Albowiem słodkie jest moje jarzmo

Jezus (fot. Arturo Rey, unsplash.com)

Piątek, 19 czerwca, Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa

Mt 11,25-30

25 W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. 26 Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. 27 Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. 28 Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. 29 Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. 30 Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie».

Drugi dzień z rzędu mszalna liturgia słowa daje nam możliwość bycia świadkiem Jezusowej modlitwy. Wczoraj rozważaliśmy fragment Kazania na Górze (Mt 5-7), w którym Jezus przekazał uczniom modlitwę Ojcze Nasz (Mt 6,9-13). Dzisiaj natomiast możemy wsłuchać się w Jego modlitewne uwielbienie Boga Ojca (11,25-27). Ewangelista Mateusz jeszcze tylko dwa razy przytoczy słowa Mesjasza skierowane bezpośrednio do Ojca: w opisie modlitwy w ogrodzie Getsemani (por. 26,39.42) oraz w scenie śmierci krzyżowej (por. 27,46). W drugiej części dzisiejszego fragmentu Matuszowej Ewangelii Jezus przyzywa do siebie wszystkich, którzy doświadczają trudów ziemskiego życia (11,28-30). Warto także zauważyć, że rozważana przez nas perykopa wyróżnia się na tle całej Ewangelii, gdyż mamy tu nie tylko słownictwo zbliżone do Ewangelii Janowej, lecz także wyjątkowy styl, przypominający Hymny Dziękczynne wspólnoty z Qumran (żydowska sekta, żyjąca nad brzegiem Morza Martwego, kontestująca zdeprawowany judaizm świątynny).

W pierwszych słowach Jezusowej modlitwy podkreślona zostaje intymna relacja łącząca Go z Bogiem Ojcem: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi” (11,25). W podanym przez Pana powodzie uwielbienia – „że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (11,25) – nie chodzi o jakiś rodzaj predestynacji ani o krytykę intelektualnych wysiłków poznania Boga. Pan podkreśla, że ci, którzy są bezbronni i marginalizowani, najszybciej otwierają się na Dobrą Nowinę przez Niego głoszoną. Mówi także o swojej szczególnej roli Objawiciela: „Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić” (11,27). Podobne słowa znajdziemy u Jana: „Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca” (J 14,9), „Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. To Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła!” (J 14,10-11).

Tło dla słów Jezusa w drugiej części dzisiejszej Ewangelii stanowi wypowiedź upersonifikowanej mądrości z Mądrości Syracha: „Przybliżcie się do mnie, wy, którym brak wykształcenia, i zatrzymajcie się w domu nauki. Na cóż, powiedzcie, pozbawiać się tego, za czym dusze wasze tak bardzo tęsknią? Otworzyłem usta i mówię: Kupujcie sobie bez pieniędzy. Włóżcie karki pod jarzmo, i niech otrzymają dusze wasze naukę. Jest ona blisko i można ją znaleźć” (Syr 51,23-26). Jezus, wcielony Logos, woła: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (11,28). Tym samym zaprasza do siebie wszystkich, którzy szczególnie doświadczają ciężaru grzechu, cierpienia czy niedoli ekonomicznej. Zachęca, by wzięli oni na siebie Jego jarzmo: „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie” (11,29). Jarzmo było rodzajem uprzęży, jaką nakładano na bydło pociągowe, dzięki czemu można było wykorzystać jego siłę w celu przewożenia towarów czy pracy na roli. W Starym Testamencie Izrael był wzywany, by zamiast jarzma uciskających go władców, takich jak Egipt (por. Kpł 26,13) czy Babilon (por. Iz 47,6), przyjął na siebie jarzmo Boga Jedynego (por. Jr 2,20). Ową Bożą uprzężą było studiowanie Tory i posłuszeństwo jej przykazaniom (por. 5,5). Przyjęcie na siebie jarzma Jezusa bynajmniej nie oznacza odrzucenia Prawa, lecz życie według Jego doskonałej interpretacji poszczególnych przykazań (por. Mt 5,17-20). Pan mówi, że Jego jarzmo jest słodkie i lekkie (por. 11,30). Ta lekkość nie wynika z luźnej interpretacją Tory, wręcz przeciwnie (por. 5,21-48; 10,16-23). Zaakceptowanie radykalnej nauki Jezusa paradoksalnie prowadzi do wyzwolenia od wszelkich ciężarów: „a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (11,29).

Czy w prostocie i pokorze zbliżam się do słów Pisma Świętego? Czy mam świadomość, że mogę poznać Ojca niebieskiego tylko dzięki objawieniu, które przekazał Syn? Co dzisiaj nazwał bym moim trudem i obciążeniem? Czy szukam ukojenia w słowach Jezusa?

To jest chleb, który z nieba zstąpił

Msza Święta (fot. Mateus Campos Felipe, unsplash.com)

11 czerwca, Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

J 6,51-58

51 «Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, wydane za życie świata». 52 Sprzeczali się więc między sobą Żydzi, mówiąc: «Jak on może nam dać swoje ciało do jedzenia?» 53 Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. 54 Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. 55 Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. 56 Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. 57 Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. 58 To jest chleb, który z nieba zstąpił — nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki».

Cud rozmnożenia chleba, jakiego dokonał Jezus nad Jeziorem Galilejskim (por. 6,1-15), wywołał wielkie poruszenie pośród Żydów. Chcieli obwołać Go królem, gdyż jak mówili: „Ten prawdziwie jest prorokiem, który ma przyjść na świat” (6,14). Nie taki jednak był cel Jego misji, dlatego gdy tylko poznał zamiar ludu, „sam usunął się znów na górę” (6,15). Dopiero w nocy, krocząc po wodach jeziora dołączył do swoich uczniów, którzy przeprawiali się do Kafarnaum (por. 6,16-21). Żydzi jednak nie rezygnowali i następnego dnia zaczęli usilnie Go poszukiwać, aż wreszcie dotarli do Kafarnaum (por. 6,22-24).

Gdy już Go odnaleźli w miejscowej synagodze (por. 6,59), zdumieni zadali Mu pytanie: „Rabbi, kiedy tu przybyłeś?” (6,25). Jezus wykorzystuje ten moment na ukazania wewnętrznej motywacji Żydów i ukazanie im prawdziwych Bożych zamiarów wobec Jego Osoby: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec” (6,26-27). Żydzi chcieli po raz kolejny zaspokoić swój cielesny głód, Jezus natomiast przyszedł na świat, by dać człowiekowi pokarm życia wiecznego. W ten sposób rozpoczyna się tzw. mowa eucharystyczna (6,26-58), w której Pan, nawiązując do cudu manny na pustyni, ukazuje siebie samego jako prawdziwy chleb z nieba.

Dzisiejsza liturgia przytacza końcowy fragment owej mowy, w którym Pan mówi wprost o konieczności karmienia się Jego ciałem: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, wydane za życie świata” (6,51). Słowa te mogły przerażać. Każdy wierzący Żyd wiedział doskonale, że Tora wprost zakazywała spożywania krwi lub mięsa zwierząt, z których krew nie została upuszczona (por. Kpł 17,14; 19,26; Pwt 12,23). Tym bardziej spożywanie ludzkiego ciała było nie do pomyślenia. Dlatego Żydzi w bardzo emocjonalny sposób reagują na wypowiedź Jezusa: „Sprzeczali się więc między sobą [dosł. „walczyli między sobą] Żydzi, mówiąc: «Jak on może nam dać swoje ciało do jedzenia?»” (J 6,52).

Tymczasem kolejne słowa Jezusa są jeszcze bardziej uderzające: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6,53). Patrząc z perspektywy Wieczernika i Golgoty, można dostrzec tutaj wyraźne nawiązanie do Eucharystii. Ewangelie synoptyczne w opisie ostatniej wieczerzy zachowują słowa Jezusa ustanawiające sakrament ołtarza: „A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im, mówiąc: «Bierzcie, to jest Ciało moje». Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: «To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana” (Mk 14,22-24; por. Mt 26,26-28; Łk 22,19-20; 1 Kor 11,23-26). Odwieczny Boży Logos, przyjmując ludzką naturę w Jezusie z Nazaretu, przeszedł na świat nie po to, by ustanowić jakiś rodzaj ziemskiego panowania, lecz by dać ludziom życie wieczne. Dokonał tego, składając na krzyżu ofiarę ze swojego życia, czyli wydając na śmierć swoje ciało i krew. To samo ciało i ta sama krew, uwielbione poprzez zmartwychwstanie, dane są uczniom w Eucharystii: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem” (6,54-55).

W kolejnej wypowiedzi Jezus wyjaśnia, na czym polega dar życia wiecznego, przekazywany karmiącym się Jego ciałem i pijącym Jego krew: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (6,56). W Janowej Ewangelii grecki czasownik meno („trwać”) opisuje zamieszkiwanie Ojca w Synu i Syna w Ojcu, wieczną komunię, do uczestnictwa w której Jezus zaprasza swoich uczniów: „Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać” (15,4). Zatem spożywając ciało i krew Chrystusa pozwalamy, by On sam w nas zamieszkał, a poprzez to wprowadził nas w misterium życia Trójcy Świętej. Wcześniej Jezus mówił o boskim życiu jako o wiecznym darze otrzymanym od Ojca (por. 5,26) oraz że jako chleb życia zstąpił z nieba, by dać życie światu (por. 6,33). Jego boskie życie jest udzielane tym, którzy z wiarą przyjmują Go jako objawioną Bożą Mądrość, a przede wszystkim spożywają Jego eucharystyczne ciało i krew: „Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie” (6,57). Istotą tej wzajemności między Ojcem, Synem i uczniami jest misterium miłości, jak powie Jezus w wieczerniku do Ojca: „Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich»” (17,26).

Czy wierzę w rzeczywistą obecność Jezusa w sakramencie Eucharystii? Czy przyjmując komunię świętą, wzbudzam w sobie pragnienie uczestnictwa w miłości Ojca i Syna?

Niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi

Osad solny nad brzegiem Morza Martwego (fot. R.P.)

Wtorek, 9 czerwca

Mt 5,13-16

13 Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. 14 Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. 15 Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. 16 Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.

Jezus posługuje się dwoma metaforami – soli i światła, by ukazać status i rolę Jego uczniów: „Wy jesteście solą ziemi…” (Mt 5,13), „Wy jesteście światłem świata” (5,14). Zaimek „wy” użyty w obu wypowiedziach, podkreśla kontrast między uczniami a członkami żydowskiej synagogi. Sól w starożytności należała do najważniejszych substancji życia codziennego (por. Syr 39,26). Używano jej w celu przyprawiania potraw, konserwowania mięsa zwierząt i ryb oraz oczyszczania (por. 2 Krl 2,19-22). Ponadto posługiwano się nią, zawierając przymierza (por. Lb 18,29; 2 Krn 13,5) i sprawując czynności liturgiczne (por. Wj 30,35; Kpł 2,13; Ez 43,24; Ezd 6,9). Spożywanie z kimś soli, czyli zasiadanie do jednego stołu, wyrażało więzy przyjaźni i lojalności (Ezd 4,14; Dz 1,4). Sól była niezbędna w rolnictwie, z drugiej strony za pomocą siarki, soli i spalenizy opisywano pustkowia nie nadające się do zamieszkania (por. Pwt 29,22). Rozrzucenie soli nad podbitym miastem symbolicznie podkreślało jego zniszczenie (por. Sdz 9,45).

Mówiąc do uczniów „wy jesteście solą ziemi”, Jezus może nawiązywać do każdego z powyższych zastosowań. Uczniowie zachowują, oczyszczają i sądzą świat, objawiając swoim życiem smak Bożej miłości. Jezus jednak przestrzega: „Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi” (Mt 5,13). Czy sól może utracić swój smak? W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie, z pomocą przychodzą nam informacje dotyczące sposobów uzyskiwania tej substancji w starożytnej Palestynie. Pozyskiwano ją przede wszystkich w okolicach Morza Martwego, zarówno na drodze odparowywania zaczerpniętej z niego wody, jak i zbierania osadu, który powstawał w procesie inkrustacji na jego obrzeżach. Otrzymana w ten sposób „sól” w rzeczywistości była konglomeratem różnych substancji, których skład niekiedy był do tego stopnia zakłócony, że właściwej soli było w niej niewiele. Mogło zatem się zdarzyć, że ktoś kupił na targu coś, co wyglądało jak sól, w rzeczywistości jednak było bezużyteczną mieszanką różnych minerałów. To wyjaśnienie ma oczywiście swoją słabą stronę, zanieczyszczony produkt od samego początku nie był czystą solą, nie mógł zatem dopiero w którymś momencie stracić swojego smaku. Innym kontekstem dla wypowiedzi Jezusa może być zwyczaj dodawania kamiennych bloków do pieców, w celu regulowania procesów spalania. Tego rodzaju bloki z czasem traciły swoje katalityczne właściwości i wtedy pozbywano się ich. To wyjaśnienie też nie jest doskonałe, Jezus przecież mówi wprost o smaku soli, a nie o jej innych właściwościach. Bardzo prawdopodobne jest zatem, że postawione przez Niego pytanie jest retoryczne: czysta sól nie może utracić swojego smaku. Jeden z rabinów, Joshua ben Hananiah, żyjący pod koniec I w., zapytany, w jaki sposób sprawić, by sól, która utraciła swój smak, na nowo go odzyskała, odpowiedział, że jest to tak samo możliwe, jak zrodzenie potomstwa przez muła (b. Bekh. 8b). Jak muł, będąc bezpłodnym, nie może mieć młodych, tak i sól nie może utracić smaku. W kontekście wcześniejszej zachęty, by radować się pośród prześladowań (5,11-12), Jezus przestrzega uczniów, by nie stracili swego pierwotnego zapału i tożsamości w obliczu czekających ich trudnych doświadczeń.

Uczniowie Jezusa są także „światłością świata” i przypominają miasto położone na górze, które nie może się ukryć. W tradycji żydowskiej światłem świata jest Izrael: „Ja, Pan, powołałem cię słusznie, ująłem cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów (Iz 42,6), „Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi” (49,6). W Czwartej Ewangelii sam Jezus mówi o sobie: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8,12; por. 9,5). Ta szczególna rola Syna Bożego przechodzi na Jego uczniów. Metafora światła ma także wyraźne polityczne odniesienie. Cyceron opisywał Rzym jako „światłość całego świata”. Jezus natomiast podkreśla, że to program życia zarysowany wcześniej w Błogosławieństwach (5,3-12) jest prawdziwą światłością, a nie imperialny porządek.

Obydwie użyte przez Jezusa metafory mówią o wyjątkowej naturze świadectwa uczniów: będąc solą i światłem wpływają oni na cały świat. Jednocześnie nie zwracać zbytnie uwagi na siebie. Sól spełnia najlepiej swoją rolę, gdy nie narzuca swego słonego smaku przyprawionym potrawom. Lampa zaś ma oświetlać pomieszczenia, a nie oślepiać. Podobnie głównym zadaniem uczniów jest wskazywanie na Boga: „Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (5,16).

Czy jestem solą i światłem dla otaczających mnie ludzi? Jak wygląda moje chrześcijańskie świadectwo w obliczu niezrozumienia, czy nawet prześladowania? Czy poprzez dobre uczynki uwielbiam Ojca?

Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu

Trójca Święta, Kiko Arguello

Niedziala, 7 czerwca, Uroczystość Trójcy Świętej

J 3,16-18

16 Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. 17 Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. 18 Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

Rozważamy dzisiaj fragment rozmowy Jezusa z faryzeuszem Nikodemem, który przyszedł do Niego pod osłoną nocy (J 3,1-36). Po ukazaniu swojej nauki o życiu wiecznym, które w Nim staje się dostępne i dla którego wierni rodzą się na nowo dzięki działaniu Ducha Świętego, Pan przechodzi do serca Dobrej Nowiny o zbawieniu: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (3,16). Z miłości do świata Ojciec poświęca to, co jest dla niego najcenniejsze, życie swojego jedynego Syna.

Świat jest ogarnięty przez ciemność grzechu, Ojciec jednak nie chce, aby ktokolwiek trwał w niej na wieki. Jak pisze Piotr Apostoł: „On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich chce doprowadzić do nawrócenia” (2 P 3,9). Dlatego Ojciec posyła swojego Syna, „by świat został przez Niego zbawiony” (J 3,17).Darem zbawienia, który Ojciec daje nam w Jezusie, jest życie wieczne, czyli uczestnictwo w życiu Trójcy Świętej. Przyjęcie tego daru odbywa się poprzez wiarę w Syna. Wiara polega na poddaniu się mocy Ducha Świętego, który najpierw podprowadza człowieka do przyjęcia tego, co Bóg objawił, a następnie do oddania w Jego ręce całego swego życia. Jak powie Jezus w innym miejscu Janowej Ewangelii, wiara polega na współpracy z dziełem Boga w nas „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał” (6,44). Inicjatywa zatem jest po stronie Boga. To On jako pierwszy dotyka swą miłością ludzkiego serca.

Od reakcji na doświadczenie Bożej miłości w Jezusie zależy los człowieka: „Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego” (3,18). Przed każdym z nas stoją zatem dwie możliwości. Pierwszą z nich jest przyjęcie Bożego objawienia i uwierzenie „w imię Jednorodzonego Syna Bożego”, czyli przylgnięcie do Niego całym sobą. Druga możliwość to odrzucenie Bożej propozycji, a w konsekwencji ciemność grzechu i wieczne potępienie.

Co jest moją aktualną duchową ciemnością? Czy mam świadomość, że Ojciec nie chce mnie potępić za mój grzech, lecz z niego uwolnić? Czy pozwalam, by Duch Święty porządkował moje wnętrze? Czy poprzez modlitwę, rozważania Słowa Bożego i uczestnictwo w sakramentach próbuje przylgnąć całym sobą do Jezusa?

Aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał

Czwartek, 28 maja

J 17,20-26

20 Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; 21 aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, by świat uwierzył, że Ty Mnie posłałeś. 22 I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. 23 Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i że Ty ich umiłowałeś, tak jak Mnie umiłowałeś. 24 Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata. 25 Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem, i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. 26 Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich».

Kończymy rozważanie Modlitwy Arcykapłańskiej wypowiedzianej przez Jezusa w Wieczerniku (J 17,1-26). Jezus prosi dzisiaj Ojca, by uczestnictwo w ich doskonałej, boskiej jedności nie ograniczało się tylko do pierwszej grupy uczniów, lecz by rozciągało się także na kolejne pokolenia wierzących: „Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie” (17,20). W zdaniu tym podkreślona zostaje niezwykła misja, jaką otrzymują apostołowie. Wiara przyszłych pokoleń zależeć będzie od słowa ich świadectwa o Jezusie. Dzięki temu słowu inni będą mogli poznać Ojca i Syna. Podobny przekaz usłyszeliśmy w ostatnią niedzielę, słuchając na Mszy Świętej końcowych wersetów Ewangelii Mateusza, gdzie wstępujący do Nieba zmartwychwstały Jezus poleca apostołom: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (por. Mt 28,19). Jezus przekazał uczniom słowo Ojca, czyli samego siebie. To samo Słowo, mieszkając w uczniach (por. 8,31; 15,7), nadal będzie wybrzmiewać w świecie dzięki ich świadectwu.

Prośba Jezusa, by jego uczniowie, zarówno obecni jak i przyszli, „stanowili jedno” (17,21), oznacza, że jedność, w której uczestniczą uczniowie, przekracza czas i miejsce. Dzieje się tak, ponieważ w pierwszym rzędzie jest to jedność Ojca i Syna („jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie”). Niewidzialny udział w jedności Osób Boskich przejawia się widzialnie w więzach wiary i miłości obecnych w historycznej wspólnocie uczniów – Kościele. Będąc zjednoczonym w wierze i miłości, Kościół staje się znakiem jedności między Ojcem i Synem. Jedność Kościoła jest zatem proroczym świadectwem wobec niewierzącego świata („by świat uwierzył, że Ty Mnie posłałeś”).

Uczestnictwo w Boskiej komunii jest celem zbawczego planu Ojca i punktem docelowym dziejów całej ludzkości. Gładząc grzech świata (por. 1,29), Jezus sprawił, że ludzie mają przystęp do Jego jedności z Ojcem (por. 1,12). Komunia Ojca i Syna polega na wiecznej wymianie życia i miłości, zaś uczestnictwo uczniów w tej komunii wyraża się poprzez ich miłość: „Nikt nigdy Boga nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała” (1 J 4,12). Widzialna jedność i miłość uczniów świadczą wobec świata, są oni kochani przez Ojca, w Jezusie, umiłowanym Synu, posłanym na świat, by go zbawić (por. 3,16–17).

Pragnieniem Jezusa jest także, by uczniowie przebywali razem z Nim w domu Ojca: „Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem” (17,24; por 14,2). W niebie wierzący ujrzą wieczną chwałę Syna, daną mu przez Ojca przed założeniem świata, która teraz widoczna jest również w Jego uwielbionym człowieczeństwie. Uczestnictwo uczniów w Boskiej komunii rozpoczyna się już teraz poprzez wiarę i chrzest, a jego kulminacją będzie życie wieczne. Jak czytamy w 1 Liście św. Jana: „Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest” (1 J 3,2).

Tylko odwieczny Syn, który przyjął ludzką naturę, zna Ojca i objawia Go uczniom (por. 1,18; 6,46). Świat nie poznał Ojca, ponieważ odrzucił Syna, uczniowie zaś wiedzą, że Ojciec posłał Jezusa, ponieważ poprzez wiarę otworzyli się na przyniesione przez Niego objawienie. Po powrocie do Ojca, Syn nadal będzie objawiał Jego imię poprzez zamieszkującego w uczniach Ducha Świętego: „Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich” (por. 16,13).

Czy jestem człowiekiem jedności, czy raczej podziału? Czy mam swoim sercu pragnienie ujrzenia chwały niebieskiej? Czy pozwalam, by Jezus we mnie i przeze mnie objawiał światu Ojca?