Podobne jest królestwo niebieskie do sieci

Jezioro Galilejskie (fot. R.P.)

Czwartek, 30 lipca

Mt 13,47-53

47 Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. 48 Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. 49 Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych 50 i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. 51 Zrozumieliście to wszystko?» Odpowiedzieli Mu: «Tak». 52 A On rzekł do nich: «Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare». 53 Gdy Jezus dokończył tych przypowieści, oddalił się stamtąd.

Rozważamy dzisiaj ostatnie wersety tzw. mowy w przypowieściach (por. Mt 13,1-53), w której Mateusz zebrał Jezusowe przypowieści obrazujące tajemnicę królestwa niebieskiego. Tym razem Pan przyrównuje królestwo niebieskie do sieci zarzuconej w morze: „podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju” (13,47). Rybacy pracujący na wodach Jeziora Galilejskiego posługiwali się sporych rozmiarów sieciami (od 250 do 450 m długości i ok. 2 m szerokości), które rozwijano pomiędzy dwoma łodziami. Przytwierdzone do sieci obciążenia sprawiały, że większa jej część głęboko zanurzała się w wodzie. Ciągnąc sieć za sobą, łodzie płynęły w kierunku brzegu, gdzie była ona wraz z całą zawartością wyciągana. Ważnym momentem połowu było sortowanie ryb wyciągniętych na brzeg: „Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili” (13,48). Sortując ryby, posługiwano się kryterium jadalności oraz rytualnej czystości. Za nieczyste uważano ryby pozbawione łusek: „każda istota wodna w morzach i rzekach, która nie ma płetw ani łusek, spośród wszystkiego, co się roi w wodzie, i spośród wszystkich małych zwierząt wodnych, będzie dla was obrzydliwością. Będą one dla was obrzydliwością, nie jedzcie ich mięsa i brzydźcie się ich padliną. Wszystkie istoty wodne, które nie mają płetw albo łusek, będą dla was obrzydliwością” (Kpł 11,10-12).

Zgodnie z tekstami starotestamentalnymi oraz literaturą judaistyczną morze (gr. thalassa, oznacza zarówno „morze” jak i „jezioro”) symbolizuje świat i narody świata. Ryby natomiast stanowią metaforę członków wspólnoty. Akcentując wyraźnie dwie fazy połowu – gromadzenie ryb oraz ich sortowanie – Mateusz wskazuje na dwa okresy czasu: teraźniejszość i przyszłość. Obecnie ma miejsce zarzucanie sieci i gromadzenie ryb wszelkiego rodzaju. Czasownik opisujący czynność zarzucania sieci (gr. ballo) występuje w stronie biernej, co w literaturze biblijnej sugeruje działanie Boga. Pierwsza część przypowieści jest zatem obrazem ewangelizacji. Jezus poprzez posłanych przez siebie uczniów wzywa wszystkie narody do królestwa, którego widzialnym reprezentantem na ziemi jest Kościół.

Druga cześć przypowieści zostaje wyjaśniona przez samego Jezusa: „Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych” (13,49). Czynność zbierania dobrych ryb i odrzucania złych oznacza „wyłączenie ludzi złych spośród sprawiedliwych”. Zatem dobre ryby symbolizują ludzi „sprawiedliwych” (pełniących Bożą wolę, por. 5,19-20), zaś bezużyteczne ludzi „złych”. Natomiast wyrzucenie ryb bezużytecznych staje się wyrzuceniem w „piec rozpalony”. Jako że sieć w 13,47 jest porównana do Kościoła („królestwa niebieskiego”), akt mającego nastąpić sądu odnosi się właśnie do wspólnoty uczniów Jezusa, a nie szerokiego spektrum narodów (przypowieść ta przekazana jest bezpośrednio uczniom, gdy wraz z Jezusem przebywali w domu; por. 13,36). Aniołowie oddzielą złych od dobrych w Kościele, nie zaś wśród wszystkich ludzi. Jezus zatem wyraża tutaj ideę sądu nad Kościołem, w którym źli to osoby niezdecydowane i połowiczne, jak na przykład trzeci sługa z przypowieści o talentach (por. 25,14-30).

W przeciwieństwie do przypowieści o chwaście (13,24-30), Pan nie mówi nic na temat sprawiedliwych zagarniętych przez sieć. Poprzez skoncentrowanie się na położeniu złych, zachęca do zdecydowanego pełnienia Bożej woli: „i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (13,50). „Piec ognisty” obrazuje miejsce przebywania tych, którzy w czasie Sądu Ostatecznego zostali potępieni za ich czyny przeciwne zamysłowi Bożemu. Ich przeznaczeniem będzie „płacz i zgrzytanie zębów”, czyli cierpienie i wyrzuty wynikające z faktu wiecznego odrzucenia i odcięcia od Boga.

Nauczanie Jezusa po wejściu do domu zostało spowodowane pytaniem uczniów (por. 13,36). Teraz to Pan ich pyta: „Zrozumieliście to wszystko?” (13,51). Odnosi się w ten sposób do ich umiejętności wniknięcia w słowo i wolę Boga. Uczniem jest się wtedy, gdy się rozumie i wierzy (por. 9,28). Twierdzącą odpowiedź uczniów zostaje skomentowana przez Jezusa: „Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare” (13,52). Skarbiec oznacza to, co charakteryzuje człowieka i wpływa na jego życie: „Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (6,21). Uczeń Jezusa ma swój skarb w niebie: „Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną” (6,20; por. 19,21). Owe „stare” i „nowe”, o których mówi Jezus, oznaczają odpowiednio pisma starotestamentalne i Dobrą Nowinę. Temat królestwa zapowiadany jest w Biblii od samego początku, natomiast jego wypełnienie ma miejsce w osobie i nauczaniu Jezusa. Specyfiką Mateuszowego rozumienia „starego” i „nowego” jest przedkładanie „nowego” (por. 5,17; 5,21-48). „Nowe” zajmuje czołowe miejsce, a szczególnym zadaniem uczonego w Piśmie, czyli osoby szukającej w biblijnych tekstach Bożego słowa, jest umiejętne łączenie „starego” z „nowym”.

Czy pamiętam, że jestem częścią Kościoła, czyli wspólnoty uczniów Jezusa? Czy jestem otwarty na Boże prowadzenie? W czym wyraża się moja odpowiedzialność za urzeczywistnianie królestwa niebieskiego na ziemi?

Trwajcie we Mnie

Fot. Nacho Dominguez Argenta (unsplash.com)

Czwartek, 23 lipca, Święto św. Brygidy

J 15,1-8

1 Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. 2 Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. 3 Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. 4 Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. 5 Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. 6 Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem ją zbierają i wrzucają w ogień, i płonie. 7 Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. 8 Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.

W dzisiejszym fragmencie Czwartej Ewangelii Jezus posługuje się obrazem winnego krzewu, by ukazać naturę relacji łączącej Go z uczniami. Nawiązuje w ten sposób do tekstów starotestamentalnych, w których motyw winnicy/winnego krzewu pojawia się wielokrotnie jako obraz Izraela (np. Oz 10,1; Iz 5,7; Ps 80,9). Każdy, kto choć trochę interesuje się uprawą winnych krzewów wie, że uzyskanie dorodnych owoców wymaga niesamowitej uwagi i troski ze strony uprawiającego. Ponadto niezbędna jest odpowiednia gleba i klimat. Stąd obraz winnicy w odniesieniu do Izraela i jego relacji z Bogiem jest niezwykle trafny. To przecież Boża inicjatywa stała na początku zaistnienia tego narodu, to właśnie Bóg na różne sposoby, niczym wytrwany ogrodnik, wielokrotnie interweniował w jego dziejach, broniąc go przed potęznymi wrogami. Troska i zaangażowanie Boga nie zawsze jednak spotykało się z wiernością ze strony Izraelitów. Stąd w prorockich obrazach winnicy pojawia się także wiele wyrzutów: „A Ja zasadziłem ciebie jako szlachetną latorośl winną, tylko szczep prawdziwy. Jakże więc zmieniłaś się w dziki krzew, zwyrodniałą latorośl?” (Jr 2,21).

Jezus przyszedł na świat, by nie tylko Izraela, ale i całą ludzkość na stałe wprowadzić w obręb Bożej miłości i miłosierdzia. Temu służyła cała Jego publiczna działalność, cudowne znaki, pełne mocy nauczanie, wreszcie męka, śmierć i zmartwychwstanie. Dlatego Pan mówi w dzisiejszej Ewangelii o sobie, iż jest „prawdziwym krzewem winnym” (J 15,1). Jedność między Synem i Ojcem jest nierozerwalna. Jej spoiwem jest doskonała miłość. Dlatego każdy, kto poprzez Chrzest św. staje się latoroślą szlachetnego krzewu, którym jest Jezus, może doświadczyć szczęścia i pokoju, które pochodzą od Boga. Warunkiem jest trwanie w jedności z Chrystusem. Nie bez powodu grecki czasownik meno („trwać, mieszkać, przebywać”) pojawia się w dzisiejszym tekście aż siedem razy. Podkreśla on stałość, ciągłość bycia z Panem. Nasze chrześcijańskie życie tylko wtedy przynosi obfite owoce, gdy opiera się na ciągłym kroczeniu za Nim. Nie może zatem ograniczać się jedynie do kilku momentów w ciągu roku, czy nawet coniedzielnego świętowania. Uczeń Jezusa ma stale, a więc każdego dnia, nosić w sobie Jego słowo, pozwalać, by przenikało ono w każdą przestrzeń jego życia i kształtowało jego myślenie. Pielęgnując w sobie Jezusowe mówienie, stajemy się zdolni do świadomego i owocnego przyjmowania sakramentów.

Kiedy ostatni raz szczerze rozmawiałem z Jezusem? Czy pozwalam, by ożywcze soki płynące ze szlachetnego krzewu, jakim jest Jezus, przeniknęły w każdą przestrzeń mojego życia?

Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?

Ukazanie się Jezusa Chrystusa Marii Magdalenie, Aleksandr Iwanow (1806-1858)

Środa, 22 lipca, Święto św. Marii Magdaleny

J 20,1.11-18

1 A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu (…) 11 Maria Magdalena natomiast stała przed grobem, płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu 12 i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. 13 I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?» Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono». 14 Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. 15 Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?» Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę». 16 Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Mój Nauczycielu! 17 Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego”». 18 Poszła Maria Magdalena i oznajmiła uczniom: «Widziałam Pana», i co jej powiedział.

W święto św. Marii Magdaleny liturgia słowa przytacza fragment Czwartej Ewangelii, w którym osoba wspominanej dzisiaj świętej ukazana zostaje jako szczególny świadek Chrystusowego zmartwychwstania. Podczas gdy pozostali synoptycy mówią o przybyciu do pustego grobu grupy niewiast, w tym Marii Magdaleny (por. Mt 28,1-8; Mk 16,1-8; Łk 24,1-11), Jan koncentruje się wyłącznie na tej ostatniej. Wiąże się to z eksponowanym w Czwartej Ewangelii tematem indywidulanej i bezpośredniej relacji, jaka łączy Zmartwychwstałego z każdym z Jego uczniów.

Perykopa rozpoczyna się słowami: „A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu” (J 20,1). W Czwartej Ewangelii Maria Magdalena pojawia się dopiero w opisie męki Pańskiej: „A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena” (19,25). Określenie „wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno” oprócz funkcji dookreślania czasu opisywanego wydarzenia ma również znaczenie symboliczne. Ciemność oznacza stan duchowy uczniów po śmierci Jezusa. Maria na własne oczy widziała krzyżową śmierć Pana, a teraz odczuwa głęboki smutek, wręcz rozpacz: oto nie żyje Jezus, który wcześniej mówił o sobie samym, że jest „Światłością świata” (por. 8,12). Widok odsuniętego kamienia, który powinien blokować wejście do grobu, w tym momencie jeszcze nie rozniecił w niej nadziei, wręcz przeciwnie, został przez nią odebrany, jako znak, że ciało Pana zostało wykradzione. Dlatego w kolejnych wersetach, opuszczonych przez dzisiejszą liturgię (por. 20,2-10), mowa jest o tym, że pośpiesznie udała się do Szymona Piotra i umiłowanego ucznia, aby przekazać im niepokojącą wiadomość. Jak podaje Jan, Szymon Piotr i umiłowany uczeń zobaczywszy pusty grób, powrócili do siebie. Maria zaś pozostała przy grobie, w dalszym ciągu opłakując śmierć Jezusa (por. 20,11). Wzmianka o jej płaczu przypomina słowa Pana, który w ten sposób zapowiadał nadejście Jego godziny: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość” (16,20). Kobieta teraz się smuci, jednak czytelnicy Jana wiedzą, że jej płacz wkrótce stanie się radością.

Maria wreszcie znajduje w sobie odwagę, by zajrzeć do wnętrza grobu: „A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu” (20,11). Inaczej jednak niż to było w przypadku Piotra i umiłowanego ucznia, widzi nie tylko szaty, w które owinięte było ciało Pańskie, lecz także dwóch aniołów: „i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg” (20,12). Także Ewangelie synoptyczne wspominają o aniołach, którzy przy pustym grobie obwieścili kobietom, iż Jezus zmartwychwstał (por. Mt 28,2-7; Mk 16,5-7; Łk 24,4-7). W Czwartej Ewangelii aniołowie najpierw pytają Marię: „Niewiasto, czemu płaczesz?” (J 20,13). Zazwyczaj, gdy w tekstach Pisma Świętego mowa jest o ukazaniu się aniołów, wzmiankowany jest pobożny lęk tych, do których zostali oni posłani (np. Dn 10,4-9). Maria jednak nie okazuje strachu, lecz ponownie wyraża swoje przekonanie, że ciało Jezusa zostało wykradzione: „Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono” (por. J 20,13). Warto zauważyć, że gdy wcześniej mówiła o tym Piotrowi i umiłowanemu uczniowi, użyła liczby mnogiej – „nie wiemy” (por. 20,2). Teraz zaś mówi – „Pana mego” i „nie wiem”. Opowiada zatem o swojej osobistej relacji z Jezusem i o tym, co te wydarzenia oznaczają dla niej osobiście. Zauważyć można tutaj echo słów Pieśnie nad Pieśniami, gdzie oblubienica pyta: „Czy widzieliście miłego duszy mej?” (Pnp 3,3).

Odpowiedziawszy aniołom Maria odwraca się: „Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus” (20,14). Podobnie jak w przypadku uczniów idących do Emaus, Zmartwychwstały początkowo ukrywa przed nią swoją tożsamość. Jezus objawia siebie komu chce i kiedy chce (por. Łk 24,15-16.30-32). Janowa relacja podkreśla związek między postrzeganiem i wiarą, który wcześniej widoczny jest w 20,2-10. Podobnie jak Piotr, zobaczywszy pusty grup i szaty, w które ciało Jezusa było owinięte, nie doszedł jeszcze do wiary w zmartwychwstanie, tak Maria teraz widzi samego Chrystusa, lecz Go nie poznaje. Nie ma bowiem jeszcze daru wiary w uwielbionego Pana. Także Jezus pyta kobietę: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?” (20,15). Dwa aspekty tych pytań wymagają uwagi. Po pierwsze, Jezus w Ewangelii Jana przy kilku okazjach używa zwrotu „niewiasto” i za każdym razem redefiniuje relację łączącą Go z osobą, z którą rozmawia (por. 2,4; 4,21; 19,26). Po drugie, pytanie „Kogo szukasz?” przypomina słowa, które Pan skierował do pierwszych uczniów na początku Ewangelii – „Czego szukacie?” (1,38). Obydwa aspekty wskazują, że właśnie ma miejsce nowy początek. Po powstaniu z martwych Jezus redefiniuje relację łączącą Go z uczniami.

Maria myli Jezusa z ogrodnikiem: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę” (20,15). W dalszym ciągu jest przekonana, że Jezusowe zwłoki zostały wykradzione. Przybywszy do grobu w ciemności, kobieta pozostaje skupiona na przeszłości. W dalszym ciągu jest przekonana, że Jezus nie żyje. Dlatego Pan otwiera jej oczy na rzeczywistość swego zmartwychwstania: „Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Mój Nauczycielu!” (20,16). Pan wypowiada jej imię, jak Dobry Pasterz, który „woła swoje owce po imieniu” (10,3). Jak owce odpowiadają na głos swojego pasterza, tak Maria, wierna uczennica, rozpoznaje głos Jezusa. Rozpoznaje w końcu, że nie jest On martwy, ale że naprawdę żyje. Jej smutek zamienia się w radość. Uważa jednak, że jej relacja z Jezusem jest taka sama, jak przed Jego śmiercią, dlatego zwraca się do Niego „Rabbuni/Nauczycielu” (por. 1,38.49; 3,2).

Zmartwychwstanie Jezusa zmieniło absolutnie wszystko, również relację między Nim a Jego naśladowcami. Uczniowie, włącznie z Marią, mogą teraz odnosić się do Niego jako do kogoś więcej niż tylko ziemskiego nauczyciela – jako do zmartwychwstałego Pana. Nakaz Jezusa „Nie zatrzymuj Mnie” (20,17), dosł. „nie trzymaj się mnie”, ma sens przenośny: Maria nie może dłużej trzymać się swoich przeszłych wyobrażeń o uczniostwie. Wyjaśnienie „jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca” (20,17) mówi o nowym stanie rzeczy. Wywyższenie zmartwychwstałego Jezusa po prawicy Ojca i zesłanie Ducha Świętego dopełnią dzieła zbawienia. Cały Jezus, a więc wraz ze swym bóstwem i człowieczeństwem, powróci do Ojca. Oznacza to, że człowieczeństwo w Nim uwielbione zostanie wprowadzone w rzeczywistość życia samego Boga. W ten sposób zmartwychwstały Pan uprzedzi swoich uczniów w drodze do Ojca. W trakcie Ostatniej Wieczerzy, zapowiedziawszy uczniom swoje odejście, na pytanie Piotra, dokąd idzie, Jezus odpowiedział: „Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz” (por. 13,36).

Chrystus nie tylko daje się poznać Marii, ale także zleca jej misję: „udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego” (20,17). Jak już wcześniej zaznaczyliśmy, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa radykalnie zmieniły stosunki między ludźmi a Bogiem. Wypełniając zbawczego dzieło zaplanowane przez Ojca, Jezus daje swoim uczniom udział w swoim synostwie, czyniąc ich dziećmi Bożymi. Jak to zostało zaznaczone już w Prologu: „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili” (1,12-13). Maria spełnia powierzone jej zadanie: „Poszła Maria Magdalena i oznajmiła uczniom: «Widziałam Pana», i co jej powiedział” (20,18). Dlatego będzie później nazywana przez Kościół „Apostołką Apostołów” (łac. apostola apostolorum). Patrząc całościowo na dzisiejszy fragment Ewangelii Jana, możemy dostrzec niesamowitą przemianę, jaka dokonała się w sercu Maria w spotkaniu ze Zmartwychwstałym: przeszła od bycia „w ciemności”, zafiksowanej na rzeczywistości śmierci Pana, do owocującej żywym świadectwem wiary w Jego zmartwychwstanie.

Czy spotkałem już zmartwychwstałego Pana? Co z mojej przeszłości jeszcze nie pozwala mi dojrzeć w Nim tego, który zwyciężył śmierć? Czy pozwalam Mu mówić do mnie po imieniu?

Żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza

Jonasz i wieloryb, Pieter Lastman (1621, Public Domain)

Poniedziałek, 20 lipca

Mt 12,38-42

38 Wówczas rzekli do Niego niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów: «Nauczycielu, chcielibyśmy zobaczyć jakiś znak od ciebie». 39 Lecz On im odpowiedział: «Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. 40 Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi. 41 Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili; a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. 42 Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon.

Uczeni w Piśmie i faryzeusze zwracają się do Jezusa, używając formy grzecznościowej „Nauczycielu” (gr. didaskalos, hebr. rabbi). Chociaż w Ewangelii Mateusza sam Jezus używa tego terminu w odniesieniu do siebie samego (por. 10,24-25; 23,8; 26,18), Jego uczniowie nigdy tak do Niego się nie zwracają. Czynią tak natomiast ludzie spoza ich grona, zwłaszcza przeciwnicy Jezusa (por. 8,19; 9,11; 17,24; 22,16.36). Można zatem przypuszczać, że w dzisiejszym fragmencie uczeni w Piśmie i faryzeusze używają tego tytułu, by podkreślić swój krytyczny stosunek do Jezusa. Ironizując, mówią do Pana: „Nauczycielu, chcielibyśmy zobaczyć jakiś znak od ciebie” (12,38). Chcą znaku podobnego do tych, które w ST udowodniały prawdziwość posłania, posługi prorockiej lub przekazywanego Objawienia (por. Wj 4,30-31; Sdz 6,36-40; 1 Krl 18,36-39; Iz 7,10-14; 38,7-8). Lecz Jezus uczynił już wiele znaków przewyższających te, które do tej pory widziano w Izraelu (por. Mt 9,33; 12,33). Mimo to, faryzeusze podjęli już decyzję, by Go zabić (por. 12,14), a Jego władzę nad złymi duchami tłumaczą tym, że pochodzi ona od diabła (por. 12,42). Bardzo prawdopodobne, że kolejny znak również przypisaliby księciu ciemności.

Podkreślając zatwardziałość ich serc, Jezus odpowiada: „Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza” (12,39). Tym samym przyrównuje ich niewierność przymierzu z Bogiem do Izraela z dawnych czasów, który przedstawiany jest w starotestamentalnych tekstach jako cudzołożna żona (por. Iz 57,3, Jr 2,2; 3,9; Ez 16,38; Oz 1-2).  Używa przy tym słów, które nawiązują do tych Izraelitów wędrujących przez pustynię, którym odmówiono wstępu do Ziemi Obiecanej, gdyż byli „przewrotnym pokoleniem” (Pwt 1,35). Mówiąc o „znaku Jonasza”, Jezus zapowiada swoją śmierć i zmartwychwstanie: „Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi” (Mt 12,40). Zmartwychwstanie będzie ostatecznym znakiem potwierdzającym Jego boska tożsamość i moc.

W dalszej części swojej wypowiedzi Pan przechodzi do ukazania losów „przewrotnego pokolenia” na sądzie ostatecznym. Posługuje się kolejnymi odniesieniami do ST, przytaczając pozytywne przykłady pogan. Kontynuując nawiązanie do historii Jonasza, mówi o Niniwitach, którzy na sądzie będą oskarżycielami uczonych w Piśmie, faryzeuszów i im podobnych: „Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili; a oto tu jest coś więcej niż Jonasz” (12,41). Mieszkańcy Niniwy, lud pogański nawrócili się, słysząc nawoływanie Jonasza posłanego przez Boga Jedynego (por. Jn 3). Tymczasem religijne elity Izraela nie są w stanie rozpoznać i przyjąć obecnego pośród nich Mesjasza. Ich oskarżycielką będzie także pogańska królowa Saby: „Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon” (12,42). Nosząca według etiopskiej tradycji imię Makeda, usłyszawszy o mądrości króla Salomona, udała się w daleką podróż, by móc osobiście z nią się zapoznać (por. 1 Krl 10,1-13; 2 Krn 9,1-12). Uczeni w Piśmie i faryzeusze natomiast zamknęli swoje serca na wcieloną Mądrość stojącą przed nimi.

Jak często rozważam tajemnice powstania z martwych Jezusa? Czy moją wiarę w Jego boską tożsamość opieram na Jego zwycięstwie nad śmiercią? Czy nie szukam niepotrzebnie niezwykłych znaków do Boga, ignorując te, które już zostały mi dane?

Słodkie jest moje jarzmo

Fot. Emre Can (unsplash.com)

Czwartek, 16 lipca, Wspomnienie NMP z Góry Karmel

Mt 11,28-30

28 Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. 29 Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. 30 Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie».

Po ostrym osądzie miast, które nie przyjęły Go jako Mesjasza (Mt 11,20-24) i uwielbieniu Ojca za wiarę prostaczków (11,25-27) Jezus kieruje zaproszenie do wszystkich, którzy są doświadczeni przez trudy życia i zmęczeni na duchu, do osobistej relacji ze sobą: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (11,28). W kontekście Mateuszowej Ewangelii zwrot „obciążeni” określa osoby próbujące sprostać wymaganiom stawianym przez uczonych w Piśmie i faryzeuszy, którzy „wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą” (23,4). Obiecane przez Pana „pokrzepienie” to coś więcej niż obietnica wiecznego odpoczynku w życiu przyszłym. Chodzi także o wewnętrzny pokój w tym życiu. O takim pokoju będzie później pisał Paweł Apostoł w Liście do Filipian: „A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie” (Flp 4,7). Wierzący w Jezusa, doświadczając różnego rodzaju prób i cierpienia, będą w stanie je unieść dzięki Jego mocy, która będzie złożona w ich sercu.

Pan zaprasza również Żydów, by konsekwentnie stawali się Jego uczniami: „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (Mt 11,29). Jezusowe jarzmo to nic innego jak głoszona przez Niego nauka. Ci, którzy decydują się stać Jego uczniami, mają nie tylko słuchać słów Pana, lecz także naśladować Jego styl życia, w którym stawiane przez Niego wymagania znajdują swoje najpełniejsze ucieleśnienie. Ten, który wzywa do bycia „cichym i pokornym” (por. 5,5), całym sobą pokazuje, na czym ma to polegać (por. 21,5). W starożytności jarzmo, było rodzajem uprzęży, którą nakładano na zwierzęta pociągowe lub na ramiona, by udźwignąć i przenieść ciężkie przedmioty. Bycie uczniem Jezusa wymaga wysiłku, jednak podporządkowanie się Jego nauce sprawia, że nie jest to wysiłek daremny czy przekraczający możliwości człowieka, lecz przynoszący konkretne owoce. Dlatego Pan stwierdza: „Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie” (11,30).

Co dzisiaj nazwałbym moim trudem i obciążeniem? Czy szukam pokrzepienia w relacji z Jezusem? Czy jako uczeń Jezusa słucham Jego słów i naśladuje Jego styl życia?