Ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko

Sobota II Tygodnia Wielkiego Postu

Łk 15,1-3.11-32

1 Przybliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. 2 Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi». 3 Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: (…) 11 powiedział też: «Pewien człowiek miał dwóch synów. 12 Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. 13 Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie. 14 A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. 15 Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. 16 Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. 17 Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. 18 Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; 19 już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników. 20 Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. 21 A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”. 22 Lecz ojciec powiedział do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! 23 Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, 24 ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się weselić. 25 Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. 26 Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. 27 Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”. 28 Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. 29 Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. 30 Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”. 31 Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. 32 A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”».

Przygotowanie

  • W dzisiejszym fragmencie Ewangelii Łukasza do Jezusa zbliżają się celnicy i grzesznicy, a On ich nie odgania, lecz wygłasza przypowieść, która niesie w sobie wielkie orędzie o miłosiernej miłości Boga. Zanim rozpocznę dzisiejszą modlitwę Słowem, uświadomię sobie, że ja także jako grzesznik potrzebuję Dobrej Nowiny, która uchroni mnie przed odrzucaniem samego siebie i umocni we mnie przekonanie o miłości Ojca.

Punkty do medytacji

  • „Opowiedział im wtedy następującą przypowieść” (w. 3). Przypowieści opowiadane przez Jezusa są narzędziem, za pomocą którego ukazana zostaje prawda o Bogu i Jego królestwie, a także prawda o człowieku. Dzięki nawiązaniu do życiowego doświadczenia słuchaczy pozwalają im odnaleźć siebie w nauczaniu Pana. Funkcja ta szczególnie dotyczy serii trzech kolejnych przypowieści, które Jezus opowiada w piętnastym rozdziale Ewangelii Łukasza: o zaginionej owcy (15,4-7), o zagubionej drachmie (15,8-10) i o synu marnotrawnym (15,11-32). Niektórzy komentatorzy określają je mianem „Ewangelii w Ewangelii”. Dzisiaj Kościół zachęca mnie do rozważenia trzeciej przypowieści – o marnotrawnym synu. Jest to historia także o mnie, dlatego z uwagą będę chłonął każde jej słowo.
  • „Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie” (w. 13). Historia upadku młodszego syna rozpoczyna się jego decyzją, by zerwać relację, która łączy go z Ojcem i wyjechać daleko od niego, by żyć według własnego upodabnia. W domu Ojca miał wszystko, uwierało go jednak, że nie może w pełni decydować o sobie. Jego poszukiwanie wolności nie zakończyło się niczym dobrym. Stracił nie tylko majątek, ale i własną godność, stając się pasterzem świń, zwierząt uważanych za nieczyste. Spojrzę na moje grzechy i spróbuję dostrzec, że w gruncie rzeczy zawsze są one próbą życia poza Bogiem. Jaki obraz Boga noszę w swoim sercu? Czy nie jest to przypadkiem obraz tyrana, który zabrania mi pełni życia?
  • „Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie” (w. 18). Młodszy syn, dopiero gdy dotknął dna, zaczął ponownie myśleć o ojcu. Wiedział, że zranił go odrzucając jego ojcowską miłość, lecz mimo wszystko jest przekonany o jego dobroci i postanawia do niego wrócić, już nie jako syn, ale ewentualny najemnik. Jak wielki nie byłby mój upadek, jak bardzo nie odszedłbym od Boga, dopóki żyję, mam szansę powrotu. Pomodlę się, bym nigdy nie poddał się pokusie beznadziei, przekonaniu, że moje życie nie może się już odmienić, że Bóg wyczerpał swoją dobroć wobec mnie i nie zechce mnie przyjąć.
  • „A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go” (w. 20). Niezwykła jest miłość ojca z przypowieści. Opuszczony, zdradzony przez syna, nie pielęgnuje w sobie urazy, lecz całym sobą raduje się z jego powrotu. Wyobrażę sobie tę scenę. Oczami mojej duszy spróbuję zobaczyć ojca przyjmującego powracającego syna w swoje ramiona, nie przestającego go obcałowywać. Tak raduje się Bóg z każdego mojego powrotu, z każdej mojej spowiedzi. Nie ma w Nim wtedy nic z surowego sędziego, ale jest czysta ojcowska miłość do swego dziecka. Pozwolę temu obrazowi odbić pieczęć na moim sercu.
  • „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi” (w. 29). Starszy syn nigdy nie opuścił rodzinnego domu. Jednakże swojego bycia przy ojcu nie postrzegał w kategoriach miłości, lecz służby. W ojcu widział jedynie bogatego i władczego pana. Być może po prostu nigdy nie znalazł w sobie dość odwagi, by się jemu sprzeciwić. Dlatego teraz nie potrafi cieszyć się z powrotu młodszego brata i nie rozumie reakcji ojca. Kieruje się wymogami sprawiedliwości, nie dopuszcza czegoś takiego jak miłosierdzie, wybaczenie win. Ukazując postać tego nieszczęśnika, Jezus chce zachęcić swoich słuchaczy do wyjścia poza obręb zwykłego posłuszeństwa wobec Boga i dostrzeżenia, że w prawdziwej religijności nie chodzi o poddańczą służbę, która wcześniej czy później może prowadzić do rozżalenia i pretensjonalności, lecz o odpowiedź miłości na miłość Ojca.

Modlitwa w ciągu dnia

  • W ciągu dnia będę powtarzał akt słowa: „Panie Jezu, umacniaj we mnie obraz Boga jako miłującego bezgranicznie ojca. Pomóż mi bez reszty zanurzyć się w Jego miłujących ramionach”.

Królestwo Boże będzie wam zabrane

Piątek II Tygodnia Wielkiego Postu

Mt 21,33-43.45-46

33 Posłuchajcie innej przypowieści: Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. 34 Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. 35 Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. 36 Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. 37 W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: „Uszanują mojego syna”. 38 Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. 39 Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. 40 Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?» 41 Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze». 42 Jezus im rzekł: «Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach. 43 Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce (…) 45 Arcykapłani i faryzeusze, słuchając Jego przypowieści, poznali, że o nich mówi. 46 Toteż starali się Go pochwycić, lecz bali się tłumów, ponieważ miały Go za proroka.

Jezus w dzisiejszym fragmencie Ewangelii Mateusza opowiada przypowieść o przewrotnych dzierżawcach. W jej świetle mogę spojrzeć na moje życie jako na mini-historię zbawienia, która ma określone ramy czasowe i jest czasem mojej odpowiedzi na Boże obdarowanie. Wyciszając moje serce i wzywając pomocy Ducha, przygotuję się na ożywcze spotkanie ze Słowem.

„Posłuchajcie innej przypowieści: Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał” (w 33). Wykorzystując alegorię winnicy z Iz 5,1-7, Jezus opowiada przypowieść, w której opisuje dzieje Izraela, jako Narodu Wybranego, który został ukształtowany przez Boga. W słowie tym mogę odnaleźć również prawdę o moim życiu, które również jak winnica zostało wyposażone i oddane mi w dzierżawę przez Stwórcę. Czy pielęgnuję w swoim sercu wdzięczność za dar życia? Za co dzisiaj szczególnie chciałbym Bogu podziękować?

„Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny” (w. 34). Podobnie jak w przypadku robotników z przypowieści, Bóg oczekiwał od swojego ludu owoców wierności i ufności w Jego prowadzenie. Problem polega na tym, że Izraelici, a zwłaszcza przewodzące im elity religijne, często zrywali przymierze i nie reagowali na wezwania proroków do nawrócenia (ww. 35-36). Byli przekonani, iż mogą sobie poradzić bez Boga, uzurpując sobie prawo do decydowania o swoim losie. Taka postawa doprowadziła do największego przewinienia, jaki jest odrzucenie Syna Bożego i doprowadzenie do Jego śmierci (ww. 37-39). Co czuję, gdy patrzę na postawę zbuntowanych robotników? Czy w czymś ich nie przypominam? Czy odrzucam pokusę uniezależnienia się od Boga?

„Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze»” (w. 41). Przedstawiciele żydowskiej elity wskazują rozwiązanie, które odpowiada logice sprawiedliwości. Gdy jednak popatrzymy na całą przypowieść, jak właściciel winnicy ociąga się z interwencją, posyłając swoje sługi i wreszcie syna, i na fakt, iż nawet samo jej opowiedzenie jest okazją do nawrócenia zbuntowanych serc, możemy dostrzec, że Bóg posługuje się logiką miłosierdzia. Zanim wyda ostateczny wyrok, decydujący o losie człowieka, daje mu wiele możliwości powrotu. Jak do tej pory wyglądało moje przeżywanie Wielkiego Postu? Czy otworzyłem się już na Boże wezwanie do nawrócenia? Czy pytam Pana, co jest w pierwszej kolejności do naprawienia we mnie?

„Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce” (w. 43). Wybranie przez Boga nie oznacza, że los człowieka z góry został ustalony. Obdarzeni zaufaniem robotnicy z winnicy zbuntowali się wobec właściciela, Izrael nie rozpoznał czasu swego nawiedzenia. Łaska wiary, którą otrzymałem w Kościele, wymaga mojej zdecydowanej odpowiedzi, która kiedyś będzie oceniona przez Boga. Czy proszę o łaskę wytrwania w wierze? Czy wykorzystuję wszystkie sposobności, by móc po śmierci stanąć przed Bogiem jako Jego dziecko, które oddaje się całe miłosiernej miłości Ojca?

W kolejny piątek Wielkiego Postu pomodlę się nabożeństwem Drogi Krzyżowej. Rozważając mękę Syna Bożego, będę prosił o dar pogłębionej wiary dla mnie i całego świata.

Trwajcie w miłości mojej!

Święto św. Kazimierza Królewicza

J 15,9-17

9 Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! 10 Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. 11 To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. 12 To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. 13 Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. 14 Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. 15 Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. 16 Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał — aby Ojciec dał wam [wszystko], o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. 17 To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.

Liturgia Słowa dzisiejszego święta zabiera mnie do Wieczernika. Za chwilę będę modlił się słowami, które Jezus wypowiedział do uczniów, by utwierdzić ich w swojej miłości. Wezwę Ducha Świętego, by poprowadził moje myśli i utwierdził w miłości Pana.

„Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem” (w. 9). Jezus przekonuje uczniów o swojej miłości do nich. Nie jest to zwykła miłość, lecz miłość na wzór tej, jak łączy Go z Ojcem. Kontekstem tej wypowiedzi jest Ostatnia Wieczerza, w czasie której według synoptyków ustanowiony został sakrament Eucharystii (por. Mt 26,26-30; Mk 14,22-25; Łk 22,19-20; 1 Kor 11,23-26). To właśnie Msza św. jest tą przestrzenią, w której najpełniej można doświadczyć tej niezwykłej miłości. Jak przeżywam Eucharystię? Czy rozpoznaje w niej sakramentalny znak miłości, którą Bóg chce mnie objąć?

„Trwajcie w miłości mojej!” (w. 9). Miłość Jezusa jest darem, i jako tak wymaga przyjęcia ze strony uczniów. Zanim owo przyjęcie przerodzi się w konkretne czyny i postawy, potrzebna jest zgoda człowieka, by Jezusowa miłość przeniknęła wszystkie przestrzenie życia, postawy i relacje. Poproszę Pana, by łaska Jego miłości do mnie przeniknęła całego mnie, zwłaszcza te rejony, gdzie bardziej wyraźnie obecny jest mój grzech i nieporządek.

„Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej” (w. 10). Kolejnym warunkiem trwania w miłości Pana jest wsłuchanie się w Jego słowo, pozwolenie, by na nim opierało się życie i powołanie ucznia. Czy mojej życiowe wybory opieram na Jezusowej nauce? Czy pozwalam, by Jego słowo owocowało w mojej codzienności?

„To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” (w. 11). Zanim Jezus wyjdzie z Wieczernika i wejdzie w noc swojej męki, chce umocnić w uczniach radość wypływającą ze spotkania z Nim, chce dzielić się własną miłością, mającą źródło w trwaniu w Ojcu. Jaki jest obecnie mój stan ducha? Co przeważa w moim sercu – radość z życia, przygnębienie, smutek? Opowiem o tym Jezusowi.

„Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (w. 14). Miarą Jezusowej miłości do uczniów jest Jego śmierć krzyżowa. Oto Bóg i Człowiek oddaje swoje życie, by człowiek miał życie wieczne. Czy w wielkopostnym czasie wracam do rozważania Męki Pańskiej? Czy szukam w niej uzasadnienia i natchnienia do życia miłością na co dzień?

„nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (w. 15). W ludzkim obliczu Jezusa objawione zostało miłujące oblicze Ojca. Poznanie tego Objawienia czyni uczniów przyjaciółmi Pana. Sam Bóg dzisiaj nazywa mnie swoim przyjacielem! Czy potrzebuję większej nobilitacji, czy w moim ziemskim życiu może mnie spotkać jeszcze większy zaszczyt? Gdy patrzę na moje decyzji, wybory, czy mogę siebie nazwać przyjacielem Jezusa?

„Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili” (w. 16). Nie bez powodu Ewangelie opowiadają o powoływaniu uczniów przez Jezusa. Inicjatywa zawsze jest po Jego stronie. Zostałem powołany przez mojego Zbawiciela. Jego usta wypowiedziały moje imię. On naprawdę mi ufa, liczy na przynoszone przeze mnie owoce. Czy wierzę, że moje życie ma wartość w Jego oczach?

Będę powtarzał dzisiaj w moim sercu: „Panie Jezu, mój Zbawco i Przyjacielu, chcę trwać w Twojej miłości, pomóż mi wypełniać Twoje słowo”.

Nie tak będzie u was

Środa III Tygodnia Wielkiego Postu

Mt 20,17-28

17 Udając się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: 18 «Oto idziemy do Jerozolimy: a [tam] Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć 19 i wydadzą Go poganom, aby został wyszydzony, ubiczowany i ukrzyżowany; a trzeciego dnia zmartwychwstanie». 20 Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddawszy Mu pokłon, o coś Go prosiła. 21 On ją zapytał: «Czego pragniesz?» Rzekła Mu: «Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie». 22 Odpowiadając zaś, Jezus rzekł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?» Odpowiedzieli Mu: «Możemy». 23 On rzekł do nich: «Kielich mój wprawdzie pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których mój Ojciec je przygotował». 24 Gdy usłyszało to dziesięciu [pozostałych], oburzyli się na tych dwóch braci. 25 Lecz Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: «Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. 26 Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. 27 A kto by chciał być pierwszy między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, 28 tak jak Syn Człowieczy, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu».

Kościół daje mi dzisiaj fragment Mateuszowej Ewangelii, w którym Jezus po raz trzeci zapowiada swoją mękę i wskazuje uczniom prawdziwe standardy wielkości. W tym wielkopostnym czasie nawrócenia i pokuty zbliżę się do mojego Pana, by z uwagą wysłuchać Jego nauki. Pozwolę, by Jego słowa „prześwietliły” mnie i nakierowały na właściwą ścieżkę.

„Udając się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich” (w. 17). Po raz ostatni w ciągu swego ziemskiego życia Jezus udaje się do Jerozolimy. Jak za chwilę zobaczymy, dobrze wie, co Go tam czeka. Mimo że Jego serce coraz bardziej skupia się na nadchodzącej śmierci, Pan wykorzystuje czas podróży, by kontynuować formację apostołów. Nie kryje niczego przed Nimi, nie odgrywa kogoś, kim nie jest. W swojej relacji do nich jest bardzo prawdziwy, dzieli się swoimi obawami. Ten sam Jezus, już jako zwycięzca śmierci, spotyka się ze mną w czasie każdej modlitwy. Tak samo szczery, otwarty i autentyczny. Jego serce, pełne miłości, niczego przede mną nie chowa. Podziękuję za to, że mogę się wsłuchiwać w kojący głos mojego Zbawcy, że mogę w Nim znaleźć również prawdę o moim życiu.

„wydadzą Go poganom, aby został wyszydzony, ubiczowany i ukrzyżowany; a trzeciego dnia zmartwychwstanie” (w. 19). Jezus w bardzo szczegółowy sposób opisuje przyszłe wydarzenia. Rzeczywiście będzie wydany przez Sanhedryn w ręce rzymskiego prokuratora Judei, Poncjusza Piłata (por. 27,2). Następnie przez rzymskich żołnierzy zostanie wyszydzony (por. 27,29) i ubiczowany (por. 27,26), by wreszcie zostać przybitym do krzyża (por. 27,35). Nadciągająca tragedia zakończy się triumfem, gdyż trzeciego dnia zmartwychwstanie (por. 28,5-6). Słowo Jezusa, nawet to zapowiadające cierpienie jest ostatecznie Słowem życia. Do życia zawsze prowadzi. By tak się jednak stało, trzeba, by każdy jego szczegół był przeze mnie z uwagą rozważany. Jak wyglądają moje spotkania ze Słowem? Czy w ich trakcie unikam pokusy powierzchowności i próbuję wniknąć w jego głębię?

„Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie” (w. 21). Matka Jakuba i Jana, a także oni sami, wydają się być daleko swoimi myślami od Jezusa szykującego się na mękę. W dalszym ciągu spodziewają się, że królestwo Boże objawi się w pełnej chwale, gdy tylko dotrą do Jerozolimy (por. Łk 19,11). Zasiadanie u boku potężnego monarchy było w starożytności oznaką wielkiego wyróżnienia. Picie z jego kielicha oznaczało uczestnictwo w jego władzy. Podczas gdy Jezus szykuje się na wypełnienie Izajaszowych proroctw o Słudze Pańskim (por. Iz 53), synowie Zebedeusza myślą o swej chwalebnej przyszłości. Czy w trakcie spotkania ze Słowem dostrajam swoje myślenie do tego, co ono wyraża, czy może próbuje je interpretować według moich oczekiwań, naginać tak, by wydawało się potwierdzać moje plany?

„Gdy usłyszało to dziesięciu [pozostałych], oburzyli się na tych dwóch braci” (w. 24). Pośród uczniów Pana widać wyraźną rywalizację. Nie są zadowoleni, gdyż wydaje się im, że Jakub i Jan, sprytnie posługując się swoja matką, wyprzedzili ich, zajmując uprzywilejowane pozycje u boku Pana. Jak reaguje na sukcesy innych? Czy potrafię cieszyć się z osiągnięć ludzi, którzy mnie otaczają?

„Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą” (ww. 25-26). Jezus przyszedł na świat także po to, by odwrócić błędną logikę towarzyszącą ludzkim zabiegom o wielkość. On, Syn Boży i największy spośród ludzi, jedyny godny wszelkiej chwały, nie szuka pokłonów i poklasku, lecz pragnie służyć, aż do oddania swojego życia. Jak w świetle tych słów wyglądają moje życiowe cele? Czy wzorem mego Mistrza chcę służyć braciom, czy może dążę do tego, by podporządkować ich sobie?

Będę wracał dzisiaj w moim sercu do modlitwy serca: „Panie Jezu, dziękuję Ci za wszelkie Twoje ogołocenie. Naucz mnie szukać pełni życia poprzez służbę innym”.

Największy z was niech będzie waszym sługą

Wtorek II Tygodnia Wielkiego Postu

Mt 23,1-12

1 Wówczas przemówił Jezus do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: 2 «Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. 3 Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. 4 Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. 5 Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. 6 Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. 7 Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. 8 A wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy jesteście braćmi. 9 Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. 10 Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. 11 Największy z was niech będzie waszym sługą. 12 Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.

W chwili ciszy przygotuje moje serce na przyjęcie Słowa. Jezus dzisiaj będzie chciał mi pokazać, co może stanowić zagrożenie dla mojej uczniowskiej tożsamości. Uczyni to z troski o mnie, gdyż wie, jak szybko poddaje się różnym ideom czy pokusom, które zamazują we mnie Jego obraz.

„Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą” (ww. 3-4). Pan demaskuje powierzchowność religijnej postawy uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Owi specjaliści od wyjaśniania Prawa i Proroków bardzo często zatrzymywali się na poziomie zewnętrznego głoszenia prawd objawionych. Nie pozwalali, by wniknęły one do ich wnętrza. W świętym zapale głoszenia Bożej nauki coraz bardziej obciążali sumienia słuchających ich Żydów, podnosząc „poprzeczkę sprawiedliwości”, sami jednak nawet nie próbowali jej przeskoczyć. Jakże ważna w życiu wiary jest autentyczność i prostota, świadomość własnych słabości i wyrozumiałość wobec braci, którzy borykają się z podobnymi ograniczeniami. Wierność Bogu nie wyraża się w wymyślaniu coraz to bardziej skomplikowanych systemów religijnych powinności, lecz na fundamentalnej otwartości na Jego zbawczą moc w tym, co stanowi naszą niemoc. Poproszę, by w czasie tegorocznego Wielkiego Postu było mi dane poznanie mojej grzeszności, poproszę o dar pokory i ufności, bym dzięki Bożemu prowadzeniu mógł nazwać moje konkretne zniewolenia i pozwolił Zmartwychwstałemu działać we mnie.

„Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi” (ww. 5-7). Jezus, będąc Bogiem, dobrze wie, co kryje się w sercu człowieka (por. J 2,25) i zna prawdziwą motywację kryjącą się zewnętrzna sprawiedliwością uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Filakterie miały formę małych pudełek ze skóry, które przywiązywano do czoła i lewego ramienia podczas modlitwy (wewnątrz umieszczano fragmenty świętych pism Izraela; por. Pwt 6,8; 11,18). Frędzle przy ubraniach miały być widocznym znakiem zachowywania przykazań (por. Lb 15,38-39). Powiększanie filakterii, wydłużanie frędzli, podobnie jak zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze miejsca w synagogach, służyły budowaniu społecznej pozycji, gdy tymczasem celem prawdziwej pobożności nie jest podobanie się ludziom, lecz Bogu. Pokusa próżnej religijności jest stale aktualna i nie omija chrześcijan. Pojawia się również w moim życiu. Przyjrzę się mojej postawie w różnych okolicznościach, w rodzinie, pośród przyjaciół, we wspólnocie parafialnej.

„Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony” (ww. 11-12). Wolność od religijnej pychy i próżności można osiągnąć poprzez uniżenie samego sienie i postawę służby. Kto ma właściwie ustawioną relację z Bogiem Ojcem i Jezusem, nie musi szukać „zabezpieczeń” w postaci poklasku czy podziwu ze strony innych ludzi i jest gotowy stać się ich sługą. W ciągu dzisiejszego dnia będę powracał do rozważonego Słowa, wzbudzając w sobie modlitwę prośby: „Panie Jezus, ześlij na mnie Ducha Świętego. Niech On przekonuje mnie o miłości Twojej i Ojca do mnie, niech oczyszcza moją religijność z powierzchowności i pychy”.