Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem

Al-Ajzarijja, Fronton Kościoła św. Łazarza (fot. R.P.)

Środa, 29 lipca, Wspomnienie św. Marty

J 11,19-27

19 I wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po utracie brata. 20 Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. 21 Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. 22 Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga». 23 Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie». 24 Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym». 25 Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. 26 Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?» 27 Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat».

We wspomnienie św. Marty mszalna liturgia słowa przytacza fragment Janowego opowiadania o przywróceniu życia Łazarzowi (J 11,1-44). Dowiedziawszy się o chorobie brata Marii i Marty Jezus opuszcza teren Transjordanii (por. 10,40) i udaje się do Judei (por. 11,7). Dociera do Betanii cztery dni po pogrzebie Łazarza (por. 11,17). Jak wspomina Jan Ewangelista, Betania (dzisiejsza Al-Ajzarijja, położona na południowo-zachodnim zboczu Góry Oliwnej, na terytorium palestyńskim) znajdowała się ok. 15 stadiów od Jerozolimy (por. 11,18; 1 stadion był miarą odległości mierzącą w przybliżeniu 177 m). Informacja ta jest ważna, gdyż podkreśla, że Jezus z miłości do swoich przyjaciół podejmuje ryzyko przybycia w bezpośrednie okolice Świętego Miasta, gdzie wcześniej Żydzi próbowali Go ukamienować (por. 8,59; 10,31). Tym razem jednak Żydzi, którzy przybyli do Marty i Marii, by je pocieszać, widząc znak dokonany przez Pana, uwierzą w Niego (por. 11,45).

Podobnie jak w Łukaszowym opowiadaniu, gdzie Jezus zatrzymuje się w domu sióstr w Betanii (10,38-42), zauważalna jest różnica w temperamencie Marty i Marii: „Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu” (J 11,20). Podczas gdy Maria pozostaje w domu, Marta wychodzi Jezusowi na spotkanie, a spotkawszy Go mówi: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga” (11,21-22). Na początku całego epizodu mowa jest o tym, że siostry wysłały do Jezusa wiadomość o chorobie brata, oczekując zapewne Jego pomocy (por. 11,3). Łazarz umarł przed przybyciem Pana, jednakże Marta nadal ma silną wiarę, że może On skorzystać ze swojej uzdrowieńczej mocy. Jezus odpowiada: „Brat twój zmartwychwstanie” (11,23). Tym samym odnosi się do powszechnego pośród Żydów żyjących w I w. przekonania o zmartwychwstaniu ciał. Także Marta podziela tę wiarę: „Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym” (11, 24).

Kolejna Jezusowa wypowiedź jest już piątym przypadkiem w Janowej Ewangelii użycia formuły objawieniowej „Ja jestem…” (por. 8,12.; 10,7.11.14): „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie” (11,25). Wcześniej Pan obiecał wskrzesić tych, którzy w Niego uwierzą i będą spożywać Jego eucharystyczne Ciało i Krew: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (6,54; por. 6,40.44). On „jest życiem”, ponieważ w chrzcie świętym daje nowe życie, żywą wodę Ducha Świętego tym, którzy w Niego wierzą (por. 3,5). To nowe życie jest uczestnictwem w komunii Osób Boskich, którym już teraz wierzący mogą się cieszyć. Ukazawszy tę prawdę, podobnie jak w przypadku niewidomego od urodzenia (por. 9,35), Jezus pyta Martę: „Wierzysz w to?” (11,26).

Odpowiedź kobiety przypomina słowa Piotra wypowiedziane pod Cezarea Filipową (por. Mt 16,16): „Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat” (11,27). Wszystkie wymienione tutaj tytuły Jezusa już wcześniej pojawiły się w Czwartej Ewangelii. Jan Chrzciciel zaświadcza: „daję świadectwo, że On jest Synem Bożym” (1,34), Andrzej mówi do swego brata, Szymona Piotra: „Znaleźliśmy Mesjasza» – to znaczy: Chrystusa” (1,41), Natanael wyznaje: „Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela!” (1,49), zaś świadkowie cudownego rozmnożenia chleba mówią: „Ten prawdziwie jest prorokiem, który ma przyjść na świat” (6,14). Wiara Marty w Jezusa – Mesjasza, Syna Bożego, zapowiadanego przez proroków, stanie się przyczynkiem do przywrócenia życia jej bratu.

Czy wierze w zmartwychwstanie? Czy pamiętam, że poprzez sakrament chrzetu zostałem wprowadzony w komunię Trójcy Świętej? Który z wymienionych dzisiaj w Ewangelii tytułów Jezusa w chwili obecnej najbardziej do mnie przemawia?

Sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce

Fot. Jude Back (unsplash.com)

Wtorek, XVII Tygodnia Zwykłego

Mt 13,36-43

36 Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie, mówiąc: «Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście». 37 On odpowiedział: «Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. 38 Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. 39 Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. 40 Jak więc zbiera się chwast i spala w ogniu, tak będzie przy końcu świata. 41 Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się nieprawości, 42 i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. 43 Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha!

Po odprawieniu tłumów Jezus „wrócił do domu” (Mt 13,36). W tekście greckim czytamy dosłownie „wszedł do domu”. W Ewangelii Mateusza, jak w pozostałych Ewangeliach, wyraźnie zarysowane są dwa kręgi odbiorców Jezusowego nauczania: tłumy oraz uczniowie. Nie oznacza to bynajmniej, że przyniesione przez Pana objawienie należy dzielić na powszechne, czyli dostępne dla wszystkich oraz sekretne, czyli zaadresowane tylko do wybranych. Uczniowie jako ci, którzy w przyszłości otrzymają misję głoszenia Dobrej Nowiny wobec całego świata, są po prostu do niej dodatkowo przygotowywani. Tak też jest w dzisiejszej Ewangelii, gdzie powrót do domu staje się okazją do ich formacji.

Wyjaśniając przypowieść o chwaście (13,24-30), Jezus kładzie akcent na osobie Syna Człowieczego, siejącego „dobre nasienie” (w. 37) oraz nawiązuje do czasów ostatecznych (ww. 38-43). Wyraźnie przeciwstawia sobie „synów królestwa”, identyfikowanych z dobrym nasieniem oraz „synów Złego” (w. 38), czyli chwasty zasiane przez nieprzyjaciela, którym jest diabeł (w. 39a). Czas żniwa identyfikuje z „końcem świata” (dosł. „dopełnienie się eonu”), zaś żniwiarzy z aniołami (w. 39b).

Chwasty zostaną zebrane i spalone w ogniu (w. 40). Dokonując sądu ostatecznego, Syn Człowieczy pośle swoich aniołów, by zebrali wszystkie chwasty, czyli „zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się nieprawości” (w. 41), a następnie wrzucili je „w piec rozpalony” (w. 42a). To ostatnie wyrażenie jest echem Księgi Daniela, gdzie mowa jest o karze, która czekała Babilończyków nieoddających czci posągowi Nabuchodonozora: „Kto by nie upadł na twarz i nie oddał pokłonu, zostanie natychmiast wrzucony do rozpalonego pieca” (Dn 3,6). Los „synów Złego” zostaje także dookreślony poprzez sformułowanie, które sześciokrotnie powtarza się w Ewangelii Mateusza: „tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (w. 42b; por. 8,12; 13,50; 22,13; 24,51; 25,30). Natomiast los „synów królestwa” opisują słowa parafrazujące inny fragment Księgi Daniela: „Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego” (13,43a; por. Dn 12,3).

Jezusową egzegezę przypowieści o chwaście wieńczy wezwanie: „Kto ma uszy, niechaj słucha!” (w. 43b), które podkreśla szczególną ważność dopiero co przekazanej nauki (por. 11,15; 13,9).

Do której grupy bym dzisiaj siebie zaliczył: „synów królestwa” czy „synów Złego”? Czy doznając krzywdy, noszę w sobie urazę i szukam okazji do odwetu, czy całą sprawę w ręce Syna Człowieczego? Czy uczestnicząc we Mszy Świętej z uwagą wsłuchuję się w proklamowane Słowo?

Trwajcie we Mnie

Fot. Nacho Dominguez Argenta (unsplash.com)

Czwartek, 23 lipca, Święto św. Brygidy

J 15,1-8

1 Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. 2 Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. 3 Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. 4 Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. 5 Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. 6 Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem ją zbierają i wrzucają w ogień, i płonie. 7 Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. 8 Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.

W dzisiejszym fragmencie Czwartej Ewangelii Jezus posługuje się obrazem winnego krzewu, by ukazać naturę relacji łączącej Go z uczniami. Nawiązuje w ten sposób do tekstów starotestamentalnych, w których motyw winnicy/winnego krzewu pojawia się wielokrotnie jako obraz Izraela (np. Oz 10,1; Iz 5,7; Ps 80,9). Każdy, kto choć trochę interesuje się uprawą winnych krzewów wie, że uzyskanie dorodnych owoców wymaga niesamowitej uwagi i troski ze strony uprawiającego. Ponadto niezbędna jest odpowiednia gleba i klimat. Stąd obraz winnicy w odniesieniu do Izraela i jego relacji z Bogiem jest niezwykle trafny. To przecież Boża inicjatywa stała na początku zaistnienia tego narodu, to właśnie Bóg na różne sposoby, niczym wytrwany ogrodnik, wielokrotnie interweniował w jego dziejach, broniąc go przed potęznymi wrogami. Troska i zaangażowanie Boga nie zawsze jednak spotykało się z wiernością ze strony Izraelitów. Stąd w prorockich obrazach winnicy pojawia się także wiele wyrzutów: „A Ja zasadziłem ciebie jako szlachetną latorośl winną, tylko szczep prawdziwy. Jakże więc zmieniłaś się w dziki krzew, zwyrodniałą latorośl?” (Jr 2,21).

Jezus przyszedł na świat, by nie tylko Izraela, ale i całą ludzkość na stałe wprowadzić w obręb Bożej miłości i miłosierdzia. Temu służyła cała Jego publiczna działalność, cudowne znaki, pełne mocy nauczanie, wreszcie męka, śmierć i zmartwychwstanie. Dlatego Pan mówi w dzisiejszej Ewangelii o sobie, iż jest „prawdziwym krzewem winnym” (J 15,1). Jedność między Synem i Ojcem jest nierozerwalna. Jej spoiwem jest doskonała miłość. Dlatego każdy, kto poprzez Chrzest św. staje się latoroślą szlachetnego krzewu, którym jest Jezus, może doświadczyć szczęścia i pokoju, które pochodzą od Boga. Warunkiem jest trwanie w jedności z Chrystusem. Nie bez powodu grecki czasownik meno („trwać, mieszkać, przebywać”) pojawia się w dzisiejszym tekście aż siedem razy. Podkreśla on stałość, ciągłość bycia z Panem. Nasze chrześcijańskie życie tylko wtedy przynosi obfite owoce, gdy opiera się na ciągłym kroczeniu za Nim. Nie może zatem ograniczać się jedynie do kilku momentów w ciągu roku, czy nawet coniedzielnego świętowania. Uczeń Jezusa ma stale, a więc każdego dnia, nosić w sobie Jego słowo, pozwalać, by przenikało ono w każdą przestrzeń jego życia i kształtowało jego myślenie. Pielęgnując w sobie Jezusowe mówienie, stajemy się zdolni do świadomego i owocnego przyjmowania sakramentów.

Kiedy ostatni raz szczerze rozmawiałem z Jezusem? Czy pozwalam, by ożywcze soki płynące ze szlachetnego krzewu, jakim jest Jezus, przeniknęły w każdą przestrzeń mojego życia?

Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?

Ukazanie się Jezusa Chrystusa Marii Magdalenie, Aleksandr Iwanow (1806-1858)

Środa, 22 lipca, Święto św. Marii Magdaleny

J 20,1.11-18

1 A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu (…) 11 Maria Magdalena natomiast stała przed grobem, płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu 12 i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. 13 I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?» Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono». 14 Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. 15 Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?» Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę». 16 Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Mój Nauczycielu! 17 Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego”». 18 Poszła Maria Magdalena i oznajmiła uczniom: «Widziałam Pana», i co jej powiedział.

W święto św. Marii Magdaleny liturgia słowa przytacza fragment Czwartej Ewangelii, w którym osoba wspominanej dzisiaj świętej ukazana zostaje jako szczególny świadek Chrystusowego zmartwychwstania. Podczas gdy pozostali synoptycy mówią o przybyciu do pustego grobu grupy niewiast, w tym Marii Magdaleny (por. Mt 28,1-8; Mk 16,1-8; Łk 24,1-11), Jan koncentruje się wyłącznie na tej ostatniej. Wiąże się to z eksponowanym w Czwartej Ewangelii tematem indywidulanej i bezpośredniej relacji, jaka łączy Zmartwychwstałego z każdym z Jego uczniów.

Perykopa rozpoczyna się słowami: „A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu” (J 20,1). W Czwartej Ewangelii Maria Magdalena pojawia się dopiero w opisie męki Pańskiej: „A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena” (19,25). Określenie „wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno” oprócz funkcji dookreślania czasu opisywanego wydarzenia ma również znaczenie symboliczne. Ciemność oznacza stan duchowy uczniów po śmierci Jezusa. Maria na własne oczy widziała krzyżową śmierć Pana, a teraz odczuwa głęboki smutek, wręcz rozpacz: oto nie żyje Jezus, który wcześniej mówił o sobie samym, że jest „Światłością świata” (por. 8,12). Widok odsuniętego kamienia, który powinien blokować wejście do grobu, w tym momencie jeszcze nie rozniecił w niej nadziei, wręcz przeciwnie, został przez nią odebrany, jako znak, że ciało Pana zostało wykradzione. Dlatego w kolejnych wersetach, opuszczonych przez dzisiejszą liturgię (por. 20,2-10), mowa jest o tym, że pośpiesznie udała się do Szymona Piotra i umiłowanego ucznia, aby przekazać im niepokojącą wiadomość. Jak podaje Jan, Szymon Piotr i umiłowany uczeń zobaczywszy pusty grób, powrócili do siebie. Maria zaś pozostała przy grobie, w dalszym ciągu opłakując śmierć Jezusa (por. 20,11). Wzmianka o jej płaczu przypomina słowa Pana, który w ten sposób zapowiadał nadejście Jego godziny: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość” (16,20). Kobieta teraz się smuci, jednak czytelnicy Jana wiedzą, że jej płacz wkrótce stanie się radością.

Maria wreszcie znajduje w sobie odwagę, by zajrzeć do wnętrza grobu: „A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu” (20,11). Inaczej jednak niż to było w przypadku Piotra i umiłowanego ucznia, widzi nie tylko szaty, w które owinięte było ciało Pańskie, lecz także dwóch aniołów: „i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg” (20,12). Także Ewangelie synoptyczne wspominają o aniołach, którzy przy pustym grobie obwieścili kobietom, iż Jezus zmartwychwstał (por. Mt 28,2-7; Mk 16,5-7; Łk 24,4-7). W Czwartej Ewangelii aniołowie najpierw pytają Marię: „Niewiasto, czemu płaczesz?” (J 20,13). Zazwyczaj, gdy w tekstach Pisma Świętego mowa jest o ukazaniu się aniołów, wzmiankowany jest pobożny lęk tych, do których zostali oni posłani (np. Dn 10,4-9). Maria jednak nie okazuje strachu, lecz ponownie wyraża swoje przekonanie, że ciało Jezusa zostało wykradzione: „Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono” (por. J 20,13). Warto zauważyć, że gdy wcześniej mówiła o tym Piotrowi i umiłowanemu uczniowi, użyła liczby mnogiej – „nie wiemy” (por. 20,2). Teraz zaś mówi – „Pana mego” i „nie wiem”. Opowiada zatem o swojej osobistej relacji z Jezusem i o tym, co te wydarzenia oznaczają dla niej osobiście. Zauważyć można tutaj echo słów Pieśnie nad Pieśniami, gdzie oblubienica pyta: „Czy widzieliście miłego duszy mej?” (Pnp 3,3).

Odpowiedziawszy aniołom Maria odwraca się: „Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus” (20,14). Podobnie jak w przypadku uczniów idących do Emaus, Zmartwychwstały początkowo ukrywa przed nią swoją tożsamość. Jezus objawia siebie komu chce i kiedy chce (por. Łk 24,15-16.30-32). Janowa relacja podkreśla związek między postrzeganiem i wiarą, który wcześniej widoczny jest w 20,2-10. Podobnie jak Piotr, zobaczywszy pusty grup i szaty, w które ciało Jezusa było owinięte, nie doszedł jeszcze do wiary w zmartwychwstanie, tak Maria teraz widzi samego Chrystusa, lecz Go nie poznaje. Nie ma bowiem jeszcze daru wiary w uwielbionego Pana. Także Jezus pyta kobietę: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?” (20,15). Dwa aspekty tych pytań wymagają uwagi. Po pierwsze, Jezus w Ewangelii Jana przy kilku okazjach używa zwrotu „niewiasto” i za każdym razem redefiniuje relację łączącą Go z osobą, z którą rozmawia (por. 2,4; 4,21; 19,26). Po drugie, pytanie „Kogo szukasz?” przypomina słowa, które Pan skierował do pierwszych uczniów na początku Ewangelii – „Czego szukacie?” (1,38). Obydwa aspekty wskazują, że właśnie ma miejsce nowy początek. Po powstaniu z martwych Jezus redefiniuje relację łączącą Go z uczniami.

Maria myli Jezusa z ogrodnikiem: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę” (20,15). W dalszym ciągu jest przekonana, że Jezusowe zwłoki zostały wykradzione. Przybywszy do grobu w ciemności, kobieta pozostaje skupiona na przeszłości. W dalszym ciągu jest przekonana, że Jezus nie żyje. Dlatego Pan otwiera jej oczy na rzeczywistość swego zmartwychwstania: „Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Mój Nauczycielu!” (20,16). Pan wypowiada jej imię, jak Dobry Pasterz, który „woła swoje owce po imieniu” (10,3). Jak owce odpowiadają na głos swojego pasterza, tak Maria, wierna uczennica, rozpoznaje głos Jezusa. Rozpoznaje w końcu, że nie jest On martwy, ale że naprawdę żyje. Jej smutek zamienia się w radość. Uważa jednak, że jej relacja z Jezusem jest taka sama, jak przed Jego śmiercią, dlatego zwraca się do Niego „Rabbuni/Nauczycielu” (por. 1,38.49; 3,2).

Zmartwychwstanie Jezusa zmieniło absolutnie wszystko, również relację między Nim a Jego naśladowcami. Uczniowie, włącznie z Marią, mogą teraz odnosić się do Niego jako do kogoś więcej niż tylko ziemskiego nauczyciela – jako do zmartwychwstałego Pana. Nakaz Jezusa „Nie zatrzymuj Mnie” (20,17), dosł. „nie trzymaj się mnie”, ma sens przenośny: Maria nie może dłużej trzymać się swoich przeszłych wyobrażeń o uczniostwie. Wyjaśnienie „jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca” (20,17) mówi o nowym stanie rzeczy. Wywyższenie zmartwychwstałego Jezusa po prawicy Ojca i zesłanie Ducha Świętego dopełnią dzieła zbawienia. Cały Jezus, a więc wraz ze swym bóstwem i człowieczeństwem, powróci do Ojca. Oznacza to, że człowieczeństwo w Nim uwielbione zostanie wprowadzone w rzeczywistość życia samego Boga. W ten sposób zmartwychwstały Pan uprzedzi swoich uczniów w drodze do Ojca. W trakcie Ostatniej Wieczerzy, zapowiedziawszy uczniom swoje odejście, na pytanie Piotra, dokąd idzie, Jezus odpowiedział: „Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz” (por. 13,36).

Chrystus nie tylko daje się poznać Marii, ale także zleca jej misję: „udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego” (20,17). Jak już wcześniej zaznaczyliśmy, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa radykalnie zmieniły stosunki między ludźmi a Bogiem. Wypełniając zbawczego dzieło zaplanowane przez Ojca, Jezus daje swoim uczniom udział w swoim synostwie, czyniąc ich dziećmi Bożymi. Jak to zostało zaznaczone już w Prologu: „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili” (1,12-13). Maria spełnia powierzone jej zadanie: „Poszła Maria Magdalena i oznajmiła uczniom: «Widziałam Pana», i co jej powiedział” (20,18). Dlatego będzie później nazywana przez Kościół „Apostołką Apostołów” (łac. apostola apostolorum). Patrząc całościowo na dzisiejszy fragment Ewangelii Jana, możemy dostrzec niesamowitą przemianę, jaka dokonała się w sercu Maria w spotkaniu ze Zmartwychwstałym: przeszła od bycia „w ciemności”, zafiksowanej na rzeczywistości śmierci Pana, do owocującej żywym świadectwem wiary w Jego zmartwychwstanie.

Czy spotkałem już zmartwychwstałego Pana? Co z mojej przeszłości jeszcze nie pozwala mi dojrzeć w Nim tego, który zwyciężył śmierć? Czy pozwalam Mu mówić do mnie po imieniu?

Kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten jest Mi bratem

Eucharystia w rzymskim kościele św. Wawrzyńca in Piscibus (fot. comshalom.org)

Wtorek, 21 lipca

Mt 12,46-50

46 Gdy jeszcze przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim rozmawiać. 47 Ktoś rzekł do Niego: «Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą pomówić z Tobą». 48 Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: «Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?» 49 I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. 50 Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten jest Mi bratem, siostrą i matką».

Na zakończenie serii scen, w których poruszony został temat odrzucenia Jezusa przez uczonych w Piśmie i faryzeuszy (por. Mt 12,1-42), Mateusz umieszcza krótkie opowiadanie o wizycie Jego matki i braci: „Gdy jeszcze przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim rozmawiać” (12,46). Brak wzmianki o „ojcu” Jezusa sugeruje, że Józef już nie żył. Teksty NT kilkukrotnie mówią o braciach (por. Mk 3,31 = Mt 12,46; Mk 6,3 = Mt 13,55; J 2,12; 7,3.5.10; Dz 1,14; 1 Kor 9,5; Ga 1,19) oraz siostrach Pańskich (por. 6,3 = Mt 13,56). Czy zatem nie był On jedynym synem Maryi i miał rodzeństwo?

Zarówno w języku hebrajskim, jak i aramejskim rzeczownik ah miał szersze znaczenie niż użyty w greckim tekście Ewangelii rzeczownik adelfos i odnosił się także do bliskich krewnych, najczęściej kuzynów, ale także członków tej samej wspólnoty lub nawet narodu. Na przykład Abram mówi do Lota: „Niechaj nie będzie sporu między nami, między pasterzami moimi a pasterzami twoimi, bo przecież jesteśmy krewnymi [ahim]” (Rdz 13,8). Powyższy fakt oraz podkreślane w Ewangeliach dziewictwo Maryi każą nam widzieć we wzmiankowanych braciach i siostrach Jezusa co najwyżej Jego bliskich krewnych. Niektórzy Ojcowie Kościoła, czyli pisarze i teolodzy wczesnochrześcijańscy, uważali, że chodzi o synów Józefa z pierwszego małżeństwa.

Mateusz nie opisuje, jak wyglądało spotkanie Pana z Jego rodziną. Wspomina jedynie, że ktoś z obecnych poinformował Go o ich przybyciu (por. 12,47), na co Jezus zareagował, zadając pytanie: „Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?” (12,48). Odpowiedź wydaje się prosta. Matką i braćmi Jezusa są ci, o których przybyciu właśnie się dowiedział. Pan jednak wykorzystuje to pytanie jako wstęp do bardzo ważnego gestu i pouczenia: „I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: Oto moja matka i moi bracia” (12,49). Gest wyciągnięcia ręki ma wielorakie znaczenie, np. wyraża potrzebę pomocy (por. 12,13), wrogość (por. 26,51), pełne mocy zwrócenie się ku chorym (por. 8,3), ratunek w śmiertelnym niebezpieczeństwie (por. 14,31). W naszym fragmencie Jezus wyciąga rękę, by podkreślić, że uczniowie znajdują się pod Jego opieką.

Swój gest Pan uzupełniania słowami: „Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten jest Mi bratem, siostrą i matką” (12,50). Bycie uczniem Jezusa oznacza pełnienie woli Ojca, która przez Niego została objawiona.  Zwrot „wola Ojca” kilkukrotnie pojawia się w Ewangelii Mateusza (np. 6,10; 7,21; 18,14) i odnosi się Prawa interpretowanego przez Syna. Wszystkie przykazania i nakazy sprowadzają się do przykazania miłości Boga i bliźniego. Gdy pod koniec Ewangelii jeden z uczonych w Piśmie zapyta Jezusa, które przykazanie jest największe, Ten odpowie: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (por. 22,37-38; por. Pwt 6,5; Kpł 19,18). Zatem wolą Ojca jest, by uczniowie Jezusa kroczyli drogą miłości, przez co staną się dla siebie nawzajem matką, bratem i siostrą.

W jaki sposób pracuję nad moją miłością Boga i bliźniego? Czy czuję się częścią wielkiej duchowej rodziny, jaka jest Kościół, zwłaszcza w wymiarze mi najbliższym, jakim jest moja wspólnota parafialna?