Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie (Mk 7,1-13)

Przygotowanie

  • Pierwsza część siódmego rozdziału Ewangelii Marka poświęcona jest tematowi czystości/nieczystości rytualnej (por. Mk 7,1-23). Najpierw do Jezusa przychodzą faryzeusze i uczeni w Piśmie z Jerozolimy. Z właściwą sobie pewnością oskarżają Jego uczniów o nieprzestrzeganie faryzejskich zasad dotyczących czystości rytualnej. Ich słowa stają się przyczynkiem do ukazania przez Pana, na czym polega prawdziwa pobożność oraz jakim zagrożeniem jest jej legalistyczne rozumienie. Duchu Święty prowadź mnie w dzisiejszej modlitwie Słowem.

Punkty do medytacji

  • Zebrali się u Niego faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami (ww. 1-2) Ewangelista Marek zarysowuje początek spotkania Jezusa z przedstawicielami żydowskich elit religijnych (por. Mk 2,1-3,6; 3,21-30). „Faryzeusze” (gr. hoi farisaioi) i „kilku uczonych w Piśmie” (gr. tines ton grammateon) przybywają aż z Jerozolimy. Zamiast otworzyć się na Dobrą Nowinę, przyjmują rolę surowych inspektorów szukających błędów w działalności Pana. Ich uwaga skupia się na szczególe dotyczącym uczniów, którzy spożywają „posiłek” (gr. tus artus, dosł. „chleby”) nieobmytymi, czyli rytualnie nieczystymi rękami. Ten z pozoru błahy zarzut ujawnia rygorystyczne przywiązanie faryzeuszy i uczonych w Piśmie do tzw. tradycji starszych, czyli ustnych interpretacji i aktualizacji Prawa, które w ich mniemaniu najlepiej ukazywały istotę pobożności. W rzeczywistością są oni doskonałym przykładem obrazującym niebezpieczeństwo legalizmu, w którym dbałość o formę i rytuał przesłania prawdziwą relację z Bogiem i drugim człowiekiem. Przybysze z Jerozolimy nie mają w sobie podstawowej otwartości na Jezusa. Wydaje się, że jeszcze w drodze, zanim Go spotkali, wyrobili sobie opinię na Jego temat. Słowo zachęca mnie w tym miejscu, bym doświadczając obecności Chrystusa, czy to w sakramentach, czy w osobistej modlitwie, zachował serce gotowe na nowość, którą On chce mi objawić. Wcześniejsze założenia mogą okazać się przeszkodą w przyjęciu głoszonej przez Niego prawdy.
  • Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I [gdy wrócą] z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych [zwyczajów], które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych (ww. 3-4) Marek przerywa na chwilę główną narrację, aby wyjaśnić swoim czytelnikom specyficzne żydowskie zwyczaje, które mogły być dla nich niezrozumiałe. Szczegółowo opisuje rygorystyczne praktyki faryzeuszy, którzy nie przystępują do posiłku bez uprzedniego obmycia rąk, kurczowo trzymając się „tradycji starszych” (gr. ten paradosin ton presbyteron). Ich rytuały czystości obejmują także obmywanie się po powrocie z rynku oraz rytualne obmywanie naczyń używanych podczas posiłków. Na podstawie tych kilku zwyczajów widać, jak bardzo życie religijne faryzeuszy było zdominowane przez skomplikowany system ludzkich nakazów i zakazów. Ewangelista celowo buduje obraz pobożności opartej na lęku przed rytualnym skalaniem, by przygotować tło dla rewolucyjnej wolności głoszonej przez Jezusa. Nadchodzący spór nie dotyczy bowiem błahostek, lecz fundamentalnego rozejścia się dwóch wizji pobożności. Chrześcijańska pobożność, czyli przełożenie wiary na konkretne formy modlitwy czy zasady postępowania, nie może być zlepkiem przypadkowych zasad ani opierać się na fundamencie ludzkich wyobrażeń. Jej źródło zawsze jest w Bogu, który objawia człowiekowi tajemnicę swojego serca. Przyjże się mojej pobożności? Co na nią się składa? Na ile odpowiada ona obrazowi Boga, który poznaję na kartach Pisma Świętego?
  • Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: «Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?» (w. 5) Faryzeusze i uczeni w Piśmie przechodzą od cichej obserwacji do otwartej konfrontacji, zadając Jezusowi pytanie o zachowanie Jego uczniów. Zarzut nie dotyczy łamania Prawa Mojżeszowego, lecz ignorowania tradycji starszych, co pokazuje, jak bardzo ludzkie zwyczaje zrównały się w ich oczach z Bożymi przykazaniami. Uderzając w autorytet Jezusa jako Nauczyciela, faryzeusze i uczeni w Piśmie sugerują, że nie potrafi On wpoić swoim naśladowcom należytego szacunku dla uświęconych reguł. Wyrażenie przetłumaczone jako „nieczystymi rękami” (gr. koinais chersin, dosł. „zwykłymi rękami”) podkreśla ich obsesję na punkcie rytualnej separacji od świata (nazwa „faryzeusze” wywodzi się do hebr. parasz co oznacza „oddzielać się”), którą przedkładają nad istotę pobożności wyrażoną w Prawie. Faryzeusze i uczeni w Piśmie, trzymając się swoich zasad czystości rytualnej, chcieli wyróżnić się pośród reszty świata. Rozumieli świętość Izraela przede wszystkim jako bycie oddzielonym. Syn Boży, przychodząc na świat, pokazał, że świętość wcale nie polega na odseparowaniu się, lecz na życiu miłością Boga pośród tych, którzy tego doświadczenia nie posiadają. W jakim stopniu jestem świadomy tej prawdy? Czy odrzucam pokusę wywyższania się ponad innych ze względu na moją wiarę? Czy moja wiara, mając swój początek w spotkaniu Boga, przybliża mnie także do drugiego człowieka?
  • Odpowiedział im: «Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi (ww. 6-7) Jezus odpowiada na zarzuty faryzeuszy niezwykle ostro, sięgając po autorytet proroka Izajasza (por. Iz 29,13), aby obnażyć błędność ich religijnej postawy. Nazywając rozmówców „obłudnikami” (gr. ho hypokrites, słowo to pierwotnie oznaczało aktora noszącego w czasie przedstawienia maskę), Pan wskazuje, że ich rygorystyczna pobożność jest jedynie rodzajem teatru, a nie wyrazem szczerej wiary. Izajaszowy cytat precyzyjnie diagnozuje dramatyczne pęknięcie między kultem sprawowanym jedynie „wargami” (gr. tois cheilesin), a „sercem” (gr. he kardia), które pozostaje obojętne i oddalone od Najwyższego. Taka powierzchowna cześć jest w rzeczywistości „na próżno” (gr. maten), ponieważ Bóg nie oczekuje od człowieka mechanicznego odtwarzania zewnętrznych rytuałów, lecz prawdziwego zaangażowania jego wnętrza. Wiara zaczyna się w sercu człowieka. To właśnie tam, na głębinach mojego człowieczeństwa, dochodzi do spotkania moichh myśli i pragnień z myślami i pragnieniami samego Boga. Spotkanie to jest niesamowicie ożywcze i przemieniające. Z niego biorą się moje późniejsze postawy i wybory. W jaki sposób dbam o swoje serce? Co robię, by była w nim cisza i spokój, które pozwalają usłyszeć Najwyższego?
  • Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie» (w. 8) Kontynuując swoja wypowiedź, Jezus wyjaśnia, że hipokryzja faryzeuszy i uczonych w Piśmie polega na wprowadzeniu „ludzkiej tradycji” (gr. ho paradosis ton anthropon) w miejsce „przykazania Bożego” (gr. he entole tu theu). W ten sposób wola Stwórcy została zepchnięta na margines przez wymysły człowieka. Konsekwencją jest duchowa choroba polegającą na kurczowym trzymaniu się zewnętrznych form, które dają złudne poczucie bezpieczeństwa i poprawności. Jezus obnaża pustkę religijności, która – choć wygląda na gorliwą – w rzeczywistości jest aktem buntu przeciwko Bogu. Idąc drogą chrześcijańskiego życia, mogę natknąć się na pokusę aktywizmu, która stopniowo ucisza w mnie pragnienie ciszy i modlitwy. Niby cały nasz czas poświęcam na sprawy Boże, lecz wewnętrznie coraz bardziej jestem wygaszony. Aktywizm potrafi też skutecznie wyciszyć we mnie konieczność wewnętrznego nawrócenia. Czy potrafię zachować zdrową równowagę między modlitwą i działaniem? Czy mam świadomość, że wartość moich czynów nie zależy od podjętych strategii i ulokowanych sił, lecz od zgodności z wolą Boga, który poznaje się w ciszy modlitwy?
  • I mówił do nich: «Sprawnie uchylacie Boże przykazanie, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: Czcij ojca swego i matkę swoją, oraz: Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmierć poniesie (ww. 9-10) Jezus podaje konkretny przykład krytykowanej przez siebie postawy religijnej. Rozpoczyna gorzką ironią, podkreślając „sprawne” (gr. kalos) omijanie Bożego prawa przez swoich rozmówców. Następnie Pan przywołuje powszechnie znane czwarte przykazanie Dekalogu, mówiące o czci ojca i matki (por. Wj 20,12; Pwt 5,16) oraz przypomina surową sankcję za złorzeczenie rodzicom (por. Wj 21,17). Podkreśla w ten sposób, jak wielką uwagę Bóg przywiązuje do szacunku i opieki w relacjach rodzinnych. W tradycji mądrościowej ST cześć wobec ojca i matki jest bezpośrednio powiązana z bojaźnią Pańską oraz przedstawiona jest jako warunek konieczny do cieszenia się Bożym błogosławieństwem (Syr 3,1-16). Popatrzę na relacje łączące mnie z najbliższymi osobami, przede wszystkim z rodzicami. Czy pozwalam, by ta relacja dojrzewała wraz ze mną i jednocześnie nieustannie wyrażała miłość i szacunek?
  • A wy mówicie: „Jeśli ktoś powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem [złożonym w ofierze] jest to, co miało być ode mnie wsparciem dla ciebie” – to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ani dla matki (ww. 11-12) Przytoczywszy konkretne starotestamentalne przykazanie, Jezus przechodzi do opisu faryzejskiej praktyki, która anuluje jego obowiązywalność. Hebrajski termin korban oznacza ofiarę poświęconą Bogu (por. Kpł 1,2) lub w szerszym znaczeniu, skarbcowi Świątyni (Mt 27,6). Kazuistka stosowana przez faryzeuszy i uczonych w Piśmie pozwalała na to, by ślubowanie złożenia tego typu ofiary zwalniało z obowiązku materialnego wsparcia rodziców. Co gorsza, przywódcy religijni nie tylko tolerowali takie zachowanie, ale wręcz zabraniali później cofnięcia tego ślubowania, stawiając bezduszną procedurę ponad losem starszych ludzi. Jezus obnaża przewrotność faryzejskiego myślenia, które pod pozorem pobożności pozwala na jawne łamanie fundamentalnego przykazania miłości rodziców. Patrząc na historię Kościoła, ale także na moje własne życie, dostrzec mogę, jak łatwo przejść od żywej wiary opartej na doświadczeniu miłości Boga i wyrażającej się w ofiarnej miłości bliźniego, do religijnych przekonań i zasad, które chronią jedynie egoistyczną miłość własną. Zatrzymam się przy tym na chwilę. Poproszę Jezusa, by chronił mnie przed chrześcijaństwem instrumentalnym.

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, zachowaj we mnie serce czyste, wielkoduszne i wierne w wypełnianiu Twojego słowa”.

A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć (Mk 3,1-6)

Przygotowanie

  • Dzisiejsza perykopa jest ostatnim z pięciu kolejnych fragmentów Ewangelii Marka, w których działanie Jezusa lub Jego uczniów spotyka się z opozycją ze strony ówczesnych elit żydowskich (por. Mk 2,1-3,6). Tym razem jednak sprawa nie zakończy się jedynie na krytyce. Przeciwnicy Jezusa zawiążą spisek, którego celem będzie Jego śmierć. W chwili ciszy uspokoję moje serce, przygotuje je na słuchanie Słowa.

Punkty do medytacji

  • Wszedł znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę (w. 1) Narracja Markowej Ewangelii ponownie przenosi się do synagogi. Jezus spotyka tam człowieka z „uschniętą ręką” (gr. ekserammenen echon ten cheira). Chodzi o rękę dotknięta atrofią, prawdopodobnie sparaliżowaną. Forma użytego czasownika (imiesłów czasu przeszłego dokonanego strony biernej) sugeruje długotrwałą chorobę, być może od urodzenia. W ówczesnych realiach, kiedy większość ludzi żyła z pracy własnych rąk, ten rodzaj niepełnosprawności stanowił poważny problem, gdyż uniemożliwiał mężczyźnie podjęcie pracy fizycznej, czyniąc go zależnym od innych. Obecność cierpiącego w miejscu modlitwy jest niemym wołaniem o Bożą interwencję. Jezus w dzisiejszej Ewangelii uczy mnie wrażliwości na ludzkie cierpienie. Wzywa, bym nie przechodził obok niego obojętnie. Za każdą chorobą, ułomnością czy bólem kryje się konkretny człowiek. Czy pielęgnuję w sobie wrażliwość na ludzi cierpiących?
  • A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć (w. 2) Przeciwnicy Jezusa (chodzi o faryzeuszy z w. 6) bacznie Go obserwują, ale nie z ciekawości czy wiary, lecz z chęci znalezienia dowodu winy. Nie dostrzegają cierpiącego mężczyzny. Ich wzrok koncentruje się na Jezusie, potencjalnym łamaczu Prawa. Szabat, zamiast być czasem świętowania, staje się dla nich okazją do zastawienia pułapki. Przeciwnicy Jezusa zakładają, że jest On w stanie uzdrowić mężczyznę i słusznie przypuszczają, że jego widok skłoni Go do tego. W ich rygorystycznym mniemaniu uzdrowienie, które nie jest bezpośrednim ratowaniem życia, będzie rodzajem pracy zakazanej w szabat (por. Łk 13,14). Według Prawa złamanie szabatowego zakazu pracy mogło być ukarane nawet śmiercią (por. Wj 31,14-15; 35,2; Lb 15,32-36). W spojrzeniu faryzeuszy z dzisiejszej Ewangelii kryje się podejrzliwość i podstęp. Z tego powodu nie są w stanie dostrzec tego, co istotne. A jak jest z moim spojrzeniem? Czy potrafię bez zbędnych emocji patrzeć na bliźniego? Czy wystrzegam się podejrzliwości i podstępu?
  • On zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: «Podnieś się na środek!» (w. 3) Jezus nie ignoruje narastającego napięcia, lecz odważnie przejmuje inicjatywę, zwracając się bezpośrednio do chorego. Polecenie „Podnieś się na środek!” (gr. egeire eis to meson) ma na celu wyciągnięcie tego człowieka z cienia i uczynienie go widocznym dla wszystkich zgromadzonych. Chrystus chce, aby nadchodzący cud dokonał się jawnie, jako publiczne świadectwo prawdy, a nie potajemne działanie. Postawienie chorego w centrum zgromadzenia zmusza faryzeuszy do skonfrontowania się z realnym, ludzkim cierpieniem, którego nie chcieli widzieć. Jest to także akt przywracania godności, gdyż człowiek ten przestaje być marginalizowany przez swoją ułomność. Zatrzymam się na chwilę przy tym wersecie. Wyobrażę sobie, że Jezus także do mnie dzisiaj mówi „Podnieś się!”. Co te słowa oznaczają w kontekście mojej własnej ułomności?
  • A do nich powiedział: «Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie uratować czy zabić?» Lecz oni milczeli (w. 4) Jezus zadaje swoim przeciwnikom pytanie, które trafia w sedno prawa Bożego i prawdziwej etyki szabatu. Dylemat – „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego?” – obnaża absurdalność ich restrykcyjnego myślenia o świętym dniu. Zaniechanie dobra, gdy ma się realną możliwość pomocy cierpiącemu, jest w oczach Jezusa równoznaczne z czynieniem zła. Pytanie o „ratowanie życia” (gr. psychen sosai) podnosi stawkę, sugerując, że każde uzdrowienie jest zwycięstwem nad śmiercią. Jednak przeciwnicy milczą. Każda uczciwa odpowiedź byłaby dla nich niewygodna i obnażyłaby ich bezduszność. Jezusowi zależy nie tylko na kalekim mężczyźnie, lecz również na swoich oponentach. Zadając im konkretne pytania, chce wyprowadzić ich na grunt prawdy. Przypomnę sobie te momenty, gdy słowo Boże prowokowało mnie do udzielenia odpowiedzi. Czy potrafiłem wtedy wyjść poza strefę komfortu?
  • Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: «Wyciągnij rękę!» Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa (w. 5) Ewangelista opisuje tutaj rzadki moment, w którym Jezus okazuje święty gniew połączony z głębokim smutkiem. Jego gwałtowna reakcja nie wynika z osobistej urazy, lecz z bólu z powodu „zatwardziałości ich serc” (gr. te porosei tes kardias). Zatwardziałość ta oznacza duchową ślepotę, brak empatii i fanatyczne przywiązanie do formy kosztem treści wiary. Mimo tak wrogiej atmosfery, Jezus wypowiada uzdrawiające „Wyciągnij rękę!” (gr. ekteinon ten cheira). Chory wykonuje ten gest, co skutkuje natychmiastowym przywróceniem sprawności. Co z nauki Jezusa najtrudniej jest mi przyjąć? Na jaką ewangeliczną prawdę moje serce jeszcze jest zamknięte? Porozmawiam o tym z Panem.
  • A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić (w. 6) Reakcja faryzeuszy na ten ewidentny znak Bożej mocy jest szokująca, wręcz irracjonalna. Zamiast uznać autorytet Jezusa i uwielbić Boga, natychmiast wychodzą z synagogi, by uknuć spisek przeciwko Jego życiu. W swojej zaślepionej nienawiści sprzymierzają się nawet z herodianami, którzy byli ich politycznymi i religijnymi wrogami. Wspólny cel – zgładzenie Jezusa – łączy te dwie zwalczające się zazwyczaj grupy w morderczym sojuszu. Faryzeusze, którzy uważali się za wyjątkowo sprawiedliwych i pobożnych, doprowadzą do śmierci Syna Bożego. Ich postawa mogła być zupełnie inna, gdyby tylko nie byli „zaimpregnowani” na słowa Jezusa. Jak dzisiaj wygląda moje serce? Jaka będzie moja odpowiedź na dzisiejsze Słowo?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, mów do mnie, mocą Twojego słowa przebijaj się przed zatwardziałość mojego serca”.

Czemu oni czynią w szabat to, czego nie wolno? (Mk 2,23-28)

Przygotowanie

  • W kolejnej perykopie Markowej Ewangelii, w której opisana zostaje kontrowersja między faryzeuszami i Jezusem, na pierwszy plan wychodzi problem interpretacji Bożego prawa. Zestawiony zostaje legalistyczny rygoryzm ówczesnych elit religijnych z interpretacją Syna Człowieczego, który przypomina, że każdy przepis Prawa motywowany jest miłosierną miłością Boga i ma na celu ochronę człowieka. Duchu Święty, otwieraj przede mną głębię dzisiejszego Słowa, pomóż mi odkryć, co przy jego pomocy Pan chce mi dzisiaj powiedzieć.

Punkty do medytacji

  • Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat pośród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy (w. 23) Jezus wraz z uczniami wędruje przez pola uprawne. Zrywanie kłosów i wyłuskiwanie z nich ziaren było prostym sposobem na zaspokojenie nagłego głodu w podróży. Ewangelista Marek kilka razy wspomina, że Jezus i Jego uczniowie byli tak zajęci posługiwaniem tłumom, że nie mieli czasu na jedzenie (por. Mk 3,20; 6,31; 8,1). W świetle Prawa Mojżeszowego samo korzystanie z plonów na cudzym polu było dozwolone, o ile nie korzystano z narzędzia żniwnego (por. Pwt 23,26). Problemem jednak, z perspektyw faryzeuszów, będzie to, że uczniowie zrywali kłosy w szabat. Uczniowie wędrują z Jezusem przez bezdroża Galilei, zachowują się naturalnie i swobodnie. Mimo że mają świadomość, że towarzyszą Komuś wyjątkowemu, ich zachowanie nie przybiera oficjalnej formy czy odgrywania kogoś, kim nie są. A jak jest w moim przypadku? Czy jestem prawdziwy, gdy się modlę, przeżywam Eucharystię lub inne sakramenty?
  • Na to faryzeusze mówili do Niego: «Patrz, czemu oni czynią w szabat to, czego nie wolno?» (w. 24) Reakcja faryzeuszów jest natychmiastowa, co świadczy o tym, że bacznie śledzili każdy krok Jezusa. Możemy zatem domyślać się, że ich pytanie nie wynika z troski o świętość szabatu, lecz jest atakiem wymierzonym w autorytet Pana. Zwracają uwagę na literalne brzmienie Prawa, które wyraźnie w szabat zabraniało pracy, w tym żniw (por. Wj 34,21). Według faryzeuszów prawdziwa religijność polegała na perfekcyjnym wypełnianiu zakazów, a każde odstępstwo traktowali jak zgorszenie. W ich rozumieniu Bóg jest surowym sędzią, który oczekuje bezwzględnego posłuszeństwa rytuałom, nawet kosztem człowieka. Oskarżenie uczniów jest pośrednim oskarżeniem Jezusa o to, że źle prowadzi swoją wspólnotę i lekceważy tradycje ojców. Faryzeusze obserwujący Jezusa nie mają w sobie pragnienia poznania prawdy. Ich celem jest „recenzowanie” Jego poczynań. W ten sposób stawiają się ponad Nim. Czy potrafię z ufnością i pokorą przyjmować sposób, w jaki Bóg prowadzi moje życie lub życie moich bliskich? Czy w chwilach trudnych lub w obliczu wymagań Ewangelii nie przyjmuję pozycji sędziego, który przypisuje Najwyższemu podejrzane intencje?
  • On im odpowiedział: «Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i poczuł głód, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom» (ww. 25-26) Jezus nie podejmuje dyskusji na poziomie kazuistyki prawnej, lecz odwołuje się bezpośrednio do Pisma Świętego. Przywołuje postać Dawida, który dla ówczesnych Żydów był niekwestionowanym autorytetem i wzorem pobożności. Wskazuje na konkretną sytuację życiową, stan wyższej konieczności spowodowany głodem. Pan przytacza szczegóły wydarzenia, kiedy Dawid spożył święte chleby przeznaczone wyłącznie dla kapłanów (por. 1 Sm 21,2-7). Prawo kultyczne wyraźnie zabraniało świeckim spożywania tego pokarmu, jednak w obliczu zagrożenia życia przepis ten musiał ustąpić. Jezus zestawia czyn swoich uczniów z czynem Dawida, legitymizując w ten sposób ich zachowanie. Pokazuje, że miłosierdzie i troska o człowieka są kluczem do właściwej interpretacji Prawa. Jeśli Dawid mógł naruszyć sferę sacrum z powodu głodu, to tym bardziej uczniowie Mesjasza są niewinni. Jaki jest mój stosunek do starotestamentalnych tekstów? Czy mam świadomość, że mimo iż powstały one dawno temu i niejednokrotnie mówią o wydarzeniach jeszcze dawniejszych, to ich znajomość może wiele wyjaśnić w moim życiu?
  • I dodał: «To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu (w. 27) Kontynuując swoją wypowiedź, Jezus wypowiada zdanie, które stanowi jedną z najważniejszych zasad etycznych Nowego Testamentu, odwracającą dotychczasowe myślenie religijne. Jezus przypomina pierwotny zamysł Stwórcy: dzień odpoczynku jest darem dla dobra człowieka, a nie ciężarem czy pułapką. Bóg ustanowił szabat, aby człowiek mógł odpocząć i odnowić siły, a nie po to, by stał się niewolnikiem skomplikowanych przepisów. Jeśli prawo religijne zaczyna szkodzić człowiekowi zamiast mu służyć, oznacza to, że zostało wypaczone. Jezus wyzwala wierzących z lęku przed rytualną nieczystością, stawiając na pierwszym miejscu godność osoby ludzkiej. Niezwykła godność człowieka jest czymś niezbywalnym, bo została nadana mu przez samego Boga. We wszystkich wydarzeniach biblijnych, w których pojawia się bezpośrednia Boża interwencja, nie chodzi o obronę Bożego majestatu, którego nic nie jest w stanie naruszyć, lecz o ochronę człowieka, nierzadko przed nim samym. Czy pamiętam o tym, gdy do swojego życia odnoszę teksty Pisma Świętego? Czy pamiętam, że podstawowym kluczem do ich interpretacji jest miłosierna miłość objawiona w Chrystusie?
  • Zatem Syn Człowieczy jest Panem także szabatu» (w. 28) Ostatnie zdanie dzisiejszej perykopy to ważna deklaracja chrystologiczna, w której Jezus objawia swoją Boską tożsamość. Nazywając siebie Panem szabatu, stawia się ponad Prawem, co dla słuchaczy było równoznaczne z przypisaniem sobie prerogatyw samego Boga. Skoro szabat jest dniem Bożym, to władzę nad nim ma tylko sam Prawodawca, czyli Bóg. Jezus ogłasza, że to On jest ostatecznym interpretatorem woli Ojca. Jego obecność uświęca czas i nadaje mu nowy sens, przewyższający dawne zwyczaje. Nie jest to zniesienie przykazania, ale jego wypełnienie w Osobie Chrystusa, który przynosi prawdziwy odpoczynek. W jaki sposób traktuję przykazania, zarówno zawarte w Piśmie Świętym, jak i wypływające z tradycji Kościoła? Czy dostrzegam ich ostateczny cel, jakim jest moje zjednoczenie z Bogiem?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, Synu Człowieczy, ukaż mi sens mojego człowieczeństwa, pomóż mi w kluczu miłości wypełniać Bożą wolę.

Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania (Mk 2,18-22)

Przygotowanie

  • Opisana w poprzedniej perykopie wieczerza w domu Lewiego, na której był obecny Jezus i Jego uczniowie, a także celnicy i grzesznicy (Mk 2,13-17), prowokuje dalsze pytania. Tym razem zadają je zarówno uczniowie Jana Chrzciciela, jak i faryzeusze. To, co łączy obie grupy, to ścisłe przywiązanie do dotychczasowych zwyczajów religijnych. Nie pozwala to im dostrzec radyklanej nowości, jaką przynosi działalność Mesjasza. Duchu Święty, prowadź mnie przez nowość dzisiejszej Ewangelii, uzdolnij mnie do przyjęcia jej światła.

Punkty do medytacji

  • Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Niego i pytali: «Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?» (w. 18) Uczniowie Jana Chrzciciela oraz faryzeusze trzymali się surowych zasad „postu” (gr. nesteia), który był jedną z trzech podstawowych praktyk ówczesnej dewocji żydowskiej (por. Tb 12,8; Mt 6,3.6.16). Chociaż Prawo wymagało postu tylko raz w roku, w Dniu Pojednania (por. Kpł 16,29), faryzeusze praktykowali go dwa razy w tygodniu jako wyraz wzmożonej pobożności (por. Łk 18,12). Natomiast uczniowie Jana Chrzciciela najwyraźniej naśladowali ascetyczny styl życia swojego mistrza (por. Mk 1,6) i pojmowali post jako znak pokuty (por. Jl 2,12-13). Tymczasem Jezus i Jego uczniowie, nie tylko ucztują z grzesznikami, ale zdają się łamać uświęcone tradycją postne schematy, co wywołuje zgorszenie i zdziwienie obserwatorów. Pytanie, tym razem skierowane bezpośrednio do Jezusa, nie jest jedynie wyrazem ciekawości, lecz przede wszystkim ukrytym zarzutem o brak właściwej pobożności. Czym dla mnie jest pobożność? Czy potrafię uzasadnić podejmowane przeze mnie praktyki pobożnościowe?
  • Jezus im odpowiedział: «Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo mają pośród siebie pana młodego (w. 19) Jezus odpowiada na postawiony zarzut pytaniem retorycznym, które w swej istocie jest zaproszeniem rozmówców do wejścia na wyższy poziom zrozumienia. Używa przy tym pięknej metafory wesela, a siebie samego stawia w roli Oblubieńca (gr. nymfios). W tradycji biblijnej obraz zaślubin często odnosił się do relacji łączącej Boga z Narodem Wybranym: „Bo małżonkiem twoim jest twój Stworzyciel, któremu na imię – Pan Zastępów; Odkupicielem twoim – Święty Izraela, nazywają Go Bogiem całej ziemi” (Iz 54,5). Jednym z głównych tematów obietnic mesjańskich było to, że Bóg pewnego dnia w pełni odnowi więź małżeńską między sobą a swoim ludem: „I poślubię cię sobie na wieki,poślubię przez sprawiedliwość i prawo,przez miłość i miłosierdzie…” (Oz 2,21-23; por. Iz 62,4). Chrystus podkreśla, że czas Jego obecności na ziemi to okres radości i świętowania, a nie smutku czy żałoby. Nie można zmuszać gości weselnych do postu, gdy główny bohater uroczystości jest pośród nich. Post byłby w tym momencie czymś nienaturalnym, wręcz nietaktownym wobec rangi wydarzenia, jakim jest Wcielenie. Kolejne dni mojego życia to czas łaski. Bóg codziennie pozwala mi odczytywać Jego wolę, czyli plan, jaki ma wobec mojego życia. Czy potrafię określić, w jakim miejscu dzisiaj się znajduję? Czy jest to czas na łzy czy radość, pokutę czy świętowanie?
  • Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć (w. 20) Dalsza część wypowiedzi Pana wprowadza nagłą zmianę nastroju, rzucając cień krzyża na radosną atmosferę wesela. Słowa „zabiorą im pana młodego” (gr. aparthe ap auton ho nymfios) są pierwszą, subtelną zapowiedzią męki i śmierci Jezusa (por. Iz 53,8). Chrystus zapowiada, że przyjdzie czas, kiedy Jego fizyczna obecność pośród ludzi ustanie, a wtedy post nabierze zupełnie nowego znaczenia. Nie będzie już tylko rutynowym wypełnianiem Prawa, ale wyrazem głębokiej tęsknoty Kościoła za powracającym Pana. Ten przyszły post będzie wynikał z miłości i bólu straty, a nie z zewnętrznego przymusu. Stąd wniosek, że tajemnicę Wcielenia łączy ścisły związek z przyszłym dramatem Odkupienia. Czy mam świadomość, że centralnym momentem całej historii zbawienia jest męka, śmierć i zmartwychwstanie Syna Bożego? Czy podejmowany przez mnie post ma jedynie wymiar ascetyczny lub pokutny, czy może jest wyrazem mojej tęsknoty za powrotem Zbawiciela?
  • Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze [część] ze starego ubrania i gorsze staje się przedarcie (w. 21) Posługując się obrazem „łaty z surowego sukna” (gr. epiblema hrakus agnafu), Jezus ilustruje całkowitą niekompatybilność Jego nauki ze starymi schematami. Próba mechanicznego połączenia żywotności Ewangelii ze zużytymi formami starotestamentalnego judaizmu jest z góry skazana na porażkę. Nowy materiał kurczy się w trackie prania, wyrywając kawałek starej tkaniny i czyniąc dziurę jeszcze większą. Chrześcijaństwo nie może być traktowane jedynie jako dodatek czy ulepszenie Starego Przymierza. Jezus nie przyszedł „cerować” starego systemu religijnego, lecz przyniósł zupełnie nową jakość. Mieszanie tych dwóch porządków grozi zniszczeniem obu, dlatego konieczna jest radykalna otwartość na nowość Dobrej Nowiny. Poznawanie Jezusowej Ewangelii przypomina zanurzanie się w rwącym potoku. Kto zanurzy się w nim całkowicie, szybko na sobie poczuje jego energię. Nie jest możliwe bycie chrześcijaninem do pewnego stopnia, bez przyjęcia całej Dobrej Nowiny. Tylko wtedy bowiem pojawia się w naszym sercu nowość życia płynąca od boskiego Oblubieńca. Czy dostrzegam w moim życiu duchowym napięcie między słowem Jezusa, a moim przyzwyczajeniami lub utartymi schematami myślenia? Co mogę zrobić, by jeszcze bardziej otworzyć się na nowość Ewangelii?
  • Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki. Wino się wylewa i bukłaki [przepadną]. Raczej młode wino [należy wlewać] do nowych bukłaków» (w. 22) Kolejny obraz, „młodego wina” (gr. oinon neon) i „starych bukłaków” (gr. askus palaius) pogłębia temat konieczności zmiany/odnowienia myślenia. Młode wino podczas procesu fermentacji wytwarza gazy, które rozsadziłyby sztywne, wyschnięte skóry starych bukłaków. Młode wino to przede wszystkim dynamiczna, pełna mocy łaska Ducha Świętego (por. Dz 2,15-17; Ef 5,18), której nie da się zamknąć w skostniałych starego Prawa i zwyczajów. Aby przyjąć Ewangelię, człowiek potrzebuje „nowych bukłaków” (gr. askus kainus), czyli przemienionego serca i elastycznego, otwartego na nowość Jezusowej nauki umysłu. Kurczowe trzymanie się dawnych przyzwyczajeń sprawia, że zarówno marnuje się dar łaski, jak i umiera życie duchowe. Przyjrzę się mojemu sercu. Jakie jego przestrzenie wypełnia jeszcze naturalna lub starotestamentalna pobożność? Opowiem o tym Jezusowi.

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, uczyń moje serce nowym bukłakiem, w którym z całą mocą będzie mógł rozwijać się dynamizm Ewangelii.

Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają (Mk 2,13-17)

Przygotowanie

  • Publiczna działalność Jezusa trwa i zatacza coraz to większe kręgi. Powiększa się także grono Jego najbliższych uczniów. W dzisiejszej Ewangelii Pan powołuje celnika Lewiego, a następnie zasiada z nim i jego przyjaciółmi do wspólnej uczty. Fakt ten wywołuje oburzenie pośród faryzeuszy, którzy nie rozumieją, że Mesjasz przyszedł na świat, by ratować to, co zginęło. Duchu Święty, daj mi otwarte oczy serca, bym potrafił wniknąć w dzisiejsze Słowo i znaleźć w nim światło na moje życie.

Punkty do medytacji

  • Potem wyszedł znowu nad jezioro. Cały lud przychodził do Niego, a On go nauczał (w. 13) We wczorajszym fragmencie Ewangelii Marka widzieliśmy, że zainteresowanie osobą Jezusa po Jego powrocie do Kafarnaum było tak wielkie, że dom Szymona Piotra wypełnił się po brzegi. Przyjaciele paralityka byli zmuszeni, by przez rozebrany dach spuścić chorego pod stopy Jezusa. Ponowne wyjście Pana nad Jezioro Galilejskie jest znak uniwersalności Jego misji. Nie chce On, by Dobra Nowina o królestwie Bożym dotarła jedynie do wąskiej grupy, więc wychodzi z Kafarnaum i udaje się na pobliski brzeg jeziora, gdzie otwarta przestrzeń umożliwia przemawianie do większej liczby osób (por. Mk 3,7; 4,1-2; 6,34). Jak udana była to decyzja podkreśla dopowiedzenie ewangelisty, że „cały lud” (gr. pas ho ochlos) do Niego przychodził, by słuchać Jego nauczania. Jezus słowem swojej nauki chce objąć każdego człowieka. W centrum Jego zainteresowania jest także moja osoba. Czy dostrzegam, jak na różne sposoby chce do mnie przemówić? Czy jest we mnie głód Jego słowa?
  • A przechodząc, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» Ten wstał i poszedł za Nim (w. 14) Podobnie jak w przypadku powołania czterech pierwszych uczniów (1,16-20), Jezus dostrzega Lewiego (utożsamianego z apostołem Mateuszem) przechodząc obok jego miejsca pracy, którym była komora celna. Kafarnaum leżało nad głównym szlakiem handlowych Palestyny, stąd obecność w tym mieście celników, którzy zbierali podatki i cła na rzecz Rzymu. Szymon, Andrzej, Jakub i Jan byli rybakami, czyli wykonywali bardzo użyteczny zawód, doceniany przez społeczność. Inaczej sprawa się miała z celnikami. Lewi należał do grupy najbardziej pogardzanej przez ówczesnych Żydów. Uważano go za zdrajcę i publicznego grzesznika, który nie ma prawa przynależeć do wspólnoty Izraela. Jezus jednak go nie osądza, lecz ze spojrzeniem pełnym miłosierdzia kieruje do niego to samo zaproszenie, co do czterech pierwszych uczniów. Podobnie jak ci ostatni, Lewi natychmiast zostawia wszystko, pieniądze i pewną karierę, i idzie za Panem. Spojrzę na historię mojej relacji z Jezusem. Kiedy po raz pierwszy świadomie doświadczyłem Jego obecności? W jakim momencie mojego życia wtedy się znajdowałem? Co szczególnie mnie w Nim zachwyciło?
  • Gdy Jezus siedział w jego domu przy stole, wielu celników i grzeszników siedziało razem z Jezusem i Jego uczniami. Wielu bowiem było tych, którzy szli za Nim (w. 15) Marek przenosi narrację do domu Lewiego. W kulturze żydowskiej nie było lepszego sposobu na umocnienie relacji niż wspólny posiłek. Gospodarz, do niedawna celnik, zaprasza do stołu swojego nowego Mistrza i Jego uczniów, ale także swoich dotychczasowych znajomych, „celników i grzeszników” (gr. telonai kai hamartolai). W ten sposób wokół Jezusa tworzy się nowa wspólnota, w której kryterium przynależności nie jest nieskazitelność moralna, lecz otwartość na Jego osobę. Dom Lewiego staje się miejscem, gdzie przy jednym stole łaska Boża spotyka się z ludzką nędzą. Jezus nie brzydzi się moim życiem. Zna mnie lepiej niż ja sam. Moje grzechy i słabości w jego oczach są jedynie przestrzeniami, w których chce obdarować mnie swoją miłością i miłosierdziem. To Jego sposób na ratowanie mnie od zła. Przyjrzę się moim upadkom i spróbuję nazwać po imieniu słabości mojej duszy. Stanę w prawdzie przed Panem i przyjmę Jego ratunek.
  •  Niektórzy uczeni w Piśmie, spośród faryzeuszów, widząc, że je z grzesznikami i celnikami, mówili do Jego uczniów: «Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?» (w. 16) Faryzeusze, strażnicy czystości religijnej, obserwują wydarzenie w domu Lewiego ze zgrozą, nie mogąc pojąć postępowania Jezusa. Nie mają jednak odwagi zwrócić się bezpośrednio do Niego, więc pytają Jego uczniów – „Czemu On je i pije z grzesznikami”? Pytanie to wynika z natury faryzeizmu, który nakazywał „oddzielonym” (hebr. peruszim) unikanie kontaktu z nieczystymi, czyli na przykład z publicznymi grzesznikami. W oczach swoich antagonistów Jezus kompromituje swój religijny autorytet, bratając się z ludźmi o złej reputacji. Pan jednak nie traktuje świętości jako stanu izolacji od zła, ale jako siłę zło przemieniającą. Jakie myśli i uczucia wzbudza we mnie widok osób pogubionych życiowo? Czy mam świadomość, że tylko dzięki łasce nie jestem na ich miejscu? Czy potrafię dostrzec w nich cierpiącego Chrystusa?
  • Jezus, usłyszawszy to, rzekł do nich: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników» (w. 17) Jezus, słysząc szeptane zarzuty faryzeuszy, odpowiada genialną metaforą, która zamyka im usta. Porównuje siebie do lekarza, którego naturalnym środowiskiem pracy są chorzy, a nie zdrowi. Jego misją jest uwolnienie ludzkich dusz od toczącej je choroby, jaką jest grzech. Paradoksalnie, faryzeusze, którzy uważają siebie za „zdrowych” i „sprawiedliwych”, zamykają się na uzdrawiającą łaskę Pana. Warunkiem doświadczenia mocy Zbawiciela jest uznanie własnej grzeszności i potrzeby ratunku. Jezus jest lekarzem mojej duszy, leczy mnie z moich słabości i daje nowe życie. On także chce, bym miał udział w Jego dziele zbawienia. Czy odkryłem już do czego Pan chce mnie powołać? Czy znalazłem już swoje miejsce w dziele ewangelizacji?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, oto ja, słaby grzesznik. Uświęcaj mnie swoją łaską i pokaż, w jaki sposób mogę przyprowadzić do Ciebie moich braci”.