Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie

Fot. Lukas Langrock (unsplash.com)

I Niedziela Adwentu, rok B

Mk 13,33-37

33 Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. 34 Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swym sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. 35 Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. 36 By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. 37 Lecz co wam mówię, do wszystkich mówię: Czuwajcie!»

Liturgia słowa pierwszej niedzieli Adwentu przytacza końcowy fragment Jezusowej mowy eschatologicznej (gr. gr. eschatos – „ostateczny”; logos – „słowo, nauka”) w redakcji ewangelisty Marka (Mk 13). Sama mowa jest rodzajem przemówienia pożegnalnego, w którym Pan, zanim wejdzie w kulminacyjny moment swojej ziemskiej misji – mękę, śmierć i zmartwychwstanie, przekazuje swoim uczniom słowa pouczenia i pocieszenia (por. J 14-16). Posługuje się przy tym wieloma aluzjami do ksiąg prorockich, zwłaszcza Księgi Daniela. Sam również wypowiada się w sposób charakterystyczny dla starotestamentalnych proroków, odczytując Boże zaangażowanie w historię według wzoru, w którym wydarzenia wcześniejsze wskazują na późniejsze i pomagają poznać ich sens. Mamy zatem w tej mowie splecone ze sobą obrazy dotyczące zburzenia świątyni jerozolimskiej, a zatem ustania kultu Starego Przymierza, z obrazami odnoszącymi się do końca Jego ziemskiego życia, a ostatecznie również do kresu ludzkiej historii. Część z zapowiadanych przez Jezusa wydarzeń będzie mieć miejsce w obrębie życia jednego pokolenia, inne natomiast dokonają się w nieoznaczonym czasie.

We fragmencie, który dzisiaj rozważamy, zostaje zestawiony ze sobą czas nadchodzącej męki Jezusa oraz Jego powtórnego przyjścia na końcu czasów. W wersecie poprzedzającym czytamy: „Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” (13,32). Wzmiankowany przez Jezusa „owy dzień” bezpośrednio odnosi się do zapowiadanego w ST „dnia sądu” (por. Am 8,3-14; Za 12,3-14; Mt 24,36-42). Jednocześnie wskazuje na dzień męki Jezusa (por. Mk 2,20). Podobnie pojawiająca się tutaj „godzina” oznacza zarówno czas niespodziewanego przyjścia Syna Człowieczego jako sędziego (por. 13,26-27.35; Mt 24,50), jak i moment Jego cierpienia (por. Mk 14,35.41), a także cierpienia uczniów (por. 13,11). Pan wskazuje, że powyższe wydarzenia, zwłaszcza Jego powtórne przyjście na końcu czasów, będą miały miejsce w czasie znanym tylko jednej Osobie. Jezus jako człowiek również musi wieźć życie w posłuszeństwie oraz ufności zamiarom Ojca.

W dalszej części swojej wypowiedzi Pan uwrażliwia uczniów na postawę czujności: „Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie” (13,33). Zwrot „uważajcie” (gr. blepo – „widzieć, mieć oczy otwarte, uważać”) już wcześniej pojawił się w mowie eschatologicznej (por. 13,5.9.23). Tym razem towarzyszy mu także kolejne wezwanie – „czuwajcie” (gr. agrupneo – „trwać bez snu, czuwać”). Ponieważ uczniowie nie wiedzą, kiedy będą miały miejsce zapowiadane wydarzenia, mają żyć w ciągłej czujności. Nie chodzi tutaj jednak o jakiś rodzaj niepokoju, czy wręcz lęku, lecz o pełne ufności oczekiwanie na wypełnienie się Bożych zamysłów.

Na czym konkretnie ma polegać owe czuwanie, obrazuje krótka przypowieść: „Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swym sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących.” (13,34-36). Scenariusz przypowieści wyraźnie odnosi się do Jezusa i Kościoła. W tekście oryginalnym czytamy dosłownie, że człowiek z przypowieści „przekazał swoim sługom władzę (gr. eksusian – „prawo, władza, urząd”), każdemu jego własne zajęcie”. Jezus już wcześniej przekazał swą władzę apostołom (por. 6,7; 10,42-44). Teraz natomiast w kontekście swojego odejścia mówi o tych, którzy w Jego imieniu będą sprawować władzę nad ustanowioną przez Niego wspólnotą. Słudzy Pana mają pełnić posługę wobec powierzonego ich trosce domu, jakim jest Kościół. Zaś zadaniem odźwiernego – chodzi o Piotra i jego następców – zostaje powierzone zadanie szczególnej czujności, tak by mógł dostrzec powracającego Pana (por. 14,37; Łk 12,41-42).

Po ukazaniu sytuacji domu pozostawionego w rękach sług, ponownie pojawia się wezwanie do czuwania (gr. gregoreo – „czuwać, być czujnym; także w. 37), gdyż Pan (gr. Kyrios), może powrócić o dowolnej porze nocy: „z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem”. Owe określenia, podkreślające nagłość mającego nastąpić Powrotu, zostały zaczerpnięte z rzymskiego sposobu liczenia czasu. Ponadto, gdy spojrzymy na Markowy opis męki Pańskiej, zobaczymy, że wpisują się one również w jego strukturę, w której kolejne sceny przypadają z wieczora (por. 14,17), o północy (por. 14,32-65), o pianiu kogutów (por. 14,72) i rankiem (por. 15,1). Jak zobaczymy, Jezusowe ostrzeżenie przed popadnięciem w sen, znajdzie swoją aplikację w scenie w Getsemani (por. 14,37-41). Zaśnięcie jest obrazem popadnięcia w duchowy letarg i zbytniego pobłażania sobie (por. Rz 11,8; 1 Tes 5,6-8), zaś bycie obudzonym symbolizuje żywą wiarę (por. Rz 13,11; Ef 5,14).

Co ważne, Jezusowa zachęta do czuwania, chociaż w pierwszym rzezie skierowana jest do apostołów i następców, nie ogranicza się wyłącznie do kościelnej hierarchii, lecz wypowiedziana jest pod adresem każdego chrześcijanina: „Lecz co wam mówię, do wszystkich mówię: Czuwajcie!” (Mk 13,37).

Czy mam świadomość, że moje życie wiary jest istotowo złączone z postawą gotowości na spotkanie z powracającym Panem? Czy moje czuwanie na Jego przyjście wyraża się przez słuchanie Słowa, osobistą modlitwę, uczestnictwo w sakramentach, ale także przez realizację mojego życiowego powołania i obowiązków? Co mogę zrobić, by tegoroczny Adwent stał się wyjątkowym czasem czuwania? Czy modlę się w intencji osób pełniących konkretne zadania w Kościele (mojego proboszcza, biskupa, papieża, osoby zakonne), by wiernie troszczyli się o powierzony ich trosce dom?

Ostateczny egzamin z miłości bliźniego

Sąd Ostateczny (Kiko Argüello)

Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

Mt 25,31-46

31 Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale, a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. 32 I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. 33 Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. 34 Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni u Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata! 35 Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; 36 byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”. 37 Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? Albo spragnionym i daliśmy Ci pić? 38 Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię, lub nagim i przyodzialiśmy Cię? 39 Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” 40 A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. 41 Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! 42 Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; 43 byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie”. 44 Wówczas zapytają i ci: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?” 45 Wtedy odpowie im: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili”. 46 I pójdą ci na wieczną karę, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego.

W dzisiejszą uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata Kościół zachęca nas, byśmy popatrzyli na nasze życie przez pryzmat końcowego fragmentu Jezusowej mowy eschatologicznej (Mt 24,1-25,46). W tej ostatniej z pięciu mów zachowanych w Ewangelii Mateusza Pan zapowiada losy Jerozolimy oraz mówi o swoim powrocie w chwale. Rozważana przez nas perykopa dotyczy bezpośrednio tego drugiego wydarzenia. Paruzja (gr. parusia – „obecność, przyjście, pojawienie się”), czyli powtórne przyjście Chrystusa na końcu czasów, będzie wiązać się z odnowieniem całej rzeczywistości, wcześniej odkupionej mocą krzyżowej ofiary.

Ważnym momentem tego ostatniego etapu historii będzie sąd ostateczny: „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale, a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów” (25,31-32). Obraz pasterza oddzielającego owce od kozłów symbolizuje bardzo ważną chwilę, jaką będzie zwarzenie przez powracającego Chrystusa myśli, słów i uczynków całej ludzkości. Kryterium oceny będzie praktyczna miłość bliźniego.

We wcześniejszym fragmencie, Jezus zapytany przez faryzeuszów o największe przykazanie, odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem (…) Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mt 22,34-39; por. Pwt 6,5; Kpł 19,18). W dzisiejszej Ewangelii Pan idzie jeszcze dalej, identyfikując się z człowiekiem marginesu, który ma być szczególnym obiektem miłości Jego uczniów: „byłem głodny…, byłem spragniony…, byłem przybyszem…, byłem nagi…, byłem chory…, byłem w więzieniu… (…) Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (por. Mt 25,35-36.40).

Zwróćmy uwagę, że Chrystus jako eschatologiczny sędzia nie będzie nas egzaminował z miłości do naszych bliskich – rodziców, męża, żony, dzieci… Ten rodzaj miłości jest niejako naturalny (chociaż też często niełatwy). Na końcu czasów zapyta nas o konkretną pomoc wobec „najmniejszych Jego braci”, czyli bezbronnych, najuboższych, odrzuconych, nie mogących się niczym odwdzięczyć, czasami nawet okazujących brak wdzięczności! Tego rodzaju miłość, nie tylko nakazana przez Jezusa, ale i ukazana całym Jego ziemskim życiem, będzie miarą naszej gotowości na wejście do życia wiecznego.

Czy mam świadomość, że mój los w wieczności zależy od mojego dzisiaj, od moich dzisiejszych postaw, wyborów, relacji? Jak reaguje na widok człowieka bezdomnego, pijanego, zagubionego w życiu? Czy walczę z pokusą osądu i proszę Ducha Świętego, by pomógł mi takiej osobie właściwie pomóc?

Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!

Fot. Josh Howard (unsplash.com)

XXXII Niedziela Zwykła

Mt 25,1-13

1 Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. 2 Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. 3 Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. 4 Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. 5 Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły. 6 Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oto pan młody [idzie], wyjdźcie mu na spotkanie!” 7 Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. 8 A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. 9 Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”. 10 Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. 11 Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam!” 12 Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”. 13 Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.

Po raz kolejny Jezus wyjaśnia rzeczywistość królestwa niebieskiego za pomocą przypowieści, tym razem o dziesięciu pannach: „Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego” (25,1). Obrazy nawiązujące do miłości oblubieńczej są wielokrotnie wykorzystywane w Piśmie Świętym w celu ukazania relacji łączącej Boga z człowiekiem (np. Pnp; Iz 62,5). W dzisiejszej przypowieści „panem młodym” (gr. nymfios) jest sam Jezus, zaś „panny” (gr. parthenos) to ci, którzy należą do wspólnoty Jego uczniów.

Kontekstem przypowieści jest drugi etap żydowskich zaślubin (hebr. nisssuin), który następował najczęściej rok po wypowiedzeniu formuły małżeńskiej przez młodych (hebr. kidduszin). Chociaż już na pierwszym etapie oficjalnie stawali się mężem i żoną, młodzi jeszcze nie zaczynali wspólnego życia. Te ostatnie rozpoczynało się dopiero po drugim etapie zaślubin, kiedy to mąż w uroczystej procesji przeprowadzał żonę z jej domu rodzinnego do miejsca, w którym mieli zamieszkać razem. W trakcie takiej procesji śpiewano pieśni, tańczono, a mieszkańcy miejscowości wychodzili ze swych domów, by dzielić radość młodych małżonków. Na czele szły panny z lampami lub pochodniami. Po przybyciu procesji na miejsce rozpoczynała się uczta weselna, która niekiedy trwała nawet tydzień.

Panny z Jezusowej przypowieści nie stanowią jednolitego grona: „Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły” (25,2-5). Pięć pierwszych panien zostaje określone jako „nieroztropne” (gr. moros – „tępy, głupi, durny”), gdyż nie wzięły ze sobą oliwy, za pomocą której mogłyby opatrywać swoje lampy lub pochodnie. Roztropność (gr. fronimos – „roztropny, rozsądny, rozumny”) kolejnych pięciu polega właśnie na odpowiednim przygotowaniu naczyń z oliwą. Z nie wskazanych w przypowieści powodów pan młody się opóźnia, co skutkuje tym, iż wszystkie dziesięć panien, czekając na jego przybycie, zasypia.

Ostatecznie jednak oblubieniec przychodzi: „Lecz o północy rozległo się wołanie: Oto pan młody [idzie], wyjdźcie mu na spotkanie! Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy” (25,6-7). Wyrwane ze snu panny zaczynają opatrywać swoje lampy. Prawdopodobnie polegało to na przycięciu knota lampy i uzupełnieniu w niej oliwy lub na usunięciu zwęglonych końców pochodni i ponownym zanurzeniu jej w oliwie.

Dopiero w tym momencie panny nierozsądne dostrzegają swoje zaniedbanie: „A nierozsądne rzekły do roztropnych: Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną. Odpowiedziały roztropne: Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie” (25,8-9). Mimo że początkowo lampy panien nierozsądnych paliły się, po długim czasie oczekiwania na oblubieńca, bez uzupełnienia oliwy grozi, że zgasną. Dlatego proszą panny roztropne, by podzieliły się z nimi swoimi zapasami. Te jednak nie chcą tego uczynić, gdyż zdają sobie sprawę, że gdyby to zrobiły, pojawiłoby się niebezpieczeństwo, że wszystkie lampy w trakcie procesji by zgasły, co postawiłoby młodych małżonków w trudnej sytuacji. Radzą zatem nierozsądnym, aby udały się zakupić oliwę u sprzedających.

W międzyczasie procesja ślubna rusza: „Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto” (25,10). Prowadzące procesję panny roztropne, po przybyciu do domu nowożeńców zostają zaproszone na ucztę. Po wejściu do środka wszystkich uczestników procesji, drzwi zostają zamknięte. Szczegół ten niekoniecznie odpowiada ówczesnym zwyczajom, lecz w przypowieści symbolizuje ważny moment sądu, kiedy to dokona się podział na tych, którzy wejdą do królestwa niebieskiego, i tych, którzy nie zostaną do niego wpuszczeni.

Gdy uczta weselna trwa już w najlepsze, na miejsce docierają panny nierozsądne: „Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam! Lecz on odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was” (25,11-12). Wcześniejsza nieroztropność i brak przygotowania jest rodzajem obrazy nowożeńców, dlatego słyszą z ust pana młodego, że ich nie zna, czyli że wyrzeka się on wcześniejszych więzów łączących go z nimi.

Ostatni werset przypowieści stanowi jej wyjaśnienie: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny” (25,13). Słowa te mogą wydawać się dziwne, jako że wszystkie dziesięć panien, czekając na oblubieńca, zasnęły. Jednakże zwróćmy uwagę, że było to spowodowane przez opóźnianie się pana młodego. Wyrazem czuwania, o którym mówi Jezus, nie jest powstrzymywanie się od snu, lecz zaopatrzenie się odpowiednią ilość oliwy. Panny roztropne, nawet, gdyby oblubienic pojawił tuż przed świtem, nadal byłyby gotowe iść na czele procesji. W odniesieniu do naszego chrześcijańskiego życia, czuwanie, o którym mowa w przypowieści, polega na gromadzeniu duchowej oliwy, czyli doświadczenia spotkania z Jezusem, który zanim powróci na końcu czasów, nieustannie przychodzi do swej Oblubienicy – Kościoła, by mówić do jej serca i napełniać je swą miłością. Nie znamy „dnia ani godziny”, lecz mimo to możemy kształtować w sobie postawę otwartości na Jezusowe przychodzenie w Słowie, sakramentach, modlitwie i w drugim człowieku, zwłaszcza bezbronnym czy bezradnym.

Czy patrzę na moje życie z perspektywy wieczności? Czy jestem gotowy na spotkanie z Jezusem w chwili mojej śmierci lub na końcu czasów? W czym wyraża się moja troska i czujność, by być gotowym na przyjścia Pana? Czy w trakcie modlitwy proszę o to, bym na co dzień konsekwentnie szedł za Jezusem?

Które przykazanie w Prawie jest największe?

Fot. Emmanuel Pheaton (unsplash.com)

XXX Niedziela Zwykła

Mt 22,34-40

34 Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, 35 a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: 36 «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?» 37 On mu odpowiedział: «Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. 38 To jest największe i pierwsze przykazanie. 39 Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. 40 Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy».

Kwestia największego, a więc najważniejszego przykazania była żywo dyskutowana przez Żydów żyjących w czasach Jezusa. Na podstawie Prawa Mojżeszowego ustalono bowiem, że istnieje 613 micwot, czyli zasad, których przestrzeganie obowiązuje każdego dorosłego potomka Abrahama. Dzielono je na 365 zakazów (tyle, ile dni w roku) oraz 248 nakazów (tyle, ile kości w ludzkim ciele). Ta mnogość, co zupełnie zrozumiałe, wprowadzała w zakłopotanie. Szukano zatem pośród wszystkich micwot takiego przykazania, które byłoby zasadą łączącą różne przejawy Bożej woli i nadawałoby porządek oraz hierarchię pozostałym.

W dzisiejszej Ewangelii widzimy, jak jeden z uczonych w Prawie (gr. nomikos), należący do stronnictwa faryzeuszy, pyta Jezusa: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?” (Mt 22,36). Pytanie to, mimo że zachowuje pozory grzeczności – tytuł „nauczyciel” (gr. didaskalos) przysługiwał uznanym interpretatorom Prawa, miało być rodzajem próby. Perykopa bowiem rozpoczyna się słowami: „Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał” (22,34-35). Zatem dialog między Jezusem a uczonym w Prawie wpisuje się w serię sporów, które miały miejsce po przybyciu Pana do Jerozolimy (por. 21,23-27; 22,15-22; 22,23-33).

Podobnie jak w przypadku poprzednich dyskusji, Jezus wykorzystuje podstęp przeciwnika, by przekazać swoją naukę. Jako największe przykazanie wskazuje przykazanie miłości Boga: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie” (22,37-38; por. Pwt 6,5). Słowa te są częścią Szema, monoteistycznego wyznania wiary Izraela, które recytowano w trakcie codziennej modlitwy. Stanowią one największe przykazanie Tory, gdyż wyrażają najważniejsze zobowiązanie człowieka, by kochać Boga całym sobą. Miłość ta nie ogranicza się wyłącznie do sfery emocjonalnej, lecz przede wszystkim dotyczy świadomej decyzji, by w każdej chwili życia być wiernym przymierzu, jaki Najwyższy zawarł ze swoim ludem.

Ukazawszy największe przykazanie Jezus zaraz dodaje: „Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (22,39; por. Kpł 19,18). Z miłością do Boga nierozłącznie związana jest miłość do drugiego człowieka, realizowana z taką samą troską i zaangażowaniem, z jakim w naturalny sposób odnosimy się własnych potrzeb. Wcześniej Pan odniósł to przykazanie zarówno do przyjaciół, jak i wrogów (Mt 5,43-48; por. Łk 10,29-37), oraz określił jego wypełnianie jako jeden z głównych wymogów uzyskania życia wiecznego (por. Mt 19,19). Nie jest możliwe oddawanie Bogu należnego Mu kultu i posłuszeństwa, jeśli w naszym sercu nie ma miejsca także dla innych ludzi.

Obydwa przykazania miłość, Boga i bliźniego, streszczają Dziesięć Przykazań, spośród których trzy pierwsze dotyczą zobowiązań względem Najwyższego, zaś siedem kolejnych obowiązków względem innych ludzi (por. Wj 20,2-17). Dlatego Pan dodaje: „Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy” (Mt 22,40).

Czy mogę powiedzieć, że miłość do Boga jest pierwsza i najważniejsza w moim życiu? Czy pamiętam, że wszelkie moje zaangażowanie religijne ma iść w parze z miłością bliźniego?

Przyszedłem ogień rzucić na ziemię

Fot. Max Kukurdziak (unsplash.com)

Czwartek, 22 pażdziernika, Wspomnienie św. Jana Pawła II

Łk 12,49-53

49 Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. 50 Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. 51 Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. 52 Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; 53 ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej».

Na dzisiejszy fragment ewangeliczny składają się trzy wypowiedzi Jezusa (tzw. logia), które łączy temat cierpienia i sądu – obraz ognia i podziałów w rodzinie: Łk 12,49; 12,50 i 12,51-53. Odnosząc się do wydarzeń, które mają dopiero nastąpić, Jezus ukazuje cel swojej misji.

Pierwsza wypowiedź brzmi: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie” (12,49). Ogień w ST w pierwszym rzędzie symbolizuje obecność Boga i wskazuje na Jego naturę. Jako że człowiek nie może dotknąć ognia i nie może nad nim zapanować, obrazuje on Boża transcendencję. Bóg objawia się Mojżeszowi w znaku płonącego krzewu (por. Wj 3,2), prowadzi Izraela przez pustynię w słupie obłoku w ciągu dnia i w słupie ognia w nocy (por. 13,21), natomiast Jego objawieniu na Synaju towarzyszą grzmoty, błyskawice i przypominające erupcję wulkanu wybuchy (por. 19,16-18). Ogień może również symbolizować oczyszczenie. Usuwa z powierzchni ziemi to, co nieczyste i co może szkodzić człowiekowi. W ogniu należało spalić ubrania należące do trędowatego, aby nie zaraziły innych (por. Kpł 13,52), natomiast palenie ołtarzy pogańskich miało uchronić przed skażeniem kult ustanowiony przez Mojżesza (por. Pwt 7,5.25). W ogniu niszczono także rzeczy poświęcone Bogu, aby uchronić je przed zbezczeszczeniem (por. Wj 12,10). Ogień także bywa narzędziem sądu Bożego, stając się przyczyną zagłady bezbożnych. Pojawia się w opisach zniszczenia Sodomy i Gomory (por. Rdz 19,24) oraz w mowach prorockich zapowiadających ukaranie zarówno narodów pogańskich (np. Iz 66,16; Am 1,4; Za 9,4), jak i grzesznych członków narodu wybranego (np. Jr 11,16; Ez 15,6; Am, 2,5).

Ważnym kontekstem Jezusowej wypowiedzi o ogniu w Trzeciej Ewangelii są obrazy zapowiadające sąd Boży nad światem (por. Łk 12,20-21.35-48) oraz wyrocznia Jana Chrzciciela, zawierająca wizję Mesjasza, który będzie „chrzcił Duchem Świętym i ogniem” (por. 3,16) oraz „plewy spali w ogniu nieugaszonym” (por. 3,17). Bóg, który jest „ogniem trawiącym” (Pwt 4,24; por. 9,3; Iz 33,14) i który objawia się w ogniu, przychodzi w osobie Jezusa, aby ludzi poddać próbie, tak jak złoto próbuje się w tyglu (por. Mdr 4,6). Podda On ocenie ludzkie postawy wobec Dobrej Nowiny o zbawieniu. Ogień Jego sądu oczyści tych, którzy przyjmują Go i żyją Jego słowem, spali natomiast tych, którzy hermetycznie zamykają się na Jego orędzie o królestwie Bożym. Słowa „jakże pragnę, ażeby już zapłonął” oznaczają, że Jezus przyniósł na ziemię ogień Boży swojej nauki, ale jego działanie nie odniosło jeszcze ostatecznego skutku, dzięki czemu człowiek ma jeszcze szansę się nawrócić. Jego pragnieniem jest, by ludzie nie żyli w wewnętrznym rozdwojeniu, lecz przyjmując Ewangelię weszli na drogę prowadzącą do królestwa Bożego.

W drugiej wypowiedzi Jezus mówi o chrzcie, który ma przyjąć: „Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie” (12,50). W tekście greckim pojawia się tutaj rzeczownik baptisma („zanurzenie”) oraz czasownik baptidzo („zanurzać”). Kontekst Ewangelii Łukasza nie wyjaśnia, o jakie zanurzenie tu chodzi. Pomocą może być Mk 10,38-39, gdzie przytoczona jest rozmowa Jezusa z synami Zebedeusza. Pan używa w niej bardzo podobnego zwrotu, mówiąc o zanurzeniu, który ma przyjąć, zastawiając je z symbolem kielicha, który jednoznacznie odnosi się do Jego przyszłej śmierci męczeńskiej (por. 14,36; Łk 22,42). Zatem w drugiej dzisiejszej wypowiedzi Jezus mówi o swym zanurzeniu w cierpieniu i śmierci, które napawa Go wielką udręką. Wcześniej dwukrotnie już zapowiedział wydarzenia paschalne (por. 9,22.44). Jako że, będąc Bogiem przyjął także naszą ludzka naturę, jak w przypadku każdego innego człowieka, myśl o nadchodzącej męce napełnia Go trwogą, która swe apogeum osiągnie w Getsemani (por. 22,42-44).

Trzecia dzisiejsza wypowiedź Jezusa może zdumiewać jeszcze bardziej niż dwie poprzednie: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej” (12,51-53). Starotestamentalne proroctwa ukazują czasy mesjańskie jako czasy pokoju między ludźmi oraz harmonii  w świecie stworzeń. U Izajasza Mesjasz nazywany jest „Księciem Pokoju” (Iz 9,5-6), natomiast u Zachariasza mowa jest o tym, że „Pokój ludom obwieści” (Za 9,10). W samej Trzeciej Ewangelii aniołowie w dniu narodzenia Jezusa zwiastują „pokój ludziom, w których sobie upodobał” (Łk 2,14). W tych i wielu innych tekstach pokój jest ukazywany jako jedna z największych wartości zbawczych, jako owoc działalności Bożego Pomazańca. Rzeczywiście, Jezus w swoim nauczaniu wypełnia starotestamentalne zapowiedzi i realizuje misję obwieszczania światu pokoju (por. 7,50; 8,48; 10,5). Głoszenie to jednak spotyka się z różną reakcją ze strony ludzi. Jak Łukasz podkreśla w swojej Ewangelii, obok tych, którzy z wielkim entuzjazmem przyjmowali Dobrą Nowinę (np. 5,26; 7,16-17), byli i ci, którzy oskarżali Jezusa o bluźnierstwo (por. 5,21; 11,15), a nawet czyhali na Jego życie (por. 6,11). Przypadki te pokazują, że nauka o Królestwie oraz drodze, która do niego prowadzi, od początku rodziła wśród słuchaczy podziały. Misją Jezusa jest wzywanie do nawrócenia, piętnowanie zła i głoszenie prawa miłości, bez których sprawiedliwości i pokój w świecie są niemożliwe.

Rozłam pośród Jego słuchaczy Pan obrazuje za pomocą obrazu rodziny (por. Mi 7,6). Podział w rodzinie jest w jakiś sposób wpisany w zbawcze plany Boga. Jego sprawcą jednak nie jest wprost Jezus, lecz ludzie zajmujący wobec Niego określone stanowisko. Opisany rozłam w rodzinie po jednej stronie stawia ojca i matkę, czyli starsze pokolenie, a po drugiej syna, córkę i teściową, czyli pokolenie młodsze. Jezus nie mówi wprost, które pokolenie jest za Nim, a które przeciwko. Podkreśla jedynie, że wrogość pomiędzy nimi jest dwustronna, a więc trudna do pokonania.

Czy jest we mnie gorące pragnienie miłowania Jezusa? Czy mam świadomość, że chrzest krwi przyjęty przez Jezusa jest źródłem uzdrowienia wszystkich moich relacji? Czy dążę do pokoju, unikając kompromisów ze złem i opowiadając się po stronie dobra? Czy proszę Jezusa o odwagę i jasność w dokonywaniu wyborów, które opierają się na Jego Ewangelii? Czy modlę się o wiarę i nawrócenie w mojej rodzinie?