Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania (Mk 2,18-22)

Przygotowanie

  • Opisana w poprzedniej perykopie wieczerza w domu Lewiego, na której był obecny Jezus i Jego uczniowie, a także celnicy i grzesznicy (Mk 2,13-17), prowokuje dalsze pytania. Tym razem zadają je zarówno uczniowie Jana Chrzciciela, jak i faryzeusze. To, co łączy obie grupy, to ścisłe przywiązanie do dotychczasowych zwyczajów religijnych. Nie pozwala to im dostrzec radyklanej nowości, jaką przynosi działalność Mesjasza. Duchu Święty, prowadź mnie przez nowość dzisiejszej Ewangelii, uzdolnij mnie do przyjęcia jej światła.

Punkty do medytacji

  • Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Niego i pytali: «Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?» (w. 18) Uczniowie Jana Chrzciciela oraz faryzeusze trzymali się surowych zasad „postu” (gr. nesteia), który był jedną z trzech podstawowych praktyk ówczesnej dewocji żydowskiej (por. Tb 12,8; Mt 6,3.6.16). Chociaż Prawo wymagało postu tylko raz w roku, w Dniu Pojednania (por. Kpł 16,29), faryzeusze praktykowali go dwa razy w tygodniu jako wyraz wzmożonej pobożności (por. Łk 18,12). Natomiast uczniowie Jana Chrzciciela najwyraźniej naśladowali ascetyczny styl życia swojego mistrza (por. Mk 1,6) i pojmowali post jako znak pokuty (por. Jl 2,12-13). Tymczasem Jezus i Jego uczniowie, nie tylko ucztują z grzesznikami, ale zdają się łamać uświęcone tradycją postne schematy, co wywołuje zgorszenie i zdziwienie obserwatorów. Pytanie, tym razem skierowane bezpośrednio do Jezusa, nie jest jedynie wyrazem ciekawości, lecz przede wszystkim ukrytym zarzutem o brak właściwej pobożności. Czym dla mnie jest pobożność? Czy potrafię uzasadnić podejmowane przeze mnie praktyki pobożnościowe?
  • Jezus im odpowiedział: «Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo mają pośród siebie pana młodego (w. 19) Jezus odpowiada na postawiony zarzut pytaniem retorycznym, które w swej istocie jest zaproszeniem rozmówców do wejścia na wyższy poziom zrozumienia. Używa przy tym pięknej metafory wesela, a siebie samego stawia w roli Oblubieńca (gr. nymfios). W tradycji biblijnej obraz zaślubin często odnosił się do relacji łączącej Boga z Narodem Wybranym: „Bo małżonkiem twoim jest twój Stworzyciel, któremu na imię – Pan Zastępów; Odkupicielem twoim – Święty Izraela, nazywają Go Bogiem całej ziemi” (Iz 54,5). Jednym z głównych tematów obietnic mesjańskich było to, że Bóg pewnego dnia w pełni odnowi więź małżeńską między sobą a swoim ludem: „I poślubię cię sobie na wieki,poślubię przez sprawiedliwość i prawo,przez miłość i miłosierdzie…” (Oz 2,21-23; por. Iz 62,4). Chrystus podkreśla, że czas Jego obecności na ziemi to okres radości i świętowania, a nie smutku czy żałoby. Nie można zmuszać gości weselnych do postu, gdy główny bohater uroczystości jest pośród nich. Post byłby w tym momencie czymś nienaturalnym, wręcz nietaktownym wobec rangi wydarzenia, jakim jest Wcielenie. Kolejne dni mojego życia to czas łaski. Bóg codziennie pozwala mi odczytywać Jego wolę, czyli plan, jaki ma wobec mojego życia. Czy potrafię określić, w jakim miejscu dzisiaj się znajduję? Czy jest to czas na łzy czy radość, pokutę czy świętowanie?
  • Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć (w. 20) Dalsza część wypowiedzi Pana wprowadza nagłą zmianę nastroju, rzucając cień krzyża na radosną atmosferę wesela. Słowa „zabiorą im pana młodego” (gr. aparthe ap auton ho nymfios) są pierwszą, subtelną zapowiedzią męki i śmierci Jezusa (por. Iz 53,8). Chrystus zapowiada, że przyjdzie czas, kiedy Jego fizyczna obecność pośród ludzi ustanie, a wtedy post nabierze zupełnie nowego znaczenia. Nie będzie już tylko rutynowym wypełnianiem Prawa, ale wyrazem głębokiej tęsknoty Kościoła za powracającym Pana. Ten przyszły post będzie wynikał z miłości i bólu straty, a nie z zewnętrznego przymusu. Stąd wniosek, że tajemnicę Wcielenia łączy ścisły związek z przyszłym dramatem Odkupienia. Czy mam świadomość, że centralnym momentem całej historii zbawienia jest męka, śmierć i zmartwychwstanie Syna Bożego? Czy podejmowany przez mnie post ma jedynie wymiar ascetyczny lub pokutny, czy może jest wyrazem mojej tęsknoty za powrotem Zbawiciela?
  • Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze [część] ze starego ubrania i gorsze staje się przedarcie (w. 21) Posługując się obrazem „łaty z surowego sukna” (gr. epiblema hrakus agnafu), Jezus ilustruje całkowitą niekompatybilność Jego nauki ze starymi schematami. Próba mechanicznego połączenia żywotności Ewangelii ze zużytymi formami starotestamentalnego judaizmu jest z góry skazana na porażkę. Nowy materiał kurczy się w trackie prania, wyrywając kawałek starej tkaniny i czyniąc dziurę jeszcze większą. Chrześcijaństwo nie może być traktowane jedynie jako dodatek czy ulepszenie Starego Przymierza. Jezus nie przyszedł „cerować” starego systemu religijnego, lecz przyniósł zupełnie nową jakość. Mieszanie tych dwóch porządków grozi zniszczeniem obu, dlatego konieczna jest radykalna otwartość na nowość Dobrej Nowiny. Poznawanie Jezusowej Ewangelii przypomina zanurzanie się w rwącym potoku. Kto zanurzy się w nim całkowicie, szybko na sobie poczuje jego energię. Nie jest możliwe bycie chrześcijaninem do pewnego stopnia, bez przyjęcia całej Dobrej Nowiny. Tylko wtedy bowiem pojawia się w naszym sercu nowość życia płynąca od boskiego Oblubieńca. Czy dostrzegam w moim życiu duchowym napięcie między słowem Jezusa, a moim przyzwyczajeniami lub utartymi schematami myślenia? Co mogę zrobić, by jeszcze bardziej otworzyć się na nowość Ewangelii?
  • Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki. Wino się wylewa i bukłaki [przepadną]. Raczej młode wino [należy wlewać] do nowych bukłaków» (w. 22) Kolejny obraz, „młodego wina” (gr. oinon neon) i „starych bukłaków” (gr. askus palaius) pogłębia temat konieczności zmiany/odnowienia myślenia. Młode wino podczas procesu fermentacji wytwarza gazy, które rozsadziłyby sztywne, wyschnięte skóry starych bukłaków. Młode wino to przede wszystkim dynamiczna, pełna mocy łaska Ducha Świętego (por. Dz 2,15-17; Ef 5,18), której nie da się zamknąć w skostniałych starego Prawa i zwyczajów. Aby przyjąć Ewangelię, człowiek potrzebuje „nowych bukłaków” (gr. askus kainus), czyli przemienionego serca i elastycznego, otwartego na nowość Jezusowej nauki umysłu. Kurczowe trzymanie się dawnych przyzwyczajeń sprawia, że zarówno marnuje się dar łaski, jak i umiera życie duchowe. Przyjrzę się mojemu sercu. Jakie jego przestrzenie wypełnia jeszcze naturalna lub starotestamentalna pobożność? Opowiem o tym Jezusowi.

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, uczyń moje serce nowym bukłakiem, w którym z całą mocą będzie mógł rozwijać się dynamizm Ewangelii.

Ja to ujrzałem i daję świadectwo (J 1,29-34)

Przygotowanie

  • Mimo że jesteśmy już w okresie zwykłym, liturgia słowa zabiera nas jeszcze na chwilę nad rzekę Jordan, gdzie dokonał się chrzest Jezusa. Tym razem jednak nie słuchamy typowej relacji z wydarzenia, jak u synoptyków, lecz z perspektywy Jana Chrzciciela patrzymy na jego najgłębszy sens. Wyciszę i uspokoję moje serce. Prosząc Ducha Świętego o prowadzenie, wejdę w modlitwę Słowem.

Punkty do medytacji

  • Nazajutrz zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata (w. 29) W Ewangeliach synoptycznych Jan Chrzciciel ukazany został przede wszystkim jako ostatni prorok Starego Testamentu, powracający Eliasz (por. Ml 3,23-24), który przygotowywał Naród Wybrany na nadejście Mesjasza. Synoptycy opowiadają również o jego czynnym zaangażowaniu w scenie zanurzenia Pana w wodach Jordanu. W Czwartej Ewangelii Prorok znad Jordanu pełni dodatkowo rolę świadka, wskazującego bezpośrednio na Jezusa z Nazaretu jako Pomazańca Bożego. Przypisuje Mu przy tym tytuł „Baranka Bożego” (gr. ho amnos tu theu), który nawiązuje zarówno do pierwszej Paschy (Wj 11-12), jak i Izajaszowego proroctwa o Słudze Pańskim (Iz 53). W noc wyjścia z Egiptu krew baranków paschalnych uchroniła pierworodnych w domach Izraelitów przed śmiercią. Natomiast Sługa Pański, niczym baranek na rzeź prowadzony, miał swoją śmiercią odkupić grzechy ludu. Jezus jest Barankiem Bożym, który gładzi „grzech świata” (gr. ten hamartian tu kosmu). Nie tylko bierze na siebie winę za grzechy pojedynczych ludzi i zanosi je na Golgotę, gdzie płaci za nie swoim życiem, ale również usuwa z ludzkich serc „system grzechu”, który zatruwał je od upadku pierwszych ludzi. Także moje grzechy zostały odkupione przez Jezusa. Nie tylko jednoczy mnie On ponownie z Ojcem, lecz również swoim słowem i łaską sakramentów zmienia mnie od wewnątrz. Mogę żyć nowym życiem. W chwili ciszy zatrzymam się nad ta prawdą i wzbudzę sobie dziękczynienie za dar zbawienia.
  • To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie (w. 30) Chrzciciel nawiązuje do swoich wcześniejszych wypowiedzi, gdy w prorockim uniesieniu nad Jordanem nawoływał do nawrócenia ze względu na zbliżającego się Mesjasza (por. J 1,15). W porządku ziemskim Jezus narodził się po Janie, jednakże Jego przyjście na świat jest w swej istocie wcieleniem się odwiecznego Słowa (gr. logos), które istniało u Boga, zanim jeszcze świat został stworzony (1,1-2). Wieczna preegzystencja Słowa i Jego boska tożsamość są źródłem wyjątkowej „godności”. W tekście greckim pojawia się tutaj sformułowanie emprosthen mou gegonen, które dosłownie można przetłumaczyć jako „stał się przede mną” lub „zajął miejsce na czele”. W starożytnych pochodach najważniejsza osoba szła na przedzie (gr. emprosthen). Chrzciciel zatem stwierdza, że choć Jezus pojawił się na scenie ziemskiej historii później, Jego duchowa i ontologiczna ranga sprawia, że w rzeczywistości to On prowadzi pochód dziejów. Historia mojego życia jest częścią wielkiej historii świata. Dlatego chociaż czasami może się wydawać, że otaczająca mnie rzeczywistość czy moje życie wewnętrzne są pełne chaosu, to jednak mogę być pewny, że w Chrystusie odnajdę sens i porządek. Czy pamiętam o tym na co dzień? Co obecnie jest moim największym chaosem? Opowiem o tym Jezusowi.
  • Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi» (w. 31) Prorocka działalność Jana Chrzciciela miała swój cel nadrzędny, którym było objawienie się Mesjasza. Jak podaje Ewangelia Łukasza, ich matki, Elżbieta i Maryja, były krewnymi (por. Łk 1,36). Znał on zatem wcześniej Jezusa jako człowieka, kuzyna, być może nawet jako kogoś sprawiedliwego, ale nie mógł wiedzieć, że to właśnie On jest Mesjaszem i Synem Bożym. Wiedzę tę otrzymał dopiero w momencie teofanii, która miała miejsce w trakcie zanurzenia Jezusa w wodach Jordanu. Aby Mesjasz mógł zostać wskazany Izraelowi, musiał pojawić się w konkretnym kontekście religijnym. Chrzest Jana gromadził tłumy i stworzył liturgiczną przestrzeń, w której Jezus mógł wejść w sferę publiczną. Przez 30 lat żył zwykłym życiem w Nazarecie. Zanurzenie w Jordanie jest momentem zdjęcia zasłony. Celem życia Jana było to jedno zadanie: zerwać zasłonę i pokazać światu Zbawiciela. Podobnie jest w moim przypadku. Jako chrześcijanin, uczeń Jezusa, jestem wezwany do tego, by być Jego świadkiem w moim otoczeniu. Czy pamiętam o tym w codziennym życiu? W jakim stopniu moje słowa, czyny i postawy ukazują Syna Bożego?
  • Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem Ducha, który zstępował z nieba jak gołębica i spoczął na Nim (w. 32) Ewangelista wprowadza tu formę uroczystego zeznania, niczym w sadzie, podkreślając wagę naocznego doświadczenia Jana. Obraz „Ducha” (gr. to pneuma) zstępującego „jak gołębica” (gr. hos peristeran) symbolizuje łagodność, pokój i nowe stworzenie w Chrystusie. Ważnym elementem relacji jest to, że Duch nie tylko zstąpił, ale „spoczął” (gr. emeinen) na Jezusie na stałe. Oznacza to, że Pan posiada pełnię Ducha w sposób trwały, a nie tylko chwilowy, jak dawni prorocy. Moment namaszczenia Jezusa Duchem Świętym jest dla Jana niepodważalnym dowodem, że jest On Mesjaszem. Duch Święty nie tylko spoczywał na Jezusie, lecz również od samego początku jest obecny w Kościele, wspólnocie Nowego Przymierza. W Jego mocy głoszone jest słowo Boże, sprawowane są sakramenty, a Kościół staje się wspólnotą odkupionych grzeszników. Jakie wnioski z tego wypływają dla mnie? Co mogę zrobić, by jeszcze bardziej otworzyć się na Trzecią Osobę Trójcy Świętej?
  • Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego na Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym” (w. 33) Jan powołuje się na bezpośrednie objawienie, które otrzymał od Boga. Zatem to nie on sam wymyślił formę swojej posługi, ale jego misja nad Jordanem była realizacją konkretnego zlecenia z nieba. Otrzymał on przy tym precyzyjny klucz rozpoznawczy: miał wypatrywać zstąpienia Ducha na konkretnego człowieka. Znak ten pozwolił mu bezbłędnie zidentyfikować Zbawiciela pośród wielu ludzi przyjmujących chrzest w Jordanie. Jan definiuje Jezusa jako Tego, który „chrzci Duchem Świętym” (gr. baptidzon en pneumati hagio). Podczas gdy chrzest Jana był znakiem pokuty, symbolizował skruchę, ale nie zmieniał natury człowieka, Duch Jezusa ma moc przemienić serce człowieka, zanurzając go w rzeczywistości Boga. Zapowiedź chrztu Duchem była marzeniem proroków (por. Ez 36,26-27; Jl 3,1). Oznaczała ona czasy, w których Prawo nie będzie już wyryte na kamiennych tablicach, ale Bóg wleje swojego Ducha w ludzkie serca. Na chrzcie świętym otrzymałem dar nowego życia. Bóg dotknął mojego serca, stwarzając je na nowo. Czy mam świadomość, że zbawienie nie zaczyna się wraz z „dobrymi uczynkami”, ale że jego źródłem jest wcześniejsze, intymne spotkanie z Bogiem w sanktuarium mojego serca?
  • Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym» (w. 34) Werset ten jest pieczęcią całego przesłania Jana Chrzciciela w czwartej Ewangelii. Użycie czasu przeszłego dokonanego „ujrzałem” (gr. heoraka) wskazuje na fakt historyczny i osobiste doświadczenie mistyczne proroka. Jan nie przedstawia teologicznych teorii, lecz opowiada o rzeczywistości, której dotknął własnymi zmysłami. Tytuł „Syn Boży” (gr. ho hyios to theu) stanowi wyznanie wiary, wskazujące na boską naturę Cieśli z Nazaretu. Podczas gdy w Ewangeliach synoptycznych to głos Boga z nieba mówi: „Ten/Tyś jest mój Syn” (Mt 3,17, Mk 1,11, Łk 3,22), w Czwartej Ewangelii głos milczy, a mówi człowiek. Jan Chrzciciel staje się ziemskim „rzecznikiem” Ojca, powtarzając to, co u synoptyków objawiło Niebo. Świadectwo Jana, ze względu na swój formalny kształt, jest niczym akt prawny, zobowiązującym słuchaczy do zajęcia stanowiska wobec Jezusa. A jaka będzie moje odpowiedź na świadectwo Proroka znad Jordanu?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, Synu Boży, posyłaj mi swojego Ducha, niech codziennie pomnaża we mnie owoce chrztu świętego”.

Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają (Mk 2,13-17)

Przygotowanie

  • Publiczna działalność Jezusa trwa i zatacza coraz to większe kręgi. Powiększa się także grono Jego najbliższych uczniów. W dzisiejszej Ewangelii Pan powołuje celnika Lewiego, a następnie zasiada z nim i jego przyjaciółmi do wspólnej uczty. Fakt ten wywołuje oburzenie pośród faryzeuszy, którzy nie rozumieją, że Mesjasz przyszedł na świat, by ratować to, co zginęło. Duchu Święty, daj mi otwarte oczy serca, bym potrafił wniknąć w dzisiejsze Słowo i znaleźć w nim światło na moje życie.

Punkty do medytacji

  • Potem wyszedł znowu nad jezioro. Cały lud przychodził do Niego, a On go nauczał (w. 13) We wczorajszym fragmencie Ewangelii Marka widzieliśmy, że zainteresowanie osobą Jezusa po Jego powrocie do Kafarnaum było tak wielkie, że dom Szymona Piotra wypełnił się po brzegi. Przyjaciele paralityka byli zmuszeni, by przez rozebrany dach spuścić chorego pod stopy Jezusa. Ponowne wyjście Pana nad Jezioro Galilejskie jest znak uniwersalności Jego misji. Nie chce On, by Dobra Nowina o królestwie Bożym dotarła jedynie do wąskiej grupy, więc wychodzi z Kafarnaum i udaje się na pobliski brzeg jeziora, gdzie otwarta przestrzeń umożliwia przemawianie do większej liczby osób (por. Mk 3,7; 4,1-2; 6,34). Jak udana była to decyzja podkreśla dopowiedzenie ewangelisty, że „cały lud” (gr. pas ho ochlos) do Niego przychodził, by słuchać Jego nauczania. Jezus słowem swojej nauki chce objąć każdego człowieka. W centrum Jego zainteresowania jest także moja osoba. Czy dostrzegam, jak na różne sposoby chce do mnie przemówić? Czy jest we mnie głód Jego słowa?
  • A przechodząc, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» Ten wstał i poszedł za Nim (w. 14) Podobnie jak w przypadku powołania czterech pierwszych uczniów (1,16-20), Jezus dostrzega Lewiego (utożsamianego z apostołem Mateuszem) przechodząc obok jego miejsca pracy, którym była komora celna. Kafarnaum leżało nad głównym szlakiem handlowych Palestyny, stąd obecność w tym mieście celników, którzy zbierali podatki i cła na rzecz Rzymu. Szymon, Andrzej, Jakub i Jan byli rybakami, czyli wykonywali bardzo użyteczny zawód, doceniany przez społeczność. Inaczej sprawa się miała z celnikami. Lewi należał do grupy najbardziej pogardzanej przez ówczesnych Żydów. Uważano go za zdrajcę i publicznego grzesznika, który nie ma prawa przynależeć do wspólnoty Izraela. Jezus jednak go nie osądza, lecz ze spojrzeniem pełnym miłosierdzia kieruje do niego to samo zaproszenie, co do czterech pierwszych uczniów. Podobnie jak ci ostatni, Lewi natychmiast zostawia wszystko, pieniądze i pewną karierę, i idzie za Panem. Spojrzę na historię mojej relacji z Jezusem. Kiedy po raz pierwszy świadomie doświadczyłem Jego obecności? W jakim momencie mojego życia wtedy się znajdowałem? Co szczególnie mnie w Nim zachwyciło?
  • Gdy Jezus siedział w jego domu przy stole, wielu celników i grzeszników siedziało razem z Jezusem i Jego uczniami. Wielu bowiem było tych, którzy szli za Nim (w. 15) Marek przenosi narrację do domu Lewiego. W kulturze żydowskiej nie było lepszego sposobu na umocnienie relacji niż wspólny posiłek. Gospodarz, do niedawna celnik, zaprasza do stołu swojego nowego Mistrza i Jego uczniów, ale także swoich dotychczasowych znajomych, „celników i grzeszników” (gr. telonai kai hamartolai). W ten sposób wokół Jezusa tworzy się nowa wspólnota, w której kryterium przynależności nie jest nieskazitelność moralna, lecz otwartość na Jego osobę. Dom Lewiego staje się miejscem, gdzie przy jednym stole łaska Boża spotyka się z ludzką nędzą. Jezus nie brzydzi się moim życiem. Zna mnie lepiej niż ja sam. Moje grzechy i słabości w jego oczach są jedynie przestrzeniami, w których chce obdarować mnie swoją miłością i miłosierdziem. To Jego sposób na ratowanie mnie od zła. Przyjrzę się moim upadkom i spróbuję nazwać po imieniu słabości mojej duszy. Stanę w prawdzie przed Panem i przyjmę Jego ratunek.
  •  Niektórzy uczeni w Piśmie, spośród faryzeuszów, widząc, że je z grzesznikami i celnikami, mówili do Jego uczniów: «Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?» (w. 16) Faryzeusze, strażnicy czystości religijnej, obserwują wydarzenie w domu Lewiego ze zgrozą, nie mogąc pojąć postępowania Jezusa. Nie mają jednak odwagi zwrócić się bezpośrednio do Niego, więc pytają Jego uczniów – „Czemu On je i pije z grzesznikami”? Pytanie to wynika z natury faryzeizmu, który nakazywał „oddzielonym” (hebr. peruszim) unikanie kontaktu z nieczystymi, czyli na przykład z publicznymi grzesznikami. W oczach swoich antagonistów Jezus kompromituje swój religijny autorytet, bratając się z ludźmi o złej reputacji. Pan jednak nie traktuje świętości jako stanu izolacji od zła, ale jako siłę zło przemieniającą. Jakie myśli i uczucia wzbudza we mnie widok osób pogubionych życiowo? Czy mam świadomość, że tylko dzięki łasce nie jestem na ich miejscu? Czy potrafię dostrzec w nich cierpiącego Chrystusa?
  • Jezus, usłyszawszy to, rzekł do nich: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników» (w. 17) Jezus, słysząc szeptane zarzuty faryzeuszy, odpowiada genialną metaforą, która zamyka im usta. Porównuje siebie do lekarza, którego naturalnym środowiskiem pracy są chorzy, a nie zdrowi. Jego misją jest uwolnienie ludzkich dusz od toczącej je choroby, jaką jest grzech. Paradoksalnie, faryzeusze, którzy uważają siebie za „zdrowych” i „sprawiedliwych”, zamykają się na uzdrawiającą łaskę Pana. Warunkiem doświadczenia mocy Zbawiciela jest uznanie własnej grzeszności i potrzeby ratunku. Jezus jest lekarzem mojej duszy, leczy mnie z moich słabości i daje nowe życie. On także chce, bym miał udział w Jego dziele zbawienia. Czy odkryłem już do czego Pan chce mnie powołać? Czy znalazłem już swoje miejsce w dziele ewangelizacji?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, oto ja, słaby grzesznik. Uświęcaj mnie swoją łaską i pokaż, w jaki sposób mogę przyprowadzić do Ciebie moich braci”.

Dziecko, odpuszczone są twoje grzechy (Mk 2,1-12)

Przygotowanie

  • Kolejny fragment Ewangelii Marka opowiada o uzdrowieniu pewnego paralityka. Jezus nie tylko przywraca mu możliwość swobodnego poruszania się, lecz przede wszystkim uwalnia jego duszę od ciężaru grzechu. Wobec wątpliwości uczonych w Piśmie, Pan bezdyskusyjnie udowadnia, że ma wszelkie prawo, by jednać ludzi ze swoim Ojcem. Duchu Święty, otwieraj mnie na światło dzisiejszego Słowa.

Punkty do medytacji

  • Gdy po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszano, że jest w domu (w. 1) Po pewnym czasie Jezus powraca do Kafarnaum i zatrzymuje się w domu Szymona Piotra. Pośród znajomych twarzy szuka chwili wytchnienia od trudów dotychczasowej działalności. Jednakże wieść o Jego powrocie rozchodzi się błyskawicznie. Może to pośrednio świadczyć o tym, że mieszkańcy Kafarnaum w napięciu wyglądali Jego powrotu. W konsekwencji dom skromnej, rybackiej rodziny przestaje być prywatną rezydencją, a staje się ośrodkiem ewangelizacji, otwartym dla każdego. Co robię, aby moja codzienność stała się domem, w którym Jezus może się czuć jak u siebie? Czy noszę w swoim sercu tęsknotę za spotkaniem z Nim? Czy wyglądam Jego obecności w Piśmie Świętym, w liturgii i na osobistej modlitwie?
  • Zebrało się zatem tylu ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę (w. 2) Wokół Jezusa gromadzi się tak wielki tłum, że nie tylko wypełnione zostaje wnętrze domu, ale i zalokowany zostaje dostęp do drzwi wejściowych. Pan jednak nie wykorzystuje tej okoliczności do czynienia spektakularnych cudów, by jeszcze bardziej podbić swoją popularność, lecz głosi „naukę” (gr. ton logon). Priorytetem Jego misji jest karmienie ludzkich dusz prawdą o Królestwie. Tłum jest głodny słów Jezusa, co podkreśla, jak wielka pustka duchowa panowała w ówczesnym Izraelu. Czy słowo Jezusa ma priorytet w moim życiu? Czy noszę je w moim sercu pośród codziennych obowiązków?
  • I przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili nosze, na których leżał paralityk (ww. 3-4) Na scenie pojawiają się cztery osoby niosące sparaliżowanego mężczyznę. Paraliż był w tamtych czasach chorobą wykluczającą z życia społecznego i skazującą na wegetację. Determinacja przyjaciół paralityka, by przynieść go do Jezusa mimo tłoku, jest przyczynkiem do cudu, który zaraz nastąpi. Widząc, że nie przebiją się przez tłum w drzwiach, podejmują niestandardową decyzję. Wchodzą na płaski dach zrobiony z gliny i gałęzi, i zaczynają go rozbierać. Zarówno uczynienie otworu w dachu, jak i spuszczenie noszy prosto pod nogi Jezusa, dramatycznie przerwa Jego nauczanie, wymuszając reakcję. Czy w moim życiu są osoby, z którymi mogę dzielić się trudami zmagania się z moimi słabościami? Czy potrafię być dla innych wsparciem duchowym i fizycznym? Jak wygląda moje determinacja, by na modlitwie prosić za cierpiącymi braćmi?
  • Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Dziecko, odpuszczone są twoje grzechy» (w. 5) Jezus, widząc wiarę przybyszów, reaguje w sposób, którego nikt się nie spodziewał. Z niezwykłą czułością zwraca się do paralityka, mówiąc do niego „Dziecko” (gr. teknon). Jednakże zamiast uzdrowienia z fizycznej przypadłości, ofiaruje mu odpuszczenie grzechów. Mistrz diagnozuje głębszy problem mężczyzny. Paraliż duszy spowodowany grzechem jest o wiele groźniejszy niż choroba ciała. Jezus objawia się tutaj jako ten, który ma władzę wchodzić w sferę sumienia i usuwać duchowe brudy. Zatrzymam się na chwilę przy czułości i delikatności Jezusa. Nie potępia grzesznika, lecz oferuje mu odpuszczenie win. Co ten moment Ewangelii mówi o mnie i moim życiu?
  • A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: «Czemu On tak mówi? [On] bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga?» (ww. 6-7) Wśród prostego ludu siedzą uczeni w Piśmie, pełniący rolę chłodnych obserwatorów. Ich siedząca postawa symbolizuje urząd nauczycielski i sędziowski, który ośmiela ich do oceniania poczynań Jezusa. Nie wypowiadają swoich zastrzeżeń na głos, lecz prowadzą krytyczny dialog wewnętrzny w „swoich sercach” (gr. en tais kardiais). W ich ocenie Jezus dopuszcza się bluźnierstwa, uzurpując sobie prerogatywy samego Boga. Zgodnie bowiem z żydowską teologią tylko Bóg mógł odpuszczać grzechy. Uczeni w Piśmie nie mylą się co do zasady, ale mylą się co do Osoby, która przed nimi stoi. Nie rozpoznają w Jezusie Boga, dlatego Jego słowa brzmią dla nich jak arogancja zwykłego człowieka. W jakich przestrzeniach mojego życia zdarza mi się „krytykować” Boga, przyjmować pozycję chłodnego i krytycznego sędziego?
  • Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: «Czemu myśli te nurtują w waszych sercach? (w. 8) Jezus natychmiast poznaje „w swym duchu” (gr. to pneumati autu) ich ukryte myśli. Przenikanie ludzkich serc jest w Biblii cechą przynależną wyłącznie Bogu. Pan potwierdza zatem swoje bóstwo zanim jeszcze dokona cudu uzdrowienia. Inaczej niż uczeni w Piśmie, nie zajmuje pozycji bezdusznego sędziego. Zależy Mu na swoich krytykach, dlatego zadaje pytanie – „Czemu myśli te nurtują w waszych sercach?” – aby nawiązać z nimi dialog i zaprosić do głębszej refleksji. Jezus zna moje myśli, najgłębsze tajemnice mojego serca. Jakie uczucia rodzą się we mnie, gdy o tym myślę? Zażenowanie, lęk przed karą, a może ufność, że i wobec mnie okaże się wyrozumiały i miłosierny?
  • Cóż jest łatwiej: powiedzieć paralitykowi: Odpuszczone są twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje nosze i chodź? (w. 9) Pan stawia przed uczonymi w Piśmie dylemat. Teoretycznie łatwiej jest ogłosić odpuszczenie grzechów, bo jest to akt nieweryfikowalny empirycznie, podczas gdy uzdrowienie widać natychmiast. Jezus używa widzialnego cudu jako dowodu na potwierdzenie niewidzialnej rzeczywistości duchowej. Jeśli Jego słowo ma moc podnieść paralityka, to znaczy, że ma też realną moc oczyścić jego duszę. Mistrz łączy te dwie sfery, pokazując, że Jego władza jest totalna i obejmuje całego człowieka. Całe moje życie jest obiektem Bożej troski. Nie ma w nim takiej przestrzeni, do której Boża łaska nie mogłaby dotrzeć. Czy jestem autentyczny przed Jezusem? Czy nie odgrywam przed Nim kogoś, kim nie jestem?
  • Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów — rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje nosze i idź do swego domu!» (ww. 10-11) Po raz pierwszy w Ewangelii Marka Jezus używa w odniesieniu do siebie tytułu „Syn Człowieczy” (gr. ho hyios tu anthropu), podkreślając swoją mesjańską tożsamość. Celem mającego za chwilę nastąpić cudu, jest udowodnienie, że posiada On realną „władzę” (gr. eksousia) odpuszczania grzechów. Zwracając się bezpośrednio do chorego, Pan wydaje trzy konkretne polecenia: „wstań” (gr. egeire), „weź swoje nosze” (gr. aron ton krabatton su) i „idź do swego domu” (gr. hypage eis ton oikon su). Pierwsze polecenie oznacza przywrócenie do pozycji pionowej, czyli godnej wolnego człowieka. Polecenie zabrania noszy także ma wymiar symboliczny – to, co dotąd nosiło człowieka, teraz jest niesione przez niego jako znak zwycięstwa. Natomiast odesłanie do domu oznacza powrót uzdrowionego do zwykłych relacji społecznych i rodzinnych, z których był wcześniej wykluczony. Które z poleceń Jezusa danych uzdrowionemu paralitykowi dzisiaj do mnie najbardziej przemawia? Do czego Pan szczególnie mnie zachęca?
  • On wstał, wziął zaraz swoje nosze i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga, mówiąc: «Nigdy jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego» (w. 12) Reakcja paralityka jest natychmiastowa: wstaje i na oczach wszystkich wychodzi o własnych siłach, co jest niepodważalnym dowodem cudu. Tłum, który wcześniej bezlitośnie blokował mu drogę, teraz musi się rozstąpić, tworząc szpaler dla uzdrowionego. Euforyczne „zdumienie” (gr. eksistasthai) ogarnia wszystkich obecnych, powodując, że zaczynają spontanicznie wielbić Boga za to, co zobaczyli. Ostatecznym celem cudów Jezusa jest zawsze wzbudzenie wiary i uwielbienia Ojca. Przypomnę sobie sytuacje, gdy wręcz namacalnie doświadczyłem Bożej mocy w moim życiu. Za którą z nich chciałbym dzisiaj szczególnie Boga uwielbić?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, boski Lekarzu, uzdrawiaj moje paraliże, przywracaj mnie Bogu, drugiemu człowiekowi i mnie samemu”.

Chcę, bądź oczyszczony! (Mk 1,40-45)

Przygotowanie

  • Marek Ewangelista opowiada dzisiaj o kolejnym cudownym czynie Jezusa. Tym razem szczegółowo relacjonuje uzdrowienie i oczyszczenie pewnego mężczyzny cierpiącego na chorobę trądu. Wiara chorego spotyka się z czułością i miłosierdziem Syna Bożego. Ten, który do tej pory ze względu na swoją przypadłość musiał funkcjonować poza społecznością, zostaje jej przywrócony. Duchu Święty, pomóż mi wejść w treść dzisiejszego Słowa, niech ono mnie oświeca i przemienia.

Punkty do medytacji

  • Wtedy przyszedł do Niego trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: «Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić» (w. 40) Pewien trędowaty w akcie desperackiej odwagi zbliża się do Jezusa, łamiąc surowe prawo religijne. W starożytności trąd nie tylko wiązał się z powolnym i bolesnym obumieraniem ciała, lecz oznaczał również natychmiastową śmierć cywilną, skazując na całkowitą izolację od wspólnoty (por. Kpł 13,45-46). Słowa trędowatego „Jeśli chcesz…” (gr. ean theles) są znakiem wielkiej pokory. Mimo trudnej sytuacji mężczyzna nie żąda oczyszczenia, lecz uzależnia je od woli Mistrza. W warstwie symbolicznej mamy tutaj spotkanie dwóch światów: absolutnej czystości Boga i skrajnej nędzy człowieka. W pewnym sensie trędowaty staje się rzecznikiem wszystkich wykluczonych, którzy szukają powrotu do życia. Popatrzę na moje obecne życie. Co najbardziej oddziela mnie od Boga i drugiego człowieka? O jakim „trądzie” chciałbym teraz opowiedzieć Jezusowi?
  • A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony!» (w. 41) Jezus okazuje głębokie wzruszenie, co w tekście greckim podkreśla czasownik splanchnizomai, dosłownie oznaczający wewnętrzne poruszenie na widok ludzkiego cierpienia. Wyciągnięcie ręki i dotknięcie trędowatego z pewnością szokuje świadków, gdyż według Prawa zaciąga w ten sposób rytualną nieczystość. Pan jednak chce w ten sposób pokazać, że autentyczna miłość jest silniejsza od lęku przed zarażeniem czy złamaniem rytualnych przepisów. Jego słowa „Chcę, bądź oczyszczony!” (gr. thelo, katharistheti) są czymś więcej niż deklaracją, mają moc sprawczą, dzięki której natychmiast zmienia się rzeczywistość chorego. Czy potrafię podobnie jak Jezus być przy ludziach cierpiących i ubogich?Czy moje współczucie nie ogranicza się jedynie do wygodnego wpłacenia na zbiórkę, bez „ubrudzenia sobie rąk”?
  • Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony (w. 42) Natychmiastowość uzdrowienia podkreśla, że zło nie ma szans w konfrontacji z Synem Bożym. Trąd ustaje w jednej chwili, a ciało chorego zostaje całkowicie odnowione. Znika także powód jego rytualnej nieczystości. Fizyczne uzdrowienie jest zewnętrznym znakiem wewnętrznego oczyszczenia mężczyzny i jego powrotu do sfery świętości. Jezus z litością patrzy także na mnie, na moje zranienia, zniewolenia, na mój brak chęci do życia… Chce dotykać moich ran i przywracać mi zdrowie duszy i ciała. Jakie myśli i uczucia pojawiają się we mnie, gdy o tym myślę?
  • Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: «Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich» (ww. 43-44) Po dokonaniu cudu Jezus zmienia ton na bardzo stanowczy. Użyty tutaj grecki czasownik embrimaomai, przetłumaczony w Biblii Tysiąclecia jako „surowo mu przykazał” sugeruje gwałtowne emocje. Jezus zdecydowanie nakazuje uzdrowionemu milczenie, gdyż nie chce być postrzegany jedynie jako cudotwórca, co mogłoby przesłonić istotę Jego zbawczej misji (tzw. sekret mesjański Marka). Następnie Pan odsyła mężczyznę do Jerozolimy, by dopełnił przepisów Księgi Kapłańskiej i złożył ofiarę za oczyszczenie (por. Kpł 14). Świadectwo złożone przed kapłanami umożliwi legalny powrót uzdrowionego do życia społecznego i religijnego wspólnoty. Przyjrzę się mojej wierze. Czy jest w niej miejsce zarówno na ufną prośbę, jak i na posłuszeństwo wobec Najwyższego? Czy nie ograniczam się jedynie do szukania religijnych uniesień, zaniedbując codzienne życie zgodne z Bożą wolą?
  • Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego (w. 45) Mimo surowego zakazu, mężczyzna nie potrafi utrzymać wielkiej radości w tajemnicy i zaczyna rozgłaszać, co go spotkało. Jego nieposłuszeństwo powoduje konkretne utrudnienia w dalszej działalności Jezusa. Następuje paradoksalna zamiana miejsc: oczyszczony trędowaty może od tej pory przebywać pośród ludzi, natomiast Pan musi przebywać w miejscach odosobnionych. Podobna sytuacja będzie miała miejsce pod koniec Ewangelii, gdy Jezus przyjmie status Barabasza jako skazanego złoczyńcy, zaś Barabasz zostanie uwolniony (por. Mk 15,15). Życie Ewangelią nie oznacza, że z naszej codzienności znikną wszelkie trudności. Więcej, naśladowanie Jezusa zawsze kosztuje i wiąże się z wyrzeczeniem, a czasami nawet z odrzuceniem przez innych. Czy jestem na to gotowy? Czy potrafię tracić się dla Jezusa?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, dotknij dzisiaj moich ran, ulecz mojego ducha, pomóż mi odważnie żyć Ewangelią”.