby, zwłaszcza męki, śmierci i zmartwychwstania?

W ciągu dnia

  • Będę powtarzał dzisiaj w moim sercu słowa: „Panie Jezus, dziękuję za Twoje Słowo i Ciało, które dają mi prawdziwy pokój”.

Ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko

Sobota II Tygodnia Wielkiego Postu

Łk 15,1-3.11-32

1 Przybliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. 2 Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi». 3 Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: (…) 11 powiedział też: «Pewien człowiek miał dwóch synów. 12 Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. 13 Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie. 14 A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. 15 Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. 16 Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. 17 Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. 18 Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; 19 już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników. 20 Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. 21 A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”. 22 Lecz ojciec powiedział do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! 23 Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, 24 ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się weselić. 25 Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. 26 Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. 27 Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”. 28 Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. 29 Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. 30 Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”. 31 Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. 32 A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”».

Przygotowanie

  • W dzisiejszym fragmencie Ewangelii Łukasza do Jezusa zbliżają się celnicy i grzesznicy, a On ich nie odgania, lecz wygłasza przypowieść, która niesie w sobie wielkie orędzie o miłosiernej miłości Boga. Zanim rozpocznę dzisiejszą modlitwę Słowem, uświadomię sobie, że ja także jako grzesznik potrzebuję Dobrej Nowiny, która uchroni mnie przed odrzucaniem samego siebie i umocni we mnie przekonanie o miłości Ojca.

Punkty do medytacji

  • „Opowiedział im wtedy następującą przypowieść” (w. 3). Przypowieści opowiadane przez Jezusa są narzędziem, za pomocą którego ukazana zostaje prawda o Bogu i Jego królestwie, a także prawda o człowieku. Dzięki nawiązaniu do życiowego doświadczenia słuchaczy pozwalają im odnaleźć siebie w nauczaniu Pana. Funkcja ta szczególnie dotyczy serii trzech kolejnych przypowieści, które Jezus opowiada w piętnastym rozdziale Ewangelii Łukasza: o zaginionej owcy (15,4-7), o zagubionej drachmie (15,8-10) i o synu marnotrawnym (15,11-32). Niektórzy komentatorzy określają je mianem „Ewangelii w Ewangelii”. Dzisiaj Kościół zachęca mnie do rozważenia trzeciej przypowieści – o marnotrawnym synu. Jest to historia także o mnie, dlatego z uwagą będę chłonął każde jej słowo.
  • „Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie” (w. 13). Historia upadku młodszego syna rozpoczyna się jego decyzją, by zerwać relację, która łączy go z Ojcem i wyjechać daleko od niego, by żyć według własnego upodabnia. W domu Ojca miał wszystko, uwierało go jednak, że nie może w pełni decydować o sobie. Jego poszukiwanie wolności nie zakończyło się niczym dobrym. Stracił nie tylko majątek, ale i własną godność, stając się pasterzem świń, zwierząt uważanych za nieczyste. Spojrzę na moje grzechy i spróbuję dostrzec, że w gruncie rzeczy zawsze są one próbą życia poza Bogiem. Jaki obraz Boga noszę w swoim sercu? Czy nie jest to przypadkiem obraz tyrana, który zabrania mi pełni życia?
  • „Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie” (w. 18). Młodszy syn, dopiero gdy dotknął dna, zaczął ponownie myśleć o ojcu. Wiedział, że zranił go odrzucając jego ojcowską miłość, lecz mimo wszystko jest przekonany o jego dobroci i postanawia do niego wrócić, już nie jako syn, ale ewentualny najemnik. Jak wielki nie byłby mój upadek, jak bardzo nie odszedłbym od Boga, dopóki żyję, mam szansę powrotu. Pomodlę się, bym nigdy nie poddał się pokusie beznadziei, przekonaniu, że moje życie nie może się już odmienić, że Bóg wyczerpał swoją dobroć wobec mnie i nie zechce mnie przyjąć.
  • „A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go” (w. 20). Niezwykła jest miłość ojca z przypowieści. Opuszczony, zdradzony przez syna, nie pielęgnuje w sobie urazy, lecz całym sobą raduje się z jego powrotu. Wyobrażę sobie tę scenę. Oczami mojej duszy spróbuję zobaczyć ojca przyjmującego powracającego syna w swoje ramiona, nie przestającego go obcałowywać. Tak raduje się Bóg z każdego mojego powrotu, z każdej mojej spowiedzi. Nie ma w Nim wtedy nic z surowego sędziego, ale jest czysta ojcowska miłość do swego dziecka. Pozwolę temu obrazowi odbić pieczęć na moim sercu.
  • „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi” (w. 29). Starszy syn nigdy nie opuścił rodzinnego domu. Jednakże swojego bycia przy ojcu nie postrzegał w kategoriach miłości, lecz służby. W ojcu widział jedynie bogatego i władczego pana. Być może po prostu nigdy nie znalazł w sobie dość odwagi, by się jemu sprzeciwić. Dlatego teraz nie potrafi cieszyć się z powrotu młodszego brata i nie rozumie reakcji ojca. Kieruje się wymogami sprawiedliwości, nie dopuszcza czegoś takiego jak miłosierdzie, wybaczenie win. Ukazując postać tego nieszczęśnika, Jezus chce zachęcić swoich słuchaczy do wyjścia poza obręb zwykłego posłuszeństwa wobec Boga i dostrzeżenia, że w prawdziwej religijności nie chodzi o poddańczą służbę, która wcześniej czy później może prowadzić do rozżalenia i pretensjonalności, lecz o odpowiedź miłości na miłość Ojca.

Modlitwa w ciągu dnia

  • W ciągu dnia będę powtarzał akt słowa: „Panie Jezu, umacniaj we mnie obraz Boga jako miłującego bezgranicznie ojca. Pomóż mi bez reszty zanurzyć się w Jego miłujących ramionach”.

Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony

Fot. Nathan Dumlao (unsplash.com)

VI Niedziela Zwykła B

Mk 1,40-45

40 Wtedy przyszedł do Niego trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: «Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić». 41 A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony!» 42 Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony. 43 Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, 44 mówiąc mu: «Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich». 45 Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

Czytanie ewangeliczne sprzed tygodnia zakończyło się ogólną wzmianką narracyjną o wędrownej działalności Jezusa na terenie Galilei, w czasie której głównie nauczał On w miejscowych synagogach oraz wyrzucał złe duchy (por. Mk 1,39). Ten okres publicznej aktywności Pana stanowi kontekst dzisiejszego fragmentu Markowej Ewangelii: „Wtedy przyszedł do Niego trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: «Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić»” (1,40).

W starożytności do chorych na trąd (gr. lepra) zaliczano zarówno osoby dotknięte różnymi zaburzeniami skórnymi, jak i faktycznym trądem, czyli bakteryjnym zakażeniem skóry, którego widocznym przejawem były powstające na jej powierzchni owrzodzenia. Jako że choroba ta była nieuleczalna, owrzodzenia z czasem przechodziły w ropiejące bąble, następnie dochodziło do zniekształcenia kończyn, a wreszcie do ich utraty. Innym skutkiem była utrata wzroku. Chorzy na trąd nie tylko byli skazani na powolne umieranie, lecz również musieli mierzyć się z odrzuceniem ze strony społeczności, o czym mowa jest w Prawie: „Trędowaty, dotknięty tą plagą, będzie miał rozerwane szaty, włosy nie uczesane, brodę zasłoniętą i będzie wołać: Nieczysty, nieczysty! Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem” (Kpł 13,45-46). Trędowaty był uważany za rytualnie nieczystego, a zatem nie mógł uczestniczyć w kulcie świątynnym. To samo dotyczyło osób, które miały kontakt z chorymi dotkniętymi ta przypadłością.

Widzimy zatem, że trędowaty z dzisiejszej Ewangelii odznacza się niemałą śmiałością, podchodząc do Jezusa. Na pewno zdaje sobie sprawę, że w ten sposób łamie przepisy Prawa, wie także, że może spotkać się ze znanym sobie obrzydzeniem i odrzuceniem. Czyniony przez niego gest padnięcia na kolana wyraża dwie rzeczy: prośbę o pomoc oraz oddanie czci (por. Ps 22,30; 95,6). Zastanawiające są również wypowiadane przez niego słowa. Nie wymusza on bowiem na Jezusie działania, lecz zdaje się na Jego wolę („jeśli zechcesz”). Ponadto nie prosi o uzdrowienie ze strasznej choroby, lecz o oczyszczenie („możesz mnie oczyścić”). Najgłębszym pragnieniem trędowatego jest możliwość doświadczenia Bożej obecności w trakcie sprawowania kultu.

Również reakcja Jezusa odbiega od tego, czego można było się w takich sytuacjach spodziewać: „A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony!»” (1,41). Marek używa tutaj greckiego czasownika splanchidzomai, który dosłownie opisuje poruszenie się wnętrzności w człowieku, spowodowane jakimś granicznym przeżyciem. Ewangelista podkreśla, że Jezus zatem jest dogłębnie poruszony sytuacją chorego mężczyzny (tego typu reakcja Pana na biedę człowieka wielokrotnie opisana jest w Ewangeliach – por. Mt 9,36; 11,14; 15,32; 20,34; Mk 6,34; 8,2; Łk 7,13). Owa głęboka emocjonalna reakcja przeradza się w uzdrowieńcze działanie. Przekraczając ówczesne zwyczaje, a nawet na pierwszy rzut oka samo Prawo, Jezus dotyka trędowatego wyciągniętą ręką (co podkreśla Jego intencjonalne działanie) i wyraża swoje pragnienie oczyszczenia go.

Jako Syn Boży i Mesjasz, Pan ma moc uzdrowienia, Jego dotyk i słowo natychmiast uzdrawiają oraz oczyszczają: „Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony” (Mk 1,42). Wszyscy świadkowie tej sceny mogli naocznie przekonać się, że Jezusowa czystość i świętość są niezwyciężone. Ten, który nie może być skażony żadną nieczystością, jest w stanie oczyścić wszystkich, którzy z wiarą zbliżają się do Niego. Owo zbliżanie się do Pana wymaga od człowieka, podobnie jak w przypadku trędowatego, zdecydowania i wyjścia poza ramy swego dotychczasowego życia.

W kontekście tego, co przed chwilą miało miejsce, kolejne gesty Jezusa na pierwszy rzut oka mogą zaskakiwać: „Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił” (1,43). Biorąc pod uwagę dotychczasowe epizody Markowej Ewangelii, w których Jezus dokonywał wypędzania duchów nieczystych (opętany w synagodze w Kafarnaum – 1,23-28; opętani znoszeni do Jezusa po skończonym szabacie – 1,32-34), a także w narracyjnego podsumowania w 1,39 możemy stwierdzić, że Pan surowo zganił i odprawił (gr. ekballo, dosł. „wyrzucił”) nie tyle oczyszczonego z trądu mężczyznę, co ducha nieczystego, który przyczynił się do zaistnienia choroby.

Natomiast jeżeli chodzi o uzdrowionego, to ma on dochować tajemnicy i dopełnić przepisów Prawa: „Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich” (1,44). W pierwszym rzędzie mamy tutaj do czynienia z tzw. sekretem mesjańskim, czyli wyakcentowanym zwłaszcza w Markowej Ewangelii pragnieniem Jezusa, by Jego tożsamość i czynione przez Niego dzieła nie były zbytnio rozgłaszane w trakcie publicznej działalności. Pan pragnie, by najpełniejszym świadectwem o nim samym była odkupieńcza śmierć na krzyżu (por. 15,39). Po drugie, Jezus ukazuje szacunek do Prawa, które w przypadku niezwykle rzadkiej sytuacji ustania trądu nakazywało weryfikację uzdrowienie przez kapłanów oraz złożenie odpowiedniej ofiary (por. Kpł 14). Wykonanie przypisanych przez Mojżesza czynności pozwoliłoby mężczyźnie powrócić do społeczeństwa i uczestniczyć w kulcie świątynnym.

Gdyby uzdrowiony posłuchał wydanego mu nakazu, mógłby po wydarzeniach paschalnych dostrzec w spotkaniu z Jezusem symboliczną zapowiedź ofiary, jaką On sam złożył z samego siebie na oczyszczenie całego rodzaju ludzkiego z trądu grzechu. Na razie jednak nie jest w stanie ukryć swego zachwytu: „Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego” (Mk 1,45). Marek używa tutaj terminów, które dosłownie oznaczają „wiele nauczać” i „głosić słowo”, a w późniejszym czasie będą opisywać działalność pierwotnego Kościoła dającego świadectwo wobec świata o zbawieniu w Chrystusie (por. Dz). Jednakże na tym etapie postawa uzdrowionego jest przedwczesna i nie przyczynia się do urzeczywistniania się królestwa Bożego. Jezus musi teraz doświadczyć sytuacji, w jakiej wcześniej znajdował się trędowaty. Podczas gdy ten ostatni może powrócić do swej społeczności, Pan będzie musiał pozostawać w miejscach odosobnionych, by uniknąć nękania ze strony ludzi chcących skorzystać z Jego Boskiej mocy.

Jaka jest moja reakcja, gdy spotkam kogoś dotkniętego śmiertelną chorobą? Czy na modlitwie proszę Ducha Świętego, by pomógł mi odkryć, co jest moim trądem, to znaczy, co nie pozwala mi żyć w jedności z Bogiem i z drugim człowiekiem? Czy wierzę, że spotkanie z Jezusem w sakramentach i wsłuchanie się w Jego słowo może mnie uzdrowić i oczyścić? Czy pozwalam, by Pan dotykał „ropiejących bąbli” na moim sercu? Czy próbuję rozeznać, co w danym momencie mojego życia jest moją pierwszą powinnością? Czy moje bycie chrześcijaninem pomaga innym odkryć miłość Boga objawioną w Jezusie?

Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami

Kafarnaum, Dom św. Piotra (fot. R.P.)

V Niedziela Zwykła B

Mk 1,29-39

29 Zaraz po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. 30 Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. 31 On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im. 32 Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; 33 i całe miasto zebrało się u drzwi. 34 Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały. 35 Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. 36 Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, 37 a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: «Wszyscy Cię szukają». 38 Lecz On rzekł do nich: «Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem». 39 I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.

Dzisiejsze czytanie ewangeliczne stanowi część Markowego opowiadania o pierwszej wizycie Jezusa w Kafarnaum (Mk 1,21-39). Po zakończeniu szabatowej liturgii synagogalnej, w czasie której objawił moc swego słowa (Ewangelia sprzed tygodnia, por. 1,21-28), Pan udaje się do domu swoich uczniów: „Zaraz po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja” (1,29). Dom ten wielokrotnie będzie gościł Jezusa w czasie Jego publicznej działalności. Będzie także jednym z pierwszych miejsc, w których pierwsi chrześcijanie gromadzić się będą na wspólną modlitwę, zwłaszcza na „łamanie chleba”, czyli Eucharystię. Współcześni pielgrzymi, odwiedzając Kafarnaum, mogą zobaczyć szczegółowo wyeksponowane w czasie odkryć archeologicznych pozostałości „Domu św. Piotra” (tzw. domus ecclesiae) oraz budynków sakralnych konstruowanych na tym samym miejscu w kolejnych wiekach.

Po przybyciu na miejsce Jezus dokonuje cudu uzdrowienia teściowej Szymona: „Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej.  On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im” (1,30-31). Marek nie wspomina tutaj o żonie przyszłego pierwszego papieża, lecz wiemy, że towarzyszyła mu ona później podczas podróży misyjnych (por. 1 Kor 9,5). Gorączka trawiąca jej matkę prawdopodobnie była objawem malarii, która w tamtych czasach mogła zagrażać życiu człowieka. Stan chorej był na tyle poważny, że nie mogła ona wypełniać obowiązków domowej gościnności. Jezus we właściwy dla siebie sposób, poprzez fizyczny kontakt przywraca zdrowie teściowej Szymona i podnosi ją z łoża. Użyty tutaj czasownik egeiro (dosł. „podnosić coś lub kogoś, podnosić się”) pojawi się później w opisie Jezusowego zmartwychwstania, gdzie anioł mówi do nawiedzających pusty grób kobiet: „Nie bójcie się! Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego; powstał, nie ma Go tu” (por. 16,6). Można zatem powiedzieć, że uzdrowienie teściowej Szymona jest zapowiedzią Jezusowego zwycięstwa nad śmiercią oraz zmartwychwstania wiernych na końcu czasów (por. 12,24-26). Uzdrowiona kobieta natychmiast podejmuje powinności pani domu. Ewangelista używa tutaj czasownika diakoneo, który w kolejnych tekstach nowotestamentalnych będzie opisywał chrześcijańską posługę miłosierdzia (Dz 6,2) oraz od którego będzie pochodzić słowo „diakon”.

Wieść o wcześniejszym egzorcyzmie dokonanym przez Jezusa w kafarnejskiej synagodze bardzo szybko rozchodzi się po okolicy: „Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały” (Mk 1,32-34). Po raz pierwszy wokół Pana gromadzi się tłum. Składa się on z tych, którzy mają ufność, że podobnie jak w przypadku opętanego mężczyzny, również ich niemocy Jezus będzie w stanie zaradzić. I rzeczywiście tak jest. Pan po raz kolejny objawia swoją władzę. Uzdrowienie człowieka z wszelkich chorób, zarówno fizycznych, jak i duchowych, będzie stałym elementem Jego publicznej działalności. Choroba jako konsekwencja grzechu pierworodnego i indywidualnych grzechów, w obecności Syna Bożego, który przyszedł, by pojednać grzeszną ludzkość z Bogiem, traci swoją zwierzchność nad człowiekiem.

W następnym wersecie Marek pisze o kolejnym ważnym elemencie Jezusowej działalności: „Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił” (1,35). Dotychczasowe przejawy Boskiej mocy Jezusa znajdują swoje wyjaśnienie w Jego osobowej łączności z Ojcem. Mimo determinacji, by z łaską uzdrowienia dotrzeć do jak największej liczby osób, Pan znajduje miejsce i czas na rozmowę z Ojcem. Udając się na modlitwę jeszcze przed wschodem słońca, wypełnia słowa psalmu: „Zbudź się, duszo moja, zbudź, harfo i cytro! Chcę obudzić jutrzenkę. Wśród ludów będę chwalił Cię, Panie; zagram Ci wśród narodów, bo Twoja łaskawość sięga niebios, a wierność Twoja aż po chmury!” (Ps 57,9-11; por. Mk 1,3-13).

Czas odosobnionej modlitwy szybko jednak się kończy: „Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: «Wszyscy Cię szukają»” (1,36-37). Uczniowie Jezusa, z Szymonem na czele, zaczynają być świadomi, że w Jezusie człowiek może znaleźć Bożą odpowiedź na swe najgłębsze tęsknoty i niedoskonałości. Po raz pierwszy Szymon staje się łącznikiem między Bogiem i ludźmi. Funkcję tę w pełniejszy sposób apostoł będzie pełnił po zesłaniu Ducha Świętego, przewodząc rodzącemu się Kościołowi (od V w. łacińskie określenie pontifex maximus, dosł. „najwyższy budowniczy mostów” będzie opisywać kolejnych biskupów Rzymu).

Odpowiadając na słowa Szymona, Jezus uroczyście ogłasza cel swej mesjańskiej misji: „Lecz On rzekł do nich: «Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem» (1,38-39). Zwrot „po to wyszedłem” odnosi się nie tylko do pojawienia się Pana w przestrzeni publicznej, lecz ma szersze znaczenie. Chodzi o wcielenie Syna Bożego, który istniejąc od wieków w jedności z Ojcem i Duchem, przychodzi na świat, by wypełnić posłannictwo przekazane Mu przez Ojca (por. 9,37). Ma On nauczać, czyli głosić królestwo Boże (por. 1,14-15). Na ową naukę składają się nie tylko słowa, lecz także czyny, między innymi opisane dotychczas cuda, dzięki którym panowanie Boga staje się częścią życia wszystkich, którzy z wiarą na nie się otworzą. Ponadto mówiąc do uczniów „pójdźmy”, Jezus podkreśla, iż Jego pragnieniem jest, by przyszli świadkowie zbawienia, od samego początku Mu towarzyszyli i mieli udział w Jego działalności.

Fragment kończy narracyjne streszczenie: „I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy” (1,39). Głoszenie królestwa Bożego, czyli obecność, słowa i czyny Jezus skutkują tym, że stopniowo ludzkość wyzwalana jest z panowania ciemności. W pierwszym rzędzie Pan kieruje swoje kroki ku synagogom, gdzie już wcześniej lud żydowski gromadził się na słuchanie Słowa, modlitwę i uwielbienie Boga.

Czy wierzę, że Jezusowi bliskie jest wszystko, co dzieje się mojej codzienności? Czy dziękuję Mu za Jego obecność w moim życiu rodzinnym? Czy ufam, że Pan jest w stanie uzdrowić mnie z każdej choroby, zwłaszcza z niemocy mojego serca? Czy na co dzień podejmuje wysiłek szukania Jezusa? O co chciałbym dziś Go prosić? Czy mówię innym o łaskach, które od Niego otrzymuję?