Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon (Mt 4,1-11)

Przygotowanie

  • Po chrzcie w wodach Jordanu Duch Święty zabiera Jezusa na pustynię, gdzie nie tylko będzie musiał doświadczyć kruchości ludzkiego ciała, lecz także stawić czoła kuszeniu diabła. Duchu Święty, dotykaj mojego serca, uczyń je żyzną ziemią dla dzisiejszego Słowa.

Punkty do medytacji

  • Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy pościł już czterdzieści dni i czterdzieści nocy, poczuł w końcu głód (ww. 1-2) Duch Święty, który zstąpił na Jezusa w wodach Jordanu (por. Mt 3,16), wyprowadza Go na „pustynię” (gr. he eremos). Chodzi o rozległy teren Pustyni Judzkiej, rozciągającej się na zachód od miejsca chrztu. Zmiana otoczenia ma bardzo konkretny cel. Chodzi o to, aby Jezus „był kuszony przez diabła” (gr. periasthenai hypo tu diabolu). Użyty tutaj czasownik peiradzo można przetłumaczyć „kusić”, ale także jako „testować, próbować”. W tle pojawia się biblijne echo wędrówki Izraela do Ziemi Obiecanej, w czasie której był on próbowany przez Boga w celu sprawdzenia jego wierności (por. Pwt 8,2). Przez czterdzieści dni i nocy Pan mierzy się z surowymi, pustynnymi warunkami oraz narastającym głodem. Fizyczne wyczerpanie i doświadczenie kruchości ludzkiej natury za chwilę staną się kontekstem, w którym sprawdzona zostanie Jego wierność wobec Ojca, który w poprzedzającej perykopie nazwał Go „Synem umiłowanym” (por. Mt 3,17). Powrócę myślami do tych sytuacji z mojego życia, w których najbardziej na jaw wyszła moja słabość i niewystarczalność. Czy miałem wtedy świadomość, że w Chrystusie nadal jestem dzieckiem Boga?
  • Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem» (w. 3) Pierwsza pokusa odwołuje się do stanu fizycznego Jezusa. „Kusiciel” (gr. ho pieradzon) zachęca Go, by ulżył cierpieniu swojego słabnącego ciała, przemieniając „kamienie” (gr. hoi lithoi) w „chleb” (gr. artoi, dosł. „chlebami”). Odniesienie do chleba jest jedynie przynętą, za którą ukrywa się niebezpieczny haczyk. W przypadku tej i kolejnej pokusy przeciwnik zaczyna od zwrotu „jeśli jesteś Synem Bożym” (gr. ei hyios ei tu theu), czyli powołuje się na synowską tożsamość Jezusa. Jako Syn Boży ma przecież absolutne prawo, by skorzystać ze swej mocy. W rzeczywistości jednak chodzi o zawrócenie Pana z trudnej drogi, którą wyznaczył dla Niego Ojciec. Jego misją nie jest przecież wykorzystywanie boskich prerogatyw dla własnej korzyści, lecz niesienie ulgi cierpiącemu człowiekowi, aż do heroicznego poświęcenia własnego życia (por. 20,28). Tożsamość dziecka Bożego nie opiera się na spektakularnych cudach, lecz na pokornej akceptacji drogi wyznaczonej przez Ojca. Czy odkryłem już moje życiowe powołanie? W jaki sposób wypełniam je na co dzień?
  • Lecz On mu odparł: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych» (w. 4) Jezus nie podejmuje dialogu z kusicielem, nie rozważa wszystkich „za i przeciw”, lecz cytuje jedynie starotestamentalny fragment (por. Pwt 8,3), który podkreśla, że w ludzkim życiu istnieje coś więcej niż jedynie fizyczny głód, któremu można zaradzić spożywając chleb. Na wyższym, duchowym poziomie, każdy człowiek odczuwa głód prawdy, która nadałaby sens i cel całej jego egzystencji. Pokarmem zaradzającym temu drugiemu głodowi, jest słowo, „które pochodzi z ust Boga” (gr. ekporeuomeno dia stomatos theu). Kto karmi się tym słowem, czyli poznaje je i wprowadza w swoje życie, doświadcza jego przemieniającej mocy. Popatrzę na moje spotkania ze słowem Bożym i spróbuję dostrzec ich owoce w mojej codzienności. Za co dzisiaj chciałbym szczególnie Bogu podziękować?
  • Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na szczycie narożnika świątyni i rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, napisane jest bowiem: Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień» (ww. 5-6) Po pierwszej porażce diabeł zabiera Jezusa „do Miasta Świętego” (gr. eis ten hagian polin), czyli Jerozolimy i umieszcza Go „na szczycie narożnika świątyni” (gr. epi to pregyrion tu hieru; dosł. „skrzydło/małe skrzydło świątyni”). To ostatnie wyrażenie odnosi się prawdopodobnie do południowo-wschodniego narożnika dziedzińca świątynnego, który górował nad Doliną Cedronu, o wysokości ok. 90 metrów. Podobnie jak w przypadku pierwszej pokusy, celem diabła jest uderzenie w Boże synostwo Jezusa. Widząc, że Pan wcześniej zacytował fragment Prawa, kusiciel przytacza słowa z Księgi Psalmów (por. Ps 91,11-12), które wyrażają prawdę o Bożej Opatrzności. Opierając się na nich, zachęca Pana, by rzucając się w dół z narożnika świątynnego, poddał weryfikacji obietnice Ojca. Kluczem do interpretacji i zrozumienia słowa Bożego jest krzyż Chrystusa. Objawiona na nim miłosierna i ofiarna miłość „otwiera” sens każdego biblijnego fragmentu. Czy pamiętam o tym w trakcie moich spotkań ze Słowem? Czy zdecydowanie odrzucam pokusę dopasowywania go do moich pragnień i wyobrażeń?
  • Odrzekł mu Jezus: «Ale napisane jest także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego» (w. 7) Reagując na drugą pokusę, Jezus ponownie cytuje Księgę Powtórzonego Prawa: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego” (por. Pwt 6,16).Historycznym kontekstem tego fragmentu był bunt Izraelitów w czasie wędrówki przez do Ziemi Obiecanej. Trudy związane z przemieszczaniem się przez surowy pustynny teren sprawiły, że niektórzy zaczęli domagać się od Boga dowodu Jego obecności wśród nich (por. Wj 17,1-7). Jezus nie powtarza tego samego błędu, nie zamienia własnej trudnej sytuacji w pretekst do wystawiania Ojca na próbę. Jest świadomy, że istnieje wyraźna granica między ufną modlitwą prośby, a zuchwałym żądaniem cudów. Czy ufam Bożej Opatrzności? Czy ową ufność potrafię zachować nawet w najtrudniejszych doświadczeniach? Czy może mierzę miłość Boga ilością spełnionych próśb?
  • Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: «Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon» (ww. 8-9) Nadchodzi punkt kulminacyjny kuszenia. Diabeł zabiera Jezusa „na bardzo wysoką Górę” (gr. eis oros hypselon lian), skąd rozciąga się widok na „wszystkie królestwa świata” (gr. pasas tas basileias tu kosmu). W rzeczywistości trudno znaleźć taką górę, stąd bardzo możliwe, że chodzi tutaj po prostu o wysoki szczyt, z którego rozciąga się rozległa panorama na przyległe krainy, jak na przykład było w przypadku Mojżesza i Góry Nebo (por. Pwt 34,1-4). Diabeł zrzuca maskę. Przypisuje sobie władzę nad światem i wprost mówi do Jezusa: „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon”. Chodzi o całkowite odrzucenie Ojca i poddanie się panowaniu kusiciela. Scena ta obnaża istotę bałwochwalstwa, czyli próby zastąpienia czci należnej Stwórcy hołdem oddawanym potędze doczesnej. Wszelkie bogactwa i wpływy są bezwartościowe, jeśli ceną za nie jest utrata relacji z Bogiem. Czy jestem tego świadomy, mając przed sobą dobra tego świata? Czy nie ma w moim życiu bożków, które odciągają mnie od Boga?
  • Na to odrzekł mu Jezus: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz» (w. 10) Jezus pozostaje niewzruszony. Zdecydowanie odpowiada: „Idź przecz, szatanie!” (gr. hypage satana). W podobny sposób w przyszłości zostanie potraktowany Piotr Apostoł, gdy nie będzie chciał zgodzić się z treścią pierwszej zapowiedzi męki (por. Mt 16,21-23). Okazawszy całkowitą suwerenność nad złem, Pan po raz trzeci cytuje Księgę Powtórzonego Prawa: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz” (Pwt 6,13). Wyłącznym adresatem ludzkiego uwielbienia oraz służby jest jedyny, prawdziwy Bóg. Zaś zwycięstwo nad ciemnością zaczyna się od jasnego określenia, komu w swoim życiu oddajemy pokłon. Słowo zachęca mnie dzisiaj, bym po raz kolejny wybrał Chrystusa na jedynego Pana i Zbawiciela. Uczynię to w chwili cichej modlitwy.

Modlitwa w ciągu dnia

  • Panie Jezu, zapraszam Cię w moje wielkopostne zmagania. Umacniaj we mnie miłość do Ojca, pomóż mi radyklanie odrzucać zło.

Przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego (Mt 9,14-15)

Przygotowanie

  • Liturgia słowa przytacza dzisiaj krótki, ale jakże ważny fragment Ewangelii Mateusza. Na pierwszy rzut oka chodzi o zasadność przeżywania postu. W istocie jednak, odpowiadając na pytanie uczniów Jana Chrzciciela, Jezus dotyka fundamentów naszej wiary. Duchu Święty, przyjdź i pomóż mi otworzyć się na dzisiejsze Słowo.

Punkty do medytacji

  • Wtedy podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: «Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?» (w. 14) Opisując początek publicznej działalności Jezusa, ewangelista wspomniał, że nastąpił on, gdy Jan Chrzciciel został uwięziony (por. Mt 4,13). Jak widzimy w dzisiejszym tekście, nie oznaczało to nagłego rozproszenia się uczniów Chrzciciela. Część z nich przyłączyła się do Jezusa (por. J 2,35-37), inni zaś w dalszym ciągu kultywowali surowe nauczanie swojego mistrza (por. Mt 3,4; 11,18). Ci ostatni, dowiedziawszy się o gościnie w domu celnika Mateusza (9,9-13), przychodzą do Pana i zadają Mu pytanie. Podobnie jak i faryzeusze, uczniowie Jana „dużo” (gr. polla) poszczą. Tymczasem uczniowie Jezusa „nie poszczą” (gr. u nesteuusin). Nie chodzi tutaj o post wymagany przez Prawo w Dniu Pojednania (por. Kpł 16,29.31), ale o dodatkowe zwyczaje pobożnościowe, które praktykowane były przez bardziej ortodoksyjne ugrupowania żydowskie. Ponadto, pytanie uczniów Jana wpisuje się w wątpliwości chwilę wcześniej wyrażone przez faryzeuszy, którzy krytykowali Pana za zasiadanie do stołu z celnikami i grzesznikami (por. 9,11). Obydwie grupy, mocno zakorzenione w tradycji starotestamentalnej, mają wyraźną trudność ze zrozumieniem postawy Jezusa i Jego otoczenia. Nie dostrzegając w Nim Mesjasza, nie potrafią otworzyć się na przyniesioną przez Niego nowość. Słowo pokazuje mi dzisiaj, że praktyki postne nie są jedynie narzędziami chrześcijańskiej ascezy, lecz są mocno zakorzenione w zbawczym dziele Syna Bożego. Bez poznania Jezusa i zrozumienia głoszonej przez Niego Ewangelii, szybko mogą się stać duchową pułapką, zamykającą na życie wypływające z Krzyża. Zatrzymam się na chwilę nad tą prawdą. Spróbuję zobaczyć, na ile mój post (np. piątkowy) związany jest z przeżywaniem relacji łączącej mnie z Chrystusem.
  • Jezus im rzekł: «Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć (w. 15) Odpowiadając, Jezus posługuje się obrazem „pana młodego” (gr. ho nymfon; dosł. „oblubieniec”), zaczerpniętym z tekstów prorockich, gdzie metaforyka zaślubin wykorzystywana była w zapowiedziach mesjańskich: „Bo jak młodzieniec poślubia dziewicę, tak twój Budowniczy ciebie poślubi, i jak oblubieniec [ho nymfios, LXX] weseli się z oblubienicy [he nymfe, LXX], tak Bóg twój tobą się rozraduje” (Iz 62,5). „Goście weselni” (gr. hoi hyioi tu nymfonos, dosł. „synowie pana młodego”), czyli uczniowie Jezusa, boskiego Oblubieńca, są uczestnikami mesjańskich godów. Nie jest to zatem dla nich odpowiedni czas, by „się smucić” (gr. penthein, „płakać, opłakiwać”). Jezus dopowiada jednak, że nadejdzie moment, gdy „zabiorą” (gr. aparthe) pana młodego. W ten zawoalowany sposób Pan zapowiada swoją mękę (por. Iz 53,8), która dla uczniów będzie wydarzeniem druzgoczącym. Męka krzyżowa Syna Bożego była czymś rzeczywistym. Jezus w swym człowieczeństwie naprawdę cierpiał i prawdziwie doświadczył śmierci. Zaplanuję uczestnictwo w wielkopostnych nabożeństwach Drogi Krzyżowej i Gorzkich żali, bym choć trochę mógł odczuć autentyczny smutek związany z ceną, jaką Pan zapłacił za mój grzech.

Modlitwa w ciągu dnia

  • Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (Mt 6,1-6.16-18)

Przygotowanie

  • Na progu Wielkiego Postu liturgia przytacza fragment Kazania na górze, w którym Jezus przestrzega swoich uczniów przed religijną obłudą i pokazuje istotę jałmużny, modlitwy i postu. W charakterystyczny dla siebie sposób Pan nawiązuje do fundamentów starotestamentalnej pobożności, nadając im głębszy, duchowy wymiar. Duchu Święty, uzdolnij moje serce na przyjęcie Słowa.

Punkty do medytacji

  • Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie (w. 1) Werset ten stanowi klucz do zrozumienia nauki Jezusa odnośnie do pobożnych uczynków (por. Mt 6,1-18), na które w tradycji żydowskiej składały się jałmużna, modlitwa i post (por. Tb 12,8-10). W centrum uwagi nie jest pytanie, czy uczniowie będą je podejmować, ale jaka będzie ich motywacja. Od niej bowiem będzie zależeć otrzymanie „nagrody” (gr. ho misthos; dosł. „zapłata”), która na nich czeka u Ojca. Pan przestrzega, by „uczynki pobożne” (gr. he dikaiosyne, dosł. „sprawiedliwość”) nie były wykonywane ze względu na ludzkie uznanie – „aby was widzieli” (gr. pros to theathenai autois). Istotą tej przestrogi jest wezwanie do uważnego badania własnych intencji, aby jedyną motywacją pobożnego zaangażowania ucznia było pogłębienie relacji z Bogiem. Pan przesuwa punkt ciężkości z zewnętrznej poprawności na wewnętrzną sferę serca, która jest znana tylko Ojcu. Jak dzisiaj wygląda moja więź z Najwyższym? Co o niej mówią moje czyny i postawy, ale także myśli, pragnienia i uczucia?
  • Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę (w. 2) Obowiązek „jałmużny” (gr. he eleemosyne), czyli materialnego wsparcia ubogich został zapisany w Prawie (por. Pwt 15,11). Jezus używa wyrazistej metafory „trąbienia przed sobą” (gr. salpises emprosthen sou), aby potępić ostentacyjne obnoszenie się z własną ofiarnością. Takie zachowanie, pod płaszczem pomocy bliźniemu, ukrywa egoistyczną chęć zdobycia poklasku. Działanie na pokaz w miejscach publicznych, takich jak „synagoga” (gr. he synagoge) czy „ulica” (gr. he hryme), odziera akt miłosierdzia z jego duchowego wymiaru, sprowadzając go do zwykłej autopromocji. Jezus stawia sprawę jasno, stwierdzając, że „obłudnicy” (gr. hoi hypokritai), ponieważ „otrzymali już swoją nagrodę” (gr. apechusin ton misthon auton) w postaci ludzkiego uznania, nie mogą liczyć na nagrodę u Boga. Czy mam świadomość, że jałmużna nie jest opcją, lecz istotnym elementem miłości bliźniego? Kiedy ostatni raz wsparłem kogoś materialnie? Co mnie do tego zmotywowało?
  • Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (ww. 3-4) Jezus poucza swoich uczniów, by ich akty miłosierdzia były całkowicie pozbawione interesowności. Posługuje się przy tym wyrażeniem mającym formę przysłowia „niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa” (gr. me gnoto he aristera su ti poiei he deksia su; dosł. „niech nie wie lewica twa, co czyni prawica twa”). Chodzi o udzielania jałmużny w tajemnicy, tak by nikt inny nie wiedział, nawet najbliższy przyjaciel – ktoś tak bliski jak lewa ręka. Taka postawa opiera się na głębokim przekonaniu, że Ojciec, „który widzi w ukryciu” (gr. ho blepon en to krypto), dostrzega to, co jest niewidoczne dla świata. Autentyczna ofiarność nie potrzebuje świadków, by mieć wartość wieczną. Natomiast najczystsza forma miłości bliźniego to taka, która zapomina o sobie natychmiast po udzieleniu pomocy. Popatrzę na ostatnie kilka tygodni mojego życia. Czy wykorzystałem wszystkie okazję, by pomóc bliźniemu? Jeżeli nie, to co mnie przed tym powstrzymywało? Konieczność ofiary, brak ewentualnej wzajemności…? Czy pomagając innym miałem czyste intencje?
  • Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę (w. 5) Odnosząc się do kolejnego uczynku pobożnego, czyli do modlitwy, Jezus ponownie przestrzega przed teatralnymi gestami obłudników. Potępia postawę ludzi, którzy celowo wybierają miejsca publiczne, takie jak synagogi czy rogi ulic, aby zademonstrować innym swoją rzekomą świętość. Nie chodzi tu bynajmniej o krytykę modlitwy publicznej czy wspólnotowej, lecz ponownie o niewłaściwą motywację – „żeby się ludziom pokazać” (gr. hopos fanosin tois anthropois). Skoncentrowanie się na zewnętrznej formie, która ma przyciągnąć ludzką uwagę, sprawia, że modlitwa traci swoją duchową wartość i staje się pustym rytuałem. Pan surowo ocenia taką postawę, mówiąc, że ci, którzy w ten sposób się modlą, otrzymali już swoją nagrodę w postaci ludzkiego uznania. Oznacza to, że zamknęli sobie drogę do prawdziwej relacji z Ojcem, zamieniając wieczną szczęśliwość na chwilową i przemijającą sławę. Jak dzisiaj wygląda moja modlitwa? W jakim stopniu wyraża osobiste pragnienie spotkania z Bogiem? Czy jestem wolny od pokusy modlitwy na pokaz, by mnie ktoś pochwalił lub docenił moją pobożność?
  • Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (w. 6) W przeciwieństwie do obłudników, uczeń Jezusa koncentruje się na budowaniu intymnej więzi z Ojcem poprzez wejście do „swej izdebki” (gr. eis ton tameion su), „zamknięcie drzwi” (gr. kleisas ten thyran su) i modlitwę, czyli rozmowę, w której jest miejsce na słuchanie i mówienie. Chodzi tutaj nie tylko o fizyczne odizolowanie się od otoczenia, ale o wejście w głąb własnego, wewnętrznego sanktuarium. Czy jest to modlitwa we wspólnocie Kościoła (np. eucharystia, sakramenty), czy indywidualna (np. na początku dnia), jej istotą zawsze jest doświadczenie miłości Boga, który jest w ukryciu. Najwartościowsze spotkania z nienamacalnym Stwórcą odbywają się w sferze niewidocznej dla ludzkich oczu. Jakie znam formy modlitwy? Która z nich jest mi najbliższa? W jaki sposób staje się ona dla mnie przestrzenią doświadczania obecności Boga?
  •  Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę (w. 16) Przechodząc do trzeciego uczynku pobożnego, Jezus ostrzega przed ostentacyjnym okazywaniem swojego umartwienia. Surowo gani postawę obłudników, którzy celowo przybierają „ponury” (gr. afanidzusin gar ta prospopa auton; dosł. „wyniszczają bowiem twarze ich”) wyraz twarzy, aby ich religijny wysiłek został dostrzeżony przez otoczenie. W ten sposób ich poszczenie staje się teatralnym przedstawieniem, którego celem jest zaspokojenie własnej próżności. Manifestowanie fizycznego dyskomfortu związanego z postem okazuje się narzędziem zdobywania uznania i fałszywej opinii świętości. Pan stwierdza jednoznacznie, że ci, którzy poszczą dla poklasku, już otrzymali swoją nagrodę, koncentrując na sobie ludzką uwagę. Czym dla mnie jest post? Czy rozumiem go jedynie jako obowiązek związany z określonymi momentami w roku liturgicznym? Czy może dostrzegam w nim głębszy, duchowy sens?
  • Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (ww. 17-18) Podczas gdy obłudnicy swoim wyglądem pokazują wszystkim naokoło, że poszczą, uczeń Jezusa ma „namaścić głowę” (gr. aleipsai su ten kefalen) i „obmyć twarz” (gr. to prosopon su nipsai). Wykonując czynności kojarzone z codzienną toaletą lub radosnym świętowaniem, ma skuteczne ukryć swoje wyrzeczenie przed ludzkim wzrokiem. Zamiast ostentacyjnie demonstrować smutek i cierpienie, uczeń dba oto, aby jego post stał się sprawą wyłącznie między nim a Stwórcą. Po raz trzeci w dzisiejszej perykopie Jezus kładzie nacisk na osobistą relację z Ojcem, który jako jedyny ma wgląd w motywacje i duchowe poświęcenie człowieka. Zatrzymam się na chwilę w ciszy mojego serca. Wsłucham się w głos Boga. Co mi podpowiada na początku Wielkiego Postu? Jaki rodzaj postu mi proponuje, by jeszcze bardziej złączyć mnie ze sobą?

Modlitwa w ciągu dnia

  • Panie Jezu, ucz mnie autentyczności i czystości intencji, uwalniaj mnie od pozorów pobożności.

Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania (Mk 2,18-22)

Przygotowanie

  • Opisana w poprzedniej perykopie wieczerza w domu Lewiego, na której był obecny Jezus i Jego uczniowie, a także celnicy i grzesznicy (Mk 2,13-17), prowokuje dalsze pytania. Tym razem zadają je zarówno uczniowie Jana Chrzciciela, jak i faryzeusze. To, co łączy obie grupy, to ścisłe przywiązanie do dotychczasowych zwyczajów religijnych. Nie pozwala to im dostrzec radyklanej nowości, jaką przynosi działalność Mesjasza. Duchu Święty, prowadź mnie przez nowość dzisiejszej Ewangelii, uzdolnij mnie do przyjęcia jej światła.

Punkty do medytacji

  • Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Niego i pytali: «Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?» (w. 18) Uczniowie Jana Chrzciciela oraz faryzeusze trzymali się surowych zasad „postu” (gr. nesteia), który był jedną z trzech podstawowych praktyk ówczesnej dewocji żydowskiej (por. Tb 12,8; Mt 6,3.6.16). Chociaż Prawo wymagało postu tylko raz w roku, w Dniu Pojednania (por. Kpł 16,29), faryzeusze praktykowali go dwa razy w tygodniu jako wyraz wzmożonej pobożności (por. Łk 18,12). Natomiast uczniowie Jana Chrzciciela najwyraźniej naśladowali ascetyczny styl życia swojego mistrza (por. Mk 1,6) i pojmowali post jako znak pokuty (por. Jl 2,12-13). Tymczasem Jezus i Jego uczniowie, nie tylko ucztują z grzesznikami, ale zdają się łamać uświęcone tradycją postne schematy, co wywołuje zgorszenie i zdziwienie obserwatorów. Pytanie, tym razem skierowane bezpośrednio do Jezusa, nie jest jedynie wyrazem ciekawości, lecz przede wszystkim ukrytym zarzutem o brak właściwej pobożności. Czym dla mnie jest pobożność? Czy potrafię uzasadnić podejmowane przeze mnie praktyki pobożnościowe?
  • Jezus im odpowiedział: «Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo mają pośród siebie pana młodego (w. 19) Jezus odpowiada na postawiony zarzut pytaniem retorycznym, które w swej istocie jest zaproszeniem rozmówców do wejścia na wyższy poziom zrozumienia. Używa przy tym pięknej metafory wesela, a siebie samego stawia w roli Oblubieńca (gr. nymfios). W tradycji biblijnej obraz zaślubin często odnosił się do relacji łączącej Boga z Narodem Wybranym: „Bo małżonkiem twoim jest twój Stworzyciel, któremu na imię – Pan Zastępów; Odkupicielem twoim – Święty Izraela, nazywają Go Bogiem całej ziemi” (Iz 54,5). Jednym z głównych tematów obietnic mesjańskich było to, że Bóg pewnego dnia w pełni odnowi więź małżeńską między sobą a swoim ludem: „I poślubię cię sobie na wieki,poślubię przez sprawiedliwość i prawo,przez miłość i miłosierdzie…” (Oz 2,21-23; por. Iz 62,4). Chrystus podkreśla, że czas Jego obecności na ziemi to okres radości i świętowania, a nie smutku czy żałoby. Nie można zmuszać gości weselnych do postu, gdy główny bohater uroczystości jest pośród nich. Post byłby w tym momencie czymś nienaturalnym, wręcz nietaktownym wobec rangi wydarzenia, jakim jest Wcielenie. Kolejne dni mojego życia to czas łaski. Bóg codziennie pozwala mi odczytywać Jego wolę, czyli plan, jaki ma wobec mojego życia. Czy potrafię określić, w jakim miejscu dzisiaj się znajduję? Czy jest to czas na łzy czy radość, pokutę czy świętowanie?
  • Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć (w. 20) Dalsza część wypowiedzi Pana wprowadza nagłą zmianę nastroju, rzucając cień krzyża na radosną atmosferę wesela. Słowa „zabiorą im pana młodego” (gr. aparthe ap auton ho nymfios) są pierwszą, subtelną zapowiedzią męki i śmierci Jezusa (por. Iz 53,8). Chrystus zapowiada, że przyjdzie czas, kiedy Jego fizyczna obecność pośród ludzi ustanie, a wtedy post nabierze zupełnie nowego znaczenia. Nie będzie już tylko rutynowym wypełnianiem Prawa, ale wyrazem głębokiej tęsknoty Kościoła za powracającym Pana. Ten przyszły post będzie wynikał z miłości i bólu straty, a nie z zewnętrznego przymusu. Stąd wniosek, że tajemnicę Wcielenia łączy ścisły związek z przyszłym dramatem Odkupienia. Czy mam świadomość, że centralnym momentem całej historii zbawienia jest męka, śmierć i zmartwychwstanie Syna Bożego? Czy podejmowany przez mnie post ma jedynie wymiar ascetyczny lub pokutny, czy może jest wyrazem mojej tęsknoty za powrotem Zbawiciela?
  • Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze [część] ze starego ubrania i gorsze staje się przedarcie (w. 21) Posługując się obrazem „łaty z surowego sukna” (gr. epiblema hrakus agnafu), Jezus ilustruje całkowitą niekompatybilność Jego nauki ze starymi schematami. Próba mechanicznego połączenia żywotności Ewangelii ze zużytymi formami starotestamentalnego judaizmu jest z góry skazana na porażkę. Nowy materiał kurczy się w trackie prania, wyrywając kawałek starej tkaniny i czyniąc dziurę jeszcze większą. Chrześcijaństwo nie może być traktowane jedynie jako dodatek czy ulepszenie Starego Przymierza. Jezus nie przyszedł „cerować” starego systemu religijnego, lecz przyniósł zupełnie nową jakość. Mieszanie tych dwóch porządków grozi zniszczeniem obu, dlatego konieczna jest radykalna otwartość na nowość Dobrej Nowiny. Poznawanie Jezusowej Ewangelii przypomina zanurzanie się w rwącym potoku. Kto zanurzy się w nim całkowicie, szybko na sobie poczuje jego energię. Nie jest możliwe bycie chrześcijaninem do pewnego stopnia, bez przyjęcia całej Dobrej Nowiny. Tylko wtedy bowiem pojawia się w naszym sercu nowość życia płynąca od boskiego Oblubieńca. Czy dostrzegam w moim życiu duchowym napięcie między słowem Jezusa, a moim przyzwyczajeniami lub utartymi schematami myślenia? Co mogę zrobić, by jeszcze bardziej otworzyć się na nowość Ewangelii?
  • Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki. Wino się wylewa i bukłaki [przepadną]. Raczej młode wino [należy wlewać] do nowych bukłaków» (w. 22) Kolejny obraz, „młodego wina” (gr. oinon neon) i „starych bukłaków” (gr. askus palaius) pogłębia temat konieczności zmiany/odnowienia myślenia. Młode wino podczas procesu fermentacji wytwarza gazy, które rozsadziłyby sztywne, wyschnięte skóry starych bukłaków. Młode wino to przede wszystkim dynamiczna, pełna mocy łaska Ducha Świętego (por. Dz 2,15-17; Ef 5,18), której nie da się zamknąć w skostniałych starego Prawa i zwyczajów. Aby przyjąć Ewangelię, człowiek potrzebuje „nowych bukłaków” (gr. askus kainus), czyli przemienionego serca i elastycznego, otwartego na nowość Jezusowej nauki umysłu. Kurczowe trzymanie się dawnych przyzwyczajeń sprawia, że zarówno marnuje się dar łaski, jak i umiera życie duchowe. Przyjrzę się mojemu sercu. Jakie jego przestrzenie wypełnia jeszcze naturalna lub starotestamentalna pobożność? Opowiem o tym Jezusowi.

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, uczyń moje serce nowym bukłakiem, w którym z całą mocą będzie mógł rozwijać się dynamizm Ewangelii.

Sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim (Łk 2,36-40)

Przygotowanie

  • Prorokini Anna w pewnym sensie jest żeńską wersją Symeona. Scena z jej udziałem wpisuje się w zamysł Ewangelisty Łukasza, by ukazać szczególną rolę kobiet w dziele zbawienia. Pełna entuzjazmu reakcja wdowy na widok maleńkiego Jezusa pokazuje, jak trwanie w ciszy i na modlitwie zmienia naszą optykę i pozwala dostrzec Boga w prostocie codzienności. Wyciszę moje serce i otworzę się na prowadzenie Ducha Świętego.

Punkty do medytacji

  • Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach (w. 36) Przypisanie Annie tytułu „prorokini” (gr. profetis) oznacza, że dysponuje ona charyzmatyczną umiejętnością duchowego spojrzenia na otaczającą ją rzeczywistość. Wzmianka o tym, że kobieta pochodzi z pokolenia Asera, jednego z zagubionych plemion północnych, podkreśla, że w dalszym ciągu cały Izrael jest bezpośrednim adresatem mesjańskiej obietnicy. Zaś imię „Anna” (hebr. Hannah) oznacza „łaska”, co doskonale koresponduje z rolą, jaką kobieta odgrywa w rozważanej przez nas scenie. Natomiast podeszły wiek jest w Biblii synonimem mądrości życiowej i błogosławieństwa. Przypomnę sobie kobiety, które miały szczególny wpływ na kształtowanie się mojej wiary. Powierzę je Bogu w modlitwie.
  • Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem, i pozostała wdową. Liczyła już sobie osiemdziesiąt cztery lata (ww. 36-37) Wzmianka o krótkim, siedmioletnim małżeństwie Anny służy jako kontrast dla długiego okresu wdowieństwa, który po nim nastąpił. Jej wiek ma wymiar symboliczny. Liczba osiemdziesiąt cztery jest iloczynem świętych liczb – siedem i dwanaście, co sugerując pełnię. Wdowieństwo Anny nie jest stanem braku, lecz raczej formą całkowitego poświęcenia się Bogu. W charakterystyce tej postaci dostrzec możemy odległe echo innej wdowy, Judyty, pogromczyni asyryjskiego wodza Holofernesa, która jako wdowa miała żyć aż do 105 roku życia (Jdt 16,23). Spojrzę na moje życie, na trudne doświadczenia, które po latach okazały się być punktami zwrotnymi. Czy dzisiaj dostrzega w nich działanie Bożej Opatrzności?
  • Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą (w. 37) Anny uczyniła dom Boży swoim własnym domem, trwając w nieustannej adoracji Najwyższego. Posty i modlitwy „dniem i nocą” świadczą o jej niegasnącej gorliwości, mimo podeszłego wieku. Kobieta reprezentuje „ubogich Jahwe” (hebr. anawim), którzy nie mając oparcia w ludziach, całą swoją ufność pokładają w Stwórcy. Jej postawa pokazuje, że czas oczekiwania na wypełnienie Bożych obietnic można wypełnić płodną duchowo służbą. Czy w moim codziennym życiu istnieje przestrzeń (np. kościół, kaplica adoracji, domowy ołtarzyk), w której szczególnie doświadczam Bożej obecności? Czy mam świadomość, że moja osobista modlitwa służy nie tylko mnie, ale i osobom, które mnie otaczają?
  • Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jeruzalem (w. 38) Opatrzność sprawia, że Anna podchodzi do Świętej Rodziny dokładnie w momencie, gdy Symeon kończy swoje proroctwo. Opisując jej zachowanie, Łukasz używa greckiego czasownika anthomologeomai, który dosłownie można przetłumaczyć jako „publicznie wysławiać” lub „publicznie dziękować”. Prorokini nie zatrzymuje mesjańskiej radości dla siebie, lecz staje się pierwszą głosicielką Dobrej Nowiny. Adresatami jej orędzia jest konkretna grupa ludzi – ci, którzy z utęsknieniem wypatrywali odrodzenia świętego miasta. Dzięki swojej profetycznej intuicji, Anna rozpoznaje w Dziecięciu klucz do wyzwolenia, na które czekały całe pokolenia. Za co dzisiaj chciałbym Bogu szczególnie podziękować? Jakim doświadczeniu wiary chciałbym podzielić się z innymi?
  • A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta — Nazaretu (w. 39) Po raz kolejny Łukasz podkreśla wierność Maryi i Józefa wobec Bożej woli wyrażonej w przykazaniach Prawa. Powrót do Galilei oznacza przejście ze sfery sacrum jerozolimskiej świątyni do prozaicznej codzienności prowincjonalnej miejscowości. Nazaret, nic nieznaczące miejsce na mapie ówczesnego świata, staje się odtąd scenerią ukrytego życia Syna Bożego. Powrót „do swego miasta” otwiera okres wyciszenia, w którym wielkie tajemnice objawione w Betlejem i Jerozolimie będą dojrzewać w ciszy zwykłego domu. Czy na co dzień dbam o ciszę i prostotę? Czy mam świadomość, że to właśnie w zwyczajności codziennych zadań, spotkań i wydarzeń, kształtuje się moje serce?
  • Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim (w. 40) Ostatnie zdanie dzisiejszego fragmentu stanowi syntetyczny skrót niemal trzydziestu lat życia Jezusa w Nazarecie. Ewangelista kładzie nacisk na prawdziwość Wcielenia: Jezus w swoim człowieczeństwie podlegał naturalnym prawom rozwoju fizycznego i psychicznego. Proces „nabierania mocy” i „napełniania się mądrością” sugeruje dynamiczny rozwój Jego ludzkiej świadomości i charakteru. Łukasz zaznacza, że w tym wzrastaniu nieustannie towarzyszyła Jezusowi szczególna troska i pomoc Ojca. Świętość nie wyklucza normalności, a Zbawiciel musiał przejść drogę dojrzewania jak każdy człowiek. Wyobrażę sobie małego Jezusa w Nazarecie. Przyjrzę się, jak z ciekawością dziecka poznaje otaczający Go świat, przygląda się pracy Józefa i uczy od Maryi wsłuchania w Boże słowo. Podziękuję Boga za moje dzieciństwo, za Jego nieustanną obecność i asystencję.

Modlitwa w ciągu dnia

  • Będę powtarzał: „Panie Jezu, daj mi serce szukające ciszy i spotkania z Tobą, prowadź mnie w moim duchowym rozwoju”.