Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!

Fot. Josh Howard (unsplash.com)

XXXII Niedziela Zwykła

Mt 25,1-13

1 Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. 2 Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. 3 Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. 4 Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. 5 Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły. 6 Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oto pan młody [idzie], wyjdźcie mu na spotkanie!” 7 Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. 8 A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. 9 Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”. 10 Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. 11 Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam!” 12 Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”. 13 Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.

Po raz kolejny Jezus wyjaśnia rzeczywistość królestwa niebieskiego za pomocą przypowieści, tym razem o dziesięciu pannach: „Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego” (25,1). Obrazy nawiązujące do miłości oblubieńczej są wielokrotnie wykorzystywane w Piśmie Świętym w celu ukazania relacji łączącej Boga z człowiekiem (np. Pnp; Iz 62,5). W dzisiejszej przypowieści „panem młodym” (gr. nymfios) jest sam Jezus, zaś „panny” (gr. parthenos) to ci, którzy należą do wspólnoty Jego uczniów.

Kontekstem przypowieści jest drugi etap żydowskich zaślubin (hebr. nisssuin), który następował najczęściej rok po wypowiedzeniu formuły małżeńskiej przez młodych (hebr. kidduszin). Chociaż już na pierwszym etapie oficjalnie stawali się mężem i żoną, młodzi jeszcze nie zaczynali wspólnego życia. Te ostatnie rozpoczynało się dopiero po drugim etapie zaślubin, kiedy to mąż w uroczystej procesji przeprowadzał żonę z jej domu rodzinnego do miejsca, w którym mieli zamieszkać razem. W trakcie takiej procesji śpiewano pieśni, tańczono, a mieszkańcy miejscowości wychodzili ze swych domów, by dzielić radość młodych małżonków. Na czele szły panny z lampami lub pochodniami. Po przybyciu procesji na miejsce rozpoczynała się uczta weselna, która niekiedy trwała nawet tydzień.

Panny z Jezusowej przypowieści nie stanowią jednolitego grona: „Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły” (25,2-5). Pięć pierwszych panien zostaje określone jako „nieroztropne” (gr. moros – „tępy, głupi, durny”), gdyż nie wzięły ze sobą oliwy, za pomocą której mogłyby opatrywać swoje lampy lub pochodnie. Roztropność (gr. fronimos – „roztropny, rozsądny, rozumny”) kolejnych pięciu polega właśnie na odpowiednim przygotowaniu naczyń z oliwą. Z nie wskazanych w przypowieści powodów pan młody się opóźnia, co skutkuje tym, iż wszystkie dziesięć panien, czekając na jego przybycie, zasypia.

Ostatecznie jednak oblubieniec przychodzi: „Lecz o północy rozległo się wołanie: Oto pan młody [idzie], wyjdźcie mu na spotkanie! Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy” (25,6-7). Wyrwane ze snu panny zaczynają opatrywać swoje lampy. Prawdopodobnie polegało to na przycięciu knota lampy i uzupełnieniu w niej oliwy lub na usunięciu zwęglonych końców pochodni i ponownym zanurzeniu jej w oliwie.

Dopiero w tym momencie panny nierozsądne dostrzegają swoje zaniedbanie: „A nierozsądne rzekły do roztropnych: Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną. Odpowiedziały roztropne: Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie” (25,8-9). Mimo że początkowo lampy panien nierozsądnych paliły się, po długim czasie oczekiwania na oblubieńca, bez uzupełnienia oliwy grozi, że zgasną. Dlatego proszą panny roztropne, by podzieliły się z nimi swoimi zapasami. Te jednak nie chcą tego uczynić, gdyż zdają sobie sprawę, że gdyby to zrobiły, pojawiłoby się niebezpieczeństwo, że wszystkie lampy w trakcie procesji by zgasły, co postawiłoby młodych małżonków w trudnej sytuacji. Radzą zatem nierozsądnym, aby udały się zakupić oliwę u sprzedających.

W międzyczasie procesja ślubna rusza: „Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto” (25,10). Prowadzące procesję panny roztropne, po przybyciu do domu nowożeńców zostają zaproszone na ucztę. Po wejściu do środka wszystkich uczestników procesji, drzwi zostają zamknięte. Szczegół ten niekoniecznie odpowiada ówczesnym zwyczajom, lecz w przypowieści symbolizuje ważny moment sądu, kiedy to dokona się podział na tych, którzy wejdą do królestwa niebieskiego, i tych, którzy nie zostaną do niego wpuszczeni.

Gdy uczta weselna trwa już w najlepsze, na miejsce docierają panny nierozsądne: „Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam! Lecz on odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was” (25,11-12). Wcześniejsza nieroztropność i brak przygotowania jest rodzajem obrazy nowożeńców, dlatego słyszą z ust pana młodego, że ich nie zna, czyli że wyrzeka się on wcześniejszych więzów łączących go z nimi.

Ostatni werset przypowieści stanowi jej wyjaśnienie: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny” (25,13). Słowa te mogą wydawać się dziwne, jako że wszystkie dziesięć panien, czekając na oblubieńca, zasnęły. Jednakże zwróćmy uwagę, że było to spowodowane przez opóźnianie się pana młodego. Wyrazem czuwania, o którym mówi Jezus, nie jest powstrzymywanie się od snu, lecz zaopatrzenie się odpowiednią ilość oliwy. Panny roztropne, nawet, gdyby oblubienic pojawił tuż przed świtem, nadal byłyby gotowe iść na czele procesji. W odniesieniu do naszego chrześcijańskiego życia, czuwanie, o którym mowa w przypowieści, polega na gromadzeniu duchowej oliwy, czyli doświadczenia spotkania z Jezusem, który zanim powróci na końcu czasów, nieustannie przychodzi do swej Oblubienicy – Kościoła, by mówić do jej serca i napełniać je swą miłością. Nie znamy „dnia ani godziny”, lecz mimo to możemy kształtować w sobie postawę otwartości na Jezusowe przychodzenie w Słowie, sakramentach, modlitwie i w drugim człowieku, zwłaszcza bezbronnym czy bezradnym.

Czy patrzę na moje życie z perspektywy wieczności? Czy jestem gotowy na spotkanie z Jezusem w chwili mojej śmierci lub na końcu czasów? W czym wyraża się moja troska i czujność, by być gotowym na przyjścia Pana? Czy w trakcie modlitwy proszę o to, bym na co dzień konsekwentnie szedł za Jezusem?

Które przykazanie w Prawie jest największe?

Fot. Emmanuel Pheaton (unsplash.com)

XXX Niedziela Zwykła

Mt 22,34-40

34 Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, 35 a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: 36 «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?» 37 On mu odpowiedział: «Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. 38 To jest największe i pierwsze przykazanie. 39 Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. 40 Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy».

Kwestia największego, a więc najważniejszego przykazania była żywo dyskutowana przez Żydów żyjących w czasach Jezusa. Na podstawie Prawa Mojżeszowego ustalono bowiem, że istnieje 613 micwot, czyli zasad, których przestrzeganie obowiązuje każdego dorosłego potomka Abrahama. Dzielono je na 365 zakazów (tyle, ile dni w roku) oraz 248 nakazów (tyle, ile kości w ludzkim ciele). Ta mnogość, co zupełnie zrozumiałe, wprowadzała w zakłopotanie. Szukano zatem pośród wszystkich micwot takiego przykazania, które byłoby zasadą łączącą różne przejawy Bożej woli i nadawałoby porządek oraz hierarchię pozostałym.

W dzisiejszej Ewangelii widzimy, jak jeden z uczonych w Prawie (gr. nomikos), należący do stronnictwa faryzeuszy, pyta Jezusa: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?” (Mt 22,36). Pytanie to, mimo że zachowuje pozory grzeczności – tytuł „nauczyciel” (gr. didaskalos) przysługiwał uznanym interpretatorom Prawa, miało być rodzajem próby. Perykopa bowiem rozpoczyna się słowami: „Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał” (22,34-35). Zatem dialog między Jezusem a uczonym w Prawie wpisuje się w serię sporów, które miały miejsce po przybyciu Pana do Jerozolimy (por. 21,23-27; 22,15-22; 22,23-33).

Podobnie jak w przypadku poprzednich dyskusji, Jezus wykorzystuje podstęp przeciwnika, by przekazać swoją naukę. Jako największe przykazanie wskazuje przykazanie miłości Boga: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie” (22,37-38; por. Pwt 6,5). Słowa te są częścią Szema, monoteistycznego wyznania wiary Izraela, które recytowano w trakcie codziennej modlitwy. Stanowią one największe przykazanie Tory, gdyż wyrażają najważniejsze zobowiązanie człowieka, by kochać Boga całym sobą. Miłość ta nie ogranicza się wyłącznie do sfery emocjonalnej, lecz przede wszystkim dotyczy świadomej decyzji, by w każdej chwili życia być wiernym przymierzu, jaki Najwyższy zawarł ze swoim ludem.

Ukazawszy największe przykazanie Jezus zaraz dodaje: „Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (22,39; por. Kpł 19,18). Z miłością do Boga nierozłącznie związana jest miłość do drugiego człowieka, realizowana z taką samą troską i zaangażowaniem, z jakim w naturalny sposób odnosimy się własnych potrzeb. Wcześniej Pan odniósł to przykazanie zarówno do przyjaciół, jak i wrogów (Mt 5,43-48; por. Łk 10,29-37), oraz określił jego wypełnianie jako jeden z głównych wymogów uzyskania życia wiecznego (por. Mt 19,19). Nie jest możliwe oddawanie Bogu należnego Mu kultu i posłuszeństwa, jeśli w naszym sercu nie ma miejsca także dla innych ludzi.

Obydwa przykazania miłość, Boga i bliźniego, streszczają Dziesięć Przykazań, spośród których trzy pierwsze dotyczą zobowiązań względem Najwyższego, zaś siedem kolejnych obowiązków względem innych ludzi (por. Wj 20,2-17). Dlatego Pan dodaje: „Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy” (Mt 22,40).

Czy mogę powiedzieć, że miłość do Boga jest pierwsza i najważniejsza w moim życiu? Czy pamiętam, że wszelkie moje zaangażowanie religijne ma iść w parze z miłością bliźniego?

Przyszedłem ogień rzucić na ziemię

Fot. Max Kukurdziak (unsplash.com)

Czwartek, 22 pażdziernika, Wspomnienie św. Jana Pawła II

Łk 12,49-53

49 Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. 50 Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. 51 Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. 52 Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; 53 ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej».

Na dzisiejszy fragment ewangeliczny składają się trzy wypowiedzi Jezusa (tzw. logia), które łączy temat cierpienia i sądu – obraz ognia i podziałów w rodzinie: Łk 12,49; 12,50 i 12,51-53. Odnosząc się do wydarzeń, które mają dopiero nastąpić, Jezus ukazuje cel swojej misji.

Pierwsza wypowiedź brzmi: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie” (12,49). Ogień w ST w pierwszym rzędzie symbolizuje obecność Boga i wskazuje na Jego naturę. Jako że człowiek nie może dotknąć ognia i nie może nad nim zapanować, obrazuje on Boża transcendencję. Bóg objawia się Mojżeszowi w znaku płonącego krzewu (por. Wj 3,2), prowadzi Izraela przez pustynię w słupie obłoku w ciągu dnia i w słupie ognia w nocy (por. 13,21), natomiast Jego objawieniu na Synaju towarzyszą grzmoty, błyskawice i przypominające erupcję wulkanu wybuchy (por. 19,16-18). Ogień może również symbolizować oczyszczenie. Usuwa z powierzchni ziemi to, co nieczyste i co może szkodzić człowiekowi. W ogniu należało spalić ubrania należące do trędowatego, aby nie zaraziły innych (por. Kpł 13,52), natomiast palenie ołtarzy pogańskich miało uchronić przed skażeniem kult ustanowiony przez Mojżesza (por. Pwt 7,5.25). W ogniu niszczono także rzeczy poświęcone Bogu, aby uchronić je przed zbezczeszczeniem (por. Wj 12,10). Ogień także bywa narzędziem sądu Bożego, stając się przyczyną zagłady bezbożnych. Pojawia się w opisach zniszczenia Sodomy i Gomory (por. Rdz 19,24) oraz w mowach prorockich zapowiadających ukaranie zarówno narodów pogańskich (np. Iz 66,16; Am 1,4; Za 9,4), jak i grzesznych członków narodu wybranego (np. Jr 11,16; Ez 15,6; Am, 2,5).

Ważnym kontekstem Jezusowej wypowiedzi o ogniu w Trzeciej Ewangelii są obrazy zapowiadające sąd Boży nad światem (por. Łk 12,20-21.35-48) oraz wyrocznia Jana Chrzciciela, zawierająca wizję Mesjasza, który będzie „chrzcił Duchem Świętym i ogniem” (por. 3,16) oraz „plewy spali w ogniu nieugaszonym” (por. 3,17). Bóg, który jest „ogniem trawiącym” (Pwt 4,24; por. 9,3; Iz 33,14) i który objawia się w ogniu, przychodzi w osobie Jezusa, aby ludzi poddać próbie, tak jak złoto próbuje się w tyglu (por. Mdr 4,6). Podda On ocenie ludzkie postawy wobec Dobrej Nowiny o zbawieniu. Ogień Jego sądu oczyści tych, którzy przyjmują Go i żyją Jego słowem, spali natomiast tych, którzy hermetycznie zamykają się na Jego orędzie o królestwie Bożym. Słowa „jakże pragnę, ażeby już zapłonął” oznaczają, że Jezus przyniósł na ziemię ogień Boży swojej nauki, ale jego działanie nie odniosło jeszcze ostatecznego skutku, dzięki czemu człowiek ma jeszcze szansę się nawrócić. Jego pragnieniem jest, by ludzie nie żyli w wewnętrznym rozdwojeniu, lecz przyjmując Ewangelię weszli na drogę prowadzącą do królestwa Bożego.

W drugiej wypowiedzi Jezus mówi o chrzcie, który ma przyjąć: „Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie” (12,50). W tekście greckim pojawia się tutaj rzeczownik baptisma („zanurzenie”) oraz czasownik baptidzo („zanurzać”). Kontekst Ewangelii Łukasza nie wyjaśnia, o jakie zanurzenie tu chodzi. Pomocą może być Mk 10,38-39, gdzie przytoczona jest rozmowa Jezusa z synami Zebedeusza. Pan używa w niej bardzo podobnego zwrotu, mówiąc o zanurzeniu, który ma przyjąć, zastawiając je z symbolem kielicha, który jednoznacznie odnosi się do Jego przyszłej śmierci męczeńskiej (por. 14,36; Łk 22,42). Zatem w drugiej dzisiejszej wypowiedzi Jezus mówi o swym zanurzeniu w cierpieniu i śmierci, które napawa Go wielką udręką. Wcześniej dwukrotnie już zapowiedział wydarzenia paschalne (por. 9,22.44). Jako że, będąc Bogiem przyjął także naszą ludzka naturę, jak w przypadku każdego innego człowieka, myśl o nadchodzącej męce napełnia Go trwogą, która swe apogeum osiągnie w Getsemani (por. 22,42-44).

Trzecia dzisiejsza wypowiedź Jezusa może zdumiewać jeszcze bardziej niż dwie poprzednie: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej” (12,51-53). Starotestamentalne proroctwa ukazują czasy mesjańskie jako czasy pokoju między ludźmi oraz harmonii  w świecie stworzeń. U Izajasza Mesjasz nazywany jest „Księciem Pokoju” (Iz 9,5-6), natomiast u Zachariasza mowa jest o tym, że „Pokój ludom obwieści” (Za 9,10). W samej Trzeciej Ewangelii aniołowie w dniu narodzenia Jezusa zwiastują „pokój ludziom, w których sobie upodobał” (Łk 2,14). W tych i wielu innych tekstach pokój jest ukazywany jako jedna z największych wartości zbawczych, jako owoc działalności Bożego Pomazańca. Rzeczywiście, Jezus w swoim nauczaniu wypełnia starotestamentalne zapowiedzi i realizuje misję obwieszczania światu pokoju (por. 7,50; 8,48; 10,5). Głoszenie to jednak spotyka się z różną reakcją ze strony ludzi. Jak Łukasz podkreśla w swojej Ewangelii, obok tych, którzy z wielkim entuzjazmem przyjmowali Dobrą Nowinę (np. 5,26; 7,16-17), byli i ci, którzy oskarżali Jezusa o bluźnierstwo (por. 5,21; 11,15), a nawet czyhali na Jego życie (por. 6,11). Przypadki te pokazują, że nauka o Królestwie oraz drodze, która do niego prowadzi, od początku rodziła wśród słuchaczy podziały. Misją Jezusa jest wzywanie do nawrócenia, piętnowanie zła i głoszenie prawa miłości, bez których sprawiedliwości i pokój w świecie są niemożliwe.

Rozłam pośród Jego słuchaczy Pan obrazuje za pomocą obrazu rodziny (por. Mi 7,6). Podział w rodzinie jest w jakiś sposób wpisany w zbawcze plany Boga. Jego sprawcą jednak nie jest wprost Jezus, lecz ludzie zajmujący wobec Niego określone stanowisko. Opisany rozłam w rodzinie po jednej stronie stawia ojca i matkę, czyli starsze pokolenie, a po drugiej syna, córkę i teściową, czyli pokolenie młodsze. Jezus nie mówi wprost, które pokolenie jest za Nim, a które przeciwko. Podkreśla jedynie, że wrogość pomiędzy nimi jest dwustronna, a więc trudna do pokonania.

Czy jest we mnie gorące pragnienie miłowania Jezusa? Czy mam świadomość, że chrzest krwi przyjęty przez Jezusa jest źródłem uzdrowienia wszystkich moich relacji? Czy dążę do pokoju, unikając kompromisów ze złem i opowiadając się po stronie dobra? Czy proszę Jezusa o odwagę i jasność w dokonywaniu wyborów, które opierają się na Jego Ewangelii? Czy modlę się o wiarę i nawrócenie w mojej rodzinie?  

Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających

Fot. Aaron Burden (unsplash.com)

Wtorek, 20 października, Wspomnienie św. Jana Kantego

Łk 12,35-38

35 Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. 36 A wy [bądźcie] podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. 37 Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. 38 Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie.

Fragment Ewangelii Łukasza proklamowany w trakcie dzisiejszej liturgii otwiera krótką serię przypowieści podkreślających konieczność czujnego oczekiwania na powtórne przyjście Chrystusa: o sługach oczekujących nadejścia pana (Łk 12,35-38), o gospodarzu, który nie wie, o której godzinie przyjdzie złodziej (12,39-40) oraz o rządcy, któremu pod nieobecność pana została powierzona opieka nad pozostałymi sługami (12,42-48).

Pierwsza przypowieść zostaje wprowadzona przez wezwanie do troski o konkretne znaki gotowości: „Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie” (12,35). W starożytności „przepasywano biodra”, czyli podnoszono sięgającą do kostek tunikę, a następnie jej fałdy wkładano za pas, by móc szybciej się przemieszczać (por. 1 Krl 18,46) lub komuś służyć (por. Łk 17,8). Ponadto w tekstach biblijnych pojawia się sens duchowy tego gestu, gdy mowa jest o przepasaniu się sprawiedliwością, wiernością, prawdą lub potęgą (np. Ps 65,7; Iz 11,5; Ef 6,14). Oprócz tego słowa Jezusa o przepasanych biodrach mogą nawiązywać do tego, w jaki sposób Izraelici mieli spożywać wieczerzę paschalną tuż przed opuszczeniem Egiptu: „Tak zaś spożywać go będziecie: biodra wasze będą przepasane, sandały na waszych nogach i laska w waszym ręku” (Wj 12,11). Pochodnie (gr. lychnos – „lampka oliwna, kaganek”) zapalano, by rozproszyć ciemność nocy i swobodnie poruszać się po pomieszczeniu lub w otoczeniu domostwa. Również tutaj zauważyć możemy nawiązanie do paschy egipskiej, gdyż zarówno wieczerza, jak i samo Wyjście miało miejsce w nocy: „Tej nocy czuwał Pan nad wyjściem synów Izraela z ziemi egipskiej. Dlatego noc ta winna być czuwaniem na cześć Pana dla wszystkich Izraelitów po wszystkie pokolenia” (Wj 12,42). Obydwa symbole – przepasane biodra i zapalone pochodnie – oznaczają zatem gotowość do przyjęcia i zaangażowania się w czas łaski od Boga.

Wprowadziwszy powyższe obrazy, Jezus porównuje swoich uczniów do sług oczekujących na powrót pana z uczty weselnej: „A wy [bądźcie] podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze” (Łk 12,36). Zwróćmy uwagę, że w centrum tej wypowiedzi nie jest pan domu. Również uczta ma jedynie za zadanie wyjaśnić, dlaczego nie da się przewidzieć dokładnie godziny powrotu pana. Podkreślony zostaje natomiast obowiązek sług, by natychmiast otworzyć drzwi, gdy tylko powracający pan zakołacze. By wywiązać się z tego obowiązku, muszą oni cały czas czuwać, nie mogą przecież dopuścić do tego, by właściciel domu chociaż przez chwilę stał na jego progu.

W dalszej części przypowieści Jezus uzasadnia konieczność czuwania: „Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie” (Łk 12,37-38). Wypowiedź ta zamknięta jest klamrą podwójnego makaryzmu (gr. makarios – „szczęśliwy, błogosławiony”): „szczęśliwi owi słudzy” oraz „szczęśliwi oni”. Poza tym, jeszcze raz podkreślona jest nieznana chwila powrotu pana. Mówiąc o niej Jezus posługuje się określeniem straży nocnej. W Palestynie noc dzielono na trzy straże, czyli warty. Pan może przyjść o drugiej (w środku nocy) lub o trzeciej (przed świtem) straży. Jeśli służbą będzie gotowa na jego przyjście, jej oczekiwanie zostanie wynagrodzone w niespodziewany sposób: tym razem to pan się przepasze, posadzi swoje sługi przy stole i będzie im usługiwał. Niezwykłość tego zachowania należy interpretować alegorycznie. Klucz znajdujemy w słowach: „Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (12,40). W oparciu o tę wypowiedź: słudzy oznaczają uczniów Jezusa, pan – Syna Człowieczego, jego powrót – powtórne przyjście Chrystusa, czuwanie sług – pełną gotowość na paruzję, zaś uczta – nagrodę w życiu wiecznym (por. Iz 25,6; Ap 3,20).

Czy jest we mnie gotowość na przyjęcie czasu łaski od Boga? Co mogę powiedzieć o mojej obecnej gotowości na spotkanie z powracającym Chrystusem? Czy patrzę na moją codzienność w perspektywie wieczności? Czy przeżywam Eucharystię jako zapowiedź uczty niebieskiej?

Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie

Fot. Kal Visuals (unsplash.com)

Poniedziałek, 19 pażdziernika

Łk 12,13-21

13 A ktoś z tłumu rzekł do Niego: «Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem». 14 Lecz On mu odpowiedział: «Człowieku, któż Mnie ustanowił nad wami sędzią albo rozjemcą?» 15 Powiedział też do nich: «Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś ma [wszystkiego] w nadmiarze, to życie jego nie zależy od jego mienia». 16 I opowiedział im przypowieść: «Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. 17 I rozważał w sobie: „Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów”. 18 I rzekł: „Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe moje zboże i dobra. 19 I powiem sobie: Masz wielkie dobra, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!” 20 Lecz Bóg rzekł do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?” 21 Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty u Boga».

W kolejnym fragmencie Trzeciej Ewangelii Jezus przechodzi od pouczania uczniów, by nie martwili się zbytnio o własne życie i nie bali w obliczu prześladowań (por. Łk 12,1-12), do przestrogi przed przesadną troską o dobra materialne. Punktem wyjścia jest prośba wyrażona przez kogoś z tłumu: „Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem” (12,13). Ówcześni rabini często byli proszeni o tego rodzaju arbitraż. Zasady dotyczące spraw spadkowych rozstrzygano przede wszystkim na podstawie odpowiednich fragmentów Tory (np. Lb 27,1-11; 36,7-9; Pwt 21,15-17).

Reagując na usłyszaną prośbę, Jezus stawia pytanie, które pośrednio dotyczy Jego tożsamości: „Człowieku, któż Mnie ustanowił nad wami sędzią albo rozjemcą?” (12,14). Słowa te są echem innego pytania, skierowanego do Mojżesza w Księdze Wyjścia: „Któż cię ustanowił naszym przełożonym i rozjemcą?” (Wj 2,14), które Łukasz w Dziejach Apostolskich dwukrotnie włoży w usta Szczepana, pokazując, że chociaż niektórzy Izraelici odrzucili Mojżesza, to jednak Bóg ustanowił go ich wyzwolicielem (por. Dz 7,27.35). Podobnie Jezus zostanie odrzucony, jednak to właśnie On przyniesie ludzkości odkupienie (por. Łk 21,27-28; Dz 3,13-14).

Kontynuując, Pan przestrzega słuchaczy przed pokusą chciwości: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś ma [wszystkiego] w nadmiarze, to życie jego nie zależy od jego mienia” (Łk 12,15). Ludzkie życie jest darem od Boga. Dlatego żadna własność, bez względu na to, jak wielka, nie może uczynić go pełniejszym czy zagwarantować bezpieczeństwa. Za chwilę Pan powie: „Któż z was, martwiąc się, może dołożyć choćby jedną chwilę do wieku swego życia?” (12,25).

By zobrazować powyższą naukę, Jezus opowiada przypowieść o pewnym bogaczu, któremu obrodziło pole. Podobnie jak w przypadku kilku innych postaci pojawiających się w przypowieściach przekazanych przez Łukasza (por. 12,45; 15,17-19; 16,3; 18,4-5.11; 20,13), ów człowiek prowadzi wewnętrzny monolog: „I rozważał w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów. I rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe moje zboże i dobra. I powiem sobie: Masz wielkie dobra, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!” (12,17-19). Jak widzimy bogacz jest do tego stopnia pochłonięty posiadanymi przez siebie dobrami, że myśli wyłącznie o sobie: moje zbiory, moje spichlerze, moje zboże. Jego palącym problemem jest to, gdzie pomieści wszystko, czym mu obrodziło pole. Gdy już znajdzie rozwiązanie, planuje przez długie lata konsumować swoje bogactwo. W całym tym toku myślowym nie pojawia się żadne odniesienie do Boga, ani nawet do drugiego człowieka. Biblijny kontrast do postaci bogacza może stanowić Józef Egipski, który nagromadził „tyle zboża, ile jest piasku morskiego” (Rdz 41,49), lecz uczynił to z myślą, by uratować innych przed nadchodzącą klęską głodu. Warto także zauważyć, że ostatnie zdanie bogacz kieruje do swej duszy – „powiem sobie” (dosł. „powiem do duszy mojej”), co dodatkowo podkreśla jego samotność oraz przekonanie, że ma władzę nad własnym życiem.

Pod koniec przypowieści Jezus wprowadza postać Boga, który wprost koryguje błędne myślenie bogacza: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?” (12,20). Podobną myśl znajdujemy w Mądrości Syracha: „Niejeden się wzbogacił mozołem i chciwością, a oto jego udział w nagrodzie; gdy powie: Znalazłem odpoczynek i teraz mogę się żywić moimi dostatkami, nie wie, ile czasu minie, a zostawi je innym i umrze” (Syr 11,18-19; por. Jk 4,13-15). Głupota bogacza (gr. afron można przetłumaczyć także jako „Szaleńcze!”) polega na tym, że zachowuje się on tak, jakby Boga nie było, a jego własne życie od początku do końca zależało jedynie od niego samego. Tymczasem ludzkie życie zawsze jest darem otrzymanym od Najwyższego. Ma On moc je dać, ale także zabrać.

Jezus podsumowuje przypowieść słowami: „Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty u Boga” (Łk 12,21). Nie wolno nam tracić z oczu Boga. Na wszystko, co składa się na nasze życie, powinniśmy patrzeć z perspektywy wieczności. Tego właśnie zabrakło w przypadku bogatego głupca. Celem naszego ziemskiego istnienia, które swe źródło ma w miłości i mądrości Stwórcy, nie jest szukanie sposobności do tego, by jeść, pić i używać, lecz gromadzenie skarbów u Boga. Dokonuje się to wtedy, gdy każdy dzień przeżywamy w łączności z Nim, szukając sposobności do uwielbienia Go naszymi wyborami i czynami.

Czy jest we mnie jakieś poczucie krzywdy? Czy rozmawiam o tym z Jezusem? Jaki jest mój stosunek do posiadanych przeze mnie dóbr? Od czego uzależniam moje poczucie bezpieczeństwa i szczęścia? O czym najczęściej marzę? W czym dzisiaj czuję się bogaty u Boga?