Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne (J 6,52-59)

Piątek, 1 maja

J 6,52-59

Sprzeczali się więc między sobą Żydzi, mówiąc: «Jak on może nam dać swoje ciało do jedzenia?» Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił — nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki». To powiedział, nauczając w synagodze w Kafarnaum.

Mowa Eucharystyczna w dzisiejszym czytaniu ewangelicznym osiąga swoje apogeum. Żydzi emocjonalnie reagują na słowa Jezusa: „Sprzeczali się więc między sobą Żydzi, mówiąc: «Jak on może nam dać swoje ciało do jedzenia?»” (J 6,52). Greckie wyrażenie, przetłumaczone w Biblii Tysiąclecia jako „sprzeczali się między sobą”, dosłownie można oddać „walczyli między sobą”. Temperatura sporu rzeczywiście jest wysoka. Przedmiotem są słowa Jezusa, które padły werset wcześniej: „Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, [wydane] za życie świata” (6,51). Jezusowe zachęta, by jeść Jego ciało, a za chwilę, by pić Jego krew, mogła przerażać. Tora przecież wprost zakazywała spożywania krwi lub mięsa zwierząt, z których krew nie została upuszczona (por. Kpł 17,14; 19,26; Pwt 12,23). Spożywanie ludzkiego ciała było dla Żyda nie do pomyślenia.

Jezus jednak nie zważa na szok wywołany przez swoją naukę i mówi jeszcze dobitniej: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6,53). Spożywanie chleba życia nie może być postrzegane jedynie jako metafora uczestnictwa w Bożej mądrości, gdyż Pan mówi wprost o spożywaniu Jego ciała. Nawiązanie do Eucharystii jest jednoznaczne, ponieważ mowa jest nie tylko o Jezusowym ciele, ale i o krwi. Boży Logos przyjął ludzką naturę w Jezusie z Nazaretu, który jako chleb życia zstąpił z nieba, by dać życie wieczne tym, którzy Go przyjmą: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (6,54). Człowiek ma dostęp do życia wiecznego dzięki ofierze krzyżowej Syna Człowieczego, czyli wydaniu na śmierć Jego ciała i krwi. To samo ciało i ta sama krew, ofiarowane Ojcu na krzyżu, a następnie uwielbione w chwałe zmartwychwstania, dane są nam w Eucharystii. Karmiąc się uwielbionym ciałem i krwią Zbawiciela, otrzymujemy uczestnictwo w życiu wiecznym (już w trakcie ziemskiego życia) oraz obietnicę udziału w Jego zmartwychwstaniu na końcu czasów.

Jezus ukazuje Eucharystię jako pokarm życia wiecznego, wskazując, że jej spożywanie daje uczestnictwo w komunii osób Boskich: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (6,56). W Janowej Ewangelii grecki czasownik meno („trwać”) opisuje zamieszkiwanie Ojca w Synu i Syna w Ojcu, wieczną komunię, do uczestnictwa w której Jezus zaprasza swoich uczniów: „Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. To Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł” (14,10), „Trwajcie we Mnie, a Ja w was [będę trwać]” (15,4). Dzięki spożywaniu ciała i krwi Chrystusa, On sam w nas zamieszkuje, my natomiast mamy udział w Jego boskim życiu. Prawda ta wraca między innymi u św. Pawła: „Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czyż nie jest udziałem [dosł. komunią] we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa?” (1 Kor 10,16).

W jaki sposób przygotowuję moje serce na pełne uczestnictwo we Mszy Świętej? Czy przyjmując komunię świętą, która w mocy Ducha staje się ciałem i krwią Chrystusa, mam świadomość, że oto wchodzę w doskonałą miłość Ojca i Syna?

Światło słowa Bożego i moc sakramentu

Emaus Nicopolis, ruiny bizantyjskiej bazyliki (fot. R.P.)

III Niedziela Wielkanocna A

Łk 24,13-35

Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało». Zapytał ich: «Cóż takiego?» Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli». Na to On rzekł do nich: «O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?» W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

Serca uczniów idących do Emaus przepełniał ból. Trzy dni wcześniej byli świadkami klęski Jezusa z Nazaretu. Uwierzyli Mu, rozpoznali w Nim zapowiadanego Mesjasza, który miał wyzwolić Izraela. Byli świadkami wielkich cudów i słuchali nauki głoszonej z mocą, gdy towarzyszyli Mu w Galilei. Gdy razem z Nim szli do Jerozolimy na święto Paschy, widzieli coraz to większy tłum, gromadzący się wokół Niego. Pewnie do końca życia nie zapomną uroczystego wjazdu Jezusa do Świętego Miasta. Te okrzyki radości, ścielone palmy i płaszcze! Nie minęło jednak kilka dni, jak wszystko runęło. Intryga ze strony władz świątynnych, fałszywe oskarżenia, niezrozumiały wyrok Piłata i wreszcie okrutna śmierć krzyżowa. Jak by tego było mało, kobiety, które rano poszły do grobu, przyniosły niepokojącą wieść: pieczara była pusta, zaś dwaj aniołowie oznajmili, że Jezus żyje. Piotr i inni także poszli do grobu. Potwierdzili słowa kobiet – był on pusty. Jezusa jednak nie widzieli…

Tak oto idąc do Emaus, uczniowie rozprawiają między sobą o wydarzeniach ostatnich dni. W pewnym momencie przyłącza się do nich tajemniczy Wędrowiec. Dzielą się z Nim swoim wątpliwościami. Nieznajomy jednak, nie wydaje się być tym wszystkim przejęty. Więcej, wyrzuca im brak wiary, a następnie na podstawie Mojżesza i proroków udowadnia, że Mesjasz miał cierpieć. Jego słowa, mimo że nie do końca współgrają z tym, co dzieje się w ich sercach, w niepojęty sposób przywracają pokój, a nawet radość. Dlatego przybywszy do Emaus uczniowie zapraszają Wędrowca na wieczerzę. Ten, gdy już byli u stołu, zaczyna wykonywać znajome gesty: bierze chleb, odmawia błogosławieństwo, łamie i podaje do zjedzenia. Przecież to samo czynił Jezus w trakcie ostatniej wieczerzy paschalnej, tuż przed swoją męką! Uczniowie zaczynają widzieć i rozumieć. To zmartwychwstały Jezus! On prawdziwie żyje, pokonał śmierć, Mojżesz i prorocy mieli rację! Gdy Pan znika z ich oczu, wracają do Jerozolimy i z zapałem opowiadają innym, jak poznali Go przy łamaniu chleba.

To, co wydarzyło się w przypadku uczniów idących do Emaus, odkrywa przed nami ważną dynamikę chrześcijańskiego życia. Nie wszystko, co Bóg czyni w naszym życiu, od razu jesteśmy w stanie zrozumieć i zaakceptować. Nasze oczekiwania często mijają się z Jego zamiarami. Niekiedy tak bardzo, że zaczynamy wątpić i odczuwać rozczarowanie: „A myśmy się spodziewali…”. Dzisiejsza Ewangelia podpowiada, co czynić, aby nasz ogląd życia był jak najbardziej zbliżony do Bożego. Przede wszystkim trzeba nam otworzyć przed Bogiem tajemnice naszych serc, opowiedzieć Mu o naszych lękach, bólach i wątpliwościach, tak jak uczniowie otworzyli się przed Wędrowcem. Dalej, możemy pozwolić, by tajemnice naszego wnętrza, zwłaszcza te najbardziej mroczne, zostały oświetlone światłem Bożego słowa. Idący do Emaus, w kontekście Jezusowej egzegezy zaczęli dostrzegać nowy, głębszy sens tragicznych jerozolimskich wydarzeń. I wreszcie, mamy możliwość spotykania Jezusa przy łamaniu chleba, czyli doświadczania Jego sakramentalnej obecności.

Kiedy ostatnio opowiedziałem Jezusowi o sobie? Czy mam świadomość, że w świetle Bożego słowa każde, nawet najbardziej bolesne doświadczenie mojego życia, zyskuje sens? Czy szukam zbawczej obecności Pana w sakramentach?