Aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne

Środa, 29 kwietnia

J 6,35-40

Odpowiedział im Jezus: «Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał. Jest wolą Tego, który Mnie posłał, abym nic nie stracił z tego wszystkiego, co Mi dał, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym».

W zdaniu, które kończy wczorajsze i rozpoczyna dzisiejsze czytanie ewangeliczne, występuje pierwsze z siedmiu samookreśleń Jezusa, które możemy napotkać na kartach Janowej Ewangelii. Pan mówi do zgromadzonych wokół siebie Żydów: „Ja jestem chlebem życia” (J 6,35). W innych miejscach, posługując się formułą „Ja jestem…”, w której pobrzmiewa echo starotestamentalnego imienia Boga – „Jestem, który jestem” (Wj 3,14), Jezus przypisuje sobie także tytuły: „światłość świata” (por. J 8,12; 9,5), „brama” (10,9), „dobry pasterz” (10,11.14), „zmartwychwstanie i życie” (11,25), „droga, prawda i życie” (14,6) oraz „prawdziwy krzew winny” (15,1.5). Wszystkie powyższe tytuły podkreślają kolejne aspekty tożsamości i zbawczej misji Syna Bożego. Jako „chleb życia” jest On darem Ojca, który niczym pokarm ma podtrzymywać życie wierzących. Określenie to wpasuje się w biblijną tradycję obrazowania Bożej mądrości i Prawa za pomocą pożywienia. Spożywanie powyższych darów polegało na pozwoleniu, by przenikały one do wnętrza i przemieniały sposób życia Izraelitów. W przypadku „chleba życia”, jakim jest Syn Boży, chodzi o całkowite przylgnięcie do Jego osoby i poddanie mądrości wyrażonej w Jego nauce (por. 1,12-13).

Objawienie przyniesione przez Jezusa spotyka się z niewiarą ze strony Żydów: „Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie” (6,36). Dzięki znakowi rozmnożonego chleba oraz słowom przez Niego wypowiadanym tłum zaczyna rozumieć, że On jest kimś większym niż Mojżesz. Żydzi nie są jednak jeszcze gotowi przyjąć Go takim, jakim jest. Nie są jeszcze w stanie w Niego uwierzyć. Dlatego Pan w dalszych swoich słowach powraca do tematu dzieła zamierzonego przez Ojca, który ma polegać na wierze w Tego, którego On posłał (6,27-29): „Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał” (6,37-38). To Ojciec jest tym, który „pracuje” nad ludzkim sercami i sprawia, że stają się one zdolne uwierzyć w Jezusa. Poddanie się działaniu Ojca będzie skutkować wejściem w jedność z Synem w życiu ziemskim oraz wskrzeszeniem w dniu ostatecznym (w. 40). Życie, które mają otrzymać wszyscy karmiący się Jezusem – „chlebem z nieba”, ma wymiar wieczny.

Nasza codzienność nie jest zlepkiem przypadkowych wydarzeń, sytuacji i spotkań, lecz czasoprzestrzenią, w której Bóg Ojciec przygotowuje nas na przyjęcie Jego Syna. Kto w ten sposób patrzy na swoje życie, dostrzega, że sukces nie jest tylko sukcesem, choroba nie jest tylko chorobą, a spotkanie z bliźnim nie jest tylko sytuacją, którą można opisać pod kątem socjologicznym, kulturowym czy antropologicznym. Podobnie jak w przypadku starotestamentalnych Izraelitów, Ojciec czyni z nami historię zbawienia, dzieło, którego celem jest obdarowanie nas życiem w Synu i Duchu Świętym.

Czy dostrzegam w mojej codzienności wyrazy Bożej woli? Czy pozwalam, by Bóg kształtował mnie przez wydarzenia, których jestem uczestnikiem? Czy patrzę na moje życie w perspektywie wieczności?