1 Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. 2 Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. 3 Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, 4 aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. 5 Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. 6 Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (…) 16 Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. 17 Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, 18 aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.
Środa Popielcowa rozpoczyna liturgiczny okres Wielkiego Postu, czyli czas duchowego przygotownia na świętowanie zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią. Czy jest we mnie pragnienie przeżycia tego czasu w otwarciu na Boże prowadzenie?
Jezus w dzisiejszej Ewangelii zachęca mnie, bym moje przeżywanie Wielkiego Postu oparł o praktykowanie jałmużny, modlitwy i postu. Który z tych pobożnych uczynków jest najbliższy mojemu sercu? Który z nich ostatnio najbardziej zaniedbywałem?
Czy pielęgnuje w sobie pragnienie oddania chwały Ojcu, który jest w niebie? Czy dziękuje Mu za wszelkie uczynione przeze mnie dobro?
Czy w moim religijnym zaangażowaniu jestem autentyczny i wystrzegam się pobożności na pokaz? Czy odrzucam pokusę bycia podziwianym przez innych?
Czy dostrzegam wokół siebie potrzebujących? Czy poświęcam im swój czas, wysiłek, pieniądze? Czy mają oni swoje miejsce w mojej codziennej modlitwie?
Czy w planie mojego dnia jest stałe miejsce na rozmowę z Bogiem? Czy pozwalam, by przebywał On w izdebce mojego serca? Czy na modlitwie wystrzegam się wielomówstwa i kształtuję w sobie postawę słuchania?
Czy noszę w sobie radość dziecka Bożego? Czy mam świadomość, że nadrzędnym celem podejmowanych przeze mnie wielkopostnych wyrzeczeń jest głębsze doświadczenie miłości Ojca?
40 Wtedy przyszedł do Niego trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: «Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić». 41 A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony!» 42 Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony. 43 Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, 44 mówiąc mu: «Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich». 45 Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.
Czytanie ewangeliczne sprzed tygodnia zakończyło się ogólną wzmianką narracyjną o wędrownej działalności Jezusa na terenie Galilei, w czasie której głównie nauczał On w miejscowych synagogach oraz wyrzucał złe duchy (por. Mk 1,39). Ten okres publicznej aktywności Pana stanowi kontekst dzisiejszego fragmentu Markowej Ewangelii: „Wtedy przyszedł do Niego trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: «Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić»” (1,40).
W starożytności do chorych na trąd (gr. lepra) zaliczano zarówno osoby dotknięte różnymi zaburzeniami skórnymi, jak i faktycznym trądem, czyli bakteryjnym zakażeniem skóry, którego widocznym przejawem były powstające na jej powierzchni owrzodzenia. Jako że choroba ta była nieuleczalna, owrzodzenia z czasem przechodziły w ropiejące bąble, następnie dochodziło do zniekształcenia kończyn, a wreszcie do ich utraty. Innym skutkiem była utrata wzroku. Chorzy na trąd nie tylko byli skazani na powolne umieranie, lecz również musieli mierzyć się z odrzuceniem ze strony społeczności, o czym mowa jest w Prawie: „Trędowaty, dotknięty tą plagą, będzie miał rozerwane szaty, włosy nie uczesane, brodę zasłoniętą i będzie wołać: Nieczysty, nieczysty! Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem” (Kpł 13,45-46). Trędowaty był uważany za rytualnie nieczystego, a zatem nie mógł uczestniczyć w kulcie świątynnym. To samo dotyczyło osób, które miały kontakt z chorymi dotkniętymi ta przypadłością.
Widzimy zatem, że trędowaty z dzisiejszej Ewangelii odznacza się niemałą śmiałością, podchodząc do Jezusa. Na pewno zdaje sobie sprawę, że w ten sposób łamie przepisy Prawa, wie także, że może spotkać się ze znanym sobie obrzydzeniem i odrzuceniem. Czyniony przez niego gest padnięcia na kolana wyraża dwie rzeczy: prośbę o pomoc oraz oddanie czci (por. Ps 22,30; 95,6). Zastanawiające są również wypowiadane przez niego słowa. Nie wymusza on bowiem na Jezusie działania, lecz zdaje się na Jego wolę („jeśli zechcesz”). Ponadto nie prosi o uzdrowienie ze strasznej choroby, lecz o oczyszczenie („możesz mnie oczyścić”). Najgłębszym pragnieniem trędowatego jest możliwość doświadczenia Bożej obecności w trakcie sprawowania kultu.
Również reakcja Jezusa odbiega od tego, czego można było się w takich sytuacjach spodziewać: „A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony!»” (1,41). Marek używa tutaj greckiego czasownika splanchidzomai, który dosłownie opisuje poruszenie się wnętrzności w człowieku, spowodowane jakimś granicznym przeżyciem. Ewangelista podkreśla, że Jezus zatem jest dogłębnie poruszony sytuacją chorego mężczyzny (tego typu reakcja Pana na biedę człowieka wielokrotnie opisana jest w Ewangeliach – por. Mt 9,36; 11,14; 15,32; 20,34; Mk 6,34; 8,2; Łk 7,13). Owa głęboka emocjonalna reakcja przeradza się w uzdrowieńcze działanie. Przekraczając ówczesne zwyczaje, a nawet na pierwszy rzut oka samo Prawo, Jezus dotyka trędowatego wyciągniętą ręką (co podkreśla Jego intencjonalne działanie) i wyraża swoje pragnienie oczyszczenia go.
Jako Syn Boży i Mesjasz, Pan ma moc uzdrowienia, Jego dotyk i słowo natychmiast uzdrawiają oraz oczyszczają: „Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony” (Mk 1,42). Wszyscy świadkowie tej sceny mogli naocznie przekonać się, że Jezusowa czystość i świętość są niezwyciężone. Ten, który nie może być skażony żadną nieczystością, jest w stanie oczyścić wszystkich, którzy z wiarą zbliżają się do Niego. Owo zbliżanie się do Pana wymaga od człowieka, podobnie jak w przypadku trędowatego, zdecydowania i wyjścia poza ramy swego dotychczasowego życia.
W kontekście tego, co przed chwilą miało miejsce, kolejne gesty Jezusa na pierwszy rzut oka mogą zaskakiwać: „Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił” (1,43). Biorąc pod uwagę dotychczasowe epizody Markowej Ewangelii, w których Jezus dokonywał wypędzania duchów nieczystych (opętany w synagodze w Kafarnaum – 1,23-28; opętani znoszeni do Jezusa po skończonym szabacie – 1,32-34), a także w narracyjnego podsumowania w 1,39 możemy stwierdzić, że Pan surowo zganił i odprawił (gr. ekballo, dosł. „wyrzucił”) nie tyle oczyszczonego z trądu mężczyznę, co ducha nieczystego, który przyczynił się do zaistnienia choroby.
Natomiast jeżeli chodzi o uzdrowionego, to ma on dochować tajemnicy i dopełnić przepisów Prawa: „Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich” (1,44). W pierwszym rzędzie mamy tutaj do czynienia z tzw. sekretem mesjańskim, czyli wyakcentowanym zwłaszcza w Markowej Ewangelii pragnieniem Jezusa, by Jego tożsamość i czynione przez Niego dzieła nie były zbytnio rozgłaszane w trakcie publicznej działalności. Pan pragnie, by najpełniejszym świadectwem o nim samym była odkupieńcza śmierć na krzyżu (por. 15,39). Po drugie, Jezus ukazuje szacunek do Prawa, które w przypadku niezwykle rzadkiej sytuacji ustania trądu nakazywało weryfikację uzdrowienie przez kapłanów oraz złożenie odpowiedniej ofiary (por. Kpł 14). Wykonanie przypisanych przez Mojżesza czynności pozwoliłoby mężczyźnie powrócić do społeczeństwa i uczestniczyć w kulcie świątynnym.
Gdyby uzdrowiony posłuchał wydanego mu nakazu, mógłby po wydarzeniach paschalnych dostrzec w spotkaniu z Jezusem symboliczną zapowiedź ofiary, jaką On sam złożył z samego siebie na oczyszczenie całego rodzaju ludzkiego z trądu grzechu. Na razie jednak nie jest w stanie ukryć swego zachwytu: „Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego” (Mk 1,45). Marek używa tutaj terminów, które dosłownie oznaczają „wiele nauczać” i „głosić słowo”, a w późniejszym czasie będą opisywać działalność pierwotnego Kościoła dającego świadectwo wobec świata o zbawieniu w Chrystusie (por. Dz). Jednakże na tym etapie postawa uzdrowionego jest przedwczesna i nie przyczynia się do urzeczywistniania się królestwa Bożego. Jezus musi teraz doświadczyć sytuacji, w jakiej wcześniej znajdował się trędowaty. Podczas gdy ten ostatni może powrócić do swej społeczności, Pan będzie musiał pozostawać w miejscach odosobnionych, by uniknąć nękania ze strony ludzi chcących skorzystać z Jego Boskiej mocy.
Jaka jest moja reakcja, gdy spotkam kogoś dotkniętego śmiertelną chorobą? Czy na modlitwie proszę Ducha Świętego, by pomógł mi odkryć, co jest moim trądem, to znaczy, co nie pozwala mi żyć w jedności z Bogiem i z drugim człowiekiem? Czy wierzę, że spotkanie z Jezusem w sakramentach i wsłuchanie się w Jego słowo może mnie uzdrowić i oczyścić? Czy pozwalam, by Pan dotykał „ropiejących bąbli” na moim sercu? Czy próbuję rozeznać, co w danym momencie mojego życia jest moją pierwszą powinnością? Czy moje bycie chrześcijaninem pomaga innym odkryć miłość Boga objawioną w Jezusie?
29 Zaraz po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. 30 Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. 31 On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im. 32 Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; 33 i całe miasto zebrało się u drzwi. 34 Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały. 35 Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. 36 Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, 37 a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: «Wszyscy Cię szukają». 38 Lecz On rzekł do nich: «Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem». 39 I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.
Dzisiejsze czytanie ewangeliczne stanowi część Markowego opowiadania o pierwszej wizycie Jezusa w Kafarnaum (Mk 1,21-39). Po zakończeniu szabatowej liturgii synagogalnej, w czasie której objawił moc swego słowa (Ewangelia sprzed tygodnia, por. 1,21-28), Pan udaje się do domu swoich uczniów: „Zaraz po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja” (1,29). Dom ten wielokrotnie będzie gościł Jezusa w czasie Jego publicznej działalności. Będzie także jednym z pierwszych miejsc, w których pierwsi chrześcijanie gromadzić się będą na wspólną modlitwę, zwłaszcza na „łamanie chleba”, czyli Eucharystię. Współcześni pielgrzymi, odwiedzając Kafarnaum, mogą zobaczyć szczegółowo wyeksponowane w czasie odkryć archeologicznych pozostałości „Domu św. Piotra” (tzw. domus ecclesiae) oraz budynków sakralnych konstruowanych na tym samym miejscu w kolejnych wiekach.
Po przybyciu na miejsce Jezus dokonuje cudu uzdrowienia teściowej Szymona: „Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im” (1,30-31). Marek nie wspomina tutaj o żonie przyszłego pierwszego papieża, lecz wiemy, że towarzyszyła mu ona później podczas podróży misyjnych (por. 1 Kor 9,5). Gorączka trawiąca jej matkę prawdopodobnie była objawem malarii, która w tamtych czasach mogła zagrażać życiu człowieka. Stan chorej był na tyle poważny, że nie mogła ona wypełniać obowiązków domowej gościnności. Jezus we właściwy dla siebie sposób, poprzez fizyczny kontakt przywraca zdrowie teściowej Szymona i podnosi ją z łoża. Użyty tutaj czasownik egeiro (dosł. „podnosić coś lub kogoś, podnosić się”) pojawi się później w opisie Jezusowego zmartwychwstania, gdzie anioł mówi do nawiedzających pusty grób kobiet: „Nie bójcie się! Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego; powstał, nie ma Go tu” (por. 16,6). Można zatem powiedzieć, że uzdrowienie teściowej Szymona jest zapowiedzią Jezusowego zwycięstwa nad śmiercią oraz zmartwychwstania wiernych na końcu czasów (por. 12,24-26). Uzdrowiona kobieta natychmiast podejmuje powinności pani domu. Ewangelista używa tutaj czasownika diakoneo, który w kolejnych tekstach nowotestamentalnych będzie opisywał chrześcijańską posługę miłosierdzia (Dz 6,2) oraz od którego będzie pochodzić słowo „diakon”.
Wieść o wcześniejszym egzorcyzmie dokonanym przez Jezusa w kafarnejskiej synagodze bardzo szybko rozchodzi się po okolicy: „Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały” (Mk 1,32-34). Po raz pierwszy wokół Pana gromadzi się tłum. Składa się on z tych, którzy mają ufność, że podobnie jak w przypadku opętanego mężczyzny, również ich niemocy Jezus będzie w stanie zaradzić. I rzeczywiście tak jest. Pan po raz kolejny objawia swoją władzę. Uzdrowienie człowieka z wszelkich chorób, zarówno fizycznych, jak i duchowych, będzie stałym elementem Jego publicznej działalności. Choroba jako konsekwencja grzechu pierworodnego i indywidualnych grzechów, w obecności Syna Bożego, który przyszedł, by pojednać grzeszną ludzkość z Bogiem, traci swoją zwierzchność nad człowiekiem.
W następnym wersecie Marek pisze o kolejnym ważnym elemencie Jezusowej działalności: „Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił” (1,35). Dotychczasowe przejawy Boskiej mocy Jezusa znajdują swoje wyjaśnienie w Jego osobowej łączności z Ojcem. Mimo determinacji, by z łaską uzdrowienia dotrzeć do jak największej liczby osób, Pan znajduje miejsce i czas na rozmowę z Ojcem. Udając się na modlitwę jeszcze przed wschodem słońca, wypełnia słowa psalmu: „Zbudź się, duszo moja, zbudź, harfo i cytro! Chcę obudzić jutrzenkę. Wśród ludów będę chwalił Cię, Panie; zagram Ci wśród narodów, bo Twoja łaskawość sięga niebios, a wierność Twoja aż po chmury!” (Ps 57,9-11; por. Mk 1,3-13).
Czas odosobnionej modlitwy szybko jednak się kończy: „Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: «Wszyscy Cię szukają»” (1,36-37). Uczniowie Jezusa, z Szymonem na czele, zaczynają być świadomi, że w Jezusie człowiek może znaleźć Bożą odpowiedź na swe najgłębsze tęsknoty i niedoskonałości. Po raz pierwszy Szymon staje się łącznikiem między Bogiem i ludźmi. Funkcję tę w pełniejszy sposób apostoł będzie pełnił po zesłaniu Ducha Świętego, przewodząc rodzącemu się Kościołowi (od V w. łacińskie określenie pontifex maximus, dosł. „najwyższy budowniczy mostów” będzie opisywać kolejnych biskupów Rzymu).
Odpowiadając na słowa Szymona, Jezus uroczyście ogłasza cel swej mesjańskiej misji: „Lecz On rzekł do nich: «Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem» (1,38-39). Zwrot „po to wyszedłem” odnosi się nie tylko do pojawienia się Pana w przestrzeni publicznej, lecz ma szersze znaczenie. Chodzi o wcielenie Syna Bożego, który istniejąc od wieków w jedności z Ojcem i Duchem, przychodzi na świat, by wypełnić posłannictwo przekazane Mu przez Ojca (por. 9,37). Ma On nauczać, czyli głosić królestwo Boże (por. 1,14-15). Na ową naukę składają się nie tylko słowa, lecz także czyny, między innymi opisane dotychczas cuda, dzięki którym panowanie Boga staje się częścią życia wszystkich, którzy z wiarą na nie się otworzą. Ponadto mówiąc do uczniów „pójdźmy”, Jezus podkreśla, iż Jego pragnieniem jest, by przyszli świadkowie zbawienia, od samego początku Mu towarzyszyli i mieli udział w Jego działalności.
Fragment kończy narracyjne streszczenie: „I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy” (1,39). Głoszenie królestwa Bożego, czyli obecność, słowa i czyny Jezus skutkują tym, że stopniowo ludzkość wyzwalana jest z panowania ciemności. W pierwszym rzędzie Pan kieruje swoje kroki ku synagogom, gdzie już wcześniej lud żydowski gromadził się na słuchanie Słowa, modlitwę i uwielbienie Boga.
Czy wierzę, że Jezusowi bliskie jest wszystko, co dzieje się mojej codzienności? Czy dziękuję Mu za Jego obecność w moim życiu rodzinnym? Czy ufam, że Pan jest w stanie uzdrowić mnie z każdej choroby, zwłaszcza z niemocy mojego serca? Czy na co dzień podejmuje wysiłek szukania Jezusa? O co chciałbym dziś Go prosić? Czy mówię innym o łaskach, które od Niego otrzymuję?
14 Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: 15 «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!» 16 Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. 17 I rzekł do nich Jezus: «Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi». 18 A natychmiast, porzuciwszy sieci, poszli za Nim. 19 Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. 20 Zaraz ich powołał, a oni zostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim.
Rozważając dzisiejszą Ewangelię, nie możemy nie zwrócić uwagi na kontekst opisywanych w niej wydarzeń: „Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą” (Mk 1,14). Ewangelista Marek podkreśla, że publiczna działalność Jezusa rozpoczyna się w chwili uwięzienia ostatniego proroka Starego Testamentu. Używa przy tym czasownika paradidomi, który dosłownie oznacza „wydany” i pojawi się również w odniesieniu do Pana w opowiadaniu o Jego męce (por. 14,10-11.18). Tym samym już pierwsze chwile Jezusowej działalności naznaczone zostają cieniem Krzyża. Los uwięzionego Jana Chrzciciela (ostatecznie zostanie ścięty na polecenie Heroda Antypasa, por. 6,14-29) jest zapowiedzią cierpienia, którego doświadczy Syn Boży. Również wyznawcy Jezusa będą mieć udział w Jego przeznaczeniu do „bycia wydawanym” swym wrogom (13,9-12).
Uwięzienie Jana jest także znakiem, że kończy się czas oczekiwania na realizację Bożych obietnic, a otwiera się szczytowy etap historii zbawienia. Dlatego sam Jezus, przemierzając bezdroża Galilei, naucza: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” (1,15). Wraz z przyjściem na świat Syna Bożego, przybliżyło się Boże panowanie, które może zostać przyjęte przez człowieka na drodze nawrócenia i przyjęcia Ewangelii. Temat „królestwa Bożego” należy do głównych tematów Ewangelii synoptycznych. Stale powraca w nauczaniu Jezusa, który wyjaśnia jego rzeczywistość za pomocą przypowieści (por. 4,1-32). Mimo że zwrot ten nie pojawia się w ST, to streszcza w sobie oczekiwanie starotestamentalnego Izraela na pełne objawienie się władzy Boga pośród Jego ludu i na całym świecie. Wzywając do nawrócenia, Jezus podejmuje motyw zaczerpnięty od proroków, którzy nieustannie wzywali Naród Wybrany, by zwrócił się do Boga całym sercem (por. Ne 1,9; Iz 44,22; Oz 14,2). Pan mówi także o wierzeniu w Ewangelię. Ową Ewangelią, czyli Dobrą Nowiną mającą moc przemiany ludzkiego życia jest On sam. W Nim i przez Niego wypełnia się proroctwo Izajasza: „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło” (Iz 9,1). Blask Jezusa, Światłości przychodzącej z wysoka (por. Łk 1,78-79; 2,32; J 8,12), wielokrotnie objawi się w dokonywanych przez Niego cudach, a najpełniej rozbłyśnie w misterium Paschy, kiedy to ludzkość raz na zawsze zostanie pojednana z Bogiem mocą krzyżowej ofiary. W tym kontekście wiara oznacza pełne ufności przyjęcie wszystkiego, co z woli Ojca dokonuje się w Synu i pozwolenie, by tajemnica Jego życia zespoliła się z życiem człowieka.
Pierwszym szczegółowym opisem publicznej działalności Jezusa u Marka jest opowiadanie o powołaniu czterech pierwszych uczniów. Spotkawszy nad brzegiem Jeziora Galilejskiego Szymona i Andrzeja Pan mówi: „Pójdźcie za mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi” (Mk 1,17). W tym wezwaniu kryje się niezwykła moc autorytetu Wzywającego, który prosi, by bracia zgodzili się na całkowitą i trwałą zmianę swego dotychczasowego stylu życia. Zazwyczaj to uczniowie gromadzili się wokół wybranego przez siebie Rabbiego, by przy nim poznawać Prawo. W tym przypadku to sam Jezus przejmuje inicjatywę i wybiera uczniów według swego upodobania. Zarówno Szymon i Andrzej, jak i Jakub i Jan, nie wąchają się. Pozwalają, by głos Pańskiego wezwania rozbrzmiał nie tylko w ich uszach, ale i sercach. Wszyscy czterej będą stanowić trzon grona Dwunastu Apostołów. To przede wszystkim na ich świadectwie opierać się będzie przyszła wiara Kościoła. Dlatego, że od samego początku towarzyszyli Jezusowi, byli świadkami wydarzeń paschalnych, a w Dniu Pięćdziesiątnicy przyjęli Ducha Świętego, ich głoszenie Ewangelii stało się „siecią” zagarniającą dla królestwa niebieskiego kolejne pokolenia chrześcijan (por. Jr 16,14-16). Nie bez powodu co niedzielę powtarzamy w trakcie Mszy Świętej słowa Credo: „Wierzę w jeden, święty, powszechny i APOSTOLSKI Kościół…”.
Co dzisiaj oznaczają dla mnie słowa Jezusa: „nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”? Czy moje serce jest otwarte na Boże panowanie? Czy pozwalam, by głos Jezusa rozbrzmiewał w moim sercu? Czy dziękuję za dar Kościoła, w którym mogę dostąpić zbawienia?
35 Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami 36 i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». 37 Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. 38 Jezus zaś, odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! — to znaczy: Nauczycielu — gdzie mieszkasz?» 39 Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. 40 Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. 41 Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: «Znaleźliśmy Mesjasza» — to znaczy: Chrystusa. 42 I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus, wejrzawszy na niego, powiedział: «Ty jesteś Szymon, syn Jana; ty będziesz nazywał się Kefas» — to znaczy: Piotr.
Narracja Czwartej Ewangelii rozpoczyna się sekcją (J 1,19-51), w której Jan Apostoł za pomocą opowiadania o czterech następujących po sobie dniach objawienia (1,19-28; 1,29-34; 1,35-42; 1,43-51) ukazuje różne aspekty tożsamości Jezusa. Do tej właśnie sekcji należy fragment, który słyszymy w dzisiejszej Liturgii Słowa. W trzecim dniu objawienia dochodzi do spotkania Jezusa z pierwszymi uczniami, co zainicjowane zostaje poprzez świadectwo Jana Chrzciciela: „Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży»” (1,35-36; por. 1,29). Co właściwie oznacza, że Jezus jest Barankiem Bożym? W tytule tym kryje się kilka biblijnych aluzji. Po pierwsze, baranek był w centrum paschalnej liturgii, w czasie której Żydzi wspominali pamiątkę wyjścia z Egiptu (por. Wj 12,1-13). Teksty nowotestamentalne ukazują Jezusa jako nowego Baranka Paschalnego, którego ofiarnicza śmierć na krzyżu przyniosła ludzkości uwolnienie z grzechu i pojednanie z Bogiem (por. J 19,14.36; 1 Kor 5,7; 1 P 1,18-19; Ap 5,9). Po drugie, tytuł ten nawiązuje do świątynnego systemu składania ofiar, w którym baranki, podobnie jak inne zwierzęta, były składane w ofierze ku czci Boga. Obraz „baranka” przywołuje zatem ofiarę ze zwierząt, przynoszącą rytualne obmycie z win i pojednanie z Bogiem (por. Kpł 1,1-13). Jezus jednak nie jest po prostu kolejną liturgiczną ofiarą. Podczas gdy starotestamentalne ofiary musiały być powtarzane, ofiara Syna Bożego jest jedyna i niepowtarzalna, swoją wielkością obejmuje wszystkie ludzkie pokolenia. Po trzecie, w Księdze Izajasza mowa jest o Cierpiącym Słudze Pańskim, który idzie na śmierć jak „baranek na rzeź prowadzony” (Iz 53,7), by wyprosić przebaczenie dla grzechów popełnionych przez ludzi. Jako że sam Jezus, zapowiadając swoją śmierć, odwoływał się do figury Cierpiącego Sługi (por. J 3,14-15; 8,28; 12,32), możemy upatrywać w odnoszonym do Niego tytule „Baranek” nawiązanie do tegoż Sługi.
Słowa wypowiedziane przez Jana Chrzciciela „uruchamiają” dwóch stojących obok niego mężczyzn: „Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś, odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! — to znaczy: Nauczycielu — gdzie mieszkasz?» Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej” (1,37-39). Spotkanie z Jezusem, Barankiem Bożym, rozpoczyna się od świadectwa wiary tych, którzy już Go rozpoznali. Owo świadectwo nie pozwala pozostać obojętnym, motywuje do wykonania pierwszych kroków na drodze wiary. Kroczeniu za Panem towarzyszy wysiłek szukania odpowiedzi na podstawowe pytania, do których należy przede wszystkim to zadane przez Niego w dzisiejszej Ewangelii: „Czego szukacie?”. Nasze odpowiedzi nie od razu będą trafne czy pełne. Pierwszych dwóch uczniów widzi na razie w Jezusie jedynie nauczyciela, stąd zwracają się do Niego zwrotem grzecznościowym przysługującym nauczycielom Prawa – „Rabbi”. Jest jednak w nich pragnienie poznania Go bardziej, stąd dalsze słowa: „Nauczycielu – gdzie mieszkasz?”. Reakcja Jezusa jest jednoznaczna – zaprasza ich, by szli za Nim. Do pełniejszego poznania Pana, a w konsekwencji do przyjęcia przyniesionej przez niego łaski zbawienia dochodzi wtedy, gdy nie ustajemy w kroczeniu za Nim, więcej, gdy na stałe wiążemy z Nim nasze życie, podobnie, jak dwaj uczniowie, którzy „pozostali u Niego”. Użyty tutaj grecki czasownik meno w innych miejscach Czwartej Ewangelii oznacza „trwać, wytrwać”.
Bycie u Jezusa, trwanie w Nim pobudza do dawania świadectwa: „Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: «Znaleźliśmy Mesjasza» — to znaczy: Chrystusa” (1,40-41). Andrzej, mówiąc swemu bratu o Jezusie, używa kolejnego tytułu ukazującego Jego tożsamość. Hebrajski rzeczownik Meszijah („pomazaniec”, gr. Christos) pierwotnie opisywał królów, kapłanów lub proroków żydowskich, którzy wprowadzani byli w swój urząd poprzez obrzęd namaszczenia. Z czasem termin ten zaczęto odnosić do zapowiadanego przez proroków wysłańca Bożego, który miał ostatecznie odmienić losy Izraela (por. Za 6,12-13; Iz 49,3.6; 52,13; Dn 7,13-14). Słowa Andrzeja były dla Szymona jasne: oto w Jezusie przychodzi Bóg, by dotrzymać swojej obietnicy danej Izraelowi.
Nic zatem dziwnego, że Szymon decyduje się spotkać z Jezusem: „I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus, wejrzawszy na niego, powiedział: «Ty jesteś Szymon, syn Jana; ty będziesz nazywał się Kefas» — to znaczy: Piotr” (J 1,42). Aramejskie rzeczownik kepha odpowiada greckiemu rzeczownikowi petra („skała”), od którego pochodzi imię Piotr. Pan ogłasza Szymonowi, jaką rolę będzie miał odegrać w Bożym planie zbawienia. Podobnie jak niegdyś Abram stał się Abrahamem (por. Rdz 17,5), a Jakub Izraelem (por. Rdz 32,29), tak teraz Szymon stanie się Kefasem, czyli skałą. Na fundamencie jego wiary Chrystus zbuduje swój Kościół (por. Mt 16,18). Pod koniec Czwartej Ewangelii Jezus przekaże Piotrowi szczególny udział w swojej roli Dobrego Pasterza (J 21,15-19).
Czy pozwalam, by także w moim życiu Jezus objawiał się jako sługa i cichy baranek? Czy wierzę, że poprzez swoje cierpienie Jezus nadał zbawczą wartość mojemu cierpieniu? Czy wsłuchuje się w pytania, które Pan mi zadaje? Czy moja modlitwa wypływa z głębokiego pragnienia przebywania z Nim? W jaki sposób dzielę się moja wiarą z innymi? Czy mam świadomość, że także dla mnie przeznaczone jest konkretne miejsce we wspólnocie uczniów Jezusa, czyli Kościele?