Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię

Fot. Aaron Burden (unsplash.com)

XXXIII Niedziela Zwykła

Mt 25,14-30

14 Podobnie też [jest z królestwem niebieskim] jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. 15 Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz 16 ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obieg i zyskał drugie pięć. 17 Tak samo i ten, który dwa [otrzymał]; on również zyskał drugie dwa. 18 Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i, rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. 19 Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. 20 Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. 21 Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! 22 Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. 23 Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! 24 Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: żniesz tam, gdzie nie posiałeś, i zbierasz tam, gdzie nie rozsypałeś. 25 Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! 26 Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że żnę tam, gdzie nie posiałem, i zbieram tam, gdzie nie rozsypałem. 27 Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. 28 Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. 29 Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. 30 A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”.

Przypowieść o talentach jest ostatnią z trzech przypowieści, za pomocą których zostaje zobrazowana Jezusowa nauka o czasach ostatecznych (tzw. mowa eschatologiczna – Mt 24,1-25,46). Serię otwiera przypowieść o zarządcy domu (por. 24,45-51), w której podkreślona zostaje wierność i wytrwałość chrześcijan w wypełnianiu powierzonych im dzieł królestwa niebieskiego. W centrum przytoczonej tydzień temu przypowieści o dziesięciu pannach (por. 25,1-13) pojawia się konieczność roztropności w pielęgnowaniu łaski wiary. Natomiast dzisiejsza przypowieść zachęca nas do pomnażania otrzymanego od Boga daru zbawienia. Wszystkie trzy przypowieści charakteryzują zatem uczniów Jezusa, którzy wiodąc codzienne życie, pośród różnych obowiązków i wydarzeń, mają zachowywać w sobie gotowość na spotkanie z powracającym Panem.

Dzisiejszy fragment rozpoczyna się słowami: „Podobnie też [jest z królestwem niebieskim] jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał” (25,14-15). Warto już na samym początku właściwie zidentyfikować występując tutaj postaci. Udający się w podróż człowiek (gr. anthropos), to sam Jezus Chrystus, który pod dokonaniu dzieła zbawienia powraca do Ojca. Zaś słudzy (gr. dulos) to uczniowie Pana, którzy pozostając na ziemi, tworzą Kościół, w którym dzieło zbawienia przekazywane jest kolejnym pokoleniom.

Przed rozpoczęciem podróży bogaty człowiek rozdysponowuje pomiędzy sługami swój majątek. Każdy z nich otrzymuje różną jego część, w zależności od własnej zdolności. Talent (gr. talanton) w ówczesnych czasach był miarą wagi, za pomocą której odmierzano drogocenne metale. Na przykład jeden talent mógł oznaczać 34 kg srebra. Każdy zatem ze sług, mimo że otrzymuje różną ilość talentów, w rzeczywistości zostaje obdarzony niemałym bogactwem. Owym bogactwem jest dar zbawienia, który według Bożego planu, na różne sposoby uobecnia się w życiu człowieka. Pragnieniem właściciela jest, by powierzone dobro zostało pomnożone (por. Łk 19,13).

Nie wszyscy jednak słudzy dobrze wywiązali się ze swojego zadania: „ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obieg i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa [otrzymał]; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i, rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana” (Mt 25,16-18). Godnym podkreślenia jest, że dwaj pierwsi słudzy, do tego stopnia okazali się obrotni, że podwoili powierzony im majątek. Trzeci zaś sługa zrezygnował z jego zainwestowania i ograniczył się do bezpiecznego ukrycia otrzymanego talentu. Dar zbawienia, mimo że mniej czy bardziej widocznie uobecnia się w życiu poszczególnych ludzi, zawsze jest skarbem, którego najlepszym sposobem przyjęcia jest pozwolenie, by „wszedł w ruch”, tzn. by twórczo przemieniał człowieka.

Po powrocie z podróży pan zaczyna rozliczać się ze sługami: „Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” (25,19-23). Dwaj pierwsi słudzy, ponieważ zdołali podwoić otrzymane talenty, zostają pochwaleni i awansowani. Każdy z nich słyszy słowa, które przypominają sytuację wiernego sługi z przypowieści o zarządcy domu: „Zaprawdę, powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem” (24,47). W obydwu przypadkach chodzi o ukazanie, iż człowiek pomnażający otrzymany od Boga dar zbawienia, może liczyć na dalsze bycie w „domu Pana”, tym razem w królestwie niebieskim. Dodatkowo słowa „wejdź do radości twego pana” podkreślają czekającą go łaskę doświadczania wyjątkowej bliskości Boga.

Zupełnie odmienna jest sytuacja trzeciego sługi: „Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: żniesz tam, gdzie nie posiałeś, i zbierasz tam, gdzie nie rozsypałeś. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że żnę tam, gdzie nie posiałem, i zbieram tam, gdzie nie rozsypałem. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność” (25,24-27). Lęk przed panem sprawił, iż trzeci sługa powstrzymał się do pomnażania powierzonego mu daru. Nie trudno tutaj znaleźć odniesienie do faryzeuszów i uczonych w Piśmie, a także do tych wszystkich, którzy „niewolniczo” podchodzą do wypełniania Bożej woli. Bóg w osobie swojego Syna objawił największą tajemnicę swego serca, to że najbardziej definiuje Go miłość (por. 1 J 4,16), a oni nadal widzą w Nim jedynie budzącego grozę władcę i sędziego, który surowo będzie rozliczał się z człowiekiem. Strach przed tak pojmowanym Bogiem nie pozwala twórczo korzystać z otrzymanej łaski, nie pozwala jej czynić człowieka nowym, na wzór Jezusa Chrystusa.

Stąd smutny koniec trzeciego sługi: „Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (25,28-30). Gdybyśmy ograniczyli się jedynie do samej historii opowiedzianej w przypowieści, postawa pana mogłaby wydawać się zbyt surowa. Jednakże, gdy weźmiemy pod uwagę duchowe znaczenie „talentów”, sprawa zaczyna wyglądać inaczej. Powierzenie komuś łaski zbawienia pociąga za sobą wielką odpowiedzialność. Brak przyzwolenia, by ta łaska wzrastała i przemieniała życie człowieka jest w swej istocie jej odrzuceniem.

W jaki sposób pielęgnuję otrzymaną na chrzcie świętym łaskę wiary? Czy mam świadomość, że jest ona darem, który wymaga mojego stałego zaangażowania? Co bym powiedział Jezusowi, gdyby dzisiaj powrócił i zapytał mnie, co zrobiłem z łaską zbawienia?

Jesteście ważniejsi niż wiele wróbli

Fot. Valentina Curini (unsplash.com)

Piątek, 16 pażdziernika, Wspomnienie św. Jadwigi Śląskiej

Łk 12,1-7

1 Kiedy ogromne tłumy zebrały się koło Niego, tak że jedni cisnęli się na drugich, zaczął mówić najpierw do swoich uczniów: «Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów. 2 Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. 3 Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głoszone będzie na dachach. 4 A mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic już więcej uczynić nie mogą. 5 Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie! 6 Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. 7 U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.

Ataki ze strony faryzeuszów i uczonych w Piśmie (por. Łk 11,53-54) nie przeszkadzają we wzroście popularności Jezusa, wokół którego gromadzą się „ogromne tłumy”. Przychodzą oni, by przysłuchiwać się Jego nauczaniu i przekonać się o wyjątkowości Jego osoby. Zanim jednak Pan do nich przemówi, zwraca się do swoich uczniów, nawiązując do właśnie zakończonej dyskusji z faryzeuszami i uczonymi w Prawie: „Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów” (12,1). W Księdze Wyjścia mowa jest o tym, iż Izraelici tuż przed wyjściem z Egiptu mieli usunąć ze swoich domów wszelki kwas, czyli zaczyn, jaki używano przy wypieku chleba (por. Wj 12,15). Ta niewielka ilość surowego ciasta z poprzedniego wypieku, dodawana do nowej porcji ciasta w celu zainicjowania procesu fermentacyjnego, jest symbolem ciągłości. Opuszczając Egipt, potomkowie Abrahama rozpoczynali nowy rozdział w swoich dziejach, całkowicie zdając się na Boże prowadzenie. Ponadto w trakcie wędrówki przez pustynię karmieni byli manną, czyli chlebem z nieba. Jezus łączy zakwas (gr. dzume – „zakwas, zaczyn, drożdże”) z obłudą (gr. hypokrisis – „udawanie, obłuda”) faryzeuszów, którą przed chwilą napiętnował. Podkreśla, że faryzejska postawa, polegająca na zachowywaniu zewnętrznych pozorów pobożności, stanowi zagrożenie dla Jego uczniów. Jak potem napisze św. Paweł: „drobina kwasu całe ciasto zakwasza” (1 Kor 5,6; por. Ga 5,9).

Pan kontynuuje: „Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głoszone będzie na dachach” (Łk 12,2-3). Niespójność między zewnętrznymi pozorami a ukrytą rzeczywistością serca w którymś momencie wyjdzie na jaw. Wcześniej podobny ciąg kontrastujących ze sobą twierdzeń dotyczących tego, co tajemne, a co zostanie ukazane w świetle, miał pozytywną funkcję i odnosił się do Słowa Bożego (por. 8,17). Również w tym wypadku słowa Jezusa można odnieść do świadectwa uczniów o Nim, gdyż wiara w Niego w głębi serca i wyrzekanie się Go publicznie również byłyby formą obłudy (por. 12,8-9).

Do takiego wyparcia się Jezusa mógłby skłonić uczniów lęk przed prześladowaniami, dlatego Pan dodaje: „A mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic już więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie!” (12,4-5). Zwróćmy uwagę, że Jezus zwraca się tutaj uczniów, nazywając ich „przyjaciółmi” (gr. filos – „przyjaciel, ulubieniec”). Poucza ich, by nie obawiali się ludzi, którzy mogą co najwyżej zabić ich ciało, lecz by pielęgnowali w sobie bojaźń Bożą, gdyż to właśnie od Boga zależy ich życie wieczne. Ma On bowiem moc wtrącić do piekła. Użyty tutaj grecki rzeczownik geena pochodzi od hebrajskiego wyrażenia ge-hinnom, czyli „Dolina Hinnom” (por. Joz 15,8). Chodzi o dolinę znajdującą się na południowy wschód o Jerozolimy, która za czasów Achaza i Manassesa była miejscem składania ofiar z dzieci (por. 2 Krn 28,4; 33,6). Według Jeremiasza zamiarem Boga jest, by w przyszłości na tej dolinie spoczęło piętno śmierci i nieczystości (por. Jr 7,31-33; 19, 2-13). Izajasza ukazuje ją jako symbol ostatecznej kary, przeznaczonej złym ludziom (por. Iz 66,24). Jezus ukazuje uczniom, że wartość ich życie ziemskiego jest względna, gdyż ostatecznie ich celem jest życie wieczne (por. Łk 10,25-28; 18,18-22.29-30). W Dziejach Apostolskich Piotr i pozostali apostołowie powiedzą: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5,29).

Bojaźń Pańska to równocześnie ufność w Bożą opatrzność i opiekę: „Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Łk 12,6-7; por. Łk 12,22-32). Kto powierza swoje życie Bogu, nie musi obawiać się prześladowców. Tym razem Jezus argumentuje, zaczynając do tego, co ma mniejsze znaczenie, by dojść do tego, co ma znaczenie większe. Skoro Bóg troszczy się o wróble, których wartość jest niewielka (jeden as był szesnastą częścią denara, który zwyczajowo wypłacano na koniec dnia pracy), tym bardziej troszczy się o ludzi, którzy są o wiele bardziej ważni niż wróble. Bóg wie, ile każdy z nas ma włosów na głowie, dlatego tym bardziej nie obce są Mu także nasze troski i obawy.

Czy podobnie jak tłumy z dzisiejszej Ewangelii „cisnę się” do Jezusa, by być blisko Niego i słuchać Jego słowa? Czy w mojej codzienności, zwłaszcza jeżeli chodzi o wiarę, wystrzegam się obłudy? Czego obawiam się, gdy przychodzi wyznać wiarę w Jezusa? Czy ufam bożej opatrzności?

Weźcie wy sobie dobrze do serca te słowa

Fot. Sangia (unsplash.com)

Sobota, 26 września

Łk 9,43b-45

43b Gdy tak wszyscy pełni byli podziwu dla wszystkich Jego czynów, Jezus powiedział do swoich uczniów: 44 «Weźcie wy sobie dobrze do serca te słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi». 45 Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o to powiedzenie.

Rozważamy dzisiaj drugą zapowiedź męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Podobnie jak to było w przypadku pierwszej zapowiedzi (por. Łk 9,22), Pan zwraca się wyłącznie do uczniów, chociaż w tle widoczny jest powszechny podziw, jaki wzbudza Jego działalność: „Gdy tak wszyscy pełni byli podziwu dla wszystkich Jego czynów, Jezus powiedział do swoich uczniów” (9,43b). Chwilę wcześniej Pan uzdrowił opętanego epileptyka (por. 9,37-43a). Żydzi będący świadkami tego i innych cudownych czynów Jezusa dostrzegają w Nim działanie Bożej mocy (por. 9,43a), są pełni podziwu. Użyty tutaj grecki czasownik thaumadzo („dziwić się, zdumiewać, podziwiać”) ma formę imiesłowu czasu teraźniejszego, co podkreśla nie tle jednorazowe zdziwienie czy podziw, ale pewien stan. Tłumy trwały w podziwie dla czynów Jezusa.

Tym bardziej zdumiewają słowa Pana zaadresowane do apostołów: „Weźcie wy sobie dobrze do serca te słowa” (9,44a). W greckim tekście czytamy dosłownie „weźcie do uszu waszych te słowa” (por. 1,44; 4,21; Dz 11,22). Jezus z jednej strony podkreśla wagę słów, które za chwilę wypowie, a z drugiej przynagla uczniów, by uważnie ich wysłuchali, pozwolili przedostać się im do ich wnętrza. W inny miejscu poucza ich w podobny sposób: „Uważajcie więc, jak słuchacie” (Łk 8,18). Rzeczywiście następująca wypowiedź Pana nie jest łatwa ani przyjemna, zwłaszcza w kontekście obecnego zachwytu ze strony tłumów: „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi” (9,44b). W tytule „Syn Człowieczy” wyrażona zostaje tożsamość Jezusa jako prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka. W Księdze Daniela czytamy: „Patrzyłem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie” (Dn 7,13-14). Jezus rzeczywiście jest tym, do którego należy panowanie i władza nad wszystkimi narodami. Jednakże jest On także zapowiadanym przez Izajasza „cierpiącym Sługą” (por. Iz 52,13-53,12).

Męka Syna Bożego, Jego ofiara wynagradzająca za grzechy całego świata, jest elementem zbawczego planu Ojca. Tylko ktoś, do którego należy pełnia władzy, jest w stanie złożyć doskonałą ofiarę ze swojego życia. Św. Paweł w Liście do Filipian napisze: „On to, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca” (por. Flp 2,6-11).

Prawda z mocą głoszona przez Apostoła Narodów na tym etapie jest jeszcze niezrozumiała dla Jezusowych uczniów: „Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o to powiedzenie” (Łk 9,45). Jest to skutek ich słabości moralnej – za chwilę będą rozprawiać między sobą, który z nich jest największy (por. 9,46), ale zarazem część Bożego planu, gdyż znaczenie słów Jezusa było zakryte prze nimi (por. 18,34). Pan otworzy ich umysły dopiero po swoim zmartwychwstaniu: „To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma, i rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem” (24,44-47).

Czy z uwagą słucham słów Jezusa? Czy jest we mnie zgoda, by kroczyć za Nim, nie tylko uwielbianym przez tłumy, ale również odrzuconym, poniżonym i cierpiącym? Czego nie rozumiem w mojej drodze wiary? Czy rozmawiam o tym z Jezusem?

Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi

Fot. Jaime Casap (unsplash.com)

XXV Niedziela Zwykła A

Mt 20,1-16a

1 Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. 2 Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. 3 Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, 4 i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. 5 Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. 6 Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” 7 Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”. 8 A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. 9 Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. 10 Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. 11 Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, 12 mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekotę”. 13 Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? 14 Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. 15 Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” 16 Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».

W dzisiejszej przypowieści Jezus ukazuje kolejny aspekt tajemnicy królestwa niebieskiego: „Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy” (20,1). Pan posługuje się obrazem winnicy i troszczącego się o nią gospodarza, a tym samym nawiązuje do starotestamentalnych tekstów, w których mowa jest o Bogu, który powołuje do istnienia Naród Wybrany i nieustannie o niego się troszczy, np.: „Wyrwałeś winorośl z Egiptu, wygnałeś pogan, a ją zasadziłeś. Grunt dla niej przygotowałeś, a ona zapuściła korzenie i napełniła ziemię. Góry okryły się jej cieniem, a cedry Boże jej gałęźmi. Swe latorośle rozpostarła aż do Morza, a swoje pędy aż do Rzeki” (Ps 80,9-12; por. Iz 5,1-7; Jr 2,21; 12,10-11; Oz 10,1). Gospodarz udaje się wczesnym rankiem na wiejski rynek, by znaleźć tam robotników do swojej winnicy. Do dzisiaj w wielu miejscowościach Bliskiego Wschodu można trafić na plac lub ulicę, gdzie mężczyźni nie mający stałego zajęcia czekają, by ktoś najął ich do pracy na dzień lud dwa. Zwyczaj ten był dużo bardziej powszechny w starożytnym Izraelu, kiedy to zdecydowana większość społeczeństwa żyła w ubóstwie.

Najmując pierwszych robotników, gospodarz daje im konkretną obietnicę zarobku: „Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy” (20,2). W starożytnej Palestynie denar (gr. denarion), rzymska srebra moneta, stanowił zwyczajową zapłatę za jeden dzień pracy. Suma ta musiała wystarczyć, by zapewnić przeżycie rodzinie zatrudnionego, dlatego wg Tory należało wypłacać ją pod koniec dnia: „Nie będziesz niesprawiedliwie gnębił najemnika ubogiego i nędznego, czy to będzie brat twój, czy przybysz, o ile jest w twoim kraju, w twoich bramach. Tego samego dnia oddasz mu zapłatę, nie pozwolisz zajść nad nią słońcu, gdyż jest on biedny i całym sercem jej pragnie; by nie wzywał Pana przeciw tobie, a to by cię obciążyło grzechem” (por. Pwt 24,14-15).

Poranna sytuacja powtarza się kilkukrotnie. Gospodarz o różnych porach powraca na rynek, by zatrudnić kolejnych robotników: „Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił” (Mt 20,3-5). W przeliczeniu na naszą rachubę czasu wymienione godziny oznaczają: „trzecia” – 9:00, „szósta” – 12:00, „dziewiąta” – 15:00. Kolejni najmowani mężczyźni do czasu zatrudnienia cierpliwie pozostawali na rynkowym placu, licząc, że ktoś ich zaangażuje chociaż na część dnia. Dlatego bez szczególnych negocjacji zgadzają się pracować w winnicy za to, „co będzie słuszne” (dosł. „sprawiedliwe”).

Zaskakujące może być to, że ostatnią grupę robotników gospodarz wysyła do pracy w winnicy jeszcze godzinę przed zakończeniem dnia: „Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy” (20,6-7). Odpowiedź najemników „Bo nas nikt nie najął” sugeruje, że mimo szczerych chęci podjęcia pracy, przez większość dnia nie trafiła im się możliwość zatrudnienia. Nadal jednak są gotowi, by skorzystać z zaproszenia gospodarza.

Po zapadnięciu zmierzchu właściciel winnicy wydaje zarządcy polecenie wypłaty należności: „A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych” (20,8). Warto zwrócić uwagę, że pieniądze mają być wypłacone „począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Zatrudnieni około godziny jedenastej zapewne spodziewali się, że dostaną jakąś jedną dwunastą dniowego wynagrodzenia. Tymczasem otrzymują pełną kwotę: „Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze” (20,9). Gdy pracujący od wczesnych godzin rannych dostają to samo wynagrodzenie, zaczynają oskarżać właściciela winnicy o niesprawiedliwość: „Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekotę” (20,10-12). Gospodarz wyjaśnia swoją decyzję jednemu z szemrających: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” (20,13-15). Właściciel winnicy przypomina wysokość stawki, za jaką robotnicy pracujący od rana zgodzili się pracować. Trudno zatem w jego zachowaniu dopatrywać się niesprawiedliwości. Jeśli zaś chodzi o wynagrodzenie pracowników „ostatniej godziny”, otrzymanie przez nich całego denara, a nie jego dwunastej części, wskazuje na dobroć gospodarza, który przekazuje im niezasłużony dar. Występujące w wyjaśnieniu gospodarza wyrażenie „złe oko” jest semickim idiomem opisującym kogoś, kto jest zazdrosny, niechętny innym lub brakuje mu szczodrości: „Zły jest, kto zazdrosnym okiem patrzy, odwraca oblicze i z góry spogląda na innych” (Syr 14,8; por. Pwt 15,9; Prz 28,22).

Zdanie podsumowujące przypowieść – „Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi” (Mt 20,16) – przypomina mądrościowe stwierdzenie kończące poprzednią perykopę (por. 19,30; także Mk 10,31; Łk 13,30). Tym razem określenia „pierwsi” i „ostatni” odnoszą się do czasu służby w winnicy Pańskiej: zatrudnionym najpierw płaci się na końcu, zaś zatrudnieni na końcu otrzymują zapłatę jako pierwsi.

Za pomocą przypowieści o robotnikach najmowanych do pracy w winnicy Jezus objawia szczodrobliwość Boga, Boskiego Gospodarza, który udziela takiego samego wynagrodzenia zarówno tym, którzy rozpoczęli pracę w Jego winnicy jako pierwsi, jak i jako ostatni. W przypadku tych drugich widać wyraźnie, że ich zapłata nie zależy od długości ich pracy, lecz jest darem, który Bóg ma przecież prawo im ją przyznać. Ponadto Pan zarysowuje problemem postawy robotników pracujących cały dzień, którzy odebrali zachowanie Gospodarza jako „niesprawiedliwość”. Dzieje się tak, gdyż w ich sercu pojawił się grzech zawiści, polegający na byciu złym z powodu szczęścia innych. Tego typu postawa przypomina zachowanie samego diabła. Autor Księgi Mądrości pisze: „A śmierć weszła w świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą” (Mdr 2,24). Jezus wzywa uczniów do radowania się wielkodusznością Boga, której doświadczyć mogą nawet najbardziej „spóźnieni” na drodze wiary. Ostatecznie przecież, żaden człowiek, nawet jeśli już dłuższy czas idzie za Jezusem, nie jest w stanie zasłużyć na Jego łaskę. Wszyscy, bez względu na nasz „staż”, mamy powody, by być wdzięcznymi za to, że Pan jest dobry.

Jaki jest mój stosunek do ludzi, którzy jeszcze nie odpowiedzieli na głos Bożego wezwania? Czy moje kroczenie drogą wiary nie staje się pretekstem do pogardzania nimi lub patrzenia na nich z wyższością? Co robię, by pomóc im spotkać się z Bogiem?

Kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je

Fot. Amir Arefi (unsplash.com)

30 sierpnia, XXII Niedziela Zwykła

Mt 16,21-27

21 Odtąd zaczął Jezus Chrystus wskazywać swoim uczniom na to, że musi udać się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. 22 A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: «Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie». 23 Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: «Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku». 24 Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: «Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. 25 Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. 26 Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? 27 Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania.

Słowa rozpoczynające dzisiejsze czytanie ewangeliczne są kluczowe dla dalszej narracji Ewangelii Mateusza: „Odtąd zaczął Jezus Chrystus wskazywać swoim uczniom na to, że musi udać się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Mt 16,21). Formuła wprowadzająca „odtąd zaczął Jezus” pojawiła się już wcześniej w Pierwszej Ewangelii, by zaznaczyć początek działalności Pana w Galilei (por. 4,17). Teraz sygnalizuje ona początek kolejnego ważnego etapu. Działalność Jezusa w Galilei osiągnęła swój kres i odtąd będzie On podążał w kierunku Jerozolimy. Niestety, gdy dotrze do świętego miasta, nie spotka się z przychylnością religijnych przywódców. W prorockiej wizji Pan zapowiada ciąg zdarzeń, który doprowadzi do Jego cierpienia, a nawet śmierci. Pojawia się jednak promyk nadziei, gdyż Jezus powstanie z martwych trzeciego dnia.

Mimo ostatecznie pozytywnego wydźwięku zapowiadanych wydarzeń, Piotr nie jest w stanie zaakceptować cierpienia, które ma spotkać Mistrza: „A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: «Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie»” (16,22). W wyobrażeniach apostoła, podzielanych przez większość ówczesnych Żydów, doświadczających ciężaru rzymskiej okupacji, Mesjasz miał być tym, który będzie zwyciężał wrogów Izraela i królował. Nie ma w nich miejsca na cierpienie.

Rekcja Jezusa na słowa Piotra jest wyjątkowo gwałtowna: „Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: «Zejdź Mi z oczu [dosł. „stań za mną”], szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku»” (16,23). Trudno o ostrzejszą naganę. Chwilę wcześniej Piotr wyznał swoją wiarę Jezusa jako Mesjasza i Syna Bożego (por. 16,13-20). Teraz zostaje przez Pana nazwany szatanem (gr. satanas, dosł. „przeciwnik”). Powodem jest to, że w swoim myśleniu posługuje się ludzką logiką, ulegając awersji do cierpienia, a nie szuka duchowego rozeznania. W scenie kuszenia to właśnie szatan proponował Jezusowi drogę do panowania nad światem, w której nie byłoby krzyża (por. 4,8-10). Jezus opisuje Piotra jako „zawadę” (gr. skandalon – „pułapka, zasadzka, kamień potknięcia”). Widać wyraźnie kontrast między tym obrazem a obrazem opoki z 4,18. Różnica polega na przeciwstawieniu łaski i natury. Gdy Piotr w 4,16 mówi to, co zostało mu objawione przez Ojca, jest solidnym kamieniem węgielnym, który trzyma się z dala od siły ciemności. Gdy jednak przemawia z punktu widzenia słabej ludzkiej natury, niewspieranej Bożą mocą, wówczas staje się kamieniem, o który potykają się inni.

Zapowiedziawszy po raz pierwszy swoją mękę i śmierć (por. 17,22-23; 20,17-19), Jezus wzywa uczniów, by podążali za Nim tą samą drogą: „Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: «Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?” (4,24-27). Pan podkreśla, że Jego uczeń ma wziąć swój krzyż i naśladować Go. Być może wiele razy słyszeliśmy już te słowa i w efekcie w naszych uszach straciły już one swoją siłę wyrazu. Ukrzyżowanie człowieka jest bowiem jedną z najbardziej barbarzyńskich metod egzekucji, którą Rzymianie doprowadzili do perfekcji. Wg Cycerona rzymscy obywatele uważali za niestosowne nawet wspominanie o niej w publicznym dyskursie. Jezus jednak zachęca nas, byśmy myśleli o życiu chrześcijańskim właśnie w tych kategoriach. Wymaga od nas, byśmy idąc za Nim, byli gotowi przyjąć wolę Boga niezależnie od tego, dokąd ona nas zaprowadzi, chce byśmy tak jak On, wypili z kielicha przygotowanego przez Ojca (por. 26,39). Temu radyklanemu wezwaniu towarzyszy obietnica, że każdy kto straci swe życie w Jego imię, ostatecznie je znajdzie.

Jako tło do przyjęcia tak radykalnej postawy Jezus ukazuje perspektywę sądu ostatecznego: „Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania” (16,27). Powracając w towarzystwie aniołów, Chrystus wyda wobec każdego wyrok co do jego życia. Jako ostateczny Sędzia całego świata określi wieczne przeznaczenie wszystkich. Podstawą do tego osądu będzie nasze postępowanie. Jak woła Psalmista: „Ty, Panie, jesteś łaskawy, bo Ty każdemu oddasz według jego czynów” (Ps 62,13; por. Rz 2,13). Analizując inne wypowiedzi Jezusa w Mateuszowej Ewangelii, możemy stwierdzić, że sąd ten będzie dotyczył: naszych słów (por. Mt 12,36-37), naszych myśli (por. 5,28-30), naszych działań (por. 7,21), naszej gotowości do wybaczenia innym (por. 6,14-15; 18,35) oraz naszego zaangażowania w dzieła miłosierdzia (por. 25,31-46).

Jakie miejsce w moim życiu wiary ma męka i śmierć Jezusa? Czy dostrzegam, że były one konieczne, by odkupiony został mój grzech i by objawiła się chwała zmartwychwstania? Czy pozwalam, by Pan Bóg wyprowadzał mnie z moich błędnych wyobrażeń? Co jest moim krzyżem? Czy zgadzam się na noszenie go każdego dnia? Czy jestem gotowy na spotkanie z Chrystusem Sędzią?