31 Znowu opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. 32 Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. 33 On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; 34 a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: «Effatha», to znaczy: Otwórz się! 35 Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. 36 [Jezus] przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. 37 I przepełnieni zdumieniem mówili: «Dobrze wszystko uczynił. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę».
Przygotowanie
Przybycie Jezusa na teren hellenistycznego Dekapolu staje się kolejną okazją do objawienia Jego boskiej tożsamości pośród pogan. Uzdrowienie głuchoniemego z jednej strony podkreśla wartość wspólnoty wiary, z drugiej zaś wskazuje na konieczność indywidualnego spotkania i otwarcia się na obecność Zbawiciela. Duchu Święty, otwórz moje serce na światło dzisiejszego Słowa.
Punkty do medytacji
Znowu opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu (w. 31) Po stosunkowo krótkiej wizycie na fenickim terenie Tyru i Sydonu Jezus powraca w okolice Jeziora Galilejskiego. Nie dociera tam jednak najkrótszą trasą, lecz poprzez „posiadłości Dekapolu” (gr. ana meson ton horion Dekapoleos, dosł. „poprzez środek granic Dekapolu”). Grecki termin Dekapolis, czyli „dziesięć miast”, odnosi się do związku dziesięciu miast położonych na wschód od rzeki Jordan, zamieszkałych przez zhellenizowaną ludność nieżydowską (por. Mk 5,20). Wybierając okrężną drogę przez terytoria pogańskie, Jezus po raz kolejny demonstruje, że przyniesione przez Niego zbawienie nie jest ograniczone wyłącznie do Narodu Wybranego. Łaska Boża przekracza bowiem wszelkie granice kulturowe i religijne, a Chrystus szuka człowieka wszędzie tam, gdzie on się znajduje. Podobnie jest z moim świadectwem o Nim. Nie może ono utracić swojej dynamiczności. Każde miejsce i każde otoczenie mogą okazać się sposobnością do dzielenia się wiarą. W cichej modlitwie poproszę Jezusa, bym w otwartości na prowadzenie Ducha Świętego, wykorzystywał każdą okazję do głoszenia Dobrej Nowiny.
Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę (w. 32) Wcześniej Marek opowiedział o uwolnieniu przez Jezusa mężczyzny opętanego przez ducha nieczystego (por Mk 5,1-20). Akcja tego wydarzenia miała miejsce w „kraju Gerazeńczyków” (5,1). Geraza była jednym z miast Dekapolu. Ponadto pod koniec opowiadania ewangelista wspomniał, że uwolniony „zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus mu uczynił” (5,21). Nic zatem dziwnego, że ponowna wizyta Pana na tym pogańskim terytorium spotkała się z reakcją mieszkańców, którzy pokładając ufność w Jego mocy, przyprowadzają do Niego „głuchoniemego” (gr. kofon kai megilalon). Tekst grecki mówi o osobie mającej całkowitą niezdolność słyszenia oraz mówiącej z trudnością. W wyrażeniu „prosili Go” pojawia się czasownik parakaleo, który można także przetłumaczyć jako „błagać”. Występuje on jako element struktury cudu także w innych miejscach Ewangelii (por. 1,40; 5,23; 8,22). Nie wymienieni z imienia ludzie stają się pośrednikami łaski uzdrowienia. Słowo przypomina mi dzisiaj o wartości modlitwy wstawienniczej oraz konieczności towarzyszenia innym w ich poszukiwaniu Boga i Jego łaski. Jak to tej w chwili u mnie wygląda? W jaki sposób pomagam innym spotykać się z Panem?
On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: «Effatha», to znaczy: Otwórz się! (w. 33-34) Jezus bierze głuchoniemego „z dala od tłumu” (gr. apo tu ochlu, dosł. „od tłumu”), co wskazuje na konieczność intymnego i osobistego spotkania. Na osobności Pan podejmuje kolejne działania, których efektem będzie uzdrowienie mężczyzny. Zastosowane przez Niego fizyczne gesty – „włożył place w jego uszy” (gr. ebalen tus daktylus autu eis ta ota autu) oraz „śliną dotknął mu języka” (gr. kai ptysas hepsato tes glosses autu, dosł. „splunąwszy dotknął jego języka”) – zapowiadają sakramentalny (poprzez znaki) sposób działania łaski. Spojrzenie „w niebo” (gr. eis ton uranon) jest gestem modlitwy (por. 6,41), podkreśla jedność Syna z Ojcem oraz wskazuje na źródło uzdrawiającej mocy. Zaś westchnienie (gr. estenaksen, „głęboko jęknął, zadrżał”) wyraża współczucie wobec cierpienia chorego oraz solidarność z bólem stworzenia skażonego grzechem (por. Rz 8,22). Wreszcie, aramejskie słowo „Effatha” (aram. etffetah), czyli „otwórz się” (por. Mk 5,41), jest wezwaniem do całkowitego otwarcia swojej egzystencji na łaskę zbawienia. Proces uzdrowienia głuchoniemego jest złożony. Składają się na niego różne działania ze strony Jezusa. Na koniec jednak wyraźnie zaangażowany zostaje sam zainteresowany, który ma otworzyć się na Pana. Tak samo jest w moim życiu. Bóg na różne sposoby próbuje do mnie dotrzeć z łaską zbawienia. Respektuje jednak moja wolność i nie zrobi nic bez mojego przyzwolenia. Jak dzisiaj wygląda moje otwartość na obecność i działanie Jezusa? Co mi w tym przeszkadza?
Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić (w. 35) Marek podkreśla, że w wyniku gestów i słowa wypowiedzianego przez Jezusa mężczyzna zostaje natychmiast (gr. eutheos, „natychmiast, od razu”) uzdrowiony. Otwierają się jego uszy i rozwiązane zostają więzy jego języka. Odzyskuje fizyczną zdolność komunikacji, a przede wszystkim swoją godność i miejsce we wspólnocie. W ten sposób nie tylko zostaje zakończone cierpienie konkretnego człowieka, ale również wypełniają się starotestamentalne proroctwa o nadejściu czasów ostatecznych: „Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą (…) język niemych wesoło wykrzyknie” (Iz 35,5-6; por. 42,19; Wj 4,11). Spotkanie z Bogiem przywraca pierwotny ład w życiu człowieka. Dla Stwórcy bowiem nie ma barier niemożliwych do pokonania w procesie naszego uzdrowienia. Popatrzę na moje serce. Jaka jego przestrzeń najbardziej wymaga Bożej interwencji? Porozmawiam o tym z Jezusem.
[Jezus] przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali (w. 36) Mimo że sam proces uzdrowienia miał miejsce na osobności, to skutek jak najbardziej był zauważalny przez wszystkich. Jezus jednak wydaje surowy zakaz mówienia o tym wydarzeniu. Wyraźne lub domyślne nakazy milczenia po cudzie znajdują się również w innych miejscach Ewangelii Marka (por. 1,34; 1,44-45; 5,43; 8,26). Wszystkie one składają się na tzw. sekret mesjański, szczególnie wyakcentowany w tej księdze. Jezus nie chce, by tłumy patrzyły na Niego jako na pospolitego cudotwórcę lub politycznego wyzwoliciela. Reakcja świadków jest jednak odwrotna do Jezusowych oczekiwań, gdyż im bardziej im zabrania, tym „gorliwiej” (gr. mellon perissoteron, dosł. „bardziej jeszcze”) rozgłaszają wieść o uzdrowieniu. Objawia się tutaj psychologiczna niemożności ukrycia oszałamiającego doświadczenia Bożej potęgi. Przemieniające spotkanie z żywym Bogiem rodzi niemożliwą do powstrzymania potrzebę dzielenia się tą radością. Przypomnę sobie momenty, w których w szczególny sposób doświadczyłem Bożej łaski lub byłem świadkiem takiego doświadczenia u kogoś innego. Jakie myśli i uczucia pojawiły się wtedy w moim sercu? W jaki sposób wpłynęły one na moje postepowanie?
I przepełnieni zdumieniem mówili: «Dobrze wszystko uczynił. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę» (w. 37) Ewangelista przytacza treść rozmów, jakie świadkowie uzdrowienia głuchoniemego toczyli między sobą. Wyrażenie „dobrze wszystko uczynił” (gr. kalos panta pepoiekan) nawiązuje do słów z Księgi Rodzaju, gdzie w odpowiadaniu o stworzeniu świata jak refren pojawia się stwierdzenie, że to co Bóg powołuje do istnienia jest dobre (por. Rdz 1,4.10.12.18.21.25.31). Jezus nie tylko naprawia upadłą naturę, ale jest również autorem Nowego Stworzenia, przywracając światu pierwotną harmonię zniszczoną przez grzech. Zachwyt tłumu staje się mimowolnym, zbiorowym wyznaniem wiary, rozpoznającym w Jezusie źródło czystego dobra, które zwycięża zło i wszelkie cierpienie. Zatrzymam się na chwilę przy tej prawdzie. Jakie konsekwencje niesienie ona dla mojego codziennego życia?
Modlitwa w ciągu dnia
Panie Jezu, Ty znasz dobrze wszystkie moje niedomagania, uzdrawiaj mnie swoją łaską i stwarzaj na nowo.
24 Stamtąd zaś wybrał się i udał w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do [pewnego] domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, nie mógł jednak pozostać w ukryciu. 25 Zaraz bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, padła Mu do nóg, 26 a była to poganka, Syrofenicjanka z pochodzenia, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki. 27 I powiedział do niej [Jezus]: «Pozwól wpierw nasycić się dzieciom, bo niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom». 28 Ona Mu odparła: «Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jedzą okruszyny po dzieciach». 29 On jej rzekł: «Przez wzgląd na te słowa idź; zły duch opuścił twoją córkę». 30 Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku; a zły duch wyszedł.
Przygotowanie
Po konfrontacji z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie oraz ukazaniu, gdzie tkwi prawdziwe źródło nieczystości człowieka, Jezus opuszcza Galileę i przybywa na fenickie terytorium Tyru i Sydonu. Spotka niezwykłą pogankę, która nie tylko okazuje wielką matczyną miłość, lecz także wielką wiarę w moc Jego słowa. Duchu Święty, dotknij mojego serca, uczyń je gotowym na słuchanie.
Punkty do medytacji
Stamtąd zaś wybrał się i udał w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do [pewnego] domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, nie mógł jednak pozostać w ukryciu (w. 24) Jezus opuszcza Galileę i udaje się na północny-zachód, docierając w okolice Tyru i Sydonu, dwóch ważnych miast fenickich (dzisiejszy Liban). Przychodzi „do pewnego domu” (gr. eisoikian) i próbuje zostać nierozpoznanym. Być może celem jest odpoczynek po konfrontacji z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie z Jerozolimy (por. 7,1-13). A może chodzi o przedłużenie czasu poświęconego wyłącznie najbliższym uczniom (por. 7,14-23). Jakby nie było, nie pierwszy raz w Ewangelii Marka, zachowanie prywatności czy anonimowości Jezusa okazuje się niemożliwe (por. 1,45; 6,32-33; 7,36). Wieść o Nim przekroczyła już granice ziem tradycyjnie zamieszkałych przez Żydów i dotarła również na tereny pogańskie, zanim jeszcze postawił na nich swoją stopę. Dzieło zbawienia dokonane przez Jezusa ma w sobie niezwykły dynamizm, który nie pozwala na jego zamknięcie w obrębie jednej grupy etnicznej czy kulturowej. Ewangelia nieustannie przekracza kolejne granice, przenikając codzienność każdego napotkanego człowieka. Czy pozwalam, by Słowo i łaska sakramentów prowadziły mnie z Dobrą Nowiną do innych?
Zaraz bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, padła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka z pochodzenia, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki (ww. 25-26)Marek Ewangelista wprowadza postać matki, której córka jest opętana przez „ducha nieczystego” (gr. pneuma akatharton). Określenie „nieczysty” (gr. akathartos) ma tutaj znaczenie biblijne, czyli wyraża opozycję do tego co „czyste” (gr. katharos), czyli związane z Bogiem (por. 1,23.26; 3,11.30; 5,8; 6,7; 9,25). Marek dodaje, że kobieta jest „poganką” (gr. Hellenis; dosł. „Hellenką/Greczynką”) i „Syrofenicjanką” (gr. Syrofoinikissa). Obydwa określenia wyraźnie podkreślają, że nie należy ona do Narodu Wybranego, co będzie ważnym szczegółem w dalszej części perykopy. Dowiedziawszy się o przybyciu Jezusa, kobieta przychodzi do Niego i prosi, by „złego ducha wyrzucił z jej córki” (gr. to daimonion ekbale ek tes thygatros autes). Jej gest upadnięcia „do nóg” (gr. pros tus podas), podobnie jak i dzisiaj, wyraża oddanie czci (por. Dz 10,25). Popatrzę na moje złe przyzwyczajenia czy może nawet duchowe zniewolenia… Zobaczę, jak zamykają mnie na drugiego człowieka i miłość Boga. Czy ich nie bagatelizuję lub nie udaję, że ich nie ma? Co robię, by odzyskać duchową wolność? Czy mam świadomość, że pierwszym krokiem jest oddanie czci Temu, któremu jedynie ona się należy?
I powiedział do niej [Jezus]: «Pozwól wpierw nasycić się dzieciom, bo niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom» (w. 27) Odpowiadając na prośbę Syrofenicjanki, Jezus odwołuje się do sceny znanej z życia rodzinnego. To „dzieci” (gr. to teknon) w trakcie posiłku w pierwszej kolejności mają prawo do „chleba” (gr. he artos), a nie „szczenięta” (gr. to kynarion). Sytuacja odwrotna byłaby wbrew logice rodzicielskiej miłości. Jak się słusznie domyślamy, obraz dzieci symbolizuje tutaj starotestamentalnego Izraela (por. Wj 4,22; Oz 2,1), natomiast szczenięta oznaczają tych, którzy do niego nie należą. W tekstach biblijnych „psy” (gr. hebr. kelew; ho kyon) uważane są za zwierzęta nieczyste i prawie zawsze pojawiają się w negatywnym kontekście (por. 1 Sm 24,14; 2 Krl 8,13; Prz 26,11; Mt 7,6). Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że Jezus nie mówi o psach, lecz o szczeniętach, to nadal użyte przez Niego porównanie wydaje się być wyjątkowo szorstkie. Zwróćmy jednak uwagę, że Pan zwraca się do kobiety: „pozwól najpierw” (gr. afes proton). Zatem Jego słowa nie są formą kategorycznej odmowy, lecz podkreślają pierwszeństwo Izraela wobec obietnicy zbawienia (por. Rz 9,4-5). Nadejdzie jednak czas, po męce i zmartwychwstaniu Chrystusa, kiedy również poganie będą mieli udział w dziedzictwie dzieci Bożych (por. Ga 3,26-29; Ef 3-6). Jak za chwilę zobaczymy, Pan w istocie nie odrzuca kobiety i jej prośby, lecz daje jej okazję do głębszego wejścia w logikę wiary. Jaki jest mój stosunek do wyznawców judaizmu? Czy modlę się o to, by także oni uznali w Jezusie Mesjasza?
Ona Mu odparła: «Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jedzą okruszyny po dzieciach» (w. 28) Kobieta nie obraża się na surowe słowa Jezusa, nie krzyczy o niesprawiedliwości czy rasowej dyskryminacji. Zamiast tego, wchodzi w Jego retorykę i sprytnie obraca Jego odpowiedź na swoją korzyść. Jako jedyna osoba w Ewangelii Marka używa w odniesieniu do Jezusa tytułu „Panie” (gr. Kyrios), którym pierwotny Kościół zwracał się do Niego w modlitwach (por. Dz 7,59; 9,10) i który wskazuje na Jego prawdziwą tożsamość. Termin Kyrios w greckim tłumaczeniu ST (tzw. Septuaginta), jest używany zamiast świętego imienia Boga (YHWH). Kobieta zgadza się z pierwszeństwem Izraela w historii zbawienia. Jednocześnie, nawiązując do wcześniejszych słów Pana, ukazuje inny element zwyczajowy posiłków spożywanych w rodzinnym gronie. Mówi o szczeniętach, które pod stołem zjadają „okruszyny po dzieciach” (gr. ton psichion ton paidion). Mówiąc o okruszynach, daje Panu do zrozumienia, że nie żąda równych praw z dziećmi, lecz jedynie odrobiny Jego uzdrawiającej mocy. Nieustępliwość, ale i chłonność Syrofenicjanki jest zadziwiająca. Z jednej strony nie poddaje się i szuka sposobu na wyproszenie łaski uzdrowienia dla swojej córki, a z drugiej okazuje wielką otwartość na to, co mówi Jezus. Jakie myśli i uczucia rodzą się we mnie, gdy Bóg wydaje się obojętny na moje prośby? Czy od razu wchodzę w postawę buntu i kwestionowania Jego miłości? Czy może z jeszcze większą intensywnością szukam światła w Jego słowie?
On jej rzekł: «Przez wzgląd na te słowa idź; zły duch opuścił twoją córkę». Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku; a zły duch wyszedł (ww. 29-30) Jezus, wyraźnie poruszony trafną i pełną pokory odpowiedzią Syrofenicjanki, spełnia jej prośbę, chwaląc jednocześnie siłę argumentacji. Mówi do niej: „przez wzgląd na twe słowa” (gr. dia tuton ton logon; dosł. „z powodu tego słowa”). W ewangelicznych opowiadaniach o cudach Jezusa uzdrowienie zazwyczaj następuje w odpowiedzi na wiarę proszących (por. Mk 2,5; 5,34; 10,52). Tutaj cud uwolnienia dziecka następuje po tym, jak kobieta „pokonała” Jezusa w słownej potyczce. Jej nieustępliwa postawa dowodzi nie tylko, jak wielka jest jej miłość do udręczonego dziecka, lecz również, jak pokorna i pełna wiary jest jej postawa wobec Pana. Kobieta wraca do domu w pełnym zaufaniu do zapewnienia Nauczyciela, co jest ostatecznym sprawdzianem ufności, jaką pokłada w moc Jego słowa. Czy potrafię z podobnym zaufaniem przyjmować słowo Pana? Czy ono samo mi wystarcza, czy może czekam na kolejne (cudowne) potwierdzenia jego prawdziwości?
Modlitwa w ciągu dnia
Panie Jezu, oczyszczaj moje myślenie z błędnych założeń, pomóż mi uwierzyć, że okruszyny Twojej łaski wystarczą.
7 Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi 8 i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. 9 «Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien!» 10 I mówił do nich: «Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. 11 Jeśli w jakimś miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich!» 12 Oni więc wyszli i wzywali do nawracania się. 13 Wyrzucali też wiele złych duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.
Przygotowanie
Odrzucenie przez mieszkańców Nazaretu (por. Mk 6,1-6) nie zatrzymuje Jezusa. Wręcz przeciwnie, w kolejnej perykopie Markowej Ewangelii Pan poszerza zakres swojej misji i po raz pierwszy posyła dwunastu apostołów. Dzieli się z nimi swoją mocą i udziela konkretnych wskazówek, które nakreślają charakter powierzonej im misji. Duchu Święty, przyjdź i otwórz moje serce na prawdę dzisiejszego Słowa.
Punkty do medytacji
Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi (w. 7) Jezus inicjuje kolejny etap swojej misji, przekazując Dwunastu część swojej władzy i odpowiedzialności. Decyzja o wysłaniu ich „po dwóch” (gr. dyo dyo) nawiązuje do biblijnych zasad dotyczących wiarygodności świadectwa (por. Pwt 19,15). Zapewnia także apostołom wzajemne wsparcie w czekających na nich trudach. Pan pokazuje w ten sposób, że ewangelizacja nie jest zadaniem dla samotnych bohaterów, lecz misją realizowaną we wspólnocie (por. Dz 13,1-3; 15,39-40). Posyłani otrzymują od Jezusa „władzę nad duchami nieczystymi” (gr. eksusian ton pneumaton ton akatharton), gdyż częścią ich posługi będzie realna walka ze złem, która prowadzić będzie do duchowego wyzwolenia człowieka. Źródłem skuteczności uczniów nie będą ich osobiste talenty, lecz moc otrzymana od Mistrza. Pierwsze posłanie apostołów jest przygotowaniem przyszłej misji Kościoła, który w imieniu Jezusa będzie niósł dar zbawienia całemu światu. Ta misja jest aktualna także dzisiaj. Jak wygląda mój udział w głoszeniu Ewangelii współczesnemu światu? Czy mam świadomość, że ewangelizacja jest istotowo wpisana w moją chrześcijańską tożsamość?
i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. «Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien!» (ww. 8-9) Posyłając Dwunastu, Jezus daje im kilka wskazówek, które, mimo że mocno osadzone są w ówczesnych realiach, mają uniwersalne znaczenie. Słowa dotyczące wyposażenia na drogę są wezwaniem do całkowitego zaufania Bożej Opatrzności (por. 2 Kor 9,8-10; Flp 4,11-13). Zabranie jedynie „laski” (gr. he hrabdos) i pary „sandałów” (gr. to sandalion) upodabnia uczniów do Izraelitów wychodzących z Egiptu, którzy mieli być gotowi do niezwłocznego ruszenia w drogę bez zbędnego balastu (por. Wj 12,11). Zakaz posiadania „chleba” (gr. ho artos), „torby” (gr. he pera) i „pieniędzy” (gr. ho chalkos, dosł. „miedź”) oznacza, że apostołowie mają zależeć od gościnności napotkanych ludzi, co naturalnie stworzy okazję do budowania relacji (por. Dz 16,15; Rz 12,13; 3 J 5-8). Ascetyczny styl życia ma ich także zabezpieczyć przed ciężarem trosk doczesnych, aby nic nie spowalniało pilnej misji głoszenia Królestwa. Oprócz tego ubóstwo posłańców stanie się potężnym znakiem potwierdzającym prawdziwość ich głoszenia. Jezus uczy mnie dzisiaj, że skuteczność ewangelizacji nie zależy od bogactwa zgromadzonych środków, lecz od oparcia się na mocy Tego, który posyła. Popatrzę na moje zaangażowanie w głoszenie Ewangelii. Czy opiera się ono na słowie, które otrzymałem od Pana, czy może na czysto ludzkich strategiach?
I mówił do nich: «Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie (w. 10) Jako że nie każda wioska żydowska dysponowała gospodą, utarło się przyjmowanie podróżnych w domach prywatnych. Jezusowe polecenie, by apostołowie zatrzymali się w jednym domu, aż wyjdą z danej miejscowości, zabezpiecza ich przed pokusą poszukiwania coraz to wygodniejszych warunków podczas misji. Ponadto wierność jednemu domostwu jest też wyrazem szacunku dla tych, którzy jako pierwsi otworzyli drzwi przed Ewangelią, nie traktując ich gościny jedynie jako przystanku do czegoś lepszego. W praktyce domy, w których zatrzymywali się pierwsi chrześcijańscy misjonarze, często stawały się domus ecclesiae, czyli miejscem gromadzenia się lokalnego Kościoła, między innym na Łamaniu Chleba. Głoszenie Ewangelii odbywa się w konkretnym miejscu i pośród konkretnych ludzi. W ten sposób Kościół przyjmuje swoją widzialną formę. Wzbudzę w sobie dziękczynienie za wspólnotę, w której Pan do mnie przemówił i pozwolił mi doświadczyć swojej miłości.
Jeśli w jakimś miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich!» (w. 11) Apostołowie, podobnie jak ich Mistrz, nie zawsze będą spotykali się z życzliwością. Dlatego kolejna wskazówka dotyczy sytuacji, w której mieszkańcy danego miejsca ich „nie przyjmą” (gr. me dzeksetai). Symboliczny gest strząśnięcia prochu z nóg „na świadectwo dla nich” (gr. eis martyrion autois), zaczerpnięty został z żydowskiej tradycji. Ziemia Izraela była uważana za świętą (por. 2 Krl 5,17), dlatego po powrocie do kraju z podróży strząsano pył ze stóp jako znak oddzielenia się od świata pogańskiego. Strząsanie prochu z nóg przez apostołów będzie oznaczać całkowite odcięcie się od odpowiedzialności za los tych, którzy świadomie wybrali drogę niewiary (por. Mk 9,37). Misjonarz nie ma obowiązku przekonywać za wszelką cenę, lecz ma być jedynie wiernym zwiastunem Dobrej Nowiny. Słowo przypomina mi dzisiaj, że Ewangelia jest propozycją, która szanuje ludzką wolność, nawet jeśli wybór ten prowadzi do duchowej zguby. Czy mówiąc innym o Chrystusie, respektuję ich wolność i poglądy? Ile w mojej postawie jest świadectwa, a ile siłowego przekonywania?
Oni więc wyszli i wzywali do nawracania się. Wyrzucali też wiele złych duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali (ww. 12-13) Po posłaniu i otrzymaniu konkretnych wskazówek, Dwunastu po raz pierwszy rusza w drogę. Fundamentem ich głoszenia jest wzywanie do „nawracania się” (gr. metanoeo; dosł. „zmieniać myślenie”), czyli odwrócenia się od grzechu i zwrócenia się ku Bogu. Jako że wcześniej otrzymali od Jezusa władzę nad duchami nieczystymi (w. 7), ich posługa obejmuje także wyrzucanie „złych duchów” (gr. to daimonion) i „uzdrawianie” (gr. therapeuo). Powyższe dzieła Bożej mocy pokazują, że Bóg troszczy się o człowieka w sposób integralny, przynosząc ulgę zarówno jego zagubionej duszy, jak i cierpiącemu ciału. Używanie przez misjonarzy oleju w trakcie uzdrawiania chorych w przyszłości stanie się powszechną praktyką Kościoła (por. Jk 5,14). Działalność Jezusa i apostołów, koncentrowała się zarówno na głoszeniu Bożej prawdy, jak i dokonywaniu czynów objawiających Bożą moc. Schemat ten jest stale aktualny, także w dzisiejszym Kościele. Co mogę zrobić, by moja wiara jeszcze bardziej opierał się Słowie i łasce sakramentów?
Modlitwa w ciągu dnia
„Panie Jezu, dziękuję Ci za prawdę Ewangelii i łaskę sakramentów, mów do mnie i dotykaj mojego serca, bym coraz bardziej stawał się autentycznym świadkiem miłości, która zbawia świat”.
21 Gdy Jezus przeprawił się z powrotem łodzią na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. 22 Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg 23 i prosił usilnie: «Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła». 24 Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. 25 A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele wycierpiała od różnych lekarzy 26 i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. 27 Posłyszała o Jezusie, więc weszła z tyłu między tłum i dotknęła się Jego płaszcza. 28 Mówiła bowiem: «Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa». 29 Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w [swym] ciele, że jest uleczona z dolegliwości. 30 A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: «Kto dotknął mojego płaszcza?» 31 Odpowiedzieli Mu uczniowie: «Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto Mnie dotknął». 32 On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. 33 Wtedy kobieta podeszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, padła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. 34 On zaś rzekł do niej: «Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź wolna od swej dolegliwości». 35 Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: «Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?» 36 Lecz Jezus, słysząc, co mówiono, rzekł do przełożonego synagogi: «Nie bój się, wierz tylko!» 37 I nie pozwolił nikomu iść ze sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. 38 Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Widząc zamieszanie, płaczących i głośno zawodzących, 39 wszedł i rzekł do nich: «Czemu podnosicie wrzawę i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi». 40 I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął ze sobą tylko ojca i matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. 41 Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: «Talitha kum», to znaczy: «Dziewczynko, mówię ci, wstań!» 42 Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. 43 Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym się nie dowiedział, i polecił, aby jej dano jeść.
Przygotowanie
Dzisiejszy fragment Ewangelii Marka jest dosyć długi. Jednakże jego odczytanie w całości nie tylko respektuje literackie właściwości Markowego dzieła, lecz również w pełniejszy sposób pozwala spojrzeć na Jezusa jako na czułego i miłosiernego Pana ludzkiego życia. Wyciszę moje serce i skupię moją uwagę, by idąc za prowadzeniem Ducha Świętego nic nie uronić z dzisiejszego Słowa.
Punkty do medytacji
Gdy Jezus przeprawił się z powrotem łodzią na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem (w. 21) Powrót Jezusa z pogańskiego kraju Gerazeńczyków (por. Mk 5,1-20) na żydowski brzeg Jeziora Galilejskiego jest Jego ponownym wejściem w centrum religijnego życia Izraela. Przeprawa łodzią symbolizuje wielką dynamikę Jego misji. Jako Dobry Pasterz krąży On między różnymi grupami ludzi, by nikogo nie pominąć. „Wielki tłum” (gr. ochlos polys), natychmiast gromadzący się wokół Pana świadczy o ogromnym głodzie Słowa, jaki panował wśród galilejskiego ludu. Jezus nie idzie do Kafarnaum,lecz zatrzymuje się „nad jeziorem” (gr. para ten thalassan), po raz kolejny wybierając otwartą przestrzeń, dostępną dla każdego. Głód Słowa, mniej lub bardziej uświadomiony, charakteryzuje także współczesnego człowieka. Czasami wręcz padamy na twarz przed różnymi guru czy liderami opinii publicznej. Dla obrony przedstawianych przez nich racji jesteśmy gotowi toczyć między sobą wojny. Wiele w tym emocji, niewiele racjonalności, a jeszcze mnie pozytywnych skutków. Kto dzisiaj jest moim przodownikiem, kogo najczęściej słucham i na czyjej nauce opieram moją codzienność?
Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: «Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła». Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał (ww. 22-24) Pojawienie się Jaira, szanowanego „przełożonego synagogi” (gr. ho archisynegagos), który publicznie „upada do nóg” (gr. piptei pros tus podas) wędrownego Nauczyciela, jest aktem desperacji przekraczającym społeczne bariery. W obliczu śmierci dziecka duma i zajmowana pozycja tracą jakiekolwiek znaczenie (por. Mk 3,6). Gorąca prośba dostojnika o nałożenie rąk na córkę wyraża głęboką wiarę, że dotyk Jezusa ma moc odwrócenia nieodwracalnego wyroku śmierci. Pan odpowiada na prośbę ojca natychmiastowym działaniem, ruszając w drogę bez zbędnych słów. Jair znalazł się w dramatycznej sytuacji. Dla ratowania swojego dziecka był gotowy zaryzykować wszystko. Jakie sytuacje z mojego życia przypomina mi sytuacja przełożonego synagogi? Gdzie wtedy szukałem ratunku? Czy wierzę, że Jezus ma moc ocalenia mnie i moich bliskich od nawet największego cierpienia?
A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele wycierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej (ww. 25-26) Wprowadzenie postaci kobiety, od dwunastu lat cierpiącej na „upływ krwi” (gr. en hrysei haimatos, dosł. „w upływie krwi”), stanowi dramatyczny kontrapunkt dla dwunastoletniego życia umierającej córki Jaira (por. Kpł 17,11). Choroba kobiety czyniła ją rytualnie nieczystą, skazując na bolesną izolację i niemożność uczestniczenia w żydowskim kulcie (por. Kpł 15,25-27.31-33; 20,18). Marek opisując jej cierpienie, zaznacza, że „wiele wycierpiała” (gr. polla pathusa) od ówczesnych lekarzy, których prymitywne metody były często bardziej bolesne niż sama dolegliwość. Dodatkowo utrata całego majątku na leczenie doprowadziła ją do nędzy. Fakt, że jej stan się pogorszył, mimo wszelkich ludzkich starań, podkreśla beznadziejność położenia, w którym się znalazła. Podobnie jak wcześniej Jair i jego córka, kobieta cierpiąca na krwotok symbolizuje ogrom ludzkiej biedy. Jej wyczerpanie fizyczne, psychiczne i finansowe oddaje prawdę o naszej ludzkiej kondycji. Co dzisiaj jest moją największą dolegliwością? O czym chciałbym opowiedzieć Jezusowi?
Posłyszała o Jezusie, więc weszła z tyłu między tłum i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: «Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa». Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w [swym] ciele, że jest uleczona z dolegliwości (ww. 27-29) Ponieważ słyszała o wcześniejszych cudach Jezusa, kobieta przełamuje paraliżujący lęk i decyduje się podejść do Niego ukradkiem. Jej myślenie, choć nosi pewne znamiona myślenia magicznego, wyraża wiarę, że nawet najmniejszy kontakt fizyczny wystarczy, by ocaleć. Dotknięcie „płaszcza” (gr. to himation) jest złamaniem surowych przepisów o czystości rytualnej, bowiem jej dotyk w świetle Prawa czynił nieczystym samego Nauczyciela. Jezus jednak nie cofa się przed tą nieczystością, a Jego boska moc odpowiada na nieme wołanie serca chorej (por. Mk 6,56; Dz 19,12). Ewangelista kładzie nacisk na natychmiastowość skutku (gr. euthys), wskazując, że krwotok ustał w jednej chwili, kończąc dwunastoletnią mękę. Kobieta z dzisiejszej perykopy działała w oparciu o docierające do niej wieści o Jezusie. Ta jeszcze niekompletna Ewangelia zmotywowała ją do działania i postawienia pierwszych kroków na drodze wiary. A jak jest w moim przypadku? Czy zauważam zależność między moją znajomością Jezusa i postawami, które prezentuje na co dzień?
A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: «Kto dotknął mojego płaszcza?» (w. 30) Jezus „natychmiast” (gr. euthys) uświadamia sobie wypływ mocy. Jego cuda nie są autonomicznym procesem, lecz świadomym darem Dawcy. Użyty w tekście greckim rzeczownik he dynamis („przejaw mocy, cud”) wskazuje na realną siłę życiową, która opuszcza Nauczyciela, jednocześnie głęboko i osobiście angażując Go w proces uzdrawienia. Pytanie Jezusa – „Kto dotknął mojego płaszcza?” – z pozoru brzmi absurdalnie, zważając na ścisk tłumu. Zbawiciel jednak celowo inicjuje konfrontację z uzdrowioną, aby przenieść cud z poziomu czysto fizjologicznego na poziom osobowej relacji. Pełnia uzdrowienia, zarówno fizycznego, jak i duchowego, następuje jedynie w osobistym spotkaniu z Nim. Także w moim życiu Pan na różne sposoby stawia mi pytania. Czasami posługuje się biblijnym tekstem, czasami używa osób lub mówi przez dziejące się wydarzenia. Jemu naprawdę zależy, by nawiązać ze mną ożywczy dialog, który wprowadzi mnie na wyższe poziomy wiary i ufności. Czy jestem otwarty na Jezusowe mówienie do mnie? W jaki sposób na nie odpowiadam?
Odpowiedzieli Mu uczniowie: «Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto Mnie dotknął». On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła (ww. 31-32) Odpowiedź zdziwionych uczniów jest wyrazem ludzkiej logiki, która mija się z duchową głębią sytuacji. Wskazują na absurdalność pytania o jeden dotyk w momencie, gdy na Pana napiera gęsty, bezimienny tłum. Tymczasem ta scena jaskrawo ukazuje różnicę między przypadkowym otarciem się o Boga, co czyniło wielu, a świadomym dotknięciem wiary, którego dokonała tylko jedna osoba. Podczas gdy uczniowie widzą jedynie zewnętrzne okoliczności, Jezus wyczuwa intencję serca. Mimo racjonalnych argumentów najbliższego otoczenia, Pan nie rezygnuje i wodzi wzrokiem wokoło, by dostrzec uzdrowioną. Jego przenikliwe spojrzenie dowodzi, że nie zadowala się samym cudem uzdrowienia, ale pragnie doprowadzić także do zawiązania relacji z uzdrowionym człowiekiem. W jakim stopniu jestem świadomy, że pod powierzchnią różnych wydarzeń z mojego życia kryje się duchowa głębia, która wszystko uzasadnia? Czy nie rezygnuję zbyt łatwo z dociekania prawdy na rzeczy szybkich i oczywistych odpowiedzi?
Wtedy kobieta podeszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, padła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę (w. 33) Uzdrowiona kobieta, „zalękniona i drżąca” (gr. fobetheisa kai tremusa), jest świadoma zarówno złamania surowego zakazu rytualnego, jak i z bezpośredniego zetknięcia z Boskim majestatem (por. Mk 4,41; Wj 15,16; Ps 2,11; Jr 33,9). Znajduje w sobie jednak siłę, by wyjść z bezpiecznego cienia anonimowości i stanąć w nagiej prawdzie przed Nauczycielem. Gest upadnięcia przed Jezusem jest aktem głębokiej adoracji, w którym uzdrowiona uznaje, że ma On władzę nad jej losem. Wyznanie „całej prawdy” (gr. pasan ten aletheian) w obecności tłumu oznacza konieczność publicznego opowiedzenia o swojej chorobie. Chrystus doprowadza do tej sytuacji celowo, aby uwolnić kobietę z lęku i przekształcić jej niemal magiczne podejście w dojrzałą, osobową relację z Bogiem. Szczere świadectwo jest pieczęcią uzdrowienia, przywracającą kobietę nie tylko do zdrowia fizycznego, ale także do pełnego życia we wspólnocie. Czy potrafię dzielić się doświadczeniem mojej wiary z innymi? Czy próbuje rozeznawać w moim sercu komu i o czym powinienem powiedzieć?
On zaś rzekł do niej: «Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź wolna od swej dolegliwości» (w. 34) Jezus zwraca się do kobiety, posługując się czułym tytułem „Córko” (gr. thygater), co jest jedynym takim przypadkiem w Ewangeliach. Pan koryguje jej myślenie, podkreślając, że to nie magiczny dotyk szaty, ale osobista wiara otworzyła jej drogę do doświadczenia Bożej mocy. Użyty tutaj grecki czasownik sodzo (także w wersetach: 23 i 28), oznaczający „uzdrawiać”, ma także sens „zbawiać”, co sugeruje, że kobieta otrzymała dar całościowej odnowy duszy i ciała. Słowa odesłania – „idź w pokoju” (gr. hypage eis eirenen) nie są zwykłym zwrotem grzecznościowym, lecz przekazaniem daru duchowej harmonii i bezpieczeństwa (hebr szalom). Kobieta nie odchodzi jako anonimowa uzdrowiona, lecz jako ukochane dziecko Boga, które w pełni odzyskało swoją godność. Dotykając mnie w sakramentach swoją łaską, Jezus za każdym razem odsyła mnie z powrotem do mojego codziennego życia. Obdarza mnie pokojem, dzięki któremu moja codzienność może stać się kontynuacją doświadczania Jego zbawczej mocy. Jaki wpływ na moje życie ma udział w sakramentach? Czy mam świadomość, że w swej istocie zawsze stanowią one początek kolejnego etapu wiary?
Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: «Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?» Lecz Jezus, słysząc, co mówiono, rzekł do przełożonego synagogi: «Nie bój się, wierz tylko!» (ww. 35-36) Gdy uzdrowiona kobieta odchodzi, na Jaira spada druzgocąca wiadomość o śmierci córki, która z ludzkiego punktu widzenia powinna definitywnie wygasić wszelką nadzieję. Posłańcy, sugerując, by nie trudził już Nauczyciela, wyznaczają granicę Jego możliwości, uznając śmierć za nieprzekraczalną barierę, nawet dla Tego cudotwórcy. Zrozpaczony ojciec musi w ułamku sekundy wybrać między faktem zgonu dziecka a zaufaniem do Mistrza. Chrystus, słysząc rozmowę, natychmiast przejmuje inicjatywę, zanim jeszcze rozpacz zdąży całkowicie sparaliżować serce ojca. Krótki, wręcz żołnierski rozkaz „Nie bój się, wierz tylko!” (gr. me fobu, nonon pisteue) jest wezwaniem do heroizmu wiary, która ma trwać wbrew oczywistym faktom (por. Mk 6,5-6). Jezus zmienia definicję sytuacji: tam, gdzie ludzie widzą nieodwracalny koniec, On widzi jedynie przestrzeń do jeszcze większego objawienia Bożej mocy. Także do mnie Jezus mówi dzisiaj: „Nie bój się, wierz tylko!” Zatrzyma się nad tymi słowami i spróbuję odkryć, co one oznaczają w kontekście mojej aktualnej sytuacji życiowej.
I nie pozwolił nikomu iść ze sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Widząc zamieszanie, płaczących i głośno zawodzących (ww. 37-38) Jezus dokonuje radykalnej selekcji świadków, pozwala iść ze sobą jedynie Piotrowi, Jakubowi i Janowi. Wybór wąskiego grona uczniów wskazuje na wyjątkową rangę nadchodzącego wydarzenia, które – podobnie jak późniejsze Przemienienie (por. Mk 9,2-8) – ma przez pewien czas pozostać sekretem. Ponadto oddzielenie gapiów od przyszłego miejsca cudu sugeruje, że tajemnica życia i śmierci wymaga atmosfery sakralnego skupienia, a nie jarmarcznej sensacji. Po przybyciu do domu Jaira, Jezus i Jego kilku towarzyszy zderzają się z orientalnym rytuałem żałobnym, pełnym głośnego zawodzenia i płaczu (por. Jr 9,17; Mt 11,17), który ostatecznie potwierdza, że śmierć dziewczynki jest w oczach ludzi faktem nieodwracalnym. Jeszcze raz spojrzę na moje życie, na przestrzenie, w których panuje rozpacz i śmierć. Jezus chce tam dotrzeć, zaprasza mnie, bym w ciszy i skupieniu jeszcze bardziej otworzył się na Jego pełną życia obecność.
wszedł i rzekł do nich: «Czemu podnosicie wrzawę i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi». I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął ze sobą tylko ojca i matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało (ww. 39-40) Wchodząc w sam środek żałobnego chaosu, Jezus rzuca wyzwanie śmierci, redefiniując jej nieodwracalny stan i mówi: „Dziecko nie umarło, tylko śpi” (por. J 11,11-14; Dn 12,12). Nie mamy tutaj do czynienia z negacją biologicznego zgonu, lecz teologiczną deklaracją, że dla Boga przywrócenie życia jest tak samo łatwe, jak obudzenie kogoś z drzemki. Reakcja tłumu, który błyskawicznie przechodzi od rytualnego płaczu do szyderczego śmiechu, obnaża dramat niewiary i duchową ślepotę obecnych. Chrystus „wyrzuca” na zewnątrz wszystkich kpiarzy. Zabierając ze sobą tylko rodziców i trzech uczniów, tworzy krąg intymności i ciszy, niezbędny do objawienia się tajemnicy życia. Bóg nie dokonuje swoich największych dzieł na pokaz, lecz rezerwuje je dla tych, którzy potrafią zaufać Mu wbrew logice świata. Czym dla mnie jest chrześcijańska nadzieja? Czy opieram jej rozumienie na prawdzie o nieograniczonej mocy Jezusa, który potrafi wyratować nawet z głębin śmierci?
Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: «Talitha kum», to znaczy: «Dziewczynko, mówię ci, wstań!» Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym się nie dowiedział, i polecił, aby jej dano jeść (ww. 41-43) Jezus ujmuje martwą dziewczynkę za rękę, łamiąc żydowski zakaz dotykania zwłok. Ewangelista Marek zachowuje oryginalne aramejskie słowa Talitha kum, co nadaje relacji charakter naocznego świadectwa. Natychmiastowy (gr. euthys) powrót dziewczynki do sił dowodzi, że dokonany cud polegał na całkowitym i nagłym przywróceniu pełni witalności. Wzmianka o jej dwunastu latach domyka symboliczną klamrę kompozycyjną, łącząc czas jej życia z okresem cierpienia kobiety uzdrowionej chwilę wcześniej. Wyobrażę sobie siebie jako świadka zbudzenia do życia córki Jaira. Przypatrzę się zachowaniu Jezusa, spojrzę na dziecko, które jeszcze przed chwilą leżało martwe, a teraz tryska energią. Spojrzę na twarze innych obecnych, na twarze rodziców i Jezusowych uczniów. Jakie myśli i uczucia rodzą się we mnie w tym momencie?
Modlitwa w ciągu dnia
„Panie Jezu, Ty jesteś Panem życia, Tobie oddaję mnie samego, moich bliskich, moją codzienność”.
7 Jezus zaś oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A przyszło za Nim wielkie mnóstwo ludzi z Galilei. Także z Judei, 8 z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o tym, jak wiele działał. 9 Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby na Niego nie napierano. 10 Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby Go dotknąć. 11 Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: «Ty jesteś Syn Boży». 12 Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały.
Przygotowanie
Mimo sprzeciwu ze strony faryzeuszów, wieść o Jezusie zatacza coraz to szersze kręgi. Brzeg Jeziora Galilejskiego staje się niemym świadkiem napływu ludzi ze wszystkich stron ówczesnej Palestyny. Przychodzą oni do Pana, by doświadczyć Jego uzdrawiającej mocy. Duchu Święty, otwórz moje serce na dar dzisiejszego Słowa.
Punkty do medytacji
Jezus zaś oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora (w. 7) Po konfrontacji z faryzeuszami w synagodze (por. Mk 3,1-6) Jezus ponownie przenosi swoją działalność nad Jezioro Galilejskie. Ewangelista Marek kilkukrotnie wspomina, że Jezus udawał się na tereny odosobnione, aby zanurzyć się w osobistej modlitwie lub skoncentrować się na formacji najbliższych uczniów (np. 1,35; 3,13; 6,31-33). Rozmowa z Ojcem, zwłaszcza w chwilach trudnych doświadczeń, jak na przykład konfrontacja z tymi, którzy nie chcą otworzyć się na rzeczywistość Królestwa, jest czymś fundamentalnym. W jaki sposób przeżywam moją codzienną modlitwę? Czy jest ona wyrazem mojej tęsknoty za doświadczeniem Bożej obecności, czy może w dalszym ciągu przykrym obowiązkiem? Co mogę zrobić, by pogłębić moje życie modlitewne?
A przyszło za Nim wielkie mnóstwo ludzi z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o tym, jak wiele działał (ww. 7-8) Mimo że Jezus spotyka się z ostrą opozycją ze strony ówczesnych elit religijnych, wieść o Jego cudotwórczej działalności i nauczaniu z Pana tłumy przyszły nie tylko z terenów zamieszkałych głównie przez Żydów, jak Galilea i Judea, lecz również z ziem pogańskich, jak Idumea (na południe od Judei), Zajordanie (dzisiejsza Jordania i Syria) oraz Tyr i Sydon (na północ od Galilei). Dobrej Nowiny nie da się zagłuszyć. Nawet jeśli czasami wydaje się, że jej blask przygasa i ktoś, czasami nawet całe społeczności, decyduje się z niej zrezygnować, w Bogu wiadomy sposób w dalszym ciągu znajduje ona drogę do ludzkich serc. Także w dzisiejszym zlaicyzowanym świecie usłyszeć możemy o wzroście liczby chrztów we Francji, zwiększającej się liczbie powołań w Stanach Zjednoczonych, czy o fenomenie zainteresowania Pismem Świętym pośród młodych w Wielkiej Brytanii. Czy z nadzieją patrzę na rzeczywistość współczesnego Kościoła? Czy mimo dręczących go trudności, dostrzegam ogrom dobra, które w dalszym ciągu przynosi człowiekowi? Czy zdecydowanie odrzucam pokusę narzekania i podawania dalej, często niesprawdzonych, „kościelnych sensacyjek”?
Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby na Niego nie napierano. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby Go dotknąć (ww. 9-10) Zainteresowanie tłumu wykazuje pewna niedoskonałość. Przychodzący do Jezusa wydają się koncentrować nie tyle na Nim samym, co na ewentualnym dobru, którego w spotkaniu z Nim mogliby doświadczyć. Widać w nich pewien rodzaj desperacji. Być może wielu z nich przez całe swoje życie doświadczało ograniczeń wynikających z trapiących ich chorób, z których nikt nie mógł ich uleczyć. I oto teraz na horyzoncie pojawia się Ktoś, kto jak wieść niesie, jest w stanie przywrócić zdrowie każdemu. Jednakże uzdrowicielska moc Jezusa nie definiuje Jego tożsamości w pełni. Ma On o wiele więcej do zaoferowania niż jedynie przywrócenie fizycznego zdrowia. Na tym etapie tłumy jeszcze dostrzec nie mogą. A jaka jest moja motywacja spotykania Jezusa? Czy widzę w Nim jedynie cudotwórcę, który może poprawić komfort mojego codziennego życia, czy może kogoś więcej, Zbawiciela, który ma moc uwolnić mnie z niewoli grzechu i obdarzyć wolnością dziecka Bożego?
Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: «Ty jesteś Syn Boży». Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały (ww. 11-12) Pośród przychodzących do Jezusa są także osoby dręczone przez duchy nieczyste. W przeciwieństwie do ówczesnych władz religijnych lub tłumów, te nadprzyrodzone istoty mają jasną i pewną wiedzę o tym, kim jest Jezus. Padają przed Nim, lecz nie jest to w żadnym wypadku oznaka prawdziwego uwielbienia, a mimowolna reakcja na Jego boską obecność. Ich głośny okrzyk – „Ty jesteś Syn Boży! – nie jest wyznaniem wiary, ale nieskuteczną próbą uczynienia Go nieszkodliwym. W ten sposób bowiem chcą zakłócić stopniowe objawianie się Jego tożsamości (tzw. sekret mesjański). Czy odrzucam pokusę „zapanowania” nad Jezusem poprzez gromadzenie wiedzy na Jego temat? Czy poznawanie misterium Jego osoby łączę ze szczerym pragnieniem oddania Mu mojego życia?
Modlitwa w ciągu dnia
„Panie Jezu, oczyszczaj moje intencje i wzbudzaj w moim sercu pragnienie trwania w Twej obecności”.