Z czym porównamy królestwo Boże? (Mk 4,26-34)

Przygotowanie

  • W kolejnych dwóch przypowieściach Jezus przedstawia tajemnicę królestwa Bożego. Jak to już było w przypadku przypowieści o siewcy (Mk 4,1-20), Pan posługuje się obrazami zaczerpniętymi z wiejskiego życia, które mimo swej prostoty i zwyczajności stają się nośnikiem nadprzyrodzonej prawdy. Duchu Święty, przyjdź i otwórz przede mną skarbiec dzisiejszego Słowa.

Punkty do medytacji

  • Mówił dalej: «Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię (w. 26) Przypowieść o nasieniu wrzuconym w ziemię występuje tylko w Ewangelii Marka. Nie jest to tutaj wprost powiedziane, ale jej bezpośrednimi adresatami są ludzie z tłumu, jak w przypadku przypowieści o siewcy (por. Mk 4,1-2; 4,33-34). Jezus ponownie odwołuje się do doświadczenia życiowego swoich słuchaczy, by na jego podstawie przedstawić kolejny element swojej nauki. Tym razem chodzi o rzeczywistość „królestwa Bożego” (gr. he basileia tu theu). Zostaje ono przyrównane do „nasienia” (gr. ho sporos) wrzuconego w ziemię. Z tym że akcent nie jest tutaj położony ani na czynności siewcy ani na rodzaju gleby, lecz na dynamicznej naturze nasienia, które raz rzucone w glebę, rozpoczyna własne życie. Jezus chce mi ukazać tajemnicę królestwa Bożego. Bardzo Mu zależy, bym zrozumiał Jego słowa. Dlatego nie tylko posługuje się ludzkim językiem, ale również odwołuje się do powszechnego, życiowego doświadczenia. Mechanizm ten działa również w druga stronę – moje życie zaczyna być dla mnie zrozumiałe, gdy otwieram się na Jego słowo, pozwalam, by ono je oświetliło. Co w ostatnim czasie pokazało mi Słowo? W jakim stopniu byłem gotowy, by je przyjąć?
  • Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie (ww. 27-28) Siewca rozsiewa ziarno, a następnie wraca do swojej codzienności. Równolegle ziarno powoli i niezauważalnie zaczyna kiełkować. Siewca „nie wie” (gr. uk oiden), jak to się dzieje. Ziemia wydaje owoc, najpierw „źdźbło” (gr. ho chortos), potem „kłos” (gr. ho stachus), a następnie „pełne ziarno” (gr. pleres sitos) w kłosie. Rolnik na przestrzeni miesięcy może podlewać, pielić i nawozić ziemię, ale nie ma bezpośredniego wpływu na kolejne etapy rozwoju zboża. Gdy jednak „plon dojrzeje” (gr. paradoi to karpos, dosł. „wyda owoc”), powraca na pole, by dokonać zbioru. Poszerzając wcześniejszą naukę o różnych typach ludzkiej odpowiedzi na zasiane słowo (por. Mk 4,21-25), Jezus pokazuje, że rozwój królestwa Bożego nie przypomina nagłego wybuchu, lecz jest raczej powolnym i cierpliwym dojrzewaniem wymagającym czasu. Bóg szanuje prawa natury i etapy ludzkiego rozwoju, nie przyspieszając niczego na siłę i wbrew gotowości człowieka. Patrząc na moje życie duchowe, widzę wyraźnie prawdziwość Jezusowej przypowieści. Słowo Boże i łaska sakramentów wnoszą w moją codzienność łaskę zbawienia. Nie jest to jednak „wielkie boom”, lecz spotkanie Bożej mocy z moją ludzką, grzeszną naturą, która tak często jest oporna i niezdolna do oderwania się od wielu rzeczy. Pan stopniowo przywraca mi wolność, bym mógł jeszcze bardziej się otworzyć. On pracuje we mnie w swoim tempie, nawet wtedy, gdy ja o Nim zapominam, pochłonięty codziennością. Podziękuję Jezusowi za Jego obecność, za cierpliwość i wytrwałe kruszenie mojej zatwardziałości.
  • Gdy zaś plon dojrzeje, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo» (w. 29) Moment dojrzewania zboża jest sygnałem do radykalnej zmiany postawy: kończy się czas biernego oczekiwania, a nastaje czas „żniwa” (gr. ho therismos). Użycie obrazu „sierpa” (gr. to drepanon) jest wyraźnym nawiązaniem do prorockich wizji sądu ostatecznego, znanych choćby z Księgi Joela (por. Jl 4,13; Ap 415,14-15). Obecność w tekście greckim przysłówka „zaraz” (gr. euthys) dodatkowo wzmacnia kontrast między długim czasem oczekiwania na żniwa, a momentem zapuszczenia sierpa. Dla uczniów Jezusa jest to zapowiedź radosnego zwieńczenia ich trudów, zaś dla tych którzy są „poza nimi” (por. Mk 4,11), to przerażająca groźba wiecznego potępienia. Chociaż proces mojego duchowego wzrastania niekiedy wydaje mi się mozolny i natrafiający na różne przeszkody, to nadziei może mi dodać to, co już się we mnie Bożą mocą dokonało, ale przede wszystkim sam cel, moment spotkania z powracającym Chrystusem. Popatrzę na moje serce. Jak często uwiadamiam sobie metę mojego ziemskiego życia? Jakie uczucia i myśli pojawiają się dzisiaj we mnie, gdy myślę o spotkaniu z Panem w wieczności?
  • Mówił jeszcze: «Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? (w. 30) Kontynuując swoją wypowiedź, Jezus zadaje retoryczne pytanie, jakby myślał na głos i szukał sposobów, by pomóc swoim słuchaczom pojąć tajemnicę królestwa Bożego (por. 4,11). Ponieważ owe królestwo jest rzeczywistością boską, nie da się go zamknąć w obrębie jednej definicji. Wymyka się ono ludzkim kategoriom myślenia. Można je zrozumieć jedynie za pomocą analogii, obrazów, które zmuszą słuchacza do myślenia na głębszym poziomie. Jezus całym sobą objawił prawdę o królestwie Bożym. Z tą prawdą spotykam się za każdym razem, gdy otwieram karty Pisma Świętego i wsłuchuję się w nauczanie Kościoła. Potrzeba jeszcze, żeby ta prawda spotkała się z moim życiem. To właśnie moja codzienność jest przestrzenią, w której może ona osiągnąć swoja najdoskonalszą formę. Poproszę Jezusa, by pomógł mi patrzeć na życie oczami wiary, by oczyszczał mnie z powierzchniowości i ziemskich schematów myślenia.
  • Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi (ww. 30-31) W kolejnej przypowieści Jezus ponownie nawiązuje do świata rolniczego i motywu ziarna. Tym razem królestwo Boże zostaje przez Niego przyrównane do „ziarnka gorczycy” (gr. kokkos sinapeos), które jest przysłowiowe ze względu na swoją maleńkość (por. Mt 17,20). Gorczyca, której niewielkie nasiona używane są jako przyprawa, w Palestynie osiąga wysokość ok. dwóch metrów, jest rośliną odporną i wykazującą tendencję do wypierania innych roślin. Jezus nawiązuje do niewielkich rozmiarów ziarnka goryczy – „jest najmniejsze (gr. mikroteron) ze wszystkich ziaren”. Dla otaczających Go żydowskich słuchaczy idea królestwa jako małego ziarnka musiała być sporym zaskoczeniem. Bardziej przewidywalnym porównaniem byłaby potężna armia (por. Iz 13,4; Jl 2,11) lub katastrofalne trzęsienie ziemi (Iz 29,6). Niekiedy pojawia się w moim sercu pragnienie, by obecność Boga w moim życiu była bardziej namacalna. Wydaje mi się wtedy, że łatwiej byłoby mi wierzyć, także inni mogliby się wtedy przekonać, że warto iść za Jezusem i Jego słowem. Tymczasem to, co najczęściej się narzuca moim oczom i uszom, to krzykliwe i pstrokate zło. Zapominam, ile cudów na oczach wielu świadków dokonał sam Jezus, a jednak tylko mała garstka uczniów do końca przy Nim została. Pierwszym i najważniejszym miejscem urzeczywistniania się królestwa Bożego jest ludzkie serce. Popatrzę na moją codzienną modlitwę. Czy dbam o to, by odbywała się ona w atmosferze ciszy i skupienia?
  • Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki podniebne gnieżdżą się w jego cieniu» (w. 32) Mówiąc, że ziarnko gorczycy wyrasta i staje się „większe od innych jarzyn” (gr. meidzon panton ton lachanon), Jezus stosuje hiperbolę, by jeszcze bardziej podkreślić kontrast między maleńkim ziarnkiem a wyrośniętą rośliną. Natomiast dopowiadając, że krzew gorczycy wypuszcza wielkie gałęzie, na których mogą schronić się ptaki, nawiązuje do Starego Testamentu, gdzie wielkie drzewa symbolizują niekiedy potęgę narodu (por. Dn 4,20-21). Szczególnie ważnym starotestamentalnym tłem jest fragment z Księgi Ezechiela: „Tak mówi Pan Bóg: Ja także wezmę wierzchołek z wysokiego cedru i zasadzę, z najwyższych jego pędów ułamię gałązkę i zasadzę ją na górze wyniosłej i wysokiej. Na wysokiej górze izraelskiej ją zasadzę. Ona wypuści gałązki i wyda owoc, i stanie się cedrem wspaniałym. Wszystko ptactwo pod nim zamieszka, wszystkie istoty skrzydlate zamieszkają w cieniu jego gałęzi” (Ez 17,22-23). Opowiadając przypowieść o ziarnku gorczycy, Jezus wskazuje na przyszły, uniwersalny zasięg królestwa Bożego. Mimo skromnych początków – wędrowne nauczanie Jezusa w Galilei z małą grupą zwolenników – królestwo to rozwinie się niczym ogromne drzewo, w którego cieniu znajdzie się miejsce dla każdego człowieka. Wzrost ten nie będzie zależał od ludzkich strategii, lecz niezauważalnej mocy Bożej. Jezusowy obraz wielkiego i rozłożystego krzewu wypełnia się w rzeczywistości Kościoła. Świat wmawia mi dzisiaj, że Kościół to przede wszystkim skandale, skostniała struktura, wyalienowani duchowni. Mogę iść za tą narracją, ale mogę również iść za tym, co mówi Jezus. Kościół to wspólnota Jego uczniów, to dom, miejsce spotkania z Ojcem i Synem, przestrzeń działania Ducha. Czy czuję się częścią Kościoła? Czy biorę za niego odpowiedzialność? W jaki sposób dbam, by jeszcze bardziej stawał się wspólnotą?
  • W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli [ją] rozumieć (w. 33) Kończąc przedstawienie serii Jezusowych przypowieści (por. Mk 4,1-32), Ewangelista Marek potwierdza, że Jezus używał tej formy nauczania nie po to, by zaciemniać, ale by dostosować tajemnicę królestwa Bożego do możliwości i otwartości swoich słuchaczy. Wyrażenie „o ile mogli ją zrozumieć” (gr. kathos edynato akuein) bardziej dosłownie można przetłumaczyć jako „o ile mogli słuchać”. Po raz trzynasty w tym rozdziale zostaje użyty czasownik akuo („słuchać”). Jezus oczekuje od swoich uczniów tego samego, co Bóg w Starym Testamencie od Narodu Wybranego, gdy przez Mojżesza mówił: „Słuchaj, Izraelu!” (hebr. szema Iisrael, Pwt 6,4). W obydwu przypadkach chodzi o słuchanie, które wyraża się w zrozumieniu, przyjęciu i wypełnianiu obwieszczanej nauki. Zanim Jezus w Wieczerniku ustanowił sakramenty kapłaństwa i Eucharystii, wiele razy podkreślał konieczność słuchania. Słuchanie jest pierwsze. Co dzisiaj Pan mówi do mnie w swoim słowie?
  • A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom (w. 34) Marek dodaje, że nauczanie w przypowieściach było jedyną formą Jezusowego nauczania skierowanego do ogółu słuchaczy, którzy gromadzili się wokół Niego. Natomiast dodatkową troską Pana objęci byli ci, którzy zaliczali się do grona Jego „uczniów” (gr. ho mathetes). Chodzi nie tylko o Dwunastu, powołanych do szczególnej misji, lecz także o szerszy krąg osób, które na stałe Mu towarzyszyły (Mk 4,10; 3,32-35).Pełne zrozumienie Ewangelii wymaga nie tylko słuchania, ale także przebywania z Jezusem. Wielkim darem, jaki mogę odkryć w Kościele, jest Najświętszy Sakrament, który w wielu parafiach regularnie jest wystawiany, by wierni mogli w ciszy adorować obecnego w nim Boga. Zaplanuję moją adorację, czas, kiedy bez pośpiechu i w ciszy będę mógł być z moim Mistrzem.

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, dotykaj swoim słowem mojego serca, pomóż mi otworzyć się na rzeczywistość Królestwa”.

Baczcie na to, czego słuchacie (Mk 4,21-25)

Przygotowanie

  • Po opowiedzeniu i wyjaśnieniu przypowieści o siewcy (Mk 4,1-20), zanim przejdzie do przedstawiania kolejnych, Jezus wypowiada kilka enigmatycznych zdań, które najpierw wyjaśniają, na czym polega tajemniczość głoszonego przez Niego orędzia o królestwie Bożym, a następnie wzywają do świadomego i uważnego słuchania. Duchu Święty, rozpalaj we mnie pragnienie usłyszenia i wypełniania Słowa.

Punkty do medytacji

  • Mówił im dalej: «Czy po to wnosi się światło, by je umieścić pod korcem lub pod łóżkiem? Czy nie po to, żeby je umieścić na świeczniku? (w. 21) Jezus zadaje uczniom dwa retoryczne pytania. Pierwsze bardziej dosłownie można przetłumaczyć jako „Czy po to lampa [wchodzi], aby pod korcem została postawiona lub pod łóżkiem?”. Jeżeli o chodzi o samą lampę (gr. ho lychnos), to w czasach Jezusa miały one formę okrągłych, glinianych naczyń z wydłużonym dziubkiem. By uzyskać światło, napełniano je oliwą z oliwek, a następnie podpalano lniany lub papirusowy knotek, umieszczony w małym otworze wlewowym. „Korzec” (gr. ho modion) to rodzaj kosza pierwotnie wykonywanego z kory, mający objętość od 7 do 20 litrów, który służył do odmierzania zbóż, nasion i mąki. Oczywista odpowiedź na pierwsze pytanie Jezusa, brzmi: nie. Rolą lampy jest rozświetlenie pomieszczenia, a schowanie jej pod korcem lub łóżkiem byłoby czymś absurdalnym. Potwierdza do drugie pytanie retoryczne, w którym mowa jest o umieszczaniu lampy na świeczniku (gr. hy lychnia), dzięki czemu światło może mieć jeszcze większy zasięg. W warstwie symbolicznej lampa odnosi się do samego Chrystusa, który przyszedł na świat, aby przynieść całej ludzkości światło Objawienia (por. Łk 2,32; J 1,9; 8,12). Pan wypowiada te słowa, ponieważ pragnie zapobiec błędnej interpretacji swoich wcześniejszych słów o tajemnicy królestwa Bożego (por. Mk 4,11). Pomimo zagadkowości przypowieści i trudności, jakie ludzie mają ze zrozumieniem Jego nauki, celem Jezusa nie jest ukrywanie swojego orędzia, lecz uczynienie go powszechnie znanym. Dobra Nowina, z którą spotykam się na kartach Pisma Świętego nie jest tylko piękną teorią, lecz pełnym mocy światłem, które potrafi rozproszyć nawet największe mroki mojego życia. Przypomnę sobie sytuacje, w których szczególnie doświadczyłem mocy Słowa i swoimi słowami podziękuję za nie Chrystusowi.
  • Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw (w. 22) W kolejnym zdaniu mamy rozwiniecie wcześniejszej wypowiedzi. To, co w tej chwili jest jeszcze „ukryte” (gr. krypton), to tajemnica królestwa Bożego obecnego w Jezusie. Jest ona ukryta w zwyczajności Jego życia (por. Mk 6,3), w pozornej prostocie Jego przypowieści (por. Mk 4,11) oraz w rozczarowaniach i przeszkodach, które napotka w trakcie swej działalności (por. Mk 2,7; 3,6.21-22). Jednakże tajemnica ta ukryta jest tylko do pewnego czasu, by ostatecznie „wyjść na jaw” (gr. elthe eis faneron). Tak jak tożsamość Jezusa nie może być przedwcześnie upubliczniona, ponieważ doprowadziłoby to do fałszywego zrozumienia Jego mesjaństwa, tak tajemnica królestwa Bożego musi kiełkować i stopniowo rozwijać się w ludzkich sercach, zanim ujawni się jej pełny blask. Czas ukrycia zakończy się wraz ze zmartwychwstaniem Chrystusa, kiedy tajemnica Jego mesjańskiej tożsamości i misji zostanie w pełni objawiona. Rolą Jego uczniów będzie zaniesienie tego światła na cały świat (por. Mk 13,10). Zrozumienie słów Chrystusa to swoisty proces, który stopniowo dokonuje się w moim umyśle i sercu. Czasami postępuje on szybko, czasami zwalnia. Im bardziej jednak prawda zawarta w Chrystusowej nauce staje się dla mnie jasna, tym bardziej odczuwam przynaglenie do tego, by dzielić się nią z innymi. W chwili modlitwy poproszę Ducha Świętego, by pomagał udzielał mi darów roztropności i odwagi, które pomogą mi być świadkiem Ewangelii na co dzień.
  • Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!» (w. 23) Pan powtarza wezwanie, które wcześniej wypowiedział w kontekście przypowieści o siewcy (por. Mk 4,9; 4,3). Nawiązuje ono do ważnego przykazania z Księgi Powtórzonego: „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Pan jedynie” (por. Pwt 6,4). Jak wskazuje użyty w starotestamentalnej księdze czasownik szema, chodzi tu nie tylko o odbieranie dźwięków przy pomocy zmysłów, lecz o przyswajanie ich treści głęboko w sercu, pozwolenie, by Jezusowe przesłanie przeniknęło ucznia i zmieniło całe jego życie. Pan wzywa mnie dzisiaj do maksymalnej koncentracji i duchowego wysiłku w trakcie spotkania z Jego słowem. Chce wybudzić mnie z duchowego letargu i rutynowego podejścia. Co mogę zrobić, by jeszcze bardziej świadomie przeżywać ożywcze spotkania ze słowem Boga?
  • I mówił im: «Baczcie na to, czego słuchacie. Taką samą miarą, jaką wy mierzycie, odmierzą wam i jeszcze wam dołożą (w. 24) W dalszej części swej wypowiedzi Jezus wskazuje na konsekwencje dobrego lub złego słuchania. Najpierw uwrażliwia uczniów, by „baczyli” (gr. blepo), czyli przykładali uwagę do tego, czego słuchają. Nie chodzi tu o selektywność słuchania (chociaż troska o niezaśmiecanie swego wnętrza jest jak najbardziej ważna), lecz o ciągłe rozważanie, powracanie w swym sercu do treści, które wychodzą z Jego ust. Potwierdza to kolejne zdanie, w którym pojawia się rzeczownik „miara” (gr. to metron) oraz czasowniki „mierzyć” (gr. metreo) i „dołożyć” (gr. prostithemi). W odniesieniu do czynności, której sprawcami są uczniowie metreo zostaje użyty w stronie czynnej – „mierzycie”, natomiast w dalszej części zdania nie ma on wprost określonego sprawcy, zaś jego strona jest bierna – „zostanie odmierzone”. Także prostithemi ma stronę bierną – „zostanie dołożone”. W tekstach biblijnych, zwłaszcza w Nowym Testamencie, użycie strony biernej bez dookreślonego sprawcy, wskazuje na bezpośrednie działanie Boga. Jezus uświadamia zatem uczniów, że w trakcie słuchania i rozważania Jego nauki dochodzi do wymiany, która wymyka się matematycznym standardom. Wysiłek włożony w słuchanie i rozważanie Jego słów spotyka się z odpowiedzią Boga, który niewspółmiernie bardziej odkrywa przed nimi zawartą w nich prawdę. W procesie odkrywania prawdy zawartej w Słowie ważny jest wysiłek, jaki w niego wkładam. Ale jeszcze bardziej ważnie jest działanie samego Boga. Ten sam Duch, który natchnął pisarzy biblijnych, tchnie z kart Pisma Świętego. Pan z jednej strony uczy mnie dzisiaj pokory, a z drugiej zachęca do jeszcze większej ufności. Może jeszcze czegoś dzisiaj nie rozumiem, na coś się nie zgadzam, lecz mimo to nie zrezygnuję ze słuchania Słowa. Zrozumienie będzie mi dane w odpowiednim czasie.
  • Bo kto ma, temu będzie dodane; a kto nie ma, pozbawią go nawet tego, co ma» (w. 25) Ostatnie zdanie wypowiedzi Jezusa przytoczonej w dzisiejszej Ewangelii pojawia się również w kontekście przypowieści o talentach/minach (por. Mt 25,29; Łk 19,26) i na pierwszy rzut oka może wydawać się sprzeczne z naszym poczuciem sprawiedliwości, które swoje potwierdzenie znajduje w innych fragmentach biblijnych (por. Mk 9,35; Łk 1,53; 6,20.24). Jednakże Pan w tym miejscu nie odnosi się do zasad sprawiedliwości społecznej, a nawet ekonomii Bożego miłosierdzia, lecz w dalszym ciągu mówi o zależności między wysiłkiem ucznia włożonym w słuchanie i zrozumienie Jego słowa, a reakcją ze strony Boga. Ponownie mamy tutaj czasowniki w stronie biernej bez dookreślenia sprawcy czynności – „będzie dane” (gr. dothesetai) i „zostanie zabrane” (gr. arthesetai). Kto na naukę Jezusa odpowie otwartością i pragnieniem uczenia się, otrzyma jeszcze więcej zrozumienia. Kto zaś prezentuje przeciwstawną postawę, straci nawet to niewielkie zrozumienie, które już posiada. Jezus ostrzega mnie, że w ekonomii zbawienia nie ma stanu neutralnego – albo się wzrasta, albo traci się wszystko. Albo słucham i wypełniam Jego słowo, albo zamykam się na nie i w konsekwencji duchowo umieram. Popatrzę na historię mojej relacji z Panem, na moje wsłuchiwanie się w Słowo. Spróbuję okreslić, co najczęściej jest początkiem mojego głuchnięcia, gdzie tkwi korzeń mojego wyrzekania się godności ucznia, który słucha.

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, nie pozwalaj mi zamykać uszu na Twoje słowo, rozpalaj we mnie pragnienie słuchania”.

Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha! (Mk 4,1-20)

Przygotowanie

  • Liturgia słowa przytacza dzisiaj dosyć długi fragment Ewangelii Marka. Nie mogło być inaczej, gdyż Jezus otwiera w nim swoje nauczanie w przypowieściach. Opowiada przypowieść o siewcy i na prośbę uczniów podaje jej wyjaśnienie. Fragment ten jest fundamentalny dla zrozumienia, czym jest słowo Boże oraz na czym polega jego przyjęcie i wypełnianie. Duchu Święty, umacniaj we mnie pragnienie spotkania ze Słowem, otwórz przede mną Jego bogactwo.

Punkty do medytacji

  • Znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej, na jeziorze, a cały tłum stał na brzegu jeziora (w. 1) Nie po raz pierwszy Jezus wychodzi z Kafarnaum na pobliski brzeg Jeziora Galilejskiego. Już we wcześniejszych scenach ta lokalizacja była miejscem nauczania i czynienia cudów (por. Mk 2,13; 3,7). Nad jeziorem także Pan powołał pierwszych uczniów (por. Mk 1,16-20). Ponieważ otoczony jest przez „bardzo wielki tłum” (gr. ochlos pleistos), Jezus wchodzi do stojącej przy brzegu łodzi i zajmuje pozycję siedzącą, która według zwyczajów żydowskich była pozycją nauczającego mistrza. Zgromadzony tłum stoi na brzegu, w napięciu oczekując na to, co dalej się wydarzy. Każde moje spotkanie z Jezusowym słowem jest wyjściem na brzeg Jeziora Galilejskiego, w miejsce ciche, ustronne i piękne, gdzie mogę skoncentrować się jedynie na obecności mówiącego Pana. Jak do tej pory wyglądała moje spotkania ze Słowem? Czy w niecierpliwością ich wyczekuję?
  • Nauczał ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce (w.2) Tym razem Jezus skupia się na przekazywaniu swojej nauki. Wyrażenie „nauczał ich wiele w przypowieściach” (gr. edidasken autus en parabolais polla) można zinterpretować jako podkreślenie, że Pan w tej scenie opowiada liczne przypowieści, co podkreśla kontekst następujący perykopy, gdzie przekazane zostają kolejne parabole (por. Mk 4,12-33). Możliwa jest jednak inna interpretacja, że za pomocą przypowieści przekazuje On wiele elementów swojej nauki. Ostatecznie jedna i druga interpretacja się nie wykluczają, gdyż mamy w tym miejscu Ewangelii serię przypowieści, za pomocą których ukazana zostaje kilka różnych aspektów prawdy o królestwie Bożym. Nauczanie Jezusa, mimo że zamknięte jest w ograniczonych realiach ludzkiego języka, jest przebogate w swojej treści. Za każdym razem, gdy otwieram Pismo Święte, tchnie ono we mnie jakąś nowością, nawet jeśli rozważam dobrze znany mi fragment. Czy „nie prześlizguję się” zbyt szybko po biblijnych kartach? Czy mam w sobie pragnienie kopania w głąb?
  • I dodał: «Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!» (w. 9) Aby podkreślić konieczność uważnego wsłuchania się w słowa swojej nauki, Jezus używa odniesienia do ludzkiej anatomii. Wypowiadane przez Niego słowa tworzą inkluzję z wcześniejszym wezwaniem, wprowadzającym przypowieść o siewcy: „Słuchajcie…” (Mk 4,3) oraz przygotowują do stwierdzenia o nieautentycznym słuchaniu, o którym będzie mówił za chwilę (ww. 10-12). To wyrażenie, w skróconej formie wielokrotnie pojawi się w Apokalipsie św. Jana: „Kto ma uszy…” (gr. ho echon us; Ap 2,7.11.17.29; 3,6.13.22; 13,9). Ma ono swoje korzenie w nauczaniu starotestamentalnych proroków, których głównym zadaniem było wzywanie buntowniczego Narodu Wybranego do posłuszeństwa Bożym przykazaniom (np. Jr 5,21; 9,19; Ez 12,2). Na chrzcie świętym otrzymałem łaskę zjednoczenia z Chrystusem. Od tego momentu mam dostęp do Jego żywej obecności w sakramencie ołtarza, ale także do Jego słowa. Słuchanie jest moim pierwszym chrześcijańskim przywilejem i obowiązkiem. W jaki sposób dbam o to, by moje serce nie było zagłuszane przez rzeczy mało istotne lub nawet szkodliwe? Czy treści, które codziennie absorbuję, pomagają mi słuchać Jezusa, czy wręcz przeciwnie, przeszkadzają?
  • A gdy był sam, pytali Go ci, którzy przy Nim byli, razem z Dwunastoma, o przypowieść (w. 10) Ewangelista szybko zmienia scenę, nie wspomina nic o powrocie łodzi na ląd ani o odejściu tłumów. Jezus jest teraz jedynie w otoczeniu Dwunastu, którzy pytają Go o znaczenie dopiero co opowiedzianej przypowieści. Marek kilkukrotnie w wspomina o tym, że oprócz publicznego nauczania, Jezus na osobności udzielał wyjaśnień najbliższym uczniom (por. 4,34; 9,28.35; 10,10.32; 12,43; 13,3). Na ten schemat mógł mieć wpływ rabiniczny zwyczaj, według którego nauczyciele żydowskiego Prawa, najpierw publicznie podawali jego interpretację, a następnie prywatne udzielali dodatkowych wyjaśnień uczniom. Jak by nie było, we wcześniejszej scenie ustanowienia Dwunastu wyraźnie jest powiedziane, że jednym z celów utworzenia grona apostolskiego jest to, „aby Mu towarzyszyli” (Mk 3,14). Bycie przy Mistrzu w naturalny sposób stwarza wiele okazji do rozmów i wyjaśnień. Życie wiarą na co dzień powoduje, że pojawiają się we mnie pytania, na które niełatwo jest znaleźć odpowiedź. Czasami chodzi o jakieś wydarzenie czy sytuację, innym razem o obecne w moim życiu osoby. Bywa, że rozważane Słowo wzbudza we mnie dylematy. Czy rozmawiam o tym wszystkim z Jezusem? Czy zdecydowanie odrzucam postawę fałszywej poprawności i mówię z Nim o wszystkim?
  • On im odrzekł: «Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach, aby patrzyli uważnie, a nie widzieli, słuchali uważnie, a nie rozumieli, żeby się nie nawrócili i nie była im odpuszczona [wina]» (ww. 11-12) Odpowiedź Jezusa na pytanie uczniów jest złożona. Najpierw odnosi się do tajemnicy „królestwa Bożego” (gr. to mysteroin tes basileias tu theu), która została przekazana uczniom. Użyty tutaj czasownik didomi, użyty jest w stronie biernej czasu przeszłego dokonanego (dosł. „została dana”), co z jednej strony odnosi się do czynności zakończonej w przeszłości, której skutki trwają do dzisiaj, a z drugiej wskazuje na Boga jako podmiot. Zatem to nie zasługa uczniów, ale działanie samego Boga sprawiło, że mogą być przy Jezusie i słuchać Jego słowa. Odnośnie do rzeczownika „tajemnica” (gr. mysterion), pochodzi on od czasownika myo (dosł. „milczeć, być cicho”). W Nowym Testamencie mysterion występuje przede wszystkim w listach św. Pawła, gdzie ma dwa znaczenia: objawienie, które według wcześniej ukrytego planu Bożego dokonało się w Chrystusie (np. Rz 16,25-26) lub zwięzłe ukazanie treści chrześcijańskiego orędzia (por. Kol 4,3). Jezus cytuje fragment Księgi Izajasza (Iz 6,9-10), w którym Bóg uprzedza proroka, że zostaje powołany do głoszenia sądu nad Izraelem w czasie, gdy naród jest pogrążony w grzechu i niesprawiedliwości, a więc jego przesłanie spotka się z upartym oporem. To nie Bóg zablokuje uszy i oczy ludzi. Ludzie sami się zaślepią i zagłuszą, aby uniknąć prorockiego głoszenia i trwać w swoim buncie. Także Jezus, głosząc tajemnicę królestwa Bożego, zwraca się do krnąbrnego pokolenia, z którego wielu się zatwardzi, aby w wyniku ewentualnego zrozumienia Jego słów nie stanąć przed koniecznością nawrócenia. Werset ten uczy mnie pokory. Fakt, że jestem chrześcijaninem, że spotkałem Chrystusa, nie jest moją zasługą. To „sprawka” samego Boga. To, co ode mnie zależy, to czy będę miał w sobie zgodę na słuchanie Jego słowa, nawet jeśli będzie to oznaczać całkowite przemeblowanie mojego życia. Czy mam dzisiaj w sobie taką dyspozycyjność?
  • I mówił im: «Nie rozumiecie tej przypowieści? Jakże więc zrozumiecie inne przypowieści? (w. 13) W dalszej części wypowiedzi Jezus spełnienia prośbę swoich uczniów, udzielając im wyczerpującego wyjaśnienia przypowieści o siewcy. Najpierw jednak wypowiada dwa retoryczne pytania, które nie tyle odnoszą się do ich niezrozumienia usłyszanej paraboli, co podkreślają, że stanowi ona klucz do pojęcia wszystkich innych przypowieści. Uczniowie, jak to często zostaje podkreślone w Markowej Ewangelii (por. Mk 7,18; 8,17-21; 9,32), bardzo powoli dochodzili do zrozumienia nauki Pana. Chwilę wcześniej sam Jezus stwierdził, że tajemnica Królestwa została dana im została przez Boga, jednakże potrzeba jeszcze, by pozwolili wciągnąć się w dynamikę przypowieści i jej radykalne implikacje dla ich życia. Idąc drogą wiary, łatwo jest popaść w samozadowolenie. Przecież tyle już dla Pana Boga uczyniłem, tyle zrozumiałem… Po co jeszcze dalej się wysilać? Powinno przecież wystarczyć. Zapominam o prostej, ale i bardzo ważnej zasadzie życiowej, że kto stoi w miejscu, tak naprawdę się cofa. Doskonale pasuje ona również do życia duchowego. Potrzebuję ciągle powracać do tego, co najważniejsze, do kerygmatu o Chrystusie, który za mnie umarł i zmartwychwstał. Potrzebuję także ciągłego nawracania się, zmiany myślenia na bardziej ewangeliczne. Zatrzymam się na chwilę przy tej prawdzie.
  • Siewca sieje słowo (w. 14) Już pierwsze słowa wyjaśnienia wskazują, że przypowieść o siewcy jest alegorią, czyli rozbudowaną metaforą, w której każdy szczegół ma znaczenie symboliczne. Postać „siewcy” (gr. ho sperion) nie jest wprost zidentyfikowana, ale szybko domyśleć się możemy, że jest nim sam Jezus. Siane przez Niego „słowo” (gr. ho logos), to nic innego jak głoszone orędzie o królestwie Bożym (por. Mk 1,15), które później stanie się przekazywaną przez Kościół Dobra Nowiną o zbawieniu w Chrystusie (por. Kol 1,5; 1 Tes 1,6; Jk 1,21). Działanie siewcy koncentruje się na rozsiewaniu słowa, które ma w sobie wrodzoną, dynamiczną moc wzrostu (por. Mk 4,26-29). Siewca sieje słowo, nie „siał”, nie „będzie siał”, ale sieje. Werset ten przypomina mi, że Bóg nie ustaje w swoim mówienie do mnie. Czyni to na różne sposoby. Wiele razy przekonałem się, za Jego słowo potrafi mnie spotkać w najmniej spodziewanym momencie i miejscu. Słowo Boga stwarza świat i podtrzymuje go w istnieniu (por. Hbr 1,3). Podobnie jest w moim przypadku. Zaistniałem, ponieważ Bóg wyrzekł słowo, żyję, ponieważ On dalej mówi. Jakie myśli i uczucia rodzą się we mnie, gdy uświadamiam sobie tę prawdę.
  • A oto są ci, [którzy są] na drodze: u nich sieje się słowo, a skoro je usłyszą, zaraz przychodzi szatan i porywa słowo w nich zasiane (w. 15) W dalszej części Jezusowego wyjaśnienie zidentyfikowane zostają cztery typy ludzkiej reakcji na słowo. Przy czym, niekoniecznie musza one odnosić się do całkowicie odrębnych kategorii ludzi. Mogą opisywać reakcje tej samej osoby w różnym czasie. Ci „na drodze” (gr. para ten hodon) to osoby, w których słowo nie spotyka się z żadnym zainteresowaniem. Podobnie jak w przypadku ziaren na ubitej ścieżce, Ewangelia nie ma szansy w nich wniknąć. „Szatan” (gr. ho satanas) niczym chciwy ptak zniża się i porywa je, być może poprzez rozproszenia, lęki lub błędne rozumowanie. Przykładem takiej postawy będzie sam Piotr, gdy Jezus „będzie siał” słowo o swojej nadchodzącej męce (Mk 8,31-33). Piotr gwałtownie zareagował na zapowiedź męki Jezusa. Nie dał jej wybrzmieć do końca w swoim sercu. Nie pozwolił, by otworzyła przed nim całe swoje bogactwo. Nie wystarczy samo zainteresowanie Słowem, potrzebne jest również przyzwolenie, by w swoim tempie zapuszczało we mnie swoje korzenie. Czy moje spotkania ze słowem są przygotowane (odpowiednie miejsce, cisza itd.)? W jaki sposób na modlitwie Słowem walczę z pokusą pośpiechu, szybkiego powrotu do codziennych zajęć?
  • Podobnie zasiewem na gruncie skalistym są ci, którzy gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością, lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Potem gdy nastanie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują (ww. 16-17) Drugi typ słuchaczy to „grunt skalisty” (gr. epi ta petrode), czyli ci, którzy początkowo „z radością” (gr. meta charas) przyjmują słowo. Jednakże jest w nich ukryta pewna zatwardziałość serca, która uniemożliwia słowu wniknąć w nich głęboko. Efekt jest taki, że ich wierność Chrystusowi jest zbyt powierzchowna, aby przetrwać w chwili ucisku lub prześladowania. Próby są nieuniknioną częścią chrześcijańskiego życia (por. Mk 10,30; 13,9). Bardzo szybko przekonał się o tym Kościół pierwotny (Dz 8,1; 2 Kor 12,10; 1 P 4,12-14). Ci, którzy nie są tego świadomi, „zaraz się załamują” (gr. euthys skandalidzontai, dosł. „zaraz się potykają”). Tak będzie z uczniami Jezusa w chwili Jego aresztowania (por. Mk 14,27.50). Nie raz doświadczyłem, jak wielką radość może przynieść słuchanie Słowa, jaki entuzjazm potrafi Ono wzbudzić w moim sercu. Z drugiej strony przekonałem się, że entuzjazm czy inne pozytywne uczucia muszą przerodzić się w konkretny sposób myślenia, w trwałe postawy. Jeśli tego brakuje, trudności, które napotykam w życiu, bardzo szybko sprowadzają mnie do parteru. Jak wygląda moje wypełnianie postanowień z modlitwy Słowem? Czy wytrwale dążę do ich zrealizowania?
  • Są inni, którzy są zasiani między ciernie: to ci, którzy wprawdzie słuchają słowa, lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że pozostaje bezowocne (ww. 18-19) Kolejny typ słuchaczy to „zasiani między ciernie” (gr. eis tas akanthas speiromenoi). Pozwalają słowu wniknąć do swojego serca, jednocześnie dopuszczając, by wkradły się do niego inne rzeczy, które konkurują z nim o pierwszeństwo. Codzienne „troski tego świata” (gr. chai merimnai tu aionos) są nieuniknioną częścią życia, zwłaszcza dla tych, którzy są w związku małżeńskim i wychowują dzieci (por. 1 Kor 7,32-34). Niebezpieczeństwo jednak polega na tym, że pozwalamy, by te uzasadnione obawy przejęły nad nami kontrolę i stłumiły oddanie Chrystusowi. Zwodnicza „ułuda bogactwa” (gr. he apate tu plutu) i „inne rządze” (gr. ta loipa epithymiai), jak władza, posiadanie dóbr i prestiż, również okazują się zgubne (por. Mk 10,37; 12,38-40). Przykładem takiej postawy będzie w dalszej części Ewangelii bogaty młodzieniec, który nie potrafił rozstać się ze swoim bogactwem (por. Mk 10,17-22). Słowo Boga nie może mieć konkurencji w moim sercu. Nie może być na pierwszym miejscu, ale na jedynym. Gdy pozwalam, by pojawiały się w moim wnętrzu jakieś inne „prawdy”, albo gdy podążam za czymś innymi, niż wypełnienie woli Ojca, wcześniej czy później uświadamiam sobie, że odszedłem daleko, że znowu znajduję się na jakichś manowcach. W codziennym życiu potrzebuję uwagi i rozwagi, by nie utracić tego, co najcenniejsze. Porozmawiam z Jezusem o rzeczach, które najczęściej odrywają mnie od Niego i zajmują miejsce Jego słowa.
  • Wreszcie zasiani na ziemię żyzną są ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny» (w. 20) Ostatnim typem słuchaczy są „zasiani na ziemię żyzną” (gr. epi ten gen ten kalen). To ci, którzy nie tylko słuchają słowa, ale w całości je przyjmują, a następnie, niczym najlepsza gleba, „wydają owoc” (gr. karpoforusin). Chociaż samo ziarno ma w sobie wewnętrzny dynamizm, który pozwala mu wzrastać, jak Jezus za chwilę wyjaśni (por. Mk 4,26-29), wydanie owoców wymaga intensywnej osobistej współpracy ze słowem. Nie wystarczy samo słuchanie, trzeba jeszcze podjąć trud jego zrozumienia i przyjęcia do serca oraz pozwolić mu przemieniać całe życie. Na zakończenie dzisiejszej modlitwy Słowem przypomnę sobie te fragmenty Pisma Świętego, które do tej pory najbardziej do mnie przemówiły. Czy widzę ich owoc w moim życiu? Jeśli nie, to co nie pozwoliło im zaowocować?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, ucz mnie słuchania, rozważania i wypełniania Twojego słowa”.

Kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką (Mk 3,31-35)

Przygotowanie

  • Dzisiejsza Ewangelia opisuje ważny moment publicznej działalności Jezusa, który reagując na pojawienie się swoich bliskich, ogłasza kryterium przynależenia do Jego nowej rodziny. Kryterium krwi zastępuje kryterium wiary, która wyraża się pełnieniem woli Bożej. Duchu Święty, przyjdź i prowadź mnie w modlitwie Słowem.

Punkty do medytacji

  • Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać (w. 31) Po wyborze Dwunastu (por. Mk 3,13-19) Jezus wraz z uczniami powrócił do Kafarnuam, do domu Szymona Piotra i Andrzeja. Nie było jednak im dane skorzystać z domowej atmosfery, gdyż miejscowi szybko dowiedzieli się o obecności Pana i tłumnie zgromadzili wokół Niego (por. Mk 3,21). Marek wspomniał także, że w tym samym czasie bliscy Jezusa dowiedzieli się o pogłoskach, iż oszalał i wybrali się Kafarnaum, by Go powstrzymać (por. Mk 3,22). Wątek Jezusowej rodziny został przerwany opisem dysputy z uczonymi w Piśmie (por. Mk 3,22-30), by powrócić w dzisiejszym fragmencie. Marek podkreśla, że „Jego Matka” (gr. he meter autu) i „bracia” (gr. hoi adelfoi autu; synowie Józefa z pierwszego małżeństwa lub dalsi krewni) nie weszli do domu, lecz zatrzymali się „na dworze” (gr. ekso stekontes) i stamtąd „posłali po Niego” (gr. apesteilan pros auton). Z narracyjnego punktu widzenia jest to zrozumiałe. Znaleźć tu jednak możemy dodatkowe, symboliczne znaczenie, a mianowicie podkreślenie dystansu, jaki w tej chwili dzielił bliskich Jezusa od Niego. Nie rozumieli oni Jego poczynań i nie chcieli, by opinia o Jego szaleństwie przylgnęła do ich rodziny. Boża obecności i działanie w naszym życiu nie są chaotyczne czy reaktywne, ale zawsze wpisują się obraz Boga objawiony przez Jezusa na krzyżu. Bogu naprawdę na nas zależy i choć czasami nas zaskakuje lub wybija ze schematycznego myślenia, zawsze na calu ma nasze zbawienia. Czy ufam Jezusowi do końca? Przypomnę sobie momenty, kiedy był we mnie brak zgody na Boże słowo lub na to, w jaki sposób Pan prowadzi moje życie.
  • A tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze szukają Ciebie» (w. 32) Jezus jest otoczony przez „tłum ludzi” (gr. ochlos), który na tym etapie Jego działalności jest jeszcze Jemu przychylny (por. Mk 15,6-15). Otaczający Go ludzie dosłownie i w przenośni są blisko Jego nauki oraz osoby. W takiej atmosferze pojawia się informacja o Matce i braciach „szukających” (gr. dzeteo, dosł. „poszukują”) Go. Słowa te brzmią niemal jak wyrzut, że Jezus zaniedbuje swoje podstawowe obowiązki wobec najbliższych. Ponadto przekazanie wiadomości przerywa zapewne jakąś Jego wypowiedź. Jezus nagle znajduje się w trudnym położeniu, gdyż zostaje zmuszony do publicznego wyboru między lojalnością wobec rodziny a kontynuowaniem powierzonej Mu misji. Kroczenie drogą wiary ze swej natury wymaga od nas przewartościowania swojego życia. Nierzadko prowadzi do konieczności podjęcia trudnych wyborów. Przed jakim wyborem jestem dzisiaj? Czy pamiętam, że najlepszym punktem startu w takich sytuacjach jest otwarcie się na Ducha Świętego i Jego prowadzenie?
  • Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i [którzy] są moimi braćmi?» (w. 33) Reakcja Jezusa przybiera zaskakującą formę. Zamiast przerwać swoje nauczanie i wyjść do bliskich, wykorzystuje tę okazję do głębszego objawienia natury relacji łączącej człowieka z Bogiem. Jego pytanie retoryczne – „Któż jest moją matką i [którzy] są braćmi?” – nie jest bynajmniej wyrazem braku szacunku czy emocjonalnego odrzucenia rodziny, zwłaszcza Maryi. Ma ono na celu zburzenie dotychczasowych, skostniałych schematów myślenia o przynależności do Bożej wspólnoty. Wielu bowiem Żydów w tamtym czasie uważało, że wystarczy sama przynależność do Narodu Wybranego, odziedziczona po przodkach. Większość z nas chrzest przyjęła w dzieciństwie. Rodzice czy dziadkowie nauczyli nas Znaku Krzyża i pacierza. Od małego uczestniczymy w niedzielnych Eucharystiach. Mniej lub bardziej regularnie chodzimy do spowiedzi, a co roku świętujemy Boże Narodzenie i Wielkanoc. Mimo że nasze społeczeństwo ulega procesom sekularyzacji, to jednak nadal wiele wartości chrześcijańskich reguluje nasze życie rodzinne i społeczne. Jeśli na odpowiednim etapie nie wejdziemy w świadome i głębsze przeżywanie wiary, stanie się ona dla nas zbiorem czynności, które jako tako należy wykonać, aby mieć przychylność ze strony Boga. Tymczasem Jego pragnieniem nie jest zgromadzenie wokół siebie poprawnych wyznawców, lecz wprowadzenie każdego z nas w życiową komunię z Nim. Na jakim etapie dzisiaj jestem? Czy nadal postrzegam chrześcijaństwo jako zbiór nakazów i zakazów, czy może odkrywam w sobie pragnienia zjednoczenia z Bogiem?
  • I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: «Oto moja matka i moi bracia (w. 24) Zanim sam odpowie na postawione przez siebie pytanie, Jezus powoli obejmuje spojrzeniem siedzących wokół Niego, co odczytać można jako wyraźny gest akceptacji. Następnie, wskazując na uczniów, a nie na krewnych za drzwiami, Pan dokonuje rewolucyjnego aktu przyjęcia obcych ludzi do swojej rodziny. Ci, którzy znajdują się wewnątrz domu i słuchają Jego słowa, stają się teraz Jego prawdziwymi krewnymi, w przeciwieństwie do tych, którzy fizycznie i duchowo pozostali na zewnątrz. Spojrzenie Jezusa jest zawsze akceptujące. On przyjmuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Nie wyrzuca nam naszych błędów i grzechów. Wie dobrze, że sami nie jesteśmy w stanie sobie z nimi poradzić. Jedynie bycie z Nim, słuchanie Jego słowa, doświadczanie Jego obecności w Eucharystii i w innych sakramentach, jest źródłem naszej duchowej przemiany. Wyobrażę sobie siebie pośród ludzi otaczających Jezusa w domu w Kafarnaum. Jego spojrzenie zatrzymuje się także na mnie. Jakie myśli i uczucia rodzą się we mnie w tym momencie?
  • Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką» (w. 35) W kolejnych słowach Jezus wskazuje na ostatecze i jedyne kryterium przynależności do Jego prawdziwej rodziny. Jego rodziną jest każdy, kto „pełni wolę Bożą” (gr. hos gar an poiese to thelema tu theu). To rewolucyjne stwierdzenie otwiera drogę do osobistej świętości dla każdego człowieka, niezależnie od jego historii, miejsca urodzenia, czy aktualnej sytuacji życiowej. Posłuszeństwo woli Ojca staje się nowym duchowym DNA, które łączy członków Jezusowej rodziny silniej niż jakiekolwiek ziemskie pokrewieństwo. Pełnienia woli Bożej nie można ograniczać jedynie do przestrzegania Bożych przykazań. Chrześcijaństwo nie jest grupą ludzi, którzy posiadają najlepszy kodeks prawa na świecie. Słowo, do którego mamy dostęp w Piśmie Świętym i Tradycji Kościoła, pozwala nam spojrzeć na nasze życie jako na przestrzeń, w której Bóg nieustannie do nas mówi – przez poruszenie serca, wydarzenia, osoby itd. Pełnienie woli Bożej rozpoczyna się do odkrycia, do czego Pan nas zaprasza w konkretnych życiowych sytuacjach. Co dzisiaj rozeznaję jako Bożą wolę? Do czego zachęca mnie Słowo? Jaka będzie moja odpowiedź?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, ucz mnie rozeznawać Bożą wolę na co dzień, dawaj mi swojego Ducha, bym był jej wierny i nigdy nie zrezygnował z bycia w Twojej rodzinie”.

Oto posyłam was jak owce między wilki (Łk 10,1-9)

Przygotowanie

  • We wspomnienie świętych biskupów, Tymoteusza i Tytusa, liturgia przytacza fragment Ewangelii Łukasza, w którym Jezus posyła z misją siedemdziesięciu dwóch uczniów. Wskazania, które przy tym im daje, chociaż mocno zanurzone w realiach ówczesnego świata, w swojej istocie nie tracą swej aktualności i podpowiadają na czym ma polegać nasze ewangeliczne świadectwo. Duchu Święty, tchnij na mnie z dzisiejszego Słowa, ożyw we mnie powołanie ucznia i misjonarza Chrystusa.

Punkty do medytacji

  • Następnie wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwu i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał (w. 1) Łukasz jako jedyny z ewangelistów, oprócz opisu posłania dwunastu apostołów (por. Łk 9,1-6; Mt 10,5-16; Mk 6,7-13), wewnątrz swojej narracji umieszcza dodatkowe opowiadanie o posłaniu innych „siedemdziesięciu dwu uczniów” (gr. hebdomekonta duo). Podczas gdy misja Dwunastu ukierunkowana była na zgromadzenie dwunastu pokoleń Izraela, wysłanie tej drugiej grupy zapowiada misję pośród pogan, gdyż „siedemdziesiąt” lub „siedemdziesiąt dwa” to w tradycji biblijnej liczba narodów pogańskich (por. Rdz 10). Wybrani mają iść „po dwóch” (gr. ana dyo), aby ich świadectwo było wiarygodne w świetle Prawa, które wymagało dwóch świadków do potwierdzenia danej prawdy (por. Pwt 17,6; 19,15). Ponadto, idąc w parach, będą mogli być dla siebie wzajemnym wsparciem w trudach podróży i ewentualnych niebezpieczeństwach. Uczniowie mają dotrzeć do miejscowości, do których Jezus „sam przyjść zamierzał” (gr. emellen autos erchesthai), czyli ich celem nadrzędnym będzie przygotowanie ludzkich serc na spotkanie z Panem. Świat dzisiejszy, nawet w miejscach, które od wieków były chrześcijańskie, na nowo staje się pogański. Wielu ludzi nie zna Jezusa ani Jego nauki. Coraz bardziej nagląca staje się potrzeba Nowej Ewangelizacji. Jaki jest mój wkład w głoszenie Dobrej Nowiny? Czy dostrzegam i wykorzystuje okazje do tego, by w ramach mojego życiowego powołania być świadkiem Chrystusa?
  • Powiedział też do nich: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo (w. 2) Posyłając siedemdziesięciu dwóch z misją, Jezusa używa obrazu „wielkiego żniwa” (gr. therismos polys), który wskazuje na ogromną liczbę ludzi oczekujących na zbawienie (por. J 4,35). Aby dotrzeć do wszystkich, potrzeba odpowiedniej liczby ewangelizatorów. Tymczasem, nawet jeśli siedemdziesięciu dwóch to zdecydowanie więcej niż dwunastu, w dalszym ciągu jest to liczba znikoma w porównaniu z potrzebami. Dlatego Pan podkreśla, że rozwiązaniem tego problemu nie jest gorączkowa rekrutacja, lecz przede wszystkim modlitwa do „Pana żniwa” (gr. tu kyriu tu therismu). To Bóg jest suwerennym właścicielem pola, na którym odbywa się żniwo i to On powołuje oraz posyła odpowiednich ludzi do pracy. Od czasu do czasu docierają do nas informacje o zmniejszającej się liczbie kandydatów do kapłaństwa, zarówno diecezjalnego, jak i zakonnego. Fenomen ruchów zrzeszających świeckich żyjących charyzmatem głoszenia Dobrej Nowiny, choć niekiedy przyciąga uwagę i zachwyca, to nadal wydaje się być zjawiskiem niewystarczającym. Fakty te mogą nie napawać optymizmem. Jednakże w dalszym ciągu i pole i żniwo należą do Boga. On nadal wybiera i posyła. Czy modlę się w intencji powołanych, zarówno tych, którzy jeszcze rozeznają i są przed podjęciem życiowej decyzji, jak i tych, którzy już wypełniają powierzoną im misję?
  • Idźcie! Oto posyłam was jak owce między wilki (w. 3) Jezus nie ukrywa przed uczniami prawdy o czekających ich zagrożeniach i porównuje ich do bezbronnych „owiec” (gr. aren) wchodzących w środowisko drapieżnych „wilków” (gr. lykos). Na drodze realizowania zleconego im zadania, podobnie jak ich Mistrz, będą spotykać przeciwników. Niektórzy prawdziwie będą przypominać drapieżników. Jednakże ich postawa wobec mających nadejść ataków niezmiennie ma być pełna łagodności. Nie są posyłani jako wojownicy, którzy siłą będą ustanawiać królestwo Boże (por. Łk 10,9). Raczej mają iść, niosąc pozdrowienie pokoju (por. Łk 9,5). Zło będą zwyciężać dobrem, zachowując łagodność pomimo otaczającej ich wrogości. Ich jedyną obroną będzie obecność i opieka Tego, który ich posyła. Paradoksalnie, to właśnie postawa ewangelicznej bezbronności staje się najsilniejszym chrześcijańskim świadectwem, które ma moc przerwać krąg zacietrzewienia i przemocy. Doświadczenie życiowe pokazuje, jak trudno jest być owcą między wilkami, zwłaszcza jeżeli chodzi o sprawy wiary. Łatwo jest zapałać „świętym gniewem”. Przypomnę sobie sytuacje, w których nie potrafiłem zachować łagodności. Porozmawiam o tym z Jezusem.
  • Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie (w. 4) Jezusowy zakaz zabierania na drogę „trzosa” (gr. ballantion) na pieniądze, „torby” (gr. peran) na zapasy i drugiej pary „sandałów” (gr. hypodemata) oznacza radykalne ubóstwo oraz całkowite zaufanie Bożej Opatrzności, która będzie działać przez tych, którzy zaoferują uczniom gościnę. Natomiast polecenie, by nikogo w drodze nie pozdrawiać, nie jest zachętą do nieuprzejmości, lecz podkreśla pilność misji. Przypominają się tutaj słowa Elizeusza do sługi Gehaziego, kiedy posyłał go z zadaniem niecierpiącym zwłoki: „Jeżeli spotkasz kogoś, nie pozdrawiaj go; a jeżeli ktoś ciebie pozdrowi, nie odpowiadaj mu” (2 Krl 4,29). Powierzone uczniom zadanie jest tak ważne, że nie można tracić czasu na długie ceremonie powitalne, charakterystyczne dla Bliskiego Wschodu. Uczniowie mają być pielgrzymami, których nic nie obciąża i nic nie zatrzymuje w drodze do celu. Dobra materialne są niezwykle skutecznym narzędziem, którym posługuje się zły, by zdeprawować serce człowieka. Nie omija to także głoszących Chrystusa. Troska o to, co się posiada, niejednego misjonarza „zatrzymała w dokach” i niejedno dzieło ewangelizacyjne zniszczyła. Jaki jest mój stosunek do dóbr materialnych? W czym upatruję moje życiowe zabezpieczenie?
  • Gdy wejdziecie do jakiegoś domu, najpierw mówcie: Pokój temu domowi. Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was (ww. 5-6) W kolejnej wskazówce Jezus podkreśla, że wejście uczniów do jakiegokolwiek domostwa ma rozpoczynać się od przekazania życzenia „pokoju” (gr. eirene). Nie chodzi tutaj o zwykły brak konfliktu czy spokojne i wygodne życie, lecz o biblijne szalom, które oznacza pełnię Bożego błogosławieństwa. Określenie „człowiek godny pokoju” (gr. hyios eirenes, dosł. „syn pokoju”) oznacza człowieka, który jest otwarty na Boga i gotowy przyjąć Ewangelię. W przypadku odrzucenia orędzia przez domowników, dar pokoju nie przepadnie bezowocnie, lecz „powróci” (gr. anakampsei) do głoszącego. Jezus chce uchronić uczniów przed poczuciem osobistej porażki, gdy spotka ich brak akceptacji ze strony ludzi. Wskazuje, że odpowiedzialność za przyjęcie lub odrzucenie głoszonego orędzia spoczywa ostatecznie na wolnej woli słuchaczy. Bycie świadkiem Chrystusa wymaga wolności i dystansu wobec ludzkiej reakcji na głoszone świadectwo. My jesteśmy tylko świadkami. Właściwy dramat rozgrywa się na linii Bóg – zachęcany do uwierzenia w Niego człowiek. Św. Ignacy Loyola kiedyś powiedział: „Pracuj tak, jakby wszystko zależało do ciebie, ale ufaj tak, jakby wszystko zależało do Boga”. Czy mam świadomość, że ostateczny efekt mojego chrześcijańskiego świadectwa nie zależy ode mnie? Czy zachowuję wewnętrzną wolność, gdy zostaje ono odrzucone?
  • W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co będą mieli: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu (w. 7) Kolejny nakaz Jezusa – pozostawania w „w tym samym domu” (gr. en aute te oikia) – ma na celu zabezpieczenie uczniów przed pokusą szukania wygód i przenoszenia się do bogatszych gospodarzy. Zamiast szukać lepszego miejsca, mają oni budować głębsze relacje z przyjmującą ich rodziną, której dom może się stać bazą dla lokalnej misji. Zaś przyjmowanie posiłków będzie wyrazem pokory misjonarzy, którzy będą godzić się na to, by być zależnym od dobroci gospodarzy. Ponadto Jezus ustanawia zasadę, że głosząc Ewangelię, uczniowie będą mieli moralne prawo do utrzymania ze strony tych, którym duchowo będą służyć (por. Mt 10,10; 1 Kor 9,14; 1 Tm 5,18). Historia pierwotnego Kościoła pokazuje, że to nie bogate domy i pałace, ale ubogie domostwa najuboższych dzielnic i wiosek stały się „pasem transmisyjnym” Ewangelii. Pierwsi misjonarze chrześcijańscy byli wierni wskazaniom Chrystusa, co poświadcza św. Paweł w Liście do Filipian: „Umiem cierpieć biedę, umiem też korzystać z obfitości. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, korzystać z obfitości i doznawać niedostatku” (Flp 4,12). Po raz kolejny dzisiejsze Słowo pyta mnie o moją wolność wobec dóbr materialnych. Ponownie w kontekście głoszenia Ewangelii. Czy mam świadomość, że jest ona jednym z papierków lakmusowych jakości mojego ewangelicznego świadectwa?
  • Jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże (ww. 8-9) Przechodzimy do ostatnich wskazań Jezusa zacytowanych przez dzisiejszą perykopę ewangeliczną. Wbrew pozorom słowa o spożywaniu tego, co zostanie podane, nie są parafraza myśli wyrażonej w poprzednim wersecie. W rzeczywistości wyrażają one pewną rewolucyjną myśl, znosząc bariery surowych starotestamentalnych przepisów dotyczących pokarmów (por. Kpł 10; Pwt 14; 1 Kor 10,27). Uczniowie mają przedkładać relację z drugim człowiekiem i głoszenie Ewangelii nad rygorystyczną interpretację Prawa. Taka postawa skutecznie będzie usuwać dystans między misjonarzami a mieszkańcami pogańskich miejscowości. Wspólny stół stanie się uprzywilejowanym miejscem budowania więzi i głoszenia Królestwa Bożego. Ponadto działalność uczniów ma łączyć w sobie uzdrawianie chorych z głoszeniem ewangelicznego orędzia. Czynione przez nich nadzwyczajne znaki nie będą celem samym w sobie, lecz potwierdzeniem prawdziwości i mocy głoszonych słów. Zwrot „przybliżyło się do was Królestwo Boże” (gr. engiken ef hymas he basileia tu theu) oznacza, że w osobie Jezusa Bóg wkracza w historię świata, by panować i zbawiać. Wielokrotne potyczki słowne Jezusa z uczonymi w Prawie i faryzeuszami pokazały, jak głęboko może utkwić w człowieku religijny rygoryzm. Także pierwotny Kościół, oparty w dużej części na Żydach, którzy przyjęli Jezusa jako Mesjasza, miał z tym nie lada problem (por. Dz 15). Formalna poprawność kusi, gdyż może stać się zamiennikiem wymagającego samozaparcia nawrócenia oraz zagłusza nasze kompleksy, pozwalając wynosić się ponad „mniej sprawiedliwych”. Jak to wygląda w moim przypadku? Czy potrafię „jeść, co mi podadzą”, czyli pamiętam o celu ewangelizacji, jakim jest wprowadzenie bliźniego w obszar czułej miłości Boga?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, daj mi łaskę wewnętrznej wolności, chroń mnie przed religijnym rygoryzmem i pomóż dostrzec dobro w każdym napotkanym człowieku”.