W dniach 13-17 września w domu rekolekcyjnym w Nowym Opolu odbywały się rekolekcje dla księży, zorganizowane przez Diecezjalne Centrum Formacji Kapłańskiej oraz Dzieło Biblijne naszej diecezji.
Uczestnicy mieli okazję bliżej zapoznać się ze starożytną metodą modlitwy Słowem Bożym, jakim jest lectio divina. Za podstawę do modlitwy zostały wybrane fragmenty Pisma Świętego opowiadające o powołaniu Abrahama, Mojżesza i św. Pawła.
Ostatnim punktem rekolekcji była Eucharystia sprawowana pod przewodnictwem bp-a Kazimierza Gurdy, który dokonał także błogosławieństwa stacji Drogi Krzyżowej, przygotowanych w seminaryjnym lasku z myślą o uczestnikach ćwiczeń duchowych organizowanych przed Dom Rekolekcyjny.
Następna tura rekolekcji lectio divina dla księży: 8-12 lutego 2021 r.
21 Wtedy Piotr podszedł do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?» 22 Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. 23 Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. 24 Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. 25 Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać. 26 Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. 27 Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował. 28 Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” 29 Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. 30 On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. 31 Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. 32 Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. 33 Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” 34 I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu. 35 Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu».
Dzisiejsza Ewangelia dotyka bardzo ważnego zagadnienia: jaka powinna być postawa uczniów Jezusa wobec tych, którzy wyrządzają im krzywdę. Punktem wyjścia jest pytanie Piotra: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?” (Mt 18,21). Liczba „siedem” na kartach Biblii oznacza „pełnię, nieskończoność”. Dlatego Piotrowe pytanie równie dobrze mogłoby brzmieć: Czy bez końca mam przebaczać, jeśli mój brat zawini względem mnie? Wątpliwość zawarta w słowach apostoła nie jest nam obca. Nasze relacje z bliźnimi dosyć często wystawiane są na próbę przez różnego rodzaju krzywdy czy niesprawiedliwości. Czasami dotykająca nas krzywda jest wielokrotnie ponawiana przez tę samą osobę. Ile razy zatem mamy przebaczać?
Jezus odpowiada krótko: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz siedemdziesiąt siedem razy!” (w. 22). Pan tym samym potwierdza konieczność wielokrotnego przebaczania. Zastosowana w Jego odpowiedzi przesada – „siedemdziesiąt siedem razy”, czyli „bez końca i bez końca” – wyjaśniona zostaje w następującej zaraz potem przypowieści. Oto król darował dług jednego ze sług wynoszący 10000 talentów. Talent w starożytności był miarą wagi równą 34 kg srebra, którą można przeliczyć na 6000 denarów, czyli 6000 „dniówek” (por. Mt 20,2). Jeden talent był równy zapłacie za ok. 16 lat pracy. Pojawiająca się w przypowieści kwota 10000 talentów jest ogromna, oznacza 160000 lat pracy! Taka suma jest wręcz niemożliwa do spłacenia.
Posługując się powyższym obrazem Jezus ukazuje ważną prawdę o naszej relacji z Bogiem: popełniane przez nas grzechy czynią z nas niewypłacalnych dłużników. Każdy, nawet najmniejszy grzech, jest przecież w swej istocie odrzuceniem Bożej miłości i obrazą Bożego majestatu. Jednakże nasz niewyobrażalny dług anulowała śmierć Jezusa na krzyżu. Dzięki tej ofierze możemy dostąpić miłosierdzia za każdym razem, gdy w prawdzie o naszej grzeszności pokornie prosimy Boga o przebaczenie. Tutaj właśnie pojawia się motyw skłaniający do wielokrotnego przebaczania innym: będąc STAŁYM biorcą Bożego miłosierdzia nie mogę nie potraktować z równie wielką, STAŁĄ wspaniałomyślnością mojego krzywdziciela.
Kiedy ostatni raz korzystałem z sakramentu pokuty i pojednania? Czy w historii mojego życia są krzywdy, których jeszcze nie wybaczyłem? Co dzisiaj mogę zrobić, by pojednać się z moim krzywdzicielem?
43 Nie ma drzewa dobrego, które by wydawało zły owoc, ani też drzewa złego, które by dobry owoc wydawało. 44 Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia, ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. 45 Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta. 46 Czemu to wzywacie Mnie: „Panie, Panie!”, a nie czynicie tego, co mówię? 47 Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je. 48 Podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, wezbrana rzeka uderzyła w ten dom, ale nie zdołała go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany. 49 Lecz ten, kto usłyszał, a nie wypełnił, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. [Gdy] rzeka uderzyła w niego, od razu runął, a ruina owego domu była wielka».
Dzisiejsza liturgia słowa przytacza końcowy fragment Łukaszowej Mowy na równinie (Łk 6,17-49). Składają się na niego dwie przypowieści: o drzewie i jego owocach (6,43-45) oraz o budowli z fundamentem i bez fundamentów (6,46-49).
Na początku pierwszej przypowieści Jezus powołuje się na dobrze znany fakt ze świata przyrody: „Nie ma drzewa dobrego, które by wydawało zły owoc, ani też drzewa złego, które by dobry owoc wydawało” (6,43). Istnieje ścisła zależność między rodzajem drzewa a rodzajem rosnących na nim owoców. Jeśli jakaś roślina rośnie w sprzyjających warunkach, wydaje owoce zdrowe i odpowiadające swojemu gatunkowi. Gdy jednak zaczyna być atakowana przez jakąś chorobę lub szkodnika, przestaje owocować lub wydaje owoce dotknięte tą samą przypadłością, gnijące lub cierpkie, a więc nie nadające się do spożycia. Po owocach można bardzo szybko poznać gatunek, stan i jakość rośliny. W starotestamentalnych proroctwach możemy znaleźć fragmenty, w których krzew winny symbolizuje Izraela, zaś wydawane przezeń cierpkie owoce symbolizują nieprawości narodu wybranego: „Chcę zaśpiewać memu Przyjacielowipieśń o Jego miłości ku swojej winnicy! Przyjaciel mój miał winnicę na żyznym pagórku. Otóż okopał ją i oczyścił z kamieni, i zasadził w niej szlachetną winorośl; pośrodku niej zbudował wieżę, także i tłocznię w niej wykuł. I spodziewał się, że wyda winogrona, lecz ona cierpkie wydała jagody” (Iz 5,1-2; por. Jr 2,21). W symbolice biblijnej owoce są symbolem ludzkich czynów i postaw.
Kontynuując Jezus posługuje się czterema przykładami roślin i owoców powszechnie znanych mieszkańcom Palestyny: „Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia, ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron” (6,44). Dwie z wymienionych roślin są szlachetne: winorośl, której owoce służą do wyrobu wina oraz figa, bogata w wartości odżywcze i wykorzystywana w lecznictwie. Dwie kolejne są bezużyteczne: ciernie i jeżyny, których owoce są pozbawione soków i niejadalne, a ich żywotność sprawia, że często są utrapieniem rolników. Obydwie grupy roślin podkreślają przepaść istniejącą między dobrymi i złymi czynami człowieka.
W kolejnych słowach zawarte zostaje duchowe zastosowanie obrazu roślin i ich owoców: „Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta” (6,45). Jezus porównuje serce ludzkie do pomieszczenia, w którym przechowuje się rzeczy najcenniejsze. Jest ono skarbcem, do którego dostęp ma tylko Bóg. Inni ludzie mogą poznać jego wartość na podstawie czynów, które są jego zewnętrznym wyrazem. Nasze serce, będąc źródłem myśli i decyzji wpływa na to, jak postępujemy i co mówimy.
Druga dzisiejsza przypowieść zaczyna się pytaniem, za pomocą którego Jezus podkreśla brak spójności między słowami i postawą Jego słuchaczy: „Czemu to wzywacie Mnie: „Panie, Panie!”, a nie czynicie tego, co mówię?” (6,46). Za zwracaniem się do Jezusa za pomocą tytułu „Pan” (gr. Kyrios) powinno iść posłuszeństwo Jego nauce. Tymczasem Jezusowi słuchacze, mimo, iż uznają Jego boski autorytet, nie chcą wypełniać przekazywanych przez Niego zaleceń. Lekceważenie nauki Jezusa wskazuje na nieszczerość okazywanego Mu szacunku.
Audytorium Jezusa składało się z Żydów, którzy mieli słabo rozwinięty zmysł abstrakcji, dlatego Pan za pomocą obrazu wyjaśnia im swoje słowa: „Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je” (6,47). Następują dwa przykłady: pozytywny oraz negatywny.
Kto słucha słów Jezusa i je wypełnia „podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, wezbrana rzeka uderzyła w ten dom, ale nie zdołała go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany” (6,48). W relacji Łukasza słowa Jezusa odzwierciedlają realia środowiska greckiego, z którego wywodzili się pierwsi adresaci jego Ewangelii (por. Mt 7,24-27). Znający się na swoim rzemiośle greccy budowniczy, najpierw musieli głęboko wkopać się w ziemię, docierając do skalistego podłoża, aby na nim założyć fundamenty, na których wznoszono całą konstrukcję. Było to konieczne zwłaszcza na równinach, w pobliżu rzek. Wezbrane wody mogły jedynie wedrzeć się do środka takich budynków, lecz zasadniczo nie naruszały ich stabilności. Po ustąpieniu powodzi dom w dalszym ciągu mógł być użytkowany. Podobnie jest z uczniem Jezusa, który nie tylko słucha Jego słów, ale także próbuje je wypełniać. W obliczu trudności nie zachwieje się, lecz pozostanie wierny Nauczycielowi, którego słowo stanowi trwały fundament Jego życia.
Inna jest sytuacja ucznia, który nie wypełnia Jezusowych słów: „Lecz ten, kto usłyszał, a nie wypełnił, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. [Gdy] rzeka uderzyła w niego, od razu runął, a ruina owego domu była wielka” (Łk 6,49). W wersji Łukaszowej brakuje wyraźnej oceny takiego czynu (u Mateusza Jezus mówi: „Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym [gr. moros, dosł. głupim]”, Mt 7,26), jednakże nawet nie posiadając podstawowej wiedzy architektonicznej łatwo jest stwierdzić, że taka budowla nie może się ostać w czasie powodzi. Uczeń Jezusa, który nie bierze Jego nauki na serio i nie próbuje wcielać jej w życie, również nie będzie w stanie przetrwać życiowych nawałnic.
Jakie skarby skrywam w skarbcu mojego serca? Czy moje czyny i postawy wskazują, że jest ono wypełnione dobrem? Jaki jest mój stosunek do nauki Jezusa? Czy potrafię przejść od zachwytu Jego słowami do ich wypełniania?
39 Opowiedział im też przypowieść: «Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? 40 Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel. 41 Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? 42 Jak możesz mówić swemu bratu: „Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku”, podczas gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata swego.
Rozważamy dzisiaj jedną z końcowych perykop tzw. Mowy na równinie (Łk 6,17-49). Od poprzedzającego fragmentu oddziela ją wzmianka narracyjna ewangelisty – „Opowiedział im też przypowieść”, która równocześnie określa gatunek literacki następujących pouczeń: zbudowane są one na zasadzie porównania wzajemnych relacji żyjących we wspólnocie uczniów do określonych, chociaż niecodziennych sytuacji z życia.
Serię pouczeń otwierają dwa pytania: „Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj?” (6,39). Doświadczenie życiowe podpowiada, że przewodnikiem niewidomego powinien być ktoś, kto zna drogę oraz widzi ewentualne przeszkody, które na niej się znajdują. Podobne wypowiedzi wielokrotnie pojawiają się w literaturze starożytnej. Platon pisze o ludziach zaślepionych rządzą pieniędzy, którzy usiłują odgrywać w państwie rolę przewodników. Według Filona Aleksandryjskiego uganianie się za bogactwem oznacza opieranie się na ślepym. Zaś św. Paweł krytykuje Żydów przekonanych, że dzięki znajomości Prawa mogą być przewodnikami ślepych, czyli nieznających nakazów Mojżeszowych (por. Rz 2,19).
Rozwijając swoją myśl, Jezus dodaje: „Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel” (Łk 6,40). Kto jeszcze jest uczniem, nie powinien wynosić się ponad tych, którzy mają mniejszą wiedzę ani zmieniać hierarchii istniejącej w świecie nauki. W starożytności prześcignięcie mistrza było trudne ze względu na sposób przekazywania wiedzy. Najczęściej dokonywało się to poprzez nauczanie ustne (na książki, a raczej zwoje stać było niewielu). Dlatego uczeń mógł osiągnąć tylko taką wiedzę, jaką miał nauczyciel. Dopiero po ukończeniu nauki i rozstaniu się z mistrzem, mógł ewentualnie poprzez własne obserwacje i przemyślenia dodać do poprzednio zdobytej wiedzy wyniki własnych badań. Jezus uświadamia swoim uczniom, że ich ideałem powinno być upodobnienie się do ich Nauczyciela. Nie są bowiem w stanie prześcignąć Jego wszechwiedzy i duchowego doświadczenia. Ponadto, gdyby ulegli pysze i będąc uczniami próbowali dogrywać rolę nauczycieli wobec innych uczniów, staliby się podobni do owego niewidomego prowadzącego po nieznanej drodze innego niewidomego.
Idąc dalej, Pan opowiada przypowieść o dwóch braciach, których zmysł wzroku został zaburzony: „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Jak możesz mówić swemu bratu: „Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku”, podczas gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata swego” (6,41-42). Jednemu z braci do oka wpadła drzazga (gr. karfos – „źdźbło, słomka, drzazga”), drugiemu zaś cała belka (gr. dokos – „krokiew, belka”). Jezus świadomie używa przesady (hiperboli), by podkreślić ważną prawdę. Otóż człowiek, który ma całkowicie zaburzony wzrok (drugi brat), nie jest w stanie widzieć na tyle, by uleczyć inną osobę (pierwszy brat). Ponownie zatem mamy tu do czynienia z kimś, kto w rzeczywistości jest niewidomy, lecz udaje, że z jego wzrokiem jest wszystko w porządku. Jezus po raz kolejny krytykuje postawę obłudników, którzy dostrzegają drobne potknięcia swoich braci, lecz swoich wielkich uchybień nie zauważają i nie chcą naprawić.
Czy mam w sobie pokorę ucznia? W czym ostatnio próbuję naśladować Jezusa? Czy odrzucam pokusę wytykania błędów innych osób, w celu odwrócenia uwagi od moich upadków?
27 Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; 28 błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. 29 Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli zabiera ci płaszcz, nie broń mu i szaty. 30 Dawaj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. 31 Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie. 32 Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to [należy się] wam wdzięczność? Przecież i grzesznicy okazują miłość tym, którzy ich miłują. 33 I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to [należy się] wam wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. 34 Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to [należy się] wam wdzięczność? I grzesznicy pożyczają grzesznikom, żeby tyleż samo otrzymać. 35 Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. 36 Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. 37 Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. 38 Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie.
W rozważanym przez nas fragmencie Trzeciej Ewangelii Jezus wzywa do radykalnej miłości nieprzyjaciół: „Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół” (Łk 6,27a-b). Słowa te mogły zaniepokoić przynajmniej część zgromadzonych wokół Pana. Ci, którzy spodziewali się, że stanie On na czele buntu przeciwko Rzymowi, właśnie zostali zachęceni do miłości Rzymian! Jezus poszerza zakres prawa Mojżeszowego, w którym czytamy: „będziesz miłował bliźniego jak siebie samego” (Kpł 19,18). Przykazanie to w podobny sposób zostanie przez Niego zinterpretowane w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie (por. Łk 10,25-37). Nakaz miłości nieprzyjaciół dotyczy również relacji wewnątrz wspólnoty uczniów Jezusa. Nawet wśród apostołów istniała potrzeba takiej instrukcji, gdyż nie stanowili ono jednolitego grona, lecz odznaczali się bardzo różną przeszłością i wyznawanymi dotychczas poglądami. Na przykład można pośród nich znaleźć Mateusza (byłego celnika wysługującego się okupantowi), jak i Szymona Gorliwego (gr. dzelotes – „gorliwiec, zapaleniec, zelota” może wskazywać przynajmniej na jego sympatię ze stronnictwem „zelotów”, walczących z okupantem).
Jezus podaje trzy konkretne przykłady, na czym miłość nieprzyjaciół ma polegać: „dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają” (6,27b-28). W ten sposób Pan ponownie pogłębia starotestamentalne nauczanie: „Jeśli spotkasz wołu twego wroga albo jego osła błąkającego się, odprowadź je do niego. Jeśli zobaczysz, że osioł twego wroga upadł pod swoim ciężarem, nie pozostawisz go, ale razem z nim przyjdziesz mu z pomocą” (Wj 23,4-5; por. Prz 25,21-22). Sam Jezus da przykład modlitwy w intencji wrogów, prosząc w chwili ukrzyżowania: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). Jak pokazują nam inne księgi Nowego Testamentu, pierwsi chrześcijanie będą gorliwie wypełniać Jezusową naukę: „Tak kamienowali Szczepana, który modlił się: «Panie Jezu, przyjmij ducha mego!» A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: «Panie, nie licz im tego grzechu!» Po tych słowach skonał” (Dz 7,59-60; por. Rz 12,14; 1 P 3,9).
Nakaz miłości nieprzyjaciół zostaje również rozwinięty przez wezwanie do unikania pokusy odwetu: „Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli zabiera ci płaszcz, nie broń mu i szaty. Dawaj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje” (Łk 6,29-30). Nadstawiając drugi policzek lub oddając nie tylko płaszcz, ale również i szatę, uczeń Jezusa zwycięża zło przez czynienie dobra. Św. Paweł później napisze: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21). Człowiek, który ufa, że Bóg sam dokona osądu, nie przejmuje się zachowaniem własnego honoru czy reputacji. Takie bezinteresowne zachowanie odznacza się również wielkoduszną postawą: dać każdemu, kto prosi i nie żądać zwrotu.
Podsumowaniem powyższych zasad jest tzw. złota reguła: „Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie” (6,31). Ponownie Jezusowe nauczanie wykracza poza dotychczasową tradycję biblijną: „Czym sam się brzydzisz, tego nie czyń nikomu!” (Tb 4,15). Należy zatem czynić dobro wobec innych, a nie tylko powstrzymywać się od ich złego traktowania.
Uzasadniając prezentowane przez siebie wysokie standardy etyczne, Jezus argumentuje: „Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to [należy się] wam wdzięczność? Przecież i grzesznicy okazują miłość tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to [należy się] wam wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to [należy się] wam wdzięczność? I grzesznicy pożyczają grzesznikom, żeby tyleż samo otrzymać” (6,32-34). Jeśli nawet grzesznicy kochają tych, którzy odwzajemniają ich miłość, o ile większą miłością powinni odznaczać się ci, którzy próbują unikać grzechu? Jeśli ludzie tacy jak faryzeusze, z góry patrzący na grzeszników (por. 5,30), nie przyjmują Jezusowej nauki o miłości nieprzyjaciół, sami pozostają na poziomie grzeszników. Złota reguła postępowania jest również wyzwaniem, by wznieść się ponad zasadę wzajemności charakteryzującą świat grzeszników. To samo dotyczy nakazu pożyczania bez oczekiwania zwrotu. W przeciwnym razie uczniom Jezusa nie będzie należała się żadna „łaska” (gr. charis – „łaska, wdzięczność”).
Zasady proponowane przez Pana prowadzą do naśladowania Boga, który jest łaskawy także wobec złych: „Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych” (6,35). Przekonanie o łaskawości Boga wobec grzeszników pojawia się już w ST: „Pan jest dobry i prawy, dlatego wskazuje drogę grzesznikom” (Ps 25,8). Uczniowie, naśladując Bożą dobroć wobec błądzących, stają się dziećmi Najwyższego, w Chrystusie, który jest Jego Synem (por. Łk 1,32).
Naśladowanie Boga polega także na byciu miłosiernym: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (6,36). W scenie odnowienie Przymierza po zniszczeniu złotego cielca przez Mojżesza, Bóg zostaje ukazany jako pełen miłosierdzia: „Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność” (Wj 34,6). Psalmista zaś woła: „Ty, Panie, jesteś Bogiem miłosiernym i łagodnym, nieskorym do gniewu, bogatym w łaskę i wierność” (Ps 86,15; por. 103,8). Jezus intepretuje przykazanie Tory, mówiące o naśladowaniu Boga w Jego świętości („Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!”, Kpł 19,2), w kategoriach boskiego atrybutu miłosierdzia. Już wcześniej w Ewangelii Łukasza mowa była o Bożym miłosierdziu (por. 1,50.54.58.72). W dalszej jej części Jezus zilustruje przykazanie bycia miłosiernym, podobnie jak miłości do nieprzyjaciół, w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie (por. 10,33.37). Wg faryzeuszy (hebr. peruszim – „oddzieleni”) świętość miałaby polegać na oddzieleniu się od wszystkiego, co mogłoby uczynić człowieka nieczystym. Ta różnica w postrzeganiu świętości leżała u podstaw prowadzonej przez faryzeuszów krytyki Jezusa, który będąc miłosiernym przebywał pośród grzeszników, chcąc przyprowadzić ich z powrotem do Ojca (por. 5,30; 7,39; 15,2; 19,7).
Bycie miłosiernym konkretnie wyraża się w powstrzymywaniu od osądzania: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone” (6,37). Nakaz ten wyraża naukę, która w inny sposób zostanie okazana w jednej z próśb Modlitwy Pańskiej: „przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini” (11,4).
W ostatniem wersecie dzisiejszej Ewangelii powraca temat dawania (por. 6,30): „Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie” (6,38). Kto jest hojny wobec innych, może liczyć na rekompensatę ze strony Boga, który odda mu, i to z naddatkiem. Perykopę wieńczy zdanie mądrościowe, wskazujące, że nadejdzie czas Bożej odpłaty i posługujące się logiką złotej reguły: „Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie” (6,38).
Kogo uważam za mojego nieprzyjaciela? Jaki jest mój stosunek do tej osoby? Czy próbuję odpowiadać dobrem na zło? Czy mam świadomość, że wybaczając krzywdzicielowi, wpisuje się w miłosierdzie Boga wobec grzeszników? Czy unikam pokusy osądzania innych, zwłaszcza w obecności osób trzecich?