Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych

Życie (fot. Studio Dekorasyon, unsplash.com)

Środa, 3 czerwca, wspomnienie św. Karola Lwangi i Towarzyszy

Mk 12,18-27

18 Potem przyszli do Niego saduceusze, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i pytali Go w ten sposób: 19 «Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: Jeśli umrze czyjś brat i pozostawi żonę, a nie zostawi dziecka, niech jego brat pojmie ją za żonę i wzbudzi potomstwo swemu bratu. 20 Otóż było siedmiu braci. Pierwszy pojął żonę, a umierając, nie zostawił potomstwa. 21 Drugi ją pojął za żonę i też zmarł bez potomstwa; tak samo trzeci. 22 I siedmiu ich nie zostawiło potomstwa. W końcu po wszystkich umarła także kobieta. 23 Przy zmartwychwstaniu więc, gdy powstaną, którego z nich będzie żoną? Bo siedmiu miało ją za żonę». 24 Jezus im rzekł: «Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej? 25 Gdy bowiem powstaną z martwych, nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie. 26 Co się zaś tyczy umarłych, że zmartwychwstaną, to czy nie czytaliście w księdze Mojżesza, tam gdzie mowa o krzewie, jak Bóg powiedział do niego: Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba? 27 Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych. Jesteście w wielkim błędzie».

Saduceusze, podobnie jak faryzeusze i zwolennicy Heroda we wczorajszej Ewangelii (por. Mk 12,13-17), przychodzą do Jezusa z pytaniem, które ma Go skompromitować w oczach świadków rozmowy. Jak pisze Marek, Żydzi należący do tego ugrupowania odrzucali wiarę w zmartwychwstanie. Uważali, że dusza umiera wraz z ciałem. Dlatego przepytując Jezusa, saduceusze stawiają sobie za cel sprowadzić do absurdu Jego naukę o życiu wiecznym.

Postawione przez siebie pytanie opierają na hipotetycznym przypadku kobiety, która kolejno była żoną siedmiu braci. Odwołują się przy tym do Tory. W Księdze Powtórzonego Prawa znajduje się passus, który określany jest mianem „prawa lewiratu” (łac. levir, „szwagier”): „Jeśli bracia będą mieszkać wspólnie i jeden z nich umrze, a nie będzie miał syna, nie wyjdzie żona zmarłego za mąż za kogoś obcego, spoza rodziny, lecz szwagier jej zbliży się do niej, weźmie ją sobie za żonę, dopełniając obowiązku lewiratu. A najstarszemu synowi, którego ona urodzi, nadadzą imię zmarłego brata, by nie zaginęło jego imię w Izraelu” (Pwt 25,5-6). W fikcyjnym scenariuszu saduceuszy każdy z siedmiu braci poślubia tę samą kobietę, a następnie umiera, nie pozostawiając potomków. Ostatecznie kobieta również umiera. W tym miejscu pojawia się pytanie: „Przy zmartwychwstaniu więc, gdy powstaną, którego z nich będzie żoną? Bo siedmiu miało ją za żonę” (Mk 12,23). Najwyraźniej saduceusze uważają, że postawili Jezusa przed nierozwiązywalnym dylematem. Niemożliwe jest przecież, by jedna kobieta była jednocześnie żona siedmiu mężczyzn!

Jezus odpowiada w sposób typowy dla żydowskich nauczycieli, zadając pytanie: „Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej?” (12,24). W słowach tych wyraźnie stwierdza, że saduceusze tkwią w błędzie z dwóch powodów: nie rozumieją ani Pism, ani mocy Bożej. W kolejnych wypowiedziach Pan rozwija te dwa punkty w odwrotnej kolejności.

Saduceusze nie rozumieją „mocy Bożej”, ponieważ nie wiedzą, że Bóg jest w stanie nie tylko przywrócić umarłych do życia, ale także dać im zupełnie nowe, przemienione życie: „Gdy bowiem powstaną z martwych, nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie” (12,25). Rozumowanie adwersarzy Jezusa wychodzi z błędnej przesłanki, że zmartwychwstanie będzie prostą kontynuacją ziemskiego życia, swojego rodzaju reanimacją zwłok. Tymczasem będzie niewyobrażalnie różnić się od znanego nam życia ziemskiego. Jezus używa aktywnych i pasywnych form czasownika gameo („żenić się”, wychodzić za mąż), sugerując, że zmartwychwstali ludzie nadal będą mężczyznami i kobietami. Jednak zróżnicowanie płciowe nie będzie już powiązane z małżeństwem, ani z rodzeniem dzieci, ponieważ ziemskie małżeństwo spełni swój cel. Po zmartwychwstaniu ludzie „będą jak aniołowie w niebie”. Podobieństwo do aniołów nie oznacza, że będą bezcielesnymi duchami, lecz że ich egzystencja będzie polegać na chwalebnym i wiecznym przebywaniem z Bogiem. Za pomocą tej odpowiedzi Jezus potwierdza kilka prawd odrzucanych przez saduceuszy: życie po śmierci, zmartwychwstanie ciała i istnienie aniołów.

Saduceusze nie rozumieją „Pisma”. Nie chodzi o to, że nie znają tekstów świętych. Niektórzy z nich mogli recytować Torę z pamięci (w odróżnieniu od innych żydowskich grup tamtego czasu uznawali tylko pięć ksiąg Mojżeszowych, odrzucając m.in. księgi prorockie). Problem polegał na tym, że saduceusze nie rozumieją Boga, który na kartach świętych ksiąg przemawia. Nie pojmują sensu słów, które Bóg wypowiedział do Mojżesza, objawiając mu się w płonącym krzewie: „Co się zaś tyczy umarłych, że zmartwychwstaną, to czy nie czytaliście w księdze Mojżesza, tam gdzie mowa o krzewie, jak Bóg powiedział do niego: Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba?” (12,26; por. Wj 3,1-6). Bóg może być czyimś Bogiem tylko wtedy, gdy ten ktoś żyje: „Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych” (Mk 12,27). Bóg nie mógłby objawić, że jest Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, gdyby nie był ich opiekunem i obrońcą, co obejmuje także ocalenie przed śmiercią w jej najgłębszym znaczeniu, jakim jest wieczne oddzielenie człowieka od Niego. Więcej, ponieważ według zamysłu Stwórcy ludzie żyją w ciele, zbawienie od śmierci musi konsekwentnie obejmować także ciało. W tekstach biblijnych ciało nie jest tylko „składnikiem” osoby, ale „stanowi osobę” jako widzialny przejaw życia. Bycie żywym oznacza istnieć jako cała osoba – ciało i dusza. Rozumowanie Jezusa jest głębokie i różni się od logiki, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Jego argument opiera się na niewyobrażalnej trosce i miłości, do których Bóg się zobowiązał, stając się naszym Bogiem.

Czy dociekam sensu słów zawartych w Piśmie Świętym? Czy wierzę, że moja śmierć nie będzie końcem mojego istnienia, gdyż Bóg wskrzesi mnie z martwych?

Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?

Denar z wizerunkiem Tyberiusza

Wtorek, 2 czerwca

Mk 12,13-17

13 Posłali natomiast do Niego kilku faryzeuszów i zwolenników Heroda, którzy mieli podchwycić Go w mowie. 14 Ci przyszli i rzekli do Niego: «Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i na nikim ci nie zależy. Bo nie oglądasz się na osobę ludzką, lecz drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie? Mamy płacić czy nie płacić?» 15 Lecz On poznał ich obłudę i rzekł do nich: «Czemu wystawiacie Mnie na próbę? Przynieście Mi denara; chcę zobaczyć». 16 Przynieśli, a On ich zapytał: «Czyj jest ten obraz i napis?» Odpowiedzieli Mu: «Cezara». 17 Wówczas Jezus rzekł do nich: «Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga». I byli pełni podziwu dla Niego.

Religijne władze żydowskie wysyłają do Jezusa ludzi, „którzy mieli podchwycić Go w mowie” (12,13). Zaczyna się seria trzech pytań zadawanych Panu kolejno przez faryzeuszy i herodian (12,13–14), saduceuszy (12,18–23) oraz uczonych w Piśmie (12,28). Pierwsze pytanie, dotyczące płacenia podatków Rzymowi, wyraża sprytną taktykę. Faryzeusze i herodianie, należąc do przeciwnych biegunów politycznego spektrum starożytnego Izraela, mieli przeciwne opinie na temat imperialnego podatku. Pierwsi, członkowie ruchu reformatorskiego popierającego żydowski separatyzm i ścisłe przestrzeganie norm religii żydowskiej, krytykowali pogańską władzę okupacyjną. Natomiast drudzy, zwolennicy Heroda Antypasa, zarządzającego w randze tetrarchy terytorium Galilei i Perei, uczestniczyli we współpracy z Rzymem i utrzymywaniu politycznego status quo. Na co dzień obydwie grupy zajmowały wrogie stanowiska, lecz mimo po to raz kolejny wspólnie występują przeciwko Jezusowi (por. 3,6). Postrzegając Go jako politycznego przywódcę, starają się postawić Go w obliczu sytuacji, w której każda podana przez Niego odpowiedź będzie krytycznie postrzegana. Jeśli Jezus poprze płacenie podatku, zostanie zdyskredytowany w oczach zwykłych Żydów, którzy mają dosyć rzymskiej okupacji. W konsekwencji Pan straci powszechne poparcie, które powstrzymywało religijnych przywódców przed pojmaniem Go (por. 11,18). Jeśli natomiast sprzeciwi się podatkowi, będzie mógł być wydany Rzymianom jako buntownik.

W ramach podjętej taktyki, zanim padnie właściwe pytanie, wysłannicy próbują przekonać świadków o swoich „dobrych” intencjach i być może uśpić czujność Jezusa, schlebiając Mu: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i na nikim ci nie zależy. Bo nie oglądasz się na osobę ludzką, lecz drogi Bożej w prawdzie nauczasz” (12,14). Pan określony zostaje jako prawdomówny nauczyciel, niedostosowujący swoich wypowiedzi do oczekiwań słuchaczy.  Mało tego, mówią o Nim, że naucza „drogi Bożej”. Wszystko te słowa dotykają prawdy o Jezusie, powiedziane są jednak z nieuczciwą intencją. Ani bowiem faryzeusze, ani zwolennicy Heroda, nie chcą Go słuchać i stać się Jego uczniami. Z całą pewnością nie chcą też podążać nauczaną przez Niego drogą. Celem jest zastawienie pułapki. Dlatego pada w końcu właściwe podchwytliwe pytanie: „Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?” (dosł. „czy jest prawowierne płacenie podatku cezarowi, czy nie”, 12,14). Dla wierzących Żydów płacenie podatków Rzymowi za pomocą monet, na których umieszczano surowe oblicze Cezara, stanowiło obrazę Boga Jedynego, który według Prawa miał być postrzegany jako jedyny Władca Izraela: „Ja jestem Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, bo Ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który za nieprawość ojców karze synów do trzeciego i czwartego pokolenia, tych, którzy Mnie nienawidzą” (Wj 20,2-6).

Jezus dostrzega zarówno nieuczciwą próbę pochlebstwa, jak i hipokryzję pytających. Hipokryzja (od gr. hypokrysis, „udawanie”, za pomocą którego określano greckich aktorów) polega na ukrywaniu prawdziwych intencji osoby (por. 7,6). Zadając pytanie, Pan podsumowuje postawę faryzeuszy i herodian: „Czemu wystawiacie Mnie na próbę?” (12,15). W starotestamentalnych tekstach testowanie Boga postrzegane jest za grzech wymagający kary (por. Lb 14,22; Pwt 6,16; Ps 95,8-9). Istotnie, pytający testując Jezusa (gr. peirazo, „kusić, testować, próbować”), wchodzą w rolę szatana, który Go kusił (peirazo) na pustyni (Mk 1,13).

W prorockim stylu Jezus używa wizualnej pomocy, by zilustrować to, co ma zamiar powiedzieć (por. Jr 19,1-10; 27,2; Ez 4): „Przynieście Mi denara; chcę zobaczyć” (Mk 12,15). Denar był srebrną rzymską monetą odpowiadającą dziennej pensji robotnika. Wybijano na nim wizerunek cesarza, którym w tym czasie był Tyberiusz oraz napis: „Tyberiusz Cezar August, syn boskiego Augusta”. Na odwrocie zaś widniały słowa „Najwyższy Kapłan” (Pontifex Maximus), mówiący o tym, że cesarz był najwyższym pośrednikiem między ludźmi a bogami. Kult cesarza, rozpowszechniony w rzymskiej religii obywatelskiej, dla Żydów był obrzydliwością. Pytający Jezusa podają Mu denara, ujawniając, że noszą przy sobie na terenie świątyni bałwochwalczą monetę. Jezus zadaje im pytanie: „Czyj jest ten obraz i napis?” (12,16). Nie mając innego wyjścia, przyznają: „Cezara”. Używając monet Cezara, domyślnie uznają jego władzę jako cesarza.

Końcowa odpowiedź Jezusa wymyka się zastawionej na Niego pułapce i podnosi całą dyskusję ponad sferę polityki: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (12,17). W starożytności powszechnie rozumiano, że monety były własnością władcy, który je wyemitował. Odwołując się do monety, która należy do Cezara, Jezus pośrednio potwierdza prawo państwa do zbierania podatków. W ten sposób Pan dystansuje się od żydowskich nacjonalistów, którzy negowali podatki na rzecz Imperium. Lecz podkreśla jednocześnie, że co nosi w sobie obraz Boga, czyli każdy człowiek, włącznie z cezarem, należy do Boga. Jezusa nawiązuje tym samym do pierwszych stron Biblii: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boga go stworzył: stworzył ich mężczyzną i niewiastą” (Rdz 1,27). Państwo może rościć pretensje do marnego kawałka metalu. Bóg natomiast rości sobie prawo do całego naszego istnienia, jak powie Jezus kilka wersetów później, cytując Torę: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą” (12,30; por. Pwt 6,4-5). Obowiązek wobec państwa ograniczony jest absolutnym obowiązkiem wobec Boga. Parafrazując słowa Jezusa: Nie dawaj Cezarowi (państwu, społeczeństwu ani żadnej instytucji ludzkiej) tego, co należy tylko do Boga i do Jego Syna (por. Mk 8,34–38).

Czy wchodząc w modlitewną rozmowę z Bogiem, ma czyste intencje? Jaki jest mój stosunek do prawa państwowego? W jaki sposób pielęgnuję w sobie obraz Boga? Czy uznaję, że absolutnym punktem odniesienia dla ludzkiego prawa jest Boża wola?

Oto Matka twoja

Święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła

J 19,25-34

25 A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. 26 Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». 27 Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. 28 Potem Jezus, świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: «Pragnę». 29 Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę nasączoną octem i do ust Mu podano. 30 A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: «Dokonało się!» I skłoniwszy głowę, oddał ducha. 31 Ponieważ był to dzień Przygotowania, aby zatem ciała nie pozostawały na krzyżu w szabat — ów bowiem dzień szabatu był wielkim świętem — Żydzi prosili Piłata, żeby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała. 32 Przyszli więc żołnierze i połamali golenie tak pierwszemu, jak i drugiemu, którzy z Nim byli ukrzyżowani. 33 Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, 34 tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok, a natychmiast wypłynęła krew i woda.

Ewangelie synoptyczne krótko wspominają, że pośród świadków krzyżowej śmierci Jezusa były także kobiety: „Było tam również wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka. Szły one za Jezusem z Galilei i usługiwały Mu” (Mt 27,55; por. Mk 15,40; Łk 23,49). Natomiast Czwarta Ewangelia dopowiada, że tuż pod krzyżem Pana stała Jego matka wraz z kilkoma innymi kobietami oraz umiłowany uczeń. Tym samym Maryja, chociaż nie wymieniona z imienia, pojawia się na początku (2,1-11) i pod koniec ewangelicznego opowiadania.

Umiłowany uczeń, tradycyjnie identyfikowany z Janem, synem Zebedeusza, u synoptyków razem z Szymonem Piotrem i swoim bratem, Jakubem, uczestniczy w ważnych wydarzeniach, jak wskrzeszenie córki Jaira (Mk 5,37), przemienienie na Górze Tabor (Mk 9,2), modlitwa w Ogrójcu (Mk 14,33). W Czwartej Ewangelii, chociaż ani razu nie pojawia się jego imię (w 21,2 mowa jest o „synach Zebedeusza”, do niego odnosi się także określenie „inny uczeń” w 18,15), również podkreślona zostaje jego szczególna więź z Jezusem: podczas ostatniej wieczerzy spoczywa na Jego piersi (13,23), w tej samej scenie pośredniczy w rozmowie między Nim  a Piotrem (13,24-25), jako pierwszy z uczniów dociera do pustego grobu i z wiarą uznaje Jego powstanie z martwych (20,4.8), rozpoznaje Go, gdy już jako zmartwychwstały ukazuje się nad Morzem Tyberiadzkim (21,7). Janowi wreszcie przypisywane jest autorstwo Czwartej Ewangelii (por. 21,20-24). Obecność umiłowanego ucznia na Golgocie dodatkowo podkreśla jego wierność wobec Pana, nie opuścił Go nawet w godzinie Jego śmierci.

Umierający Jezus, patrząc z wysokości krzyża na bliskie Mu osoby, mówi najpierw do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój” (19,26), następnie zaś do umiłowanego ucznia: „Oto Matka twoja”, narrator dopowiada: „I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (19,27). Podobnie jak przypadku wesela w Kanie Galilejskiej, scena ta nie tylko opowiada o konkretnym historycznym wydarzeniu, ale ma także głębokie znaczenie teologiczne. W obydwu opowiadaniach Jezus zwraca się do Maryi, używając oficjalnego wyrażenia „Niewiasto”, narrator zaś mówiąc o Niej, posługuje się zwrotem „matka Jezusa” / „Matka Jego”. Na weselu w Kanie Maryja ukazana jest jako model Kościoła, wyjątkowe ucieleśnienie wiernego ludu Bożego, natomiast pod krzyżem jako Matka Kościoła. W obydwu scenach ewangelista dyskretnie nawiązuje do biblijnego obrazu „Matki Syjon” (Iz 60,1-4; 66,7-9) oraz pierwszej kobiety Ewy, w odniesieniu do której Biblia również używa tytułów „kobiety” i „matki” (Rdz 2,23; 3,20).

Mówiąc z krzyża, Jezus ukazuje wyjątkową, duchową relację, łączącą członków Kościoła z Bogiem oraz między sobą. Jezusowe słowa: „Oto syn Twój” w pierwszym rzędzie odnoszą się do Niego samego jako biologicznego syna Maryi. Kontekst jednak, zwłaszcza kolejna wypowiedź: „Oto Matka twoja”, podpowiada, że chodzi tu także o umiłowanego ucznia. Nazywając własną matkę, „matką umiłowanego ucznia”, Jezus wyraża duchową łączność między Nim samym a umiłowanym uczniem: obaj są synami Maryi. Patrząc szerzej, uwzględniając, że umiłowany uczeń symbolizuje wszystkich wierzących, możemy dostrzec tutaj swoistą miniaturę rzeczywistości Kościoła, który jest wielka Bożą rodziną. Jako członkowie Kościoła, mamy duchowe uczestnictwo w życiu zmartwychwstałego Chrystusa, a w konsekwencji Maryję jako naszą duchową Matkę. Jak Ewa stała się „matką wszystkich żyjących” (Rdz 3,20), tak Maryja, nowa Ewa, staje się matką wszystkich wierzących, czyli tych, którzy mocą Ducha Świętego stali się nowym stworzeniem (7,37-39).

Czy wzorem umiłowanego ucznia jestem wierny Jezusowi w chwilach trudnych doświadczeń? Jakie miejsce w mojej religijności zajmuje Maryja? Czy mam świadomość, że będąc w Kościele jestem częścią wielkiej Bożej rodziny?

Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach

Tabga, otoczenie Kościoła Prymatu (fot. R.P.)

Sobota, 30 maja

J 21,20-25

20 Piotr, obróciwszy się, zobaczył idącego za sobą ucznia, którego miłował Jezus, a który to w czasie uczty spoczywał na Jego piersi i powiedział: «Panie, któż jest ten, który Cię zdradzi?» 21 Gdy więc go Piotr ujrzał, rzekł do Jezusa: «Panie, a co z tym będzie?» 22 Odpowiedział mu Jezus: «Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, to cóż tobie do tego? Ty pójdź za Mną!» 23 Rozeszła się wśród braci wieść, że uczeń ów nie umrze. Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze, lecz: «Jeśli Ja chcę, aby pozostał, aż przyjdę, to cóż tobie do tego?» 24 Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach, i on je opisał. A wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe. 25 Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, jakie trzeba by napisać.

W ostatniej perykopie Czwartej Ewangelii nasza uwaga skupia się na osobie „umiłowanego ucznia”. Za każdym razem, gdy wcześniej Piotr i umiłowany uczeń pojawiali się razem w Ewangelii, ten drugi miał szczególny przywilej lub wgląd w serce Jezusa, na przykład podczas Ostatniej Wieczerzy: „w czasie uczty spoczywał na Jego piersi i powiedział: «Panie, któż jest ten, który Cię zdradzi?»” (21,20; por. 13,21-30). Po zmartwychwstaniu jednak to umiłowany uczeń będzie podążał za pasterzem Piotrem, który w swej posłudze będzie naśladował Jezusa, Dobrego Pasterza.

Piotr pyta o umiłowanego ucznia: „Panie, a co z tym będzie?” (21,21). Jezus tajemniczo odpowiada: „Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, to cóż tobie do tego? Ty pójdź za Mną!” (21,22; por. 21,19). Zamiast martwić się o umiłowanego ucznia, Piotr powinien skupić swoją uwagę na Jezusie i na przekazanym mu zadaniu przewodzenia wspólnocie uczniów. Wypowiedź Jezusa o umiłowanym uczniu była interpretowana na różne sposoby. Jedna z interpretacji, powszechna „wśród braci”, czyli chrześcijan związanych z jego osobą (por. 1 J 3,13; 3 J 3), mówiła, że uczeń ten nie umrze. Miałby on żyć, aż do paruzji, czyli chwalebnego powrotu Jezusa w dniu ostatecznym (por. J 5,28–29; 6,39–40.54). Aby wyjaśnić to nieporozumienie, autor podkreśla: „Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze, lecz: «Jeśli Ja chcę, aby pozostał, aż przyjdę, to cóż tobie do tego?»” (21,23). Wyjaśnienie to prawdopodobnie było potrzebne, gdy śmierć w końcu nadeszła. Jak podaje wczesnochrześcijańska Tradycja, umiłowany uczeń, identyfikowany z osobą Jana Apostoła, po zesłaniu Ducha Świętego głosił Ewangelię w Palestynie i Małej Azji. Umarł śmiercią naturalną w Efezie pod koniec I w. Mimo, iż nie doczekał się powtórnego przyjścia Chrystusa, poprzez całe swoje długie życie dawał o Nim świadectwo pośród kolejnych pokoleń. Stąd być może słowa Pana – „Jeśli Ja chcę, aby pozostał, aż przyjdę, to cóż tobie do tego?” – dotyczą po prostu Jego duchowej obecności, która między innymi przez posługę Jana, urzeczywistniała się w Kościołach Azji Mniejszej (por. Rz 12,4).

Na świadectwie umiłowanego ucznia opiera się także Czwarta Ewangelia: „Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach, i on je opisał” (21,24). Wiara Kościoła wszystkich czasów swój fundament znajduje w apostolskim świadectwie spisanym w Ewangeliach. Głosząc Dobrą Nowinę w Jezusie Chrystusie, apostołowie koncentrowali się na najważniejszych słowach i wydarzeniach, które ukazują istotę Jego osoby i zbawczego posłannictwa, lecz nie pretendują do całościowego ukazania Jego misterium: „Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, jakie trzeba by napisać” (21,25).

Czy w moim codziennym życiu skupiam się na realizowaniu powołania otrzymanego od Pana? Jaki jest mój stosunek do Kościoła? Czy jestem świadomy, że stanowię Jego część i także ode mnie zależy wyrazistość jego świadectwa? Czy czytając Ewangelie, rozważam słowa i czyny Jezusa, szukając w nich pokarmu dla mojej wiary?

N.N., czy kochasz mnie?

Piątek, 29 maja

J 21,15-19

15 A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?» Odpowiedział Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś baranki moje». 16 I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?» Odparł Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś owce moje». 17 Powiedział mu po raz trzeci: «Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?» Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: «Czy kochasz Mnie?» I rzekł do Niego: «Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego Jezus: «Paś owce moje. 18 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz». 19 To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to, rzekł do niego: «Pójdź za Mną!»

Po spożyciu z uczniami śniadania na brzegu Jeziora Galilejskiego, zmartwychwstały Jezus rozpoczyna bardzo osobisty dialog z Szymonem Piotrem. W swoich wypowiedziach koncentruje się na sposobie, w jaki będzie on o Nim świadczył. Rozżarzone węgle, na których przygotowano posiłek (por. 21,9), z pewnością przypominały rybakowi z Kafarnaum niedawne wydarzenia przy ognisku na dziedzińcu arcykapłańskim (por. 18,18; w obu przypadkach pojawi się to samo greckie słowo – anthrakia, czyli „rozżarzone węgielki drzewne”). Zaparł się wtedy trzykrotnie Jezusa, zaprzeczając zarówno Jego wyjątkowej tożsamości, jak i swojemu statusowi ucznia. Dlatego Pan teraz nie zwraca się do niego „Piotrze”, ale „Szymonie, synu Jana”, czyli wraca do jego wcześniejszego imienia, zanim jeszcze nazwał go Kefa, czyli „skała”. Co więcej, pytając Piotra, czy miłuje Go „bardziej aniżeli ci”, Jezus przypomina mu o jego wcześniejszej chełpliwości, gdy zapewniał, że jest gotów oddać za Niego swoje życie (por. 13,37–38). Pan daje Piotrowi szansę przywrócenia łączącej ich relacji poprzez trzykrotne wyznanie miłości do Niego.

Jezus trzy razy pyta Szymona: „czy mnie miłujesz / kochasz?”, a ten za każdym razem odpowiada: „Ty wiesz, że cię kocham” (21,15.16.17). Po każdym wyznaniu Pan powierza rybakowi zadanie bycia pasterzem Jego owiec: „Paś baranki moje… Paś owce moje… Paś owce moje” (j.w.). W ten sposób Pan nawiązuje do starotestamentalnych tekstów, gdzie mężowie posłani przez Boga, by przewodzić Jego ludowi, określani są mianem „pasterzy” (np. 2 Sam 5,2; Ez 34,2) oraz do swojej wcześniejszej wypowiedzi, gdzie samego siebie nazwał „dobrym pasterzem” (J 10,1-18). Jezus, Dobry Pasterz, daje Piotrowi wyjątkowy udział w swoim pasterzowaniu. Jako ziemski przewodnik wspólnoty Jego uczniów, Piotr będzie odgrywał szczególną rolę przywódcy i opiekuna (por. Mt 16,17-19; Łk 22,32). Jego posługa, wzorem Dobrego Pasterza, będzie opierać się na własnym doświadczeniu bycia uczniem oraz na osobistej miłości do Jezusa. W centrum bycia uczniem oraz posługi przewodzenia w Kościele jest osobista miłość do Zbawiciela.

Jak podkreśla Jezus, dobry pasterz oddaje swoje życie za owce (por. 10,15). Piotrowa misja pasterza Chrystusowej owczarni zakłada ofiarę ze własnego życia, która swoją kulminację osiągnie w męczeństwie. W takcie jednej z wcześniejszych rozmów Piotr wyznał gotowość oddania swego życia za Jezusa (13,37), a Pan przyznał, że przyjdzie taki czas, kiedy pójdzie za Nim w śmierć (13,36). Teraz Jezus mu mówi: „Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś” (21,18). Jako pasterz Jezusowej trzody Piotr będzie musiał zrezygnować zarówno ze swojej woli, jak i życia: „Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz” (j.w.). Pojawiające się tutaj wyrażenie „wyciągniesz ręce” zapowiada ukrzyżowanie Piotra podczas prześladowań chrześcijan w Rzymie ok. 65 r. po Chr. Ewangelista dopowiada: „To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga” (21,19). Piotr będzie świadczył o Jezusie, służąc jako przywódca Jego uczniów i oddając swoje życie jako męczennik.

Czy uczę się od Szymona Piotra pokory i wchodzenia w nawrócenie? Czy śledzę posługę papieża Franciszka, Piotra naszego czasu? Czy słucham jego nauki i modlę się za niego? Czy jestem dobrym pasterzem wobec tych, którzy w jakiś sposób ode mnie zależą?