Przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego (Mt 9,14-15)

Przygotowanie

  • Liturgia słowa przytacza dzisiaj krótki, ale jakże ważny fragment Ewangelii Mateusza. Na pierwszy rzut oka chodzi o zasadność przeżywania postu. W istocie jednak, odpowiadając na pytanie uczniów Jana Chrzciciela, Jezus dotyka fundamentów naszej wiary. Duchu Święty, przyjdź i pomóż mi otworzyć się na dzisiejsze Słowo.

Punkty do medytacji

  • Wtedy podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: «Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?» (w. 14) Opisując początek publicznej działalności Jezusa, ewangelista wspomniał, że nastąpił on, gdy Jan Chrzciciel został uwięziony (por. Mt 4,13). Jak widzimy w dzisiejszym tekście, nie oznaczało to nagłego rozproszenia się uczniów Chrzciciela. Część z nich przyłączyła się do Jezusa (por. J 2,35-37), inni zaś w dalszym ciągu kultywowali surowe nauczanie swojego mistrza (por. Mt 3,4; 11,18). Ci ostatni, dowiedziawszy się o gościnie w domu celnika Mateusza (9,9-13), przychodzą do Pana i zadają Mu pytanie. Podobnie jak i faryzeusze, uczniowie Jana „dużo” (gr. polla) poszczą. Tymczasem uczniowie Jezusa „nie poszczą” (gr. u nesteuusin). Nie chodzi tutaj o post wymagany przez Prawo w Dniu Pojednania (por. Kpł 16,29.31), ale o dodatkowe zwyczaje pobożnościowe, które praktykowane były przez bardziej ortodoksyjne ugrupowania żydowskie. Ponadto, pytanie uczniów Jana wpisuje się w wątpliwości chwilę wcześniej wyrażone przez faryzeuszy, którzy krytykowali Pana za zasiadanie do stołu z celnikami i grzesznikami (por. 9,11). Obydwie grupy, mocno zakorzenione w tradycji starotestamentalnej, mają wyraźną trudność ze zrozumieniem postawy Jezusa i Jego otoczenia. Nie dostrzegając w Nim Mesjasza, nie potrafią otworzyć się na przyniesioną przez Niego nowość. Słowo pokazuje mi dzisiaj, że praktyki postne nie są jedynie narzędziami chrześcijańskiej ascezy, lecz są mocno zakorzenione w zbawczym dziele Syna Bożego. Bez poznania Jezusa i zrozumienia głoszonej przez Niego Ewangelii, szybko mogą się stać duchową pułapką, zamykającą na życie wypływające z Krzyża. Zatrzymam się na chwilę nad tą prawdą. Spróbuję zobaczyć, na ile mój post (np. piątkowy) związany jest z przeżywaniem relacji łączącej mnie z Chrystusem.
  • Jezus im rzekł: «Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć (w. 15) Odpowiadając, Jezus posługuje się obrazem „pana młodego” (gr. ho nymfon; dosł. „oblubieniec”), zaczerpniętym z tekstów prorockich, gdzie metaforyka zaślubin wykorzystywana była w zapowiedziach mesjańskich: „Bo jak młodzieniec poślubia dziewicę, tak twój Budowniczy ciebie poślubi, i jak oblubieniec [ho nymfios, LXX] weseli się z oblubienicy [he nymfe, LXX], tak Bóg twój tobą się rozraduje” (Iz 62,5). „Goście weselni” (gr. hoi hyioi tu nymfonos, dosł. „synowie pana młodego”), czyli uczniowie Jezusa, boskiego Oblubieńca, są uczestnikami mesjańskich godów. Nie jest to zatem dla nich odpowiedni czas, by „się smucić” (gr. penthein, „płakać, opłakiwać”). Jezus dopowiada jednak, że nadejdzie moment, gdy „zabiorą” (gr. aparthe) pana młodego. W ten zawoalowany sposób Pan zapowiada swoją mękę (por. Iz 53,8), która dla uczniów będzie wydarzeniem druzgoczącym. Męka krzyżowa Syna Bożego była czymś rzeczywistym. Jezus w swym człowieczeństwie naprawdę cierpiał i prawdziwie doświadczył śmierci. Zaplanuję uczestnictwo w wielkopostnych nabożeństwach Drogi Krzyżowej i Gorzkich żali, bym choć trochę mógł odczuć autentyczny smutek związany z ceną, jaką Pan zapłacił za mój grzech.

Modlitwa w ciągu dnia

  • Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

Kto chce zachować swoje życie, straci je (Łk 9,22-25)

Przygotowanie

  • W dzisiejszym fragmencie Ewangelii Łukasza Jezus po raz pierwszy zapowiada swoją mękę i zmartwychwstanie oraz prezentuje warunki, które należy spełnić, by być Jego uczniem. Wyciszę i uspokoję moje serce, otwierając się na prowadzenie Ducha Świętego, z uwagą wsłucham się w Słowo.

Punkty do medytacji

  • I dodał: «Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie» (w. 22) Jezus po raz pierwszy otwarcie zapowiada uczniom swoją mękę. Użycie słowa „musi” (gr. dei; dosł. „jest konieczne”), podobnie jak w wielu innych miejscach u Łukasza (por. Łk 4,43; 13,33; 17,25; 19,5; 22,37; 24,7.26.44), wskazuje na konieczność wypełnienia się Bożego planu zbawienia. Mesjasz będzie cierpiał nie dlatego, że tak a nie inaczej potoczą się Jego losy, lecz ponieważ właśnie w ten sposób Bóg postanowił zbawić człowieka. Obraz cierpiącego Mesjasza odbiegał od ówczesnych wyobrażeń, według których miał On być kimś w rodzaju rewolucjonisty, który przywróci wolność Izraelowi. Sami uczniowie mieli problem z przyjęciem tej prawdy (por. Łk 9,45; 18,34). Zapowiedź odrzucenia Syna Człowieczego „przez starszyznę” (gr. apo ton presbyteron), „arcykapłanów” (gr. archiereon) i „uczonych w Piśmie” (gr. grammateon) podkreśla, że główny opór wobec misji Mesjasza wyjdzie ze strony ówczesnych elit religijnych. Warto zwrócić uwagę, że tragiczna wizja krzyża nie stanowi tutaj ostatecznego końca, gdyż Pan deklaruje, że „trzeciego dnia zmartwychwstanie” (gr. te trite hemera egerthenai). Pascha Jezusa stoi w centrum chrześcijańskiej wiary. Ku niej prowadzi cała starotestamentalna historia. Z niej także wypływa zbawienie całego świata. Jakie myśli i uczucia rodzą się we mnie, gdy zatrzymuję się nad męką Chrystusa? Czy pozwalam, by wchodził On także w moje cierpienie i śmierć, aby w ten sposób prowadzić mnie do pełni życia?
  • Potem mówił do wszystkich: «Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje (w. 23) Rozszerzając swoją wypowiedź na „wszystkich” (gr. pantas), Jezus formułuje uniwersalne warunki pójścia za Nim. Kto chce być Jego uczniem, ma „zaprzeć się samego siebie” (gr. arnesasto heauton), czyli zrezygnować z własnych ambicji i podporządkować swoje życie Bożej woli. Kolejnym warunkiem jest codzienne niesienie „krzyża” (gr. ho stauros), co oznacza zgodę na trudy i cierpienie związane z przynależnością do Chrystusa (por. Ga 2,19-20; 5,24). Trzecim warunkiem jest „naśladowanie” (gr. akolutheo; dosł. „towarzyszyć”) Pana, które swój początek bierze w przebywaniu w Jego obecności. Powyższe warunki raczej nie należą do najprostszych, dlatego Jezus nie narzuca ich siłą, lecz zaprasza do podjęcia dobrowolnej decyzji – „jeśli ktoś chce” (gr. ei tis thelei). Jaka jest moja odpowiedź na zaproszenie Chrystusa? Czy jestem gotowy wypełniać Bożą wolę, nawet jeśli wiąże się to z ryzkiem cierpienia, odrzucenia, a nawet śmierci?
  • Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa (w. 24) Aby pomóc słuchaczom w podjęciu właściwej decyzji odnośnie do przedstawionych wcześniej warunków, Jezus wypowiada zdanie wyrażające paradoks chrześcijańskiej egzystencji. Kto unika krzyża, pragnąc „zachować swe życie” (gr. ten psychen auto sosai), czyli kontynuować skoncentrowanie na sobie i swoich pragnieniach, „straci je” (gr. apolesei auten). Kurczowe trzymanie się doczesności i skupienie na własnych planach i potrzebach nieuchronnie prowadzi do duchowej pustki oraz utraty sensu istnienia. Kto jednak krzyż przyjmuje, rezygnując z życia dla siebie ze względu na Syna Człowieczego, życie „zachowa” (gr. sosei, por. Łk 17,33). Gdy patrzę na moje decyzje i postawy, w czym najbardziej upatruję zabezpieczenie czy ratunek dla mojego życia? Co dzisiaj jest moim krzyżem, czyli trudem, który podejmuję, by być wiernym Ewangelii? Porozmawiam o tym z Panem.
  • Bo cóż za korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? (w. 25) Na końcu dzisiejszej perykopy Jezus stawia retoryczne pytanie, które demaskuje iluzję materialnego sukcesu i ziemskiej potęgi. Istnieje dramatyczny kontrast pomiędzy przemijającym bogactwem całego wszechświata, a nieskończoną wartością ludzkiej duszy. Wyrażenie „cały świat zyska” (gr. kardesas ton kosmon cholon) oznacza osiągnięcie wszystkiego, czego pragnie ludzkie ego: władzy, bogactwa, sławy i absolutnego bezpieczeństwa. Jeśli ceną za ten „triumf” jest moralny kompromis i odrzucenie Boga, człowiek niszczy swoją najgłębszą tożsamość. Użyty w greckim tekście czasownik „zatraci” (gr. apolesas) wskazuje na wieczną ruinę, której nie zrekompensują żadne ziemskie osiągnięcia ani zgromadzone dobra. Prawdziwą miarą życiowego sukcesu nie jest to, co człowiek posiada, lecz to, kim staje się w oczach Stwórcy. Czym świat najczęściej mnie kusi? Z czego najtrudniej jest mi zrezygnować?

Modlitwa w ciągu dnia

  • Panie Jezu, dziękuję Ci za Twoją mękę, za każdą kroplę krwi, którą wylałeś dla mojego zbawienia.

A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (Mt 6,1-6.16-18)

Przygotowanie

  • Na progu Wielkiego Postu liturgia przytacza fragment Kazania na górze, w którym Jezus przestrzega swoich uczniów przed religijną obłudą i pokazuje istotę jałmużny, modlitwy i postu. W charakterystyczny dla siebie sposób Pan nawiązuje do fundamentów starotestamentalnej pobożności, nadając im głębszy, duchowy wymiar. Duchu Święty, uzdolnij moje serce na przyjęcie Słowa.

Punkty do medytacji

  • Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie (w. 1) Werset ten stanowi klucz do zrozumienia nauki Jezusa odnośnie do pobożnych uczynków (por. Mt 6,1-18), na które w tradycji żydowskiej składały się jałmużna, modlitwa i post (por. Tb 12,8-10). W centrum uwagi nie jest pytanie, czy uczniowie będą je podejmować, ale jaka będzie ich motywacja. Od niej bowiem będzie zależeć otrzymanie „nagrody” (gr. ho misthos; dosł. „zapłata”), która na nich czeka u Ojca. Pan przestrzega, by „uczynki pobożne” (gr. he dikaiosyne, dosł. „sprawiedliwość”) nie były wykonywane ze względu na ludzkie uznanie – „aby was widzieli” (gr. pros to theathenai autois). Istotą tej przestrogi jest wezwanie do uważnego badania własnych intencji, aby jedyną motywacją pobożnego zaangażowania ucznia było pogłębienie relacji z Bogiem. Pan przesuwa punkt ciężkości z zewnętrznej poprawności na wewnętrzną sferę serca, która jest znana tylko Ojcu. Jak dzisiaj wygląda moja więź z Najwyższym? Co o niej mówią moje czyny i postawy, ale także myśli, pragnienia i uczucia?
  • Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę (w. 2) Obowiązek „jałmużny” (gr. he eleemosyne), czyli materialnego wsparcia ubogich został zapisany w Prawie (por. Pwt 15,11). Jezus używa wyrazistej metafory „trąbienia przed sobą” (gr. salpises emprosthen sou), aby potępić ostentacyjne obnoszenie się z własną ofiarnością. Takie zachowanie, pod płaszczem pomocy bliźniemu, ukrywa egoistyczną chęć zdobycia poklasku. Działanie na pokaz w miejscach publicznych, takich jak „synagoga” (gr. he synagoge) czy „ulica” (gr. he hryme), odziera akt miłosierdzia z jego duchowego wymiaru, sprowadzając go do zwykłej autopromocji. Jezus stawia sprawę jasno, stwierdzając, że „obłudnicy” (gr. hoi hypokritai), ponieważ „otrzymali już swoją nagrodę” (gr. apechusin ton misthon auton) w postaci ludzkiego uznania, nie mogą liczyć na nagrodę u Boga. Czy mam świadomość, że jałmużna nie jest opcją, lecz istotnym elementem miłości bliźniego? Kiedy ostatni raz wsparłem kogoś materialnie? Co mnie do tego zmotywowało?
  • Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (ww. 3-4) Jezus poucza swoich uczniów, by ich akty miłosierdzia były całkowicie pozbawione interesowności. Posługuje się przy tym wyrażeniem mającym formę przysłowia „niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa” (gr. me gnoto he aristera su ti poiei he deksia su; dosł. „niech nie wie lewica twa, co czyni prawica twa”). Chodzi o udzielania jałmużny w tajemnicy, tak by nikt inny nie wiedział, nawet najbliższy przyjaciel – ktoś tak bliski jak lewa ręka. Taka postawa opiera się na głębokim przekonaniu, że Ojciec, „który widzi w ukryciu” (gr. ho blepon en to krypto), dostrzega to, co jest niewidoczne dla świata. Autentyczna ofiarność nie potrzebuje świadków, by mieć wartość wieczną. Natomiast najczystsza forma miłości bliźniego to taka, która zapomina o sobie natychmiast po udzieleniu pomocy. Popatrzę na ostatnie kilka tygodni mojego życia. Czy wykorzystałem wszystkie okazję, by pomóc bliźniemu? Jeżeli nie, to co mnie przed tym powstrzymywało? Konieczność ofiary, brak ewentualnej wzajemności…? Czy pomagając innym miałem czyste intencje?
  • Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę (w. 5) Odnosząc się do kolejnego uczynku pobożnego, czyli do modlitwy, Jezus ponownie przestrzega przed teatralnymi gestami obłudników. Potępia postawę ludzi, którzy celowo wybierają miejsca publiczne, takie jak synagogi czy rogi ulic, aby zademonstrować innym swoją rzekomą świętość. Nie chodzi tu bynajmniej o krytykę modlitwy publicznej czy wspólnotowej, lecz ponownie o niewłaściwą motywację – „żeby się ludziom pokazać” (gr. hopos fanosin tois anthropois). Skoncentrowanie się na zewnętrznej formie, która ma przyciągnąć ludzką uwagę, sprawia, że modlitwa traci swoją duchową wartość i staje się pustym rytuałem. Pan surowo ocenia taką postawę, mówiąc, że ci, którzy w ten sposób się modlą, otrzymali już swoją nagrodę w postaci ludzkiego uznania. Oznacza to, że zamknęli sobie drogę do prawdziwej relacji z Ojcem, zamieniając wieczną szczęśliwość na chwilową i przemijającą sławę. Jak dzisiaj wygląda moja modlitwa? W jakim stopniu wyraża osobiste pragnienie spotkania z Bogiem? Czy jestem wolny od pokusy modlitwy na pokaz, by mnie ktoś pochwalił lub docenił moją pobożność?
  • Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (w. 6) W przeciwieństwie do obłudników, uczeń Jezusa koncentruje się na budowaniu intymnej więzi z Ojcem poprzez wejście do „swej izdebki” (gr. eis ton tameion su), „zamknięcie drzwi” (gr. kleisas ten thyran su) i modlitwę, czyli rozmowę, w której jest miejsce na słuchanie i mówienie. Chodzi tutaj nie tylko o fizyczne odizolowanie się od otoczenia, ale o wejście w głąb własnego, wewnętrznego sanktuarium. Czy jest to modlitwa we wspólnocie Kościoła (np. eucharystia, sakramenty), czy indywidualna (np. na początku dnia), jej istotą zawsze jest doświadczenie miłości Boga, który jest w ukryciu. Najwartościowsze spotkania z nienamacalnym Stwórcą odbywają się w sferze niewidocznej dla ludzkich oczu. Jakie znam formy modlitwy? Która z nich jest mi najbliższa? W jaki sposób staje się ona dla mnie przestrzenią doświadczania obecności Boga?
  •  Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę (w. 16) Przechodząc do trzeciego uczynku pobożnego, Jezus ostrzega przed ostentacyjnym okazywaniem swojego umartwienia. Surowo gani postawę obłudników, którzy celowo przybierają „ponury” (gr. afanidzusin gar ta prospopa auton; dosł. „wyniszczają bowiem twarze ich”) wyraz twarzy, aby ich religijny wysiłek został dostrzeżony przez otoczenie. W ten sposób ich poszczenie staje się teatralnym przedstawieniem, którego celem jest zaspokojenie własnej próżności. Manifestowanie fizycznego dyskomfortu związanego z postem okazuje się narzędziem zdobywania uznania i fałszywej opinii świętości. Pan stwierdza jednoznacznie, że ci, którzy poszczą dla poklasku, już otrzymali swoją nagrodę, koncentrując na sobie ludzką uwagę. Czym dla mnie jest post? Czy rozumiem go jedynie jako obowiązek związany z określonymi momentami w roku liturgicznym? Czy może dostrzegam w nim głębszy, duchowy sens?
  • Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (ww. 17-18) Podczas gdy obłudnicy swoim wyglądem pokazują wszystkim naokoło, że poszczą, uczeń Jezusa ma „namaścić głowę” (gr. aleipsai su ten kefalen) i „obmyć twarz” (gr. to prosopon su nipsai). Wykonując czynności kojarzone z codzienną toaletą lub radosnym świętowaniem, ma skuteczne ukryć swoje wyrzeczenie przed ludzkim wzrokiem. Zamiast ostentacyjnie demonstrować smutek i cierpienie, uczeń dba oto, aby jego post stał się sprawą wyłącznie między nim a Stwórcą. Po raz trzeci w dzisiejszej perykopie Jezus kładzie nacisk na osobistą relację z Ojcem, który jako jedyny ma wgląd w motywacje i duchowe poświęcenie człowieka. Zatrzymam się na chwilę w ciszy mojego serca. Wsłucham się w głos Boga. Co mi podpowiada na początku Wielkiego Postu? Jaki rodzaj postu mi proponuje, by jeszcze bardziej złączyć mnie ze sobą?

Modlitwa w ciągu dnia

  • Panie Jezu, ucz mnie autentyczności i czystości intencji, uwalniaj mnie od pozorów pobożności.

Co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym (Mk 7,14-23)

Przygotowanie

  • Dzisiejsza perykopa prezentuje jedną z najbardziej rewolucyjnych wypowiedzi Jezusa. Po konfrontacji z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie Pan w sposób uroczysty przekazuje tłumom naukę o prawdziwym źródle nieczystości człowieka. Burzy w ten sposób dotychczasowe wyobrażenia i zachęca do wejścia na wyższy, duchowy poziom wiary. Duchu Święty otwórz przede mną skarbiec Słowa.

Punkty do medytacji

  • Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: «Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumcie! (w. 14) Po ostrej krytyce skierowanej pod adresem faryzeuszy i uczonych w Piśmie (por. Mk 7,1-13), Jezus zwraca się bezpośrednio do prostego „tłumu” (gr. ton ochlon). Chce, by Jego nauka odnośnie do tego, co czyste i nieczyste, stała się jak najbardziej powszechna. Użycie podwójnego imperatywu – „słuchajcie” (gr. akusate) i „zrozumcie” (gr. synete) – poskreśla wagę oraz trudność tematu, który za chwilę zostanie poruszony. Pan domaga się nie tylko fizycznej uwagi słuchaczy, ale przede wszystkim ich głębokiego, intelektualnego i duchowego zaangażowania. Poznanie mądrości objawionej przez Boga wymaga zarówno wyjścia poza utarte schematy myślenia, jak i osobistego wysiłku w celu pojęcia jej istoty. Nie polega jedynie na poznaniu treści Pisma Świętego czy nauczania Kościoła, lecz także na indywidualnym, opartym o doświadczenie wiary, wniknięciu w tajemnicę Bożego myślenia. Czy podejmuję ten wysiłek? W jaki sposób próbuję odkryć sens Bożego mówienia do mnie?
  • Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym (w. 15) Jezus obala fundamentalne dla ówczesnego judaizmu rozróżnienie na pokarmy czyste i nieczyste (por. Kpł 11; Pwt 14,3-21). Stwierdzenie, że „nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym”, stanowi całkowite zerwanie z lękowym podejściem do materii i świata. Dopowiadając, że „to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym”, Pan przenosi pojęcie świętości z płaszczyzny rytualnej na płaszczyznę duchową. Wskazuje, że prawdziwe źródło zła nie znajduje się w spożywanych pokarmach, lecz w ludzkim sercu. Słowa te uwalniają wierzących od niewoli zewnętrznej poprawności, zachęcając ich jednocześnie do wzięcia odpowiedzialności za własne życie duchowe. Bycie uczniem Jezusa to stopniowe odkrywanie, że ludzka egzystencja ma także głębszy, duchowy wymiar. To właśnie na głębinach ludzkiego ducha toczy się prawdziwa walka o przyjęcie zbawienia w Chrystusie. Dlatego tak ważna jest znajomość własnego serca, dynamik i mechanizmów, które w nim zachodzą. Czy przeglądam się mojemu wnętrzu – myślom, uczuciom, pragnieniom, emocjom? Czy dostrzegam zależność między stanem mojego serca a codziennymi czynami i postawami?
  • Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o tę przypowieść. Odpowiedział im: «I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka, i zostaje wydalone na zewnątrz». Tak uznał wszystkie potrawy za czyste (ww. 17-19) Ewangeliczna narracja przenosi się do wnętrza domu, gdzie uczniowie, proszą Jezusa o wyjaśnienie rewolucyjnej nauki, którą wcześniej uroczyście wygłosił w obecności tłumu. Reagując na prośbę, Pan powtarza swoją wcześniejszą wypowiedź, nieco ją modyfikując, by jej sens stał się bardziej jasny. Pokarmy nie są w stanie uczynić kogokolwiek nieczystym, gdyż jedynie przechodzą przez układ pokarmowy. Nie docierają do serca (gr. ten kardian), które w tekstach biblijnych reprezentuje głębię człowieka, miejsce, w którym rodzi się wiara lub niewiara. Marek Ewangelista, opierając się na świadectwie św. Piotra, kilkukrotnie podkreśla w swoim dziele trudność, z jaką uczniowie dochodzili do zrozumienia nauki Jezusa (por. Mk 4,13.40; 8,17). Przykład apostołów pokazuje, że nawrócenie, czyli dostrojenie swojego myślenia do myślenia Boga, jest stopniowym i długofalowym procesem. Niejednokrotnie napotyka on przeszkody w postaci naszych przyzwyczajeń czy wyobrażeń. Opowiem Jezusowi o moich trudnościach w przyjęciu Jego nauki.
  • I mówił dalej: «Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym» (ww. 20-23) W dalszej części wyjaśnienia swoje nauki Jezus ponownie wskazuje na serce jako na duchowe centrum człowieka, w którym rodzą się wszystkie decyzje. To właśnie stamtąd, a nie z zewnątrz, wypływają „złe myśli” (gr. hoi dialogismoi hoi kakoi), które następnie przeradzają się w konkretne grzeszne czyny. Przedstawiona przez Jezusa długa lista najpoważniejszych złych działań i postaw, obejmuje zarówno grzechy przeciwko bliźniemu, jak „kradzieże” (gr. klopai) czy „zabójstwa” (gr. fonoi), jak i te niszczące od wewnątrz, jak „pycha” (gr. hyperefania) i „głupota” (gr. afrosyne). Popatrzę na moje serce w świetle listy grzechów podanej przez Jezusa. Które z powyższych czynów czy postaw najczęściej pozbawiają mnie czystości?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, pokazuj mi prawdę o moim sercu, pomóż mi podjąć walkę o jego czystość”.

Albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie (Mt 5,1-12a)

Przygotowanie

  • Liturgia słowa dzisiejszej niedzieli przytacza początkowy fragment tzw. Kazania na górze, czyli programowej mowy Jezusa, przez niektórych nazywanej „konstytucją królestwa niebieskiego” (Mt 5-7). Posługując się formą Ośmiu Błogosławieństw, Pan przedstawia charakterystykę swoich uczniów, żyjących w świecie, jednak nie według logiki świata. Wyciszę swoje serce i otworzę się na prowadzenie Ducha Świętego, bym w świetle Słowa mógł spojrzeć na moją codzienność.

Punkty do medytacji

  • Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył usta i nauczał ich tymi słowami (ww. 1-2) „Widząc tłumy” (gr. idon de tus ochlus) gromadzące się wokół Niego, Jezus udaje się „na górę” (gr. eis to oros), czyli na jedno ze wzgórz zachodniego brzegu Jeziora Galilejskiego. Biorąc po uwagę biblijne znaczenie motywu góry, musiała być to decyzja całkowicie świadoma. W Starym Testamencie góra jest miejscem objawienia się Boga (por. Rdz 22; Wj 3; 1 Krl 18-19), przede wszystkim w czasie wyjścia z Egiptu, gdy na górze Synaj Bóg nie tylko objawił swoją chwałę, ale również za pośrednictwem Mojżesza przekazał Dziesięć Przykazań i zawarł przymierze z potomkami Abrahama (por. Wj 19nn). Będąc już na miejscu, Jezus „usiadł” (gr. kathisantos), a następnie „przystąpili” (gr. proselthan) do Niego uczniowie. Postawa siedząca była w ówczesnym judaizmie zarezerwowana dla nauczycieli Prawa. Oddzielenie uczniów od reszty podążającego za Jezusem tłumu oznacza, że słowa, które za chwile padną – całe Kazanie na górze – są przeznaczone przede wszystkim dla tych, którzy decydują się iść za Nim, być w Jego szkole. Dopowiedzenie ewangelisty w formie semityzmu – „otworzył usta i nauczał ich tymi słowami” – dodatkowo podkreśla podniosłość przekazywanego nauczania. Jezus na górze przyjmuje rolę nowego Mojżesza, który obwieszcza nowe prawo, na mocy którego uformowany będzie lud nowego wybrania. Wyobrażę sobie dzisiejszą scenę, Jezusa, uczniów i tłum… Oczami wyobraźni zobaczę łagodne wzgórza nad Jeziorem Galilejskim, gęsto porośnięte roślinnością. Spróbuję zobaczyć w tej scenie siebie, jak wraz z innymi w napięciu oczekuję na słowa Pana. Za chwilę objawi mi tajemnicę mojej tożsamości…
  • «Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie (w. 3) Pierwsze błogosławieństwo zaczyna się od stwierdzenia: „Błogosławieni ubodzy w duchu” (gr. makarioi hoi ptochoi to pneumati). Przymiotnik makarios, można przetłumaczyć zarówno jako „błogosławiony”, jak i „szczęśliwy”. Przy czy w tym drugim przypadku nie chodzi o stan emocjonalny, lecz egzystencjalny, o bycie w szczęśliwej sytuacji. W tradycji starotestamentalnej błogosławieństwa miały dwie funkcje: odnosiły się do tych, którzy obierają określoną drogę życia (por. Ps 1; 2,11-12; 32,1-2; 112,1-3) lub obiecywały pocieszenie tym, którzy aktualnie są w utrapieniu (por. Tb 13,14; Dn 12,12). Jezusowe błogosławieństwa łącza obydwa powyższe aspekty. Opisują podstawowe postawy i cechy uczniów. Jednocześnie dodają otuchy tym z nich, którzy cierpią, dając obietnicę Bożego pocieszenia w przyszłości. Określenie „ubodzy w duchu” opisuje nie tylko tych, którzy znajdują się w trudnej sytuacji materialnej. Odpowiednikiem tego wyrażenia w czasach starotestamentalnych było hebrajskie anawim, odnoszące się do wiernej cząstki ludu Bożego, która szczególnie potrzebowała Bożej interwencji (por. Ps 37,14-17; Iz 10,2; 26,6; 61,1-2). Dlatego pierwsze błogosławieństwo kładzie nacisk na wewnętrzną postawę człowieka. Zaadresowane jest zwłaszcza do tych, którzy uznają swoją bezsilność, mają świadomość, że tylko Bóg może im pomóc i ufają, że będzie On działał w ich imieniu. Wyrażenie „do nich należy królestwo niebieskie” (gr. auton estin he basileia ton uranon), niczym klamra pojawia się zarówno w pierwszym jak i w ósmy błogosławieństwie, co podkreśla, że wszystkie są aspektami jednego, najważniejszego błogosławieństwa – posiadania Królestwa Niebieskiego, czyli uczestnictwa w wiecznej szczęśliwości. Popatrzę na moje niedoskonałości, wady, powracające upadki. Jezus daje mi dzisiaj obietnicę, że jeśli zdam się całkowicie na Niego i zaufam Jego prowadzeniu, nie tylko zostanę z nich oczyszczony, ale również otrzymam wieczną nagrodę. W jakim stopniu uznaję dzisiaj swoją bezsilność? Czy świadomie oddaję mój los w ręce Boga?
  • Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni (w. 4) W drugim błogosławieństwie Jezus odwraca światową logikę ucieczki od bólu i cierpienia. Nie pochwala depresji czy przygnębienia, lecz nobilituje smutek wynikający z wrażliwości na zło, grzech i cierpienie świata (por. Iz 61,2; Ez 9,4). Ten „święty smutek” jest dowodem na to, że serce ucznia nie stało się kamienne i obojętne na los bliźnich. Według logiki świata, ci, którzy się smucą, wydają się być nieszczęśliwi. Jezus natomiast mówi, że są naprawdę w dobrej sytuacji. Chociaż mogą nie być w stanie zmienić zewnętrznych okoliczności, to mogą wewnętrznie przeciwstawić się złu, smucąc się z jego powodu. Obietnica „będą pocieszeni” (gr. paraklethesontai) odnosi się do działania Ducha Świętego – Parakleta (gr. ho parakletos), którym uczniowie zostaną obdarzeni po zmartwychwstaniu (por. J 14,16-17; 15,26). Cierpienie, zło i nieprawość coraz bardziej stają się wiodącym motywem dzisiejszej kultury. Chęć zdobycia popularności czy majątku motywuje wielu do przekraczania kolejnych granic moralności. Zanika poczucie wstydu, a na jego miejsce wchodzi bezsensowna chełpliwość z uczynionego zła. Czy żyjąc w takim świecie, potrafię zachować wrażliwość serca? Jak na co dzień wygląda moje współczucie wobec cierpiących i zranionych? Czy przyjmuje ono poważniejszą formę niż jedynie uczestnictwo w okazyjnych zbiórkach?
  • Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię (w. 5) W trzecim błogosławieństwie pojawiają się „cisi” (gr. hoi praeis; dosł. „łagodni”), czyli ci, którzy nie działają pod wpływem emocji i mają swoją siłę pod kontrolą woli. Błogosławieństwo to nawiązuje do Księgi Psalmów: „… pokorni posiądą ziemię i będą się rozkoszować pełnym pokojem” (Ps 37,11). Cisi cierpliwie oczekują na Pana pośród swoich utrapień i powstrzymują się od reagowania gniewem lub siłą wobec tych, którzy ich krzywdzą. To właśnie oni wykazują się prawdziwą siłą, powstrzymując się od zemsty i walcząc o sprawiedliwość pokojem serca. Cisi otrzymują od Jezusa obietnicę, że „na własność posiądą ziemię” (gr. kleronomesusin ten gen). Na pierwszy rzut oka może to brzmieć paradoksalnie, gdyż ziemię zazwyczaj zdobywają najeźdźcy i wyznawcy przemocy. Jezus zapewnia jednak, że to właśnie cisi ostatecznie odziedziczą świat odnowiony przez Boga. Gniew wydaje się zupełnie naturalną reakcją na wyrządzoną krzywdę. Niekiedy oburzam się, gdy ktoś zostaje zraniony, ale najczęściej, gdy ja sam doznaję rzeczywistej lub domniemanej niesprawiedliwości. Gniew informuje mnie o niekomfortowej sytuacji, ale na pewno nie jest dobrym doradcą. Jezus podpowiada mi dzisiaj, że przemoc i zemsta nie naprawią zła tego świata. Poproszę go w cichej modlitwie, by udzielał mi łaski spokojnego serca, bym potrafił Bogu oddać sąd nad moimi przeciwnikami.
  • Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni (w. 6) Adresatami kolejnego Jezusowego błogosławieństwa są ci, którzy „łakną i pragną sprawiedliwości” (gr. peinontes kai dipsontes ten dikaiosynen). Głód i pragnienie stają się tutaj obrazem postawy polegającej na szukaniu czegoś całym sercem. Natomiast „sprawiedliwość” w ujęciu biblijnym to przede wszystkim pełnienie Bożej woli, prowadzące do osobistej świętości. Uczeń, który łaknie i pragnie sprawiedliwości, tęskni za zbawczym działaniem Boga i stara się wypełniać Jego wolę z intensywnością kogoś, kto umiera z głodu lub pragnienia. Obietnica nasycenia gwarantuje, że Bóg nie pozostawi bez odpowiedzi żadnego autentycznego pragnienia dobra. Nasycenie to w pełni nastąpi w wieczności, ale już teraz może dać pokój serca. Bycie sprawiedliwym, czyli wypełniającym wolę Boga natrafia w moim życiu na wiele przeciwności. Pierwszą z nich jest opieszałość mojego serca. Zdarza się przecież, że odkładam jakieś dobro na później. Bo teraz nie ma czasu, bo za dużo będzie mnie to kosztować, bo… Co mogę zrobić, bym jeszcze bardziej pragnął iść za Bożą wolą? Poproszę Ducha Świętego, by pomógł mi w końcu sobie uświadomić, że dobro nie jest ewentualną opcją, ale celem mojego życia.
  • Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (w. 7) W kolejnym błogosławieństwie Jezus utożsamia obietnicę z cnotą – „miłosierni” (gr. hoi eleemones) „dostąpią miłosierdzia” (gr. eleethesontai). Teksty starotestamentalne wielokrotnie opisują Boga jako miłosiernego, zaś Izraela jako lud, który jest wezwany, by zdać się na miłosierdzie Najwyższego, ale także, by owe miłosierdzie naśladować. „Miłosierdzie” (gr. to eleos, hebr. hesed, rahamim) oznacza wewnętrzną identyfikację z potrzebującymi, a wyraża się poprzez zewnętrzne akty życzliwości. Być miłosiernym oznacza aktywnie wchodzić w nędzę drugiego człowieka, aby przynieść mu pomoc i przebaczenie. Dając uczniom obietnicę dostąpienia miłosierdzia, Jezus podkreśla, że naturą miłosierdzia jest wzajemność: Bóg okaże nam swoje miłosierdzie w takim stopniu, w jakim my będziemy miłosierni względem innych. Słowo podpowiada mi dzisiaj, że samo wzruszenie się na widok czyjegoś cierpienia jest zatrzymaniem się w połowie drogi. Konieczne są kolejne kroki, konieczne jest niesienie pomocy. Przyjrzę się swojemu sercu, spróbuję dostrzec, co najczęściej powstrzymuje mnie przed pomaganiem innym.
  • Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą (w. 8) W następny błogosławieństwie Jezus nawiązuje do biblijnej antropologii, według której serce jest centrum wewnętrznego życia człowieka, jego emocji, intelektu oraz woli. Uczniowie „czystego serca” (gr. katharoi te kardia) są zintegrowani wewnętrznie, nie służą dwóm panom i nie mają ukrytych motywów. Kochają Boga z niepodzielną lojalnością, czyli całym sercem (por. Pwt 6, 4). Ich wola jest dostrojona do woli Boga. Ci, którzy dążą do przejrzyści i wyzbycia się duchowej dwulicowości, otrzymują obietnicę, że „Boga oglądać będą” (gr. ton theon opsontai). Dokonuje się to już teraz, na ziemi, ale jak w przypadku pozostałych błogosławieństw w pełni zrealizuje się w wieczności. Paweł Apostoł napisze: „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [ujrzymy] twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany” (1 Kor 13,12; por. Ap 22,4). Bóg daje mi obietnicę, że przyjdzie czas, gdy zobaczę Go twarzą w twarz. Zanim jednak to nastąpi, potrzeba, by moje serce zostało oczyszczone z wszelkich złych przyzwyczajeń i bożków. Co dzisiaj najbardziej odciąga mnie od miłości Boga?
  • Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi (w. 9) W przedostatnim błogosławieństwie Jezus mówi o tych, „którzy wprowadzają pokój” (gr. hoi eirenopoioi; „dosł. „czyniący pokój”). Biblijne rozumienie pokoju (hebr. szalom) obejmuje więcej niż tylko brak wojen. Oznacza także dobrobyt oraz właściwie uporządkowane relacje osobiste i społeczne. Czyniący pokój to ci, którzy dążą do zaprowadzenia harmonii z Bogiem i z innymi w społeczeństwie. Uczeń Jezusa nie jest biernym obserwatorem sporów, lecz wnosi atmosferę pojednania wszędzie tam, gdzie panuje wrogość. Taka postawa wymaga odwagi i często wiąże się z ofiarą z własnej dumy czy racji. Dlatego obietnica, która otrzymują adresaci tego błogosławieństwa jest wyjątkowo zachwycająca – „będą nazwani synami Bożymi” (gr. hyioi theu klethesontai). Tytuł ten wskazuje na bliską relację, jaką uczniowie Jezusa będą mieli z Ojcem niebieskim (por. Mt 5,16.45.48). Bycie uczniem Jezusa to także dążenie do zgody i pokoju. Rezygnacja z własnej racji, ofiara z własnej dumy. Nie jest to łatwe. Przecież wielokrotnie doświadczam w moim wnętrzu wołania – Nie możesz się z tym zgodzić! Broń swojej racji! Zdemoluj argumentami przeciwnika! Gorączkowo pragnę się w ten sposób zabezpieczyć, zbudować moją pozycję. Jezus dzisiaj koncentruje moją uwagę na innym fundamencie, na obietnicy stawania się dzieckiem samego Boga. Tej godności nikt i nic nie jest w stanie zburzyć.
  • Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie (w. 10) Jak już powiedzieliśmy, pierwsze i ósme błogosławieństwo są klamrą zamykającą całą serię. Tym razem Jezus mówi o tych, „którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości” (gr. hoi dediogmenoi heneken dikaoisynes). Jezus przestrzega uczniów, że życie według głoszonej przez Niego Ewangelii będzie nieuchronnie ich prowadziło do konfliktu ze światem. Mamy tutaj echo starotestamentalnego motywu prześladowania sprawiedliwego (por. Ps 22; Mdr 5). Prześladowanie ze względu na Chrystusa będzie znakiem autentyczności ucznia. Nie będzie to cierpienie bezsensowne, lecz królewska droga, którą przeszedł sam Mistrz. Życie Ewangelią na co dzień stawia mnie przed ciągłym wyborem, czy iść za słowem Jezusa, czy odpuścić, by ewentualnie nie zakłócić tzw. „świętego spokoju”. Byle tylko inni na mnie nie spojrzeli źle, by nie odepchnęli mnie poza swoje grono, by nie wyśmiali. Poproszę Jezusa, by umocnił mnie w trwaniu w Jego słowie, bym z niego nie rezygnował, nawet za cenę odrzucenia.

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, chcę być Twoim uczniem, pomóż mi żyć programem Ośmiu Błogosławieństw.