Wielu bowiem uzdrowił (Mk 3,7-12)

Przygotowanie

  • Mimo sprzeciwu ze strony faryzeuszów, wieść o Jezusie zatacza coraz to szersze kręgi. Brzeg Jeziora Galilejskiego staje się niemym świadkiem napływu ludzi ze wszystkich stron ówczesnej Palestyny. Przychodzą oni do Pana, by doświadczyć Jego uzdrawiającej mocy. Duchu Święty, otwórz moje serce na dar dzisiejszego Słowa.

Punkty do medytacji

  • Jezus zaś oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora (w. 7) Po konfrontacji z faryzeuszami w synagodze (por. Mk 3,1-6) Jezus ponownie przenosi swoją działalność nad Jezioro Galilejskie. Ewangelista Marek kilkukrotnie wspomina, że Jezus udawał się na tereny odosobnione, aby zanurzyć się w osobistej modlitwie lub skoncentrować się na formacji najbliższych uczniów (np. 1,35; 3,13; 6,31-33). Rozmowa z Ojcem, zwłaszcza w chwilach trudnych doświadczeń, jak na przykład konfrontacja z tymi, którzy nie chcą otworzyć się na rzeczywistość Królestwa, jest czymś fundamentalnym. W jaki sposób przeżywam moją codzienną modlitwę? Czy jest ona wyrazem mojej tęsknoty za doświadczeniem Bożej obecności, czy może w dalszym ciągu przykrym obowiązkiem? Co mogę zrobić, by pogłębić moje życie modlitewne?
  • A przyszło za Nim wielkie mnóstwo ludzi z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o tym, jak wiele działał (ww. 7-8) Mimo że Jezus spotyka się z ostrą opozycją ze strony ówczesnych elit religijnych, wieść o Jego cudotwórczej działalności i nauczaniu z Pana tłumy przyszły nie tylko z terenów zamieszkałych głównie przez Żydów, jak Galilea i Judea, lecz również z ziem pogańskich, jak Idumea (na południe od Judei), Zajordanie (dzisiejsza Jordania i Syria) oraz Tyr i Sydon (na północ od Galilei). Dobrej Nowiny nie da się zagłuszyć. Nawet jeśli czasami wydaje się, że jej blask przygasa i ktoś, czasami nawet całe społeczności, decyduje się z niej zrezygnować, w Bogu wiadomy sposób w dalszym ciągu znajduje ona drogę do ludzkich serc. Także w dzisiejszym zlaicyzowanym świecie usłyszeć możemy o wzroście liczby chrztów we Francji, zwiększającej się liczbie powołań w Stanach Zjednoczonych, czy o fenomenie zainteresowania Pismem Świętym pośród młodych w Wielkiej Brytanii. Czy z nadzieją patrzę na rzeczywistość współczesnego Kościoła? Czy mimo dręczących go trudności, dostrzegam ogrom dobra, które w dalszym ciągu przynosi człowiekowi? Czy zdecydowanie odrzucam pokusę narzekania i podawania dalej, często niesprawdzonych, „kościelnych sensacyjek”?
  • Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby na Niego nie napierano. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby Go dotknąć (ww. 9-10) Zainteresowanie tłumu wykazuje pewna niedoskonałość. Przychodzący do Jezusa wydają się koncentrować nie tyle na Nim samym, co na ewentualnym dobru, którego w spotkaniu z Nim mogliby doświadczyć. Widać w nich pewien rodzaj desperacji. Być może wielu z nich przez całe swoje życie doświadczało ograniczeń wynikających z trapiących ich chorób, z których nikt nie mógł ich uleczyć. I oto teraz na horyzoncie pojawia się Ktoś, kto jak wieść niesie, jest w stanie przywrócić zdrowie każdemu. Jednakże uzdrowicielska moc Jezusa nie definiuje Jego tożsamości w pełni. Ma On o wiele więcej do zaoferowania niż jedynie przywrócenie fizycznego zdrowia. Na tym etapie tłumy jeszcze dostrzec nie mogą. A jaka jest moja motywacja spotykania Jezusa? Czy widzę w Nim jedynie cudotwórcę, który może poprawić komfort mojego codziennego życia, czy może kogoś więcej, Zbawiciela, który ma moc uwolnić mnie z niewoli grzechu i obdarzyć wolnością dziecka Bożego?
  • Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: «Ty jesteś Syn Boży». Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały (ww. 11-12) Pośród przychodzących do Jezusa są także osoby dręczone przez duchy nieczyste. W przeciwieństwie do ówczesnych władz religijnych lub tłumów, te nadprzyrodzone istoty mają jasną i pewną wiedzę o tym, kim jest Jezus. Padają przed Nim, lecz nie jest to w żadnym wypadku oznaka prawdziwego uwielbienia, a mimowolna reakcja na Jego boską obecność. Ich głośny okrzyk – „Ty jesteś Syn Boży! – nie jest wyznaniem wiary, ale nieskuteczną próbą uczynienia Go nieszkodliwym. W ten sposób bowiem chcą zakłócić stopniowe objawianie się Jego tożsamości (tzw. sekret mesjański). Czy odrzucam pokusę „zapanowania” nad Jezusem poprzez gromadzenie wiedzy na Jego temat? Czy poznawanie misterium Jego osoby łączę ze szczerym pragnieniem oddania Mu mojego życia?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, oczyszczaj moje intencje i wzbudzaj w moim sercu pragnienie trwania w Twej obecności”.

A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć (Mk 3,1-6)

Przygotowanie

  • Dzisiejsza perykopa jest ostatnim z pięciu kolejnych fragmentów Ewangelii Marka, w których działanie Jezusa lub Jego uczniów spotyka się z opozycją ze strony ówczesnych elit żydowskich (por. Mk 2,1-3,6). Tym razem jednak sprawa nie zakończy się jedynie na krytyce. Przeciwnicy Jezusa zawiążą spisek, którego celem będzie Jego śmierć. W chwili ciszy uspokoję moje serce, przygotuje je na słuchanie Słowa.

Punkty do medytacji

  • Wszedł znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę (w. 1) Narracja Markowej Ewangelii ponownie przenosi się do synagogi. Jezus spotyka tam człowieka z „uschniętą ręką” (gr. ekserammenen echon ten cheira). Chodzi o rękę dotknięta atrofią, prawdopodobnie sparaliżowaną. Forma użytego czasownika (imiesłów czasu przeszłego dokonanego strony biernej) sugeruje długotrwałą chorobę, być może od urodzenia. W ówczesnych realiach, kiedy większość ludzi żyła z pracy własnych rąk, ten rodzaj niepełnosprawności stanowił poważny problem, gdyż uniemożliwiał mężczyźnie podjęcie pracy fizycznej, czyniąc go zależnym od innych. Obecność cierpiącego w miejscu modlitwy jest niemym wołaniem o Bożą interwencję. Jezus w dzisiejszej Ewangelii uczy mnie wrażliwości na ludzkie cierpienie. Wzywa, bym nie przechodził obok niego obojętnie. Za każdą chorobą, ułomnością czy bólem kryje się konkretny człowiek. Czy pielęgnuję w sobie wrażliwość na ludzi cierpiących?
  • A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć (w. 2) Przeciwnicy Jezusa (chodzi o faryzeuszy z w. 6) bacznie Go obserwują, ale nie z ciekawości czy wiary, lecz z chęci znalezienia dowodu winy. Nie dostrzegają cierpiącego mężczyzny. Ich wzrok koncentruje się na Jezusie, potencjalnym łamaczu Prawa. Szabat, zamiast być czasem świętowania, staje się dla nich okazją do zastawienia pułapki. Przeciwnicy Jezusa zakładają, że jest On w stanie uzdrowić mężczyznę i słusznie przypuszczają, że jego widok skłoni Go do tego. W ich rygorystycznym mniemaniu uzdrowienie, które nie jest bezpośrednim ratowaniem życia, będzie rodzajem pracy zakazanej w szabat (por. Łk 13,14). Według Prawa złamanie szabatowego zakazu pracy mogło być ukarane nawet śmiercią (por. Wj 31,14-15; 35,2; Lb 15,32-36). W spojrzeniu faryzeuszy z dzisiejszej Ewangelii kryje się podejrzliwość i podstęp. Z tego powodu nie są w stanie dostrzec tego, co istotne. A jak jest z moim spojrzeniem? Czy potrafię bez zbędnych emocji patrzeć na bliźniego? Czy wystrzegam się podejrzliwości i podstępu?
  • On zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: «Podnieś się na środek!» (w. 3) Jezus nie ignoruje narastającego napięcia, lecz odważnie przejmuje inicjatywę, zwracając się bezpośrednio do chorego. Polecenie „Podnieś się na środek!” (gr. egeire eis to meson) ma na celu wyciągnięcie tego człowieka z cienia i uczynienie go widocznym dla wszystkich zgromadzonych. Chrystus chce, aby nadchodzący cud dokonał się jawnie, jako publiczne świadectwo prawdy, a nie potajemne działanie. Postawienie chorego w centrum zgromadzenia zmusza faryzeuszy do skonfrontowania się z realnym, ludzkim cierpieniem, którego nie chcieli widzieć. Jest to także akt przywracania godności, gdyż człowiek ten przestaje być marginalizowany przez swoją ułomność. Zatrzymam się na chwilę przy tym wersecie. Wyobrażę sobie, że Jezus także do mnie dzisiaj mówi „Podnieś się!”. Co te słowa oznaczają w kontekście mojej własnej ułomności?
  • A do nich powiedział: «Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie uratować czy zabić?» Lecz oni milczeli (w. 4) Jezus zadaje swoim przeciwnikom pytanie, które trafia w sedno prawa Bożego i prawdziwej etyki szabatu. Dylemat – „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego?” – obnaża absurdalność ich restrykcyjnego myślenia o świętym dniu. Zaniechanie dobra, gdy ma się realną możliwość pomocy cierpiącemu, jest w oczach Jezusa równoznaczne z czynieniem zła. Pytanie o „ratowanie życia” (gr. psychen sosai) podnosi stawkę, sugerując, że każde uzdrowienie jest zwycięstwem nad śmiercią. Jednak przeciwnicy milczą. Każda uczciwa odpowiedź byłaby dla nich niewygodna i obnażyłaby ich bezduszność. Jezusowi zależy nie tylko na kalekim mężczyźnie, lecz również na swoich oponentach. Zadając im konkretne pytania, chce wyprowadzić ich na grunt prawdy. Przypomnę sobie te momenty, gdy słowo Boże prowokowało mnie do udzielenia odpowiedzi. Czy potrafiłem wtedy wyjść poza strefę komfortu?
  • Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: «Wyciągnij rękę!» Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa (w. 5) Ewangelista opisuje tutaj rzadki moment, w którym Jezus okazuje święty gniew połączony z głębokim smutkiem. Jego gwałtowna reakcja nie wynika z osobistej urazy, lecz z bólu z powodu „zatwardziałości ich serc” (gr. te porosei tes kardias). Zatwardziałość ta oznacza duchową ślepotę, brak empatii i fanatyczne przywiązanie do formy kosztem treści wiary. Mimo tak wrogiej atmosfery, Jezus wypowiada uzdrawiające „Wyciągnij rękę!” (gr. ekteinon ten cheira). Chory wykonuje ten gest, co skutkuje natychmiastowym przywróceniem sprawności. Co z nauki Jezusa najtrudniej jest mi przyjąć? Na jaką ewangeliczną prawdę moje serce jeszcze jest zamknięte? Porozmawiam o tym z Panem.
  • A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić (w. 6) Reakcja faryzeuszy na ten ewidentny znak Bożej mocy jest szokująca, wręcz irracjonalna. Zamiast uznać autorytet Jezusa i uwielbić Boga, natychmiast wychodzą z synagogi, by uknuć spisek przeciwko Jego życiu. W swojej zaślepionej nienawiści sprzymierzają się nawet z herodianami, którzy byli ich politycznymi i religijnymi wrogami. Wspólny cel – zgładzenie Jezusa – łączy te dwie zwalczające się zazwyczaj grupy w morderczym sojuszu. Faryzeusze, którzy uważali się za wyjątkowo sprawiedliwych i pobożnych, doprowadzą do śmierci Syna Bożego. Ich postawa mogła być zupełnie inna, gdyby tylko nie byli „zaimpregnowani” na słowa Jezusa. Jak dzisiaj wygląda moje serce? Jaka będzie moja odpowiedź na dzisiejsze Słowo?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, mów do mnie, mocą Twojego słowa przebijaj się przed zatwardziałość mojego serca”.

Czemu oni czynią w szabat to, czego nie wolno? (Mk 2,23-28)

Przygotowanie

  • W kolejnej perykopie Markowej Ewangelii, w której opisana zostaje kontrowersja między faryzeuszami i Jezusem, na pierwszy plan wychodzi problem interpretacji Bożego prawa. Zestawiony zostaje legalistyczny rygoryzm ówczesnych elit religijnych z interpretacją Syna Człowieczego, który przypomina, że każdy przepis Prawa motywowany jest miłosierną miłością Boga i ma na celu ochronę człowieka. Duchu Święty, otwieraj przede mną głębię dzisiejszego Słowa, pomóż mi odkryć, co przy jego pomocy Pan chce mi dzisiaj powiedzieć.

Punkty do medytacji

  • Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat pośród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy (w. 23) Jezus wraz z uczniami wędruje przez pola uprawne. Zrywanie kłosów i wyłuskiwanie z nich ziaren było prostym sposobem na zaspokojenie nagłego głodu w podróży. Ewangelista Marek kilka razy wspomina, że Jezus i Jego uczniowie byli tak zajęci posługiwaniem tłumom, że nie mieli czasu na jedzenie (por. Mk 3,20; 6,31; 8,1). W świetle Prawa Mojżeszowego samo korzystanie z plonów na cudzym polu było dozwolone, o ile nie korzystano z narzędzia żniwnego (por. Pwt 23,26). Problemem jednak, z perspektyw faryzeuszów, będzie to, że uczniowie zrywali kłosy w szabat. Uczniowie wędrują z Jezusem przez bezdroża Galilei, zachowują się naturalnie i swobodnie. Mimo że mają świadomość, że towarzyszą Komuś wyjątkowemu, ich zachowanie nie przybiera oficjalnej formy czy odgrywania kogoś, kim nie są. A jak jest w moim przypadku? Czy jestem prawdziwy, gdy się modlę, przeżywam Eucharystię lub inne sakramenty?
  • Na to faryzeusze mówili do Niego: «Patrz, czemu oni czynią w szabat to, czego nie wolno?» (w. 24) Reakcja faryzeuszów jest natychmiastowa, co świadczy o tym, że bacznie śledzili każdy krok Jezusa. Możemy zatem domyślać się, że ich pytanie nie wynika z troski o świętość szabatu, lecz jest atakiem wymierzonym w autorytet Pana. Zwracają uwagę na literalne brzmienie Prawa, które wyraźnie w szabat zabraniało pracy, w tym żniw (por. Wj 34,21). Według faryzeuszów prawdziwa religijność polegała na perfekcyjnym wypełnianiu zakazów, a każde odstępstwo traktowali jak zgorszenie. W ich rozumieniu Bóg jest surowym sędzią, który oczekuje bezwzględnego posłuszeństwa rytuałom, nawet kosztem człowieka. Oskarżenie uczniów jest pośrednim oskarżeniem Jezusa o to, że źle prowadzi swoją wspólnotę i lekceważy tradycje ojców. Faryzeusze obserwujący Jezusa nie mają w sobie pragnienia poznania prawdy. Ich celem jest „recenzowanie” Jego poczynań. W ten sposób stawiają się ponad Nim. Czy potrafię z ufnością i pokorą przyjmować sposób, w jaki Bóg prowadzi moje życie lub życie moich bliskich? Czy w chwilach trudnych lub w obliczu wymagań Ewangelii nie przyjmuję pozycji sędziego, który przypisuje Najwyższemu podejrzane intencje?
  • On im odpowiedział: «Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i poczuł głód, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom» (ww. 25-26) Jezus nie podejmuje dyskusji na poziomie kazuistyki prawnej, lecz odwołuje się bezpośrednio do Pisma Świętego. Przywołuje postać Dawida, który dla ówczesnych Żydów był niekwestionowanym autorytetem i wzorem pobożności. Wskazuje na konkretną sytuację życiową, stan wyższej konieczności spowodowany głodem. Pan przytacza szczegóły wydarzenia, kiedy Dawid spożył święte chleby przeznaczone wyłącznie dla kapłanów (por. 1 Sm 21,2-7). Prawo kultyczne wyraźnie zabraniało świeckim spożywania tego pokarmu, jednak w obliczu zagrożenia życia przepis ten musiał ustąpić. Jezus zestawia czyn swoich uczniów z czynem Dawida, legitymizując w ten sposób ich zachowanie. Pokazuje, że miłosierdzie i troska o człowieka są kluczem do właściwej interpretacji Prawa. Jeśli Dawid mógł naruszyć sferę sacrum z powodu głodu, to tym bardziej uczniowie Mesjasza są niewinni. Jaki jest mój stosunek do starotestamentalnych tekstów? Czy mam świadomość, że mimo iż powstały one dawno temu i niejednokrotnie mówią o wydarzeniach jeszcze dawniejszych, to ich znajomość może wiele wyjaśnić w moim życiu?
  • I dodał: «To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu (w. 27) Kontynuując swoją wypowiedź, Jezus wypowiada zdanie, które stanowi jedną z najważniejszych zasad etycznych Nowego Testamentu, odwracającą dotychczasowe myślenie religijne. Jezus przypomina pierwotny zamysł Stwórcy: dzień odpoczynku jest darem dla dobra człowieka, a nie ciężarem czy pułapką. Bóg ustanowił szabat, aby człowiek mógł odpocząć i odnowić siły, a nie po to, by stał się niewolnikiem skomplikowanych przepisów. Jeśli prawo religijne zaczyna szkodzić człowiekowi zamiast mu służyć, oznacza to, że zostało wypaczone. Jezus wyzwala wierzących z lęku przed rytualną nieczystością, stawiając na pierwszym miejscu godność osoby ludzkiej. Niezwykła godność człowieka jest czymś niezbywalnym, bo została nadana mu przez samego Boga. We wszystkich wydarzeniach biblijnych, w których pojawia się bezpośrednia Boża interwencja, nie chodzi o obronę Bożego majestatu, którego nic nie jest w stanie naruszyć, lecz o ochronę człowieka, nierzadko przed nim samym. Czy pamiętam o tym, gdy do swojego życia odnoszę teksty Pisma Świętego? Czy pamiętam, że podstawowym kluczem do ich interpretacji jest miłosierna miłość objawiona w Chrystusie?
  • Zatem Syn Człowieczy jest Panem także szabatu» (w. 28) Ostatnie zdanie dzisiejszej perykopy to ważna deklaracja chrystologiczna, w której Jezus objawia swoją Boską tożsamość. Nazywając siebie Panem szabatu, stawia się ponad Prawem, co dla słuchaczy było równoznaczne z przypisaniem sobie prerogatyw samego Boga. Skoro szabat jest dniem Bożym, to władzę nad nim ma tylko sam Prawodawca, czyli Bóg. Jezus ogłasza, że to On jest ostatecznym interpretatorem woli Ojca. Jego obecność uświęca czas i nadaje mu nowy sens, przewyższający dawne zwyczaje. Nie jest to zniesienie przykazania, ale jego wypełnienie w Osobie Chrystusa, który przynosi prawdziwy odpoczynek. W jaki sposób traktuję przykazania, zarówno zawarte w Piśmie Świętym, jak i wypływające z tradycji Kościoła? Czy dostrzegam ich ostateczny cel, jakim jest moje zjednoczenie z Bogiem?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, Synu Człowieczy, ukaż mi sens mojego człowieczeństwa, pomóż mi w kluczu miłości wypełniać Bożą wolę.

Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania (Mk 2,18-22)

Przygotowanie

  • Opisana w poprzedniej perykopie wieczerza w domu Lewiego, na której był obecny Jezus i Jego uczniowie, a także celnicy i grzesznicy (Mk 2,13-17), prowokuje dalsze pytania. Tym razem zadają je zarówno uczniowie Jana Chrzciciela, jak i faryzeusze. To, co łączy obie grupy, to ścisłe przywiązanie do dotychczasowych zwyczajów religijnych. Nie pozwala to im dostrzec radyklanej nowości, jaką przynosi działalność Mesjasza. Duchu Święty, prowadź mnie przez nowość dzisiejszej Ewangelii, uzdolnij mnie do przyjęcia jej światła.

Punkty do medytacji

  • Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Niego i pytali: «Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?» (w. 18) Uczniowie Jana Chrzciciela oraz faryzeusze trzymali się surowych zasad „postu” (gr. nesteia), który był jedną z trzech podstawowych praktyk ówczesnej dewocji żydowskiej (por. Tb 12,8; Mt 6,3.6.16). Chociaż Prawo wymagało postu tylko raz w roku, w Dniu Pojednania (por. Kpł 16,29), faryzeusze praktykowali go dwa razy w tygodniu jako wyraz wzmożonej pobożności (por. Łk 18,12). Natomiast uczniowie Jana Chrzciciela najwyraźniej naśladowali ascetyczny styl życia swojego mistrza (por. Mk 1,6) i pojmowali post jako znak pokuty (por. Jl 2,12-13). Tymczasem Jezus i Jego uczniowie, nie tylko ucztują z grzesznikami, ale zdają się łamać uświęcone tradycją postne schematy, co wywołuje zgorszenie i zdziwienie obserwatorów. Pytanie, tym razem skierowane bezpośrednio do Jezusa, nie jest jedynie wyrazem ciekawości, lecz przede wszystkim ukrytym zarzutem o brak właściwej pobożności. Czym dla mnie jest pobożność? Czy potrafię uzasadnić podejmowane przeze mnie praktyki pobożnościowe?
  • Jezus im odpowiedział: «Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo mają pośród siebie pana młodego (w. 19) Jezus odpowiada na postawiony zarzut pytaniem retorycznym, które w swej istocie jest zaproszeniem rozmówców do wejścia na wyższy poziom zrozumienia. Używa przy tym pięknej metafory wesela, a siebie samego stawia w roli Oblubieńca (gr. nymfios). W tradycji biblijnej obraz zaślubin często odnosił się do relacji łączącej Boga z Narodem Wybranym: „Bo małżonkiem twoim jest twój Stworzyciel, któremu na imię – Pan Zastępów; Odkupicielem twoim – Święty Izraela, nazywają Go Bogiem całej ziemi” (Iz 54,5). Jednym z głównych tematów obietnic mesjańskich było to, że Bóg pewnego dnia w pełni odnowi więź małżeńską między sobą a swoim ludem: „I poślubię cię sobie na wieki,poślubię przez sprawiedliwość i prawo,przez miłość i miłosierdzie…” (Oz 2,21-23; por. Iz 62,4). Chrystus podkreśla, że czas Jego obecności na ziemi to okres radości i świętowania, a nie smutku czy żałoby. Nie można zmuszać gości weselnych do postu, gdy główny bohater uroczystości jest pośród nich. Post byłby w tym momencie czymś nienaturalnym, wręcz nietaktownym wobec rangi wydarzenia, jakim jest Wcielenie. Kolejne dni mojego życia to czas łaski. Bóg codziennie pozwala mi odczytywać Jego wolę, czyli plan, jaki ma wobec mojego życia. Czy potrafię określić, w jakim miejscu dzisiaj się znajduję? Czy jest to czas na łzy czy radość, pokutę czy świętowanie?
  • Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć (w. 20) Dalsza część wypowiedzi Pana wprowadza nagłą zmianę nastroju, rzucając cień krzyża na radosną atmosferę wesela. Słowa „zabiorą im pana młodego” (gr. aparthe ap auton ho nymfios) są pierwszą, subtelną zapowiedzią męki i śmierci Jezusa (por. Iz 53,8). Chrystus zapowiada, że przyjdzie czas, kiedy Jego fizyczna obecność pośród ludzi ustanie, a wtedy post nabierze zupełnie nowego znaczenia. Nie będzie już tylko rutynowym wypełnianiem Prawa, ale wyrazem głębokiej tęsknoty Kościoła za powracającym Pana. Ten przyszły post będzie wynikał z miłości i bólu straty, a nie z zewnętrznego przymusu. Stąd wniosek, że tajemnicę Wcielenia łączy ścisły związek z przyszłym dramatem Odkupienia. Czy mam świadomość, że centralnym momentem całej historii zbawienia jest męka, śmierć i zmartwychwstanie Syna Bożego? Czy podejmowany przez mnie post ma jedynie wymiar ascetyczny lub pokutny, czy może jest wyrazem mojej tęsknoty za powrotem Zbawiciela?
  • Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze [część] ze starego ubrania i gorsze staje się przedarcie (w. 21) Posługując się obrazem „łaty z surowego sukna” (gr. epiblema hrakus agnafu), Jezus ilustruje całkowitą niekompatybilność Jego nauki ze starymi schematami. Próba mechanicznego połączenia żywotności Ewangelii ze zużytymi formami starotestamentalnego judaizmu jest z góry skazana na porażkę. Nowy materiał kurczy się w trackie prania, wyrywając kawałek starej tkaniny i czyniąc dziurę jeszcze większą. Chrześcijaństwo nie może być traktowane jedynie jako dodatek czy ulepszenie Starego Przymierza. Jezus nie przyszedł „cerować” starego systemu religijnego, lecz przyniósł zupełnie nową jakość. Mieszanie tych dwóch porządków grozi zniszczeniem obu, dlatego konieczna jest radykalna otwartość na nowość Dobrej Nowiny. Poznawanie Jezusowej Ewangelii przypomina zanurzanie się w rwącym potoku. Kto zanurzy się w nim całkowicie, szybko na sobie poczuje jego energię. Nie jest możliwe bycie chrześcijaninem do pewnego stopnia, bez przyjęcia całej Dobrej Nowiny. Tylko wtedy bowiem pojawia się w naszym sercu nowość życia płynąca od boskiego Oblubieńca. Czy dostrzegam w moim życiu duchowym napięcie między słowem Jezusa, a moim przyzwyczajeniami lub utartymi schematami myślenia? Co mogę zrobić, by jeszcze bardziej otworzyć się na nowość Ewangelii?
  • Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki. Wino się wylewa i bukłaki [przepadną]. Raczej młode wino [należy wlewać] do nowych bukłaków» (w. 22) Kolejny obraz, „młodego wina” (gr. oinon neon) i „starych bukłaków” (gr. askus palaius) pogłębia temat konieczności zmiany/odnowienia myślenia. Młode wino podczas procesu fermentacji wytwarza gazy, które rozsadziłyby sztywne, wyschnięte skóry starych bukłaków. Młode wino to przede wszystkim dynamiczna, pełna mocy łaska Ducha Świętego (por. Dz 2,15-17; Ef 5,18), której nie da się zamknąć w skostniałych starego Prawa i zwyczajów. Aby przyjąć Ewangelię, człowiek potrzebuje „nowych bukłaków” (gr. askus kainus), czyli przemienionego serca i elastycznego, otwartego na nowość Jezusowej nauki umysłu. Kurczowe trzymanie się dawnych przyzwyczajeń sprawia, że zarówno marnuje się dar łaski, jak i umiera życie duchowe. Przyjrzę się mojemu sercu. Jakie jego przestrzenie wypełnia jeszcze naturalna lub starotestamentalna pobożność? Opowiem o tym Jezusowi.

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, uczyń moje serce nowym bukłakiem, w którym z całą mocą będzie mógł rozwijać się dynamizm Ewangelii.

Ja to ujrzałem i daję świadectwo (J 1,29-34)

Przygotowanie

  • Mimo że jesteśmy już w okresie zwykłym, liturgia słowa zabiera nas jeszcze na chwilę nad rzekę Jordan, gdzie dokonał się chrzest Jezusa. Tym razem jednak nie słuchamy typowej relacji z wydarzenia, jak u synoptyków, lecz z perspektywy Jana Chrzciciela patrzymy na jego najgłębszy sens. Wyciszę i uspokoję moje serce. Prosząc Ducha Świętego o prowadzenie, wejdę w modlitwę Słowem.

Punkty do medytacji

  • Nazajutrz zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata (w. 29) W Ewangeliach synoptycznych Jan Chrzciciel ukazany został przede wszystkim jako ostatni prorok Starego Testamentu, powracający Eliasz (por. Ml 3,23-24), który przygotowywał Naród Wybrany na nadejście Mesjasza. Synoptycy opowiadają również o jego czynnym zaangażowaniu w scenie zanurzenia Pana w wodach Jordanu. W Czwartej Ewangelii Prorok znad Jordanu pełni dodatkowo rolę świadka, wskazującego bezpośrednio na Jezusa z Nazaretu jako Pomazańca Bożego. Przypisuje Mu przy tym tytuł „Baranka Bożego” (gr. ho amnos tu theu), który nawiązuje zarówno do pierwszej Paschy (Wj 11-12), jak i Izajaszowego proroctwa o Słudze Pańskim (Iz 53). W noc wyjścia z Egiptu krew baranków paschalnych uchroniła pierworodnych w domach Izraelitów przed śmiercią. Natomiast Sługa Pański, niczym baranek na rzeź prowadzony, miał swoją śmiercią odkupić grzechy ludu. Jezus jest Barankiem Bożym, który gładzi „grzech świata” (gr. ten hamartian tu kosmu). Nie tylko bierze na siebie winę za grzechy pojedynczych ludzi i zanosi je na Golgotę, gdzie płaci za nie swoim życiem, ale również usuwa z ludzkich serc „system grzechu”, który zatruwał je od upadku pierwszych ludzi. Także moje grzechy zostały odkupione przez Jezusa. Nie tylko jednoczy mnie On ponownie z Ojcem, lecz również swoim słowem i łaską sakramentów zmienia mnie od wewnątrz. Mogę żyć nowym życiem. W chwili ciszy zatrzymam się nad ta prawdą i wzbudzę sobie dziękczynienie za dar zbawienia.
  • To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie (w. 30) Chrzciciel nawiązuje do swoich wcześniejszych wypowiedzi, gdy w prorockim uniesieniu nad Jordanem nawoływał do nawrócenia ze względu na zbliżającego się Mesjasza (por. J 1,15). W porządku ziemskim Jezus narodził się po Janie, jednakże Jego przyjście na świat jest w swej istocie wcieleniem się odwiecznego Słowa (gr. logos), które istniało u Boga, zanim jeszcze świat został stworzony (1,1-2). Wieczna preegzystencja Słowa i Jego boska tożsamość są źródłem wyjątkowej „godności”. W tekście greckim pojawia się tutaj sformułowanie emprosthen mou gegonen, które dosłownie można przetłumaczyć jako „stał się przede mną” lub „zajął miejsce na czele”. W starożytnych pochodach najważniejsza osoba szła na przedzie (gr. emprosthen). Chrzciciel zatem stwierdza, że choć Jezus pojawił się na scenie ziemskiej historii później, Jego duchowa i ontologiczna ranga sprawia, że w rzeczywistości to On prowadzi pochód dziejów. Historia mojego życia jest częścią wielkiej historii świata. Dlatego chociaż czasami może się wydawać, że otaczająca mnie rzeczywistość czy moje życie wewnętrzne są pełne chaosu, to jednak mogę być pewny, że w Chrystusie odnajdę sens i porządek. Czy pamiętam o tym na co dzień? Co obecnie jest moim największym chaosem? Opowiem o tym Jezusowi.
  • Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi» (w. 31) Prorocka działalność Jana Chrzciciela miała swój cel nadrzędny, którym było objawienie się Mesjasza. Jak podaje Ewangelia Łukasza, ich matki, Elżbieta i Maryja, były krewnymi (por. Łk 1,36). Znał on zatem wcześniej Jezusa jako człowieka, kuzyna, być może nawet jako kogoś sprawiedliwego, ale nie mógł wiedzieć, że to właśnie On jest Mesjaszem i Synem Bożym. Wiedzę tę otrzymał dopiero w momencie teofanii, która miała miejsce w trakcie zanurzenia Jezusa w wodach Jordanu. Aby Mesjasz mógł zostać wskazany Izraelowi, musiał pojawić się w konkretnym kontekście religijnym. Chrzest Jana gromadził tłumy i stworzył liturgiczną przestrzeń, w której Jezus mógł wejść w sferę publiczną. Przez 30 lat żył zwykłym życiem w Nazarecie. Zanurzenie w Jordanie jest momentem zdjęcia zasłony. Celem życia Jana było to jedno zadanie: zerwać zasłonę i pokazać światu Zbawiciela. Podobnie jest w moim przypadku. Jako chrześcijanin, uczeń Jezusa, jestem wezwany do tego, by być Jego świadkiem w moim otoczeniu. Czy pamiętam o tym w codziennym życiu? W jakim stopniu moje słowa, czyny i postawy ukazują Syna Bożego?
  • Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem Ducha, który zstępował z nieba jak gołębica i spoczął na Nim (w. 32) Ewangelista wprowadza tu formę uroczystego zeznania, niczym w sadzie, podkreślając wagę naocznego doświadczenia Jana. Obraz „Ducha” (gr. to pneuma) zstępującego „jak gołębica” (gr. hos peristeran) symbolizuje łagodność, pokój i nowe stworzenie w Chrystusie. Ważnym elementem relacji jest to, że Duch nie tylko zstąpił, ale „spoczął” (gr. emeinen) na Jezusie na stałe. Oznacza to, że Pan posiada pełnię Ducha w sposób trwały, a nie tylko chwilowy, jak dawni prorocy. Moment namaszczenia Jezusa Duchem Świętym jest dla Jana niepodważalnym dowodem, że jest On Mesjaszem. Duch Święty nie tylko spoczywał na Jezusie, lecz również od samego początku jest obecny w Kościele, wspólnocie Nowego Przymierza. W Jego mocy głoszone jest słowo Boże, sprawowane są sakramenty, a Kościół staje się wspólnotą odkupionych grzeszników. Jakie wnioski z tego wypływają dla mnie? Co mogę zrobić, by jeszcze bardziej otworzyć się na Trzecią Osobę Trójcy Świętej?
  • Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego na Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym” (w. 33) Jan powołuje się na bezpośrednie objawienie, które otrzymał od Boga. Zatem to nie on sam wymyślił formę swojej posługi, ale jego misja nad Jordanem była realizacją konkretnego zlecenia z nieba. Otrzymał on przy tym precyzyjny klucz rozpoznawczy: miał wypatrywać zstąpienia Ducha na konkretnego człowieka. Znak ten pozwolił mu bezbłędnie zidentyfikować Zbawiciela pośród wielu ludzi przyjmujących chrzest w Jordanie. Jan definiuje Jezusa jako Tego, który „chrzci Duchem Świętym” (gr. baptidzon en pneumati hagio). Podczas gdy chrzest Jana był znakiem pokuty, symbolizował skruchę, ale nie zmieniał natury człowieka, Duch Jezusa ma moc przemienić serce człowieka, zanurzając go w rzeczywistości Boga. Zapowiedź chrztu Duchem była marzeniem proroków (por. Ez 36,26-27; Jl 3,1). Oznaczała ona czasy, w których Prawo nie będzie już wyryte na kamiennych tablicach, ale Bóg wleje swojego Ducha w ludzkie serca. Na chrzcie świętym otrzymałem dar nowego życia. Bóg dotknął mojego serca, stwarzając je na nowo. Czy mam świadomość, że zbawienie nie zaczyna się wraz z „dobrymi uczynkami”, ale że jego źródłem jest wcześniejsze, intymne spotkanie z Bogiem w sanktuarium mojego serca?
  • Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym» (w. 34) Werset ten jest pieczęcią całego przesłania Jana Chrzciciela w czwartej Ewangelii. Użycie czasu przeszłego dokonanego „ujrzałem” (gr. heoraka) wskazuje na fakt historyczny i osobiste doświadczenie mistyczne proroka. Jan nie przedstawia teologicznych teorii, lecz opowiada o rzeczywistości, której dotknął własnymi zmysłami. Tytuł „Syn Boży” (gr. ho hyios to theu) stanowi wyznanie wiary, wskazujące na boską naturę Cieśli z Nazaretu. Podczas gdy w Ewangeliach synoptycznych to głos Boga z nieba mówi: „Ten/Tyś jest mój Syn” (Mt 3,17, Mk 1,11, Łk 3,22), w Czwartej Ewangelii głos milczy, a mówi człowiek. Jan Chrzciciel staje się ziemskim „rzecznikiem” Ojca, powtarzając to, co u synoptyków objawiło Niebo. Świadectwo Jana, ze względu na swój formalny kształt, jest niczym akt prawny, zobowiązującym słuchaczy do zajęcia stanowiska wobec Jezusa. A jaka będzie moje odpowiedź na świadectwo Proroka znad Jordanu?

Modlitwa w ciągu dnia

  • „Panie Jezu, Synu Boży, posyłaj mi swojego Ducha, niech codziennie pomnaża we mnie owoce chrztu świętego”.