
1 Wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. 2 Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u niego? I co to za mądrość, która mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez jego ręce! 3 Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także jego siostry?» I powątpiewali o Nim. 4 A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». 5 I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. 6 Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.
Przygotowanie
- Jezus wraz z uczniami przychodzi do Nazaretu. Nie jest to jednak wizyta, którą można by zaliczyć do tych bardziej udanych. Mieszkańcy Jego rodzinnej miejscowości okazują podejrzliwość i niedowierzanie. Patrząc na znanego sobie Cieślę, nie potrafią dostrzec w Nim Bożego Pomazańca. Duchu Święty, oczyść moje serce ze zbędnych założeń i otwórz je na światło dzisiejszego Słowa.
Punkty do medytacji
- Wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie (w. 1) Jezus opuszcza Kafarnaum, gdzie objawił swoją boską moc nad chorobą i śmiercią (por. Mk 5,21-43). Przychodzi do „swego rodzinnego miasta” (gr. eis ten patrida autu; dosł. „do swej ojczyzny”). Wizyta ta nie będzie miała nic z sentymentalności, jaka zazwyczaj towarzyszy odwiedzinom rodzinnych stron. Jezus przychodzi do miejsca swego wychowania z oficjalną misją. Ewangelista podkreśla, że są z Nim „Jego uczniowie” (gr. hoi mathetai autu). Tym razem nie będą oni jednak świadkami triumfu Dobrej Nowiny, lecz odrzucenia z jakim Pan się spotka ze strony swoich ziomków. Jako uczeń Jezusa jestem zaproszony, by poznać i przyjąć całą Ewangelię. Fragmenty, w których mowa jest o niewierze spotykanych przez Niego ludzi, również stanowią ważną lekcję, z której mogę wyciągnąć wskazówki na moje życie. Czy przyjmuję Ewangelię taką, jaka jest, bez selekcji i koncentrowania się jedynie na ulubionych fragmentach?
- Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u niego? I co to za mądrość, która mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez jego ręce! (w. 2) Zgodnie ze swoim zwyczajem (por. Mk 1,21; 3,1) Jezus przychodzi w „szabat” (gr. to sabbaton) do miejscowej synagogi, by „nauczać” (gr. didasko). Słysząc Jego słowa, mieszkańcy Nazaretu wydają się reagować podobnie do wcześniejszych audytoriów (por. Mk 1,22). W rzeczywistości jednak przeżywają głęboki wstrząs, gdyż to, co widzą i słyszą, rażąco kontrastuje z ich wiedzą o prostym pochodzeniu Jezusa. Zadawane przez nich pytania kryją w sobie rosnące niedowierzanie. Przecież „mądrość” (gr. he sofia) i „cuda” (gr. he dynamis) są atrybutami samego Boga (por. Jr 10,12; 51,15; Dn 2,20)! Postawę mieszkańców Nazaretu od samego początku charakteryzuje podejrzliwość. Na podstawie dotychczasowej znajomości Jezusa oraz docierających do nich informacji o Jego publicznej działalności, wyrobili sobie zdanie, które już na starcie całkowicie zamknęło ich na Niego. Czy jestem świadomy, że obraz Boga, jaki noszę w moim sercu, pomaga lub utrudnia w przyjęciu zbawienia? Na czym opieram ten obraz, na Ewangelii i nauce Kościoła, czy raczej na moich indywidualnych wyobrażeniach i pragnieniach?
- Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także jego siostry?» I powątpiewali o Nim (w. 3) Seria podejrzliwych pytań nie kończy się. Nazywając Jezusa „cieślą” (gr. ho tekton), mieszkańcy Nazaretu redukują Go do roli prostego rzemieślnika i odmawiają prawa do prorockiego autorytetu. Wyliczając imiona Jego krewnych, chcą udowodnić, że Jego pochodzenie jest banalne i pozbawione jakiejkolwiek tajemnicy. Określenie „syn Maryi” (gr. ho hyios tes Marias), zamiast zwyczajowego przywołania imienia ojca, może sugerować, że Józef już nie żył. Ale może również stanowić złośliwą aluzję do niejasnych okoliczności narodzin Jezusa. Jak czytamy w tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia, obecni w nazareńskiej „powątpiewali o Nim” (gr. skandalidzonto en auto). Obecny w tekście greckim czasownik skandalidzo (dosł. „potknąć się o przeszkodę”) ma w sobie silny ładunek emocjonalny. Nie chodzi zatem jedynie o zwykłe powątpiewanie, ale wręcz gorszenie się osobą i zachowaniem Jezusa. Owe zgorszenie wynika z nieumiejętności zaakceptowania faktu, że mądrość Boża może objawić się przez kogoś, kogo zna się od dziecka. Mieszkańcy Nazaretu są typowym przykładem obrazującym wcześniejsze słowa Pana o tych, którzy patrzą, ale nie widzą, słuchają, ale nie rozumieją (por. Mk 4,12). Zwyczajność Jezusa, „chłopaka z sąsiedztwa”, dla Nazarejczyków stanowiła przeszkodę nie do pokonania. Nie potrafili przyjąć do wiadomości, że Bóg może działać przez Kogoś tak bliskiego i znanego. A jak jest ze mną? Czy potrafię dostrzec obecność Chrystusa w otaczających mnie ludziach? Czy zgadzam się na to, by także powszedniość mojego życia była miejscem objawiania się Boga?
- A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony» (w. 4) Postawa mieszkańców Nazaretu nie mogła nie spotkać się z reakcją ze strony Jezusa. Przytacza On przysłowie, które funkcjonowało wtedy w powszechnym obiegu (por. Łk 4,24; J 4,44). Mówi o „proroku” (gr. ho profetes) lekceważonym „w swojej ojczyźnie” (gr. en te patridi autu), „wśród swoich krewnych” (gr. en tois syngeneusin) i „w swoim domu” (gr. en te oikia autu). Nazywając siebie prorokiem, Jezus łączy swój los z losem długiej linii starotestamentalnych proroków, odrzucanych i prześladowanych ze względu na treść głoszonego orędzia. Natomiast wymieniając kolejne „kręgi odrzucenia”, podkreśla, że w życiu głoszącego nawet najbliższe relacje mogą być zagrożone. Bliskość fizyczna nie zawsze idzie w parze z bliskością serca czy ze zrozumieniem misji. Popatrzę na moje najbliższe relacje. Czy jest w nich miejsce na wspólne kroczenie drogą wiary? Czy potrafimy wzjamnie ubogacać się doświadczeniem Chrystusa?
- I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich (w. 5) Stwierdzenie ewangelisty, że Jezus „nie mógł tam zdziałać żadnego cudu” (gr. uk edynato ekei poiesai udemian dynamin), nie wskazuje na Jego bezsilność, lecz na relacyjny charakter łaski, która wymaga wiary jako przestrzeni do działania. Bóg tak dalece szanuje wolną wolę człowieka, że pozwala, by ludzki opór powstrzymywał Jego nadzwyczajne interwencje. Mimo ogólnej atmosfery sceptycyzmu, działalność cudotwórcza Jezusa nie zostaje całkowicie wygaszona (por. Iz 53,3-5). Udaje Mu się uzdrowić garstkę chorych, po raz kolejny przez dotyk (por. 1,31.41; 5,23.28). Bóg szanuje moją wolność… Zatrzymam się na chwilę przy tej prawdzie. Spróbuję dostrzec, czy nie ma we mnie schematu myślowego, według którego wiara jest zagrożeniem dla wolności.
- Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał (w. 6) Kończąc relację z Nazaretu, Marek wspomina o tym, że Jezus „dziwił się” (gr. ethamuadzen) niedowiarstwu (gr. he apistia) jego mieszkańców. Szczegół ten jest osobliwy, gdyż Ewangelie zazwyczaj pokazują zdumienie Pana wobec wielkiej wiary, a nie jej braku (por. Mt 8,10; 15,28). Reakcja ta nie prowadzi jednak do gniewu, lecz staje się impulsem do zmiany strategii działania. Jezus „nie traci czasu” na siłowe przekonywanie zamkniętych serc w Nazarecie, lecz wyrusza w drogę, by nauczać w okolicznych wioskach. Na poziomie symbolicznym, przejście od prób czynienia cudów do głoszenia sugeruje, że tam, gdzie brakuje fundamentu, jakim jest otwartość i zaufanie, nauczanie musi najpierw przygotować grunt pod przyszłe owoce. Im więcej we mnie zagubienia i buntu wobec Boga, tym bardziej potrzebuję Słowa, które niczym kropla drążąca skałę, potrafi stopniowo przebić się przez skorupę mojego serca. Wzbudzę w sobie dziękczynienie za każdą modlitwę Słowem, za każdą spotkanie Słowa z moim „ja”.
Modlitwa w ciągu dnia
- „Panie Jezu, mów do mnie, rozbrajaj we mnie wszelkie pułapki czyhające na łaskę zbawienia”.



