Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie (Mk 7,1-13)

Przygotowanie

  • Pierwsza część siódmego rozdziału Ewangelii Marka poświęcona jest tematowi czystości/nieczystości rytualnej (por. Mk 7,1-23). Najpierw do Jezusa przychodzą faryzeusze i uczeni w Piśmie z Jerozolimy. Z właściwą sobie pewnością oskarżają Jego uczniów o nieprzestrzeganie faryzejskich zasad dotyczących czystości rytualnej. Ich słowa stają się przyczynkiem do ukazania przez Pana, na czym polega prawdziwa pobożność oraz jakim zagrożeniem jest jej legalistyczne rozumienie. Duchu Święty prowadź mnie w dzisiejszej modlitwie Słowem.

Punkty do medytacji

  • Zebrali się u Niego faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami (ww. 1-2) Ewangelista Marek zarysowuje początek spotkania Jezusa z przedstawicielami żydowskich elit religijnych (por. Mk 2,1-3,6; 3,21-30). „Faryzeusze” (gr. hoi farisaioi) i „kilku uczonych w Piśmie” (gr. tines ton grammateon) przybywają aż z Jerozolimy. Zamiast otworzyć się na Dobrą Nowinę, przyjmują rolę surowych inspektorów szukających błędów w działalności Pana. Ich uwaga skupia się na szczególe dotyczącym uczniów, którzy spożywają „posiłek” (gr. tus artus, dosł. „chleby”) nieobmytymi, czyli rytualnie nieczystymi rękami. Ten z pozoru błahy zarzut ujawnia rygorystyczne przywiązanie faryzeuszy i uczonych w Piśmie do tzw. tradycji starszych, czyli ustnych interpretacji i aktualizacji Prawa, które w ich mniemaniu najlepiej ukazywały istotę pobożności. W rzeczywistością są oni doskonałym przykładem obrazującym niebezpieczeństwo legalizmu, w którym dbałość o formę i rytuał przesłania prawdziwą relację z Bogiem i drugim człowiekiem. Przybysze z Jerozolimy nie mają w sobie podstawowej otwartości na Jezusa. Wydaje się, że jeszcze w drodze, zanim Go spotkali, wyrobili sobie opinię na Jego temat. Słowo zachęca mnie w tym miejscu, bym doświadczając obecności Chrystusa, czy to w sakramentach, czy w osobistej modlitwie, zachował serce gotowe na nowość, którą On chce mi objawić. Wcześniejsze założenia mogą okazać się przeszkodą w przyjęciu głoszonej przez Niego prawdy.
  • Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I [gdy wrócą] z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych [zwyczajów], które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych (ww. 3-4) Marek przerywa na chwilę główną narrację, aby wyjaśnić swoim czytelnikom specyficzne żydowskie zwyczaje, które mogły być dla nich niezrozumiałe. Szczegółowo opisuje rygorystyczne praktyki faryzeuszy, którzy nie przystępują do posiłku bez uprzedniego obmycia rąk, kurczowo trzymając się „tradycji starszych” (gr. ten paradosin ton presbyteron). Ich rytuały czystości obejmują także obmywanie się po powrocie z rynku oraz rytualne obmywanie naczyń używanych podczas posiłków. Na podstawie tych kilku zwyczajów widać, jak bardzo życie religijne faryzeuszy było zdominowane przez skomplikowany system ludzkich nakazów i zakazów. Ewangelista celowo buduje obraz pobożności opartej na lęku przed rytualnym skalaniem, by przygotować tło dla rewolucyjnej wolności głoszonej przez Jezusa. Nadchodzący spór nie dotyczy bowiem błahostek, lecz fundamentalnego rozejścia się dwóch wizji pobożności. Chrześcijańska pobożność, czyli przełożenie wiary na konkretne formy modlitwy czy zasady postępowania, nie może być zlepkiem przypadkowych zasad ani opierać się na fundamencie ludzkich wyobrażeń. Jej źródło zawsze jest w Bogu, który objawia człowiekowi tajemnicę swojego serca. Przyjże się mojej pobożności? Co na nią się składa? Na ile odpowiada ona obrazowi Boga, który poznaję na kartach Pisma Świętego?
  • Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: «Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?» (w. 5) Faryzeusze i uczeni w Piśmie przechodzą od cichej obserwacji do otwartej konfrontacji, zadając Jezusowi pytanie o zachowanie Jego uczniów. Zarzut nie dotyczy łamania Prawa Mojżeszowego, lecz ignorowania tradycji starszych, co pokazuje, jak bardzo ludzkie zwyczaje zrównały się w ich oczach z Bożymi przykazaniami. Uderzając w autorytet Jezusa jako Nauczyciela, faryzeusze i uczeni w Piśmie sugerują, że nie potrafi On wpoić swoim naśladowcom należytego szacunku dla uświęconych reguł. Wyrażenie przetłumaczone jako „nieczystymi rękami” (gr. koinais chersin, dosł. „zwykłymi rękami”) podkreśla ich obsesję na punkcie rytualnej separacji od świata (nazwa „faryzeusze” wywodzi się do hebr. parasz co oznacza „oddzielać się”), którą przedkładają nad istotę pobożności wyrażoną w Prawie. Faryzeusze i uczeni w Piśmie, trzymając się swoich zasad czystości rytualnej, chcieli wyróżnić się pośród reszty świata. Rozumieli świętość Izraela przede wszystkim jako bycie oddzielonym. Syn Boży, przychodząc na świat, pokazał, że świętość wcale nie polega na odseparowaniu się, lecz na życiu miłością Boga pośród tych, którzy tego doświadczenia nie posiadają. W jakim stopniu jestem świadomy tej prawdy? Czy odrzucam pokusę wywyższania się ponad innych ze względu na moją wiarę? Czy moja wiara, mając swój początek w spotkaniu Boga, przybliża mnie także do drugiego człowieka?
  • Odpowiedział im: «Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi (ww. 6-7) Jezus odpowiada na zarzuty faryzeuszy niezwykle ostro, sięgając po autorytet proroka Izajasza (por. Iz 29,13), aby obnażyć błędność ich religijnej postawy. Nazywając rozmówców „obłudnikami” (gr. ho hypokrites, słowo to pierwotnie oznaczało aktora noszącego w czasie przedstawienia maskę), Pan wskazuje, że ich rygorystyczna pobożność jest jedynie rodzajem teatru, a nie wyrazem szczerej wiary. Izajaszowy cytat precyzyjnie diagnozuje dramatyczne pęknięcie między kultem sprawowanym jedynie „wargami” (gr. tois cheilesin), a „sercem” (gr. he kardia), które pozostaje obojętne i oddalone od Najwyższego. Taka powierzchowna cześć jest w rzeczywistości „na próżno” (gr. maten), ponieważ Bóg nie oczekuje od człowieka mechanicznego odtwarzania zewnętrznych rytuałów, lecz prawdziwego zaangażowania jego wnętrza. Wiara zaczyna się w sercu człowieka. To właśnie tam, na głębinach mojego człowieczeństwa, dochodzi do spotkania moichh myśli i pragnień z myślami i pragnieniami samego Boga. Spotkanie to jest niesamowicie ożywcze i przemieniające. Z niego biorą się moje późniejsze postawy i wybory. W jaki sposób dbam o swoje serce? Co robię, by była w nim cisza i spokój, które pozwalają usłyszeć Najwyższego?
  • Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie» (w. 8) Kontynuując swoja wypowiedź, Jezus wyjaśnia, że hipokryzja faryzeuszy i uczonych w Piśmie polega na wprowadzeniu „ludzkiej tradycji” (gr. ho paradosis ton anthropon) w miejsce „przykazania Bożego” (gr. he entole tu theu). W ten sposób wola Stwórcy została zepchnięta na margines przez wymysły człowieka. Konsekwencją jest duchowa choroba polegającą na kurczowym trzymaniu się zewnętrznych form, które dają złudne poczucie bezpieczeństwa i poprawności. Jezus obnaża pustkę religijności, która – choć wygląda na gorliwą – w rzeczywistości jest aktem buntu przeciwko Bogu. Idąc drogą chrześcijańskiego życia, mogę natknąć się na pokusę aktywizmu, która stopniowo ucisza w mnie pragnienie ciszy i modlitwy. Niby cały nasz czas poświęcam na sprawy Boże, lecz wewnętrznie coraz bardziej jestem wygaszony. Aktywizm potrafi też skutecznie wyciszyć we mnie konieczność wewnętrznego nawrócenia. Czy potrafię zachować zdrową równowagę między modlitwą i działaniem? Czy mam świadomość, że wartość moich czynów nie zależy od podjętych strategii i ulokowanych sił, lecz od zgodności z wolą Boga, który poznaje się w ciszy modlitwy?
  • I mówił do nich: «Sprawnie uchylacie Boże przykazanie, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: Czcij ojca swego i matkę swoją, oraz: Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmierć poniesie (ww. 9-10) Jezus podaje konkretny przykład krytykowanej przez siebie postawy religijnej. Rozpoczyna gorzką ironią, podkreślając „sprawne” (gr. kalos) omijanie Bożego prawa przez swoich rozmówców. Następnie Pan przywołuje powszechnie znane czwarte przykazanie Dekalogu, mówiące o czci ojca i matki (por. Wj 20,12; Pwt 5,16) oraz przypomina surową sankcję za złorzeczenie rodzicom (por. Wj 21,17). Podkreśla w ten sposób, jak wielką uwagę Bóg przywiązuje do szacunku i opieki w relacjach rodzinnych. W tradycji mądrościowej ST cześć wobec ojca i matki jest bezpośrednio powiązana z bojaźnią Pańską oraz przedstawiona jest jako warunek konieczny do cieszenia się Bożym błogosławieństwem (Syr 3,1-16). Popatrzę na relacje łączące mnie z najbliższymi osobami, przede wszystkim z rodzicami. Czy pozwalam, by ta relacja dojrzewała wraz ze mną i jednocześnie nieustannie wyrażała miłość i szacunek?
  • A wy mówicie: „Jeśli ktoś powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem [złożonym w ofierze] jest to, co miało być ode mnie wsparciem dla ciebie” – to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ani dla matki (ww. 11-12) Przytoczywszy konkretne starotestamentalne przykazanie, Jezus przechodzi do opisu faryzejskiej praktyki, która anuluje jego obowiązywalność. Hebrajski termin korban oznacza ofiarę poświęconą Bogu (por. Kpł 1,2) lub w szerszym znaczeniu, skarbcowi Świątyni (Mt 27,6). Kazuistka stosowana przez faryzeuszy i uczonych w Piśmie pozwalała na to, by ślubowanie złożenia tego typu ofiary zwalniało z obowiązku materialnego wsparcia rodziców. Co gorsza, przywódcy religijni nie tylko tolerowali takie zachowanie, ale wręcz zabraniali później cofnięcia tego ślubowania, stawiając bezduszną procedurę ponad losem starszych ludzi. Jezus obnaża przewrotność faryzejskiego myślenia, które pod pozorem pobożności pozwala na jawne łamanie fundamentalnego przykazania miłości rodziców. Patrząc na historię Kościoła, ale także na moje własne życie, dostrzec mogę, jak łatwo przejść od żywej wiary opartej na doświadczeniu miłości Boga i wyrażającej się w ofiarnej miłości bliźniego, do religijnych przekonań i zasad, które chronią jedynie egoistyczną miłość własną. Zatrzymam się przy tym na chwilę. Poproszę Jezusa, by chronił mnie przed chrześcijaństwem instrumentalnym.

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, zachowaj we mnie serce czyste, wielkoduszne i wierne w wypełnianiu Twojego słowa”.

I zaczął ich nauczać o wielu sprawach (Mk 6,30-34)

Przygotowanie

  • Po zakończonej misji apostołowie wracają do Jezusa. Pełni radości i entuzjazmu dzielą się z Nim misyjnym doświadczeniem. Pan zachęca ich, by udali się na odosobnione miejsce i nieco odpoczęli. Nie będzie to jednak im dane, gdyż duchowy głód mieszkańców Galilei jest zbyt wielki… Duchu Święty, otwórz przede mną skarbiec dzisiejszego Słowa.

Punkty do medytacji

  • Wtedy Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali (w. 30) Po retrospekcji dotyczącej śmierci Jana Chrzciciela (por. Mk 14-29), narracja Markowej Ewangelii powraca do pierwszej misji apostołów (por. 6,7-13). Dwunastu ponownie zbiera się wokół Jezusa. Zdają Mu relację ze wszystkiego, „co zdziałali” (gr. hosa epoiesan) i „czego nauczali” (gr. hosa edidaksan). We wcześniejszym fragmencie ewangelista ukazał, że na ich misję składało się wzywanie do nawrócenia, wyrzucenia złych duchów oraz przywracanie zdrowia chorym (por. Mk 6,12-13). Serca apostołów są pełne entuzjazmu, gdyż po raz pierwszy doświadczyli, co oznacza działać w imieniu i mocy Jezusa. Dzielenie się owocami misji dodatkowo pogłębia relację z posyłającym ich Mistrzem. Każda posługa swój początek i punkt docelowy ma w osobie Syna Bożego. Jezus nie tylko posyła mnie z konkretnym zadaniem, ale również zaprasza, bym dzielił się z Nim doświadczeniem Jego wypełniania. On zawsze jest gotowy, by mnie wysłuchać. Czy pamiętam o tym, zwłaszcza gdy realizacja mojego życiowego powołania napotyka trudności?
  • A On rzekł do nich: «Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i wypocznijcie nieco». Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na pustkowie, osobno (ww. 31-32) Dostrzegając zmęczenie uczniów po ich misyjnym trudzie, Jezus kieruje do nich pełne troski zaproszenie, by „osobno” (gr. kat idian) udali się „na pustkowie” (gr. eis eremon topon) i nieco odpoczęli. Ewangelista dodatkowo zaznacza, że wokół Pana w dalszym ciągu gromadzi się tłum – „wielu bowiem przychodziło i odchodziło” (gr. esan gar hoi erchomenoi kai hoi hypagontes polloi), co powoduje, że nie ma nawet czasu na posiłek. Jezusowa propozycja udania się na pustkowie, by odpocząć, z czasem przekształci się w jedną z fundamentalnych zasad chrześcijańskiej duchowości, według której intensywna aktywność ewangelizacyjna powinna być równoważona momentami ciszy i modlitwy. Decyzja o odpłynięciu „łodzią” (gr. en to ploio) symbolizuje konieczność świadomego stawiania granic i oddzielania się od bieżących obowiązków dla zachowania wewnętrznej równowagi. Chrystus w swojej wrażliwości dba nie tylko o efektywność misji apostołów, ale także o ich duchową, psychiczną i fizyczną kondycję. Bycie Jego uczniem oznacza dbanie o każdą z powyższych sfer. Czy potrafię pośród codziennych obowiązków zaplanować czas na odpoczynek? Jak ten czas wygląda? Czy rzeczywiście służy mojej całościowej odbudowie, także pogłębieniu osobistej relacji z Chrystusem?
  • Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich wyprzedzili (w. 33) Plan Jezusa i apostołów, by udać się na zasłużony odpoczynek, zostaje błyskawicznie zniweczony przez czujność tłumu. Widząc odpływającą łudź, pozostawieni ludzie okazują godną podziwu determinację, by nie stracić kontaktu z Nauczycielem. Wraz z innymi osobami z okolicznych miejscowości podejmują ogromny wysiłek, „biegnąc” (gr. syntrecho) wzdłuż brzegu jeziora, w wyniku czego docierają na miejsce jeszcze przed Jezusem i uczniami. Łaska zbawienia przyniesiona przez Syna Bożego jest darem Bożej miłości. Nie trzeba na nią zasługiwać. Co nie oznacza, że działa ona na zasadzie automatu. Dar zbawienia, jak każdy inny dar, wymaga przyjęcia. Niekiedy oznacza to proste otwarcie serca na osobistej modlitwie czy w celebrowanym sakramencie. Innym razem będzie to wielki wysiłek, by poprzez zaniedbanie lub grzech nie utracić relacji z Chrystusem. W jakim miejscu dzisiaj jestem? Czy potrafię „biec” za moim Zbawicielem?
  • Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce niemające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu [sprawach] (w. 34) Jezus, widząc „wielki tłum” (gr. polyn ochlon), zamiast irytacji z powodu zniweczonego planu, okazuje głębokie współczucie. Marek używa w tym miejscu czasownika splanchnidzomai, by podkreślić, że litość Pana nie jest powierzchownym sentymentem, ale poruszeniem płynącym z samego wnętrza. Powodem jest fakt, że zgromadzeni ludzie przypominają „owce niemające pasterza” (gr. probata me echonta poimena). To porównanie diagnozuje duchową kondycję ówczesnego Izraela, który czuł się zagubiony i opuszczony przez swoich religijnych przywódców. Warto podkreślić, że pierwszą reakcją Jezusa na biedę zgromadzonych nie jest cud, lecz nauczanie. W ten sposób Pan chce zaspokoić ich podstawowy głód, jakim jest głód prawdy. Bez Jezusa, bez Jego nauki, ja także szybko przemieniam się w owcę niemającą pasterza, manipulowaną przez złudne idee tego świata. Wzbudzę w sercu dziękczynienie za dar Bożego słowa, za to, że Pan lituje się nade mną i prowadzi do poznania prawdy.

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, dziękuję Ci za Twoje słowo, za światło, które oświeca moją codzienność”.

Przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch (Mk 6,7-13)

Przygotowanie

  • Odrzucenie przez mieszkańców Nazaretu (por. Mk 6,1-6) nie zatrzymuje Jezusa. Wręcz przeciwnie, w kolejnej perykopie Markowej Ewangelii Pan poszerza zakres swojej misji i po raz pierwszy posyła dwunastu apostołów. Dzieli się z nimi swoją mocą i udziela konkretnych wskazówek, które nakreślają charakter powierzonej im misji. Duchu Święty, przyjdź i otwórz moje serce na prawdę dzisiejszego Słowa.

Punkty do medytacji

  • Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi (w. 7) Jezus inicjuje kolejny etap swojej misji, przekazując Dwunastu część swojej władzy i odpowiedzialności. Decyzja o wysłaniu ich „po dwóch” (gr. dyo dyo) nawiązuje do biblijnych zasad dotyczących wiarygodności świadectwa (por. Pwt 19,15). Zapewnia także apostołom wzajemne wsparcie w czekających na nich trudach. Pan pokazuje w ten sposób, że ewangelizacja nie jest zadaniem dla samotnych bohaterów, lecz misją realizowaną we wspólnocie (por. Dz 13,1-3; 15,39-40). Posyłani otrzymują od Jezusa „władzę nad duchami nieczystymi” (gr. eksusian ton pneumaton ton akatharton), gdyż częścią ich posługi będzie realna walka ze złem, która prowadzić będzie do duchowego wyzwolenia człowieka. Źródłem skuteczności uczniów nie będą ich osobiste talenty, lecz moc otrzymana od Mistrza. Pierwsze posłanie apostołów jest przygotowaniem przyszłej misji Kościoła, który w imieniu Jezusa będzie niósł dar zbawienia całemu światu. Ta misja jest aktualna także dzisiaj. Jak wygląda mój udział w głoszeniu Ewangelii współczesnemu światu? Czy mam świadomość, że ewangelizacja jest istotowo wpisana w moją chrześcijańską tożsamość?
  • i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. «Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien!» (ww. 8-9) Posyłając Dwunastu, Jezus daje im kilka wskazówek, które, mimo że mocno osadzone są w ówczesnych realiach, mają uniwersalne znaczenie. Słowa dotyczące wyposażenia na drogę są wezwaniem do całkowitego zaufania Bożej Opatrzności (por. 2 Kor 9,8-10; Flp 4,11-13). Zabranie jedynie „laski” (gr. he hrabdos) i pary „sandałów” (gr. to sandalion) upodabnia uczniów do Izraelitów wychodzących z Egiptu, którzy mieli być gotowi do niezwłocznego ruszenia w drogę bez zbędnego balastu (por. Wj 12,11). Zakaz posiadania „chleba” (gr. ho artos), „torby” (gr. he pera) i „pieniędzy” (gr. ho chalkos, dosł. „miedź”) oznacza, że apostołowie mają zależeć od gościnności napotkanych ludzi, co naturalnie stworzy okazję do budowania relacji (por. Dz 16,15; Rz 12,13; 3 J 5-8). Ascetyczny styl życia ma ich także zabezpieczyć przed ciężarem trosk doczesnych, aby nic nie spowalniało pilnej misji głoszenia Królestwa. Oprócz tego ubóstwo posłańców stanie się potężnym znakiem potwierdzającym prawdziwość ich głoszenia. Jezus uczy mnie dzisiaj, że skuteczność ewangelizacji nie zależy od bogactwa zgromadzonych środków, lecz od oparcia się na mocy Tego, który posyła. Popatrzę na moje zaangażowanie w głoszenie Ewangelii. Czy opiera się ono na słowie, które otrzymałem od Pana, czy może na czysto ludzkich strategiach?
  • I mówił do nich: «Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie (w. 10) Jako że nie każda wioska żydowska dysponowała gospodą, utarło się przyjmowanie podróżnych w domach prywatnych. Jezusowe polecenie, by apostołowie zatrzymali się w jednym domu, aż wyjdą z danej miejscowości, zabezpiecza ich przed pokusą poszukiwania coraz to wygodniejszych warunków podczas misji. Ponadto wierność jednemu domostwu jest też wyrazem szacunku dla tych, którzy jako pierwsi otworzyli drzwi przed Ewangelią, nie traktując ich gościny jedynie jako przystanku do czegoś lepszego. W praktyce domy, w których zatrzymywali się pierwsi chrześcijańscy misjonarze, często stawały się domus ecclesiae, czyli miejscem gromadzenia się lokalnego Kościoła, między innym na Łamaniu Chleba. Głoszenie Ewangelii odbywa się w konkretnym miejscu i pośród konkretnych ludzi. W ten sposób Kościół przyjmuje swoją widzialną formę. Wzbudzę w sobie dziękczynienie za wspólnotę, w której Pan do mnie przemówił i pozwolił mi doświadczyć swojej miłości.
  • Jeśli w jakimś miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich!» (w. 11) Apostołowie, podobnie jak ich Mistrz, nie zawsze będą spotykali się z życzliwością. Dlatego kolejna wskazówka dotyczy sytuacji, w której mieszkańcy danego miejsca ich „nie przyjmą” (gr. me dzeksetai). Symboliczny gest strząśnięcia prochu z nóg „na świadectwo dla nich” (gr. eis martyrion autois), zaczerpnięty został z żydowskiej tradycji. Ziemia Izraela była uważana za świętą (por. 2 Krl 5,17), dlatego po powrocie do kraju z podróży strząsano pył ze stóp jako znak oddzielenia się od świata pogańskiego. Strząsanie prochu z nóg przez apostołów będzie oznaczać całkowite odcięcie się od odpowiedzialności za los tych, którzy świadomie wybrali drogę niewiary (por. Mk 9,37). Misjonarz nie ma obowiązku przekonywać za wszelką cenę, lecz ma być jedynie wiernym zwiastunem Dobrej Nowiny. Słowo przypomina mi dzisiaj, że Ewangelia jest propozycją, która szanuje ludzką wolność, nawet jeśli wybór ten prowadzi do duchowej zguby. Czy mówiąc innym o Chrystusie, respektuję ich wolność i poglądy? Ile w mojej postawie jest świadectwa, a ile siłowego przekonywania?
  • Oni więc wyszli i wzywali do nawracania się. Wyrzucali też wiele złych duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali (ww. 12-13) Po posłaniu i otrzymaniu konkretnych wskazówek, Dwunastu po raz pierwszy rusza w drogę. Fundamentem ich głoszenia jest wzywanie do „nawracania się” (gr. metanoeo; dosł. „zmieniać myślenie”), czyli odwrócenia się od grzechu i zwrócenia się ku Bogu. Jako że wcześniej otrzymali od Jezusa władzę nad duchami nieczystymi (w. 7), ich posługa obejmuje także wyrzucanie „złych duchów” (gr. to daimonion) i „uzdrawianie” (gr. therapeuo). Powyższe dzieła Bożej mocy pokazują, że Bóg troszczy się o człowieka w sposób integralny, przynosząc ulgę zarówno jego zagubionej duszy, jak i cierpiącemu ciału. Używanie przez misjonarzy oleju w trakcie uzdrawiania chorych w przyszłości stanie się powszechną praktyką Kościoła (por. Jk 5,14). Działalność Jezusa i apostołów, koncentrowała się zarówno na głoszeniu Bożej prawdy, jak i dokonywaniu czynów objawiających Bożą moc. Schemat ten jest stale aktualny, także w dzisiejszym Kościele. Co mogę zrobić, by moja wiara jeszcze bardziej opierał się Słowie i łasce sakramentów?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, dziękuję Ci za prawdę Ewangelii i łaskę sakramentów, mów do mnie i dotykaj mojego serca, bym coraz bardziej stawał się autentycznym świadkiem miłości, która zbawia świat”.

I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu (Mk 6,1-6)

Przygotowanie

  • Jezus wraz z uczniami przychodzi do Nazaretu. Nie jest to jednak wizyta, którą można by zaliczyć do tych bardziej udanych. Mieszkańcy Jego rodzinnej miejscowości okazują podejrzliwość i niedowierzanie. Patrząc na znanego sobie Cieślę, nie potrafią dostrzec w Nim Bożego Pomazańca. Duchu Święty, oczyść moje serce ze zbędnych założeń i otwórz je na światło dzisiejszego Słowa.

Punkty do medytacji

  • Wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie (w. 1) Jezus opuszcza Kafarnaum, gdzie objawił swoją boską moc nad chorobą i śmiercią (por. Mk 5,21-43). Przychodzi do „swego rodzinnego miasta” (gr. eis ten patrida autu; dosł. „do swej ojczyzny”). Wizyta ta nie będzie miała nic z sentymentalności, jaka zazwyczaj towarzyszy odwiedzinom rodzinnych stron. Jezus przychodzi do miejsca swego wychowania z oficjalną misją. Ewangelista podkreśla, że są z Nim „Jego uczniowie” (gr. hoi mathetai autu). Tym razem nie będą oni jednak świadkami triumfu Dobrej Nowiny, lecz odrzucenia z jakim Pan się spotka ze strony swoich ziomków. Jako uczeń Jezusa jestem zaproszony, by poznać i przyjąć całą Ewangelię. Fragmenty, w których mowa jest o niewierze spotykanych przez Niego ludzi, również stanowią ważną lekcję, z której mogę wyciągnąć wskazówki na moje życie. Czy przyjmuję Ewangelię taką, jaka jest, bez selekcji i koncentrowania się jedynie na ulubionych fragmentach?
  • Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u niego? I co to za mądrość, która mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez jego ręce! (w. 2) Zgodnie ze swoim zwyczajem (por. Mk 1,21; 3,1) Jezus przychodzi w „szabat” (gr. to sabbaton) do miejscowej synagogi, by „nauczać” (gr. didasko). Słysząc Jego słowa, mieszkańcy Nazaretu wydają się reagować podobnie do wcześniejszych audytoriów (por. Mk 1,22). W rzeczywistości jednak przeżywają głęboki wstrząs, gdyż to, co widzą i słyszą, rażąco kontrastuje z ich wiedzą o prostym pochodzeniu Jezusa. Zadawane przez nich pytania kryją w sobie rosnące niedowierzanie. Przecież „mądrość” (gr. he sofia) i „cuda” (gr. he dynamis) są atrybutami samego Boga (por. Jr 10,12; 51,15; Dn 2,20)! Postawę mieszkańców Nazaretu od samego początku charakteryzuje podejrzliwość. Na podstawie dotychczasowej znajomości Jezusa oraz docierających do nich informacji o Jego publicznej działalności, wyrobili sobie zdanie, które już na starcie całkowicie zamknęło ich na Niego. Czy jestem świadomy, że obraz Boga, jaki noszę w moim sercu, pomaga lub utrudnia w przyjęciu zbawienia? Na czym opieram ten obraz, na Ewangelii i nauce Kościoła, czy raczej na moich indywidualnych wyobrażeniach i pragnieniach?
  • Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także jego siostry?» I powątpiewali o Nim (w. 3) Seria podejrzliwych pytań nie kończy się. Nazywając Jezusa „cieślą” (gr. ho tekton), mieszkańcy Nazaretu redukują Go do roli prostego rzemieślnika i odmawiają prawa do prorockiego autorytetu. Wyliczając imiona Jego krewnych, chcą udowodnić, że Jego pochodzenie jest banalne i pozbawione jakiejkolwiek tajemnicy. Określenie „syn Maryi” (gr. ho hyios tes Marias), zamiast zwyczajowego przywołania imienia ojca, może sugerować, że Józef już nie żył. Ale może również stanowić złośliwą aluzję do niejasnych okoliczności narodzin Jezusa. Jak czytamy w tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia, obecni w nazareńskiej „powątpiewali o Nim” (gr. skandalidzonto en auto). Obecny w tekście greckim czasownik skandalidzo (dosł. „potknąć się o przeszkodę”) ma w sobie silny ładunek emocjonalny. Nie chodzi zatem jedynie o zwykłe powątpiewanie, ale wręcz gorszenie się osobą i zachowaniem Jezusa. Owe zgorszenie wynika z nieumiejętności zaakceptowania faktu, że mądrość Boża może objawić się przez kogoś, kogo zna się od dziecka. Mieszkańcy Nazaretu są typowym przykładem obrazującym wcześniejsze słowa Pana o tych, którzy patrzą, ale nie widzą, słuchają, ale nie rozumieją (por. Mk 4,12). Zwyczajność Jezusa, „chłopaka z sąsiedztwa”, dla Nazarejczyków stanowiła przeszkodę nie do pokonania. Nie potrafili przyjąć do wiadomości, że Bóg może działać przez Kogoś tak bliskiego i znanego. A jak jest ze mną? Czy potrafię dostrzec obecność Chrystusa w otaczających mnie ludziach? Czy zgadzam się na to, by także powszedniość mojego życia była miejscem objawiania się Boga?
  • A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony» (w. 4) Postawa mieszkańców Nazaretu nie mogła nie spotkać się z reakcją ze strony Jezusa. Przytacza On przysłowie, które funkcjonowało wtedy w powszechnym obiegu (por. Łk 4,24; J 4,44). Mówi o „proroku” (gr. ho profetes) lekceważonym „w swojej ojczyźnie” (gr. en te patridi autu), „wśród swoich krewnych” (gr. en tois syngeneusin) i „w swoim domu” (gr. en te oikia autu). Nazywając siebie prorokiem, Jezus łączy swój los z losem długiej linii starotestamentalnych proroków, odrzucanych i prześladowanych ze względu na treść głoszonego orędzia. Natomiast wymieniając kolejne „kręgi odrzucenia”, podkreśla, że w życiu głoszącego nawet najbliższe relacje mogą być zagrożone. Bliskość fizyczna nie zawsze idzie w parze z bliskością serca czy ze zrozumieniem misji. Popatrzę na moje najbliższe relacje. Czy jest w nich miejsce na wspólne kroczenie drogą wiary? Czy potrafimy wzjamnie ubogacać się doświadczeniem Chrystusa?
  • I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich (w. 5) Stwierdzenie ewangelisty, że Jezus „nie mógł tam zdziałać żadnego cudu” (gr. uk edynato ekei poiesai udemian dynamin), nie wskazuje na Jego bezsilność, lecz na relacyjny charakter łaski, która wymaga wiary jako przestrzeni do działania. Bóg tak dalece szanuje wolną wolę człowieka, że pozwala, by ludzki opór powstrzymywał Jego nadzwyczajne interwencje. Mimo ogólnej atmosfery sceptycyzmu, działalność cudotwórcza Jezusa nie zostaje całkowicie wygaszona (por. Iz 53,3-5). Udaje Mu się uzdrowić garstkę chorych, po raz kolejny przez dotyk (por. 1,31.41; 5,23.28). Bóg szanuje moją wolność… Zatrzymam się na chwilę przy tej prawdzie. Spróbuję dostrzec, czy nie ma we mnie schematu myślowego, według którego wiara jest zagrożeniem dla wolności.
  • Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał (w. 6) Kończąc relację z Nazaretu, Marek wspomina o tym, że Jezus „dziwił się” (gr. ethamuadzen) niedowiarstwu (gr. he apistia) jego mieszkańców. Szczegół ten jest osobliwy, gdyż Ewangelie zazwyczaj pokazują zdumienie Pana wobec wielkiej wiary, a nie jej braku (por. Mt 8,10; 15,28). Reakcja ta nie prowadzi jednak do gniewu, lecz staje się impulsem do zmiany strategii działania. Jezus „nie traci czasu” na siłowe przekonywanie zamkniętych serc w Nazarecie, lecz wyrusza w drogę, by nauczać w okolicznych wioskach. Na poziomie symbolicznym, przejście od prób czynienia cudów do głoszenia sugeruje, że tam, gdzie brakuje fundamentu, jakim jest otwartość i zaufanie, nauczanie musi najpierw przygotować grunt pod przyszłe owoce. Im więcej we mnie zagubienia i buntu wobec Boga, tym bardziej potrzebuję Słowa, które niczym kropla drążąca skałę, potrafi stopniowo przebić się przez skorupę mojego serca. Wzbudzę w sobie dziękczynienie za każdą modlitwę Słowem, za każdą spotkanie Słowa z moim „ja”.

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, mów do mnie, rozbrajaj we mnie wszelkie pułapki czyhające na łaskę zbawienia”.

Nie bój się, wierz tylko! (Mk 5,21-43)

Przygotowanie

  • Dzisiejszy fragment Ewangelii Marka jest dosyć długi. Jednakże jego odczytanie w całości nie tylko respektuje literackie właściwości Markowego dzieła, lecz również w pełniejszy sposób pozwala spojrzeć na Jezusa jako na czułego i miłosiernego Pana ludzkiego życia. Wyciszę moje serce i skupię moją uwagę, by idąc za prowadzeniem Ducha Świętego nic nie uronić z dzisiejszego Słowa.

Punkty do medytacji

  • Gdy Jezus przeprawił się z powrotem łodzią na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem (w. 21) Powrót Jezusa z pogańskiego kraju Gerazeńczyków (por. Mk 5,1-20) na żydowski brzeg Jeziora Galilejskiego jest Jego ponownym wejściem w centrum religijnego życia Izraela. Przeprawa łodzią symbolizuje wielką dynamikę Jego misji. Jako Dobry Pasterz krąży On między różnymi grupami ludzi, by nikogo nie pominąć. „Wielki tłum” (gr. ochlos polys), natychmiast gromadzący się wokół Pana świadczy o ogromnym głodzie Słowa, jaki panował wśród galilejskiego ludu. Jezus nie idzie do Kafarnaum,lecz zatrzymuje się „nad jeziorem” (gr. para ten thalassan), po raz kolejny wybierając otwartą przestrzeń, dostępną dla każdego. Głód Słowa, mniej lub bardziej uświadomiony, charakteryzuje także współczesnego człowieka. Czasami wręcz padamy na twarz przed różnymi guru czy liderami opinii publicznej. Dla obrony przedstawianych przez nich racji jesteśmy gotowi toczyć między sobą wojny. Wiele w tym emocji, niewiele racjonalności, a jeszcze mnie pozytywnych skutków. Kto dzisiaj jest moim przodownikiem, kogo najczęściej słucham i na czyjej nauce opieram moją codzienność?
  • Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: «Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła». Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał (ww. 22-24) Pojawienie się Jaira, szanowanego „przełożonego synagogi” (gr. ho archisynegagos), który publicznie „upada do nóg” (gr. piptei pros tus podas) wędrownego Nauczyciela, jest aktem desperacji przekraczającym społeczne bariery. W obliczu śmierci dziecka duma i zajmowana pozycja tracą jakiekolwiek znaczenie (por. Mk 3,6). Gorąca prośba dostojnika o nałożenie rąk na córkę wyraża głęboką wiarę, że dotyk Jezusa ma moc odwrócenia nieodwracalnego wyroku śmierci. Pan odpowiada na prośbę ojca natychmiastowym działaniem, ruszając w drogę bez zbędnych słów. Jair znalazł się w dramatycznej sytuacji. Dla ratowania swojego dziecka był gotowy zaryzykować wszystko. Jakie sytuacje z mojego życia przypomina mi sytuacja przełożonego synagogi? Gdzie wtedy szukałem ratunku? Czy wierzę, że Jezus ma moc ocalenia mnie i moich bliskich od nawet największego cierpienia?
  • A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele wycierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej (ww. 25-26) Wprowadzenie postaci kobiety, od dwunastu lat cierpiącej na „upływ krwi” (gr. en hrysei haimatos, dosł. „w upływie krwi”), stanowi dramatyczny kontrapunkt dla dwunastoletniego życia umierającej córki Jaira (por. Kpł 17,11). Choroba kobiety czyniła ją rytualnie nieczystą, skazując na bolesną izolację i niemożność uczestniczenia w żydowskim kulcie (por. Kpł 15,25-27.31-33; 20,18). Marek opisując jej cierpienie, zaznacza, że „wiele wycierpiała” (gr. polla pathusa) od ówczesnych lekarzy, których prymitywne metody były często bardziej bolesne niż sama dolegliwość. Dodatkowo utrata całego majątku na leczenie doprowadziła ją do nędzy. Fakt, że jej stan się pogorszył, mimo wszelkich ludzkich starań, podkreśla beznadziejność położenia, w którym się znalazła. Podobnie jak wcześniej Jair i jego córka, kobieta cierpiąca na krwotok symbolizuje ogrom ludzkiej biedy. Jej wyczerpanie fizyczne, psychiczne i finansowe oddaje prawdę o naszej ludzkiej kondycji. Co dzisiaj jest moją największą dolegliwością? O czym chciałbym opowiedzieć Jezusowi?
  • Posłyszała o Jezusie, więc weszła z tyłu między tłum i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: «Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa». Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w [swym] ciele, że jest uleczona z dolegliwości (ww. 27-29) Ponieważ słyszała o wcześniejszych cudach Jezusa, kobieta przełamuje paraliżujący lęk i decyduje się podejść do Niego ukradkiem. Jej myślenie, choć nosi pewne znamiona myślenia magicznego, wyraża wiarę, że nawet najmniejszy kontakt fizyczny wystarczy, by ocaleć. Dotknięcie „płaszcza” (gr. to himation) jest złamaniem surowych przepisów o czystości rytualnej, bowiem jej dotyk w świetle Prawa czynił nieczystym samego Nauczyciela. Jezus jednak nie cofa się przed tą nieczystością, a Jego boska moc odpowiada na nieme wołanie serca chorej (por. Mk 6,56; Dz 19,12). Ewangelista kładzie nacisk na natychmiastowość skutku (gr. euthys), wskazując, że krwotok ustał w jednej chwili, kończąc dwunastoletnią mękę. Kobieta z dzisiejszej perykopy działała w oparciu o docierające do niej wieści o Jezusie. Ta jeszcze niekompletna Ewangelia zmotywowała ją do działania i postawienia pierwszych kroków na drodze wiary. A jak jest w moim przypadku? Czy zauważam zależność między moją znajomością Jezusa i postawami, które prezentuje na co dzień?
  • A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: «Kto dotknął mojego płaszcza?» (w. 30) Jezus „natychmiast” (gr. euthys) uświadamia sobie wypływ mocy. Jego cuda nie są autonomicznym procesem, lecz świadomym darem Dawcy. Użyty w tekście greckim rzeczownik he dynamis („przejaw mocy, cud”) wskazuje na realną siłę życiową, która opuszcza Nauczyciela, jednocześnie głęboko i osobiście angażując Go w proces uzdrawienia. Pytanie Jezusa – „Kto dotknął mojego płaszcza?” – z pozoru brzmi absurdalnie, zważając na ścisk tłumu. Zbawiciel jednak celowo inicjuje konfrontację z uzdrowioną, aby przenieść cud z poziomu czysto fizjologicznego na poziom osobowej relacji. Pełnia uzdrowienia, zarówno fizycznego, jak i duchowego, następuje jedynie w osobistym spotkaniu z Nim. Także w moim życiu Pan na różne sposoby stawia mi pytania. Czasami posługuje się biblijnym tekstem, czasami używa osób lub mówi przez dziejące się wydarzenia. Jemu naprawdę zależy, by nawiązać ze mną ożywczy dialog, który wprowadzi mnie na wyższe poziomy wiary i ufności. Czy jestem otwarty na Jezusowe mówienie do mnie? W jaki sposób na nie odpowiadam?
  • Odpowiedzieli Mu uczniowie: «Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto Mnie dotknął». On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła (ww. 31-32) Odpowiedź zdziwionych uczniów jest wyrazem ludzkiej logiki, która mija się z duchową głębią sytuacji. Wskazują na absurdalność pytania o jeden dotyk w momencie, gdy na Pana napiera gęsty, bezimienny tłum. Tymczasem ta scena jaskrawo ukazuje różnicę między przypadkowym otarciem się o Boga, co czyniło wielu, a świadomym dotknięciem wiary, którego dokonała tylko jedna osoba. Podczas gdy uczniowie widzą jedynie zewnętrzne okoliczności, Jezus wyczuwa intencję serca. Mimo racjonalnych argumentów najbliższego otoczenia, Pan nie rezygnuje i wodzi wzrokiem wokoło, by dostrzec uzdrowioną. Jego przenikliwe spojrzenie dowodzi, że nie zadowala się samym cudem uzdrowienia, ale pragnie doprowadzić także do zawiązania relacji z uzdrowionym człowiekiem. W jakim stopniu jestem świadomy, że pod powierzchnią różnych wydarzeń z mojego życia kryje się duchowa głębia, która wszystko uzasadnia? Czy nie rezygnuję zbyt łatwo z dociekania prawdy na rzeczy szybkich i oczywistych odpowiedzi?
  • Wtedy kobieta podeszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, padła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę (w. 33) Uzdrowiona kobieta, „zalękniona i drżąca” (gr. fobetheisa kai tremusa), jest świadoma zarówno złamania surowego zakazu rytualnego, jak i z bezpośredniego zetknięcia z Boskim majestatem (por. Mk 4,41; Wj 15,16; Ps 2,11; Jr 33,9). Znajduje w sobie jednak siłę, by wyjść z bezpiecznego cienia anonimowości i stanąć w nagiej prawdzie przed Nauczycielem. Gest upadnięcia przed Jezusem jest aktem głębokiej adoracji, w którym uzdrowiona uznaje, że ma On władzę nad jej losem. Wyznanie „całej prawdy” (gr. pasan ten aletheian) w obecności tłumu oznacza konieczność publicznego opowiedzenia o swojej chorobie. Chrystus doprowadza do tej sytuacji celowo, aby uwolnić kobietę z lęku i przekształcić jej niemal magiczne podejście w dojrzałą, osobową relację z Bogiem. Szczere świadectwo jest pieczęcią uzdrowienia, przywracającą kobietę nie tylko do zdrowia fizycznego, ale także do pełnego życia we wspólnocie. Czy potrafię dzielić się doświadczeniem mojej wiary z innymi? Czy próbuje rozeznawać w moim sercu komu i o czym powinienem powiedzieć?
  • On zaś rzekł do niej: «Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź wolna od swej dolegliwości» (w. 34) Jezus zwraca się do kobiety, posługując się czułym tytułem „Córko” (gr. thygater), co jest jedynym takim przypadkiem w Ewangeliach. Pan koryguje jej myślenie, podkreślając, że to nie magiczny dotyk szaty, ale osobista wiara otworzyła jej drogę do doświadczenia Bożej mocy. Użyty tutaj grecki czasownik sodzo (także w wersetach: 23 i 28), oznaczający „uzdrawiać”, ma także sens „zbawiać”, co sugeruje, że kobieta otrzymała dar całościowej odnowy duszy i ciała. Słowa odesłania – „idź w pokoju” (gr. hypage eis eirenen) nie są zwykłym zwrotem grzecznościowym, lecz przekazaniem daru duchowej harmonii i bezpieczeństwa (hebr szalom). Kobieta nie odchodzi jako anonimowa uzdrowiona, lecz jako ukochane dziecko Boga, które w pełni odzyskało swoją godność. Dotykając mnie w sakramentach swoją łaską, Jezus za każdym razem odsyła mnie z powrotem do mojego codziennego życia. Obdarza mnie pokojem, dzięki któremu moja codzienność może stać się kontynuacją doświadczania Jego zbawczej mocy. Jaki wpływ na moje życie ma udział w sakramentach? Czy mam świadomość, że w swej istocie zawsze stanowią one początek kolejnego etapu wiary?
  • Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: «Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?» Lecz Jezus, słysząc, co mówiono, rzekł do przełożonego synagogi: «Nie bój się, wierz tylko!» (ww. 35-36) Gdy uzdrowiona kobieta odchodzi, na Jaira spada druzgocąca wiadomość o śmierci córki, która z ludzkiego punktu widzenia powinna definitywnie wygasić wszelką nadzieję. Posłańcy, sugerując, by nie trudził już Nauczyciela, wyznaczają granicę Jego możliwości, uznając śmierć za nieprzekraczalną barierę, nawet dla Tego cudotwórcy. Zrozpaczony ojciec musi w ułamku sekundy wybrać między faktem zgonu dziecka a zaufaniem do Mistrza. Chrystus, słysząc rozmowę, natychmiast przejmuje inicjatywę, zanim jeszcze rozpacz zdąży całkowicie sparaliżować serce ojca. Krótki, wręcz żołnierski rozkaz „Nie bój się, wierz tylko!” (gr. me fobu, nonon pisteue) jest wezwaniem do heroizmu wiary, która ma trwać wbrew oczywistym faktom (por. Mk 6,5-6). Jezus zmienia definicję sytuacji: tam, gdzie ludzie widzą nieodwracalny koniec, On widzi jedynie przestrzeń do jeszcze większego objawienia Bożej mocy. Także do mnie Jezus mówi dzisiaj: „Nie bój się, wierz tylko!” Zatrzyma się nad tymi słowami i spróbuję odkryć, co one oznaczają w kontekście mojej aktualnej sytuacji życiowej.
  • I nie pozwolił nikomu iść ze sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Widząc zamieszanie, płaczących i głośno zawodzących (ww. 37-38) Jezus dokonuje radykalnej selekcji świadków, pozwala iść ze sobą jedynie Piotrowi, Jakubowi i Janowi. Wybór wąskiego grona uczniów wskazuje na wyjątkową rangę nadchodzącego wydarzenia, które – podobnie jak późniejsze Przemienienie (por. Mk 9,2-8) – ma przez pewien czas pozostać sekretem. Ponadto oddzielenie gapiów od przyszłego miejsca cudu sugeruje, że tajemnica życia i śmierci wymaga atmosfery sakralnego skupienia, a nie jarmarcznej sensacji. Po przybyciu do domu Jaira, Jezus i Jego kilku towarzyszy zderzają się z orientalnym rytuałem żałobnym, pełnym głośnego zawodzenia i płaczu (por. Jr 9,17; Mt 11,17), który ostatecznie potwierdza, że śmierć dziewczynki jest w oczach ludzi faktem nieodwracalnym. Jeszcze raz spojrzę na moje życie, na przestrzenie, w których panuje rozpacz i śmierć. Jezus chce tam dotrzeć, zaprasza mnie, bym w ciszy i skupieniu jeszcze bardziej otworzył się na Jego pełną życia obecność.
  • wszedł i rzekł do nich: «Czemu podnosicie wrzawę i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi». I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął ze sobą tylko ojca i matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało (ww. 39-40) Wchodząc w sam środek żałobnego chaosu, Jezus rzuca wyzwanie śmierci, redefiniując jej nieodwracalny stan i mówi: „Dziecko nie umarło, tylko śpi” (por. J 11,11-14; Dn 12,12). Nie mamy tutaj do czynienia z negacją biologicznego zgonu, lecz teologiczną deklaracją, że dla Boga przywrócenie życia jest tak samo łatwe, jak obudzenie kogoś z drzemki. Reakcja tłumu, który błyskawicznie przechodzi od rytualnego płaczu do szyderczego śmiechu, obnaża dramat niewiary i duchową ślepotę obecnych. Chrystus „wyrzuca” na zewnątrz wszystkich kpiarzy. Zabierając ze sobą tylko rodziców i trzech uczniów, tworzy krąg intymności i ciszy, niezbędny do objawienia się tajemnicy życia. Bóg nie dokonuje swoich największych dzieł na pokaz, lecz rezerwuje je dla tych, którzy potrafią zaufać Mu wbrew logice świata. Czym dla mnie jest chrześcijańska nadzieja? Czy opieram jej rozumienie na prawdzie o nieograniczonej mocy Jezusa, który potrafi wyratować nawet z głębin śmierci?
  • Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: «Talitha kum», to znaczy: «Dziewczynko, mówię ci, wstań!» Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym się nie dowiedział, i polecił, aby jej dano jeść (ww. 41-43) Jezus ujmuje martwą dziewczynkę za rękę, łamiąc żydowski zakaz dotykania zwłok. Ewangelista Marek zachowuje oryginalne aramejskie słowa Talitha kum, co nadaje relacji charakter naocznego świadectwa. Natychmiastowy (gr. euthys) powrót dziewczynki do sił dowodzi, że dokonany cud polegał na całkowitym i nagłym przywróceniu pełni witalności. Wzmianka o jej dwunastu latach domyka symboliczną klamrę kompozycyjną, łącząc czas jej życia z okresem cierpienia kobiety uzdrowionej chwilę wcześniej. Wyobrażę sobie siebie jako świadka zbudzenia do życia córki Jaira. Przypatrzę się zachowaniu Jezusa, spojrzę na dziecko, które jeszcze przed chwilą leżało martwe, a teraz tryska energią. Spojrzę na twarze innych obecnych, na twarze rodziców i Jezusowych uczniów. Jakie myśli i uczucia rodzą się we mnie w tym momencie?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, Ty jesteś Panem życia, Tobie oddaję mnie samego, moich bliskich, moją codzienność”.